piątek, 28 marca 2014

"Wypożyczajcie książki!" - fajna kampania z Lublina


Wiadomo, jaki obraz stanu czytelnictwa w Polsce wyłania się z badań prowadzonych przez ośrodki badania opinii publicznej. Na pewno nie napawa on optymizmem. Powiem szczerze, że na co dzień nie zauważam tego problemu, bo ciągle natykam się na ludzi czytających w autobusach, tramwajach, samolotach, a odwiedzane przeze mnie biblioteki nie świecą pustkami. :) Każde działanie zachęcające nas do czytania uważam za warte polecenia, a jeśli prowadzone są z wdziękiem i pomysłowością to tylko można temu przyklasnąć i pogratulować pomysłu. I takie uznanie należy się - jak sądzę - paniom z filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lublinie, które na Facebooku zaproponowały ciekawą sesję, w której modelka i książka stanowią całość.  
 
Popatrzcie zresztą sami. :)
 

 



 
 
Jak Wam się podoba?
 

 
 

poniedziałek, 24 marca 2014

David Mitchell, Atlas chmur




„Patrzałem na bujane chmury, leżąc na płask w kajaku. Dusze przemierzają wieki, jak chmury przemierzają niebo i choć ani kształt chmury, ani barwa, ani wielkość nigdy takie same nie zostają, ciągle jest chmurą. I tak samo z duszą jest. Kto rzec może, skąd chmura przywiała? Albo kto tą duszą będzie jutro? Tylko Sonmi, wschód i zachód i kompas, i atlas. Tak, tylko atlas chmur.” (s. 328)

Obiło mi się o uszy nazwisko autora, potem książka, następnie film, ale tak jakoś nie mogłam się zdecydować, czy chcę tę książkę przeczytać. Moje pierwsze podejście do Mitchella okazało się niewypałem, gdyż nie byłam w stanie przebrnąć przez „Sen numer dziewięć”. Gdy jednak natknęłam się w bibliotece na „Atlas chmur” postanowiłam zmierzyć się z twórczością autora po raz kolejny. Po pierwszych pięćdziesięciu stronach myślałam, że Mitchell ponownie okaże się pisarzem nie dla mnie. Odłożyłam książkę, przeczytałam dwie inne i znowu wróciłam do „Atlasu chmur”. Powrót ten okazał się słusznym wyborem, gdyż po przełamaniu „pierwszych lodów” książka przykuła mnie do siebie dopóki jej nie skończyłam i w ten sposób niejako przyznałam rację jednemu z bohaterów książki, który mówi, że „Do połowy przeczytana książka to jak na wpół skończony list miłosny.” (s. 70) :)

Każdy, kto już doświadczył tej lektury, wie dobrze, że jej streszczanie mija się z celem, o ile jest w ogóle możliwe. Gdy się człowiek zaweźmie, to może i uda się w miarę koherentnie przekazać treść kolejnych nowel, ale zupełnie nie odda to istoty tej książki. Pozwólcie więc, że zacznę od omówienia konstrukcji książki starając się nie odnosić się do treści, gdyż na własne odkrycie i interpretację tej książki zasługuje każdy przyszły czytelnik. 

Książka składa się z sześciu nowel.
Każda z nich toczy się w innym momencie dziejowym.

Każda z nich to również inny rodzaj literatury:
- powieść historyczna ("Adama Ewinga Dziennik Pacyficzny"),
- obyczajowa z motywem tajemnicy ("Listy z Zedelghem"),
- thriller ("Okresy półtrwania. Pierwsza zagadka Luisy Rey"),
- (dość gorzka) komedia ("Upiorna udręka Timothy’ego Cavendisha"),
- science-fiction ("Antyfona Sonmi-451"),
- powieść "postapokaliptyczna" ("Bród Slooshy i wszystko co potem"). 

Pięć z tych nowel zostaje przerwanych w kulminacyjnym momencie, jedynie opowieść Zachariasza ("Bród Slooshy..."), tocząca się po zagładzie cywilizacji, przekazana jest w całości. Potem kolejne nowele są kontynuowane, ale w odmiennej kolejności, tworząc niejako piramidę. Dlatego też, „Atlas chmur” zaczyna się i kończy opowieścią Adama Ewinga.
 
W kolejnych opowieściach obecny jest motyw podróży. Bohaterowie uciekają przed losem, poszukują prawdy i wyjaśnienia zasad rządzących ich życiem. Jest to nie tylko podróż w sensie fizycznym, ale i podróż w poszukiwaniu siebie i sensu życia. Ta podróż to niemal w każdym przypadku objawienie, a przynajmniej osiągnięcie wyższego poziomu świadomości. 

Element każdej opowieści pojawia się w następnej w roli detalu czy wspomnienia niczym elementy rosyjskiej matrioszki, znanej wszystkim zabawki. Dość dokładnie ten pomysł na przedstawienie ciągu zdarzeń odzwierciedla opinia jednego z drugoplanowych bohaterów jednej z nowel:

