poniedziałek, 30 grudnia 2013

Nowy Rok tuż, tuż :)


Źródło zdjęcia


Już jutro żegnamy rok 2013! Przyznam, że ja czynię to z dużą ulgą, gdyż 2013 rok był rokiem dziwnym, raczej dychotomicznym. Gdy na jednym polu układało się nieźle, to inna sfera życia dostarczała mnóstwa negatywnych wrażeń i doświadczeń, co generowało spore stresy. Tak bywa. Mam tylko nadzieję, że nie był to pierwszy rok z serii np. siedmiu kolejnych w myśl zasady "siedmiu lat chudych...".

Czytelniczo ten rok uważam za udany. Czasu na czytanie, co prawda nie przybyło, i rekordów czytelniczych nie mam szans pobić, ale trafiłam na wiele bardzo dobrych książek, również tych zupełnie zapomnianych. Po wiele z nich sięgnęłam na skutek pozytywnych opinii innych blogerów, wielbicieli staroci. :) Wszystkim moim "inspiratorom" bardzo dziękuję, a kajecik z polecanymi lekturami nadal puchnie. :)
 
 
Wszystkim, którzy do mnie zaglądają mniej lub bardziej regularnie i tym, którzy znaleźli się tu zupełnie przypadkowo, życzę,
aby 2014 rok był lepszy od poprzedniego!!!

Niech przyniesie nam ciepło i życzliwość, radość i miłość, szczęście i powodzenie, niech dostarczy nam wielu ciekawych rozmów, lektur i miłych niespodzianek, które uczynią nasze życie pełniejszym, bogatszym i otwartym na drugiego człowieka!
 
Do Siego Roku!


niedziela, 29 grudnia 2013

Ulotne chwile (77)


Gniezno, Rynek, ok. 1904 r.
Kolekcja Widokówek Gniezna
www.gniezno.com.pl


Virginia Woolf, 29 grudnia 1935 r.



Roger Fry, Portret Virginii Woolf
Źródło zdjęcia


"Niedziela, 29 grudnia [1935]
No więc właściwie w tej chwili postawiłam ostatnie słowa "Lat" - toczy się, toczy, choć jest dopiero niedziela, a ja dałam sobie czas do środy. I nie ogarnia mnie takie przejęcie jak zwykle. Ale przecież chciałam, żeby to się skończyło spokojnie - dzieło prozatorskie. A czy jest dobre? Tego nie potrafię w żadnej mierze powiedzieć. Cóż, nadal pozostaje masa pracy. Tak czy inaczej główne odczucie co do tej książki to żywotność, owocność, energia. Chyba nigdy nie doświadczałam takiej radości pisania jak przy tej książce." 


Virginia Woolf, "Chwile wolności. Dziennik 1915-41"
tłum. Magda Heydel
Wydawnictwo Literackie, 2007


piątek, 27 grudnia 2013

Mika Waltari, Obcy przyszedł na farmę




 


Mika Waltari napisał wiele bardziej znanych i cenionych książek, ale po pochlebnej opinii Koczowniczki postanowiłam sięgnąć po jedną z wczesnych powieści fińskiego pisarza, tym bardziej, że została ona wydana w ramach nader udanej Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich.

Akcja książki toczy się w latach 30-tych ubiegłego wieku; zaczyna się w momencie, gdy do zagubionej na bezdrożach farmie dociera obcy mężczyzna przedstawiający się jako Aaltonen, który szuka tu pracy w ślad za ogłoszeniem w gazecie. Na farmie mieszkają trzy osoby: stary gospodarz - Herman, kobieta i mężczyzna, którzy są małżeństwem, choć początkowo niewiele na to wskazuje. Kluczowe decyzje dotyczące gospodarstwa podejmuje kobieta nie zwracając uwagi na małżonka, który zresztą nie robi najlepszego wrażenia. Okazuje się, że mąż kobiety jest nieodpowiedzialnym alkoholikiem. Na skutek jego wybryków i pogłębiającego się nałogu musieli oni opuścić dostatnie życie w mieście i za ostatnie pieniądze kupili tę zapomnianą przez Boga i ludzi farmę od Hermana. Utrzymanie gospodarstwa spoczywa wyłącznie na barkach kobiety i starca. Wiosną, mimo bardzo ograniczonych funduszy, zmuszeni są wynajmować robotnika, który wesprze ich podczas wymagających wysiłku pracach w polu i w zagrodzie. Aaltonen bez zastanowienia zgadza się na niezbyt hojne warunki zatrudnienia. Sam ucieka od swojej przeszłości i skrywa wiele tajemnic, o których nie chce rozmawiać. Dlatego też nie przeszkadza mu małomówność, surowość i skromne warunki życiowe, jakie mogą mu zaoferować nowi chlebodawcy.

Wkrótce Aaltonen daje się poznać z jak najlepszej strony pracując bez ustanku i z pełnym poświęceniem. Jego pracowitość i wewnętrzna prawość zbliżają go do starca i kobiety, którą stara się wspierać podczas kolejnych wyskoków jej niezrównoważonego i bezproduktywnego męża. Piękne lato przynosi nadzieję na dostatnie zbiory, a więź między obcym a gospodynią staje się coraz silniejsza. Letnia aura, choć wyjątkowo skwarna, nie odgania przeczucia nieszczęścia, jakie zawisło nad mieszkańcami farmy…

Mika Waltari skonstruował kameralny dramat przepełniony emocjami. Nad mieszkańcami farmy wisi fatum, a zbliżające się nieszczęście jest wyczuwalne i wszechobecne mimo pojawiających się promyków nadziei na lepsze, szczęśliwsze życie. Cztery główne osoby dramatu są ciekawie skontrastowane. Wszystkie – poza mężem – odczuwają głęboki związek z naturą i porami roku. Mąż, negatywny bohater powieści, uosabia mizerię miejskiego stylu życia i rozrywek, które można tam odnaleźć, ale tak naprawdę zło tkwi w głębi jego jestestwa i nie wydaje się, aby miała zajść w nim jakaś zmiana. 

