środa, 30 stycznia 2013

Susan Hill, Dziwne spotkanie

 


Mam wrażenie, że w polskiej tradycji i pamięci historycznej gehenna II wojny światowej i jej wyniku, który ukształtował życie całego narodu na wiele lat, przesłoniła nam rozmiar wstrząsu, jakim była dla ówczesnej Europy I wojna światowa. My kojarzymy ją głównie z odzyskaniem przez Polskę niepodległości, z legendą Legionów, gdzieś tam w pamięci się majaczy bitwa pod Tannenbergiem czy też krwawe walki w okolicach Przemyśla, ale znajomość przebiegu wydarzeń wojennych, zwłaszcza na froncie zachodnim, jest nikła. 



Tymczasem dla społeczeństw Europy zachodniej I wojna światowa była trudną do wyobrażenia traumą, która zakończyła błogi i beztroski okres pokoju, nie bez kozery nazywany „belle epoque”, i stanowiła prawdziwy koniec XIX wieku. Okrucieństwo i bezprzykładny, a równocześnie często bezsensowny, przelew krwi został w pamięci społecznej jak cierń. Bazując na swoich obserwacjach z lodyńskich obchodów Remembrance Day sprzed paru lat, śmiem jednak twierdzić, że nadal w niej tkwi mimo kolosalnej zmiany struktury rasowej i społecznej w tych krajach.
 


Okopy I wojny światowej
Źródło zdjęcia

Susan Hill, jak sama wspomina, od dzieciństwa była zafascynowana fotografią swojego wujecznego dziadka, który zginął w walkach nad Sommą w wieku 19 lat. Na skutek tej fascynacji karmiła się romantyczną i odrealnioną wizją tej wojny. Gdy w wieku dwudziestu kilku lat postanowiła jednak dowiedzieć się więcej o wydarzeniach, w których brał udział jej przodek, wstrząsnęło to nią, a efektem jej poszukiwań jest właśnie „Dziwne spotkanie”. Tytuł książki nie jest przypadkowy, gdyż jest to tytuł wiersza Wilfreda Owena, zwanego poetą Pierwszej Wojny Światowej*.
 


„Dziwne spotkanie” to powieść, która przedstawia losy dwóch młodych oficerów angielskich, Johna Hilliarda i Davida Bartona, w samym środku I wojny światowej. Opowieść zaczyna się w szpitalu wojskowym, gdzie John Hilliard poznawszy już okropności wojny, przebywa z powodu poważnej rany nogi. Zostaje wysłany na rekonwalescencję do Anglii, ale w domu rodzinnym czuje się jak intruz, nie może spać i wszystko go drażni na czele z ciągłymi zapewnieniami obezwładnionych gazetową propagandą sukcesu Rodziców, że do Bożego Narodzenia będzie już „po wszystkim”. Wręcz z zadowoleniem przyjmuje konieczność powrotu na front. 

Po powrocie do Francji uderza go nieobecność wielu z tych, których opuszczał miesiąc wcześniej oraz widoczne zniechęcenie i trauma nagle postarzałego dowódcy. Cały batalion przebywa obecnie w obozie szkoleniowym, ale z uwagi na niedostateczne warunki lokalowe John Hilliard ma dzielić pokój z Davidem Bartonem, dopiero co przybyłym z Anglii oficerem, nieobeznanym z sytuacją wojenną. Wydaje się, że obu młodych ludzi nie może dzielić więcej. John jest zamkniętym w sobie, nieskorym do zwierzeń, poturbowanym już przez wojnę człowiekiem, zaś David zaraża wszystkich dobrym humorem, optymizmem i życzliwością. Jest „dobrym duchem” pokiereszowanej przez krwawe, pełne błędów kampanie grupy żołnierzy. Otwartość Davida jest ukształtowana przez jego dom rodzinny, z którym jest w stałym kontakcie. W swoich listach opisuje swoim bliskim wszystkie aspekty swojego życia we Francji włączając również informacje o Johnie. Wkrótce, Hilliard czuje się częścią tej rodziny, choć nigdy nie widział ich na oczy.

Przychodzi jednak dzień, kiedy David również musi poznać okrucieństwo i bezsens wojny… Szykuje się kolejna ofensywa i wszyscy żołnierze przenoszą się do kolejnego miejsca postoju, a potem do okopów…


Książka, mimo niewielkich rozmiarów i niepozornego wyglądu, niesie ze sobą głębokie przesłanie. Pokazuje codzienność życia, czy raczej funkcjonowania w okopach, gdy każde nieostrożne wychylenie głowy może kosztować życie, gdzie wszyscy są potwornie zmęczeni i bez nadziei na koniec tego koszmaru.Pisarka osadziła swoją opowieść w 1916 r., gdy wojna była dopiero w połowie, a nieświadome rozmiarów beznadziejności tych walk społeczeństwa mamione były perspektywą jej zakończenia w ciągu kilku miesięcy. Książka otwiera oczy czytelnikowi na bezsensowny przelew krwi w kolejnych podejmowanych przez dowództwo nieskutecznych i chaotycznych atakach, co w zasadzie było bezrefleksyjnym szafowaniem ludzkim życiem.

Na tle tej ogólnej beznadziei przyjaźń Johna i Davida rozkwita dając im wsparcie, jakiego obaj potrzebują. Możemy przeczytać wiele książek o charakterze naukowym i znać dzięki nim dokładne dane dotyczące przebiegu walk i strat poniesionych w wyniku konkretnej wojny, ale dopiero poznanie losów pojedynczych bohaterów porusza nas i wzbudza czułą strunę. Ta książka opowiada nam właśnie taką historię głębokiej przyjaźni dwóch młodych ludzi, którzy w normalnych warunkach być może w ogóle by się nie spotkali, a na pewno ich przyjaźń nie rozkwitłaby tak szybko, gdyby nie wspólnota doświadczenia przez Wielką Wojnę. I nie wyobrażajcie sobie czegoś zdrożnego, gdy piszę o przyjaźni tych dwóch młodych mężczyzn. Pisarka z wielkim talentem opisuje to uczucie (nie bójmy się tego słowa) i nie ma tu żadnych podtekstów erotycznych, choć w dzisiejszych czasach zapewne dziwnie to brzmi.

Duże wrażenie robią listy pisane przez Davida odzwierciedlające realia życia w obozie, opisujące ludzi, których spotyka i nastrój, w jakim się znajduje. Te listy są żywe i dalekie od sztampowych pozdrowień, które otrzymuje jako załącznik do wyrafinowanych paczek żywnościowych John. Ten kontrast i otwartość Davida i jego rodziny pomaga Hilliardowi wydostać się ze skorupy, w której się zamknął po pierwszych doświadczeniach wojennych.