„Symetria wymaga istnienia również faktycznej oraz wirtualnej przyszłości. Wyobrażamy sobie, jak będzie wyglądał przyszły tydzień, przyszły rok, czy rok 2225 – wyobrażamy sobie wirtualną przyszłość zbudowaną z życzeń, przepowiedni + marzeń na jawie. Ta wirtualna przyszłość może wpływać na rzeczywistą przyszłość, jak w samospełniającej się przepowiedni, lecz przyszłość faktyczna zaćmi naszą przyszłość wirtualną w sposób tak oczywisty, jak jutro przyćmiewa nasze dzisiaj. Podobnie jak Utopia, rzeczywista przyszłość + przyszłość wirtualna istnieją jedynie w mglistej dali, gdzie nikomu na nic się nie przydają. (…)
Model czasu: niekończąca się matrioszka z namalowanymi momentami, każdą laleczkę (teraźniejszość) umieszczoną wewnątrz łańcucha laleczek (wcześniejsze teraźniejszości) nazywam faktyczną przeszłością, ale postrzegamy ją jako przeszłość wirtualną. Laleczka „teraz” w podobny sposób obejmuje łańcuch wszystkich teraźniejszości, które dopiero nastąpią, a które ja nazywam faktyczną przyszłością, lecz postrzegamy je jako przyszłość wirtualną.” (s. 415)
 
Każda z nowel jest napisana innym językiem. Tylko trzy z nich napisane są klasycznym angielskim, pozostałe wymagały ogromnej inwencji tłumacza. Nie chodzi mi tu o oddanie gwary czy specyfiki języka, ale konieczność wymyślenia nowych słów, zwrotów, szyku zdań w duchu opowieści korelującej z językiem i rzeczywistością, w której żyją bohaterowie. Ogromne pochwały i uznanie należą się polskiej tłumaczce, pani Justynie Gardzińskiej, gdyż wykonała swoją pracę znakomicie, aczkolwiek wyłapałam dwa drobne błędy*.  

Najtrudniejszy w książce jest początek, gdyż język dziennika Adama Ewinga jest bardzo specyficzny, z odmiennym od współczesnego szykiem zdań, a i temat dotyczący tubylczych plemion Oceanii i Australii nie mieści się w kręgu zainteresowań przeciętnego czytelnika. Po przedarciu się przez pierwszych kilkadziesiąt stron moje początkowe opory znikły i wciągnęłam się w perypetie kolejnych bohaterów.

Tytuł książki pochodzi nie tylko od przytoczonego na początku cytatu z opowieści Zachariasza; to również tytuł koncertu na sześć instrumentów skomponowanego przez Roberta Frobishera, głównego bohatera drugiej noweli. Czy sześć nowel to również instrumenty, na których wygrywana jest historia ludzkości? Książka ta jest bowiem próbą filozoficznego odczytania sensu istnienia, poszukania odpowiedzi, czym jest cywilizacja i człowieczeństwo. Czy historia nie jest takim „atlasem chmur” pełnym ruchu, zwrotów, transformacji i niepewności, jaki kształt przybierze przyszłość? 
 

Ton książki jest w moim odczuciu pesymistyczny. Ludzkość może się wspiąć na wyżyny rozwoju cywilizacyjnego, może osiągnąć niewyobrażalny dla nas i dla naszych przodków poziom technologiczny, ale wcale nie oznacza to, że zniknie z naszego życia brutalność, okrucieństwo i przemoc. Wspinamy się na szczyt ludzkich możliwości, czego wyrazem jest bezlitosny i nieludzki poziom technologiczny cywilizacji w opowieści o Sonmi, by opaść niemal na samo dno w jedynej nieprzerwanej opowieści Zachariasza (Bród Slooshy i wszystko co potem). 

Mimo zróżnicowanych opowieści składających się na „Atlas chmur”, książka stanowi całość. Pokazuje, jak wydarzenia nawet z dalekiej przeszłości przenikają przez siebie i wpływają na przyszłe pokolenia. Jest to nie tylko łańcuch kolejnych wspólnych elementów pojawiających się w kolejnych wcieleniach, lecz również rodzaj zwierciadła, w którym mogą się przeglądać kolejni bohaterowie prezentowanych historii, a również my, współcześni czytelnicy.

To książka z gatunku takich, które przy kolejnym czytaniu pozwalają odkryć coś nowego. Ja ją przeczytałam tylko raz, więc na pewno nie odkryłam wielu znaczeń, powiązań, symboli i tropów. Książka jest wymagająca, pobudza ciekawość, stanowi ćwiczenie intelektualne, ale prezentuje również galerię pełnokrwistych bohaterów, niektórych z wieloma skazami na duszy. Niezależnie jednak od ich prawości, każdy z nich zapada w pamięć, nawet jeśli jest tylko skazanym na zagładę klonem przeznaczonym do usługiwania „czystokrwistym” (czyli ludziom).
 
Książka Mitchella prowokuje wiele pytań o istotę człowieczeństwa. Choć nie jest to dzieło filozoficzne skłania do zadumy, zastanowienia nad porządkiem świata, w którym żyjemy i zachęca do dalszych poszukiwań. Poszukiwań, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Dobre pytanie dla żyjących w XXI wieku.

 
*Wspomniana na stronie 102 Megan jest określona jako siostrzenica bohatera, gdy parę zdań dalej wiadomo już, że jest córką brata bohatera. Drugi błąd to niestety "ortograf": „Leniwie chuśtał nogą. (s. 362)”
 



David Mitchell (ur. 1969) - pisarz brytyjski. Dwie jego najsłynniejsze powieści "sen_numer_9" (2001) i "Atlas chmur" (2004) były nominowane do Nagrody Bookera. Mieszka w Irlandii.


