poniedziałek, 28 lipca 2014

Książki i ja :)





Guciamal zaprasza, a ja się temu nie umiem oprzeć i zanudzę Was dzisiaj swoimi wynurzeniami o mojej biblioteczce (a właściwie biblioteczkach) i zwyczajach czytelniczych. Żeby nie przedłużać, zaczynam zgodnie z listą pytań zaproponowanych przez Guciamal zainspirowanej przez rozmowy Barbary Łopieńskiej.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
1.Jak powstała twoja biblioteka? 

Przyznam, że po rodzicach nie odziedziczyłam zbyt wielu książek i to ja jestem główną "siłą sprawczą" przy tworzeniu swojej biblioteki. W dzieciństwie otrzymałam w prezencie wiele książek, później również nagród szkolnych. Znakomita ich większość gdzieś przepadła, ale kilka książek jakimś cudem się uchowało, np. mocno zaczytane „Dzieci z Bullerbyn” czy „Kubuś Puchatek”. Moja Mama na pewnym etapie stwierdziła jednak, że nie jest w stanie wybierać dla mnie książek i lepiej, żebym sama sobie coś kupiła na prezent. :) Z zasobów rodzinnych mam Encyklopedię, parę słowników i chyba nic więcej się nie zachowało.

 
4-tomowa Encyklopedia Powszechna PWN z lat 80-tych


Obecnie moje zasoby książkowe znajdują się w trzech miejscach:

- w moim rodzinnym mieszkaniu – głównie literatura dziecięca i młodzieżowa, trochę romansów, pozostałości klasyki (lektury szkolne), słowniki, literatura naukowa. Podczas ostatniej bytności doszłam do wniosku, że sporą część tych zasobów powinnam jednak przenieść do Warszawy; jeszcze parę lat temu miałam zbiór starych „Przekrojów” z lat 80-tych i w przypływie zaćmienia albo poszukiwania nowej powierzchni półkowej wyrzuciłam wszystkie numery; nie muszę dodawać, że teraz tego żałuję. Na szczęście są biblioteki cyfrowe, ale to już nie to samo, co przeglądanie starych gazet. ;)
 

Moja biblioteczka w domu rodzinnym
(przepraszam za rozgardiasz, ale tak jest, gdy wpada się na chwilę)


Trochę słowników

A tu nieco literatury kobiecej...
 
- w starym mieszkaniu w Warszawie – zostały głównie cykle, które nie pomieściły mi się w nowym mieszkaniu: Agatha Christie, Jeżycjada, Ania z Zielonego Wzgórza. Dobrym symptomem jest to, że zostało tu trochę miejsca na półkach, więc tu wylądują najprawdopodobniej moje książki z domu rodzinnego;
 
 
Widok ogólny biblioteczki

Półka z książkami Agathy Christie

Trochę klasyki...

Cykl o Ani z Zielonego Wzgórza i Jeżycjada
 
- w obecnym mieszkaniu – pod ręką mamy najnowsze książki: klasyka, wspomnienia, biografie, beletrystyka, kryminały; generalnie to, co kupuję obecnie plus książki, które są ze mną od wielu lat. Trochę książek mojego męża: informatyka, zarządzanie projektami, fizyka, matematyka etc. Chociaż mamy specjalny pokój na książki i komputer, to jednak półek w szafkach jest zbyt mało. Mamy pomysł na zwiększenie powierzchni półkowej w przedpokoju i dwóch pokojach, ale jest to część większej całości, do której zbieramy się już ze dwa lata. A książki zalegają na półkach w podwójnych rzędach, ok. 100 nadal nieprzeczytanych, więc ostatnio nieco się wstrzymuję z kupowaniem nowych pozycji.
 

 
Widok mniej więcej na połowę obecnej biblioteczki,
książki są poustawiane na półkach w dwóch rzędach 
Biografie - zewnętrzny rząd


Jedna z moich ulubionych półek - eseje, listy i trochę poezji...

To - jak widać - półka z książkami mojego męża. :)

Półka z kryminałami.

Tomiszcza do przeczytania - wiernie czekają na swoją kolej. :)


Nawiasem mówiąc, przypomniał mi się jeden z wpisów Śląskich Blogerów Książkowych o najstarszych książkach posiadanych w biblioteczce. Podczas ostatniej bytności w domu rodzinnym znalazłam takie dwa najstarsze okazy:


 
Słownik wyrazów obcych, PIW, wyd. 1964

Rozmówki polsko - angielskie, wyd. 1958

2.Czy jest jakiś ład w twojej bibliotece?

Jak widać z powyższej wypowiedzi i dokumentacji fotograficznej, raczej nie, aczkolwiek na niektórych półkach staram się utrzymywać jedność gatunkową, np. historyczne i biografie (głónie z serii PIWowskiej i Ossolineum), kryminały, literatura kobieca (tak, też taką mam).


Półka z literaturą "kobiecą" w mojej biblioteczce. :)

3.Czy pozbywasz się książek, a jeśli tak to w jaki sposób?

Podjęłam już kilka akcji porządkowania swojego księgozbioru, ale to proces, który można nazwać niekończącą się historią. :) Głównie sprzedawałam książki w antykwariatach, oddawałam je również do bibliotek.

Ostatnio zbieram się do organizacji rozdawajki na blogu, bo parę książek, do których na pewno nie będę wracać, mi się uzbierało, a na akcję sprzedaży na allegro jestem za leniwa. Po wakacjach albo pod ich koniec przedstawię na pewno parę książek do rozdania. :)

4.Ile wydajesz miesięcznie na książki?

Trudno powiedzieć. Ostatnio raczej nie kupuję książek, a jeśli już to głównie literaturę dziecięcą. Zdarza się, że jednorazowy zakup w księgarni internetowej może sięgnąć i 300 zł (ach, te promocje), a potem długo nie kupuję nic. Wyciągnie z tego średniej byłoby wysoce niereprezentatywne.

5.Jakie książki musisz kupować?

Jeśli ostatnio mi się zdarza kupowanie to - jak już wspomniałam wyżej - literaturę dziecięcą, wspomnieniową lub ponadczasowe eseje, często podróżnicze. Czasem kupuję też kryminał ulubionych autorów, jeśli nie mogę go upolować w bibliotece.

6.Czy pożyczasz swoje książki?

Tak, wymieniam się książkami z przyjaciółką. Czasem ona pożyczy coś mnie, a czasem ja jej. Ponieważ mieszkamy w tej samej dzielnicy, wymieniamy się też informacjami o ciekawych książkach dostępnych w naszych bibliotekach.

7. Ile czytasz książek jednocześnie?

Kiedyś czytałam po kilka naraz. Obecnie czytam zwykle jedną, od wielkiego dzwonu dwie, jeśli jest gruba i nieporęczna do czytania w środkach komunikacji miejskiej.

8.Co jest dla ciebie podstawą lektury?

Wspomnienia, eseje, biografie, dobra beletrystyka.

9.Czy masz emocjonalny stosunek do książek?

Nie. Nie wdycham ich zapachu, nie stawiam im ołtarzyków, ale cenię i szanuję książki, nie niszczę ich.

10.Co leży u ciebie przy łóżku?

Nic. Nie czytam w łóżku.

11.Czytasz kryminały, thrillery, romanse, fantastykę, beletrystykę?

Czytam kryminały i beletrystykę. Z typowymi romansami skończyłam już dość dawno temu, trafiają czasem w moje ręce książki z elementami fantasy i to są zwykle ciekawe spotkania. Z wielkim sentymentem wspominam „Wiedźmina” Sapkowskiego, ostatnio byłam pod wielkim wrażeniem dwóch części cyklu "Odrodzone Królestwo" Elżbiety Cherezińskiej, choć tam elementy fantasy to tylko jeden z wielu elementów narracji. Na półce czeka też na mnie "Gra o tron". :)

12.Czy robisz notatki w książkach (bazgrzesz, piszesz, zaginasz rogi)?