Nazwisko Susan Hill nie było mi obce. Na pewno czytałam w przeszłości którąś z jej książek, niemniej jednak wspomnienia mam zamglone. Pewna jestem jednak, że "Dziwnego spotkania" nie zapomnę szybko. Książka ta nie tyle otworzyła mi oczy na koszmar, jaki przeżywali młodzi ludzie wciągnięci w tryby historii, lecz uzmysłowiła, jak tragiczny i beznadziejny był los oficerów i żołnierzy zgromadzonych w okopach Wielkiej Wojny. I choć jestem boleśnie świadoma, że historia naszego kraju niesie równie wiele (jeśli nie więcej) krwawych i bolesnych wydarzeń, również z okresu I Wojny Światowej, to jednak takie książki jak „Dziwne spotkanie” warto poznać i przeżyć .



Źródło zdjęcia
Susan Hill (ur. 1942) – pisarka brytyjska. Debiutowała w 1961 r. Później przez kilka lat pracowała jako dziennikarka. Do jej najbardziej znanych książek należą: „Jestem królem zamku” (wyd. pol. 1984), „Dziwne spotkanie” (wyd. pol. 1981), „Kobieta w czerni” (wyd. pol. 2012).




Autor: Susan Hill
Tytuł oryginalny: Strange meeting
Wydawnictwo: Czytelnik

Tłumacz: Barbara Rewkiewicz – Sadowska
Rok wydania: 1981
Liczba stron: 203



*Wiersz Wilfreda Owena w wersji oryginalnej

"Strange meeting"

It seemed that out of the battle I escaped

Down some profound dull tunnel, long since scooped
Through granites which Titanic wars had groined.
Yet also there encumbered sleepers groaned,
Too fast in thought or death to be bestirred.

Then, as I probed them, one sprang up, and stared
With piteous recognition in fixed eyes,
Lifting distressful hands as if to bless.
And by his smile, I knew that sullen hall;
By his dead smile, I knew we stood in Hell.
With a thousand fears that vision's face was grained;
Yet no blood reached there from the upper ground,
And no guns thumped, or down the flues made moan.
"Strange, friend," I said, "Here is no cause to mourn."
"None," said the other, "Save the undone years,

The hopelessness. Whatever hope is yours,
Was my life also; I went hunting wild
After the wildest beauty in the world,
Which lies not calm in eyes, or braided hair,
But mocks the steady running of the hour,
And if it grieves, grieves richlier than here.
For by my glee might many men have laughed,
And of my weeping something has been left,
Which must die now. I mean the truth untold,
The pity of war, the pity war distilled.
Now men will go content with what we spoiled.
Or, discontent, boil bloody, and be spilled.
They will be swift with swiftness of the tigress,

None will break ranks, though nations trek from progress.
Courage was mine, and I had mystery;
Wisdom was mine, and I had mastery;
To miss the march of this retreating world
Into vain citadels that are not walled.
Then, when much blood had clogged their chariot-wheels
I would go up and wash them from sweet wells,
Even with truths that lie too deep for taint.
I
would have poured my spirit without stint
But not through wounds; not on the cess of war.
Foreheads of men have bled where no wounds were.
I am the enemy you killed, my friend.
I knew you in this dark; for so you frowned
Yesterday through me as you jabbed and killed.
I parried; but my hands were loath and cold.
Let us sleep now . . ."

poniedziałek, 28 stycznia 2013

200 lat minęło...


od wydania "Dumy i uprzedzenia", najsłynniejszej powieści Jane Austen.



Strona tytułowa pierwszego wydania "Dumy i uprzedzenia" z 1813 roku
Źródło zdjęcia

Początkowo nosiła tytuł "Pierwsze wrażenia", potem autorka podjęła decyzję o zmianie tytułu, aby uniknąć skojarzeń z jedną z wydanych w tamtym czasie książek. Choć powieść została napisana w latach 1796-97, to jej wydanie było możliwe dopiero w 1813 r., po sukcesie "Rozważnej i romantycznej". Trzytomowe wydanie książki kosztowało 18 szylingów.  
Powieść ta osiągnęła oszałamiający sukces. Nadal jest chętnie wydawana, powstało multum kontynuacji (gdzieś za granicą wpadł mi nawet w oko kryminał będący jednocześnie jej kontynuacją :))). Jeden z największych bestsellerów lat 90-tych XX w., czyli "Dziennik Bridget Jones" Helen Fielding, bezpośrednio nawiązuje do "Dumy i uprzedzenia". Powstało też kilka wersji filmowych i telewizyjnych, spośród których najbardziej cenię (i chyba nie tylko ja) serial BBC z 1995 r., który bił rekordy oglądalności, a Colina Firtha wyniósł do rangi gwiazdy filmowej światowego formatu.
 
W plebiscycie BBC z 2003 r. na ulubioną książkę brytyjskiego czytelnika "Duma i uprzedzenie" zajęła drugie miejsce, zaraz po "Władcy pierścieni". Książki streszczać nie będę, ale poniżej zamieszczam nader czytelny schemat powiązań między powieściowymi bohaterami. Na zachętę dla tych, co jeszcze nie czytali, dla przypomnienia tym, co czytali książkę dość dawno. ;)
 
 
 
Źródło zdjęcia
  
Z okazji dzisiejszej rocznicy odbywa się wiele przedsięwzięć i spotkań. Bardzo ciekawie zapowiada się 12-godzinny maraton czytelniczy organizowany przez Jane Austen Centre w Bath. 140, autorów, polityków, muzyków, celebrytów, dzieci i wielu przedstawicieli innych społeczności będzie czytać dzisiejszą jubilatkę, a lektura ta ma być transmitowana przez internet.  

Jest to jedna z moich ulubionych książek Jane Austen i zawsze zastanawiał mnie fakt, że choć akcja powieści toczy się w tak odległych czasach i poruszana problematyka pozornie wydaje się mocno nieaktualna, to jednak  nie przeszkadza to współczesnym odbiorcom w lekturze i pokochaniu tej książki. Od XIX-wiecznych realiów ważniejsze są cechy postaci uwiecznionych na kartach tej książki, a te są - jak widać - ponadczasowe.
 
