środa, 25 lutego 2015

Gabrielle Zevin, Między książkami






Rzadko mi się to zdarza, ale po przeczytaniu kilku entuzjastycznych tekstów o tej książce skusiłam się na jej kupno. Niewątpliwie magnesem była opinia, że jest to lekka beletrystyka, ale z książkami w roli głównej. 

Książka odgrywa w życiu bohaterów niepoślednią rolę, ale trudno, aby było inaczej, skoro głównym bohaterem jest Ajay Fikry, właściciel małej księgarni na wyspie zwanej Alice Island. Co prawda miał on kiedyś ambicje naukowe, ale podążył za głosem serca i otworzył z żoną księgarnię. Jest to jedyny przybytek tego typu w okolicy, lecz Ajay nie może nazwać swego interesu nader dochodowym. Prawdę mówiąc jest średnio, choć udaje mu się wiązać „koniec z końcem”. Ajay jest dość zgryźliwym samotnikiem, spożywającym głównie mrożonki i nieprzepadającym za kontaktem z obcymi. W takim nastroju tkwi od śmierci żony, 1,5 roku przed rozpoczęciem akcji powieści. Gdy pewnego dnia w jego księgarni pojawia się nowa przedstawicielka handlowa jednego z wydawnictw, zastępująca zmarłego kolegę, do którego Ajay zdążył się już przyzwyczaić, nie traktuje zbyt przyjaźnie ani jej, ani książki, którą poleca. Tymczasem wkrótce potem dochodzi do kradzieży cennej książki stanowiącej nadzieję Ajaya na bezpieczną przyszłość, a do księgarni ktoś podrzuca dwuletnią dziewczynkę z prośbą o zaopiekowanie się nią… 

Nie chciałabym pisać więcej o wydarzeniach, które opisuje Autorka, bo mimo że książka liczy sobie zaledwie nieco ponad 250 stron, to sporo się dzieje na przestrzeni kilkunastu lat, choć siłą rzeczy wydarzenia traktowane są dość powierzchownie. Na pewno nie jest to typowa komedia romantyczna. Książkę czyta się szybko, Zevin stara się pokazać poważniejsze problemy niż tylko te związane z uczuciem dwojga bohaterów i nie uchyla się przed komizmem. Bardzo podobał mi się pomysł utworzenia policyjnego klubu dyskusyjnego, który omawiał kolejne kryminały i aż żal, że jego obrady pojawiają się w książce tylko raz. Na szczęście jego szef, poczciwy policjant Lambiase pojawia się na kartach książki częściej wnosząc pogodę ducha, optymizm i pewną flegmatyczność, również jeśli chodzi o ściganie przestępców. ;) Ciekawym elementem są zapiski umieszczone na początku każdego rozdziału opisujące różne opowiadania z komentarzem Ajaya. Są one napisane z konkretnego powodu, ale to się okaże na końcu. Znakomita większość tytułów, które omawia bohater, jest mi nieznana, więc być może utrudniało mi to identyfikację z poglądami bohatera. 

Trudno mi też pisać o kreacjach bohaterów w tej książce. Pozornie jest ich wielu, ale tak naprawdę tylko Ajay zyskał jakąś głębię. Reszta to dość papierowe charaktery, naszkicowane dość grubą kreską. Nawet Amelia, owa przedstawicielka handlowa, która ma do odegrania ważną rolę w życiu Ajaya, niespecjalnie się wyróżnia. Kompletnym nieporozumieniem jest za to, moim zdaniem, epizod z pojawiającą się jak meteor mamą Ajaya, która na starość odkrywa uroki liberalnego stylu życia.  

Omawianych w książce zagadnień mamy sporo, m.in. romans z nieodpowiedzialnym lowelasem i tragiczne efekty tegoż, nieszczęśliwe małżeństwo, zagadkę kryminalną, tajemnicę związaną z autorstwem książki, nieuleczalną chorobę. Specyficzną cechą tej historii jest fakt, że właściwie życie wszystkich bohaterów toczy się wokół książek. Z jednej strony jest to miłe sercu mola książkowego, ale po pewnym czasie zaczęło mnie to nieco drażnić. Wydaje mi się bowiem przesadne, gdy na pierwszej randce dwojga dojrzałych ludzi mówią oni wyłącznie o swoich preferencjach czytelniczych, a bohaterka rozważająca popełnienie samobójstwa stara się sobie przypomnieć, w jakiej to książce czytała o podobnym sposobie, jaki bierze pod uwagę. Trochę tego za dużo.

