piątek, 29 czerwca 2012

Impresje białoruskie, cz. 5



Słowo się rzekło, kobyłka u płotu, postanowiłam zamieścić ostatnią porcję zdjęć z wyjazdu na Białoruś, który miał miejsce prawie trzy lata temu (ale ten czas leci).
 
Kończąc ten cykl pragnę napisać słów parę o naszych krótkich przygotowaniach do wyjazdu, które okazały się dość uciążliwe, głównie z uwagi na brak dostępnych przewodników i map. Może obecnie sytuacja jest lepsza, ale w 2009 r. dostępna była jedynie końcówka nakładu przewodnika po Grodnie (wyd. Bezdroża, 2005 r.), który na szczęście ujmował również Nowogródek, Mir i Nieśwież. Można było również dostać książkę pt. „Szlakiem Adama Mickiewicza” Tomasza Krzywickiego (Rewasz, 2006) i piękne wydawnictwo pt. „Smak Kresów 2. Czar Polesia” Grzegorza Rąkowskiego (Rewasz, 2001), ale o nim dowiedzieliśmy się później. Można było jeszcze kupić przewodnik National Geographic, ale po przekartkowaniu nie zdecydowaliśmy się na to, gdyż zawierał on bardzo niewiele informacji, które byłyby przydatne w planowaniu szlaku tej podróży. Oryginalne mapy na pierwszy etap podróży kupowaliśmy w specjalistycznym sklepie, po mocno zawyżonych cenach. W Mińsku te same mapy można było kupić mniej więcej trzy razy taniej. Mam nadzieję, że trzy lata po naszym wypadzie sytuacja pod tym względem jest lepsza i w dużych księgarniach typu Empik dostępne są już mapy i przewodniki, które pozwolą przygotować wyjazd turystyczny do tego kraju, tak bliskiego nam, a jednocześnie tak mało znanego.

Podczas tych gorączkowych poszukiwań materiałów przydatnych w jakim takim przygotowaniu wyjazdu odkryłam gawędy Katarzyny Węglickiej. Nie są to przewodniki turystyczne, ale zawierają opis wędrówek autorki po Kresach i tam właśnie znalazłam relację o odnalezieniu niezwykłego pomnika w pobliżu wioski Arabowszczyzna koło Baranowicz, który przetrwał 70 lat Związku Radzieckiego, choć właściwie nie miał prawa go przetrwać. Jest to bowiem pomnik na pamiątkę trzech polskich pochodów. Dla przypomnienia: 1604, 1812, 1919-20. Sami byśmy tam nie trafili, ale połączyliśmy siły z grupą polskich turystów, których spotkaliśmy w Nowogródku, popytaliśmy ludzi (bez tego ani rusz, mimo opisu drogi w książce) i voila, oto, co ukazało się naszym oczom:


Dojazd do pomnika wiódł przez polną drogę. Oba samochody mocno się zakurzyły.



A to pozostałości pomnika wzniesionego w końcu lat 20-tych XX w.w kształcie orła z trzema krzyżami na pamiątkę trzech pochodów Polaków na wschód. Napisy się nie uchowały, a lokalizacja pomnika na skraju lasu, z dala od wioski, była chyba przyczyną, że nie został on całkowicie zniszczony

Zabrakło nam około dwóch dni, żeby zwiedzić Polesie, tajemniczą krainę, bardzo specyficzną i odmienną od reszty kraju. Niestety, tylko przemknęliśmy samochodem przez poleskie moczary, w Pińsku zatrzymaliśmy się dosłownie na godzinę. Jeśli kiedyś trafi mi się okazja, bardzo chciałabym tam wrócić… Poniżej zamieszczam kilka migawek z Pińska i Polesia zza szyby samochodu, żeby pokazać, jak odmienny od wcześniejszych widoków krajobraz nam towarzyszył.


Poleski krajobraz pełen rozlewisk, mokradeł, charakterystycznych kęp krzaków.



Charakterystyczny dla Białorusi drewniany domek.

Katedra pw. Wniebowzięcia NMP w Pińsku z XVIII w. Najcenniejszy zabytek miasta.



Wnętrze katedry


Jedna z tablic pamiątkowych w katedrze


Wyjazd na Białoruś wspominam bardzo dobrze i chyba to widać w tych moich zapiskach. Uważam, że jest to kraj nieznany nam, mimo iż tak wiele pamiątek polskości tam się jeszcze znajduje. Z naciskiem na "jeszcze"... Trzeba się spieszyć, aby je zobaczyć, gdyż znikają one z każdym upływającym rokiem. Przykładem może być np. pałac Radziwiłłów w Nieświeżu, który został już chyba dużym nakładem sił i środków państwa białoruskiego wyremontowany i zrekonstruowany, chociaż nie wiem czy to właściwe słowo, ponieważ po remoncie miał on przyjąć wygląd, jakiego nigdy w dziejach nie miał. Dobudowywane były np. kopułki i inne atrybuty, których jako żywo tam nigdy nie było. I żadne protesty nie skutkowały…



Nieświeski pałac w trakcie remontu

Przykrą obserwacją jest skonstatowanie, jak wiele pamiątek komunizmu pozostało w tym kraju. I nie chodzi mi tylko o pomniki Lenina, Dzierżyńskiego czy innych luminarzy systemu komunistycznego, ale o nazewnictwo ulic, placów, niezmienione od czasów ZSRR. Dlatego też w każdym mieście, większym czy mniejszym, zawsze natkniemy się na ulicę czy plac 17 września. Data, która dla nas jest synonimem tragedii narodowej, tam jest nadal rocznicą „wyzwolenia” Białorusi zachodniej…

Ulica w Postawach



Tym razem Głębokie. Jak widać tu nazwy ulic na tablicach sa w jęz. białoruskim, w Postawach - po rosyjsku. Mam zresztą uwagę praktyczną. W Mińsku nazwy ulic na planie sa w jęz. rosyjskim, a na tabliczkach po białorusku, a jak widać powyżej nie jest to tożsame i może trochę mylić zwłaszcza turystów poruszających się samochodem.

No i jeszcze Grodno. Nawiasem mówiąc, siedziba Związku Polaków w tym mieście znajduje się na roku ulic Dzierżyńskiego i 17 września...

Piszę o tym nie dlatego, że chciałabym jątrzyć i wylewać żale. Rozumiem specyfikę sytuacji tego kraju. Spędziłam tam naprawdę miłe chwile, ale widok tych nazw ulic sprawiał mi przykrość, zwłaszcza na początku pobytu.

