Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słowo obraz terytoria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słowo obraz terytoria. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 czerwca 2015

Gunnar Staalesen, Zimne serca


 
 

Przyznaję się bez bicia, że lubię skandynawskie kryminały, zwłaszcza autorstwa Nesbo lub Theorina. Po dłuższym odpoczynku od prozy kryminalnej stwierdziłam, że nadszedł czas na taką właśnie lekturę, a że akurat wpadł mi w ręce kryminał Gunnara Staalesena, na którego temat czytałam pochlebne opinie, postanowiłam zaryzykować.

Bohaterem książki, a także serii kryminalnej jest Varg Veum, były pracownik służb socjalnych, obecnie prywatny detektyw działający w Bergen. Akcja zaczyna się w momencie, gdy odwiedza go dawna szkolna koleżanka jego syna, obecnie prostytutka, i zleca mu odszukanie swojej koleżanki po fachu, która zniknęła kilka dni wcześniej. Varg rozpoczyna śledztwo, dociera do rodziny i znajomych dziewczyny, penetruje jej środowisko i natyka się na kilka tajemnic i niejasności zwłaszcza w przeszłości rodziny zaginionej dziewczyny…

 
Od razu powiem, że ten kryminał nie rzucił mnie na kolana. Podobno na podstawie tej serii kryminalnej powstał popularny serial telewizyjny, ale w tej książce nie dostrzegłam odpowiedniego potencjału. No, ale nie jestem producentem telewizyjnym i na pewno się nie znam. Wypowiem się więc jako czytelnik. Dla mnie ten kryminał to taki typowy „produkcyjniak” z tezą. Ta teza diagnozuje otoczenie rodziny i więzi sąsiedzkich jako niosących realne niebezpieczeństwo dla najmłodszych. Autor preferuje pogląd, w myśl którego, jeśli w rodzinie dzieje się coś złego, powinno wkraczać państwo, a sąsiedzi i rodzina, którzy chcieliby pomóc nie są właściwi do zajmowania się sprawą i najlepiej, żeby trzymali się z dala. 


 Uwaga, spoiler!
Historia rodzinna leżąca u źródeł intrygi kryminalnej opisanej w tej książce jest tak niewiarygodna, że kompletnie mnie nie przekonała. Mamy tu zaniedbane przez matkę dzieci, molestowanie seksualne ze strony ojca (które mimo kontroli służb socjalnych nie ujrzało światła dziennego) i wykorzystanie seksualne ze strony opiekunów. I kilkakrotne przypominanie, powtarzane jak mantra, że gdyby służby socjalne zabrały dzieci z domu rodzinnego, to na pewno byłoby lepiej…

W kontekście ostatnich doniesień o nadgorliwości norweskich służb socjalnych i odbierania dzieci polskim rodzicom z błahych powodów jest to teza w moim przekonaniu nietrafiona i suma sumarum szkodliwa. 

Nie przekonał mnie również czarny i zniekształcony obraz Bergen, urokliwego miasta położonego na fiordach. Byłam tam raz i krótko, ale nie chce mi się wierzyć, że aż tak niebezpieczne jest to miasto, pełne zła, płatnego seksu i narkotyków. No, ale jakby było inaczej, to pewnie prywatny detektyw nie miałby z czego żyć. :)

Miarą mojego niewielkiego zainteresowania tą książką jest to, że po dwóch tygodniach od zakończenia lektury musiałam sobie przypominać jej treść, bo ta dość szybko uleciała mi z głowy. Nie polecam, ale wiem, że gusta są różne, więc nie wątpię, że książka ta może znaleźć swoich fanów.



Autor: Gunnar Staalesen
Tytuł oryginalny: Kalde hjerter
Wydawnictwo: słowo/obraz/terytoria
Tłumacz: Agata Beszczyńska
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 288
 

wtorek, 11 lutego 2014

Piotr Szarota, Wiedeń 1913




Książka Piotra Szaroty przykuła moją uwagę niemal natychmiast po jej wydaniu. Po pierwsze, bardzo cenię sobie serię „Pasaże”, po drugie zaś interesuje mnie epoka fin-de-sieclowej Europy, która de facto zakończyła się dopiero wybuchem Wielkiej Wojny, która oznaczała zagładę tego świata i początek nowego. Czy lepszego? Cesarstwo Austro – Węgierskie i jego specyficzny klimat były jednym z „ofiar” tej wojny. Ciekawa byłam, w jaki sposób Piotr Szarota wskrzesi tę epokę, wspominaną z nostalgią przez wielu „pogrobowców” monarchii Habsburgów, którzy do dziś z łezką w oku wspominają, że wywodzą się z regionu, który był częścią tego zróżnicowanego konglomeratu narodowości, tradycji i kultury zjednoczonego pod berłem cesarza Franciszka Józefa.


