sobota, 28 czerwca 2014

2014 – stulecie wybuchu Wielkiej Wojny


Źródło zdjęcia


28 czerwca 1914 r. doszło do zabójstwa arcyksięcia Franciszka Ferdynanda w Sarajewie, co było bezpośrednim powodem wybuchu Pierwszej Wojny Światowej. W tym roku przypada 100 rocznica tego wydarzenia. Ta wojna nie wywołuje w nas wielkich emocji i wzruszeń, kojarzymy ją raczej jako ostatni akord odzyskiwania niepodległości. Nie mamy świadomości, jak wielu Polaków brało udział w bitwach tej wojny, jak wielu z nich zginęło, jak wiele zniszczeń powstało na polskiej ziemi w wyniku działań wojennych. Wszystkie te wspomnienia giną, gdy tylko się wspomni listopad 1918 roku i powstanie II Rzeczpospolitej.

Tymczasem w krajach Europy Zachodniej pamięć o tej wojnie, o jej okropnościach i krwawych ofiarach nadal trwa. Anglia i Francja uroczyście obchodzą 11 listopada, rocznicę zawarcia traktatu pokojowego z 1918 r. Wspomnienie tej krwawej wojny, która zakończyła okres prosperity i dobrobytu jest ciągle żywe, choć świat się zmienił. 

Nic więc dziwnego, że Wielka Brytania i Francja uroczyście obchodzą 100 rocznicę wybuchu wojny. Na stronie
www.1914.org można znaleźć kalendarz wydarzeń upamiętniających tę rocznicę w Wielkiej Brytanii, a na tej - http://centenaire.org/en - we Francji. Imponującym projektem przybliżającym tematykę wojny współczesnym odbiorcom jest też udostępnienie cyfrowej wersji pamiętników uczestników Pierwszej Wojny Światowej (https://www.gov.uk/government/news/first-world-war-diaries-go-online-to-mark-centenary ). A jest co udostępniać, gdyż the National Archives dysponują ok. 1,5 mln stron wspomnień brytyjskich żołnierzy. Ponadto odnalazłam wiele stron internetowych zajmujących się całościowo upamiętnianiem Wojny i jej uczestników, podaję kilka przykładów poniżej:
 

http://www.worldwar1.nl/1914-1918/

https://livesofthefirstworldwar.org/

http://www.greatwar.co.uk/

http://www.bbc.co.uk/history/0/ww1/


Z polskich akcentów upamiętniających tę okrągłą rocznicę warto zauważyć numer specjalny „Polityki” pt.”Wielka Wojna”. Przejrzałam to wydawnictwo pobieżnie, ale przyznaję, że zawiera wiele ciekawych artykułów i warto się z nim zapoznać. Nie wiem, czy inne magazyny planują wydanie podobnego dodatku tematycznego.


Wielu pisarzy pisało o koszmarze i grozie Wielkiej Wojny, która w rozrachunku historii otrzymała numer jeden, a jej groza wkrótce została przyćmiona przez kolejny kataklizm. Do najsłynniejszych twórców kojarzonych z tą tematyką należy niewątpliwie Erich Maria Remarque, do którego znawców nie należę. W swojej karierze blogowej omówiłam tylko jedną książkę, która dotyczy tej wojny (Susan Hill, „Dziwne spotkanie”). Pamiętam również wzruszający nastrój i poczucie zagrożenia wojennego obecny w książce Lucy Maud Montgomery „Rilla ze Złotego Brzegu” (choć akcja toczy się w Kanadzie). Na tej (
http://www.warpoetry.co.uk/FWW_index.html ) stronie możecie zapoznać się z poezją Wielkiej Wojny.

Warto pamiętać o tej rocznicy. Mimo daniny krwi, jaką złożył kwiat młodzieży europejskiej (choć nie tylko), mimo często bratobójczych walk między Polakami walczącymi w trzech zaborczych armiach ta wojna przyniosła nam coś najpiękniejszego: wyczekaną i wyśnioną niepodległość. 


 

Źródło zdjęcia


 

czwartek, 26 czerwca 2014

Claudio Magris, Podróż bez końca






„Podróż w przestrzeni jest zarazem podróżą w czasie i przeciw czasowi.” (s. 16)

Wielkim uznaniem darzę serię „Podróże” Zeszytów Literackich. Dzięki niej dotarłam do wielu zakątków świata, ale książki wydawane w ramach tej serii pozwalają na wzbogacenie naszej wiedzy o ich wielobarwnym pejzażu kulturowym. Subiektywne odczucia autorów często pobudzają w nas tęsknotę i chęć pełnego przeżycia naszych podróży, tych dalekich i tych bliskich.

„Podróż bez końca” to moje pierwsze spotkanie z Claudio Magrisem, włoskim eseistą, który zabiera nas w intelektualną podróż. W pierwszym rozdziale autor przedstawia swoją wizję procesu podróżowania nie zawsze związanego z pokonywaniem wielkich odległości. Oprowadza nas też po dziełach literackich, w których wyartykułowana jest koncepcja podróżowania lub jest w nich zawart jakiś aspekt tematu przewodniego książki. Potem Magris zabiera nas w podróże, które odbył w przeszłości dalszej i całkiem bliskiej. Trafiamy z nim do Pragi, Wiednia, Warszawy, Wietnamu, a nawet do Iranu. 

„Podczas podróży wiele rzeczy zostaje poddanych w wątpliwość: pewniki, wartości, uczucia, oczekiwania gubią się po drodze – droga jest surową, lecz dobrą nauczycielką. Inne wartości i uczucia znajduje się, spotyka, zabiera ze sobą. Podobnie jak podróż, pisanie oznacza demontaż, ponowne porządkowanie, nową kombinację. Podróżuje się w rzeczywistości jak w teatrze, przesuwając dekoracje, otwierając nowe przejścia, gubiąc się w ślepych zaułkach i zatrzymując przed fałszywymi drzwiami narysowanymi na ścianie.” (s. 15)

Poznajemy miasta i kraje konkretnie umiejscowione w czasie, co ma wpływ na odbiór pisarza. Swoją opowieść prowadzi płynnie i bez zgrzytów. Jest to forma eseju, niekiedy mającego charakter gawędy, ale każde słowo jest ważne i pozwala czytelnikowi odkryć nowe lądy.

Magris nawiązuje do swoich wcześniejszych książek, zwłaszcza „Dunaju”, jego opus vitae. Urodził się na pograniczu włosko/jugosłowiańskim, fascynują go więc Bałkany i tamtejsze zróżnicowanie kulturowe, czemu daje wyraz opowiadając o języku istrorumuńskim, którym posługują się Cyncarzy, „prawdopodobnie najmniejsza mniejszość w Europie”. 