Świętujmy więc dzisiejszą okrągłą rocznicę! :)





niedziela, 27 stycznia 2013

piątek, 25 stycznia 2013

Sławomir Mrożek, Dziennik tom 1, 1962-1969





„12 lutego [1964]


(…) Życie można albo przeżyć, albo skonsumować. (…) Przez konsumpcję rozumiem oczekiwanie, oszukiwanie się ruchem pozornym, bo przychodzącym z zewnątrz. Cokolwiek to będzie, czy wielkie, jak kariera, erotyzm, czy małe, jak fajka albo przejażdżka bez innego celu, jest tylko wiarą w jej rozstrzygająca moc.” (s. 80) 



Sławomira Mrożka wszyscy znają. Jego nazwisko rozpoznają nawet ci, którzy nie znają jego sztuk teatralnych oraz innej twórczości. Mrożek kojarzy się z ciętym humorem, błyskotliwym i zwykle przeraźliwie prawdziwym, a jednocześnie ostrym oglądem rzeczywistości. Teraz, w jesieni życia spędzanej na południu Francji, Sławomir Mrożek ujawnia tajniki swojej duszy publikując Dziennik oraz swoją korespondencję z Lemem, Błońskim i innymi przyjaciółmi. Dziennik, tom 1 jest olbrzymim tomiszczem, które jednak wciąga czytelnika z niesłabnącą siłą. Nie są to pierwsze zapiski Mrożka; swój poprzedni dziennik, pisany od czasów młodości, spalił, o czym wspomina w Dzienniku, niejednokrotnie tego żałując. 



W tomie 1 Dziennika Mrożek podejmuje ważne decyzje życiowe, które wpływają również na jego twórczość. W 1963 r. podejmuje bowiem decyzję o emigracji. Początkowo podejmuje grę z komunistycznymi władzami, które nie reagują znacząco na tę ucieczkę, udając, że wszystko „gra”, ale w 1968 r. po podpisaniu listu potępiającego agresję na Czechosłowację, pisarz zamyka sobie możliwość powrotu do PRL decydując się na życie emigranta. 

„14 września 1969 
 
(…) Podobnie nieufny jestem wobec tego pisania. Nie mam zaufania do tego pisania. Nie znalazłem żadnej formuły, nie wiem, jakie to pisanie ma być. Nieuchronnie każde pisanie jest tylko pisaniem, więc i to – także. Zresztą pisanie jest tylko znakiem, pisanie dosłowne jest tylko znakiem „pisania”, formowania. Trudno jest pamiętać, „pisząc”, że ono nie jest tym, czym chce być.” (…) (s. 624) 

Czytając jego dziennik jesteśmy świadkami wielu momentów zwątpienia w swój talent i możliwości twórcze. Mrożka cały czas trawią wątpliwości, jaki charakter powinien mieć ten dziennik. Nie znajdziemy w nim okrągłych zdań o tworzeniu, o ludziach i miejscach. Mrożek grzebie przede wszystkim w swoich trzewiach i swoim jestestwie, zastanawia się, jak będzie wyglądało jego życie poza Polską, której mankamenty dostrzega i bezlitośnie krytykuje, ale zdaje sobie sprawę, że źródło jego twórczości i kreatywności jest właśnie nad Wisłą, a nie gdzie indziej. 
Odrębna kwestia, na którą warto zwrócić uwagę potencjalnym czytelnikom Dziennika, tomu 1 to opinie autora o Polsce i Polakach, których przykłady umieściłam poniżej. Te opinie mogą denerwować, mogą złościć (przyznaję, że wybrałam te mniej złośliwe), ale po głębszym zastanowieniu stwierdzamy, że coś w nich jest. I często jest to lektura gorzka, trudna do przełknięcia, ale prowokuje do pogłębionej refleksji o nas samych i o otaczającym nas świecie. 


23 grudnia 1966 

(…) Sądząc według gazet polskich, nie tylko jednostkami, ale i całymi społeczeństwami, ich życiem, ich funkcjonowaniem kierują wyłącznie substancjonalnie pojęte „uczucia i namiętności”. A więc naród kocha ojczyznę, górnicy pracują ofiarnie, przywódcy są płomienni, społeczeństwo wita z oburzeniem (albo też z radością), wroga nienawidzimy, przyjaciół kochamy, pochylamy się z głęboką troską nad; słowem, melodramat. Pod tym względem jesteśmy jakieś sto pięćdziesiąt lat temu, w romantyzmie (co piszę, niepewnie, bo nie jestem pewien, czy to było właśnie cechą tego okresu).” (…) (s. 422) 

10 kwietnia 1968 


(…) Jeżeli Polak cię odwiedzi, nigdy nie wiadomo, kiedy wreszcie opuści twój dom. Polak uważa wspólne przepędzenie czasu za jedyną wartościową formę trwania. Treść, zawartość tego wspólnego spędzania, tej wspólnoty, odgrywa rolę drugorzędną.” (…) (s. 514) 

W tekście Dziennika znajdziemy również cytaty, czasem bardzo długie, z czytanych przez autora lektur, które niejednokrotnie nie dają mu spokoju i sieją twórczy ferment. Wydawnictwo to stanowi także dowód fascynacji Mrożka Gombrowiczem, z którym miał okazję się spotkać we Włoszech, o czym się dowiadujemy z lektury. 

Dzienniki, korespondencja, biografie mają to do siebie, że albo lubi się taką literaturę, albo nie. Ja lubię. Dużo zależy też od osobowości autora tychże. Mrożek – choć znam jego twórczość bardzo powierzchownie - kojarzył mi się z osobą pewną siebie i swoich racji, z bardzo sarkastycznym, choć często boleśnie prawdziwym, podejściem do Polski, naszej tradycji i mitów. Tymczasem w tomie 1 Dziennika możemy poznać nieco innego Sławomira Mrożka: owszem sarkastycznego, ale jednocześnie pełnego niepokoju o swe możliwości pisarskie, o przyszłą aktywność literacką w kontekście oddalenia od kraju. Pisarz przeżywa również w czasie pisania Dziennika tragedię osobistą, o której pisze bardzo mało, ale jego zatroskanie, zła samopoczucie, któremu daje wyraz w końcowej części tomu, wybucha na sam koniec… 

Jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy lubią dzienniki, którzy lubią twórczość Sławomira Mrożka, a także dla tych, którzy chcą dyskutować o Polsce. Nie muszę się zgadzać ze wszystkimi ocenami i sądami autora, ale wolę taką książkę zmuszającą do zastanowienia i analizy niż kolejne czytadło, które może pomóc w poprawie nastroju, ale pamięć o nim rozwiewa się szybko. Ten Dziennik to wydarzenie nie tylko literackie i gorąco zachęcam Was do lektury.


Źródło zdjęcia
Sławomir Mrożek (ur. 1930) – polski dramatopisarz i prozaik. Zadebiutował w 1950 r. jako rysownik. Jego pierwszą sztuką teatralną była „Policja” z 1958 r. Dramat „Tango” z 1964 r. przyniósł autorowi międzynarodowy rozgłos. Wyemigrował z Polski w 1963 r. Mieszkał we Włoszech, Francji, Niemczech, Stanach Zjednoczonych i Meksyku. W 1968 r. opublikował na łamach prasy francuskiej list protestujący przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. W 1981 r. zaprotestował przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce. W 1996 r. wrócił do Polski. W 2002 r. doznał udaru mózgu. W 2008 r. ponownie zdecydował się na emigrację i osiadł we Francji.