Nie. Zaznaczam ciekawe fragmenty kolorowymi kartkami. Zwykle wiem, o co mi chodziło, gdy dokonywałam zaznaczenia. Zdarzają się jednak książki, które niosą w sobie tyle treści i ciekawych przemyśleń, że dochodzę do wniosku, że zaznaczanie mija się z celem, bo tych fragmentów jest po prostu za dużo. Tak mam ostatnio z książkami Sandora Maraia.

13.Jak szybko czytasz?

Kiedyś, gdy miałam więcej czasu, czytałam 9-10 książek miesięcznie. Teraz czytam ok. 6-7 na miesiąc. Przyspieszeniu tempa mojego czytania służą kilkudniowe wyjazdy służbowe, a zwłaszcza loty samolotem. W czerwcu zdarzył mi się trzygodzinny postój na lotnisku, który okazał się zbawienny dla nadrobienia moich zaległości czytelniczych.:)

14.Czy wracasz do książek raz przeczytanych?

Rzadko mi się to ostatnio zdarza. 

15.Ile piszesz dziennie? 

 Odpowiedź, jaka by nie była, nie będzie precyzyjna, podobnie jak odpowiedź na pytanie numer 4. Na bloga zaglądam codziennie, ale nie mam dziennej normy pisania. Np. obecnie mam kilka notek napisanych naprzód, ale nie mam weny do opisania jednej z książek, która ewidentnie zasługuje na uwiecznienie, czekam więc, kiedy mi przejdzie ten stan niemocy. :)

Uff, dotarłam do końca tej długiej listy pytań. Było to dość wyczerpujące zajęcie, ale i miłe, tylko chyba zbytnio się rozpisałam. Może ktoś z Was zdecyduje się na podobny wpis?

 

niedziela, 27 lipca 2014

Ulotne chwile (107)


Wypadek samochodowy w Ixelles, Belgia, 1909
Pocztówka zakupiona w Brukseli
Collection Archives de la ville de Bruxelles, wyd. Plaizier 



czwartek, 24 lipca 2014

Madhur Jaffrey, Wśród mangowych drzew




Madhur Jaffrey to popularna na Zachodzie autorka książek kucharskich. Z jej nazwiskiem zetknęłam się po raz pierwszy, trudno mi więc wyrokować, czy jej popularność dorównuje Jamiemu Olivierowi czy Gordonowi Ramsayowi, ale skusiłam się na książkę, której podtytuł - "Wspomnienia z dzieciństwa w Indiach" - niósł nadzieję na ciekawą lekturę.
 
W Indiach rodzice nadają swoim dzieciom niestandardowe imiona, często wręcz poetyckie. Madhur Jaffrey miała szczęście dostać imię wypełnione słodyczą i słońcem, gdyż jej imię oznacza "słodka jak miód". Zawdzięcza je ojcu, który nie podążył za radą kapłanów, aby nazwać ją "bogini niebios". Autorka książki urodziła się w 1933 r. i dorastała w licznej rodzinie, której rodowód sięga XVI wieku. Jej protoplastą ze strony ojca był minister finansów cesarza Aurangzeba z dynastii Wielkich Mogołów. Rodzina ta należała do podkasty mathur kajastha, czyli pisarz, skryba, urzędnik i była naprawdę dobrze sytuowana. Choć hinduistyczna, to jednak pod silnym wpływem muzułmańskim i europejskim. Lata jej dzieciństwa przypadły na końcówkę rządów brytyjskich w Indiach, wojnę, podział kraju i niepodległość. Chociaż więc wydarzeń politycznych w tym czasie nie brakowało, to jednak autorka prezentuje nam wspomnienia dotyczące niemal wyłącznie życia jej licznej rodziny, sposobu wychowania, spędzania wolnego czasu, edukacji oraz typowych potraw, które ukształtowały jej smak i wizję gotowania.
 
Jak sama autorka wspomina, posiłek spożywany w gronie rodzinnym oznaczał dla niej przebywanie w gronie przynajmniej 30-40 osób przy kilku stołach. Opisy wspólnych posiłków, wycieczek, pikników są dla autorki synonimem szczęśliwego dzieciństwa. Wspomnienia są ciepłe, przepełnione sentymentem i tęsknotą, niemniej jednak Madhur Jaffrey nie ukrywa problemów, które sprawiał jej stryj swoim niezbyt entuzjastycznym podejściem do żony i dzieci.

Wszyscy zwolennicy kuchni indyjskiej powinni czuć się usatysfakcjonowani wykazem smakowitych przepisów, którymi uraczyła nas autorka na końcu książki. Dla tych, którzy nie znają tych smaków, może być to z kolei pierwsza lekcja gotowania po indyjsku.  
 
 
Madhur Jaffrey opisuje swoje dzieciństwo rozpoczynając od scenki na drzewie mangowym, które okupowali najmłodsi członkowie licznej rodziny zatapiając ząbki w słodkich owocach mango. Ten właśnie smak kojarzy się Madhur Jaffrey z dzieciństwem i z tej właśnie scenki wywodzi się tytuł książki, swoistej podróży sentymentalnej autorki. Mnie z kolei smak mango będzie się kojarzył z tą bezpretensjonalną i ciepłą książką, która była dla mnie również nader udanym spotkaniem z serią Dolce Vita.



Autor: Madhur Jaffrey
Tytuł oryginalny: Climbing the mango trees
Wydawnictwo: Czarne
Seria: Dolce Vita 
Tłumacz: Paweł Lipszyc
Rok wydania: 2013
Liczba stron: : 312
 

wtorek, 22 lipca 2014

70 rocznica Powstania Warszawskiego


Źródło zdjęcia



W tym roku przypada 70 rocznica Powstania Warszawskiego. Zaplanowane obchody są bogate i sądzę, że każdy chętny niewątpliwie znajdzie coś dla siebie. Poniżej przedstawiam niektóre z zaplanowanych wydarzeń. Pełen program jest dostępny na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego. Tam też najlepiej zaglądać w poszukiwaniu aktualności i dodatkowych informacji. 


24 lipca (czwartek)

godz. 11:00 

Promocja filmu „Zdobyć miasto” w reż. Ewy Ewart
Sala pod Liberatorem, Muzeum Powstania Warszawskiego

25 lipca (piątek)

godz. 21.00

LUXTORPEDA - „Za Wolność”. Koncert z cyklu „Pamiętamy ‘44”
Park Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego. Wstęp biletowany. Sprzedaż biletów na koncert rozpocznie się 11 lipca (piątek) o godz. 10.00 w kasie MPW. Cena biletu: 14 zł. Dzieci i młodzież do 14. roku życia: wstęp wolny.

26 lipca (sobota)
godz. 11.00

Rodzinna gra miejska „Żoliborz żagwiący” na podstawie książki „Mały Powstaniec” autorstwa Szymona Sławińskiego.  Start spod Teatru Komedia. Wstęp wolny.

godz. 21.00

Koncert Tomasz Stańko Quartet „Wolność w sierpniu” z gościnnym udziałem Anny Marii Jopek i Brodki. Park Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego. Wstęp biletowany. Sprzedaż biletów na koncert rozpocznie się 11 lipca (piątek) o godz. 10.00 w kasie MPW. Cena biletu: 14 zł. Dzieci i młodzież do 14. roku życia: wstęp wolny.

28 lipca (poniedziałek)

godz. 11.00 

„Powstańcy 1944/70/2014” - wystawa plenerowa. Projekt pod opieką artystyczną Wojtka Wieteski. Aleje Ujazdowskie. Wstęp wolny.

30 lipca (środa)

godz. 11.00 

Spotkanie Powstańców Warszawskich z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Bronisławem Komorowskim i Prezydentem m.st. Warszawy Hanną Gronkiewicz-Waltz.
Uroczystość nadania odznaczeń państwowych przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
Park Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego. Wstęp z zaproszeniami.

godz. 18.00

Uroczyste powitanie Powstańców Warszawskich przez władze m.st. Warszawy. Spektakl „Młoda Warszawa – życie codzienne walczącej stolicy”, reż. Roman Kołakowski. Dziedziniec Warszawskiego Ratusza, pl. Bankowy 3/5.