Bardzo inspirujące jest również wspomnienie o podróży do Iranu, kraju kojarzonego z rewolucją islamską i rządami mułłów, a którego literatura i historia są dużo bardziej zróżnicowane. W jego wspomnieniach podróżniczych nie mogło również zabraknąć Wiednia, dawnej stolicy cesarstwa austro-węgierskiego. Zaciekawił mnie rozdział o podróży do Hiszpanii, i skonfrontowanie współczesnej spalonej słońcem Estremadury z przygodami i charakterem Don Kichota, legendarnego bohatera na stałe związanego z tym regionem. 

„Istnieje coś takiego jak polska twarz – naznaczona przez los, jakby poryta zmarszczkami. To twarz niektórych ludzi, na przykład staruszka o spokojnym i kpiącym spojrzeniu, który w krakowskich Sukiennicach grał na dziwacznym bębnie, twarz wyrażająca rozważną melancholię i obojętne szyderstwo, przypominająca maskę wielkich komików. Zażyłość z katastrofami musiała wyrzeźbić podobne oblicza.” (s. 79)

Opowieść Magrisa o Warszawie roku 1981 i 1989 roku, częste nawiązania do twórczości Ryszarda Kapuścińskiego oraz stała współpraca z Zeszytami Literackimi pozwalają przypuszczać, że żywi do Polski i Polaków sentyment. 

Zgadzam się ze zdaniem z okładki, że ta książka to „prawdziwa lekcja twórczego podróżowania”. Po raz kolejny seria „Podróże” mnie nie zawiodła i dzięki niej poznałam wartościowego autora, który napisał mądrą książkę zachęcającą do podróży pozwalającej odkryć nowe lądy i dzięki temu prowadzącej do poznania siebie. Podróż to życie, po prostu.

„Ten, kto podróżuje, pozostaje niezmiennie włóczęgą, obcym, gościem; śpi w pokojach, gdzie przed i po nim mieszkali nieznajomi, nie ma własnej poduszki ani dachu nad głową. Pojmuje więc, że nie można nigdy naprawdę posiadać domu, przestrzeni wykrojonej z nieskończoności wszechświata, lecz tylko przebywać w nim przez pewien czas, przez jedną noc albo przez całe życie, w poczuciu szacunku i wdzięczności. Nie bez powodu podróż jest przede wszystkim powrotem i uczy, jak mieszkać swobodnie, bardziej poetycko we własnym domu.” (s. 10)


PS. Książka jest do kupienia w sklepach Dedalus za 10 zł.

 

Claudio Magris (ur. 1939) – włoski pisarz, eseista, felietonista, tłumacz i germanista.










Autor: Claudio Magris
Tytuł oryginalny: L’infinito viaggiare
Wydawnictwo: Zeszyty Literackie

Seria: Podróże
Tłumacz: Joanna Ugniewska
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 132

wtorek, 24 czerwca 2014

Kathryn Stockett, Służące





Ta książka odbyła już triumfalny pochód na blogach książkowych. Ja jednak rzadko sięgam po nowości wydawnicze, nic więc dziwnego, że dopiero teraz zapoznałam się z debiutancką powieścią Kathryn Stockett, która już została sfilmowana.

Przenosimy się do Jackson, stolicy stanu Mississipi na początku lat 60-tych XX wieku. Choć od wojny secesyjnej minęło niemal sto lat, w tym południowym tradycjonalistycznym stanie światy kolorowych i białych są od siebie oddzielone sztywną barierą. Kolorowi mieszkają w swojej dzielnicy, zaopatrują się w swoich sklepach, leczą się u swoich lekarzy, nie mają wstępu do przybytków zarezerwowanych dla białych. Jednocześnie niemal każda biała rodzina ma swoją czarną służącą, która odpowiada za sprzątanie i opiekę nad dziećmi.

Tamten świat poznajemy z relacji trzech kobiet, których sposób myślenia i narracja odzwierciedlają ówczesną rzeczywistość. Aibileen to kobieta w średnim wieku, która wychowała siedemnaścioro białych dzieci. Poznajemy ją w momencie, gdy po tragicznej śmierci dwudziestoparoletniego syna i wielu tygodniach bezdennej rozpaczy podejmuje pracę u pani Leefort.

Minny to młodsza koleżanka Aibileen, której sława kucharki dorównuje jej niewyparzonemu językowi, przez co często traci pracę u swoich białych chlebodawczyń. Na początku powieści opiekuje się starszą panią Walters, matką panienki Hilly, która stanowi przywódczynię białych kobiet w Jackson. Gdy pani Walters trafia do domu opieki Minny odmawia pracy u jej córki i dokonuje „okropnej rzeczy”, przez co ma problem ze znalezieniem pracy. W końcu, dzięki pewnemu podstępowi, znajduje zatrudnienie poza miastem, ale jej nowa pani skrywa wiele tajemnic...

Skeeter (z angielskiego moskit – przezwisko nadane bohaterce już w momencie narodzin z uwagi na szczupłość i długie nóżki), a właściwie panna Eugenia Phelan, to młoda kobieta wywodząca się z rodziny plantatorów bawełny. Pani Leefort, panienka Hilly i ona są przyjaciółkami ze szkoły i spotykają się regularnie na brydżu. Są również członkiniami Ligi grupującej najbardziej wpływowe białe damy stolicy stanu Mississipi. Skeeter należy do tej uprzywilejowanej kasty, jest mile widziana na wszystkich spotkaniach Ligi, ale od jej koleżanek wiele ją różni. W przeciwieństwie do Hilly i Elizabeth nie jest mężatką, ukończyła studia i marzy o pracy dziennikarskiej. Jej marzenia są więc zupełnie odmienne od wyobrażeń o szczęśliwym życiu jej koleżanek. Ponadto, mimo wychowania na Południu, mimo studiów na Uniwersytecie stanowym (zwanym Ole Mis) razi ją coraz więcej w stylu życia jej środowiska. Przykładem może być choćby pomysł oddzielnych toalet dla kolorowej służby forsowany przez Hilly. Ma ona tak duży wpływ w lokalnym środowisku, że mąż pani Leefort, mimo ewidentnych trudności finansowych, decyduje się na podobną inwestycję i w ten sposób Aibileen ma swoją toaletę, za którą jest jeszcze zobowiązana podziękować. Skeeter ma jeszcze jeden problem, w rozwiązaniu którego nikt jej nie chce pomóc. Jej ukochana czarna niania Constantine zniknęła. Po powrocie ze studiów nie ma jej w domu i nie ma z nią żadnego kontaktu, co mocno ją niepokoi.