 
 
 
Autor: Sławomir Mrożek
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 736


czwartek, 24 stycznia 2013

Antoni Ferdynand Ossendowski o Syberii


Antoni Ferdynand Ossendowski (1876 - 1945), polski pisarz dziennikarz, podróżnik
Źródło zdjęcia

 
Antoni Ferdynand Ossendowski
"Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów"
Zysk i S-ka, 2009


"Dzień był bardzo mroźny, pewno nie mniej niż 35 st. R (czyli - 43,75 st. Celsjusza). Pod kopytami koni skrzypiał śnieg. Z lekkim dzwonieniem toczyły się wyrywane podkowami grudki skrzepłego śniegu. Leniwie zrywały się z drzew cietrzewie i głuszce; nie śpiesząc się biegły z legowisk do krzaków zające. Przed wieczorem podniósł się wiatr, huczał i szumiał, naginając wierzchołki drzew. Na dole jednak, w miejscach zakrytych od podmuchów wiatru, było cicho.
Zatrzymaliśmy się w głębokim wąwozie, gęsto porośniętym drzewami i krzakami. Znaleźliśmy złamaną ze starości suchą jodłę, narąbaliśmy drewna i, przyrządziwszy na ognisku herbatę, pokrzepiliśmy się." (strony 17-18)

"Naokoło tylko las zielonych jodeł, zasypanych do połowy pnia głębokim śniegiem, gołe krzaki, zamarznięta rzeczka i, jak okiem sięgnąć przez gałęzie drzew, ocean lasów i śniegu. Syberyjska tajga... " (s.  25)


Tajga w zimie
Źródło zdjęcia

"Piękno tej okolicy to las jodeł i porośnięta nimi góra. Jodła - wspaniałe, potężne, szeroko rozgałęzione drzewo, wiecznie zielony namiot, przyciągający do siebie wszystko, co żyje. W lesie stale wrzało życie.
Wśród gałęzi skakały wiewiórki, wyprawiające zabawne susy; przelatywały powietrzne eskadry gili lub szczygłów, które gwizdały, zaglądały do wszystkich szczelin i kątów lasu, napełniając go ruchem i żywym gwarem. Przemykał zając, a za nim, ledwie dostrzegalnym na śniegu cieniem pełznął cienki jak wąż gronostaj z czarnym końcem drapieżnie drgającego ogonka. Nieraz podchodził olbrzymi, szlachetny jeleń - marał, czyli, jak mówią tutejsi, izubr. Wreszcie zszedł z wierzchołków gór i złożył tu wizytę brunatny władca tajgi - niedźwiedź." (strony 25-26)

Jenisej zimą
Źródło zdjęcia

"W różnych miejscach Jeniseju lód już popękał, lecz w ogóle rzeka była jeszcze prawie cała pod potężną lodową korą. Pewnego poranka usłyszałem ogłuszający huk lodu i szum wyrywającej się z uwięzi wody. Wybiegłem na brzeg i ujrzałem groźny, lecz wspaniały obraz walki żywiołów.
Jenisej pod parciem dawno już płynącego od południa lodu poczynił z niego w kilku miejscach olbrzymie tamy, które podniosły poziom wody w łożysku pośród skał. Teraz woda zrywała te tamy z hukiem i trzaskiem i niosła całe pola lodowe na północ ku Oceanowi Lodowatemu.


Źródło zdjęcia
 
"Ojciec Jenisej" jest jedną z największych i najdłuższych rzek Azji, bardzo głęboką, lecz ściśniętą w całej środkowej części łożyska wysokimi, skalistymi brzegami. Olbrzymi potok wody niósł teraz całe mile pól lodowych, krusząc je na wystających z wody skałach lub z gniewnym szmerem i pluskiem kręcąc wielkimi krami koło wrzynających się daleko w rzekę przylądków. Czarnymi drogami, ciągnącymi się wzdłuż zamarzniętej rzeki, płynęły wybudowane na lodzie szałasy dla podróżników jadących z towarami z Minusińska do Krasnojarska.
Czasami Jenisej wstrzymywał swój bieg i wtedy kra gromadziła się stosami, tworząc wały i ściany co chwila opadające i znowu wznoszące się do góry. Woda podnosiła się coraz wyżej i wyżej, znosząc całe warstwy ziemi wraz z drzewami i krzakami, zrzucając do rzeki wielkie bryły skał i pozostawiając na brzegu olbrzymie tafle niebieskiego lodu. Pod parciem wody tamy padały z szumem i łoskotem, a kra mknęła z podwójną szybkością, krusząc się i rozbijając się z brzękiem tłuczonego szkła." (strony 39-40)


wtorek, 22 stycznia 2013

George Gordon Noel Byron (22.01.1788 - 19.04.1824)



Portret George'a Byrona, Thomas PhillipsŹródło zdjęcia 

225 lat temu urodził się George Gordon Noel Byron (1788 – 1824), poeta angielski, którego życie i twórczość stały się symbolami europejskiego romantyzmu. Była to postać  wzbudzająca ogromne kontrowersje, zwłaszcza obyczajowe.  


Herb rodowy Byrona
Źródło zdjęcia

Byron urodził się w rodzinie arystokratycznej, acz zubożałej. Lata dzieciństwa spędził w Szkocji w niedostatku. Ze względu na wrodzone zdeformowanie stopy utykał przez całe życie. W wieku 10 lat odziedziczył tytuł lordowski oraz siedzibę rodową. Studiował w Cambridge. Żył rozrzutnie, zgodnie ze zwyczajami młodzieńców ze swojej kasty, przez co popadł w długi.



Okładka "Wędrówek
Childe Harolda" z 1825 r.
Źródło zdjęcia 
Wiersze pisał i publikował jeszcze jako student. Szybko stał się autorem modnym. Latem 1809 r. rozpoczął dwuletnią podróż do Grecji, Konstantynopola i Albanii. Po powrocie do Londynu zdobył niesamowitą popularność jako autor poematu „Wędrówki Childe Harolda”. Kolejne utwory, „Giaur”,Narzeczona z Abydos”, „Korsarz” przyjmowane były z równie wielkim entuzjazmem, a przystojny Byron stał się ozdobą najelegantszych londyńskich salonów. Na tychże salonach poeta siał zgorszenie swoimi romansami, z których najsłynniejszy był ten z lady Caroline Lamb. Jednak największym uczuciem darzył wtedy swoją przyrodnią siostrę, Augustę Leigh. Podejrzewano nawet, że Byron był ojcem najmłodszego dziecka Augusty.