Ciekawa, wciągająca historia. Książka jest niewielkich rozmiarów, ale siła tłumionych emocji i uczuć zrobiła na mnie duże wrażenie. Wyczuwalna jest jednak pewna manipulacja pisarza, który ewidentnie zagrał na emocjach czytelnika tłumacząc literalnie wszystkie obciążające okoliczności na korzyść jednej strony. Miałam tego świadomość podczas lektury, ale nie przeszkodziło mi to w docenieniu emocjonalnej siły tej opowieści i jej świetnej konstrukcji. Jeśli lubicie skandynawskie historie o silnych, małomównych, z pozoru zimnych i opanowanych ludziach, którzy tak naprawdę kipią ukrytymi namiętnościami, zachęcam do przeczytania tej niepozornej książki. Jest ona warta Waszej uwagi.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytamy serie wydawnicze


 

 

 

Mika Waltari (1908-79) - najpopularniejszy fiński pisarz. Debiutował jako nastolatek. W 1928 r. wydał pierwszą powieść pt. "Wielkie iluzje". W latach 30-tych XX w. ugruntował swoją pozycję literacką. Światową sławę przyniosły mu powieści historyczne, m.in. "Karin córka Monsa" (1942), "Mikael" (1942), "Egipcjanin Sinuhe" (1945).  

Źródło zdjęcia



 
Autor: Mika Waltari
Tytuł oryginalny: Vieras Mies Tuli Taloon
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskiej
Tłumacz: Barbara Iwicka
Rok wydania: 1972
Liczba stron: 124



czwartek, 26 grudnia 2013

Parę obrazków...


... z przeszłości. :)


Członkowie rodziny przy stole wigilijnym, 1926

Policjanci policji konnej podczas dekorowania choinki, Warszawa, 1925

Wigilia w Ambasadzie RP w Paryżu, 1926

Wigilia dla biednych dzieci zorganizowana przez Towarzystwo Młodych Polek, Kraków, 1927

Oświetlona choinka w Warszawie, al. Jerozolimskie, 1935

Armia polska na Bliskim Wschodzie, polscy żołnierze przy improwizowanej choince, Irak, 1942

Punkt sprzedaży choinek, Warszawa, 1976

Kobieta z chłopcem przy choince, lata 1979-88

Kobieta z dzieckiem przy choince, lata 1970-80

Źródło zdjęć: Narodowe Archiwum Cyfrowe

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Życzenia świąteczne



Źródło zdjęcia


Przy wigilijnym stole,
Łamiąc opłatek święty,
Pomnijcie, że dzień ten radosny
W miłości jest poczęty;


Że, jako mówi wam wszystkim
Dawne, prastare orędzie,
Z pierwszą na niebie gwiazdą
Bóg w waszym domu zasiądzie.


Sercem Go przyjąć gorącym,
Na ścieżaj otworzyć wrota -
Oto co czynić wam każe
Miłość - największa cnota.


A twórczych pozbawił się ogni,
Sromotnie zamknąwszy swe wnętrze,
Kto z bratem żyje w niezgodzie,
Depcąc orędzie najświętsze.

Wzajemne przebaczyć winy,
Koniec położyć usterce,
A z walki wyjdzie zwycięsko
Walczące narodu serce.

J. Kasprowicz
 
* * *

Boże Narodzenie kojarzy się z ciepłem i miłością w otoczeniu Najbliższych, gdy za oknem skrzy się śnieg.

W tym roku to raczej nie będą białe Święta, ale życzę Wam, aby podczas wieczerzy wigilijnej i następujących po niej Świętach Bożego Narodzenia upamiętniających narodziny Zbawiciela, towarzyszył Wam spokój, zdrowie, radość i szczęście.

Życzę Wam również, abyście pod choinką znaleźli prezenty, których naprawdę oczekujecie. :)

Nie są to może życzenia oryginalne, ale szczere i mam nadzieję, że oddech od codziennego zabiegania i stresu pozwoli nam nabrać dystansu do rzeczywistości poświątecznej. ;)  



sobota, 21 grudnia 2013

Grudniowe wiersze



Źródło zdjęcia



Kiedy grudniowy wiatr najostrzej chłodzi

Kiedy grudniowy wiatr najostrzej chłodzi,
kiedy hulają zadymki, zawieje,
gdy pod zaspami śniegu świat truchleje
i życie drętwe z śmiercią już się godzi;

kiedy noc miary najdłużej dochodzi
i jak najgorzej stworzeniu się dzieje:
nagle słyszymy - my, Hiperboreje -
ten nie do wiary okrzyk: „Bóg się rodzi!”

O, dziwo! Zawsze Bóg w grudniowej porze
Rodzi się. Czyż się urodzić nie może,
Że odnawiają się co rok te wieści?

Nieszczęśni! nędzni! chromi! ślepi! głusi! -
Bóg wieczny rodzić się przez wieczność musi,
A możeż rodzić Go świat - bez boleści?

Leopold Staff


Pieśń zimowa

 Wrony wśród zwalonych pni,
czarny łopot i krakanie.
Brylant w dziobie kruka lśni.
A to księżyc schodzi z nieb,
śpiewa ogień, pachnie chleb.
Noc truchleje przed świtaniem.

Gwiazda spośród wszystkich gwiazd
najgorętsza blask rozsiewa.
Niczym dla niej ziemski czas.
Była bieda, mór i głód.
Śnieg jaśnieje, błyszczy lód,
w haftach lodu stoją drzewa.

Od powietrza, ognia, wojny...
Człowiek wraca dobrą ścieżką
pod dach śnieżny, w dom spokojny.
Śpiewa ogień, pachnie chleb,
słodko dzwoni dziecka śmiech.
Było zło, przed świtem pierzchło.
 Mieczysław Jastrun


Na całej połaci śnieg
 
Na całej połaci - śnieg.

W przeróżnej połaci - śnieg.
Na siostry i braci
Zimowy plakacik - śnieg...  śnieg...
Na naszą równinę - śnieg.
Na każdą mieścinę - śnieg.
Na tłoczek przed kinem
Na ładną dziewczynę - śnieg... śnieg...
Na pociąg do Jasła
Na wzmiankę, że zgasła
Na napis: brak masła,
Na starte dwa hasła,
Na flaszko id wódki,
Na tego te skutki...
Na puste ogródki,
Na dzionek za krótki...
Na w sinej mgle dale - śnieg.
Na kocham cię stale! - śnieg.
Na żale, że wcale i na - tak dalej - tak dalej
Tak dalej - tak dalej
Tak dalej - tak dalej - śnieg...
 
Jeremi Przybora
 
 
Źródło zdjęcia


 

czwartek, 19 grudnia 2013

William Faulkner, Kiedy umieram



 
Moje wspomnienia z kontaktu z pisarstwem Faulknera są dość mgliste. We wczesnej młodości próbowałam zmęczyć „Dzikie palmy” i chyba nawet je zmęczyłam, ale wrażenie z lektury nie było zbyt pozytywne i aż do tej pory do Faulknera podchodziłam nieufnie. Dopiero teraz, przy okazji poszukiwań książek wydanych w serii Nike, wpadło mi w ręce kilka jego tytułów. Pomyślałam więc sobie, że czas się zmierzyć z twórczością noblisty. Jak nie teraz, to kiedy?