Skeeter, szukając dla siebie szansy na rozwinięcie kariery literackiej, postanawia spisać anonimową relację czarnych służących i oddać ich odczucia wobec białych chlebodawczyń. Liczy na powodzenie swego projektu literackiego, którego pomysł wzbudził zainteresowanie redaktorki nowojorskiej gazety. Mimo początkowych oporów obie czarne bohaterki, Aibileen i Minnie, postanawiają jej w tym pomóc, choć niebezpieczeństwo dekonspiracji może zrujnować całe ich życie. W tle opisywanych zdarzeń z życia bohaterek rozgrywają się epokowe wydarzenia, które sygnalizują nadchodzące zmiany w sytuacji społecznej przedstawicieli kolorowej społeczności: pojawienie się pierwszego czarnego studenta na Ole Miss, aktywność Martina Luthera Kinga…

Czytanie tej książki było dla mnie dużym przeżyciem. Głównymi bohaterkami książki są trzy kobiety, które dostały możliwość prezentacji wydarzeń własnymi słowami, dzięki czemu możemy zobaczyć sytuację z różnych, choć wcale nie tak odległych punktów widzenia. Bohaterki są kobietami z krwi i kości ze swoimi problemami, radościami i smutkami, ale każda z nich wykazuje się odwagą, choć czasy temu nie sprzyjają. Ich determinacja doprowadza jednak do kolejnego przełomu, który - choć okupiony stratami - w ostatecznym rozrachunku przyczynił się do powolnej zmiany sytuacji. Mężczyźni są w tej książce właściwie niewidoczni, zajęci swoją karierą, w domu zaś całkowicie podporządkowują się swoim matkom i żonom. To one nadają ton zwyczajom i tradycjom świata białych.

Trochę szkoda, że autorka nie zdecydowała się oddać głosu jednej z przedstawicielek tradycyjnej białej społeczności, której ogląd sytuacji był zdecydowanie odmienny od postępowej Skeeter. Mam tu na myśli przede wszystkim panienkę Hilly, która w moim przekonaniu jest równoprawną postacią dramatu, ale jej działania poznajemy wyłącznie z opisu trzech bohaterek. Jest ona postacią negatywną, w istotny sposób wpływającą na zwroty akcji i uzurpującą sobie prawo do decyzji, jakie postępowanie jest dobre, a jakie złe, kto zalicza się do ścisłego kręgu najlepszego towarzystwa, a kto nawet nie powinien o tym marzyć. Jeśli któraś z koleżanek wypadnie z jej łask za swoje nieprawomyślne poglądy, nie ma szans na zaistnienie w tym świecie.

Mimo niewątpliwej sympatii autorki do przedstawicielek czarnych służących opisanych w książce, autorka nie zawahała się również wskazać problemów, z jakimi się one mierzyły poza kwestiami segregacji rasowej, a których przyczyną byli ich mężowie; brutalność i bicie były na porządku dziennym w wielu rodzinach.

Książka ta dotyka trudnych tematów, ale nie przekracza granic, nie epatuje drastycznymi szczegółami. Jednak pozwala nam, Europejczykom, poczuć, jak wyglądało życie w warunkach segregacji rasowej bądź co bądź jeszcze całkiem niedawno w kraju, który uchodzi za najbardziej demokratyczny kraj świata. Kathryn Stockett, debiutująca tą książką, wywodzi się z Mississipi, dorastała tam w latach 60-tych i 70-tych ub. w i doskonale zna ówczesną atmosferę i zwyczaje jeśli nie z autopsji, to z opowieści rodzinnych (opisywane wydarzenia rozgrywały się wcześniej). W posłowiu wspomina swoją czarną piastunkę Demetrie, która zmarła zbyt wcześnie, aby możliwe było przeprowadzenie z nią rozmowy o jej percepcji życia czarnej kobiety w białej rodzinie w latach 60-tych XX wieku.  

„Służące” to świetna książka, napisana żywo i wartko. Jeśli niektórzy z Was obawiają się tematyki, którą porusza, to pragnę Was zachęcić po jej sięgnięcie, gdyż stronice książki połyka się w tempie sprinterskim doznając przy tym pełnej gamy uczuć – od śmiechu przez oburzenie aż po smutek. Nie jest to arcydzieło, ale naprawdę dobra, nawet bardzo dobra książka, której potencjał filmowy został szybko rozpoznany i wykorzystany, czego efektem jest film z 2011 roku. Jest to lektura warta uwagi, a ja z niecierpliwością oczekuję kolejnej książki Kathryn Stockett, która będzie dla niej dużym wyzwaniem po tak udanym debiucie.




Kathryn Stockett (ur. 1969) amerykańska autorka, pochodzi z Jackson, Mississippi. Po ukończeniu University of Alabama na kierunku język angielski oraz kreatywne pisanie, przeniosła się do Nowego Jorku, gdzie pracowała w branży czasopism i marketingu. Obecnie mieszka w Atlancie z rodziną. Jest autorką "Służących", której akcja dzieje się na południu USA w latach 60-tych.

Źródło zdjęcia




Autor: Kathryn Stockett
Tytuł oryginalny: The Help
Wydawnictwo: Media Rodzina
Tłumacz: Małgorzata Hesko-Kołodzińska
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 584

piątek, 20 czerwca 2014

Literacki Puchar Świata :)


Przebywam obecnie kilka dni poza domem, oglądam więc wieczorami mecze piłki nożnej oferowane przez brazylijski turniej, ale buszuję też w sieci. W trakcie tego buszowania trafiłam na zabawny pomysł, który zetknął ze sobą te dwie - wydawałoby się odległe od siebie - pasje: piłkę nożną i literaturę.
 
Wydawnictwo Penguin  zaproponowało rozegranie literackiego turnieju piłkarskiego między 16 zespołami. I trzeba przyznać, że niektóre z nich są niezwykle silne... literacko. Spójrzcie na drużynę angielską. Drużyna Rooneya i Gerrarda co prawda już niemal odpadła z walki o tytuł piłkarskiego mistrza świata, ale gdyby brać pod uwagę potencjał literacki to Urugwaj nie miałby żadnych szans.
 
  
 
 
Europejską literaturę godnie reprezentują zespoły Francji i Rosji. :)
 
 
 
 
 
 
Drużyna amerykańska również wzbudza respekt.
 
 

 
Pełen zestaw tych literackich zespołów oraz ich charakterystykę znajdziecie na tej stronie :) Polecam!
 
 

środa, 18 czerwca 2014

Ian Rankin, Pożegnalny blues




John Rebus to jeden z moich ulubionych detektywów literackich. W polskim przekładzie ukazało się 11 z 17 pierwotnych części cyklu. Opóźniałam moment przeczytania „Pożegnalnego bluesa” reklamowanego jako „ostatnia powieść z inspektorem Rebusem”, aż ta zapowiedź stała się nieaktualna, gdyż Ian Rankin wydał ostatnio dwie książki (jedna z nich - "Stojąc w cudzym grobie" - ukaże się "na dniach" w polskim tłumaczeniu), w których Rebus się pojawia razem z nowym bohaterem Malcolmem Foxem („Sprawy wewnętrzne”). 