Wielu ciekawych miejsc nie zdołałam zobaczyć. Mam tu na myśli przede wszystkim Polesie i Pińsk, muzeum Czesława Niemena w Starych Wasiliszkach, Bracław, Witebsk, rodzinne miasto Marca Chagalla. Nie zdążyłam również zwiedzić lokalnej atrakcji, czyli skansenu w Dudutkach, w którym można zobaczyć m. in., jak się pędzi bimber. :) Mam nadzieję, że trafi mi się jeszcze okazja, żeby te miejsca kiedyś zobaczyć. Nie zamieściłam tutaj również zdjęć z kilku miejsc, w których byłam, np. Mińsk, Mir i Nieśwież, a to dlatego, że na tych zdjęciach akurat występują głównie osoby, a nie zabytki. ;) Będąc w Mińsku, trafiłam jednak na kiermasz książki i natknęłam się tam na tytuł, który musiałam sfotografować:



No comment...

I tym dość typowym dla blogów książkowym zdjęciem kończę relację z mojego wyjazdu na Białoruś. Mam nadzieję, że choć trochę Was zachęciłam i jeżeli nadarzy się okazja, to spróbujecie się tam wybrać. Obecnie nie jest to sprawa prosta, ale wierzę, że w miarę upływu lat będzie to jednak coraz łatwiejsze. Naprawdę warto zobaczyć ten ciekawy kraj.



czwartek, 21 czerwca 2012

Tarjei Vesaas, Ptaki




Tarjei Vesaas to mistrz nastroju. Miałam okazję tego doświadczyć czytając „Pałac lodowy” i „Wiosenną noc”. Te książki mnie zachwyciły, wciągnęły w swój jakże odmienny od obecnego świat: świat pełen wrażliwości, uczuć, pięknego, literackiego języka, więzi z przyrodą…

"Ptaki" to chyba najsłynniejsza książka norweskiego twórcy. Na jej motywach powstał polski film pt. "Żywot Mateusza" (1967) w reżyserii Witolda Leszczyńskiego z Franciszkiem Pieczką w roli głównej, jeden z najlepszych debiutów w historii polskiego kina. Pewne więc było, że prędzej czy później przeczytam tę książkę.

 
Kadr z filmu "Zywot Mateusza"

Głównymi bohaterami tej opowieści są Mattis i Hege, rodzeństwo w średnim wieku, mieszkające w oddalonym od wsi skromnym domku nad jeziorem. Ciężar utrzymania gospodarstwa spoczywa na barkach zaradnej i odpowiedzialnej Hege, która opiekuje się swoim młodszym bratem. Mattis jest 37-letnim mężczyzną o duszy dziesięcioletniego dziecka. Chłonie przyrodę każdym atomem swego ciała, jest jej częścią i przeżywa niezwykle intensywnie każdą zmianę w otoczeniu. Niestety, nie jest w stanie wykonywać trywialnych i przyziemnych czynności, które mogłyby przyczynić się do zwiększenia skromnego budżetu ich gospodarstwa. Hege, jego starsza siostra, przez całe swoje życie opiekuje się Mattisem i zna go na wylot. Zarabia na ich utrzymanie wyrobem swetrów, co pozwala żyć im obojgu skromnie, ale godnie.

Opowieść Vesaasa zaczyna się, gdy Hege skończyła właśnie 40 lat i rwane rozmowy z Mattisem uświadamiają jej, jak jałowe życie prowadzi. Przeżywa swoje rozterki w samotności, wielu pisarzy napisałoby ze dwa rozdziały o jej rozpaczy, gdy uświadomi sobie upływ czasu, a Tarjei Vesaas ograniczył się w opisie do jednej sceny, która mówi wszystko i wzrusza nas do głębi…

Mattis źle znosi towarzystwo „przeciętnych” ludzi, sąsiadów z wioski. Nie jest w stanie skoncentrować się na wykonywaniu prostych zajęć, gdyż momentalnie jego myśli zwracają się ku innym sprawom i jego praca nie przynosi efektów. Wszyscy znają zresztą jego przypadłość i chętnych do zatrudnienia go przy pracach polowych praktycznie nie ma, choć cała
wieś jest pełna podziwu dla poświęcenia i zaradności Hege.

Ważnym wydarzeniem, które wpływa na zachowanie Mattisa, które uświadamia mu, że coś się zmieni, jest zabicie przez myśliwego słonki, ptaka, który przemierzając trasę dokładnie nad domem rodzeństwa wprawiał Mattisa w euforię. Bohater książki jest pewien, że zabicie ptaka wpłynie na życie jego i Hege. Wkrótce po tym wydarzeniu w ich domu pojawia się Obcy i zaburza istniejącą od wielu lat harmonię egzystencji rodzeństwa… Postać tajemnicza, o której nic nie wiemy poza tym, że jest to mężczyzna po przejściach i że... Hege jest z nim szczęśliwa. Pojawia się znienacka uczucie, które zmienia wszystko i wywraca życie mieszkańców domku nad jeziorem do góry nogami…


Każda z głównych postaci w tej książce ma swoje racje. Dzięki wspaniałemu pisarstwu Vesaasa rozumiemy sposób widzenia świata przez Mattisa, choć zapewne w normalnym życiu, podobnie jak mieszkańcy wioski, widzielibyśmy w nim tylko wiejskiego przygłupa. Nie sposób nie wzruszyć się sytuacją Hege, która poświęciła całe swoje życie na opiekę nad bratem nie dbając o własne szczęście. Gdy pojawia się mężczyzna, z którym połączy ją uczucie, jej marzenia mogą się spełnić, ale czy nie odbędzie się to kosztem brata? Mattis jest przestraszony zmianą sytuacji. Czuje niepewność i trwogę. „Jego” Hege się zmieniła. Zmieniła się jej rola w życiu. Już nie jest siostrą Mattisa, lecz przede wszystkim kobietą Jørgena. Czy w jej nowym życiu znajdzie się miejsce dla niego? Jaki los czeka naszych bohaterów? Pewne jest, że ta sytuacja musi znaleźć rozwiązanie… 

Tarjei Vesaas rysuje obraz delikatną kreską, cieniuje uczucia, nie nadużywa słów, a jednak czytelnik doskonale wyczuwa wszelkie zmiany nastroju, euforię, zagrożenie, rozpacz… To wielka umiejętność tego pisarza, który w swoich niewielkich objętościowo książkach potrafi przykuć uwagę czytelnika od pierwszej do ostatniej strony, chociaż nie są to powieści przeładowane dramatycznymi zwrotami akcji. Ba! Tych zwrotów praktycznie nie ma. Jest nastrój, powaga, szacunek do człowieka i jego uczuć. Zwraca uwagę również więź bohaterów z naturą, ich wzajemna synergia.  