Mój wybór padł na „Kiedy umieram”. Akcja książki toczy się gdzieś w Ameryce w końcówce lat 20-tych XX w. i można ją streścić w kilku zdaniach. Gdy umiera Addie Bundren, żona Anse i matka piątki dzieci, jej rodzina postanawia wypełnić ostatnią wolę zmarłej i pochować ją w Jefferson, jej rodzinnym mieście, oddalonym dość znacznie od miejsca ich zamieszkania. Może zresztą nie było to zbyt daleko, ale Bundrenowie to „biała biedota” z Południa. Rodzina ciężko pracuje na kawałku ziemi i dysponuje jedynie wozem, którym możliwe jest przewiezienie trumny ze zwłokami matki. Ale gdy Bundrenowie trafiają na fatalną pogodę i powódź, która niszczy dwa najbliższe mosty, sytuacja wydaje się beznadziejna. Anse z dziećmi podejmują jednak trud odwiezienia ciała matki na miejsce spoczynku bez względu na okoliczności i mimo wielu ostrzeżeń. Zapis tej wędrówki najeżonej coraz to nowymi przeszkodami, podczas której odsłaniane są kolejne elementy historii tej rodziny, stanowi treść tej książki. O kolejnych wydarzeniach opowiadają w krótkich kilkustronicowych rozdziałach członkowie rodziny Bundrenów, ich znajomi, osoby nieznajome napotkane na trasie, a raz nawet głos zabiera nieboszczka, w sumie kilkanaście osób. Dzięki takiej formie narracji możemy poznać sylwetki psychologiczne bohaterów, choć koniec i tak nas zaskakuje. Mając na uwadze, że książka została wydana w roku 1930 forma przekazu uderza nowoczesnością.

Każde z dzieci Addie i Anse jest inne. Najczęściej głos zabiera Darl, którego wersja – do pewnego momentu – zdaje się najbardziej przypominać obiektywnego narratora. Cash to najstarszy syn Bundrenów, cieśla, ze skłonnością do dramatycznych wypadków. Klejnot, którego matka kochała najbardziej spośród swoich dzieci, jest inny od swoich braci i siostry. Nie chce nikomu niczego zawdzięczać, ale i tak traci podczas opisywanej podróży coś, co miał najcenniejszego w imię obowiązku, który należy wykonać. Dewey Dell to młoda dziewczyna mająca dość typowy kobiecy problem, z którego rozwiązaniem musi się borykać sama, a Vardamon, najmłodsze dziecko w rodzinie wyobraża sobie, że jego matka jest rybą. Sam Anse jest postacią niejednoznaczną, podobnie zresztą jak jego nieboszczka żona. Oboje ciężko pracują, ale ich związek był pełen uporu, stawiania na swoim i nie byli to ludzie szczęśliwi.

Najważniejszy w tej książce jest właśnie nastrój i ludzkie charaktery. Upór, graniczący czasem wręcz z szaleństwem, jaki przejawiają Bundrenowie, zadziwia. Twarde warunki życia, realizm, z jakim opisane są kolejne działania bohaterów są przesycone jakąś tajemnicą. Jej rozwiązania tak naprawdę nie poznajemy, ale nie o to tu chodzi. Człowiek to niewyczerpane źródło tajemnic, zdaje się mówić Faulkner, tylko, czy chcemy te tajemnice rozwikłać? Perypetie Bundrenów ocierają się wielokrotnie o groteskę na granicy absurdu, ale czytelnikowi nie jest do śmiechu. Momentami tekst przypomina swoistą makabreskę, która z natury rzeczy jest przerażająca, a jej przyczyny nie są do końca znane.

Mniej więcej do połowy książki miałam problem ze skupieniem się na treści mimo dynamicznej formy narracji i przystępnie napisanych rozdziałów. Formułowane zdania są proste i szorstkie, oddają treść zdarzeń, ale nie ich kontekst, który dopiero pod koniec zaczynamy rozumieć. Forma zaciekawia, ale treść przygnębia przedstawiając nie tylko smutny temat, ale również wszechobecną biedę, która doskwiera Bundrenom. Skupienie się jednak tylko na niejednokrotnie odstręczających szczegółach dotyczących przewozu ciała matki i żony to błąd. W połowie książki treść bardzo mnie wciągnęła, a bohaterów prezentujących swoją wersję zdarzeń w kolejnych rozdziałach poznałam nieco lepiej. Uległam klimatowi stworzonemu przez Faulknera, by na koniec dać się zaskoczyć i jednak nie dowierzać. 

Ta książka może prowokować do skrajnych ocen, gdyż wielu czytelników może ją uznać zwyczajnie za nudną. Można albo ulec sile perswazji Faulknera i dać się porwać nastrojowi, albo uznać ją za nieciekawe dziełko o wędrówce z trumną z wieloma niemal obscenicznymi szczegółami. Jeśli o mnie chodzi, jestem na tak. Książka na tyle zaciekawiła mnie swoim klimatem i ciekawą formą narracji, że chętnie sięgnę po inne książki amerykańskiego noblisty, piewcy Południa. 
 
 
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:
oraz


 
William Faulkner (1897 - 1962) - amerykański pisarz, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1949 r. Uznawany za jednego z najważniejszych amerykańskich pisarzy. Autor m.in. "Wściekłość i wrzask" (1929), "Światłość w sierpniu" (1932), "Absalomie, Absalomie" (1936), "Intruz" (1948).


Źródło zdjęcia





Autor: William Faulkner
Tytuł oryginalny: As I lay dying
Wydawnictwo: Czytelnik
Seria: Nike
Tłumacz: Ewa Życieńska
Rok wydania: 1968
Liczba stron: 292

środa, 18 grudnia 2013

Tadeusz Cegielski, Tajemnica pułkownika Kowadły





Kiedy przeczytałam „Morderstwo w alei Róż”, pierwszą część przygód kapitana Wirskiego w stalinowskiej Warszawie, byłam pewna, że już wkrótce znów się spotkam z tym bohaterem. I rzeczywiście, po 3 latach Tadeusz Cegielski wydał kolejny kryminał z Wirskim w roli głównej. Nie namyślając się wiele zakupiłam więc „Tajemnicę pułkownika Kowadły”. 