31 lipca (czwartek)

godz. 11:00

Promocja znaczka okolicznościowego Poczty Polskiej i monety Narodowego Banku Polskiego, wydanych z okazji 70. Rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego Audytorium Jana Nowaka Jeziorańskiego, Muzeum Powstania Warszawskiego

godz. 13.00 

Uroczysta Sesja Rady m. st. Warszawy. Wstęp z zaproszeniami.

godz. 18.00 

Polowa Msza św. przy Pomniku Powstania Warszawskiego. Plac Krasińskich. Wstęp wolny.

 godz. 19.00 

Uroczysty Apel Poległych przy Pomniku Powstania Warszawskiego. Plac Krasińskich. Wstęp wolny.

godz. 20.00 

Widowisko „Śpiew Murów” - scenariusz i reżyseria Jerzy Bielunas. Plac Krasińskich. Wstęp wolny.

1 sierpnia (piątek)

godz. 10.00 

Uroczystości przy Pomniku „Mokotów Walczący - 1944”
„Marsz Mokotowa” - przemarsz ul. Puławską do ul. Dworkowej. Park im. Generała Gustawa Orlicz-Dreszera. Wstęp wolny.

godz. 12:00

Uroczysta zmiana warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza 
Plac Marszałka Józefa Piłsudskiego

godz. 13.00-13.45 

Uroczystości przy Pomniku gen. Stefana Roweckiego „Grota”. Róg ul. F. Chopina i Al. Ujazdowskich. Wstęp wolny.

godz. 14.00

Uroczystości przy Pomniku Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej. Ul. Wiejska. Wstęp wolny.

godz. 16.00-16.45 

Uroczystości przy grobie gen. Antoniego Chruściela „Montera”. Cmentarz Wojskowy na Powązkach. Wstęp wolny.

godz. 17.00

Godzina „W” - złożenie hołdu Powstańcom. Pomnik Gloria Victis, Cmentarz Wojskowy na Powązkach. Wstęp wolny.

 godz. 19.00

Uroczystości przy Pomniku „Polegli-Niepokonani”; modlitwa ekumeniczna. Cmentarz Powstańców Warszawy na Woli. Wstęp wolny.

godz. 20.00 

„Warszawiacy śpiewają (nie)ZAKAZANE PIOSENKI” - wspólne śpiewanie piosenek powstańczych. Plac Piłsudskiego. Wstęp wolny.

 godz. 21.00 

Uroczystości na Kopcu Powstania Warszawskiego – rozpalenie Ogniska Pamięci. Ul. Bartycka. Wstęp wolny.

 godz. 24.00

Uroczysta premiera spektaklu-oratorium „Pamiętnik z powstania warszawskiego” . Reżyseria/Adaptacja/Scenografia: Krystyna Janda. Muzyka: Jerzy Satanowski. Sala pod Liberatorem, Muzeum Powstania Warszawskiego. Wstęp z zaproszeniami. SPEKTAKLE BILETOWANE W DNIACH 2-5 SIERPNIA. 

2 sierpnia (sobota)

godz. 12.00
Twoja klisza z Powstania - fotograficzna gra miejska „Za wolność waszą i naszą”. Obowiązuje rejestracja I tura: od 7 do 25 lipca, II tura od 28 lipca do 1 sierpnia.
godz. 16:00
Wykład Marka Dyżewskiego, „Powstanie Warszawskie w pieśni i piosence”
ul. Foksal 3/5, Stowarszyszenie dziennikarzy Polskich, Sala na I piętrze
  
3 sierpnia (niedziela)
godz. 11.00 

Spotkanie rodzinne „Podwórkowi Powstańcy czyli dzieci w Powstaniu”. Park Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego. Wstęp wolny.

godz. 18.00 

Msza Święta dla warszawiaków i harcerzy z udziałem Powstańców. Park Wolności przy Muzeum Powstania Warszawskiego. Wstęp wolny.

4 sierpnia (poniedziałek)
godz. 18:00

Promocja książki „Dziennik Powstańca” Zbigniewa Czajkowskiego-Dębczyńskiego
Audytorium Jana Nowaka Jeziorańskiego, Muzeum Powstania Warszawskiego

5 sierpnia (wtorek)

godz. 18.00

Uroczystość w hołdzie ludności cywilnej Woli przy Pomniku Pamięci 50 tysięcy mieszkańców Woli zamordowanych przez Niemców podczas Powstania Warszawskiego 1944. Skwer Pamięci w rozwidleniu ul. Leszno i al. Solidarności. Wstęp wolny.

7 sierpnia (czwartek)

godz. 18:00 

Promocja książki Agnieszki Sopińskiej „Operacja Muzeum”
Sala pod Liberatorem, Muzeum Powstania Warszawskiego

9 sierpnia (sobota)

godz. 17.00 – Masa Powstańcza 2014; przejazd rowerowy ulicami Warszawy. Start: Park Wolności, Muzeum Powstania Warszawskiego. Udział po rejestracji
oraz w dniu imprezy (liczba miejsc ograniczona). Rejestracja rozpocznie się w poniedziałek 14 lipca. 

2 października (czwartek)

godz. 18.00 

Zgaszenie ognia na Kopcu Powstania Warszawskiego. Zakończenie obchodów 70. rocznicy Powstania Warszawskiego, ul. Bartycka. Wstęp wolny.
 



W kioskach można kupić również "Pomocnik historyczny Polityki: Powstanie Warszawskie".

 


sobota, 19 lipca 2014

Elżbieta Cherezińska, Niewidzialna korona





„Królestwo bowiem nie może być tylko wspomnieniem. Nie może zamienić się w czas przeszły dokonany, zamknięty. Królestwo musi żyć, musi pulsować jak przyroda; z nią usypiać i budzić się do życia.” (s. 493)


„Korona śniegu i krwi” była doskonałą lekturą, na której kontynuację czekałam i się doczekałam. :) Tworzenie tej piastowskiej wielowątkowej historii z elementami magii, podpartej solidnie opracowanym historycznym tłem tak wciągnęła autorkę, że będzie to trylogia, a jej drugą częścią jest „Niewidzialna korona”, którą właśnie przeczytałam i bez zwłoki spisuję swoje wrażenia. 

Przemysł II, główny bohater „Korony śniegu i krwi”, został zamordowany zaledwie siedem miesięcy po koronacji. Jego zabójcy pozostają nieznani, a wskrzeszone (choć mocno okrojone w stosunku do królestwa z czasów Bolesława Chrobrego) po ponad 200 latach Królestwo Polskie jest w rozsypce. Baronowie Starszej Polski (czyli Wielkopolski) wzywają na tron księcia kujawskiego Władysława zwanego z racji niewielkiego wzrostu Karłem, z którym Przemysł II blisko współpracował w ostatnich latach życia. Tymczasem margrabiowie brandenburscy zdobywają nadgraniczne grody, a Henryk III głogowski atakuje Starszą Polskę od południa prezentując swoje prawa do tronu wynikające z wcześniejszej ugody z Przemysłem. Nie są to jedyni uczestnicy tej rozgrywki, gdyż ochotę na drugą koronę w swej kolekcji ma również Vaclav II Przemyślida, który rządzi Małą Polską po wyrwaniu jej z rąk Władysława, jednocześnie chrapkę na Pomorze Gdańskie ma rosnący w siłę Zakon Krzyżacki. Oprócz tych głównych aktorów politycznej rozgrywki o przyszłość Królestwa spotykamy olśniewającą królewnę Rikissę, córkę Przemysła II, kobiety Starej Krwi, kapłanów Trzygłowa, a także skrytobójców (zwanych „cichymi ludźmi”) maczających palce w wielu nienaturalnych zgonach tej epoki. Swoją obecność zaznacza również przebiegła Mechtylda Askańska z okrutnym margrabią Waldemarem. Jakub Świnka – jedna z głównych postaci pierwszej części - przesuwa się na dalszy plan, choć to on przechowuje ideę „niewidzialnej” piastowskiej korony, jest jej strażnikiem mimo niekorzystnych okoliczności dziejowych. Pojawia się też jego przeciwieństwo – biskup krakowski Jan Muskata, zaprzedany obcej władzy i goniący za bogactwem. Są i Zarembowie, pierwszy ród Starszej Polski, zaangażowani w wiele intryg mających wpływ na losy Królestwa. Krótko mówiąc: dzieje się!