Chociaż więc lubię „książki o książkach” we wszelkich odmianach i rodzajach, to jednak ta książka wzbudziła we mnie raczej letnie uczucia. Można tę książkę przeczytać, można się wzruszyć, ale to wszystko jest jakieś letnie i powierzchowne. Może oczekiwałam zbyt wiele.



Autor: Gabrielle Zevin
Wydawnictwo: W.A.B.
Tytuł oryginalny: The storied life of A.J. Fikry
Tłumacz: Łukasz Witczak
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 268









sobota, 21 lutego 2015

Chwila przerwy


Źródło


Moi Drodzy Goście!

Jeśli czytacie te słowa, oznacza to, że udało mi się wyjechać na krótki zimowy urlop. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, co mnie bardzo cieszy!!! Może nie pisałabym o tym na blogu, bo jednak nie jest to ważne wydarzenie, ale ten wyjazd będzie dość specyficzny, gdyż przez tydzień będę kompletnie odcięta od internetu. Dawno mi się już taka sytuacja nie zdarzyła, ale mam nadzieję, że dzięki temu naprawdę wypocznę. :)
Podczas mojej nieobecności ukażą się na blogu dwa wpisy, żebyście o mnie nie zapomnieli, ale na ewentualne komentarze odpowiem po powrocie. :)

Mam nadzieję, że pogoda nas nie zawiedzie.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

środa, 18 lutego 2015

Celeste Albaret, Pan Proust




 
Marcel Proust jest autorem legendarnego, siedmioczęściowego cyklu powieściowego “W poszukiwaniu straconego czasu”, który z jednej strony znajduje się na wielu listach arcydzieł literackich, z drugiej zaś uchodzi często za dzieło zbyt trudne w odbiorze. Ten cykl zapewnił pisarzowi wieczną sławę i bezdyskusyjne miejsce w panteonie najsłynniejszych pisarzy. Eksperci ciągle piszą eseje i analizy dotyczące jego dzieła (polecam szczególnie teksty Anny Iwaszkiewiczowej, wielkiej admiratorki opus magnum Prousta), a dzieło wciąż jest obecne w przestrzeni kulturalnej, czego przykładem jest rozpoczęta najnowsza polska edycja „W poszukiwaniu straconego czasu”. 

A jakim człowiekiem był Marcel Proust? Krążyły rozmaite opinie na temat jego stylu życia. Wiadomo, że wywodził się z bardzo bogatej rodziny, że poważnie chorował na astmę, że zwłaszcza w ostatnich latach życia żył „na odwrót”: w dzień spał, w nocy pracował. Wokół jego zwyczajów narosło wiele mitów, tymczasem najwięcej wiedziała o nich jego opiekunka i służąca – Celeste Albaret.

„Dzisiaj zrozumiałam – praca pana Prousta, jego zupełne poświęcenie się dziełu polegały na tym, że dobrowolnie wytrącił się z czasu, aby go lepiej odnaleźć. Kiedy czas przestaje istnieć, nastaje cisza. Potrzebna mu była cisza, bo chciał słyszeć tylko te głosy, które miały się odzywać w jego książkach.” (s. 74)

Wkroczyła ona w jego życie w 1913 r., gdy wyszła za mąż za Odile’a Albaret, ulubionego kierowcę Marcela Prousta. Po przyjeździe do Paryża z mężem została przedstawiona pisarzowi. Powoli stawała się coraz ważniejszą częścią skromnego kręgu osób, które otaczały pisarza. Początkowo zajmowała się dostarczaniem korespondencji „pana Prousta” (tak go właśnie nazywała) w mieście, a po wybuchu wojny i odejściu jego kamerdynera i męża Celeste na front, okazała się osobą niezbędną do zapewnienia pisarzowi poczucia komfortu i takiego poziomu opieki, jakiego wymagał. A jego wymagania były nader nietypowe, począwszy od kompletnie odwróconego trybu dnia i nocy aż po drobiazgi dotyczące choćby parzenia kawy.

Przez ostatnie osiem lat życia Marcel Proust coraz bardziej oddawał się pracy nad ukończeniem swojego dzieła. Jeśli wychodził na przyjęcia, to głównie po to, aby zdobyć dodatkowy materiał (oparty na szczegółowych obserwacjach uczestników spotkań) do swojego dzieła. Z ludźmi spotykał się tylko wtedy, gdy uznał to za konieczne dla dobra jego książki. 

„Prawda życia mieści się w obserwacji i w pamięci, inaczej przeminie bez śladu. Żeby uczynić moje postacie prawdziwymi, włożyłem w nie wszystkie moje obserwacje i całą moją pamięć. Jeśli mają być prawdziwe, to muszą być kompletne. Dlatego ubrałem je i uczesałem zgodnie z tym, co zapamiętałem obserwując tyle innych osób w moim życiu.” (s. 321)


 
"Widok Delft" Vermeer
Źródło zdjęcia
Kolejny fragment obrazuje z kolei jego przywiązanie do szczegółu i dążenie do perfekcji, które odnalazł w jednym z obrazów Vermeera.