Źródło zdjęcia










Autor: David Mitchell
Tytuł oryginalny: Cloud Atlas
Wydawnictwo: MAG
Tłumacz: Justyna Gardzińska
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 544


sobota, 22 marca 2014

Emily Dickinson o wiośnie


 
Wiosną - jest takie Światło -
Jakie się nie ukaże
O innej porze Roku
Ledwie nastanie Marzec,
 
A już Wiosna nadaje
Barwę Samotnym Polom -
Nauka jej nie nazwie -
Ale czuje ten Kolor
 
Natura ludzka - w Trawie
Gazonu - w najdalszym Drzewie
Najodleglejszych Wzgórz - prawie
Odzywa się do ciebie
 
Jego głos - aż wraz z ruchem
Horyzontów - Południ -
Opuszcza nas - przemija -
Nie zdradzając Formuły
 
Swego Dźwięku - i strata
Kończy całą Wymianę -
Gdy czujemy - że Handel
Targnął się na Sakrament.
 
przeł. Stanisław Barańczak
 
***
 
A Light exists in Spring
Not present on the Year
At any other period -
When March is scarcely here
 
A Color stands abroad
On Solitary Fields
That Science cannot overtake
But Human Nature feels.
 
It waits upon the Lawn,
It shows the furthest Tree
Upon the furthest Slope you know
It almost speaks to you.
 
Then as Horizons step
Or Noons report away
Without the Formula of sound
It passes and we stay -
 
A quality of loss
Affecting our Content
As Trade has suddenly encroached
Upon a Sacrament.
 
 
Emily Dickinson (1830-86)
 
 




środa, 19 marca 2014

Monika Jaruzelska, Towarzyszka Panienka






Książka Moniki Jaruzelskiej była jednym z bestsellerów 2013 r. Z różnych względów nie planowałam jej lektury. Ale, jak się okazuje, wszystkiego nie da się przewidzieć. :) Podczas wizyty w bibliotece ujrzałam książkę na półce, pomyślałam, że byłaby to fajna lektura dla mojej Mamy. Jak pomyślałam, tak zrobiłam, czyli wypożyczyłam książkę dla Mamy, która pochłonęła „Towarzyszkę Panienkę” w dwa wieczory. Jako że termin oddania książki do biblioteki był dość długi postanowiłam i ja zapoznać się z tą pozycją.

Książka jest napisana w formie impresji, takich wspomnieniowych puzzli (takiego określenia używa autorka) i nie można jej traktować jak autobiografii. To raczej zbiór anegdot i historyjek z życia autorki, „tej” Jaruzelskiej. Wyłania się z nich obraz dziecka, dziewczyny, później kobiety, która świadoma jest swojej niecodziennej pozycji w otaczającej ją rzeczywistości, ale stara się nie zatracić umiejętności samodzielnego myślenia.

Monika Jaruzelska pisze nie tylko o sobie, swoich rodzicach (często w zaskakujący sposób), synu; przed naszymi oczami przewija się korowód postaci, które napotkała na swojej drodze, od Kory po Rafała Ziemkiewicza. Większość przytaczanych anegdot jest dość zabawnych, ale uważam, że z kilku - zwłaszcza dotyczących jej ochroniarzy – autorka mogła zrezygnować.

Tym, co uderza w tej książce to powierzchowność. Miałam wrażenie takiego „ślizgania się po powierzchni” przez autorkę. I dopóki jest to „ślizganie”, niewchodzenie w szczegóły to jest w porządku, lektura należy do miłych i przyjemnych. Można się z autorką zgadzać lub nie, ale czyta się dobrze. Są jednak momenty, kiedy Monika Jaruzelska, niejako mimochodem, wypowiada swoje opinie jako obiektywną prawdę, a sądy te są dość kontrowersyjne, co sprawia wrażenie pewnej formy manipulacji.

Żeby nie być gołosłowną przytoczę dwa przykłady, które zwróciły moją uwagę. 

[chłopcy z ochrony] „Bywało, że przy mnie chłopaków ponosiły emocje. Oglądając wiadomości telewizyjne, klęli: „Kurwa, bym zajebał tych wszystkich solidaruchów!”. Ale z drugiej strony natykałam się na podobne emocje: „Na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści!”. Konsekwencją tych emocji już wkrótce była śmierć sierżanta Karosa i księdza Popiełuszki. A ja musiałam żyć w tych dwóch światach.” (s. 67)

Zrównanie śmierci księdza Popiełuszki i sierżanta Karosa jest, jakby to powiedzieć, z gruntu fałszywe. W latach 80-tych XX w. ksiądz Popiełuszko był jedną z wielu śmiertelnych ofiar działań aparatu bezpieczeństwa PRL (tu znajdziecie informacje o ofiarach stanu wojennego i lat następnych). Sierżant Karos był jedyną ofiarą aparatu władzy w tym czasie i to dość przypadkową. Zginął w wyniku postrzelenia, gdy szarpali się z nim młodzi chłopcy zaangażowani w działalność opozycyjną. Zrównanie tych wydarzeń w taki sposób, w jaki zostało to ukazane w książce Moniki Jaruzelskiej budzi mój głęboki sprzeciw. W moim przekonaniu, inny wymiar mają również pokrzykiwania uzbrojonych „chłopców z ochrony” w zestawieniu z rymowankami bezbronnego tłumu manifestantów żądających prawa do wyrażania swoich poglądów, co w PRL-u było przecież zakazane.

„Tragedia w Wujku nie była odgórnie przygotowaną egzekucją. Stało się to pod wpływem emocji chwili.” (s. 112)

Czy aby na pewno można to stwierdzać z taką niezachwianą pewnością?