Momentów dziejowych było w polskiej historii wiele. Lata 1296-1306, kiedy toczy się akcja tej książki, właściwie nic nam nie mówią, nie kojarzą się z żadnym ważnym wydarzeniem historycznym. A jednak autorka uświadamia nam, jak wiele ważnych zdarzeń miało miejsce właśnie wtedy, gdy wykuwało się poczucie przynależności do jednego narodu, gdy Polska bezpowrotnie straciła Śląsk i prawie bezpowrotnie Pomorze, o Pomorzu Zachodnim nie wspominając. To wtedy również zgasła czeska dynastia Przemyślidów ustępując miejsca potędze Habsburgów i Luksemburczyków. Elżbieta Cherezińska przedstawiła nam pasjonującą opowieść umiejscowioną w trudnym dziejowo momencie dla Polski, dla idei zwartego i niepodzielnego Królestwa. Czytając o wydarzeniach historycznych rozgrywających się w tych latach mamy poczucie zagubienia w podejmowanych przez kolejnych książąt i królów działaniach, tymczasem autorka mocą swego pióra ożywia te zapomniane postacie prezentując ciekawe portrety psychologiczne, potrafi również jasno i precyzyjnie pokazać racje polityczne każdej ze stron w toczącej się grze o władzę i o koronę. 

Głównym bohaterem tej książki jest dla mnie bezsprzecznie Władysław Karzeł, którego przemianę w Łokietka obserwujemy na kartach tej powieści. Przemianę symboliczną i zwiastującą drogę do wielkości początkowo zaperzonego i gorącokrwistego kujawskiego księcia. Władysław roztrwonił i zaprzepaścił to, co początkowo otrzymał jako dziedzic Przemysła. Przez kilka długich lat przebywał na wygnaniu i jest to dla niego okazja do przewartościowania swoich poglądów, zebrania sił i powrotu do walki o najważniejsze cele: jedność Królestwa i jego siłę pozwalającą odeprzeć ataki wrogów. Władysław Łokietek dojrzewa na naszych oczach, aby stać się godnym dziedzicem Przemysła II, wyraźnego ulubieńca Elżbiety Cherezińskiej, którego duch jest nadal w książce obecny i patronuje działaniom przywracającym Polsce koronę będącą symbolem jedności i siły. Rikissa, jego córka, która była podwójną królową czeską i polską, jest - obok Jadwigi, żony Władysława i siostry stryjecznej Przemysła II - jedną z głównych bohaterek „Niewidzialnej korony” i to niezwykłą. Jej radość życia, optymizm i czar rozbraja wszystkich. Nie wątpię więc, że pojawi się ona również w kolejnej części trylogii. 

Wielu recenzentów porównuje ten cykl do „Gry o tron” i tak jest z pewnością, zaznaczyć jednak należy, że polska pisarka trzyma się dość wiernie wydarzeń historycznych dopasowując do nich swoje pomysły narracyjne, tymczasem George R. R. Martin mógł puścić wodze fantazji praktycznie bez ograniczeń. Czytając „Niewidzialną koronę” nasunęło mi się również porównanie cyklu o Piastach z „Królami przeklętymi” Maurice’a Druona, który w fascynujący sposób przedstawił okres panowania ostatnich władców ze starszej linii Kapetyngów wzbogacając dane historyczne o elementy fikcyjne. Ale porównania to rzecz mniej istotna. Cykl piastowski Elżbiety Cherezińskiej jest dziełem autonomicznym i oryginalnym, opartym na naszych dziejach i warto je czytać! 

Wydaniem „Korony śniegu i krwi” autorka ustawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko, śmiem jednak twierdzić, że „Niewidzialna korona” nie tylko dorównuje poprzedniej części cyklu, ale jest nawet lepsza i dojrzalsza od niej. Sylwetki psychologiczne bohaterów są bardziej dopracowane, zniknęły wulgaryzmy, które mnie nieco drażniły w "Koronie...", odniosłam również wrażenie, że obecność elementów magicznych uległa zmniejszeniu na rzecz typowo ludzkiego dążenia do zdobycia władzy i potęgi. Korekta także spisała się lepiej niż poprzednio, gdyż znalazłam w tekście jedynie kilka literówek*. Jest tam oczywiście wiele elementów dodatkowych będących wytworem bogatej wyobraźni autorki, ale to jest beletrystyka, a nie dzieło naukowe i dzięki temu książkę czyta się rewelacyjnie. Nawiasem mówiąc, obie książki tego cyklu to niemal gotowy materiał na scenariusz filmowy. I tylko wypada żałować, że taki film czy serial nie powstanie w dającej się przewidzieć przyszłości, gdyż żaden z polskich producentów nie ma pieniędzy, aby takie przedsięwzięcie sfinansować.

Ile bym gładkich słówek nie napisała o tej książce i tak nie oddam pełni emocji, które we mnie wzbudziła. Pisarce gratuluję świetnego pomysłu, znakomitego przygotowania faktograficznego i rozbuchanej wyobraźni. Dokonała rzeczy wydawałoby się niemożliwej: wyzwoliła z naszych dziejów potencjał prawdziwie magiczny i tchnęła życie w zapomniany okres historii Polski ożywiając naszych władców, dzięki którym podtrzymana została idea niepodzielnego Królestwa Polskiego. Czekam niecierpliwie na
trzeci tom cyklu, którego głównym bohaterem będzie ponownie Władysław Łokietek.


(…) Królestwo to coś więcej niż król. To dobro wspólne.” (s. 336)


* najbardziej rzuciły mi się w oczy pomyłki na s.571 gdzie Władysława pomylono z Wacławem i na s.612 gdy Radziejów pomylono z Radziejowicami


Za udostępnienie egzemplarza do lektury uprzejmie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka




 Elżbieta Cherezińska (ur. 1972) - z wykształcenia teatrolog. Jest autorką niezwykle poczytnych i zbierających doskonałe recenzje książek historycznych: "Gra w kości" (2010),  "Korona śniegu i krwi" (2012), "Legion" (2013). Oficjalna strona internetowa pisarki: http://www.cherezinska.pl/

Źródło zdjęcia



Autor: Elżbieta Cherezińska
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 766



czwartek, 17 lipca 2014

Michael Crummey, Dostatek





Choć jakiś czas temu zakończyłam lekturę „Dostatku”, to nadal jeszcze pozostaję myślami przy bohaterach tej świetnie napisanej sagi rodzinnej. Ta książka dostarczyła mi wielu emocji i pozwoliła na uczestnictwo w niezwykłym świecie dwóch osad rybackich w Nowej Funlandii naznaczonych rywalizacją i wrogością pomieszaną z podziwem. Rywalizacja toczy się głównie między dwiema rodzinami, których protoplastami byli imponująca wewnętrzną siłą Wdowa Devine i Królówka Sellers - miejscowy bogacz i właściciel większości terenów. Ich emocjonalny związek ma wpływ na bieg wydarzeń dwóch osad: Paradise Deep i Trzewia, ale nie tylko. Na tej surowej i nieprzyjaznej ludziom ziemi toczy się codzienna walka o byt i możliwość przeżycia. Te tereny to również miejsce rywalizacji dwóch wyznań: protestantyzmu i katolicyzmu, który niedługo przed rozpoczęciem opowieści został dopuszczony do legalnego „obiegu” religijnego. 