„W związku z jego dziełem I sposobem pracy, zafrapowało mnie bardzo zdanie, które powiedział kiedyś o obrazie Vermeera przedstawiającym pejzaż z Delft z tym słynnym fragmentem żółtego muru – a Bóg jeden wie, jak często do tego wracał. Było to pod sam koniec, kiedy znowu obejrzał ten obraz w muzeum Jeu de Paume. Wrócił zupełnie wyczerpany. W nocy powiedział mi – a w jego spojrzeniu była taka ekstaza, jakby jeszcze miał przed oczami obraz Vermeera:
- Ach, Celesto, nie wyobrażasz sobie tej precyzji, tej perfekcji! Najdrobniejsze ziarenko piasku! Malusieńka kropka to różowości, to zieleni… Jak to zostało wypracowane! Będę musiał jeszcze pracować i pracować, dodawać ziarnka piasku.” (s. 351)
 

 
Celeste swoim oddaniem i wiernością zdobyła jego zaufanie, dzięki czemu jej relacja stanowi nieocenione źródło dla tych, którzy chcieliby się dowiedzieć, w jakich warunkach powstawało to niezwykłe dzieło i które osoby z ówczesnego „wielkiego świata” stanowiły inspirację Prousta. Niewiele brakowało, aby te wspomnienia w ogóle nie zostały spisane. Po śmierci „pana Prousta” Celeste nie rozmawiała z nikim, nie zdradziła sekretów swojego chlebodawcy, z którym łączyła ją bardzo mocna więź, któremu była oddana i wierna mimo jego dziwacznych niekiedy wymagań i zwyczajów. Dopiero pięćdziesiąt lat po jego śmierci, gdy sama była ponad 80-letnią staruszką, zdecydowała się na opisanie swojego życia z „panem Proustem”. Jej zwierzeń wysłuchał i ubrał w formę Georges Belmont. Celeste postanowiła przerwać milczenie, aby dać odpór rozmaitym kłamstwom, które były publikowane po śmierci pisarza przez ludzi, którzy nie znali go naprawdę bądź ich znajomość z nim była powierzchowna.

Celeste to strażniczka pamięci o Prouście. W swoich wspomnieniach obala nieprawdy i przeinaczenia, które zostały wypowiedziane na jego temat i choć czasami jest w tym dążeniu może zbyt gorliwa (według niej nie ma mowy, aby Proust miał skłonności homoseksualne) to siła jej oddania i wierności budzi szacunek. Śmiem przypuszczać, że w dużej mierze dzięki jej opiece pisarz mógł ukończyć swoje dzieło prowadząc odmienny od reszty ludzkości tryb życia, do czego ona się całkowicie przystosowała.

Czytając tę książkę byłam pewna, że Marcel Proust w osobie Celeste odnalazł osobę, której predyspozycje psychologiczne, takt i dyskrecja pozwoliły na dokończenie jego „opus magnum”. Jestem niemal pewna, że gdyby nie miał zapewnionej takiej opieki z jej strony, takiego poświęcenia, funkcjonowania właściwie tylko na jego potrzeby, to nie mógłby prowadzić tego rodzaju życia, jaki wybrał. Celeste, nie dość, że sprostała jego wymaganiom, to jeszcze nie krytykowała ich w najlżejszym stopniu, gdy tymczasem nam te zasady wydają się co najmniej dziwaczne. Była wierna do końca. Można żałować, że nie skorzystała z rady swojego chlebodawcy i nie prowadziła zapisków dziennych, co byłoby bardzo interesujące dla wszystkich zainteresowanych życiem pisarza, ale i tak te wspomnienia spisane po 50 latach od śmierci przynoszą wiele interesujących szczegółów. W słowach pani Albaret można odczytać głębokie przywiązanie do pana Prousta i choć czasem nazywa go tyranem, wymagającym natychmiastowego spełniania jego życzeń, to jednocześnie usprawiedliwia to chorobą i misją stworzenia dzieła, które będzie pomnikiem jego twórcy. Jak sam mówił:

“Widzisz, Celesto, chciałbym, aby moja książka była w literaturze jak katedra. Dlatego ciągle nie widać końca. Nawet, gdy jest zbudowana, trzeba ją ciągle ozdabiać tym i owym, tu witraż, tam kapitel, gdzie indziej mała kapliczka z posążkiem w kącie.” (s. 305)

Kilka lat temu przeczytałam wszystkie tomy „W poszukiwaniu straconego czasu”, ale była to lektura podparta dość ogólną wiedzą. Sądzę, że po lekturze wspomnień Celeste wiele fragmentów przemówiłoby do mnie mocniej i wyraziściej. Niewykluczone więc, że wrócę do tego dzieła, ale za jakiś czas. Może to dobra lektura na emeryturę?