Nie jest to książka radosna, oferująca obowiązkowy „happy end”, ale polecam ją gorąco wszystkim wrażliwcom i wielbicielom literatury pięknej w pełnym tego słowa znaczeniu. Wspaniała lektura!



Moja ocena: 6 / 6


Autor: Tarjei Vesaas
Tytuł oryginalny: Fuglane
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Tłumacz: Beata Hłasko
Rok wydania: 1964
Liczba stron: 212


 

Zamiast noty biograficznej pisarza, którą możecie znaleźć w moich wcześniejszych notkach (tu i tu) proponuję cytat z książki i zwiastun filmu "Żywot Mateusza".



"Świat pełen jest przemocy, która ze wszystkich stron czyha na człowieka i przytłacza go." (s.179)




poniedziałek, 18 czerwca 2012

Imieniny Jana Kochanowskiego w Bibliotece Narodowej




"Na świętego Jana czytamy do rana."


Idąc ostatnio z pracy zauważyłam ciekawy plakat z mistrzem Kochanowskim i stosem książek, który możecie obejrzeć powyżej. Jak się okazało, 23 czerwca, w sobotę, w przeddzień imienin Jana, Biblioteka Narodowa postanowiła otworzyć swoją siedzibę w Ogrodzie Krasińskich dla wszystkich, którzy kochają książki nie tylko autorstwa Jana Kochanowskiego. Ale imieniny naszego renesansowego poety stały się dobrym pretekstem dla organizacji w tym dniu sympatycznej, mam nadzieję, imprezy. :)

W sali rycerskiej będzie można obejrzeć tylko w ten jeden dzień unikatowe pierwodruki utworów Jana Kochanowskiego oraz jedyny zachowany rękopis. Symbolicznym biletem wstępu będzie przyniesiona z domu lub zakupiona na kiermaszu książka. W Ogrodzie odbędzie się bowiem kiermasz książek, gdzie oprócz stoisk z bestsellerami będą również obecni przedstawiciele warszawskich antykwariatów. Przy kawiarnianych stolikach mają się również pojawić popularni polscy autorzy i twórcy kultury (ciekawe, kto tam się pojawi, gdyż na razie organizatorzy nie podali żadnych nazwisk).


Nie zabraknie atrakcji dla małych i dużych. Bogaty program edukacyjny dla dzieci i młodzieży obejmuje m.in. zabawy inspirowane polskimi baśniami (12.00-16.00) oraz warsztaty ilustratorskie (16.00-21.00). Odbędzie się również Mecz Poetycki na utwory Jana Kochanowskiego, który rozegrają znani aktorzy i ludzie kultury. Gospodarzem Imienin będzie dziennikarz Grzegorz Markowski. Wieczorem planowany jest dancing. :)

 Program zapowiada się więc bardzo interesująco. Więcej informacji znajdziecie na stronie Biblioteki Narodowej oraz na Facebooku. Może warto się wybrać?


 

niedziela, 17 czerwca 2012

Ann Cleeves, Czerń kruka



Trochę mnie ta książka prześladowała. Jej klimatyczna okładka wpadała mi w oko kilkakrotnie podczas wizyt w księgarniach i bibliotekach i w końcu zwyczajnie musiałam po nią sięgnąć, choć nazwisko autorki nic mi nie mówiło. Zachęciła mnie jednak perspektywa śledztwa na Szetlandach*, mało znanej i tajemniczej krainie, której nie miałam jeszcze okazji poznać.








Akcja książki rozpoczyna się w ostatni wieczór roku, gdy dwie nastolatki – Catherine i Sally - wracając z imprezy postanawiają dla żartu odwiedzić miejscowego dziwaka, Magnusa Taita, który żyje w osamotnieniu, nie kontaktując się praktycznie z mieszkańcami osady. Kilka dni później ciało uduszonej własnym szalikiem Catherine zostaje odnalezione w śniegu w niedalekim sąsiedztwie domu Magnusa. Opis odnalezienia zwłok jest bardzo plastyczny: ciemna postać na śniegu, czerwony szalik, czarne kruki krążące nad ciałem... W lokalnej społeczności narasta atmosfera podejrzliwości i w powszechnej opinii upośledzony samotnik staje się winnym tej zbrodni. Wszyscy przypominają sobie tajemnicę sprzed lat, gdy zaginęła jedenastoletnia dziewczynka, i podejrzanym również był ten człowiek. W takich okolicznościach śledztwo prowadzi inspektor Jimmy Perez, który po wielu latach pracy w szkockiej policji wrócił w rodzinne strony szukać zapomnienia po trudnych przejściach osobistych.

Głównym bohaterem jest właśnie Jimmy Perez, potomek hiszpańskiego rozbitka sprzed wieków, pochodzący z Fair Island położonej jeszcze bardziej na północ od Mainland, największej wyspy Szetlandów, gdzie toczy się akcja „Czerni kruka”. Ten pokiereszowany przez los samotnik wrócił w rodzinne strony, aby zapomnieć o rozpadzie swojej rodziny i odzyskać spokój. Nie chce brać udziału w „wyścigu szczurów”, robić kariery w policji, choć dawniej, w poprzednim życiu bardzo mu na tym zależało… Jego obecna postawa kontrastuje z nastawieniem szefa policjantów przybyłych z Aberdeen, Roya Taylora, który ma na celu jak najszybsze rozwiązanie tej prostej w jego mniemaniu sprawy. Jimmy jednak czuje przez skórę, że rozwiązanie jest bardziej skomplikowane niż mogłoby się wydawać szkockiemu koledze. Jego znajomość lokalnej sytuacji i ludzi będzie pomocna w prowadzeniu dochodzenia i pozwoli wyjaśnić wiele pojawiających się wątpliwości. Postać Jimmy'iego Pereza jest atutem tej książki. Ten bohater da się lubić i ma w sobie pewną tajemnicę, co sprawia, że chcemy się dowiedzieć, jakie były jego dalsze losy, niewątpliwie opisane w kolejnych częściach cyklu.