Akcja „Pożegnalnego bluesa” toczy się w ostatnim tygodniu pracy Rebusa w policji przed odejściem na emeryturę, której wielu wyczekuje z utęsknieniem, zwłaszcza przełożeni niepokornego detektywa. Tymczasem dochodzi do zabójstwa rosyjskiego poety, niechętnego władzom rosyjskim i przebywającym na emigracji. Śmierć Rosjanina wypada nie w porę, gdyż w Edynburgu gości wysoko postawiona delegacja rosyjskich przedsiębiorców zainteresowanych inwestycjami, co – rzecz jasna – budzi w lokalnych politykach chęć uprzyjemnienia im pobytu w mieście. Tymczasem Rebus wraz ze swoją partnerką, uczennicą, która obecnie dowodzi grupą śledczą, pojawiają się co chwila w polu widzenia zadając pytania dotyczące morderstwa. Wkrótce dochodzi do kolejnej niewyjaśnionej śmierci osoby związanej z poetą i pytania zaczynają się mnożyć. Rebus w swoim stylu podpada szefostwu, które go zawiesza do dnia, w którym opuści na emeryturę. Rebus stara się jednak dojść prawdy pomagając osamotnionej Siobhan… 


Jeśli lubicie niepokornych policjantów, kochających dobrą muzykę, whisky i edynburskie klimaty to warto zainteresować się cyklem Iana Rankina. Mimo oczywistych wad uważam Johna Rebusa za bliskiego mi człowieka, a szczególny sentyment mam do jego przyjacielskiej relacji z Siobhan Clarke, która z czasem przejmuje wiele jego cech i przyzwyczajeń, ale przede wszystkim uczy się, jak być dobrym detektywem. Bo John Rebus to fachowiec. Potrafi często dojrzeć drugie, a nawet trzecie dno. 

Ciekawym, powracającym wątkiem cyklu o Rebusie jest również jego związek z Morrisem Cafferty, zwanym „Dużym Gerem”, szefem edynburskiego podziemia kryminalnego. Jest on swoistą Nemezis Rebusa, któremu – mimo podejmowanych prób – nigdy nie udało się złapać Caferty’ego na przestępstwie. Działa on bowiem zupełnie w innej lidze niż pospolici przestępcy i chyba nawet jest mile połechtany zainteresowaniem Rebusa i ich rywalizacją. W tej – ostatniej jak planował autor – części cyklu również dochodzi do ich spotkania, które kończy się w dramatyczny, choć nie wyjaśniony do końca, sposób. 

Nie będę specjalnie rozpisywać się o intrydze kryminalnej, która jest w „Pożegnalnym bluesie” jak zwykle świetna (weźcie jednak pod uwagę, że nie jestem obiektywna w kwestii oceny tego cyklu:)), naznaczona dociekliwością i badaniem każdego, choćby najmniej obiecującego tropu. Z ciekawością przemierzałam kolejne zakątki Edynburga w poszukiwaniu rozwiązania zagadki dwóch morderstw. Nie ma tu szybkiej akcji, nie raz i nie dwa zabrniemy z Johnem i Siobhan w ślepy zaułek gubiąc się w rozgrywkach polityczno-biznesowych, ale dociekliwość detektywów budzi szacunek. Niemniej jednak, najważniejszy dla mnie jest klimat tego cyklu, którego niezbędnym elementem jest główny bohater, ale również Siobhan, którą bardzo polubiłam i naprawdę żałuję, że Ian Rankin nie zdecydował się na cykl, w którym grałaby główną rolę. Książki z Rebusem mogą być kopalnią informacji o muzyce i wykonawcach, którzy odchodzą powoli w zapomnienie, ale ich muzyka na to nie zasługuje. Czekam aż ktoś zdecyduje się opracować płytę z wykonawcami słuchanymi przez Rebusa. Byłby to klimatyczny mix kawałków bluesa I jazzu, dość staromodny w kontekście dzisiejszych trendów muzycznych, ale niewątpliwie odzwierciedlałby on duszę Rebusa bądź też Rankina. Uwielbiam również specyficzne poczucie humoru Rebusa. Nie mogę również nie wspomnieć o kolejnym magnesie przyciągającycm mnie do lektury tego cyklu, a więc o Edynburgu. To magiczne szkockie miasto, z którym Rebus zrósł się niemal w całość jest bezsprzecznie nie tylko tłem akcji, ale również pełnoprawnym bohaterem tych książek. Ciekawe, czy nowe książki z Rebusem i Foxem przypadną do gustu fanom edynburskiego detektywa. 


P.S. Pięknie o literackim Edynburgu napisała Dabarai, która w dodatku miała okazję spotkać się (przypadkowo!) z Ianem Rankinem, co zostało uwiecznione stosowną fotką. Pełną relację znajdziecie tutaj.



Ian Rankin (ur. 1960) – szkocki pisarz, znany głównie z cyklu kryminalnego z Johnem Rebusem w roli głównej. Pierwsza część cyklu pt. „Supełki i krzyżyki” ukazała się w 1987 r. Oficjalna strona pisarza to: http://www.ianrankin.net/


Źródło zdjęcia





Autor: Ian Rankin
Tytuł oryginalny: Exit Music
Wydawnictwo: Albatros
Tłumacz: Lech Z. Żołędziowski
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 480


poniedziałek, 16 czerwca 2014

Niedzielne wspomnienie ze Stawiska





W tym poście zachęcałam Was do zapoznania się z programem Big Book Festival, który odbył się w ubiegły weekend. Niestety, pogoda specjalnie nie dopisała, gdyż było dość pochmurno i po prostu zimno. Obowiązki domowe uniemożliwiły mi wyjście w sobotę, ale w niedzielę udało mi się odwiedzić Stawisko, gdzie odbywał się Retropiknik.
  


 
Gdy przyjechałyśmy na Stawisko zdążyłyśmy na pokaz kronik filmowych poświęconych tematom okołoksiązkowym oraz tym, w których występował Jarosław Iwaszkiewicz w roli innej niż pisarz, np. szefa Komitetu Obrońców Pokoju. Było to ciekawe doświadczenie, gdyż większość z tych filmików pochodziła z głębokich lat 50-tych XX wieku i oprócz informacji o kiermaszach ksiązki dla klasy robotniczej aksamitny głos Andrzeja Łapickiego - ówczesnego lektora Polskiej Kroniki Filmowej -  informował nas o kabaretowych pochodach kukieł Trumana i Adenauera wspomaganych przez faszystowskich generałów, Tito i Franco. No, nie powiem, warto czasem obejrzeć się wstecz...

Po seansie wszyscy zwiedzający dom na Stawisku mogli wysłuchać w kolejnych pokojach krótkich pogadanek pracowników Muzeum o różnych aspektach życia i twórczości Iwaszkiewicza. Poniżej prezentuję Wam kilka zdjęć z tej nader udanej niedzieli, choć niewątpliwie wszystko wypadłoby jeszcze lepiej, gdyby pogoda dopisała. :)

 
Biurko w sypialni Iwaszkiewiczów.

Rozmowa z dziennikarką Programu Pierwszego Polskiego Radia w sypialni na Stawisku.