Wiedeń, ok. 1910 r.
Źródło zdjęcia

Przenosimy się do 1913 r, do Wiednia stanowiącego centrum monarchii austro-węgierskiej, w którym przecinały się drogi wielu intelektualistów, artystów i naukowców. Wielu z nich odcisnęło piętno na swojej epoce. Ten rok został przedstawiony przez autora w formie prezentacji wydarzeń, które miały miejsce w ciągu kolejnych miesięcy. Wybór tych wydarzeń jest oczywiście subiektywny, głównie związany z osobami wymienionymi na początku książki i widziany ich oczyma dzięki pozostawionym zapiskom. Już tylko lektura nazwisk na tej liście może przyprawić o zawrót głowy. Oprócz nazwisk wybitnych przedstawicieli świata artystycznego (np. Oscar Kokoschka, Egon Schiele), literatury (Robert Musil, Franz Kafka, Stefan Zweig) nauki (Zygmunt Freud, Ludwig Wittgenstein), intrygujących kobiet (Alma Mahler, Lou Andreas-Salome), czy powszechnie znanych upiorów przyszłości (Józef Stalin, Lew Trocki, Adolf Hitler) pojawiają się również kompletnie mi nieznani austriaccy luminarze świata kulturalnego (np. Hermann Broch, Arthur Schnitzler, Peter Altenberg), których autor książki przybliża polskiej publiczności jako istotnych aktorów wiedeńskiego środowiska kulturalnego przed Wielką Wojną. Wśród prezentowanych postaci przewijają się również przedstawiciele polskiej kultury, jak np. Karol Szymanowski, Grzegorz Fitelberg, czy piszący po polsku i po niemiecku Tadeusz Rittner.

Jeśli ktoś sięgał po tę książkę pełen sentymentalnych uczuć i chęci zapoznania się ze staroświecką atmosferą habsburskiej stolicy u schyłku swojej świetności, niech porzuci wszelkie nadzieje. Ta książka pokazuje nam ludzi targanych namiętnościami uwiecznionymi w ich pamiętnikach i zapiskach, do tej pory u nas nieznanych. Perypetie bohaterów, ich niebanalne losy wzbudzają zainteresowanie czytelnika, choćby z uwagi na to, że nie są to bohaterowie z kart książek, lecz żywi ludzie, którzy naprawdę przeżywali swoje wzloty i upadki. Na szczęście autor nie ogranicza się tylko do wydarzeń 1913 r. Gdy sytuacja tego wymaga i aby kontekst danego wydarzenia był zrozumiały cofa się bądź posuwa do przodu kilka lub kilkanaście lat, co pozwala czytelnikowi bliżej poznać i zrozumieć działania bohaterów uwiecznionych w tej książce.

Rozczarują się też miłośnicy secesji i Klimta, o których właściwie nie ma tutaj mowy. Autor słusznie zauważa, że w 1913 r. ten styl był już praktycznie wyeksploatowany, a sam Gustav Klimt mógł już tylko być mentorem młodych gniewnych, którzy przecierali szlaki sztuce modernistycznej. Przykładami dwóch odmiennych artystów tego okresu są Oscar Kokoschka i Egon Schiele. Ten pierwszy, spalając się w miłości do Almy Mahler stworzył swe największe dzieło i nigdy potem nie namalował już nic z nim porównywalnego. Ten drugi, który w tym czasie nie dorastał Kokoschce do pięt jeśli chodzi o sławę i prestiż, stworzył dzieła ponadczasowe również dzięki historii miłosnej i mimo krótkiego życia jest niewątpliwym zwycięzcą w tej rywalizacji. Może trochę szkoda, że Klimt pojawia się tylko przelotnie, ale to tylko pokazuje bogactwo i różnorodność życia artystycznego i intelektualnego tego miasta w tym konkretnym momencie dziejowym, na rok przed gwałtownym schyłkiem ówczesnego świata.

Oskar Kokoschka, "Narzeczona wiatru" (1913)
Źródło zdjęcia


O ile, z uwagi na wykształcenie i działalność zawodową Piotra Szaroty, nie dziwi mnie ogromna wiedza autora na temat ludzi nauki zaangażowanych w badania nad psychoanalizą i podziałów w tym środowisku, jednak jego wiedza i ciekawe sądy na temat twórczości artystycznej tego okresu budzą mój szacunek. Czuć w tekście olbrzymią fascynację tą epoką, być może na skutek powiązań rodzinnych ujawnionych w dedykacji dla m. in. pradziadka, który w latach 1919-21 kierował poselstwem RP w Wiedniu. Książka ta jest wyrazem fascynacji autora miastem i państwem, które w wyniku Wielkiej Wojny przestało istnieć, choć pozostawiło po sobie wdzięczną pamięć. Czy była ona uzasadniona? Tu opinie są różne. Bezsprzeczny sentyment autora do Austro-Węgier nie jest jednak bezkrytyczny. Podnosi on również zjawiska, które uważa za negatywne. 