Autorka dość skrótowo przedstawia też wersję zmiany światopoglądu swojego ojca w latach wojny: „Poglądy zmienił podczas wojny. Najpierw zsyłka na Syberię, śmierć ojca, nieskuteczna próba dotarcia do armii generała Andersa, a potem przedostanie się do Armii Ludowej – to wszystko spowodowało u niego przemianę światopoglądową. Przy tym jeszcze większy szacunek do prostego człowieka. Ojciec mówił, że tak naprawdę on, matka Wanda i siostra Teresa przetrwali w tajdze dzięki prostym ludziom z syberyjskiej wsi. Niezwykle serdecznym, dzielącym się ostatnią kromką chleba w chwili głodu i chłodu. I ten paniczyk o endeckim nastawieniu przekonał się wówczas, że równość społeczna jest jak najbardziej moralnie usprawiedliwiona, a wręcz pożądana.” (strony 59-60)
Może i tak było, i ta zmiana światopoglądu o 180 stopni rzeczywiście miała miejsce, ale generał Jaruzelski jest jedynym znanym mi przypadkiem powzięcia tak pozytywnych odczuć do ZSRR i systemu komunistycznego po doświadczeniach syberyjskiej zsyłki. A może ktoś z Was zna podobny przypadek?

Powyższe kwestie, czy raczej sposób ich prezentacji przez autorkę, budzi moje wątpliwości. Nutę fałszu, a przynajmniej braku logiki, wyczuwam również w kwestii chrztu syna autorki. Nie wspominałabym o tej sprawie, gdyż uważam ją za kwestię należącą bezsprzecznie do prywatności każdej osoby, ale autorka sama opisała to zdarzenie w książce dość szeroko. Monika Jaruzelska została ochrzczona potajemnie przez babcię jako kilkuletnie dziecko. Uważa się jednak za osobę niewierzącą, podobnie jak jej rodzice i partner, ojciec jej dziecka. Dziwi mnie więc, że postanowiła ochrzcić swego syna. Czyż można się dziwić, że 9-latek, którego najbliższe otoczenie stanowią osoby niewierzące, „podjął decyzję”, że nie wierzy w Boga? Po co i na co podjęto decyzję o sakramencie chrztu skoro nikt nie zamierzał dotrzymać przyrzeczeń zawartych w treści deklaracji rodziców i rodziców chrzestnych? Czyżby tylko ze względów dekoracyjnych oferowanych przez górski kościółek? No, nie rozumiem tego podejścia i chyba już nie zrozumiem. 

Książkę czyta się szybko, nawet trochę bezrefleksyjnie. Sprzyjają temu krótkie rozdziały, dość duża czcionka i lekki, przystępny język. Jest to w założeniu lektura lekka, łatwa i przyjemna. Mimo zgłoszonych powyżej uwag krytycznych uważam, że "Towarzyszka Panienka" jest warta uwagi czytelnika. W porównaniu z czytaną przeze mnie ostatnio książką Małgorzaty Potockiej (notabene obie są dobrymi znajomymi i wspominają o sobie w swoich książkach) jest to różnica kilku klas na korzyść książki Moniki Jaruzelskiej.  Jednak decydując się na jej lekturę warto dysponować pewną wiedzą o okresie PRL-u i stanu wojennego, aby nie przyjmować bezkrytycznie wszystkich zawartych tam opinii, a być w stanie odnaleźć wiele ciekawostek i „smaczków” z tamtych czasów. Wtedy nasza satysfakcja czytelnicza będzie pełniejsza i bardziej dogłębna.


Autor: Monika Jaruzelska
Wydawnictwo: Czerwone i Czarne
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 280

poniedziałek, 17 marca 2014

Małgorzata Potocka, Krystyna Pytlakowska, Obywatel i Małgorzata






Sporo o tej książce napisano, głównie złego i miałam po nią w ogóle nie sięgać. Trzeba jednak trafu, że wpadła mi w oczy w bibliotece i wzięłam ją dla mojej Mamy, podobnie zresztą jak książkę Moniki Jaruzelskiej, o której może coś niedługo skrobnę, no i stało się. Przeczytałam i zdarzyło się coś w rodzaju cudu: piszę tę notkę w dniu zakończenia lektury, co normalnie mi się nie zdarza, muszę trochę czasu poświęcić na przemyślenia i dopracowanie tekstu. Tu jednak nie odczuwam takiej potrzeby, tylko siadam i piszę. :)

Małgorzata Potocka, partnerka Grzegorza Ciechowskiego w latach 1985-94 snuje opowieść o ich życiu w tamtym czasie. Choć był to dla Grzegorza okres niezwykle ważny i płodny muzycznie, czytelnik nie ma szansy dowiedzieć się o tym zbyt wiele. Autorka, razem z dziennikarką prowadzącą wywiad, koncentrują się głównie na osobie Potockiej i na jej przeżyciach, odczuciach i opiniach. Grzegorz Ciechowski - artysta w tej książce praktycznie się nie pojawia poza wzmiankami, że siedzi w studiu (co tworzy?), daje koncert czy nagrywa teledysk. Autorka wspomina, że w czasie ich związku nagrał sześć płyt, ale nawet nie podaje ich tytułów. Nie dowiemy się zgoła nic o procesie twórczym i inspiracjach Ciechowskiego, o których wspomina incydentalnie (lubił twórczość Vonneguta, wiersze haiku i "Mistrza i Małgorzatę"). Za to niejednokrotnie wspomina o "braku obycia" Grzegorza i o swoich zasługach w procesie wprowadzania go w świat kultury wysokiej. Podkreślając na jednej stronie, że był "wielki" i "utalentowany", na kolejnej sprowadza go do roli prowincjusza patrzącego na Jej przyjaciół wielkimi ze zdziwienia oczami. 