W 1815 r. Byron, za namową siostry, poślubił Annę Isabellę Milbank. Związek ten jednak nie był szczęśliwy. Wypełniały go kłótnie i podejrzenia, a tłem były narastające problemy finansowe. W grudniu 1815 rodzi się jedyna legalna córka Byrona – Ada Byron, a już miesiąc później Lady Byron opuściła męża. Wkrótce potem małżonkowie podjęli decyzję o separacji, a Byron udał się na dobrowolne wygnanie.

Początkowo osiadł w Genewie, gdzie zaprzyjaźnił się z Percy Shelleyem i jego żoną Mary, z której siostrą – Claire – nawiązał romans Jego owocem była nieslubna córka. Pod wpływem podróży wokół Jeziora Genewskiego napisał poemat „Więzień Chillonu”.  Wkrótce potem Byron przeniósł się do Włoch, gdzie napisał najważniejsze swoje dzieło – poemat „Don Juan”. 


W 1823 r. poeta zaangażował się w sprawę walki o niepodległość Grecji, gdzie się udał w sierpniu. Zanim jednak zaangażował się w walkę, poważnie zachorował, dodatkowo nabawił się malarii i zmarł w kwietniu 1824 r.

Grecy docenili postawę angielskiego poety zachowując go we wdzięcznej pamięci. Zhellenizowana forma nazwiska Byron – Viron – stała się greckim imieniem męskim.
  


Pamiątkowa tablica na grobie rodzinnym,
w którym pochowany jest George Byron
Źródło zdjęcia


Byron spoczywa na cmentarzu kościoła św. Marii Magdaleny w Hucknall. Obok niego spoczywa jego córka Ada Lovelace, która była nietuzinkową postacią, z której historią możecie się zapoznać dzięki wpisowi Anny Marii prowadzącej bloga "Zielono mam w głowie". 
Serce Byrona spoczywa pod drzewem w Missolungi w zachodniej Grecji, gdzie zmarł.





W trzydziestą trzecią rocznicę moich urodzin 22 stycznia 1821 roku

Przez nudę życia, poprzez brud i grzech
Do lat dobrnąłem trzydziestu i trzech.
I cóż wędrówka ta przyniosła mi?
Nic – tylko lat tych trzydzieści i trzy.


Tłum. Czesław Jastrzębiec Kozłowski


Gdyśmy się rozstawali
Gdyśmy się rozstawali,
Milczeniem, łzę
Żegnając – coś nam w dali
Wróżyło złą
Dolę od pierwszej chwili;
Bladość twoja, chłód ust
Świadczyły, że z idylli
Ostał się gruz.

Świt na twarz kompres z rosy
Zimnej mi kładł,
Jakby uprzedzał ciosy,
Jakie mi zada świat:
Chwile, gdy, wiarołomną,
Bez serca i bez czci
Ludzie cię nagle wspomną
Przy mnie – tak los się mści.

Czy klątwy to, czy hymny
Będę – żałobny dzwon
Twego imienia zimny
Dreszcz wwierci w skroń:
Czemuż tak cię kochałem?
Świat zna twych ról
Sto – ja cię lepiej znałem,
Trwalszy mój ból.

Sekret nasz - dziś w żałobie,
W milczeniu, łzę
Ronię – zdradziło w tobie
To, co krzywdzi i łże.
Jeśli kiedyś odnowię
Tę więź dawną i złą,
Jakże ja cię pozdrowię?
Milczeniem, łzę

Tłum. Stanisław Barańczak

Podpis poety
Źródło zdjęcia


150 lat temu...



Artur Grottger, "Branka", cykl Polonia
Źródło zdjęcia


Dziś mija 150 lat od wybuchu powstania styczniowego, największego polskiego powstania narodowego przeciwko Rosji. Była to najdłużej trwająca kampania mająca na celu wyzwolenie Polski znajdującej się w tamtym czasie pod zaborami. Powstanie objęło Królestwo Polskie, Litwę, Białoruś i część Ukrainy. Przed jego rozpoczęciem przez Królestwo Polskie przetoczyła się fala protestów demonstracji. Bezpośrednim powodem wybuchu powstania była zarządzona w trybie nagłym „branka” do wojska carskiego przedstawicieli polskich organizacji patriotycznych, co było efektem napiętej od ok. 1860 r. sytuacji politycznej. Powyższy obraz Artura Grottgera dotyczy właśnie tego wydarzenia. 





Nie będę tu rozpisywać się o historii i o przebiegu powstania. Te informacje o większym lub mniejszym poziomie szczegółowości można znaleźć w wielu miejscach w sieci. Ponadto, dostępny jest interesujący dodatek tematyczny „Polityki” poświęcony powstaniu styczniowemu.

 

Tym, co nurtuje wielu Polaków interesujących się historią, to pytanie, czy było warto podejmować tę walkę? Klęska Powstania spowodowała bowiem olbrzymie straty materialne i ludnościowe. Majątki uczestników walk zostały skonfiskowane (tylko w Królestwie Polskim  skonfiskowano 1660 majątków). W Powstaniu zginęły dziesiątki tysięcy osób, kilkanaście tysięcy zesłano na Syberię, wiele tysięcy ludzi przesiedlono. 

Zlikwidowano odrębność i autonomię Królestwa Polskiego. W popowstańczych latach w „Priwislanskim Kraju”, jak nazwano terytorium Królestwa Polskiego, prowadzono nasiloną rusyfikację zakazując m.in. działalności oświatowej i kulturalnej w języku polskim. Za używanie zakazanego języka polskiego groziła zsyłka. Wielu ludzi uwięziono na dziesiątki lat, prześladowano, uczyniono wiele krzywdy ludzkiej. Ogromnym represjom poddano również Kościół rzymsko-katolicki i unicki. 


Mogiła powstańców z 1863 r.
wspominana w "Nad Niemnem"
Źródło zdjęcia

A jednak późniejsza legenda powstania miała olbrzymie, trudne do przecenienia znaczenie dla polskiej inteligencji i kształtowania się świadomości narodowej. Jego echa pobrzmiewają w wielu dziełach literackich XIX i XX w. , żeby wymienić chociażby „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej, „Lalkę” Bolesława Prusa czy twórczość Stefana Żeromskiego („Wierna rzeka”, „Rozdziobią nas kruki, wrony”).




Cechą charakterystyczną lat przed i po powstaniu była powszechna żałoba narodowa, która wyrażała się m.in. w sposobie ubierania się pań „z towarzystwa”, które powszechnie nosiły w tym czasie czarne suknie i biżuterię żałobną. Ten nastrój znajduje odzwierciedlenie w malarstwie tamtych lat.