Konstrukcja fabuły książki przypomina najlepsze wzorce literatury kryminalnej: zamknięta społeczność wzbogacona kilkorgiem przybyszów z zewnątrz, odkrywane powolutku tajemnice, które mają wpływ na zachowanie wielu bohaterów i zmieniają obraz sytuacji, dopracowane i wiarygodne sylwetki psychologiczne pojawiających się postaci, których mnogość jednak nie rozprasza uwagi czytelnika. Autorka prowadzi czytelnika statecznie i spokojnie poprzez życie tej społeczności na szetlandzkiej prowincji. Wydarzenia toczą się niespiesznie, ale trudno, aby było inaczej, skoro na przykład miejscowi policjanci muszą cierpliwie czekać na przyjazd ekipy śledczej ze Szkocji, która jest w stanie zapewnić zabezpieczenie miejsca zbrodni, a sekcja zwłok musi się odbyć w Aberdeen. Wszystkie czynności zajmują więcej czasu niż w metropolii, ludzie nie żyją w szaleńczym tempie, które jest charakterystyczne dla dzisiejszej cywilizacji i jest to stały element życia na wyspach.

Rozwiązanie zagadki morderstwa jest bardzo zaskakujące. Sądzę, ża niewielu czytelników tej książki było w stanie prawidłowo wskazać sprawcę. Jest to jednak rozwiązanie wiarygodne i uzasadnione psychologicznie. W książce tej panuje nastrój pewnej melancholii, zamyślenia, która zapewne nie każdemu będzie odpowiadać. Mnie jednak taka powolna narracja bardzo przypadła do gustu, choć w pewnych momentach miałam wrażenie, że kryminał przekształca się w prozę obyczajową.:) Ann Cleeves dołożyła starań, aby czytelnik uzyskał nieco informacji o realiach życia na wyspach, które na pewno darzy szczerym uczuciem. Sądzę zresztą, że jej cykl kryminalny jest zapewne wykorzystywany w promocji regionu, a jeśli tak nie jest, to czym prędzej powinno się to zmienić. :) Kulminacyjnym momentem książki autorka uczyniła barwny festiwal
Up Helly Aa**, który dla lokalnej społeczności jest wielkim świętem, a przygotowania do niego zajmują miejscowym sporo czasu i wymagają dużego wysiłku organizacyjnego.

 



 
Nastrojem i konstrukcją fabuły książka ta przypominała mi najlepsze kryminały skandynawskie, które wciągają czytelnika bez reszty i nie pozwalają mu zapomnieć o rozpoczętej lekturze. "Czerń kruka" jest pierwszą z cyklu tzw. „kwartetu szetlandzkiego”, ale o ile się orientuję, w Polsce wyszły tylko dwie części tej serii. Mam nadzieję, że będziemy mieli okazję zapoznać się ze wszystkimi. Ja na pewno sięgnę po drugą z kolei „Biel nocy”. Szetlandy mają w sobie magię i moc przyciągania. :)


 


Ann Cleeves (ur. 1954) – brytyjska autorka kryminałów. W 2006 r. za swoją książkę „Czerń kruka” zdobyła nagrodę Duncan Lawrie Dagger, najhojniejszą w świecie kryminałów. Jest autorką kilku cykli kryminalnych, w tym m. in. wydany w latach 2006-10 „kwartet szetlandzki”, którego pierwszą w kolejności książką była właśnie „Czerń kruka” (Raven Black). Pozostałe części cyklu to: "White Nights" (2008), "Red Bones" (2009) i "Blue Lightning" (2010). Na podstawie cyklu kryminalnego z Verą Stanhope powstał serial telewizyjny „Vera”. Strona internetowa pisarki to: http://www.anncleeves.com/
 

 

Moja ocena: 5 / 6

Autor: Ann Cleeves
Tytuł oryginalny: Raven black
Wydawnictwo: Amber
Seria: Kryminał z klasą
Tłumacz: Sławomir Kędzierski
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 296

 

*Szetlandy to najdalej wysunięta na północ grupa stu wysp należących do Wielkiej Brytanii. Mimo położenia na dalekiej północy klimat panujący na Szetlandach jest dość łagodny, określany jako klimat umiarkowany morski. Wyspy są rajem dla ornitologów, którzy mogą obserwować tam ponad milion ptaków, często dość rzadkich gatunków (jak np. maskonury i głuptaki). Można tam spotkać również foki, morświny, a czasem nawet delfiny i wieloryby. Najdawniejsze ślady człowieka na wyspach pochodzą sprzed 5000 lat, dlatego też na wyspach znajduje się kilkaset stanowisk archeologicznych. Szetlandy oferują doskonałe warunki do jazdy rowerem, wędkowania, golfa. Istnieje również możliwość nurkowania i pływania kajakiem.

** Niezwykły festiwal ognia Up Helly Aa odbywa się co roku w styczniu w Lerwick, największym mieście archipelagu Szetlandów. Przygotowania rozpoczynają się od zbudowania galery wikingów oraz uszycia kostiumów, co wymaga długotrwałych przygotowań przed dniem festiwalu. Rozpoczyna się on pochodami mężczyzn w nordyckich strojach. Po zmroku rusza parada z pochodniami, które na koniec są rzucane na statek. Jest to największa atrakcja festiwalu. Podpalenie galery jest punktem kulminacyjnym wieczornego pochodu. Później w mieście odbywają się liczne zabawy. Festiwal ten jest organizowany od 1870 r. i nawiązuje on do najazdów rabunkowych przybyszów ze Skandynawii, których osady powstały na Szetlandach ponad 1000 lat temu.
Źródło informacji

środa, 13 czerwca 2012

William Butler Yeats (1865 - 1939)

 
William Butler Yeats (13.06.1865 - 28.01.1939)
poeta, dramaturg i filozof irlandzki

Dziś przypada rocznica urodzin irlandzkiego poety, laureata literackiej nagrody Nobla w 1923 r. Z tej okazji zamieszczam kilka jego wierszy.