Dość krótkie łóżka w sypialni, co musiało być pewnym problemem dla postawnego pisarza (186 cm. wzrostu).

W gabinecie pisarza urzędował adiunkt Robert Papieski.

A to widok na pokój gościnny, czyli "umieralnię" w domu na Stawisku. Tam można było posłuchać muzyki z płytoteki Jarosława Iwaszkiewicza. 

Urokliwe zdjęcie Jarosława z siostrami i kuzynkami.

Klatka schodowa


Biblioteka na Stawisku
  
 
 
Na werandzie serwowano za drobną opłatą kawę, herbatę i ciastka. Można też było kupić gadżety Big Book Festival: pocztówki, plakaty i papier do obłożenia książek. :)
 
Nauka gry w krokieta.
 
Można też było odpocząć na leżaczku. :)

Piękna aleja widoczna sprzed domu.
I właśnie tą piękną aleją udałyśmy się z koleżanką na parking i wróciłyśmy do Warszawy przepełnione poczuciem dobrze spędzonego czasu.
 

sobota, 14 czerwca 2014

Jonathan Franzen, Wolność





Jonathan Franzen to jeden z najpopularniejszych i najbardziej cenionych współczesnych pisarzy amerykańskich. Jego "Korekty" stoją na mojej półce już od dość dawna, ale przypadek zrządził, że najpierw przeczytałam jego późniejszą książkę, na którą natknęłam się w bibliotece. 
 
"Wolność" to panoramiczny obraz życia rodziny Berglundów. Patty i Walter są rodzicami dwójki dzieci, poznajemy ich, gdy mieszkają w St. Paul, w małym środowisku i sprawiają wrażenie idealnej amerykańskiej rodziny. Książka zaczyna się wstępem opisującym życie Berglundów z punktu widzenia sąsiadów. Ich zachowania, zwyczaje, charakter opisywane są wyłącznie z perpektywy osób oglądających ich życie z zewnątrz. Już ten wstępny obraz pokazuje, że z Berglundami jest coś nie tak, czego koronnym dowodem jest decyzja ich 16-letniego syna Joe o wyprowadzce z domu rodzinnego do domu swojej dziewczyny, pogardzanej zresztą przez Patty i nie uznawanej za "godną Joe". Szczegółów ich sytuacji rodzinnej dostarczają nam kolejne rozdziały, których głównymi bohaterami są poszczególni członkowie rodziny Berglundów oraz przyjaciel domu Richard Katz, który zna Patty i Waltera od czasów studenckich.

Początkowo książka przypominała mi studium dysfunkcyjnej amerykańskiej liberalnej rodziny, z jaką mieliśmy okazję się zetknąć w filmie "American Beauty" czy w pierwszych sezonach serialu "Gotowe na wszystko". Mniej więcej do połowy książki analiza Franzena wzbudzała moje zainteresowanie, później jest już niestety gorzej, a na pewno mniej ciekawie. Mając na uwadze rozmiary książki szkoda było mi rzucić ją w kąt i ciągle miałam nadzieję na jakiś pozytywny zwrot akcji. Próżne były jednak moje nadzieje, ze strony na stronę perypetie bohaterów stawały się mi coraz bardziej obojętne. 

Żaden z bohaterów nie zyskał mojej sympatii. Patty to osoba traktowana przez swoich dobrze sytuowanych rodziców za ich najmniej zdolną latorośl, nie znajdująca w domu rodzinnym akceptacji i miłości. Nic więc dziwnego, że postanowiła stworzyć rodzinę z Walterem, chłopakiem lubianym i będącym obietnicą stabilizacji. Jednak mimo jej trudnej przeszłości nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w pewnym momencie Patty straciła rozeznanie, czego chce od życia. Przez pół życia żałuje, że nie jest z innym mężczyzną, co jest jednym z czynników powodujących jej ciągłą depresję, ale gdy los pcha ją w jego ramiona, zmienia zdanie. Walter również był dotknięty trudnym dzieciństwem naznaczonym brutalnością ojca i biedą. Choć jest przekonanym ekologiem, oddanym idei ratowania lasówki niebieskiej, (gatunek ptaka zagrożonego wyginięciem) oraz walce z przeludnieniem na Ziemi, uczestniczy jednak w kontrowersyjnym i wątpliwym z punktu widzenia środowiska projekcie. Ważną postacią jest Joe, zbuntowany syn Berglundów, ale jego postawa też do mnie nie przemawiała. Z jednej strony chłopak wyprowadza się z domu do swojej dziewczyny, nie chce pomocy od ojca podczas studiów, ale nadspodziewanie łatwo godzi się na comiesięczną darowiznę finansową wypłacaną mu przez matkę poza plecami ojca. Chyba najbardziej przemówiła do mnie osoba i styl życia Richarda Katza, który konsekwetntnie prowadzi hipisowski styl życia i rujnuje każdy zaczątek stabilizacji, jaka rysuje mu się na horyzoncie. Nie jest on dla mnie wzorem (co to, to nie :))), ale koherencja jego postawy życiowej pozytywnie odbija się od pozostałych bohaterów. 

Zgrzeszyłabym narzekając na styl Franzena, którego warsztat pisarski jest niewątpliwie znakomity i najprawdopodobniej to dzięki niemu dotrwałam do końca książki. Mam jednak mieszane odczucia wobec "Wolności", gdyż - w mojej opinii - szwankuje nieco pomysł na opowieść, a może to tylko ja nie dostrzegłam głębszego przesłania. Nie wykluczam też, że problemy Berglundów są dla mnie zbyt abstrakcyjne. Warto zwrócić uwagę, iż bohaterowie książki przeżywają swoje perypetie na tle wydarzeń z najnowszej historii świata, wspomniane są m.in. atak terrorystyczny na WTC w 2001 r. czy inwazja na Irak i rozmaite przekręty biznesowe będące jej efektem. Nawiasem mówiąc, gdy poczyta się trochę o doświadczeniach Joe z tym związanych, to widać wyraźnie, jak naiwna okazała się polska klasa polityczna licząc na "kokosy" dla polskich firm w procesie odbudowy Iraku. 
 
 "Wolność" i "wolny" występują w tekście często, ale równie dobrze tytuł książki mogłoby stanowić parę innych słów. Niewątpliwie bohaterowie książki, członkowie rodziny Berglundów, walczą o swoją podmiotowość, o możliwość życia w zgodzie ze sobą. Czasem jednak miałam wrażenie, że jeśli któryś z bohaterów poczuł się zbyt "wolny", to momentalnie odbijało się to niekorzystnie na jego sytuacji życiowej. 
 
Książka została okrzyknięta największym wydarzeniem literackim w USA w 2010 r. Ja jednak satysfakcję z lektury odnalazłam tylko w jej pierwszej części. Później dominowało zmęczenie i narastająca obojętność wobec bohaterów i ich historii.   






Jonathan Franzen (ur. 1959) -  amerykański pisarz i eseista. Jego najsłynniejszymi powieściami są "Korekty" (2001) i Wolność" (2010). Mieszka w Nowym Jorku i pisuje dla New York Timesa.