Tym razem przenosimy się do Warszawy na przełomie 1957 i 58 r. Kapitan Wirski, na skutek szczęśliwego splotu wydarzeń i swojej zręczności wykazanej w śledztwie opisanym w pierwszej części serii, otrzymał awans na majora, jest szczęśliwie żonaty i mógłby zapewne myśleć o zbliżającej się emeryturze, ale w Warszawie dochodzi do napadu na bank z bronią w ręku, co w tym czasie nie jest zjawiskiem powszechnym. Jednocześnie, w tajemniczych okolicznościach dochodzi do zgonu jednego z dyrektorów w NBP odpowiedzialnego za bezpieczeństwo informacji bankowej, który kilka dni przed śmiercią spotkał się z Wirskim, aby przekazać mu swoje spostrzeżenia po zuchwałym napadzie. Jak słusznie przewiduje nasz dzielny major, w noc sylwestrową dochodzi do kolejnego napadu, lecz mimo wzmożonej czujności milicji, sprawcy uciekają. Kto stoi za tymi napadami? Jaką rolę odgrywa stary kasiarz i jaką tajemnicę skrywa dawny przeciwnik Wirskiego, Mikołaj Kowadło, pułkownik UB?

Najpierw muszę Was ostrzec. Nie czytajcie tej książki, jeśli nie czytaliście wcześniej „Morderstwa w alei Róż”! To ważna uwaga, gdyż jeśli zaczniecie od „Tajemnicy…” będziecie początkowo nieco zdezorientowani ze względu na liczne odwołania do wydarzeń z pierwszej części, a ponadto pozbawicie się dużej części przyjemności z lektury „Morderstwa…”, gdyż w moim odczuciu autor ujawnia zbyt dużo z treści poprzedniej książki. Rozumiem, że to jest cykl, że sytuacja głównego bohatera ulega zmianom, ale nie można zdradzać zbyt wiele zwłaszcza, gdy dotyczy to elementów rozwiązania zagadki kryminalnej z wcześniejszej części. W serii o Harrym Hole, którą czytałam nie po kolei, nic nie odebrało mi przyjemności lektury. Jedynym pewnikiem było to, że Harry przeżyje liczne sytuacje wydawałoby się bez wyjścia. Nesbo starał się jednak nie ujawniać rozwiązań zagadek kryminalnych z poprzednich części cyklu. 

Profesor Cegielski świetnie oddał realia Warszawy po przełomie 1956 r. Ten nastrój pewnej swobody i poluzowania więzów narzuconych przez potężnego sąsiada, swoisty karnawał, który jeszcze nie zgasł stłamszony przez gomułkowską „małą stabilizację”, jest w tej książce niemal namacalny. Czytając tę książkę przenosimy się do tamtej Warszawy, opisanej w „Złym” Tyrmanda, z tym, że Tadeusz Cegielski porusza również tematy, o których Tyrmand siłą rzeczy pisać nie mógł. Natykamy się więc na ubeków pozbawionych parasola ochronnego rozwiązanego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, wspominane są tortury i narzędzia kaźni stosowanych przez komunistycznych oprawców w kazamatach rozlokowanych w całym mieście, zapuszczamy się w zakazane zakamarki wykańczanego właśnie gmachu Narodowego Banku Polski. Dzięki Tadeuszowi Cegielskiemu poznajemy kawałek historii naszej stolicy po „odwilży” październikowej.

Realia realiami, ale w kryminale liczy się intryga, a ta też jest zupełnie niezła, aczkolwiek jest też kilka mielizn fabularnych. Jest kilka zazębiających się wątków, parę ślepych tropów i zaskakująca końcówka. Wszystko w niesamowitej scenerii Warszawy końcówki lat 50-tych XX w., gdzie nie tylko można się natknąć niemal w każdym miejscu na kazamaty UB, ale rozkwit przeżywają kluby dla rozmaitej klienteli : i dla pracowników MSW i UB, i dla tych, którzy chcą tańczyć w rytm rock and rolla. W tych okolicznościach, mimo wszechobecności milicji obywatelskiej dochodzi do serii napadów z bronią w ręku. Jeśli ktoś z Was wzruszy ramionami i powie, no i jaka tu wierność realiom, to śpieszę donieść, że prof. Cegielski w posłowiu wyjaśnia, że kilka podobnych do opisanych w książce napadów rzeczywiście miało miejsce.

Muszę jednak przyznać, że o ile realia są oddane z pietyzmem i znawstwem rzeczy, intryga kryminalna jest niezła, o tyle moją wątpliwość budzą sylwetki psychologiczne bohaterów. Najwięcej uwagi autor poświęcił Wirskiemu, który budzi jednoznaczną sympatię, jego profesjonalizm i zdolności śledcze nie budzą wątpliwości. Nawet jego toporny przełożony potrafi przyznać, że ten sanacyjny oficer potrafi jednak poprowadzić śledztwo i rozgryźć najtrudniejsze zagadki kryminalne. Jego koledzy milicjanci funkcjonują jako dość „papierowe” postaci o śmiesznych nazwiskach (Paprotka, Rączka, Cegiełka etc.). Mam również mieszane uczucia wobec tytułowego pułkownika Kowadły, gdyż metamorfoza tego ubeckiego pułkownika jest dla mnie nieco zadziwiająca. Dziwi mnie również, że mimo zaawansowanego wieku majora Wirskiego (63 lata) i jego trudnego życiorysu naznaczonego między innymi prześladowaniami UB, nie odczuwa on w ogóle upływu lat, a poślubienie dużo młodszej kobiety nie prowokuje żadnych komentarzy otoczenia ani refleksji obojga zainteresowanych. Bądź co bądź, różnica ok. 30 lat między małżonkami nie była rzeczą powszednią, zwłaszcza w tamtych czasach. Postacie kobiece, to w moim przekonaniu również porażka autora, gdyż ani obecna żona Wirskiego, ani jego dawna kochanka, Tania Rypnis, nie budzą większych emocji, a dialogi, zwłaszcza z tą ostatnią, są drętwe i mało życiowe.

Mimo tych zastrzeżeń książka jest godna polecenia, zwłaszcza dla miłośników varsavianów i polskich kryminałów. To chyba jedyny współczesny kryminał osadzony w świetnie oddanych realiach stalinowskiej Warszawy. Polecam, ale zacznijcie od "Morderstwa w alei Róż".

 
Tadeusz Cegielski (ur. 1948) - historyk, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, wolnomularz. Ojciec Maxa Cegielskiego - dziennikarza i pisarza. Od 1992 r. pełni funkcję redaktora naczelnego "Ars Regia" poświęconego wolnomularstwu.