Poeta pragnie szaty niebios

Gdybym miał niebios wyszywaną szatę
Z nici złotego i srebrnego światła,
Ciemną i bladą, i błękitną szatę
Ze światła, mroku, półmroku, półświatła,
Rozpostarłbym ci tę szatę pod stopy,
Lecz biedny jestem: me skarby – w marzeniach,
Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy;
Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach
 
Przekład - Leszek Engelking

He wishes for the Cloths Of Heaven

HAD I the heavens’ embroidered cloths,
Enwrought with golden and silver light,
The blue and the dim and the dark cloths
Of night and light and the half-light,
I would spread the cloths under your feet:
But I, being poor, have only my dreams;
I have spread my dreams under your feet;
Tread softly because you tread on my dreams.
 


Brzask
Chciałbym być w ignorancji podobny do brzasku,
Który spoglądał z góry
Na wiekową królowę, co obmierzała miasto
Z pomocą cennej szpili,
Na zasuszonych starców, co śledzili
W swym pedantycznym Babilonie
Beztroskich planet tory
I gwiazdy, które blakły w bliskości księżyca,
A potem na tabliczkach obliczali wzory.
Chciałbym być podobny do brzasku,
Który po prostu wzeszedł, rozhuśtał pełen blasku
Powóz ponad pochmurne grzbiety ciemnych koni.
Chciałbym – bo cała wiedza niewarta źdźbła słomy –
Jak brzask być płochy i tak nieświadomy.

Przekład – Ludmiła Marjańska


The Dawn

I would be ignorant as the dawn
That has looked down
On that old queen measuring a town
With the pin of a brooch,
Or on the withered men that saw
From their pedantic Babylon
The careless planets in their courses,
The stars fade out where the moon comes.
And took their tablets and did sums;
I would be ignorant as the dawn
That merely stood, rocking the glittering coach
Above the cloudy shoulders of the horses;
I would be -- for no knowledge is worth a straw –
Ignorant and wanton as the dawn.


 


Staruszkowie podziwiający się w wodzie
 
Słyszę – dziadzina mówi dziadzinie:
„Wszystko się zmienia,
Patrzeć jak tylko śmierć na nas skinie.”
A mają dłonie jak jakieś szpony,
Nogi jak obraz pni drzew skrzywiony
Przez nurt strumienia.
Słyszę – dziadzina mówi dziadzinie:
„Wszystko, co piękne, w przeszłość odpłynie,
Jak nurt strumienia.”

Przekład - Maciej Froński


The Old Men Admiring Themselves in the Water

I heard the old, old men say:
“Everything alters,
And one by one we drop away.”
They had hands like claws, and their knees
Were twisted like the old thorn trees
By the waters.
I heard the old, old men say:
“All that’s beautiful drifts away
Like the waters.”
 

Kiedy już siwa twa głowa

Kiedy już siwa twa głowa, osnuta snem, zamyśleniem,
Pochyli się nad kominkiem, weź w ręce tę książkę i czytaj,
Czytaj powoli i wspomnij, jak niegdyś twój uśmiech rozkwitał,
I wspomnij, jakim głębokim oczy mroczyły się cieniem.
I wspomnij, jak wielu kochało uśmiech łagodny i jasny,
Kochało – szczerze lub złudnie – czar, co radość twą zdobił.
Lecz jeden człowiek miłował duszę wędrowną w tobie
I wtedy miłował najbardziej, gdy w żalu twe oczy gasły.
Schylając się nisko, nisko ponad tlejącym ognieskiem,
Pomyśl, trochę ze smutkiem, o tym, jak miłośc odeszła.
Czy uleciała na skrzydłach, by w górach wysokich zamieszkać?
Czy może twarz swą ukryła wśród gwiazd zamieci srebrzystej?

Przekład Zygmunt Kubiak


WHEN you are old and gray and full of sleep,
And nodding by the fire, take down this book,
And slowly read, and dream of the soft look
Your eyes had once, and their shadows deep;
How many loved your moments of glad grace,
And loved your beauty with love false or true
But one man loved the pilgrim soul in you,
And loved the sorrows of your changing face;
And bending down beside the glowing bars,
Murmur, a little sadly, how Love fled
And paced upon the mountains overhead
And hid his face among a crowd of stars.
 

sobota, 9 czerwca 2012

Marta Guzowska, Ofiara Polikseny



Mam obecnie jakąś „fazę” na kryminały. Nie czytam wyłącznie tego gatunku literatury, tylko jakoś notki o nich najłatwiej mi się pisze :) Tym razem trafił mi się polski kryminał, debiut i w dodatku kryminał „archeologiczny”. :)    

Akcja „Ofiary Polikseny” toczy się bowiem w Turcji, na stanowisku wykopaliskowym w Troi podczas upalnego lata. Ekipa archeologów dokonuje, jak się wydaje, przełomowego odkrycia: na domniemanym cmentarzysku achajskim leży obsypany złotymi blaszkami szkielet, który doktor Pola Mor, szefowa wykopalisk na tym, właśnie odcinku, uznaje za szczątki mitycznej Polikseny, branki Achillesa. Wkrótce jednak, Mario Ybl, jeden z członków ekipy natyka się na kolejne zwłoki – tym razem współczesne…
  

Każdy z członków ekipy archeologicznej ma swoją specjalizację i zadania do wykonania. Są przedstawicielami różnych narodowości, wyznają inne religie, ale ich największą pasją jest odkrywanie tajemnic przeszłości, w tym wypadku starożytnej Troi. Mario Ybl, główny bohater książki, a wkrótce serii (autorka pracuje nad kolejną częścią), jest antropologiem, wysokiej klasy specjalistą, ale jednocześnie „niespokojnym duchem”, a jego zachowanie psuje nerwy wszystkim dookoła. Upalna pogoda i ciężka praca nie pomagają w zachowaniu dobrego humoru i optymizmu, a odnaleziony trup jednej z członkiń zespołu, i to w dodatku na rytualnym miejscu składania ofiar, tylko pogarsza nastrój panujący w ekipie archeologicznej. Dodatkowym elementem psującym atmosferę jest decyzja przedstawicielki tureckiego nadzoru o zakończeniu wykopalisk, co poza utratą możliwości dokładniejszego zbadania archeologicznej sensacji, grozi również nierozliczeniem grantu, a to z kolei stawia pod znakiem zapytania przyszłą karierę członków ekipy.  