Źródło zdjęcia







Autor: Jonathan Franzen
Tytuł oryginalny: Freedom
Wydawnictwo: Sonia Draga
Tłumacz: Witold Kurylak
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 608


piątek, 13 czerwca 2014

Fernando Pessoa - wierszy kilka



Fernando Pessoa (ur. 13.06.1888 - zm. 30.11.1935)portugalski poeta, pisarz, krytyk literacki, przedstawiciel modernizmu. Uważany za jedną z najważniejszych osobowości literackich XX wieku. Publikował wiersze pod własnym nazwiskiem oraz kilkunastoma heteronimami, m.in. Alberto Caeiro, Ricardo Reis, Álvaro de Campos, Bernardo Soares.
Tworzył poezję w stylu i manierze wielu fikcyjnych, stworzonych przez siebie, poetów. Z każdym nazwiskiem, którymi sygnował publikacje, skojarzone były cechy konkretnej osoby z przypisaną jej datą urodzin, wyglądem, temperamentem, poglądami literackimi i wyznawaną filozofią.Jego dzieło życia - "Księga niepokoju" - zostało wydane dopiero w 1982 r.
Źródło zdjęcia


 


 *** Przepisać na czysto Materię

Przepisać na czysto Materię,
Odłożyć na miejsce rzeczy porozrzucane przez ludzi,
Bo nie wiedzieli, do czego służą,
Wygładzić, niczym dobra gospodyni domu Rzeczywistości,
Zasłony na oknach Odczuwania
I wycieraczki przed drzwiami Postrzegania,
Zamieść pokoje obserwacji
I zetrzeć kurz z prostych myśli…
Oto moje życie, wers po wersie.


 *** Ileż warte jest moje życie? 

Ileż warte jest moje życie? Na końcu (nie wiem, na jakim końcu)
Jeden mówi: zarobiłem trzysta tysięcy,
Inny mówi: miałem trzy tysiące dni chwały,
Następny mówi: żyłem w zgodzie z sumieniem, i to wystarczy…
A ja, gdyby tak przyszli i spytali mnie, co zrobiłem,
Powiem: patrzyłem na rzeczy, i nic więcej.
I dlatego niosę Wszechświat tu, w kieszeni.
A kiedy Bóg mnie zapyta: cóż zobaczyłeś w tych rzeczach?
Odpowiem: rzeczy jedynie… Niczego więcej tam nie włożyłeś.
A Bóg, który myśli tak samo, uczyni ze mnie świętego nowego rodzaju.


*** Niesamowita rzeczywistość rzeczy

Niesamowita rzeczywistość rzeczy
Jest moim codziennym odkryciem.
Każda rzecz jest tym, czym jest,
I trudno mi wytłumaczyć, jak bardzo mnie to cieszy,
I jak bardzo mi to wystarcza.

Wystarczy istnieć, by być kompletnym.

Napisałem dość wierszy.
Rzecz jasna, napiszę ich jeszcze więcej.
Każdy mój wiersz mówi właśnie o tym,
A każdy jest inny,
Bo każda istniejąca rzecz to sposób na wyrażenie tego.

Czasem wpatruję się w jakiś kamień.
Nie zastanawiam się nad tym, czy on czuje.
Nie zatracam się, nazywając go bratem,
Lecz lubię go za to, że jest kamieniem,
Lubię go, bo on nic nie czuje,
Lubię go, bo w niczym nie jest do mnie podobny.

Kiedy indziej słucham, jak wieje wiatr,
I myślę, że warto urodzić się choćby po to, by słyszeć, jak wieje wiatr.

Ja nie wiem, co będą myśleć inni, gdy to przeczytają;
Lecz zdaje mi się, że tak jest dobrze, bo myślę to bez wysiłku,
Nie sądziłem, że ktoś może słyszeć moje myśli;
Bo myślę to bez myśli,
Bo mówię to tak, jak moje słowa mówią.

Kiedyś nazwano mnie poetą materialistą,
A ja się zdumiałem, bo nie sądziłem,
Że można mnie nazwać w jakikolwiek sposób.
Ja nawet nie jestem poetą – widzę.
Jeśli to, co piszę, ma jakąś wartość, to nie ja mam tę wartość –
Wartość jest tam, w moich wierszach.
Wszystko to jest całkowicie niezależne od mojej woli.

 Fernando Pessoa
przeł. W. Charchalis




wtorek, 10 czerwca 2014

Zofia Stulgińska, Mąż z ogłoszenia








Zofia Stulgińska musiała być niezłym „ziółkiem” w codziennym życiu. Ten fakt był dla mnie oczywisty już podczas lektury „Gruszek na wierzbie”, a utwierdziłam się w tym czytając kolejny tom jej wspomnień pt. „Mąż z ogłoszenia”.

Spotykamy się z Zofią w roku 1935, gdy jest przebojową, niezależną kobietą utrzymującą się samodzielnie z pracy dziennikarskiej. Trwa właśnie spotkanie z jej przyjacielem Karolem, które zaowocuje publikacją nietypowego ogłoszenia matrymonialnego sfinalizowanego  trzecim małżeństwem naszej bohaterki. Zofia wraca jednak myślami do 1932 r. Wtedy, po drugim rozwodzie, bez pieniędzy i posady, w apogeum kryzysu ekonomicznego, nie udaje jej się znaleźć pracy mimo podejmowanych prób i mimo posiadanych znajomości. Musiała więc, zgrzytając zębami ze złości, udać się do bydgoskiego domu znienawidzonego ojca i pozostawać na jego utrzymaniu przez kilka miesięcy. Wielki to był cios dla jej rozbuchanej miłości własnej, ale nie nauczyło jej to pokory. 

Nie potrafiła się wyciszyć i złagodnieć, uznać obiektywną trudność sytuacji i przyczynić się do uspokojenia nastrojów. Potrafiła wyprawiać swoim rodzicom, a właściwie matce, karczemne awantury. Nie wnikam, czyją winą było doprowadzenie do tak trudnych stosunków rodzinnych, ale momentami zachowanie Zofii i świętego wyprowadziłoby z równowagi. 