 
Autor: Tadeusz Cegielski
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Mroczna seria
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 480


 


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Wokół Jane Austen (7)


Źródło zdjęcia


Dziś przypada 238 rocznica urodzin Jane Austen (16 grudnia 1775 - 18 lipca 1817).
 
Skromnie upamiętniam ten dzień krótką listą cytatów z jej książek. :)


"Po cóż innego żyjemy, jak nie po to, by być przedmiotem rozrywki naszych sąsiadów i z kolei śmiać się z nich?"
 
„Każdy człowiek potrafi bez trudu zrobić pierwszy krok - zwykle jest to lekkie zainteresowanie - niewielu jednak ma dosyć odwagi, by zakochać się prawdziwie, nie otrzymując po temu zachęty.”
 
„Wyobraźnia kobiety jest wartka jak strumień, w mgnieniu oka przeskakuje z podziwu do miłości, zaś z miłości do ołtarza.”

 „Zachowaj tylko te wspomnienia, które dają ci radość.”

"Duma i uprzedzenie"

"Liczba majętnych mężczyzn na tym świecie nie dorównuje liczbie pięknych kobiet, które na nich zasługują."

"Mansfield Park"

„Każdy, czy to dżentelmen, czy dama, kto nie znajduje przyjemności w dobrej powieści, musi być nie do wytrzymania głupi.”

"Opactwo Northanger"


niedziela, 15 grudnia 2013

Ulotne chwile (75)



Warszawa, awaria wodociągu, 1965 r.
Kartka zakupiona podczas Warszawskich Targów Książki
Archiwum fotografii Ośrodka KARTA
fot. Jarosław Tytoń




czwartek, 12 grudnia 2013

Lars Gustafsson, Wełna




"Istnieję tutaj. Nie jestem niczym szczególnym, ale w każdym razie istnieję tu z wszystkimi moimi zmysłami, z tą pomysłowością, przebiegłością i wrażliwością, jakie mam, z tym ciepłem i uprzejmością, na jakie zdołam się zdobyć - a stają się one naturalnie coraz mniejsze, im więcej czasu upływa - i nikt nie rości sobie do mnie pretensji, nikt mnie nie potrzebuje. Udzielam moich wiadomości z matematyki. To wszystko. To jedyna rzecz, jaką mam do sprzedania." (s. 190)
 
Gdyby nie rewelacyjna recenzja książki Larsa Gustafssona autorstwa Jeżanny, pewnie nie odkryłabym tego szwedzkiego twórcy lub trafiłabym na niego dużo później. Na szczęście Jeżanna tak pięknie napisała o „Śmierci pszczelarza” , że postanowiłam poszukać książek tego autora w dostępnych mi bibliotekach. Wybrałam jednak inny tytuł i w ten sposób w moje ręce trafiła „Wełna”.

Akcja książki toczy się w końcówce lat 60-tych i w 1970 r. Głównym bohaterem książki jest Lars Herdin, uzdolniony matematyk, który jednak nie zrobił kariery naukowej i wylądował na posadzie prowincjonalnego nauczyciela matematyki w przemysłowym, wybitnie nieciekawym miasteczku Trummelsberg. W mieścinie tej prowadzi samotne życie wypełnione przeciętnymi, mało ciekawymi uczniami. Formą rozrywki są właściwie regularne spotkania z nauczycielką angielskiego mające na celu rozładowanie napięcia seksualnego oraz ciche wspieranie aktywności Frontu Wyzwolenia Wietnamu, co niemożliwie denerwuje dyrektora szkoły, wyjątkowo antypatycznego służbistę i biurokratę. Niespodziewanie dla siebie Lars odkrywa, iż jeden z jego uczniów jest geniuszem matematycznym, nieoszlifowanym diamentem, który odpowiednio poprowadzony i przygotowany, może zmienić oblicze tej dziedziny nauki. Lars wyczuwa szansę na wzbogacenie swojej jałowej egzystencji i możliwość wpłynięcia na przyszłość uzdolnionego, choć pochodzącego z biednej rodziny chłopaka.
 
Larsa Herdina poznajemy na początku w relacji jego przyjaciela z wojska Larsa Gustafssona. Tak, tak, autor pojawia się w książce przez dobrą chwilę. Dopiero po przeczytaniu pierwszego rozdziału, gdy dowiadujemy się, w jaki sposób Lars Herdin zakończył życie, poznajemy jego historię. Szwedzki pisarz żonglując czasem pokazuje nam najistotniejsze fragmenty życiorysu Herdina, od dzieciństwa poczynając, na roku 1970 kończąc

Z czym kojarzy się Wam wełna? Zapewne z ciepłem i bezpieczeństwem wełnianego swetra chroniącego nas przed zimnem. Tymczasem Lars Gustafsson uznaje wełnę, ale tę nieprzyjemną, śmierdzącą mokrą wełnę, która przewija się przez książkę niczym wyrzut sumienia, za symbol krępowania możliwości pojawiających się w naszym życiu i nie pozwalających nam rozwinąć skrzydeł.
 
Herdin to człowiek, który nie wykorzystał swego potencjału i nawet on sam chyba nie wie, jak do tego doszło. Wie, że geniusz Larssona, który trafił mu się jak ślepej kurze ziarno, jest dla niego szansą na odzyskanie do siebie szacunku i szansą na przełamanie beznadziejności egzystencji, w której tkwi. Dlatego wspiera chłopaka, udziela mu lekcji, ale wkraczając w jego życie tak zdecydowanie wnosi doń również niepokój, który przyczynia się do zburzenia ładu w jego życiu. Niejako z rozpędu popełnia również czyn, który podważa jego lojalność wobec chłopaka i narusza istotnie jego etykę zawodową. Dlaczego tak się dzieje? Bohater chyba tego nie wie.
 
„Wełna” została wydana w ramach słynnej serii Nike i trzeba przyznać, że jest to książka warta przeczytania. Ta historia nie jest radosna. Nie jest także pozytywna, raczej napawa nas goryczą i smutkiem, jak czasem dziwnie się toczy życie pozostawiając nas w kompletnej izolacji w świecie, który nie jest światem naszych marzeń. Utkwił mi w pamięci ponury obraz szwedzkiego prowincjonalnego przemysłowego miasta w okowach zimy, a także - jako kontrast - wspomnienie sielskich wakacji z okresu dzieciństwa Larsa, gdy poza Szwecją toczyły się krwawe zmagania na frontach II wojny światowej.
 