Co więcej, po odnalezieniu zwłok, prawdziwe śledztwo praktycznie się nie zaczyna. Turecka machina sprawiedliwości nie dość, że działa powoli, to interesuje się głównie sprawami papierkowymi, a czynności śledczych właściwie nie podejmuje. Okazuje się, że nikt nie jest zainteresowany wyjaśnieniem tajemnicy obu zwłok: tych uznanych za starożytne i tych współczesnych. Nikt nie podejmuje nawet próby wyjaśnienia obu zdarzeń poza nieobliczalnym Mario. Mimo swojego częstokroć prezentowanego „tumiwisizmu” i cynizmu przyciąga uwagę czytelnika i go zaciekawia. Wyczuwamy od pierwszych chwil, że jego irytujące zachowanie to tylko maska. Ale co się pod nią kryje? Sądzę, że będziemy to odkrywać podczas lektury kolejnych części cyklu. :)  

Mario Ybl został „skrojony” z wydawałoby się samych kalek z innych bohaterów kryminalnych: pijak, abnegat, nieustabilizowane życie osobiste (zaznaczam, że to eufemizm), irytująca maniera obrażania wszystkich dokoła… Posiada też inną cechę szczególną: cierpi bowiem na nyktofobię, czyli lęk przed ciemnością. Powie ktoś, co to za facet, który boi się ciemności??? Ale gdy się wczytamy w realistyczny opis schorzenia, który autorka prezentuje w książce, jestem pewna, że zrozumiemy lęki głównego bohatera.
  

Mario podejmuje katorżniczą pracę odtworzenia rysów twarzy odnalezionego szkieletu, w czym jest mistrzem, na własną odpowiedzialność i niezachęcany przez nikogo. Podejmuje też coś w rodzaju prywatnego śledztwa narażając się wszystkim dookoła, ale stara się uzyskać jakiekolwiek wyjaśnienie istniejącej sytuacji w przeciwieństwie do pozostałych członków ekipy, którzy zachowują się jakby nic się nie stało. Szef wykopalisk całą swoją energię skupia na obłaskawieniu potencjalnego sponsora kolejnych wykopalisk i nie jest zainteresowany „rozdmuchiwaniem” tej przykrej sprawy odnalezienia zwłok.   

Podobało mi się, że autorka, z wykształcenia archeolog, od wielu lat pracująca na wykopaliskach w Troi, potrafiła przekazać czytelnikom sporo informacji o warunkach, w jakich te wykopaliska się odbywają, a nie jest to zgodne z potocznym wyobrażeniem ukształtowanym przez filmy przygodowe na czele z „Indianą Jones’em”. :) W rzeczywistości jest to ciężka, fizyczna praca, w brudzie, upale i często z niewielkimi efektami, którymi jest w stanie ekscytować się niewielka grupa pasjonatów i znawców. Czytając „Ofiarę Polikseny” widzimy oczami wyobraźni ten upał, pot, brud dzięki talentowi Marty Guzowskiej. Potrafiła ona także przekazać wiele informacji specjalistycznych bez nadużywania hermetycznego słownictwa i unikając nadmiernej szczegółowości, co jest wielką zaletą naukowca pogrążonego zwykle w swoim świecie niedostępnym dla zwykłego śmiertelnika. Mówienie o nauce w sposób przystępny i zrozumiały to naprawdę wielka sztuka.    

Sama zagadka kryminalna nie była może zbyt frapująca. Tak naprawdę prawdziwy kryminał rozgrywa się na ostatnich stu stronach. Rozwiązanie okazało się nieco zaskakujące i niestandardowe.    

Czekam niecierpliwie na kolejną część przygód Mario Ybla. :)


Marta Guzowska - archeolog z tytułem doktora, pracownik Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego, współzałożycielka grupy pisarskiej „Zbrodnicze siostrzyczki"; obecnie mieszka w Wiedniu. Specjalizuje się w badaniach ceramiki z II tysiąclecia p.n.e. z rejonów Egei i zachodniej Anatolii. Brała udział w licznych wykopaliskach na terenie Grecji i Izraela. Od trzynastu lat jest członkiem ekipy wykopaliskowej w Troi. 


Moja ocena: 4,5 / 6

Autor:
Marta Guzowska
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Mroczna Seria
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 432

 

czwartek, 7 czerwca 2012

Tiziano Terzani o życiu



"Czasami odnoszę wrażenie, że nawet język, którym mówimy, został zainfekowany jakimś wirusem, odbierającym mu jego siłę. Pewne słowa, używane wciąż na okrągło, w dodatku często bez sensu, zatraciły dużą część swojego znaczenia. Coraz częściej wypowiadamy się za pomocą kalek, powtarzamy banały i mówimy przede wszystkim nieuważnie - ot tak, dla podtrzymania konwersacji. Na przykład "kochać" to piękne wyrażenie, potężne słowo. Ale przecież nie można każdego dnia kogoś albo czegoś kochać, nie da się w taki sam sposób kochać osobę albo rzecz." (s. 126)

"Dlatego też sztuka, ta prawdziwa, pochodząca z duszy, jest taka ważna w naszym życiu. Sztuka nas pociesza, przynosi ulgę, wskazuje kierunek. Leczy nas. Nie jesteśmy tylko tym, co jemy, i powietrzem, którym oddychamy. Jesteśmy także usłyszanymi opowieściami, bajkami, które usypiały nas w dzieciństwie, przeczytanymi książkami, muzyką, której słuchaliśmy, a także emocjami, jakich dostarczyły nam obrazy, rzeźby, wiersze." (s. 176) 

Tiziano Terzani, Nic nie zdarza się przypadkiem
Świat Książki 2008

środa, 6 czerwca 2012

6 czerwca - rocznicowo





Dzisiejszy dzień obfituje w rocznice urodzin słynnych twórców literatury. Oto oni:



Aleksander Puszkin (6.06.1799 – 10.02.1837) 

Klasyk literatury rosyjskiej. W 1817 r. zamieszkał w Petersburgu, gdzie przyłączył się do kółka literackiego związanego z dekabrystami i napisał szereg wierszy politycznych o wymowie wolnościowej, co stało się powodem pierwszego zesłania na południe Rosji. W 1820 r. powstał poemat „Rusłan i Ludmiła”, który zwrócił powszechną uwagę. Na zesłaniu Puszkin przebywał najpierw w Kiszyniowie, potem w Odessie, na Kaukazie i na Krymie. Napisał wtedy m.in. poemat „Fontanna Bachczysaraju” (1822) i rozpoczął prace nad „Eugeniuszem Onieginem”, który został wydany w 1833 r. W 1826 r. z rozkazu Mikołaja I Puszkin przybył do Moskwy, a po ślubie z Natalią Gonczarową w 1831 r. zamieszkał na stałe w Petersburgu. Kolejne dzieła Puszkina to m. in. „Dama pikowa” (1834), „Córka kapitana” (1833-36). Ostatni okres życia Puszkina naznaczony był zwrotem ku historii i tematyce ludowej, np. cykl bajek czy „Historia Pugaczowa” (1834). Będąc w niełasce u dworu stał się obiektem intryg i w 1837 r., broniąc honoru żony, zmuszony był wyzwać na pojedynek francuskiego emigranta, który go śmiertelnie postrzelił.