„To było najdziwniejsze ze wszystkich sformułowań, które poznał na wybrzeżu. Now the once. To jakby powiedzieć: już niekiedyś. Teraźniejszość spleciona z przeszłością, a znaczy niedługo, trochę później, w jakimś bliżej nieokreślonym czasie w przyszłości. Jakby ostatecznie nie było żadnej różnicy, jakby czas był tylko jedną chwilą nieustannie zataczającą kręgi wokół siebie samej.” (s. 348)

 
Akcja książki obejmuje bez mała dwieście lat przedstawiając panoramę życia w surowych okolicznościach przyrody oferowanych przez Nową Funlandię. Z mieszkańcami obu osad spotykamy się w okresie głodu, gdy na wybrzeżu ląduje wieloryb, którego śmierci wszyscy mieszkańcy oczekują z utęsknieniem w nadziei na mięso, które zapewni im przeżycie. Gdy wdowa Devine nożem rozcina skórę zwierzęcia wysuwa się z nich nagi jasnowłosy mężczyzna. Ku osłupieniu wszystkich żyje, ale wydziela z siebie odór ryby. I tak niemy Juda (chodziło o Jonasza, ale niedostateczna znajomość Biblii spowodowała nadanie innego biblijnego imienia) zamieszkuje w wiosce stając się jej stałym elementem, a nawet talizmanem gwarantującym obfite połowy i dostatek. 

Nie wiemy i nie dowiemy się, kim był Juda, za to poznajemy całą galerię postaci zamieszkujących dwie osady. Zapada w pamięć tajemnicza wdowa Devine, jej nieodrodna wnuczka Mary Tryphena, korzystający z życia ile wlezie ojciec Phelan, wędrowny katolicki ksiądz i wielu, wielu innych. Ich doświadczenia życiowe i historie, które opowiada Crummey są tak pełne niesamowitych wydarzeń, że gdybym streściła je po kolei swoimi słowami mogłyby uchodzić za dziwactwo w najczystszej postaci ocierające się o jakieś niepokojące zjawisko psychologiczne. Ale na szczęście dla czytelników opowiadającym jest Michael Crummey, który te historie postawi przedstawić i realistycznie, i magicznie, i z odniesieniami do Biblii. 

Ważnym elementem czy też raczej rekwizytem tej opowieści przewijającym się niemal przez całą książkę jest Biblia Jabeza Trima wyłowiona z brzucha wieloryba, w której tekst był częściowo nieczytelny i przez wiele lat mieszkańcy nie dowiedzieli się m.in. jak zakończyła się historia Abrahama i jego syna Izaaka. Ta księga będąca symbolem tej społeczności wiąże tych ludzi i ich życie w nierozerwalną całość. Równie symboliczna jest scena, gdy jeden z bohaterów z narażeniem życia ratuje książki z tonącego statku, które stają się trzonem jego domowej biblioteki.

Ogromnym atutem jest umiejscowienie akcji w Nowej Funlandii, która jest dla nas ziemią nieznaną, a wychowany tam Crummey zna jej legendy, które stały się punktem wyjścia do niesamowitych historii opowiedzianych w książce. Trudny klimat, nierozerwalna więź z morzem i rybactwem stanowią cechy konstytutywne tej ziemi. Dla przybyszów z zewnątrz to właściwie czysta egzotyka, co potwierdzają przemyślenia jednego z bohaterów książki, doktora Newmana, amerykańskiego lekarza, który osiadł w tym zapomnianym przez Boga i ludzi zakątku.

„Kraj, który Newman opisywał w Connecticut, Bostonie czy Nowym Jorku, nawet jemu zdawał się nieprawdopodobnie odległy. Nowa Funlandia wydawała się zbyt sroga i groźna, zbyt prowokacyjna, zbyt ekstrawagancka, dziwaczna i przerażająca, by mogła być prawdziwa. Nieraz zaczynał podejrzewać, że już nigdy nie zobaczy tego miejsca, że istnieje ono tylko i wyłącznie w opowieściach, które nosił w głowie.” (s. 206)

Nieco krzywdzące jest uznanie Crummeya jedynie za naśladowcę Gabriela Garcii Marqueza. On rzeczywiście odwołuje się do swojego mistrza, ale jego książka to dzieło zupełnie autonomiczne. Nie powstało z prostego przeniesienia akcji z Meksyku do Nowej Funlandii. Jest to wspaniała opowieść, wciągająca, zaskakująca i zastanawiająca. Jest tam miłość, nienawiść, zdrada i cała gama innych uczuć. 

Crummey kreśli dzieje dwóch rodzin z pasją, jest to pięknie opowiedziana historia ze zmieniającymi się planami czasowymi, ale kunszt pisarza sprawia, że to zupełnie nie przeszkadza czytelnikowi w śledzeniu historii kilku pokoleń bohaterów. Jestem pełna podziwu dla Crummeya za tak umiejętne wykreowanie świata, który hipnotyzuje, przeraża, zadziwia, odpycha i… czaruje.



 Michael Crummey (ur. 1965) - kanadyjski poeta i prozaik. Wiersze zaczął pisać w czasie studiów. Pierwszy tomik poezji "Arguments with gravity" wydał w 1996 roku i od razu został nagrodzony Writer's Alliance of Newfoundland and Labrador Book Award for Poetry. Crummey jest autorem trzech powieści. Pierwszą, River Thieves, opublikował w 2001 r. - książka od razu zyskała status bestsellera i została nagrodzona Thomas Head Raddall Award. Kolejna powieść, "The Wreckage" (wyd. pol. „Pobojowisko”) ukazała się na rynku w 2005 roku, a trzecia, "Galore" (wyd. Pol. „Dostatek”) , dwa lata później. Crummey w swojej twórczości opisuje historie osadzone w krajobrazie Nowej Fundlandii.

Autor: Michael Crummey
Tytuł oryginalny: Galore
Wydawnictwo: Wiatr od morza
Tłumacz: Michał Alenowicz
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 360

 

wtorek, 15 lipca 2014

Zofia Stulgińska, Czek bez pokrycia





Dwa pierwsze tomy wspomnień Zofii Stulgińskiej zyskały moje uznanie swoją wyrazistością, piękną polszczyzną i zapadającą w pamięć bohaterką. Z tym większą ochotą sięgnęłam po „Czek bez pokrycia”, który – jak mi się wydawało – będzie dopełnieniem historii życia Zofii. Spotkała mnie jednak niespodzianka, gdyż forma literacka tej książki jest odmienna od „Gruszek na wierzbie” i „Męża z ogłoszenia”

Zacznijmy od tego, że na stronie z dedykacjami autorka zastrzega, iż „Jest to opowieść o rozkojarzeniach wewnętrznych, o nieuświadomionych motywach postępowania, przede wszystkim zaś o samotności i odpowiedzialności. Przedstawione w tej książce osoby, przeżycia, sytuacje, fakty są autentyczne, wzięte z życia.” Potem okazuje się, że narratorem jest mężczyzna o imieniu czyli Filip (zwany Fipkiem), który na prośbę swojej apodyktycznej żony Marty opisuje dzieje ich małżeństwa oraz historię miłości ich przyjaciółki Ewy i Pawła. W Ewie S. można rozpoznać Zofię Stulgińską, choć przytaczane informacje biograficzne się nie zgadzają. Jednak cechy charakterologiczne, które czytelnicy poznali w poprzednich tomach, świadczą, że jest to właśnie alter ego autorki książki.