Jak nietrudno policzyć od rozstania Małgorzaty Potockiej i Grzegorza Ciechowskiego w 1994 r. minęło 20 lat, od jego śmierci w 2001 r. - 12. Mimo zarzekania się autorki o braku negatywnych emocji, one cały czas w niej tkwią, o czym świadczy ta książka. Rozumiem jej ogromny zawód miłosny i traumę, jaką przeżyła autorka, gdy jej partner porzucił ją dla dziewczyny wychowującej ich dziecko. Jednak ton tej opowieści świadczy o wielkim rozgoryczeniu Potockiej i tak naprawdę chyba o niezrozumieniu swojego partnera. Fakt, że opisywane przez nią wspólne życie ogranicza się w jej wspomnieniach do nieustannego ciągu spotkań, podróży, zakupów etc., bez refleksji o roli twórczości Ciechowskiego w polskiej muzyce rockowej, podkreślanie swojej roli w kreacji artystycznej nieżyjącego już partnera może budzić wątpliwości, gdyż pani Małgorzata na pewno nie "stworzyła" Republiki, o czym wspomina w pewnym momencie. 

 
Szczególnie kuriozalnym elementem książki były "Kartki z kalendarza", które z jednej strony stanowią powtórzenie tez z wywiadu, z drugiej stanowią mało ciekawy opis zakupów, posiłków i spotkań sprzed ponad 20 lat. Mogę tylko podziwiać pamięć autorki, która pamięta, jakiej marki torebkę kupowała dla córki, czy co jadła podczas posiłku u przyjaciół, ale te informacje nie były w stanie mnie w jakikolwiek sposób zainteresować.

Podsumowując, jeśli chcecie poznać bliżej Grzegorza Ciechowskiego, niepowtarzalnego artystę i utalentowanego twórcę mającego swój istotny wkład w rozwój polskiej sceny muzycznej lat 80-tych i 90-tych XX wieku, to nie jest książka dla Was. Jeśli zaś chcecie poznać bliżej osobowość i opinie Małgorzaty Potockiej, jej opis codzienności z Obywatelem G.C, to być może odnajdziecie w niej wątki, które Was zainteresują. Dla mnie była to jednak strata czasu i mogę tylko wyrazić żal, że Grzegorz Ciechowski doczekał się do tej pory tylko takiej "biografii".

P.S. O książce tej pisały również Lirael i Kasia Eire. Polecam!



Autor: Małgorzata Potocka, Krystyna Pytlakowska

Wydawnictwo: Czerwone i Czarne
Rok wydania: 2013
Liczba stron:  264

niedziela, 16 marca 2014

czwartek, 13 marca 2014

Rocznica urodzin Jana Lechonia


 

Jan Lechoń, właśc. Leszek Serafinowicz (13.03.1899 - 8.06.1956)
polski poeta, prozaik, współtwórca grupy poetyckiej Skamander

 

Poezja 

Ogród, z którego jesień wszystkie zdarła wdzięki,
Drzew wierzchołki strzaskane, bielejące kości,
Marmurowy Apollo bez głowy i ręki
I podarte sztandary szumiące w ciemności. 

Miłość, która jak wicher przez dusze przewiała,
Łzy piła, jak zwierz była, co krew naszą chłeptał,
Wiarołomne przysięgi, któreś mi szeptała,
Zaklęcia, w którem wierzył i sam je podeptał. 

A nad ową otchłanią, gdzie się razem stacza
Zło i dobro i w trupiej rozkłada się pleśni,
Głos się wznosi, co wszystko wskrzesza i przebacza;
"Ach! musi umrzeć w życiu, co ma powstać w pieśni".


B-moll

Wieje między aleje wiatr listopadowy,
Zawiewa śnieg, co zimnem do głębi przenika,
Ach! ileż mi to razy już przyszło do głowy,
Że to jest właśnie polska prawdziwa muzyka.

I czuję was jak wczoraj, o powiewy wiatru,
Widzę płomień czerwony i trójnóg ozdobny,
I słyszę, jak z balkonu Wielkiego Teatru
Orkiestra gra powoli polski marsz żałobny.

 I jego ton ostatni przypominam sobie,
Ten akord przeraźliwy, co chwilę wyraża,
Gdy wszyscy się powoli rozchodzą z cmentarza
I tylko jeden człowiek zostaje przy grobie.

 

Pytasz, co w moim życiu...
Pytasz, co w moim życiu z wszystkich rzeczą główną,
Powiem ci: śmierć i miłość - obydwie zarówno.
Jednej oczu się czarnych, drugiej - modrych boję.
Te dwie są me miłości i dwie śmierci moje.

 Przez niebo rozgwieżdżone, wpośród nocy czarnej,
To one pędzą wicher międzyplanetarny,
Ten wicher, co dął w ziemię, aż ludzkość wydała,
Na wieczny smutek duszy, wieczną rozkosz ciała. 

Na żarnach dni się miele, dno życia się wierci,
By prawdy się najgłębszej dokopać istnienia –
I jedno wiemy tylko. I nic się nie zmienia.
Śmierć chroni od miłości, a miłość od śmierci.


Poniedziałek
Bije dwunasta. Zaczyna się dzień
Mego planety księżyca.
Wkoło ta sama co zawsze ulica,
Koło mnie codzienny mój cień.