Eliza Orzeszkowa (6.06.1841 – 18.05.1910)


Polska powieściopisarka, propagatorka pozytywizmu. Podczas powstania styczniowego pomagała powstańcom, m. in. przewoziła Romualda Traugutta do granicy Królestwa Polskiego. Od 1869 r., po unieważnieniu małżeństwa z mężem, Piotrem Orzeszko, i sprzedaży majątku ziemskiego, zamieszkała w Grodnie. Była współwłaścicielką księgarni i wypożyczalni książek, które zostały zamknięte przez władze carskie w 1882 r. W 1894 r. wyszła za mąż za wieloletniego przyjaciela Stanisława Nahorskiego. Zmarła w 1910 r., jest pochowana w Grodnie.

Jej najsłynniejszą powieścią jest „Nad Niemnem” (1888) ukazująca panoramę polskiego społeczeństwa z licznymi nawiązaniami do powstania styczniowego. „Nad Niemnem” uważane jest przez większość polskich uczniów za straszliwą nudę, którą trzeba „przerobić”, bo jest w zestawie lektur. Jestem chyba wyjątkiem, bo mnie się ta powieść autentycznie podobała. Opisy przyrody mnie zauroczyły, a nie zniechęciły :) Być może powodem mojej admiracji dla „Nad Niemnem” jest fakt, że przeczytałam książkę samodzielnie, zanim omówiliśmy ją na lekcjach jęz. polskiego. Miałam więc okazję samodzielnie ją poznać i polubić.

O miejscach związanych z Elizą Orzeszkową w Grodnie pisałam
tutaj.



Tomasz Mann (6.06.1875 – 12.08.1955)

Pisarz niemiecki, laureat literackiej nagrody Nobla w 1929 r.

Przewrót hitlerowski zastał go za granicą, skąd już nie powrócił do kraju. Emigrację spędził w Szwajcarii i USA. Uważany za najwybitniejszego prozaika niemieckiego XX wieku. Duży wpływ na jego twórczość wywarła filozofia Schopenhauera, Nietzschego i Freuda. Pisarz przeciwstawia mieszczańskie zasady z postawami artystów, intelektualistów. W jego powieściach pojawiają się nuty katastroficzne i schyłkowe, częste są też elementy autobiograficzne. Do jego najsłynniejszych powieści należą m.in.: „Buddenbrookowie” (1901), „Śmierć w Wenecji” (1913), „Czarodziejska góra” (1924), „Doktor Faustus” (1947)


Z trojga wyżej wymienionych literatów najmniej miałam do czynienia z twórczością Tomasza Manna. Przeczytałam jedynie „Śmierć w Wenecji, nie dałam zaś rady „Czarodziejskiej górze”. Nie wykluczam jednak, że wrócę do jego książek niebawem.


Poniżej zamieszczam jeden z najpiękniejszych przykładów poezji miłosnej, jakim jest list Tatiany do Oniegina, z poematu "Eugeniusz Oniegin" Aleksandra Puszkina:
  
Piszę do Pana - trzebaż więcej?
Na jakież słowa się odważę?
Kto wie, czy Pana nie zniechęcę,
Czy Pan mnie wzgardą nie ukarze?
A jednak list ten mając w ręce,
Pan ulituje się mej doli,
Pan zginąć sercu nie pozwoli.
Z początku chciałam milczeć skromnie,
Zataić sekret mój wstydliwy.
O, nic by Pan nie poznał po mnie,
Gdyby choć czasem, w dzień szczęśliwy,
Choć raz w tygodniu, Pan przyjechał,
Gdyby została mi pociecha,
Że będę Pana znów słyszała,
Że sama słówko jakieś szepnę,
I dzień, i noc aż do następnej
Okazji będę rozmyślała...
Ale podobno Pan odludek
I nudno Panu w wielkiej głuszy,
A my... choć skromny nasz ogródek,
Radziśmy Panu z całej duszy.
Po cóż Pan złożył nam wizytę?
Nigdy bym Pana nie spotkała
W naszej deskami wsi zabitej,
Gorzkiej udręki bym nie znała
I może bym niedoświadczoną,
Burzliwą duszę okiełznała,
Ktoś by się trafił sercu bliski,
Kto wie? - byłabym wierną żoną,
I wzorem cnoty macierzyńskiej.
Inny!... Nie, nigdy! Dla miłości
Ta jedna jest tylko ostoja!
To wyrok dany z wysokości...
To wola nieba: jestem Twoja;
Całe me życie zwiastowało,
Że Ciebie spotkam nieuchronnie,
Wiem, że mi niebo Cię zesłało,
Ty masz osłaniać mnie dozgonnie...
To Ty zjawiłeś mi się we śnie,
Jeszcze nieznany, a już miły,
Twe dziwne oczy mnie dręczyły,
Twój głos się w duszy mej tak wcześnie
Odezwał... Nie, to nie był sen!
Wszedłeś - od razu Cię poznałam
I zapłonęłam, i struchlałam,
W myśli szepnęłam: tak, oto ten!
Czyż to nieprawda? Niedaremno
Ty też to w ciszy mówił ze mną,
Kiedy ubogich wspomagałam,
Kiedy przed snem tęsknoty wrzenie
W duszy modlitwą osładzałam...
Czy to nie TY na okamgnienie
Miłe przyniosłeś mi widzenie,
W przejrzystym mroku przeleciałeś
I nad wezgłowiem się słoniłeś?
Czyż to nie Ty, zwiastując miłość,
Słowa nadziei wyszeptałeś?
Kim jesteś? Czy aniołem stróżem,
Czy kusicielem mym przewrotnym:
Wyjaw - niech się nie błąkam dłużej.
Może to w sercu mym samotnym
Roiłam mrzonki niestworzone,
A co innego mi sądzone...
Lecz wszystko jedno, niech się dzieje!
W Twe ręce los mój cały składam,
Przed Tobą łzy me gorzkie leję
I Ciebie o obronę błagam...
Bo pomyśl: jestem tutaj sama
I nikt nie zajrzał w moją duszę,
I może rozum mnie okłamał,
I milcząc, tutaj ginąć muszę.
Czekam na jedno Twe spojrzenie:
Albo mi w serce tchnij nadzieję,
Albo niech ciężki sen rozwieje
Słuszne, niestety potępienie.