Fipek toczy swoją opowieść koncentrując się na analizie swojego małżeństwa z Martą, później zaś przedstawiając historię uczucia Ewy i Pawła. Ona jest kobietą samotną i egoistyczną, nienawidzącą swojej pracy, ale wykonuje ją na tyle dobrze, że mimo jej trudnego charakteru jest tam szanowana. Nie poznajemy jej losów wojennych. Historia toczy się w latach 60-tych XX w. (nawiasem mówiąc to kolejna nieścisłość biograficzna; Ewa S. w 1963 r. ma 54 lata, a Zofia Stulgińska - 61), kiedy to Ewę odwiedza jej kuzyn Paweł, artysta plastyk mieszkający w Krakowie z traumatycznymi doświadczeniami wojennymi i uwikłany w trudne małżeństwo. Ewa zakochuje się w nim głęboko i prawdziwie i uważa tę miłość nie tylko za ostatnią w życiu, ale za jedyną, taką, która zdarza się tylko raz. Czy ta miłość przyniesie jej szczęście i spełnienie, czy rzeczywiście Paweł stanowił jej drugą połówkę? 

Nie wiem, czym była spowodowana zmiana sposobu narracji zaproponowana przez autorkę. Czy była to jej próba zmiany stylu pisania, czy też nie chciała zbyt wiele ujawniać wykorzystując w postaci Ewy tylko niektóre cechy swojej osobowości? Nie wiem i już się nie dowiem, ale przyznam, że „Czek bez pokrycia”, choć dostarczył mi wiele bodźców do przemyśleń, to jednak pozostawił po sobie chyba najsłabsze wrażenie w stosunku do wcześniejszych części cyklu.

Fipek w roli narratora sprawuje się nieźle, chociaż momentami jest zbyt pedantyczny i koncentruje się na mało istotnych szczegółach, co było niekiedy denerwujące, ale generalnie ciekawie było obserwować tę analizę dwóch związków uczuciowych: Fipka pod pantoflem Marty oraz Ewę i Pawła, których związek wielokrotnie wystawiany był na próbę. Obserwując te „przypływy” i „odpływy” uczuć nie bez kozery przypomniałam sobie o koncepcji „dawców” i „biorców” miłości. Może dla Zofii Stulgińskiej ta miłość była tak szczególna, gdyż była ona ewidentnie stroną „dającą”, a w czasach przedwojennych była zdecydowanie „biorącą”? Nie jest to związek szczęśliwy i narrator, będący przyjacielem Ewy, wielokrotnie daje temu wyraz. Jednak uczucia dwojga ludzi nie da się zanalizować na zimno i choć wydaje się nam patrzącym z boku, że należałoby to szybko przerwać, to jednak nie my o tym decydujemy. 

Książka opisuje nieco realiów Warszawy powojennej i trudności życia codziennego. Zwraca też uwagę na „złą atmosferę pracy” u Fipka i Ewy, ale nie wchodzi w szczegóły tych trudności. Dość, że oboje nienawidzą chodzić do biura właśnie z uwagi na panujące tam stosunki i z utęsknieniem wyczekują emerytury. Jest też kilka fragmentów o odbudowie miasta i rozwoju stolicy, ale na szczęście trafiłam na nie może ze dwa razy, więc przyzwoicie jak na daninę dla systemu.;)

„Czek bez pokrycia” ukazał się już po śmierci autorki. Można czytać tę książkę zupełnie niezależnie od pozostałych wspomnień właśnie z uwagi na przyjętą formę literacką i brak odniesień do wcześniejszych tomów. Niemniej jednak, bogatszym przeżyciem jest przeczytanie wszystkich trzech części ukazujących panoramę życia od początku XX wieku aż do lat 60-tych w Rosji, Finlandii, niepodległej Polsce i w okresie siermiężnego PRL-u (lata 50-te i 60-te). Autorka pomija w swych wspomnieniach II wojnę światową oraz okoliczności rozstania z trzecim mężem. Być może nie chciała do nich wracać, w końcu nie wszystko jest na sprzedaż. 

Ta książka to analiza związków międzyludzkich, późnej dojrzałej miłości, a właściwie jej dwóch twarzy odbijających się jak w lustrze dzięki kontrastowym osobowościom nakreślonym przez Stulgińską. Cechą charakterystyczną są niejednoznaczne portrety głównych bohaterów, gdyż właściwie żadnego z nich nie da się lubić. Mnie najbardziej przypadł do gustu bohater drugoplanowy, niejaki Sawiszyn, przyjaciel Fipka, którego ten kompletnie nie dostrzegał pracując z nim w jednym miejscu przez wiele lat. Spotkali się i polubili zupełnym przypadkiem podczas konsumpcji cynaderek z kaszą w ulubionym barze. :) To też przykład, jak łatwo możemy stracić okazje poznania wartościowych ludzi przez swoje zadufanie i uprzedzenia.

„Czek bez pokrycia” to niezłe czytadło, choć nie pozbawione pewnych dłużyzn. Niewykluczone, że Zofia Stulgińska nie zdążyła dopracować swojego tekstu, ale i tak to jest ciekawa pozycja. Nie oferuje łatwych emocji i czarno-białej rzeczywistości. Polecam cały cykl, który pozwala poznać świat, który przeminął oraz wyrazistych bohaterów
 
 
 
 
Autor: Zofia Stulgińska
Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania: 1985
Liczba stron: 500
 
 
 

niedziela, 13 lipca 2014

Ulotne chwile (105)

 
Widok z balkonu zakładu fotograficznego Karola Beyera na Krakowskie Przedmieście i plac Saski (1861)
Z kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie
Kartka zakupiona podczas Warszawskich Targów Książki na stoisku Domu Spotkań z Historią







czwartek, 10 lipca 2014

Wspomnienie o Marcelu


Marcel Proust (10.07.1871-18.11.1922)


Proust

 
W półmroku sennej lampy jakieś dziwne cienie,
Zapach lekarstw duszący, twarz blada jak chusta.
To nic. To tylko zwykłe ostatnie zdarzenie,
I trudno, by dziwiło Marcelego Prousta.
 
Jak słońce, gasnąc w pysznych promieni efekcie,
Zachodzić się nie wzbrania i świecić nie żąda,
Tak on powoli opis poprawia w korekcie
Tej śmierci, którą widzi i wie, jak wygląda.

 
To nic. I może jutro siądą po wieczerzy
I książkę tę czytając ciszą nocnych godzin
Poczują nagle ciepło jak szczęście narodzin.
Albo wierzy się w życie, albo w śmierć się wierzy.
 
Jan Lechoń



Sandor Marai, Dziennik
Czytelnik, 2009

"Przed snem na chybił trafił, po długiej przerwie znów Proust. Zacząłem czytać roztargniony, nieuważny i nagle porwała mnie tajemna siła, która skomponowała to dzieło. Bo naprawdę boskiej siły było potrzeba nie tylko do stworzenia kameralnego klimatu powieści, lecz i do jej rozmiarów, do surowego materiału, do tych milionów liter. To tempo potrafiła wytrzymać nie tylko cudowna wrażliwa dusza Prousta, lecz także jego słabe, chore ciało. W takich chwilach zawsze ogarnia mnie wstyd. Nie ma usprawiedliwień - choroba, wojna światowa - wszystko to nieważne, gdy wzywa nas obowiązek pracy. Proust jest tego najlepszym przykładem; a ilu jeszcze innych..."

"Proust. Geniusz wybuchł w tym niemal kalekim ciele z taką siłą, że starł po drodze wszystko, co było w nim chore, i zmusił je do największego wysiłku umysłowego. Śmierć Prousta - to jakby umierał nieogolony anioł, który do ostatniej chwili przyciska do astmatycznej piersi harfę."
 

środa, 9 lipca 2014

Taka sobie zgadywanka :)


Jak sądzicie, kim jest ta pani? Jej figurę woskową odsłonięto w tym tygodniu i podobno jest najwierniejszym z możliwych wizerunków tej kobiety, której pisarstwo do dziś święci triumfy. Prace nad tą figurą trwały trzy lata i uwzględniały świadectwa współczesnych, które odnosiły się do jej wyglądu. 

Kto to może być??? :)



Aktualizacja

Marlow odgadł tę szybką zgadywankę. Gratulacje!!!
Powyżej możecie podziwiać konterfekt Jane Austen, który został zaprezentowany w Jane Austen Centre w Bath. Więcej informacji znajdziecie tu i tu. Prawda, że ten wizerunek jest nieco odmienny od najbardziej znanego portretu pisarki?