Autor: Celeste Albaret
Tytuł oryginalny: Monsieur Proust
Wydawnictwo: Czytelnik
Tłumacz: Ewa Szczepańska-Węgrzecka
Rok wydania: 1976
Liczba stron: 479

 

poniedziałek, 16 lutego 2015

Pamiętajmy o Czesławie Niemenie


Czesław Niemien (16.02.1939 - 17.01.2004)
Źródło zdjęcia

Dziś mija 76 rocznica urodzin Czesława Niemena (właściwie Czesława Wydrzyckiego). Od 11 lat nie ma go z nami. Na szczęście pozostała jego muzyka, która jest ponadczasowa i potrafi wzruszać do dziś. Temu artyście, urodzonemu w Starych Wasiliszkach koło Nowogródka (obecnie Białoruś), muzyka towarzyszyła od dzieciństwa, najpierw śpiewał w chórze kościelnym, potem uczęszczał do szkoły muzycznej w Grodnie. W 1958 r. jego rodzina została przesiedlona do powojennej Polski w ramach ostatniej fali masowych wysiedleni Polaków z Kresów Wschodnich.
 
Zawsze szedł własną drogą nie ulegając modom i trendom, to raczej on zadziwiał swoją wizją muzyki, skalą głosu i potęgą talentu. W 1999 r. w plebiscycie tygodnika Polityka Niemen został wybrany polskim artystą wszechczasów. Takiej osobowości nie można zastąpić, wspomnijmy go dzisiaj słuchając jego muzyki...






niedziela, 15 lutego 2015

Ulotne chwile (136)


Gdańsk, Długi Targ z fontanną Neptuna, ok. 1895 r.
"Kolekcja widokówek Gdańska"
Ze zbiorów Biblioteki PAN



czwartek, 12 lutego 2015

Kazimierz Przerwa-Tetmajer (12.02.1865-18.01.1940)


Źródło zdjęcia


Kazimierz Przerwa-Tetmajer

Poeta, powieściopisarz, nowelista. Urodził się dokładnie 150 lat temu - 12 lutego 1865 r. w Ludźmierzu. Rozpoczął studia na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, które dokończył w Heidelbergu. Dziennikarz i współredaktor "Kuriera Polskiego". Od 1896 r. podróżował po Europie, a po I wojnie światowej mieszkał w Krakowie, Zakopanem, aż wreszcie osiadł w Warszawie. W 1921 r. został prezesem Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy. Został również honorowym członkiem Polskiej Akademii Literatury. Pod koniec życia zmagał się z chorobą psychiczną. Zmarł 18 stycznia 1940 r. w Warszawie.
 

 A kiedy będziesz moją żoną

A kiedy będziesz moją żoną,
umiłowaną, poślubioną,
wówczas się ogród nam otworzy,
ogród świetlisty, pełen zorzy.

Rozwonią nam się kwietne sady,
pachnąć nam będą winogrady,
i róże śliczne, i powoje
całować będą włosy twoje.

Pójdziemy cisi, zamyśleni,
Wsród złotych przymgleń i promieni,
pójdziemy wolno alejami,
pomiędzy drzewa, cisi, sami.


Gałązki ku nam zwisać będą,
narcyzy piąć się srebrną grzędą
i padnie biały kwiat lipowy
na rozkochane nasze głowy.

Ubiorę ciebie w błękit kwiatów,
niezopominek i bławatów,
ustroję ciebie w paproć młodą
i świat rozświetlę twa urodą.

Pójdziemy cisi, zamyśleni,
wśród złotych przymgleń i promieni,
pójdziemy w ogród pełen zorzy,
kędy drzwi miłość nam otworzy.


Lubię kiedy kobieta

Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu,
kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu,
gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie
i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.

Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi,
gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem
i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.

I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania
przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania
zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia,
gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia. 

Lubię to -i tę chwilę lubię, gdy koło mnie
wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie,
a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata
w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.


Szukałem Ciebie... 