Kończę! I wstyd, i lęk mnie bierze
I strach odczytać... Pan to pojmie,
W Pana honorze mam rękojmię,
Więc bez wahania jej zawierzę...



Piękne... Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek była zakochany odnajdzie w tym tekście swoje emocje. :) Mogę jedynie Was zachęcić do przeczytania całego "Eugeniusza Oniegina". To świetna lektura i nie należy się zniechęcać wierszowaną formą.

wtorek, 5 czerwca 2012

Åke Edwardson, Taniec z aniołem



„Taniec z aniołem” to pierwsza książka cyklu o komisarzu Eriku Winterze, a moja druga próba „zaprzyjaźnienia się” z tym bohaterem. Wcześniej przeczytana przeze mnieksiążka specjalnie mnie nie porwała.

Omawiany dziś przeze mnie kryminał rozpoczyna się, gdy w skromnym hotelu w południowym Londynie policja odnajduje zwłoki młodego Szweda. Wkrótce potem, podobne morderstwo ma miejsce w Göteborgu. Krwawe ślady każą przypuszczać, że w hotelowym pokoju odbył się makabryczny taniec. Komisarz Erik Winter i jego współpracownicy rozpoczynają śledztwo...


W "Tańcu z aniołem" pierwsze skrzypce gra Erik Winter, którego wyszukany styl życia i dość kosztowne przyzwyczajenia mamy okazję poznać przy okazji prowadzonego dochodzenia. :) Winter ma 37 lat, jest kawalerem celebrującym komfort i elegancję, na co pozwalają mu posiadane zasoby finansowe. Ma kochankę, rodziców, którzy wybrali emeryturę w słonecznej Hiszpanii, lubi muzykę Coltrane i generalnie jest snobem. :) Czemu tak dużo piszę o Winterze? Ano, autor zdecydowanie więcej uwagi poświęca osobie komisarza niż prowadzonemu przezeń śledztwu.

Akcja tego kryminału toczy się dość niespiesznie. Komisarza zajmuje sporo spraw, czytelnik może w pełni docenić snobistyczne upodobania komisarza. Poznajemy również problemy jednego z jego policyjnych współpracowników, którego rodzina ma się „na dniach” powiększyć, a on jest wciągany coraz mocniej w penetrowany przez siebie nocny świat Göteborga. Ciekawym elementem książki jest komitywa Wintera z jego londyńskim kolegą i ich bezpośrednie kontakty. Stuart MacDonald jest w tym samym wieku co Winter i na zasadzie kontrastu stanowi pewne jego dopełnienie. Zresztą ich współpraca będzie się chyba przewijać w kolejnych częściach cyklu. Jednak podczas londyńskiej eskapady opisanej w „Tańcu z aniołem”, Winter bardziej koncentrował się na wizytowaniu ulubionych sklepów niż na śledztwie, a przynajmniej miałam takie wrażenie. :)

Sprawca zostaje w końcu odnaleziony, a sprawa rozwiązana, ale czy to na pewno zasługa tego sennego śledztwa? Erik Winter – w przeciwieństwie do typowego detektywa z poharatanym życiem osobistym – jest dość uporządkowanym człowiekiem i może dlatego jego perypetie nie przykuły mnie do fotela. Może brakuje mi jakiegoś łobuzerskiego ognika w jego oczach, jakiejś usprawiedliwionej okolicznościami niesubordynacji? 

Mam jednak na uwadze, że „Taniec z aniołem” to pierwsza część cyklu i autorowi zależało na prezentacji głównego bohatera cyklu, który odróżnia się swoim uporządkowaniem i ustabilizowanym życiem od życiowych rozbitków, którzy zaludniają wiele książek autorstwa najlepszych kryminalnych piór. Może dlatego cykl ten odniósł sukces w Szwecji. Moim zdaniem jednak, tempo akcji pozostawia sporo do życzenia. Niemal zupełnie brak opisów, autor koncentruje się na dialogach, często rwanych i to mi przeszkadzało w odbiorze. Często podczas lektury miałam wrażenie pewnego niedoinformowania, „dziur” w przekazie tekstowym.

Nie skreślam jeszcze tego cyklu i jego bohatera, ale uczciwie przyznaję, że „Taniec z aniołem” mnie nie wciągnął. :)

Książka ta została wyróżniona nagrodą Szwedzkiej Akademii Kryminału w 1997 r. jako najlepsza powieść kryminalna roku (nie ukrywam, to mnie dziwi). Książki Åke Edwardsona o Eriku Winterze rozeszły się w milionowych nakładach, zostały przełożone na 20 języków, a także zekranizowane przez szwedzką telewizję.

Cykl Edwardsona obejmuje 10 powieści kryminalnych:

Taniec z aniołem (Dans med en ängel), wyd. oryg. 1997,
Wołanie z oddali (Rop från långt avstånd), 1998,
Słońce i cień (Sol och skugga), 1999
Niech to się nie kończy (Låt det aldrig ta slut), 2000,
Niebo to miejsce na ziemi (Himlen är en plats på jorden), 2001,
Kamienny żagiel (Segel av sten), 2002,
Pokój numer 10 (Rum nummer 10), 2005,
Najpiękniejsza kraina (Vänaste land), 2006,
Prawie umarły (Nästan död man), 2007,
Ostatnia zima (Den sista vintern), 2008



Åke Edwardson (ur. 1953) – szwedzki autor powieści kryminalnych, wcześniej wykładowca na Uniwersytecie w Göteborgu. Edwardson pracował m.in. jako dziennikarz i rzecznik prasowy ONZ. Za swoje dwie książki otrzymał nagrody za najlepszą szwedzką powieść kryminalną („Taniec z aniołem” i „Niebo to miejsce na ziemi”).







Moja ocena: 3,5 / 6


Autor: Åke Edwardson Tytuł oryginalny: Dans med en angel
Wydawnictwo: Czarna Owca

Seria: Czarna seria
Tłumacz: Alicja Rosenau
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 432

 

Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...