Abstrahując od wartości literackiej książki, przyznam, że lubię gdy książka jest opatrzona posłowiem specjalisty, który potrafi przybliżyć czytelnikowi sylwetkę pisarza i trendów, które miały wpływ na jego twórczość. W tym wydawnictwie możemy się zapoznać z tekstem autorstwa Zygmunta Łanowskiego, tłumacza „Wełny”, i z racji na moją nieznajomość prozy Gustaffsona ten tekst pomógł mi w odbiorze książki.
 
Pisarstwo Gustafssona jest wymagające, ale całkowicie dostępne dla przeciętnego czytelnika. Język powieści nie jest trudny, czyta się ją naprawdę dobrze, ale książka wzbudza wiele pytań, na które nie znajdziemy tam odpowiedzi. Wiele pytań, które mogą gryźć jak szorstka wełna. To po prostu lektura, która daje do myślenia, ma pesymistyczny wydźwięk, gdyż opowiada historię człowieka, który nie udźwignął roli, jaką przeznaczyło mu życie. Autor przemyca wiele swoich socjalizujących poglądów. Aktywność polityczna przynosi bohaterowi pewną nadzieję, ale czy to jest wszystko, w czym może się realizować? Czy jego przeznaczeniem jest gryząca samotność, wyrzuty sumienia i gorycz czy też jest jeszcze nadzieja na życie pełną piersią? Odpowiedzi na takie pytania szuka na pewno wielu z nas.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania
Czytamy serie wydawnicze





Lars Gustafsson (ur. 1936) - szwedzki pisarz, poeta i wykładowca. W latach 1983 - 2003 mieszkał w USA, gdzie był wykładowcą Uniwersytetu w Austin. Jest jednym z najbardziej płodnych szwedzkich pisarzy. Począwszy od lat 50-tych XX w. wydaje tomy poezji, powieści, opowiadania, eseje. Najsłynniejszą powieścią Gustafssona jest "Śmierć pszczelarza (1978). 




 

Autor: Lars Gustafsson
Tytuł oryginalny: Yllet
Wydawnictwo: Czytelnik
Seria: Nike
Tłumacz: Zygmunt Łanowski
Rok wydania: 1977
Liczba stron: 280 

 

wtorek, 10 grudnia 2013

Katherine Mansfield, 10 grudnia 1915


Katherine Mansfield (1888 - 1923)
Źródło zdjęcia


Katherine Mansfield, "Listy"
tłum. Maria Godlewska
Czytelnik, 1978


"Do J.M. Murry'ego
Bandol, 10 grudnia 1915
 
 
Poszłam wczoraj na daleki spacer brzegiem morza, w stronę St. Cyr (które jest bardzo piękne i dzikie: przypomina mi moją Nową Zelandię). Potem skierowałam się w głąb lądu i wróciłam do domu przez łączki i kręte dróżki obsadzone oliwkami obok pól kwiatów. Myślałam, że już nigdy nie trafię do domu; zgubiłam drogę i wciąż mi się zdawało, że słyszę jakieś głosy. Mury wyrastały przede mną, a kiedy zaglądałam przez furtki - nie było nikogo tylko żonkile i narcyzy, wielkie niebieskie fiołki i białe róże. Słońce zaszło, dotarłam do małej willi, która się nazywa "Allons-y" i zaczęłam wołać, ale Straszliwy Biały Pies - szczęściem uwiązany u studni - odpowiedział mi tak skutecznie, że postanowiłam zapuścić się w las, aby raz z tym skończyć. W tej samej chwili pojawiła się zwinna i złośliwie wyglądająca koza, która przesadziła mur tuż przede mną. Wobec tego cofnęłam się, pobiegłam w przeciwnym kierunku - i wreszcie trafiłam do domu.
Po raz pierwszy zobaczyłam dziś wyraźnie moją pracę*. Czuję, że się do niej zbliżam - mogę już dojrzeć ludzi spacerujących na brzegu i kwitnące pnącza zwisające z drzew... rozumiesz, co chcę powiedzieć? Dotychczas miałam tylko niewyraźny kontur lądu obrzeżonego pianą. Dni szybko mijają." (s. 51)
 
 
* mowa o noweli "Preludium"
 
 
 

niedziela, 8 grudnia 2013

Ulotne chwile (74)



Para na przejażdżce rowerami wodnymi, 1925
Pocztówka zakupiona w Brukseli
Topical Press Agency/Getty Images






sobota, 7 grudnia 2013

Rozmowy z trzylatkiem


Źródło zdjęcia

Mój synek ostatnio serwuje nam teksty, których nie powstydziliby się najlepsi dyskutanci. Jego riposty są szybkie, celne i logiczne. Odczułam potrzebę zapisania choć niewielkiej części z nich, aby mieć co powspominać w przyszłości :)
 
 
-Synku, czyje klocki leżą na dywanie?
- Moje.
- Kto się nimi bawi?
- Ja.
- A kto je posprząta?
- Mama

***

Do przedszkola zwykle odprowadza naszego synka Babcia lub Tata, gdyż ja wychodzę do pracy bardzo wcześnie. Któregoś wieczora usłyszałam:
- Tęsknię w przedszkolu.
- Za kim tęsknisz?
- Za Babcią i Tatą.
- A za Mamą nie?
- Nie, Ty jesteś w pracy.

***

- Nie dłub w nosku. Twój miś tego nie robi.

- On nie ma dziurek! On jest przytulanką.
 
***

Wychodzimy z toalety w centrum handlowym. Naprzeciwko nas idzie pracownik ochrony. Na jego widok mój synek mówi:

- Idzie pan ochroniarz!

Gdy nas mija, synek stwierdza:

- Też będzie robił siusiu. 

***

Nasz synek niechętnie je zupki. Podczas rodzinnych obiadów zachęcamy go do jedzenia ich i cieszymy się z każdego łyku. Podczas jednego z ostatnich obiadów Młody jadł wyjątkowo dobrze. Babcia i Tata nagradzali wysiłki Synka i Wnuczka brawami. W pewnym momencie Młody zwrócił się do Mamy:

- Ty też bij brawo, Mamo.

***

- Mamo włącz [Ciekawskiego] George'a, proszę!

Włączam telewizor, na ekranie pokazuje się jeden z polityków odpowiadający na pytania podczas konferencji prasowej.

- Mamo! To nie to!
 
***

Wieczorem siedzimy cała rodziną w pokoju do pracy, tzw. gabinecie.

- Synku, czas na kąpiel. Idziemy do łazienki.
- Nie.
- Nie?
- Nie, zostaniemy w gabinecie i pogadamy.
- O czym?
- O tramwajach.
 