Źródło zdjęcia


wtorek, 8 lipca 2014

Marek Nowakowski, Nekropolis




Zmarły niedawno Marek Nowakowski był jednym z wybitnych współczesnych polskich pisarzy. "Nekropolis" to pierwsza jego książka, którą przeczytałam. Ta wydana w 2005 r. pozycja to wspomnienie ludzi i miasta, których już nie ma, którzy pojawiają się w naszej świadomości dzięki wspomnieniom pisarza snującego swoją opowieść.  
 
Marek Nowakowski jest naszym przewodnikiem po tym swoistym "mieście umarłych". Prowadzi nas on bowiem szlakiem nieistniejących lub mocno odmienionych warszawskich knajp, barów, restauracji, a raz nawet parku, w którym spotykał Juliana Stryjkowskiego, Włodzimierza Sokorskiego czy Ninę Andrycz. Przedstawia nam też ludzi, których już nie ma. Nowakowski wspomina swoich bohaterów, z których wielu żyje tylko w jego pamięci, a nie w pamięci współczesnych. Te krótkie rozdziały wiele mówią o bohaterach wspomnień, choć pisarz używa minimalistycznych środków opisowych. Pokazuje ich od tej banalnej, codziennej strony, choć mamy poczucie, że każdy człowiek to tajemnica nie dająca się opisać i zanalizować.

Bohaterem tych szkiców jest również Warszawa epoki socjalizmu. Warszawa, którą tłumy literatów przemierzają wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu natchnienia, a może tylko zapomnienia. Obraz stworzony przez autora jest barwny i pozwala wczuć się w atmosferę ówczesnej stolicy, skundlonej, pełnej ludzkich tragedii i wspomnień, a jednak tworzącej swój klimat na nowo.
 
Marek Nowakowski pisząc o swoich przyjaciołach i znajomych pisze też o sobie, o swoim dorastaniu. Ciekawym rozdziałem jest ten dotyczący konkursu na tekst poświęcony milicji. Chętnych było wielu, wystarczyło tylko wziąć pokaźną zaliczkę i nie pisać nic lub byle co. Choć wszyscy dookoła tak zrobili, autorowi w ostatniej chwili nie spodobała się ta wizja choćby tak drobnej współpracy z Milicją Obywatelską i odszedł z niczym. Frajer czy prawy człowiek? Nowakowski wspomina też, jak pisarze naciągali rozmaite redakcje na "delegacje", dzięki którym mogli pojechać do domu pracy twórczej w Oborach, w góry czy do Krakowa. Z sentymentem wspomina te drobne "kanty", które pozwalały młodym literatom wiązać koniec z końcem i przebywać w miejscach, które mogły być z jednej strony źródłem rozrywki w tym szarym świecie, a z drugiej - natchnienia.
 
Bardzo zaciekawił mnie również tekst poświęcony Julianowi Stryjkowskiemu, który swoje najciekawsze książki napisał wtedy, gdy sięgał do wspomnień z galicyjskiej prowincji. Inne tematy nie przyciągały większej uwagi krytyki i czytelników. Nowakowski analizuje też jego postawę po 1989 r., gdy prezentował on bałwochwalcze wręcz przywiązanie do środowiska "Gazety Wyborczej", co spowodowało ich oddalenie i rzadkie spotkania, co jednak nie zmieniło wysokiego zdania Nowakowskiego o pisarstwie i osobie Stryjkowskiego.

Lubię, gdy książka pozwala nam sięgnąć w głąb ludzkiej pamięci i odtworzyć nastrój przeszłości. Z przyjemnością dałam się poprowadzić Markowi Nowakowskiemu po meandrach i zaułkach socjalistycznej stolicy. Ta książka może być dobrym początkiem bliższej znajomości z twórczością pisarza.
 


Marek Nowakowski (1935-2014) - polski pisarz, publicysta i scenarzysta. Studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Debiutował w 1957 roku ogłoszonym na łamach "Nowej Kultury" opowiadaniem "Kwadratowy". W swojej twórczości zajmował się oficjalnie przemilczanymi obszarami życia, ludźmi z tzw. marginesu społecznego i z peryferii wielkomiejskich. Bohaterowie wielu jego utworów to ludzie skłóceni z prawem, złodzieje i przestępcy. Wydał m.in. zbiory opowiadań: Ten stary złodziej, Benek Kwiaciarz, Mizerykordia, Książę Nocy. Był też autorem Raportu o stanie wojennym i trzech zbiorów wspomnień o życiu w dawnej Warszawie Powidoki. W latach 90. wydał kilka książek w satyryczny sposób ukazujących rzeczywistość społeczną Polski z okresu transformacji ustrojowej: Homo Polonicus, Grecki bożek. Był współzałożycielem podziemnego pisma literackiego "Zapis" (1977).
 


Autor: Marek Nowakowski
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2005
Liczba stron: 232

niedziela, 6 lipca 2014

sobota, 5 lipca 2014

Post kawowy bez specjalnej okazji :)



Źródło zdjęcia



Espresso

Czarna kawa w kawiarnianym ogródku
gdzie stoły i krzesła barwne jak insekty.

To cenne schwytane krople
równie mocne co Tak i Nie.

Wynoszona z mrocznych kawiarni
patrzy w słońce bez mrugnięcia.

W blasku dnia punkt zbawiennej czerni
co szybko wlewa się w bladego klienta.

Niczym krople czarnej zadumy
które czasem wyławia dusza

dając ożywczy impuls: Naprzód!
Natchnienie by otworzyć oczy.

Tomas Tranströmer
tłum. M. Wasilewska-Chmura



czwartek, 3 lipca 2014

Natalka Babina, Miasto ryb





To moje pierwsze spotkanie z literaturą białoruską i szczerze powiem, że ta książka to jedno wielkie zaskoczenie i jej ocena nie jest łatwa. Podobny problem miał chyba autor opisu na okładce, bo ma się on nijak do zawartości treściowej książki. Ale po kolei. 

Akcja zaczyna się, gdy Ała, kobieta w sile wieku, przebywająca w domku swojej babci Makryni w Dobratyczach przepędza skutecznie atakującego ją czarta używając, że tak powiem, broni fizjologicznej, czyli podpaski nasiąkłej krwią menstruacyjną. Początek z gatunków mocnych, nieprawdaż? Potem to już jest jazda bez trzymanki. Ała wychowała się wraz ze swą siostrą bliźniaczką w Dobratyczach, wiosce nad Bugiem, gdzie obecnie mieszka po traumatycznych problemach i zawirowaniach, w jakie obfitowało jej życie. Jej przeżycia z przeszłości odsłaniane są stopniowo, ale chwila obecna nie nosi znamion spokojnego odpoczynku. Dzieje się wiele, a kolejne turbulencje obejmują: dwa morderstwa, szantaż szemranego biznesmena, bezprawne aresztowanie, fałszywe zeznania, poszukiwania skarbów w pasie nadgranicznym, a w tle wybory prezydenckie z jedynym słusznym kandydatem nachalnie promowanym przez państwową telewizję.

Wszystko jest opisane w tonie autoironicznym i ma posmak gorzkiej komedii, gdyż przedstawione w tonie lekko surrealistycznym wydarzenia nie są lekkie, łatwe i przyjemne, choć ton wypowiedzi mógłby to sugerować. Z naszej perspektywy niektóre sytuacje są wręcz niewyobrażalnie niesprawiedliwe i bezprawne. Ale rzeczywistość, w której żyje Ała, nie jest całym jej światem. Mamy tu również element fantastyczny, gdyż główna bohaterka odkrywa w sobie umiejętność przenoszenia się w czasie i obserwacji życia ludzi, którzy żyli tu na tej ziemi przed wiekami, w czasach unii brzeskiej i później. 