Do domu idę w księżycowej smudze,
Ale to nie jest mój dom, ja wiem;
Bóg jak do Pawła powie do mnie:
"Twoje życie jest snem,
I ja cię z niego obudzę".

 

wtorek, 11 marca 2014

Magdalena Jastrzębska, Rokoko, dama i gilotyna






Po przeczytaniu „Pani na Złotym Potoku” nie mogłam sobie odmówić przyjemności lektury wcześniejszej książki Magdaleny Jastrzębskiej poświęconej jednej z pięknych polskich dam XVIII wieku. Rozalia z Chodkiewiczów Lubomirska (1768-94) była piękną kobietą, o rudoblond włosach i niebieskich oczach, która wywoływała furorę w Warszawie epoki Sejmu Wielkiego, o czym niejednokrotnie wspominali ówcześni pamiętnikarze. Jednak jej życie, uroda i prezencja zapewne znikłyby w pomrokach dziejów, gdy by nie fakt, że Rozalia była jedyną Polką, która została zgilotynowana podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej, co wzbudziło w tamtych czasach wielkie poruszenie, zwłaszcza z uwagi na młody wiek i urodę straconej kobiety.

Rozalia wywodziła się z wielce znanego i szanowanego rodu Chodkiewiczów. Jej najbardziej znanym przodkiem i twórcą potęgi rodu był hetman Jan Karol Chodkiewicz, pogromca Szwedów pod Kircholmem (1605). Dzieje rodu Chodkiewiczów i ich rezydencje opisane są na początku książki. Rozalia przyszła na świat w Czernobylu, który obecnie kojarzy się wyłącznie z katastrofą atomową z 1986 r., a wtedy był jedną z rezydencji Chodkiwiczów na Ukrainie. 
 
Jej małżeństwo zostało zaaranżowane przez rodzinę z Aleksandrem Lubomirskim, który odziedziczył po stryju pałac w Opolu Lubelskim. Jednak, wkrótce po ślubie młoda żona zatęskniła za bardziej światowym życiem niż to, które wiodła w domu rodzinnym i w mężowskich włościach. W Warszawie odżyła, ale również oddaliła się od męża. Po narodzinach drugiej córki (pierwsza zmarła w dzieciństwie) ruszyła z mężem do Paryża, gdzie wsiąkła w ówczesny arystokratyczny światek nawiązując znajomości z wysoko postawionymi osobami, np. z panią DuBarry, ostatnią kochanką Ludwika XV. Wiodła tam bujne życie, nie przejmując się wcześniejszym wyjazdem męża, ale z uwagi na niechęć małżonka do dalszego łożenia na jej utrzymanie, wróciła do kraju i tam z kolei rzuciła się w wir życia towarzyskiego eleganckiej Warszawy epoki Sejmu Wielkiego.
 
Wspólne życie z mężem skoncentrowanym na gospodarzeniu w swoich majątkach należało już wtedy do przeszłości, zbytnio się od siebie oddalili, a Rozalia zasmakowała w rozrywkach, które oferowała stolica. Emablowała dość wyraźnie księcia Józefa Poniatowskiego, królewskiego bratanka, ale wkrótce potem zakochała się w wykształconym i przystojnym Tadeuszu Mostowskim, senatorze Sejmu Wielkiego. Kochankowie wyjechali do coraz bardziej niebezpiecznego Paryża. Choć się rozstali, Rozalia - mimo narastającej atmosfery zagrożenia dla środowisk arystokratycznych - nadal utrzymywała kontakty z wytwornymi znajomymi.
 
 
Źródło zdjęcia


Wkrótce stało się to, co się stać musiało w warunkach Wielkiego Terroru, czyli aresztowanie Rozalii, którego powodem były jej zbyt bliskie kontakty z tamtejszą arystokracją, co podczas kulminacji terroru było wystarczającą okolicznością obciążającą. Przez kilka miesięcy była więziona w różnych więzieniach razem z pięcioletnią córką. Nie udało się zapobiec wykonaniu kary śmierci przez zgilotynowanie. Jej córka w dorosłym wieku przyjęła imię matki. Jej losy, ciekawe i nietuzinkowe, poznajemy w ostatnim rozdziale książki.

Książkę czyta się świetnie. Autorka z pietyzmem odmalowała sylwetkę swojej bohaterki podkreślając jej radość życia, młodość i czar. Jej życie zostało przerwane w zupełnie bezsensowny sposób, ale gdyby nie jej narodowość byłaby zapewne jedną z wielu zapomnianych ofiar Wielkiej Rewolucji. 


Książka jest napisana przystępnym językiem, co nie znaczy, że jest powierzchowna. Magdalena Jastrzębska pisząc ją opierała się na wielu opracowaniach i materiałach źródłowych. Wykaz literatury umieszczony na końcu książki był dla mnie nieocenionym źródłem ciekawych tytułów pamiętnikarskich i wspomnieniowych, po które na pewno kiedyś sięgnę. Zresztą staranność, umiejętność twórczego wykorzystania źródeł epoki jest cechą charakterystyczną autorki, którą miałam okazję podziwiać również podczas lektury „Pani na Złotym Potoku”.

Lektura książki była dla mnie przyjemnym doświadczeniem również dlatego, że pojawiają się w niej osoby i miejsca, z którymi zetknęłam się podczas lektury „Dziennika Franciszki Krasińskiej”. Akcja „Dziennika…” toczy się co prawda 20-30 lat wcześniej, ale wujostwo Lubomirscy, właściciele pałacu w Opolu Lubelskim pojawiają się również w życiu Rozalii, której mąż był właścicielem tego pałacu. Z Opola Lubelskiego wywodzi się również moja przyjaciółka i czytanie książki o Rozalii, „białej damie” opolskiego pałacu, było dużą frajdą.