 I tym komunikacyjnym akcentem, zakończę te wspominki z ostatnich dni :)


Źródło zdjęcia
 


piątek, 6 grudnia 2013

George Meredith, Jaśnie pani i generał





George Meredith był uznanym pisarzem, poetą i krytykiem epoki wiktoriańskiej. Napisał sporo powieści, wydał wiele tomików poetyckich. W Polsce jest jednak pisarzem nieznanym, może za wyjątkiem specjalistów w dziedzinie literatury angielskiej. Jak się zorientowałam w naszym kraju wydano tylko jedną pozycję jego autorstwa, „Jaśnie panią i generała”, którą miałam okazję przeczytać dzięki rozdawajce Awioli. :)

Książeczka ta, wydana w ciekawej serii Koliber, to opowieść o emerytowanym i owdowiałym generale, który postanowił odejść z armii i osiąść z córką w małym domku w spokojnej okolicy i przyjemnie spędzić lata, jakie mu pozostały. Jak na dzisiejsze standardy jest on w kwiecie wieku, gdyż liczy sobie ok. 50 lat.

Jego córka jest miłą i rozsądną panną, generał sprawia wrażenie poczciwego człowieka, a nowi sąsiedzi darzą go sympatią. Wszystko, jak się wydaje, układa się po myśli naszego bohatera, ale wkrótce, do posiadłości sąsiadującej z „dżentelmeńską rezydencją”, jak go nazywa swój skromny domek generał, wprowadza się lady Camper, o której koneksjach i bogactwie krąży wiele plotek. Jedynie nieliczni dostąpili zaszczytu bezpośredniego z nią kontaktu, gdyż pani ta wydaje się niechętna zawieraniu bliższych znajomości z otoczeniem. Generał czuje się nieco poruszony tą sytuacją, nadchodzi jednak dzień, gdy lady Camper wyraża życzenie, aby na drzewie rosnącym w obejściu generała ścięto gałąź zasłaniającą jej widok na jego podwórko. Jest to okazja do nawiązania bezpośredniego kontaktu z tajemniczą sąsiadką, z czego generał skwapliwie korzysta poznając ją osobiście oraz jej siostrzeńca, który często odwiedza ciotkę. Od tej pory staje się jej orędownikiem w sąsiedztwie, nie zauważając niczego poza swymi wyobrażeniami.

Musiałam nieco zahamować potok zdań, gdyż już wkrótce opowiedziałabym całą historię, która nie należy do zbyt rozwlekłych, jako że książka liczy sobie zaledwie 96 stron. A określiłabym ją jako to historię nauczki, jaką tytułowa jaśnie pani dała poczciwemu generałowi. Choć początkowo wydaje się nam ona okrutna i bez serca, to wraz z postępem lektury, generał Ople wydaje się nam coraz bardziej groteskowy i samolubny, skoncentrowany tylko na sobie, aczkolwiek nadal jest postacią pozytywna. Jest to ciekawy przykład charakterystyki postaci. George Meredith zastosował dość nowoczesne techniki mające na celu przedstawienie sylwetek bohaterów, a zwłaszcza generała. W naszych oczach zyskuje również lady Camper i jest to zabieg celowy świadczący o talencie narracyjnym autora w tej, bądź co bądź, bardziej nowelce niż powieści.

Meredith był bardzo popularny wśród literatów tego okresu i wielu wyrażało się z uznaniem o jego technice pisarskiej. Po przejrzeniu angielskojęzycznych stron dotyczących twórczości pisarza jestem dość zdziwiona, że w Polsce dostępny jest jedynie przekład tej mało znaczącej w jego dorobku pozycji. „Jaśnie pani i generał” to taka literacka „błahostka”. Historyjka jest prosta i nieskomplikowana, aczkolwiek z kilkoma ciekawymi elementami, choć na kolana nie rzuca. :) Jeśli lubicie literaturę angielską epoki wiktoriańskiej i chcecie zapoznać się z nowym nazwiskiem, to na pewno warto ją przeczytać.

 


George Meredith (1828-1909) – angielski poeta i powieściopisarz epoki wiktoriańskiej. W latach 1861-64 pracował jako lektor i recenzent w znanej firmie wydawniczej. Cieszył się opinią znakomitego znawcy i krytyka. Dorobek pisarski Mereditha obejmuje zbiory poezji, powieści i opowiadania.

Źródło zdjęcia




Autor: George Meredith
Tytuł oryginalny: The case of general Ople and lady Camper
Wydawnictwo: Książka i Wiedza
Seria: Koliber
Tłumacz: Ariadna Demkowska-Bohdziewicz
Rok wydania: 1977
Liczba stron: 96


środa, 4 grudnia 2013

Dla dzieci i dorosłych - filmik, wywiad, konkurs i psychotest :)


Niedawno natknęłam się na znakomity filmik wyprodukowany przez Instytut Pamięci Narodowej pokazujący dzieciom w przystępnej formie polskie symbole i barwy. Myślę, że warto mieć go w pamięci i zapoznać z nim naszych milusińskich. Co prawda, projekt postaci Małego Polaka średnio przypadł mi do gustu, ale przekaz jest klarowny, prosty i co najważniejsze, trafiający do dziecka. :)




W polskiej blogosferze możemy się natknąć na wiele wywiadów z przedstawicielami świata literatury pięknej. W większości są to rozmowy z naszymi rodzimymi autorami, których książki cieszą się coraz większym uznaniem i popularnością. Ostatnio jednak, Agnieszka, prowadząca bloga "W Krainie Czytania i Historii" , przeprowadziła bardzo interesująca rozmowę z Jodi Picoult, autorką licznych bestsellerów, której książki znane są chyba wszystkim blogerom książkowym. Przeprowadzenie wywiadu to efekt uporu Agnieszki, a efekt jest nadzwyczaj ciekawy. Zachęcam do lektury . :) 


Jodi Picoult
Źródło zdjęcia

Osoby, których marzeniem jest wydanie książki powinny nie tylko przeczytać wywiad z Jodi Picoult, który może być dla nich inspiracją, ale powinny również zwrócić uwagę na konkurs na najlepszą niepublikowaną powieść pod charakterystycznym tytułem  "To się musi powieść". Konkurs organizuje wydawnictwo Znak Literanova. Nie ma on żadnych ograniczeń tematycznych. Jedynym ograniczeniem jest forma proponowanego tekstu - to musi być powieść, a nie np. zbiór opowiadań.