Na szczęście, dzięki protekcji możnych przyjaciół, jeszcze z czasów petersburskich udaje się załatwić Zofii posadę w warszawskiej redakcji ultrakatolickiego czasopisma, co samo w sobie jest symptomatyczne, gdyż Zofia była formalnie kalwinką po dwóch rozwodach. W pracy redakcyjnej radzi sobie dobrze, zaczyna też pracę dziennikarską i osiąga sukces zawodowy. Jest szczęśliwa ze swej niezależności i życia w stolicy, która oferuje wiele rozrywek. Jej egocentryzm, chęć błyszczenia w towarzystwie ma znowu pożywkę i rozwija się nie gorzej od jej kariery.:) 

W jej życiu brakuje jednak mężczyzny, czemu postanawia zaradzić jej przyjaciel - wspomniany na początku tej notki Karol - który poza jej plecami wysyła ogłoszenie matrymonialne do gazety. Historia znajomości będącej efektem tego posunięcia jest wiodącym wątkiem tej książki, a kończy się on – całkiem przewidywalnie – trzecim małżeństwem zawartym praktycznie w przededniu II wojny światowej. Choć trzeci mąż był człowiekiem poczciwym i kochał ją szczerze, odbiegał jednak od typu mężczyzny, który zadowoliłby Zofię, mając choćby na uwadze jej nieposkromiony charakter i egoizm. Wiele czynników wskazywało na niepowodzenie tego małżeństwa, Zofia jednak nie tylko go poślubiła, ale również udała się z nim do majątku w Rudzie położonej tuż przy granicy z Niemcami. Książka kończy się pod koniec 1939 r., gdy Zofia postanawia wrócić do Warszawy z mężem wypuszczonym właśnie z niemieckiego więzienia. 

Autorka w swoim drugim tomie wspomnień pisze równie zajmująco i ciekawie, co w części pierwszej. Nie ukrywa swojego egocentryzmu i samolubstwa, które osiąga tu apogeum, a nawet przyczynia się do jednej z ludzkich tragedii. Mam nadzieję, że autorka pisząc te wspomnienia zrozumiała, że w wielu wypadkach jej zachowanie mogło budzić niesmak, jak choćby jej odczucia i zachowanie po śmierci ojca, nierespektowanie życzeń swojego przełożonego odnośnie unormowania swojej sytuacji wyznaniowej (co miało istotne znaczenie, skoro była pracownicą Kościoła rzymsko-katolickiego, a rzecz dzieje się w okresie dwudziestolecia międzywojennego). Nawiasem mówiąc, jej zachowanie w pierwszym dniu pracy, po długim okresie niemożności znalezienia zajęcia, budzi zdumienie. Moją ciekawość wzbudził zresztą niewymieniony z nazwiska duchowny, szef Zofii, którego losy były bardzo tragiczne. Po powrocie do Polski z zawieruchy wojennej został skazany w procesie księży w latach 40-tych. Nawet się zdziwiłam, że wspomniała o tym w książce wydanej, bądź co bądź w roku 1976. 

Zofia Stulgińska w obu tomach swoich wspomnień zmienia imiona i nazwiska mężów numer dwa i trzy. W „Mężu z ogłoszenia” stosuje również ciekawy manewr narracyjny z wykorzystaniem wspomnień spisanych przez trzeciego męża ukazującego charakter i postępowanie autorki z innej perspektywy. Choć w książce stwierdza, że te wspomnienia istniały i dzięki nim mogła odtworzyć historię ich związku, nie jestem przekonana na 100 procent, czy rzeczywiście tak było.

Wszyscy z Was, którzy interesują się epoką międzywojnia, znajdą w tej książce wiele informacji i relacji z życia codziennego napisane ładnym, przemawiającym do wyobraźni językiem. W centrum znajduje się oczywiście osobowość autorki i jej perypetie, ale przy okazji stykamy się z też innymi osobami reprezentującymi ówczesną inteligencję, czujemy atmosferę przedwojennej Warszawy, tego wspaniałego miasta, które jakże niedługo miało ulec kompletnej anihilacji. „Mąż z ogłoszenia” trzyma poziom pierwszej części wspomnień i mogę je Wam polecić z czystym sumieniem.








Autor: Zofia Stulgińska
Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania: 1976
Liczba stron: 416


niedziela, 8 czerwca 2014

czwartek, 5 czerwca 2014

Ken Grimwood, Powtórka




Chyba każdemu z nas zdarzyło się wracać myślami w przeszłość i zastanawianiu się nad swoimi wyborami. Jak by się potoczyło nasze życie, gdybyśmy podjęli inną decyzję. Najczęściej takie „gdybanie” nie przynosi nic konstruktywnego, bo przecież czasu nie cofniemy, a żyć trzeba „tu i teraz” z naszymi problemami i nadziejami. 

Ken Grimwood w „Powtórce” pozwolił jednak swemu bohaterowi przeżyć określony fragment życia kilka razy. Jeff Winston, 43-latek uwięziony w mało perspektywicznej pracy, przeżywający problemy małżeńskie, nagle umiera podczas rozmowy telefonicznej z żoną. Ku swemu zdziwieniu, po „śmierci” odzyskuje świadomość, ale zostaje przeniesiony w czasie do okresu, gdy miał 18 lat i mieszkał w uczelnianym akademiku. Jego doświadczenia życiowe i wiedza o świecie pozostają niezmienione. Jeff postanawia przeżyć swoje życie zupełnie inaczej starając się wykorzystać znajomość historii świata, którą zdobył podczas swego życia. Podczas kilku wcieleń wykorzystuje swoją wiedzę o przyszłości i stara się przeżyć życie inaczej: zostaje rekinem finansjery, jest zwyczajnym mężem i ojcem, podróżuje i nie stroni od używek, prowadzi samotniczy tryb życia, ujawnia to, co mu się przydarza. Chyba każdy z nas byłby zachwycony mając taką paletę możliwości. Jest jednak pewna niepokojąca prawidłowość. Niezależnie, jakich zabezpieczeń użyje Jeff jego życie zawsze kończy się śmiertelnym atakiem serca w wieku 43 lat. W którymś z kolejnych wcieleń spotyka kobietę, która przeżywa dokładnie to samo co on, czyli jest „powtórkowiczką”. Czy oboje są w stanie połączyć siły i odgadnąć, jaka jest przyczyna tak niezwykłego doświadczenia, jakie stało się ich udziałem?

Bohater książki stara się uczynić swoje życie lepszym I nie popełniać błędów z “pierwszego” życia. Gra na giełdzie z takim zasobem wiadomości o przyszłych wydarzeniach to po prostu „bułka z masłem”. Jeff zapewnia sobie bezpieczeństwo materialne trafnie typując wyniki wyścigów konnych czy finałów baseballa z lat 60-tych. Nawiasem mówiąc, właśnie te odniesienia do przeszłości pokazują, jak bardzo amerykańska jest to książka. Przeciętny nie-Amerykanin nie ma pojęcia o wspomnianych rozgrywkach sportowych, jak również o części wydarzeń politycznych wspomnianych w tekście.

Motyw podróży w czasie jest chętnie wykorzystywany w literaturze i filmie. Największym sentymentem darzę „Dzień Świstaka” i z tym właśnie filmem książka Grimwooda ma wiele wspólnego mimo oczywistych różnic. Chociaż jednak pisarz otrzymał za „Powtórkę” nagrodę World Fantasy Award w 1988 r. trudno mi ją zaliczyć do fantastyki. Jest to absolutnie realistyczna opowieść z małym nadprzyrodzonym elementem. Niesamowite zjawisko, jakiego doświadcza bohater książki nie jest w żaden sposób wyjaśnione, po prostu zdarza się.