Szukałem Ciebie pośród kobiet roju,
czekałem Ciebie o każdej godzinie
i pełen byłem trwóg i niepokoju,
że zanim przyjdziesz, życie moje minie.
Bo nie wątpiłem, że jesteś, że moje
oczekiwanie nie jest czczym złudzeniem,
że niedaleko gdzieś od Ciebie stoję
z moją tęsknotą, nadzieją, pragnieniem.
Od lat już całych niewidzialnym cieniem
byłem przy Tobie, szukając daremnie
w kobietach Ciebie, coś istniała w mnie.
Ciebie poczułem przed dawnymi laty,
gdy głos w noc cichą zabrzmiał mi nad głową,
a mnie się zdało, że się sypią kwiaty,
że kwiatem na mnie pada każde słowo...
Lata tęskniłem za taką rozmową
i latam czekał, aż się znów powtórzy...
Przyszła - przebrzmiała, jak więdnie liść róży
z kochanej ręki, który barwą bladą
długo swój dawny szkarłat przypomina,
z którym się kończy dzień i dzień zaczyna
i z którym wreszcie na sercu w grób kładą


 


Kazimierz Przerwa - Tetmajer 

wtorek, 10 lutego 2015

E. L. Doctorow, Jezioro Nurów





Ostatnio w swoich wyborach czytelniczych oddaliłam się nieco od beletrystyki preferując literaturę wspomnieniową. Ale podczas jednej z ostatnich wizyt w bibliotece postanowiłam zabawić się w swoiste „chybił trafił” i w ten sposób w moje ręce trafiło „Jezioro Nurów” E.L. Doctorowa. Czy było to trafienie w „szóstkę”?

Akcja tej wydanej w 1980 r. książki toczy się w latach 30-tych XX w. podczas Wielkiego Kryzysu. Głównym bohaterem jest Joe Paterson, młody chłopak, który chce się wyrwać ze swojego środowiska. Po odejściu z domu trafia m.in. do wędrownej trupy cyrkowej; gdy pewnej nocy przed jego oczami przejeżdża prywatny pociąg, a w nim widzi cudnej urody dziewczynę, postanawia podążyć jego śladem. W ten sposób dociera do położonej nad jeziorem Nurów posiadłości Bennetta, bogatego przedsiębiorcy, gdzie zatrzymuje się przez pewien czas poznając Warrena Penfielda, poetę i tamtejszego rezydenta, którego koleje życia można potraktować jako lustrzane odbicie Joe. Odnajduje tam też dziewczynę…

Pierwszym skojarzeniem, jakie przywodzi mi na myśl ta książka jest jej trudność formalna. Muszę przyznać, że bez problemu mogę ją określić jako „eksperymentalną”, gdyż narracja zaskakuje czytelnika niemal na każdej stronie. Oczywiście, jest ona nielinearna, prowadzona w sposób zmienny, a więc w jednym rozdziale występuje narrator opisujący akcję z pozycji bohatera, by w następnym rozdziale, podjętym w momencie zakończenia poprzedniego fragmentu, przejść na narratora w trzeciej osobie. Odnajdziemy tu również elementy tzw. „strumienia świadomości”, a także poezji. Te ostatnie formy narracji dotyczą głównie przeżyć Warrena Penfielda będącego drugim pod względem ważności bohaterem tej książki. Z powyższych względów miałam niejakie trudności we wgłębieniu się w treść, gdy jednak przywykłam do stylu narracji mogłam oddać się lekturze tej naprawdę interesującej książki.

Z jednej strony możemy zobaczyć mroczną stronę Wielkiego Kryzysu Ameryki, gdy wielcy przedsiębiorcy wyzyskują robotników do cna używając do tego celu armii łamistrajków, „wtyczek” w kierownictwie związków zawodowych i sił policyjnych. W pamięci pozostaje nam niecny proceder wykorzystywania w najgorszy możliwy sposób istot upośledzonych, „dziwadeł”, uchodzących za atrakcje objazdowych cyrków. Opisy, zwłaszcza te dotyczące rzeczywistości prowincjonalnego cyrku, należą do najbardziej naturalistycznych w tej książce.

Z drugiej strony, można też być świadkiem niebanalnej historii aktywnej jednostki obdarzonej nieposkromioną chęcią wyrwania się z przypisanego sobie otoczenia i dążącej do ziszczenia swych marzeń. Joe Paterson jest młodzieńcem przepełnionym wolą życia i stara się nie pozostać w jednym miejscu. Wykorzystując swoje zdolności, bezczelność i spryt chce zmienić swoje życie może poprzez dotarcie do wymarzonej Kalifornii, a może do osiągnięcia wolności wewnętrznej, która jest niezależna od miejsca zamieszkania i którą mu radzi Bennett, właściciel jeziora Nurów tymi słowy:
 