Wszyscy, którzy chcą wziąć udział w konkursie, powinni wysłać tekst swojej powieści na adres powieść@znak.com.pl. Termin nadsyłania prac mija 31 marca 2014 r. Najlepsza powieść zostanie wydana przez Znak Literanova. Dla zdobywców II i III miejsca przewidziano atrakcyjne nagrody (m.in. kurs kreatywnego pisania).  W jury konkursu zasiadają m.in. Sywia Chutnik i Jarosław Czechowicz. Regulamin konkursu znajdziecie tuŹródło informacji


Źródło zdjęcia

Ale konkursom wydawnictw na niepublikowane utwory literackie może wkrótce wyrosnąć silna konkurencja. Jak podał niedawno jeden z portali, we włoskiej telewizji Rai 3 rozpoczął się literacki odpowiednik programu Mam talent, zatytułowany "Masterpiece". Formuła jest identyczna, natomiast dotyczy wyłącznie pisania, a nie aktywności estradowych, które dominują w "Mam talent". W każdym odcinku uczestnicy mają 30 minut, aby napisać tekst na zadany wcześniej temat. Efekt ich pracy jest odczytywany widzom i jury, w którym zasiadają zawodowi pisarze. Finał programu nastąpi w lutym, a zwycięzca podpisze umowę z jednym z włoskich wydawnictw, które ma wydać jego książkę w nakładzie 100 000 egzemplarzy.


Źródło zdjęcia


A tu osoby posługujące się językiem angielskim mogą przeprowadzić test psychologiczny, dzięki któremu dowiedzą się, jaką postać literacką przypominają. Mnie wyszło, że przypominam Hermione Granger z "Harry'ego Pottera". Chociaż wiekowo znacząco odbiegam od tej uroczej osóbki, to wynik profilu psychologicznego chyba zanotowałam nie najgorszy. ;)

wtorek, 3 grudnia 2013

Jo Nesbø, Łowcy głów



  Jo Nesbø znałam dotąd jedynie jako autora cyklu o Harrym Hole. Zresztą „znam” to mało powiedziane. Harry Hole to jeden z moich ulubionych detektywów literackich o rogatej duszy i z niecierpliwością czekam na kolejne książki tego cyklu. Skoro jednak Nesbo zdobył mnie szturmem swoją umiejętnością budowania intrygi kryminalnej i naprawdę świetnym piórem, nic więc dziwnego, że postanowiłam również sięgnąć po książkę spoza cyklu, ale dość sławną, jako że na jej podstawie został nakręcony film dobrze przyjęty przez widzów.

Głównym bohaterem „Łowców głów” jest Roger Brown, jeden z najlepszych, a w swoim mniemaniu na pewno najlepszy, headhunter w Oslo (przepraszam za ten anglicyzm, ale nie mogę sformułować lepszego określenia w języku polskim). Pracuje w szacownej agencji, ma posągowo piękną żonę, mieszka w stylowym i koszmarnie drogim domu. Wyrobił sobie opinię człowieka, który wskazuje kandydatów na najwyższe stanowiska i jest to zawsze trafna sugestia. Czegóż więcej można chcieć od życia? Ano można. Roger tonie w długach z uwagi na stanowczo zbyt wystawny tryb życia. Dorabia sobie na boku kradzieżami dzieł sztuki w domach swoich klientów, ale mimo tych dodatkowych zarobków, jego sytuacja finansowa się nie poprawia. Pewnego dnia poznaje Clasa Greve, holenderskiego menedżera z barwną przeszłością, który nie tylko wygląda na idealnego kandydata na jedno z najbardziej pożądanych stanowisk w innowacyjnej norweskiej firmie, ale okazuje się, że najprawdopodobniej jest on w posiadaniu zaginionego obrazu Rubensa, co powoduje, że w Rogerze budzi się instynkt łowcy...

Nie chciałabym wyjść na malkontenta, ale nie porwała mnie ta książka. O ile wszystkie książki z Harrym cenię, choć są wśród nich i lepsze, i gorsze, to jednak „Łowcy głów” prezentują się na tle cyklu z Harrym dużo słabiej. Podstawowym problemem tej książki jest w moim przekonaniu kreacja głównego bohatera. Harry ma wiele na sumieniu, ale jest człowiekiem prawym, dążącym do wyjaśnienia sprawy i ukarania winnych bez względu na okoliczności. Nie znam czytelnika cyklu, który z nim by nie sympatyzował. Jego osobowość i wewnętrzna czystość stanowią magnes tych książek. Tymczasem z Rogerem trudno jest sympatyzować. Jest to arogancki bubek, który bez skrupułów, na skutek własnych kompleksów skłania własną żonę do popełnienia czynu, który zatruwa ich życie.

Pomijając nieciekawą osobowość głównego bohatera, książka jest nierówna. O ile początek był obiecujący, niósł nadzieję na wyrafinowaną rozgrywkę dwóch godnych siebie rywali, o tyle w pewnym momencie akcja zaczyna przypominać bezładną, a w dodatku krwawą jatkę. Jatkę, która spowodowana jest kwestiami do bólu banalnymi i w mojej ocenie nie usprawiedliwiającymi takiego poziomu przemocy. Akcja jest szaleńcza, nieźle pomyślana, ale za dużo tutaj przeskoków, zmian sytuacyjnych, szczęśliwych przypadków. Mimo starań Nesbø, za dużo tu kombinacji, za mało realizmu.
Końcówka jest zaskakująca, ale jakoś mnie nie przekonała.

Niestety, książka mnie rozczarowała. Uważam ją za nieudaną próbę odejścia od Harry’ego. Widać w niej potencjał pisarski Nesbø, ale ze względu na wymienione wyżej kwestie, nie widzę w Brownie równorzędnego rywala dla Harry’ego. A już zupełnie na marginesie (choć to wcale nie jest marginalna sprawa), pod wpływem tej lektury naszła mnie refleksja, na jakie dno zeszła nasza cywilizacja, skoro płód z zespołem Downa może służyć jako wystarczający powód do przeprowadzenia aborcji… 


 



Jo Nesbø (ur. 1960) - norweski pisarz oraz muzyk. Jest autorem cyklu kryminalnego o przygodach Harry'ego Hole. Jego książki były wielokrotnie nagradzane, cieszą się również uznaniem czytelników.








Autor: Jo Nesbø
Tytuł oryginalny: Hodejegerne
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Tłumacz: Iwona Zimnicka
Seria: Z odciskiem palca
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 224

niedziela, 1 grudnia 2013

Ulotne chwile (73)


Wiersz Aleksandra Puszkina na ulicznej latarni
Moskwa, ul. Arbat
Zdjęcie własne (jak widać, nie jestem mistrzem kadrowania :))


Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Drucka Nadzieja Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...