Józef Simmler, Portret Julii z Hoegenstallerów Simmlerowej, 1863
Źródło zdjęcia

Józef Simmler, Portret Julii Bokg (Bock),  1861
Źródło zdjęcia
 


Źródło zdjęcia
Złote ozdoby zastąpiła tzw. „czarna biżuteria” wykonywana z lawy wulkanicznej, rogu i czarno oksydowanego srebra i stali. W metal wprawiano czarne kamienie: gagat (odmiana węgla), onyks, dżet francuski (szlifowane czarne szkło), ebonit, heban, czarny dąb lub inne czernione drewno. Noszono także chętnie metalowe krzyżyki i brosze w formie krzyżyków, gdzie łączono emblematy narodowe z religijnymi. Pamiątki z tego okresu można oglądać w wielu polskich muzeach.


Władze carskie, z wrodzonym sobie taktem, usiłowały przeciwdziałać tym manifestacjom patriotyzmu. Np. zakazywano urzędnikom obsługiwać petentek ubranych na czarno. Opublikowana w dniu 2 listopada 1863 r. instrukcja gen. Fiodora Berga w „Kurjerze Warszawskim” informowała, iż: "Kapelusz powinien być kolorowy, jeżeli zaś będzie czarny to ma być ubrany kwiatami lub też wstążkami kolorowemi, lecz pod żadnym pozorem nie białemi. Pióra czarne i białe przy czarnych kapeluszach są zabronione. Kaptury mogą być czarne na podszewce kolorowej, lecz nie białej. Wzbronione jest używanie: czarnych woalek, rękawiczek, równie jak parasolek czarnych i czarnych z białem, jak niemniej takichże szalów, chustek, szalików i chusteczek na szyję oraz sukien zupełnie czarnych jako też czarnych z białem. Salopy, burnusy, futra, palta i inne wierzchnie ubrania mogą być czarne, lecz bez białego. Dla mężczyzn pod żadnym pozorem żałoba miejsca mieć nie może." Powyższy zakaz nie dotyczył kobiet, które straciły ojca, matkę lub męża, ale musiały one postarać się o stosowne zaświadczenie i nosić je przy sobie na wypadek kontroli. (źródło informacji )

Paradoksalnie, ta powszechna atmosfera smutku i żałoby niezmiernie przyczyniła się do podtrzymania, a może nieraz i obudzenia uczuć patriotycznych, co w dużej mierze pomogło utrzymać polskość i dotrwać do odzyskania niepodległości. "Praca u podstaw" podjęta po klęsce powstania, przyniosła owoce w XX wieku. 


Pamiętajmy i nie zapominajmy...




Miło mi donieść o interesującej akcji, która ma na celu upamiętnienie powstania styczniowego. 
 
W niedzielę, 27 stycznia 2013 r., o godz. 13.00 przy pomniku Mikołaja Kopernika na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie rozpocznie się gra miejska Powstanie Styczniowe w Warszawie. 

Celem gry jest przejście szlakiem miejsc związanych z powstaniem styczniowym w Warszawie, zapoznanie się z ich historią oraz osobami związanymi z tym wydarzeniem. Gra ma charakter edukacyjno-popularyzatorski, zatem nie trzeba być omnibusem w zakresie powstania styczniowego, bo właśnie podczas gry przy rozwiązywaniu różnych zadań, będzie okazja zdobyć lub odnowić swą wiedzę. 

By wziąć udział w grze należy zgłosić się do niej jako uczestnik indywidualny, bądź zespół (nie więcej niż 5 osób w jednym zespole), wysyłając maila, z podaniem imion oraz nazwisk członków zespołu oraz numeru telefonu do przynajmniej jednej z osób, na adres dariussds@wp.pl. Zgłosić może się każdy, także osoby niepełnoletnie pod opieką lub za zgodą rodziców. Należy zabrać ze sobą długopis. 

Można się zgłaszać do soboty 26 stycznia 2013 r, do godz. 16:59. Jednak liczba miejsc jest ograniczona, a o zakwalifikowaniu do udziału w grze decyduje kolejność zgłoszeń osób lub zespołów. Udział w grze jest darmowy. 

Grę poprowadzi Dariusz Zielonka, przewodnik po Warszawie. 

Za www.historia.org.pl i www.przewodnik-warszawa.com 

niedziela, 20 stycznia 2013

sobota, 19 stycznia 2013

Aimée Beekman, Katarynka



 
Po przeczytaniu “Możliwości wyboru” zainteresowała mnie twórczość Aimée Beekman, estońskiej pisarki. Postanowiłam więc „pójść za ciosem” i wypożyczyć z biblioteki kolejną jej książkę. Mój wybór padł na „Katarynkę”. 



Akcja tej książki rozgrywa się jak gdyby w przyszłości. Jej bohaterami są dość dziwni pracownicy Wydziału Ewidencji Poglądów (WEP), którego głównym zadaniem jest odbieranie listów ze skargami, ich ewidencjonowanie i podejmowanie interwencji. Głównym bohaterem jest jeden z kierowników działu w WEP, niejaki Oskar i jego miłosne perypetie. 



Nie należę do przeciwników science-fiction, groteski i absurdu w literaturze. Nie są to może moje ulubione gatunki literackie, ale jestem w stanie docenić dobrą literaturę. Dlatego też, po doświadczeniach z poprzednio przeczytaną książką autorki nastawiłam się na ciekawe doświadczenie czytelnicze. Niestety, zawiodłam się. O ile jeszcze początek mnie zaciekawił, gdyż dotyczył specyficznej działalności i zwyczajów obowiązujących w zakamuflowanym i niedostępnym dla zwykłych śmiertelników WEP-ie, o tyle, gdy ciężar akcji przeniósł się na perypetie miłosne Oskara, moja ciekawość gasła z każda przeczytaną stroną. 



Postać Oskara nie wzbudza sympatii, nie ma on żadnej cechy szczególnej, jakiegoś wabika, który zaciekawiłby czytelnika. Jego stosunki z kobietami też mnie specjalnie nie zaciekawiły. Generalnie niezbyt ciekawa persona. 


Z WEP-em sytuacja jest nieco inna. Gdyby autorka zdecydowała się na jasne określenie gatunkowe czy cel jej satyry, pewnie byłoby to ciekawsze. Sama nazwa Wydziału mogła być dużo lepiej wykorzystana niż zrobiła to Beekman. Myślę, że większości z tych, którzy przeczytali tę nazwę, nasuwa się skojarzenie z Big Brotherem, ale to chyba było nierealne, żeby oczekiwać podobnych herezji w literaturze radzieckiej. :) Tak więc pracownicy Wydziału Ewidencji Poglądów ciężko harują w niemal całkowitej tajemnicy, segregując listy ze skargami oraz podejmując interwencje na prośbę swoich korespondentów, czy też spotykając się z nimi, rozładowując niezadowolenie obywateli. Spotkania te są dla Oskara możliwością nawiązania pozamałżeńskich stosunków, które nie stanowią dla niego problemu. 
 