Bardzo lubię takie książki, które pozwalają poznać nowe, nietuzinkowe postacie, dzięki którym można odkryć kawałek naszej przeszłości. Magdalena Jastrzębska z talentem przybliża czytelnikom piękne i niebanalne damy przeszłości. W swoich najnowszych książkach zmieniła, co prawda wiek, w którym żyły bohaterki jej książek (obecnie przybliża nam damy żyjące w XIX, a nie XVIII wieku), ale poziom i jakość pozostaje niezmiennie na wysokim poziomie.



Autor: Magdalena Jastrzębska

Wydawnictwo: ARCANA
Rok wydania: 2005
Liczba stron: 132


piątek, 7 marca 2014

61 lat temu...


"Przekrój" 1953, nr 414
Źródło zdjęcia
Całe szczęście, że Katowice powróciły na mapę Polski, a punktu numer 3 nie zrealizowano...








wtorek, 4 marca 2014

Michael Frayn, Na oślep




Martin Clay, młody naukowiec, dość często zmieniający obiekt swoich badań, przyjeżdża z żoną i kilkumiesięczną córeczką do domu na wsi, aby skończyć książkę o wpływie nominalizmu na piętnastowieczną sztukę niderlandzką, swojej najnowszej pasji badawczej. Jest już solidnie spóźniony, gdyż w tzw. międzyczasie uległ obsesji malarstwem „Mistrza Misternego Listowia”, a terminy wynikające z biegnącego urlopu naukowego nieubłaganie się zbliżają. Wiejska cisza i oddalenie od uroków cywilizacji mają zapewnić mu spokój i niezbędną koncentrację do osiągnięcia założonego celu.
 
 
Pewnego dnia jednak, w domu Martina i Kate pojawia się ich sąsiad Tony Churt, właściciel podupadającej rezydencji. Gdy niespodziewanie zaprasza ich do siebie okazuje się, że głównym celem tej kurtuazji jest uzyskanie opinii londyńskich naukowców powiązanych z rynkiem sztuki co do wartości obrazów, w których posiadaniu jest sąsiad. Pośród kilku przedstawionych płócien jedno przyciąga uwagę Martina i choć widział je tylko przez moment, wydaje mu się, że jest to nieznany obraz Petera Breugla. Czy tak rzeczywiście jest? Czy specjalista od nominalizmu i "Mistrza Misternego Listowia" prawidłowo ocenił wartość dzieła? No cóż, właściciel obrazów ma pewne zakusy co do Martina i wyznaczył mu istotną rolę w planowanej sprzedaży obrazów, ale bohater książki postanawia przeprowadzić prywatne śledztwo, które ma wyjaśnić, czy ma szansę zostać odkrywcą nieznanego dzieła holenderskiego mistrza i przy okazji pozbyć się kłopotów finansowych… Czy uda mu się udowodnić autorstwo Breugla i przechytrzyć sąsiadów?
 
"Myśliwi na śniegu", mal. Peter Breugel
Źródło zdjęcia

Książka ta, mimo nominacji do Nagrody Bookera w 1999 roku, nie jest w Polsce zbyt znana. Sięgnęłam po nią zupełnie przypadkiem, głównie z uwagi na wątek dotyczący dzieła sztuki. I – prawdę mówiąc - ten właśnie wątek okazał się najbardziej fascynującym elementem książki. Michael Frayn prowadzi nas przez meandry życiorysu Petera Breugla, jak się okazuje będącego dość enigmatyczną postacią. Poznajemy czasy, w których żył i skomplikowaną sytuację polityczną Niderlandów w warunkach hiszpańskiej dominacji. Niesamowicie ciekawe jest również śledzenie razem z bohaterem powieści motywów obecnych na obrazach Breugla, zastanawianie się nad możliwymi kombinacjami i znaczeniami. Jest to niesamowicie wciągająca podróż, nawet dla mnie, która nie jest znawczynią twórczości niderlandzkiego malarza. Michael Frayn z pasją i znawstwem oprowadza nas po świecie Breugla prezentując odważne hipotezy i wersje. Moje uznanie wzbudziła umiejętność przekazania ogromnej ilości informacji o malarstwie Niderlandczyka, jak również pokazanie, jakim fascynującym tematem może być historia sztuki. Michael Frayn pobudza zmysł detektywistyczny czytelnika lepiej niż niejeden kryminał. 


"Upadek Ikara", mal. Peter Breugel
Źródło zdjęcia

Współcześni bohaterowie książki nie wzbudzili, niestety, mojego większego zainteresowania. Wszyscy są dość bezbarwni i trudno było mi z kimkolwiek sympatyzować. Może tylko z Kate, której szczerze współczułam dzielenia życia z facetem, który co parę miesięcy zapala się do kolejnych pomysłów na życie. Inna sprawa, że opis ich małżeńskich relacji nie wygląda zbyt budująco. Tak naprawdę, para ta przeżywa poważny kryzys, choć nie są w stanie tego przyznać i o tym rozmawiać pokrywając niesnaski coraz dłuższymi chwilami milczenia. Martin nie jest zbyt sympatycznym typem człowieka, a to na nim skupia się uwaga czytelnika. Czytając książkę Frayna możemy być świadkami jak stopniowo ogarnia go coraz większa namiętność i żądza posiadania obrazu, zapomina o swojej rodzinie, pracy, w głowie ma tylko jedno pytanie: jak zdobyć ten obraz tak, żeby sąsiad nie zorientował się w jego wartości. Pod koniec książki opisywane sytuacje balansują już na granicy groteski, a kolejne perypetie Martina doprowadzają do coraz poważniejszych „zgrzytów” w jego życiu. Czy autorem obrazu jest Breugel? Czy Martin miał rację? Czy jego opętanie miało sens i do czego doprowadzi?