Autorka z miłością pisze o Dobratyczach, o swojej małej ojczyźnie. Z dużą dozą uczucia maluje też portrety mieszkańców jej rodzinnej wioski, ich życzliwość, dziwactwa składające się na wielobarwną mozaikę ludzką, która przyciąga uwagę i nie pozwala o sobie zapomnieć. 
Na okładce dość wyraźnie zaznaczone jest zdanie, że „to nie jest książka o Łukaszence”. Wspomina się też o „normalności” kraju: Internet w domu, dobrze funkcjonujące firmy. A tymczasem w książce tej „normalności” w sensie uznawanym przez obywateli demokratycznego kraju jak na lekarstwo. Być może ta zapowiedź z okładki jest „zasłoną dymną” dla autorki, która nadal mieszka na Białorusi, ale może też wynikać z faktu, że osoba opracowująca ten tekst nie czytała książki. 

Książka jest napisana specyficznym stylem, który summa summarum zyskał moje uznanie swoją jędrnością i autoironicznym wydźwiękiem. Dużą wartością są odwołania do historii tych ziem, mieszanki języków i kultur, choć w moim odczuciu zbyt mało jest tu odniesień do polskiego żywiołu i jego wpływu na wydarzenia historyczne kształtujące oblicze tych ziem, a jeśli już są wzmianki, to niezbyt pochlebne. Vide wspomnienie o osadzeniu człowieka w Berezie Kartuskiej za "wygadywanie na Piłsudskiego" czy wzmianka o akcji Wisła w Polsce. 

Czy to bajka, czy surrealistyczna opowiastka z nierealnym happy endem czy też próba pokazania specyfiki tych ziem i tego kraju, który ma coraz więcej problemów z własną tożsamością narodową, o czym świadczy wzrastający lawinowo odsetek ludności posługującej się jeżykiem rosyjskim kosztem białoruskiego, trudno powiedzieć. Niech każdy oceni samodzielnie. Wydaje mi się, że warto sięgnąć po tę książkę, jeśli szukamy czegoś świeżego i niestandardowego.

 


Natalia Babina (ur. 1966) - białoruska dziennikarka i pisarka ukraińskiego pochodzenia. Wychowywała się na pograniczu kultur białoruskiej, ukraińskiej i polskiej. Jest autorką powieści "Miasto ryb". Mieszka obecnie w Mińsku. Pisze po białorusku i ukraińsku.


Autor: Natalka Babina
Tytuł oryginalny: Рыбін горад
Wydawnictwo: Rebis
Seria: Salamandra
Tłumacz: Małgorzata Buchalik
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 304



wtorek, 1 lipca 2014

Jacek Komuda, Samozwaniec, t. 1



 
Możliwe, że z zawartości tego bloga nie można wysnuć wniosku, że historia jest moją pasją, ale kiedyś tak niewątpliwie było. W szkole historia była jednym z moich ulubionych przedmiotów. Przyznam jednak, że w mojej pamięci nie utrwalił się fakt Dymitriady i zdobycia Moskwy przez polskie wojska. Oczywiście podstawowe fakty znałam i znam, ale ten fragment historii nie był jakoś mocno artykułowany przez nauczycieli i nie podkreślano ewenementu tego zdarzenia. Gdy więc po wielu latach od ukończenia szkoły pojechałam do Moskwy przeżyłam swoisty szok, gdy niemal na każdym kroku natykałam się na wspomnienie tych lat, gdy Polacy rządzili na Kremlu. Widać, że ten moment w historii tkwi w naszych wschodnich sąsiadach jak cierń i z dumą pamiętają o ludziach, którzy przyczynili się do wypędzenia Polaków z Moskwy.

W polskiej literaturze – o ile mi wiadomo - Dymitriada również nie jest obecna, z tym większą ciekawością sięgnęłam po książkę Jacka Komudy poświęconą wyprawie Samozwańca. Cykl „Orły na Kremlu” składa się z czterech tomów, ja zapoznałam się z pierwszym z nich.

Głównym bohaterem jest szlachcic ziemi sanockiej, Jacek Dydyński, starszy syn Aleksandra Dydyńskiego i brat Przecława. Wraca on do rodzinnej wioski z wyprawy inflanckiej. Jeszcze nie wie, że uczestnicząc w jednej z walk na trakcie uwolni porwanego właśnie pretendenta do carskiego tronu podającego się za najmłodszego syna cara Iwana Groźnego, pozbawionego tronu przez Borysa Godunowa. Uwolnionego Dymitra traktuje niezbyt elegancko i dociera do domu, gdzie ostatnich dni dożywa jego ojciec. Na skutek rodzinnych zawirowań po śmierci Aleksandra Dydyńskiego Dydyński zmuszony jest wziąć udział w przygotowywanej właśnie wyprawie na Moskwę podejmowanej przez Dymitra i polskich wielmożów na czele z Jerzym Mniszchem, który planuje ożenek cara Dymitra z jego córką Maryną. Tom pierwszy kończy się, gdy wojska zebrane przez Samozwańca i popierających go magnatów wyruszają na Moskwę w 1604 roku. 

Książka jest napisana ciekawie, język stanowi mieszankę współczesnego języka polskiego i staropolskich określeń i zwrotów. Część nazw i zwrotów staropolskich jest zresztą wyjaśniona na końcu tomu. Współczesny czytelnik z przyjemnością zanurzy się w tej opowieści, w której nie brakuje elementów awanturniczych i przygodowych, aczkolwiek można się również sporo dowiedzieć o ówczesnych obyczajach dzięki rozbudowanym opisom pojawiającym się w tekście książki co pewien czas.

Autor umiejętnie pokazuje kontrast między stosunkami społecznymi w obu sąsiednich krajach: z jednej strony szlachecka Rzeczpospolita ze swoim prawem wyboru króla w trakcie wolnej elekcji oraz do współdecydowania o kierunku przyjmowanej przez dwór królewski polityki, z drugiej zaś Moskwa ze swym srogim jedynowładztwem i okrutnymi metodami władzy. 

Główny bohater jakoś mnie specjalnie nie zauroczył. Niejako mimowolnie nasuwają się porównania prozy Komudy z twórczością Sienkiewicza i bazując na tym porównaniu mogę jednak stwierdzić, że Dydyński i tak wydaje mi się dużo ciekawszy ze swymi szlacheckimi przywarami od posągowego Skrzetuskiego.

Czytałam „Samozwańca” z zainteresowaniem, aczkolwiek pod koniec miałam wrażenie nieco sztucznego rozciągania akcji, chyba w oczekiwaniu na kolejny tom przygód Dydyńskiego.;) Prawdę mówiąc, mimo rozpoczęcia wyprawy na Moskwę niewiele się dzieje w końcówce książki i z niecierpliwością oczekiwałam końca. Mam jednak przeczucie, że jeszcze wrócę do cyklu Jacka Komudy, gdyż jest to ciekawa literatura przygodowa osadzona w bardzo interesującym momencie historii Polski. Choć współcześnie jeszcze sobie z tego nie zdawali sprawy, opisywane wydarzenia doprowadziły w rezultacie do stworzenia moskiewskiej potęgi, co zaważyło na późniejszym losie Rzeczpospolitej.



Jacek Komuda (ur. 1972) - autor powieści i opowiadań historycznych osadzonych głównie w realiach Polski sarmackiej. Karierę pisarską rozpoczął w 1999 Opowieściami z Dzikich Pól. Bohaterem wielu jego opowiadań i powieści jest Jacek Dydyński – małopolski szlachcic-awanturnik. W 2009 rozpoczął cykl powieściowy „Orły na Kremlu”, którego głównym bohaterem jest właśnie Dydyński, a akcja dzieje się podczas wyprawy Dymitra Samozwańca na Moskwę w latach 1604-1606. W 2009 otrzymał nagrodę im. Leonida Teligi za marynistyczną powieść Galeony wojny. Jest współautorem gry fabularnej Dzikie Pola oraz scenariusza do gier komputerowych Wiedźmin i Earth 2160.



Autor: Jacek Komuda
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 488

 

Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...