WEP na początku zaciekawiał właśnie ze względu na satyryczne podejście, potem było go jednak coraz mniej, a szkoda! Parę scen z życia biurokratów WEP-u zapadło mi mocno w pamięci. Nigdy chyba byście nie zgadli, co było przedmiotem ich pożądania niedostępnym dla ogółu obywateli. Zostawię to jednak dla siebie, gdyż może jednak ktoś z Was zdecyduje się na lekturę tej książki. Zdradzę jedynie, że ten niewyraźny kogutek na okładce książki znajduje się tam nie bez przyczyny. :) Później jednak, również ostrze satyry autorki jakby się nieco stępiło i wszystko tak się toczyło siłą przyzwyczajenia aż do mało pasjonującego końca. 
 
Mam bowiem wrażenie, że Aimée Beekman, w której nielicznych biogramach niezmiennie podkreśla się fakt jej członkostwa w Komunistycznej Partii ZSRR, próbowała w swojej książce „obejść” cenzurę nie wskazując jednoznacznie, co krytykuje. Myląc tropy zamieściła w książce pewne elementy zwłaszcza w opisie fizycznym niektórych bohaterów (fioletowe włosy, zajęcze uszy), które miały wskazywać na czasy, które nie należą do współczesności. Niemniej jednak realia pracy w WEP-ie i życia rodzinnego bohaterów wskazują, że są to realia współczesne autorce. 


„Jak gdyby” w przyszłości z opisu książki to słowo klucz do oceny tej książki, gdyż trudno ocenić, do jakiej kategorii zaliczyć tę książkę. Na science – fiction za dużo tu odniesień do rzeczywistości, w której żyła pisarka, na powieść satyryczną za dużo nierealności w opisach mających sugerować w przyszłość i za mało ironii. Niestety, to niezdecydowanie pisarki, czy narzucone, czy też wymyślone przez nią samą sprawiło, że książka nie spełniła moich nadziei. Żaden z bohaterów tej powieści nie ujął mnie, a świat wykreowany przez pisarkę nie przemówił do mnie. W przeciwieństwie do „Możliwości wyboru”, „Katarynka”, w moim przekonaniu, nie wytrzymała próby czasu, choć tematyka książki dawała na to nadzieję. Rozczarowanie, niestety.



Źródło zdjęcia
 

Aimee Beekman (ur. 1933) – estońska pisarka, dramaturg, tłumaczka. Na język polski przetłumaczono jej powieści: „Katarynka”, „Dom u rozstajnych dróg”, „Trylogia o Miriam” i „Możliwość wyboru”. W 1964 r. laureatka nagrody państwowej Estońskiej SRR. 






Autor: Aimee Beekman 
Tytuł oryginalny: Vantorel
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Klub Interesujacej Książki
Tłumacz: Witold Dąbrowski
Rok wydania: 1978
Liczba stron: 232

 

piątek, 18 stycznia 2013

Wiersze o zimie


Źródło zdjęcia


Styczeń

Noce są czarne jak taki kominiarz z drabiną,
Wdzięczący się z kalendarza z rozjaśnioną miną,
Rok jest gołym aniołkiem z czterolistnym "szczęściem",
Które zielenią nadrabia, blagując najczęściej.
Świnia ma jeszcze teraz różany wdzięk prosięcia,
Nadzieja rozlepia kartki: "Pokój do najęcia",
A człowiek powtarza swoje naiwne i rzewne:
"Tego roku to chyba już całkiem na pewne!"

Beata Obertyńska


Zima

Nasza zima biała
Chustą się odziała.
Idzie, idzie do nas w gości
W srebrnych blaskach cała!
Włożyła na czoło
Księżycowe koło,

Lecą z płaszcza gwiazdy złote,
Gdy potrząśnie połą.
Z lodu berło trzyma,
Tchu ni głosu nie ma.
Idzie, idzie, smutna, cicha,
Ta królowa zima!
Idzie martwą nogą
Wyiskrzoną drogą,
Postanęły rzeki modre,
Do morza nie mogą.
Gdzie stąpi, gdzie stanie,
Słychać narzekanie:
- Oj, biedne my kwiaty, trawy,
Co się z nami stanie! -
Przed nią tuman leci,
Straszy małe dzieci...
A my dalej do komina:
- Nie puścim waszeci!


Maria Konopnicka

 
W zimie sypkie spadną śniegi

W zimie sypkie spadną śniegi,
Ślad twój będzie wyraźniejszy,
Świat wypełni się po brzegi,
Przytulniejszy, wygodniejszy.

Już nie zbudzi nas westchnienie
Polem żyta przechodzące,
Zimne ust postanowienie
Już nie stanie się gorące.

Serce obieg tętna zwolni,
W piecu ogień się zapali.
Obojętni i spokojni,
Będziem spali, będziem spali.


Jarosław Iwaszkiewicz

środa, 16 stycznia 2013

Sławomir Mrożek, 16 stycznia 1966



Sławomir Mrożek (ur. 1930)
Źródło zdjęcia

Sławomir Mrożek
"Dziennik 1962-69", tom 1
Wydawnictwo Literackie, 2010


 


 
„16 stycznia 1965 

Ten rok jest rokiem katastrofy. 

Tomasz Mann, po latach, pisarz mojej młodości. Najbliższy mi z wielkich powieściopisarzy. 

Zazdrość wobec jedynej możliwości jego życia poprzez pisanie. Szczęśliwe dla niego zaplecze niemieckości, szczęśliwe usytuowanie u szczytu dojrzałości jednej epoki, u początku drugiej, poza fazą manieryzmu już, przed fazą rozbicia jeszcze. 

Dlaczego właściwie najbliższy? Może przez tęsknotę za tym, co stracone. Łączy się z tym tęsknota za epiką, dla mnie niemożliwą, której teraz, po śmierci Faulknera, nie uprawia właściwie nikt. 

Pisarz nie może scalić epoki, jeżeli ona nie jest scalona. Pisarz nie tworzy przecież epok. 

Tęsknota za jego osadzeniem, w niemieckości właśnie. On nigdy nie był obcy. Teraz jestem dramaturgiem i wydaje się, że bym mógł być choćby autorem opowiadań, jak na początku kariery. 

Jego całkowite realizowanie się poprzez pisanie. Ja ciągle nie mogę wyrzec się realizowania innego, poprzez życie. Teoretycznie tak, mogę, chcę i nie widzę już innego wyjścia. Moje wysiłki zmierzają do pozostawania tylko pisania, jako możliwości, jednocześnie nie czuję, żeby ta ostatnia, jedyna możliwość była pełna (kompletna, bogata).” (s. 185)



wtorek, 15 stycznia 2013

Magda Szabo, Sarenka






Po lekturze "Świniobicia” wiedziałam, że chcę przeczytać więcej książek autorstwa Magdy Szabo. Jej niebanalny sposób narracji odsłaniający całe spektrum ludzkich typów i zachowań zachęcał mnie do przeczytania kolejnej książki. W bibliotekach, z których korzystam, jest nawet dość spory wybór książek jej autorstwa, ale ich stopień zużycia jest dość zaawansowany i grozi w paru przypadkach wycofaniem egzemplarzy z użytku w niedługim czasie. Dlatego też sięgnęłam po najbardziej chyba zniszczoną książkę, która wpadła mi w oko. 