„Wyskrob sobie miejsce na świecie, zajmij je, urządź się w nim, ale niech będzie zgodne z twoją naturą. Możesz zarządzać wielką korporacją albo zbierać stokrotki w polu, obojętne, co człowiek robi, byle to robił dobrze, byle żył pełnią życia, jakiekolwiek ono jest, byle był sobą. Jeżeli ci się to uda, to powiem ci, że zrobiłeś więcej niż większość ludzi na świecie.” (s. 127)

Warren Penfield jest w moim odbiorze odwrotnością postaci Joe. Gdy ten ostatni jest aktywny, podstawową cechą Penfielda jest bierność; gdy Joe nie zadowala się „małą stabilizacją”, Penfield nie widzi sensu rezygnacji z oferty gwarantującej mu spokojne życie; gdy Joe chce się wyrwać w świat z posiadłości Bennetta i jest ona dla niego jakby początkiem jego drogi, Penfield – którego życie było pełne dramatycznych zwrotów, czego dowiadujemy się z retrospektywnych zapisów – zmierzał jakby do tego miejsca, które dla niego oznaczało schyłek, dla Joe to zaś początek jego drogi. Jezioro Nurów jest kwintesencją pragnień obu bohaterów. Penfield zadowala się okruchami z pańskiego stołu, dla Patersona to marzenie, do którego dąży, to również miejsce, z którego poszybował w górę, które ucieleśniło jego marzenia. Książka kończy się dość niejednoznacznym podsumowaniem „amerykańskiego snu”, ale dobra literatura potrafi nadać życiu wiele odcieni szarości i to jest w niej piękne.

Nie jest to książka łatwa w odbiorze, wręcz przeciwnie! Sądzę, że wielu czytelników może odłożyć ją z niesmakiem i z poczuciem rozczarowania, ja jednak odnalazłam w tej książce sporo prawdy o życiu. Oceniam ją jako bardzo ciekawe doświadczenie czytelnicze. Nie jest to może „trafienie szóstki” w Totka, nie mogłabym jej zaliczyć do kategorii arcydzieł, ale to naprawdę dobra i ambitna proza. Taka na piątkę.


Edgar Lawrence Doctorow (ur. 1931) - amerykański pisarz nagrodzony National Book Critics Circle Award, National Book Award i PEN/Faulkner Prize. Młodość spędził w Nowym Jorku, ukończył tam Uniwersytet Columbia. Wykładał literaturę na wielu amerykańskich uniwersytetach, działał w stowarzyszeniu twórczym Authors Guild of America oraz w amerykańskim Pen Clubie.

 

Autor: E. L. Doctorow
Tytuł oryginalny: Loon Lake
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Współczesna Proza Światowa
Tłumacz: Mira Michałowska
Rok wydania: 1991
Liczba stron: 296

 

niedziela, 8 lutego 2015

Ulotne chwile (135) i… nieco prywaty


"Wszystkie drogi prowadzą do domu"
Pocztówka, którą kupiłam w Brukseli


Dzisiejsze wydanie cyklu „ulotne chwile” obrazuje kartka, która mnie nieustannie zachwyca i wywołuje na mojej twarzy błogi uśmiech. Blog jest takim moim wirtualnym domem, uznałam więc, że dniu jego czwartych urodzin pokażę Wam tę właśnie pocztówkę.

Tak, to prawda. Cztery lata temu opublikowałam tu pierwszy wpis. Bez planowania, rozważania, po prostu pod wpływem impulsu. Chciałam robić coś, co będzie mi sprawiać przyjemność, da odskocznię od codzienności. I, choć rzadko się to zdarza, moje oczekiwania się spełniły. To miejsce daje mi wiele radości i pozytywnego „kopa”, co bardzo sobie cenię.

Bardzo dziękuję Wam - tym, którzy tu zaglądają i czytają moją pisaninę. Wasza obecność, kontakt z Wami sprawia mi wielką radość. Kłaniam się nisko i dziękuję!



źródło

piątek, 6 lutego 2015

Ostatnie zdania


Źródło zdjęcia


Dawno, dawno temu, we wcześniejszym poście zaprezentowałam Wam listę najlepszych - według The Guardian  - listę zakończeń książki. W dyskusji, która się rozwinęła padło dużo ciekawych spostrzeżeń na temat tego aspektu powieści, do którego dużej wagi nie przywiązywałam. Postanowiłam więc po długiej przerwie dorzucić kilka propozycji fraz i zdań kończących dzieło literackie. 


„Dziad podniósł się, spędził psy, poprawił torebek i wsparłszy się na kulach rzekł:
— Ostańcie z Bogiem, ludzie kochane.”