Choć warstwa współczesna tej powieści nie wciągnęła mnie tak, jak tego oczekiwałam, czego głównym powodem była mało ciekawa osobowość głównego bohatera, to jednak z dużą przyjemnością podążałam śladami Breugla, możliwych tajemnic zawartych na jego obrazach oraz losów jego dzieł. Warto odbyć tę wędrówkę właśnie z uwagi na ten inspirujący i pobudzający do własnych poszukiwań wątek. Dzięki takim książkom malarstwo Breugla może wzbudzić zainteresowanie i pobudzić pasję poszukiwawczą u wielu potencjalnych miłośników sztuki. 


Michael Frayn (ur. 1933) - brytyjski powieściopisarz i dramaturg. Jego książki cieszą się uznaniem krytyków i są wydawniczymi sukcesami. Najsłynniejsze tytuły to "Towards the end of morning" (1967), "Na oślep" (1999) i "Spies"  (2002). Źródło zdjęcia




Autor: Michael Frayn
Tytuł oryginalny: Headlong
Wydawnictwo: Rebis
Seria: Salamandra
Tłumacz: Paweł Kruk
Rok wydania: 2001
Liczba stron: 372

sobota, 1 marca 2014

1 marca - Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych


Źródło zdjęcia


3 lutego 2011 roku Sejm uchwalił ustawę o ustanowieniu dnia 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
 





Strony internetowe:

 
Książki:
 


 




 



Z pamiętnika konsumentki...


Źródło zdjęcia

Dzisiejsza notka dotyczyć będzie nie książek, lecz butów. :) Postanowiłam, że się Wam zwierzę ze swoich ostatnich perypetii konsumenckich.

Jakiś czas temu, korzystając z fali wyprzedaży, kupiłam dziecku drugie buty zimowe, o numer większe niż obecne z nadzieją, że może wykorzystamy je również podczas kolejnej zimy. O tym, że wybór dobrze sprofilowanego buta dla dziecka to rzecz ważna, wiedzą wszyscy rodzice. Wszyscy też wiemy, że koszt pary butów dziecięcych jest w Polsce bardzo wysoki. Ale cóż, na dziecku się nie oszczędza. Dlatego też, postanowiliśmy kupić te zapasowe buty w sklepie Ecco. Firma znana, dobra, z moich własnych butów u nich kupionych jestem zadowolona. Cena z rabatem nie powalała przystępnością (349 złotych polskich), ale w końcu wyszłam z założenia, że za jakość się płaci, a dziecko mam jedno.
 
 
Butki piękne, wygodne, cud miód. Traf chciał, że w styczniu spadł śnieg, co nie jest anomalią pogodową w naszym kraju, postanowiliśmy więc wypróbować nowe obuwie. Próby odbyły się dwie, tylko dwie, gdyż nowe butki okazały się wyjątkowo śliskie. Wypuszczenie trzyipółlatka w nich na zmrożony śnieg groziło licznymi upadkami, a może i czymś gorszym.  Ponieważ buty nie kosztowały 10 złotych, lecz wielokrotnie więcej, postanowiłam złożyć reklamację.  Po mniej więcej dwóch tygodniach otrzymałam odpowiedź od rzeczoznawcy Ecco, z której się dowiedziałam m.in. że:

"(...) Chód jest cechą indywidualną i jest różny u różnych osób co ma bezpośredni wpływ na to czy podeszwa ślizga się na danym podłożu. Ponadto potknięcia, upadki czy też "ślizganie" nie są efektem wad jakościowych obuwia natomiast jest to kwestia specyfiki chodu, rodzaju podłoża oraz warunków atmosferycznych w jakich obuwie jest użytkowane, za co sprzedawca ani producent nie ponoszą odpowiedzialności. (...)"

No cóż, na szczęście obecnie nie ma śniegu i mój synek może przemieszczać się w rzeczonych butach bezpiecznie, więc jednak z nich korzystamy, ale gdyby tej zimy jeszcze spadł śnieg to niewątpliwie wykorzystamy obuwie polskiej firmy na "B" :), które mimo "specyfiki chodu" naszego dziecka zdaje egzamin w warunkach zimowych i nie zagraża bezpieczeństwu naszego synka. Nie jestem pieniaczem, więc nie będę się dalej "kopała z koniem", ale po dogłębnej lekturze pisma od rzeczoznawcy firmy Ecco doszłam do wniosku, że skoro "specyfika chodu" tak istotnie wpływa na komfort poruszania się w butach dziecięcych firmy Ecco, to ja nie podejmę już próby kupna obuwia dla mojego synka w sklepach tej sieci.

Chciałabym również Was poinformować, że z uwagi na bardzo nasilony w ostatnich tygodniach zalew spamu zablokowałam możliwość komentowania dla anonimowych użytkowników. Mam nadzieję, że niedługo sytuacja się uspokoi i wtedy przywrócę tę możliwość. :)

 

Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...