“W dzieciństwie milczałam przez tak wiele lat, że później nigdy nie nauczyłam się mówić; umiem tylko kłamać lub milczeć.” (s. 8) 

„Sarenka” to druga powieść, jaką napisała Szabo, wydana po raz pierwszy w 1959 r. Jest to złożony portret Eszter, uznanej i popularnej aktorki, silnej i nietuzinkowej osobowości, której życie przed wojną naznaczone było biedą i nieszczęściem. Powieść jest napisana w formie monologu czy też spowiedzi głównej bohaterki, która przeważnie zwraca się do swojego kochanka, opisując koleje swego niełatwego życia. 

Charakterystyczne dla tej narracji są przeskoki czasowe z chwili obecnej, czyli lat 50-tych XX w., do przeszłości. Opowieść ma głęboko subiektywny ton. Wszystkie osoby w niej uczestniczące opisywane są z punktu widzenia Eszter, która od wczesnego dzieciństwa musiała zarabiać na siebie, mogła liczyć tylko na swój umysł i zdolności. Z tekstu przebija miłość do rodziców okraszona jednak realistyczną oceną ich emocjonalnej samowystarczalności, co niewątpliwie miało wpływ na dziecko, jakim była wtedy Eszter. 

„Ja nie mam twarzy, nie mam rysów, jeśli się nie umaluję, wszystko się u mnie zlewa; mam tylko maski, nie mam także głowy. Inna jestem rano, inna w południe, a inna w nocy.” (strony 17-18

Niby jest to banalna historia miłosna, ale skomplikowana osobowość głównej bohaterki i jej emocjonalna spowiedź nadają jej głębszy wymiar. Poznając ją lepiej w kolejnych nawrotach wspomnień, można dostrzec mur, który wzniosła wokół siebie i zazdrość, która gnębi ją od najmłodszych lat. Jej kochanek, z którym prowadzi tę nieistniejącą w rzeczywistości rozmowę, tak naprawdę nic nie wie o niej, jej przeszłości, uczuciach i doświadczeniach. Nie dlatego, że go to nie interesuje, lecz ze względu na przyjętą postawę Eszter, która swoje tajemnice chroni przed wszystkimi. Nawet przed człowiekiem, którego kocha i przez którego jest kochana. Ani na chwilę nie spuszcza gardy, którą się otoczyła, nie pokazuje swojej prawdziwej twarzy i uczuć. Jej życie jest maską, którą zrzuca w swojej spowiedzi. 

„Gdybyś był choć troszkę podejrzliwy, gdyby choć raz przyszło ci do głowy baczniej mi się przyjrzeć, tak jak zwykłeś obserwować moje ciało, które znałeś lepiej niż ja, może zauważyłbyś, ile mimo woli sprawiasz mi cierpień, spostrzegłbyś, że szamoczę się i miotam w jakichś jałowych, nieujarzmionych męczarniach, które wywołujesz różnymi pamiątkami i wspomnieniami, nazwami obcych potraw i pokazywaniem pięter domów, w których bywałeś jako młody małżonek; (…)” (s. 107) 


Magda Szabo interesująco zarysowała jej postać. Nie można jej nazwać jedynie kobietą opętaną nienawiścią, nie przypomina również anioła. Jej osobowość jest złożona, ale jej przeżycia są bliskie wielu kobietom. Jej charakter został ukształtowany podczas bardzo trudnego, pełnego niedoli dzieciństwa i choć pewne jej zachowania i decyzje mogą wzbudzać sprzeciw, to jednak ją rozumiemy. Rozumiemy, ale nie zmienia to faktu, że w ostatecznym rozrachunku skoncentrowanie na negatywnych emocjach najwięcej szkody przynosi właśnie Eszter. 

W relacji tej pojawiają się inne osoby, które miały wpływ na ukształtowanie się jej osobowości, ale największa więź emocjonalna, poza matką i ojcem, łączyła ją z Angelą, koleżanką ze szkoły. Gdy Eszter cierpiała niedostatek i głód zarabiając na życie lekcjami, Angela dorastała w dostatku i miłości pod troskliwą opieką rodziców i opiekunki. Słodka, życzliwa Angela... To imię nie jest przypadkowe. Po latach, gdy się ponownie spotykają, więź między nimi nadal istnieje, ale nabiera innego charakteru, istotnego dla przebiegu wydarzeń. 
 
„Sarenka” była dla mnie dość niezwykłą lekturą, zwłaszcza ostatnio, kiedy brakuje mi czasu na wiele spraw, również na czytanie. Po przewróceniu bowiem ostatniej strony tej niewielkiej objętościowo książki wróciłam niemal natychmiast na stronę pierwszą, gdyż z racji charakterystycznej dla Szabo „puzzlowej” narracji, wiele niuansów mi umknęło w początkowej fazie czytania. Sens pewnych wydarzeń można dokładniej zrozumieć, gdy znamy całą historię i jej bohaterkę z jej skomplikowaniem i specyfiką charakterologiczną. Nie wiedzieć kiedy, byłam już w połowie książki czytając ją drugi raz i nie był to czas stracony, gdyż druga lektura pozwoliła mi poznać Eszter pełniej i głębiej. 

Proza Magdy Szabo nieodmiennie mnie zachwyca. Jej książki nie pozostawiają mnie obojętną. Również „Sarenka” przeniosła mnie do innego świata, pozwoliła zastanowić się nad życiem. Książka ta przykuła moją uwagę od pierwszej do ostatniej strony. Polecam.




Źródło zdjęcia

Magda Szabo ( 1917-2007), węgierska pisarka. Zadebiutowała jako poetka w 1947 r. W latach 1949-58 objęta zakazem publikowania jej prac. W 1958 r. wydała swą pierwszą powieść pt. "Fresk". Do jej najbardziej znanych książek należą "Świniobicie" (1960), "Tajemnica Abigel" (1970), "Staroświecka historia" (1977), "Zamknięte drzwi" (1987). Wywiad z Magdą Szabo z 2007 r. znajdziecie tu .

Autor: Magda Szabo
Tytuł oryginalny: Az őz

Wydawnictwo: Czytelnik
Tłumacz: Andrzej Sieroszewski
Rok wydania: 1961
Liczba stron: 176


Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Drucka Nadzieja Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...