„Powtórkę” czyta się naprawdę dobrze, kolejne wcielenia nieco nużą dopiero w końcówce. W miarę lektury czekamy z coraz większą niecierpliwością na rozwiązanie zagadki, którego … nie ma. I to zakończenie jest właśnie najbardziej rozczarowujące. Bardzo amerykańskie, z morałem, ale mało odkrywcze. Co więcej autor planował chyba dopisanie ciągu dalszego, ale ten zamysł nie doszedł do skutku. Niemniej jednak, tę wciągającą książkę warto przeczytać choćby do zastanowienia się, czy słuszne jest określenie, że jesteśmy „kowalem własnego losu”.



Ken Grimwood (1944-2003) - amerykański dziennikarz radiowy i pisarz. Znany jest głównie jako autor powieści "Powtórka" (1987, wyd. pol. 2002), za którą otrzymał World Fantazy Award.








Autor: Ken Grimwood
Tytuł oryginalny: Replay
Wydawnictwo: Rebis
Seria: Salamandra
Tłumacz: Zuzanna Naczyńska
Rok wydania: 2002
Liczba stron: 308


wtorek, 3 czerwca 2014

Javier Marias, Zakochania




„Zakochania” to moje pierwsze zetknięcie z Javierem Mariasem, uznanym i popularnym pisarzem hiszpańskim. Moją uwagę zwróciła intrygująca okładka i nie wahałam się długo z decyzją o wypożyczeniu tej książki, która przenosi nas do współczesnego Madrytu, gdzie mieszka Maria Dolz, pracownica jednego z tamtejszych wydawnictw. Odwlekając nieco punktualne stawianie się do niezbyt absorbującej pracy codziennie rano pije kawę w ulubionej kafejce. Jej uwagę przyciąga para małżeńska, którą w myślach określa jako „idealną parę”. Mężczyzna dobiegający pięćdziesiątki i nieco młodsza kobieta znajdują taką radość w swoim towarzystwie, tak promieniują szczęściem, że mimowolnie Maria uznaje ich za optymistyczny i stały element swojego dnia, który pozytywnie ją nastraja na pozostałe godziny. Pewnego dnia para przestaje się pojawiać, a Maria przypadkiem dowiaduje się o zabójstwie, którego ofiarą padł spotykany przez nią codziennie mężczyzna. Miguel Desverne – bo tak się nazywał – został napadnięty przez żebraka i zadźgany nożem. Maria spotyka wkrótce jego żonę i po raz pierwszy w historii ich nietypowej "znajomości" odbywa z nią rozmowę, która jest później kontynuowana w mieszkaniu Desverne'ów. Wchodząc w życie „idealnej pary” Maria natyka się na informacje, które podważają przypadkowość zabójstwa. Czy było to morderstwo z premedytacją? 

Mam złą wiadomość dla miłośników kryminałów. Choć streszczenie zapowiada śledztwo ws. morderstwa, ta książka nie jest kryminałem. Nie jest to również łatwa lektura, trudno czytać tę książkę w autobusie czy tramwaju, gdyż łatwo można zgubić wątek, chociaż warstwa fabularna książki jest dość wątła. Tak naprawdę niewiele się dzieje. Maria, choć od pewnego momentu prowadzi swego rodzaju śledztwo, rozgrywa je głównie w myślach rozpatrując możliwe scenariusze i warianty zdarzeń. Przy czym jej rozważania dotyczą w znacznej mierze stosunków międzyludzkich, przypuszczeń, możliwych rozmów i sytuacji, które być może w ogóle się nie odbyły. W tym labiryncie rozważań, dygresji, przypuszczeń i refleksji czytelnik albo się zagubi, albo zacznie smakować słowo. Nie można tej książki czytać w pośpiechu, lektura książki wymaga skupienia, co jest spowodowane wielopiętrowymi zdaniami złożonymi i dygresyjnością. 

Dużą rolę w tekście odgrywają trzy książki, do których Maria wielokrotnie powraca w swoich rozważaniach i rozmowach. Te książki stają się niejako punktem odniesienia do miłości, zdrady, lojalności, śmierci, żałoby. Analiza tekstu pozwala na ciekawe spojrzenie na teksty, które znamy („Trzej muszkieterowie” Dumasa, „Makbet” Szekspira) i których nie znamy („Pułkownik Chabert” Balzaca). Sądzę, że sięgnę po opowiadanie Balzaca z czystej ciekawości właśnie dzięki książce Mariasa.

Miguel i Luisa, „idealna para”, nie odsłaniają swego oblicza. Nie dowiemy się o nich wiele więcej niż Maria sobie wyobrażała podczas codziennych „spotkań” w kafejce. Maria też zresztą jest postacią dość zagadkową, choć to właściwie ona jest narratorem powieści i ona zaznajamia nas z metafizyką uczuć. 

Duże wrażenie zrobił na mnie początek i druga połowa książki, gdy Maria wikła się w romans, który przyczynia się do odkrycia pewnych niepokojących faktów dotyczących morderstwa Miguela. W pierwszej połowie książki, po interesującym początku, jest nieco nudnawo. Gdy jednak przyzwyczaimy się do rytmu i stylu opowieści możemy całkiem często odkryć zdanie, sentencję, refleksję, która dotrze do naszego serca, gdyż dotyczy stanu zakochania i relacji między partnerami w związku uczuciowym. Nie zdziwię się jednak, jeśli część z Was uzna tę książkę za nudną. 

Ta książka – jeśli się nie zniechęcimy rozbudowanymi dygresjami – pozwala na chwilę zastanowienia nad różnymi obliczami miłości, rolą partnerów w związku, komplikacjami, które naznaczają nasze uczucie i życie. Kończąc lekturę nie dowiemy się, jakie jest rozwiązanie zagadki morderstwa Miguela, gdyż tę kwestię autor pozostawia otwartą. Nie pojmiemy też do końca natury miłości i lojalności, ale to - umówmy się - zadanie niewykonalne. Niejednoznaczne zakończenie nie rozczarowuje, jest ono utrzymane w duchu książki: ulotne, zaskakujące i… może nawet obiecujące.



Javier Marias (ur. 1951) - hiszpański pisarz. Swoją pierwszą powieść napisał w wieku 17 lat. W latach 1983-1985 był wykładowcą literatury hiszpańskiej i lektorem języka hiszpańskiego na Uniwersytecie Oksfordzkim. Jego powieść "Serce tak białe" odniosła wielki sukces komercyjny i przyniosła mu uznanie krytyków. W 1997 otrzymał International IMPAC Dublin Literary Award. Publikuje w tygodniku El Pais.





Autor: Javier Marias
Tutył oryginalny: Los Enamorientos
Wydawnictwo: Sonia Draga
Tłumacz: Carlos Marrodan Casas, Wojciech Charchalis
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 376


Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Drucka Nadzieja Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...