Władysław Stanisław Reymont, „Chłopi



„— Przegrałem własne szczęście!… Trzeba je stwarzać dla drugich — szepnął wolno i mocnym, męskim spojrzeniem, jakby ramionami niezłomnych postanowień ogarnął miasto uśpione i te obszary nieobjęte, wyłaniające się z mroków nocy.”

Władysław Stanisław Reymont, „Ziemia obiecana” 

„Opustoszała Rzeczpospolita, opustoszała Ukraina. Wilcy wyli na zgliszczach dawnych miast i kwitnące niegdyś kraje były jakby wielki grobowiec. Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą — i żadne usta długo nie mówiły: „Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli.”

Henryk Sienkiewicz, „Ogniem i mieczem” 



"Jednak od owej chwili wiem, iż żadna wina nie jest zapomniana, dopóki pamięta ją sumienie."

Stefan Zweig, "Niecierpliwość serca"


"Żegnaj, droga i godna przyjaciółko; czuję w tej chwili, iż rozum nasz, tak wątły już, gdy chodzi o to, aby uprzedzić nieszczęścia, tym bardziej nie wystarcza, aby nas po nich pocieszyć."

Choderlos de Laclos, "Niebezpieczne związki"


"W każdym razie, o ile wystarczy mi czasu, żeby dokonać mego dzieła, to przede wszystkim nie zaniedbam wysiłku dla przedstawiania w nim ludzi (nawet gdyby wyglądali monstrualnie) właśnie na obszarze tak znacznym w porównaniu z niepozornym miejscem, jakie zajmują w przestrzeni, na obszarze nieskończenie się rozciągającym - skoro, niby Giganci okrążeni falowaniem lat, wszyscy naraz dotykają epok tak odległych, między którymi tyle się dni zjawiło - w Czasie."

Marcel Proust, "W poszukiwaniu straconego czasu"


„Kochał Wielkiego Brata.”

George Orwell, „Rok 1984”


“Wszystko to razem wzięte, ta cała zagranica, ta cała nasza Europa, to tylko fantazja, nic więcej; i my wszyscy za granicą - to tylko fantazja.. niech pan zapamięta moje słowa, sam się pan przekona! - zakończyła niemal gniewnie, żegnając się z Eugeniuszem Pawłowiczem.”

Fiodor Dostojewski, “Idiota”


"Florentino miał przygotowaną odpowiedź od pięćdziesięciu trzech lat, siedmiu miesięcy i jedenastu dni, łącznie z nocami.
- Przez całe życie - powiedział."

Gabriel Garcia Marquez, "Miłość w czasach zarazy"


"Lepiej nigdy nikomu nic nie opowiadajcie. Bo jak opowiecie - zaczniecie tęsknić."

J.D. Salinger, "Buszujący w zbożu"



“Miała siedemdziesiąt pięć lat i zamierzała dokonać pewnych zmian w swoim życiu.”

J. Franzen, “Korekty” 


"Wśród ludzi i rzeczy, pełen tkliwości i ironii, pod smagnięciem wichrów historii śledzę, a raczej staram się wytropić przejawy łaski Boga."

Jean d'Ormesson, "My z łaski Boga"


“Są takie rzeczy, w obliczu których trzeba stanąć zupełnie samotnie.”

Agatha Christie, “Zbrodnia na festynie”



„Tyle było za nimi. A przed nimi było wszystko.”

Andrzej Sapkowski, „Pani Jeziora”, 5 t. Sagi o Wiedźminie

Taki właśnie misz-masz mi wyszedł. :)
Może podacie również swoje typy na ciekawe zakończenia?


wtorek, 3 lutego 2015

Anna Dostojewska, Wspomnienia




Życie z geniuszem nie jest łatwe. Najbliższa mu osoba zwykle musi znosić rozmaite kaprysy, przyzwyczajenia, czasem nawet dziwactwa, które w jego przekonaniu są niezbędne do pracy twórczej. Jak bardzo to codzienne życie mogło być trudne i najeżone codziennymi troskami dowodzą „Wspomnienia” Anny Dostojewskiej, drugiej żony Fiodora Dostojewskiego, wybitnego klasyka, którego dzieła nie zestarzały się do dziś, aczkolwiek są silnie osadzone w realiach Rosji 2 połowy XIX wieku.  

Anna Grigoriewna Snitkina, młodsza od swojego męża o 25 lat, wkroczyła w jego życie dość nietypowych okolicznościach. Na jesieni 1866 r. tonący w długach Dostojewski podpisał z wydawcą Stellowskim wysoce niekorzystną umowę, która zobowiązywała go do przedłożenia nowej powieści w ciągu 30 dni pod groźbą utraty praw autorskich do wszystkich swoich poprzednich książek. Pisarz, mając już wtedy kłopoty ze wzrokiem, pragnąc dotrzymać terminu, postanowił skorzystać z pomocy stenotypistki poleconej mu przez nauczyciela prowadzącego kursy, na które uczęszczała Anna. Jej wkład w terminowe oddanie „Gracza” – gdyż to tę powieść pisarz musiał napisać w tak ekspresowym tempie – jest nie do przecenienia. Nie zapominajmy, że w razie niewywiązania się z umowy Dostojewskiemu groziło niemal całkowite ubezwłasnowolnienie twórcze. Takt, pogoda ducha, dyskrecja młodej kobiety wpływały kojąco na pisarza, którego wcześniejsze koleje życia były dramatyczne, dość wspomnieć karę śmierci zamienioną na karę wieloletniej katorgi w momencie, gdy Dostojewski stał już przed plutonem egzekucyjnym.

Wróćmy jednak do Anny. Ta skromna, pracowita i nieśmiała dziewczyna zdobyła serce pisarza w ekspresowym tempie, co w listopadzie tego roku zakończyło się oświadczynami, a w lutym następnego roku ślubem. Młoda żona spotkała się z niechęcią i intrygami najbliższego otoczenia Dostojewskiego (pasierb i szwagierka z dziećmi), musiała też stawić czoło kłopotom finansowym, w jakich tkwił od dłuższego czasu nowo poślubiony mąż po przejęciu zobowiązań zmarłego brata. Kluczowym momentem dla ich związku okazał się wyjazd za granicę, który trwał niemal cztery lata i który przyczynił się do umocnienia i utrwalenia uczucia między małżonkami, choć okres ten wypełniony był również licznymi troskami i problemami powodowanymi głównie przez uzależnienie Dostojewskiego od hazardu. Nałóg ten niejednokrotnie doprowadzał Annę do rozpaczy, choć poddawała się mu bez szemrania pozwalając mężowi mu ulegać z całkowitą świadomością, że kolejne pieniądze i resztki biżuterii przepadną. Opis skali uzależnienia pisarza budzi grozę, a spokój, z jakim Anna opisywała te wydarzenia też dziwi. Z drugiej strony, być może Anna okazała się lepszym psychologiem od nas, czego symptomatycznym dowodem jest ostatnia wizyta pisarza w kasynie, tuż przed powrotem do Rosji. Anna, widząc nieposkromioną chęć męża do odwiedzenia kasyna, pozwala mu na to, daje pieniądze, a gdy skruszony wraca przegrawszy pieniądze, przyrzeka, że jego noga w takim przybytku już więcej nie postanie. I, co najważniejsze, dotrzymuje słowa!

Anna Dostojewska koncentruje się w swojej opowieści na mężu, którego niemal nie nazywa inaczej niż Fiodor Michajłowicz. Nie ulega wątpliwości, że darzyła go wielkim szacunkiem i we „Wspomnieniach” mamy do czynienia z peanem na jego cześć, choć wiele zachowań i czynów Dostojewskiego niespecjalnie nam się podoba, jak np. wspomniany już nałóg hazardu czy bezpodstawna zazdrość o młodą żonę. Choć Anna umniejsza swoje zasługi, nie ulega kwestii, że to dzięki Annie pisarski geniusz Fiodora Dostojewskiego mógł się rozwinąć. Dzięki jej uczuciu, rozsądkowi i mądrości zyskał spokój i ciepło domowego ogniska. Ona też doprowadziła do uporządkowania jego finansów, dbała o spuściznę pisarza po jego śmierci.

Jak sama nazwa wskazuje „Wspomnienia” pisane były wiele lat po śmierci pisarza, stąd też może wiele uczuć i niepokojów zostało stłumionych i pomniejszonych, czego wyrazem jest nader spokojny opis naprawdę przerażających perypetii hazardowych Dostojewskiego. Anna Dostojewska posługuje się pięknym, literackim, nieco staroświeckim językiem. Dzięki niej uzyskujemy wgląd w życie rodzinne pisarza, poznajemy jego przekonaniom religijno-społeczne oraz sposób pracy. Warto sięgnąć po tę książkę, nawet jeśli jeszcze nie znacie twórczości Dostojewskiego. Anna Dostojewska rysuje portret męża z miłością i oddaniem, pięknie opowiada historię związku wypełnionego wzajemnym wsparciem i poświęceniem, choć nie ukrywam, że po lekturze jestem pewna, że to Fiodor Dostojewski miał więcej szczęścia, że spotkał Annę na swojej drodze.





Autor: Anna Dostojewska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Tłumacz: Zbigniew Podgórzec
Rok: 1997
Liczba stron: 402


 






Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...