Sięgając po tę książkę nie spodziewałam się zetknięcia z tyloma niebanalnymi życiorysami, emocjami i namiętnościami. Dzięki autentycznym zapiskom poznajemy ich uczucia i styl życia, jaki prowadzili. Uczucia w każdej epoce są podobne, a zwyczaje często mogą zaskakiwać bliskością wobec naszych współczesnych zachowań, decyzji i dylematów, choć jednocześnie ich świat był diametralnie różny od naszego.


Wielką zaletą książki jest przepiękne wydanie, co jest już stałą cechą wydawnictw z serii Pasaże. Po te książki wydane w eleganckiej granatowej płóciennej oprawie z intrygującą reprodukcją na okładce przyjemnie sięgnąć, a wysmakowana szata graficzna tylko wzmaga przyjemność czytania.

Trochę zabrakło mi w tym wszystkim obrazu miasta, krótkiego rozdziału o stanie jego rozwoju architektonicznego czy urbanistycznego, w jakim stadium rozwoju się znajdowało w 1913 r. i jaką pełniło rolę w monarchii austro-węgierskiej. Mimo że książka ma w tytule miasto, to nie występuje ono jako odrębny podmiot, czego trochę mi szkoda. Niemniej jednak oceniam tę pozycję niezwykle wysoko. 

Książka jest intrygująca, odsłania przed czytelnikiem wiele ciekawych życiorysów i pokazuje, że choć minęło ponad sto lat od opisanych wydarzeń, ludzkie uczucia i emocje potrafią nas zaskoczyć i zaciekawić. Niewątpliwym jej atutem jest dostęp do nieznanych zapisów pamiętnikarskich ówczesnych przedstawicieli świata kulturalnego i naukowego Wiednia. Wydawnictwo to jest ze wszech miar godne polecenia zarówno dla tych, którzy lubią Wiedeń i pragną się dowiedzieć czegoś bliższego o atmosferze intelektualnej miasta tuż przed Wielką Wojną, jak i dla tych, którzy interesują się prądami artystycznymi tej epoki. Jednak nawet jeśli nie należy się do żadnej z tych grup, to warto przeczytać tę niezwykłą książkę i odkryć ten nieistniejący już świat przeszłości dla siebie. 



Książkę przeczytałam w ramach wyzwań:

Piotr Szarota (ur. 1966) - profesor w Instytucie Psychologii Polskiej Akademii Nauk, publicysta, autor książek z pogranicza psychologii, socjologii i kulturoznawstwa.

Źródło zdjęcia




Autor: Piotr Szarota
Wydawnictwo: słowo/obraz/terytoria
Seria: Pasaże
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 376



czwartek, 30 stycznia 2014

Krzysztof Rutkowski, Raptularz końca wieku




„Zaprawdę, pod koniec wieku słowa i rzeczy stają się coraz bardziej dwuznaczne i wciąż nie wiadomo, skąd przyjdzie ocalenie.” (s. 102)

Raptularz ma dwa znaczenia zgodnie ze słownikiem języka polskiego:
- dawniej księga lub brulion do odręcznego spisywania różnych wiadomości, zdarzeń , anegdot itp.
- zbiór notatek w formie dziennika lub pamiętnika

Książka Krzysztofa Rutkowskiego stanowiąca drugą część „Paryskich pasaży” kojarzy mi się raczej z pierwszym znaczeniem tego słowa. Jest to bowiem eklektyczny misz-masz najrozmaitszych informacji, wrażeń, ciekawostek niespecjalnie powiązanych tematycznie. Tę różnorodność i wielotematyczność tłumaczy zapewne fakt, iż kolejne kilkustronicowe rozdziały (z których część jest powiązana ze sobą osobą bohatera) były wcześniej publikowane w Gazecie Wyborczej, której felietonistą był autor.

Krzysztof Rutkowski nie ogranicza się tym razem do Paryża i Francji, lecz prowadzi czytelnika ścieżkami wielu bohaterów głównie z kręgu polskiej i francuskiej kultury, dzięki czemu zwiedzamy Warszawę z Mironem, towarzyszymy Watowi w uwiecznieniu jego dzieła życia, obserwujemy powrót Mrożka do Krakowa mając świadomość, że to nie był jego ostatni przystanek życiowy, porównujemy koleje losu i twórczości Camusa i Sartre’a, zaglądamy do Picassa i wielu, wielu innych. Zawsze jest to jakaś ciekawa historia, odczucie, wrażenie podane w interesującej formie, choć językowo autor czasem „daje czadu”, czego przykładem są tytuły ujęte w spisie treści grupujące po kilka rozdziałów. Mamy więc, zgodnie ze spisem treści: Żale, Śnitki, Żary, Pary, Psoty, Popitki, Jęki, Formy, Trwogi, Biegi, Widzenia, Bryzgi, Dumki grupujące po kilka tekstów. Mam nadzieję, że się nie zniechęciliście. :) Autor stwierdza bowiem:

„Świadom jestem mych skłonności do przesady, ale panuję nad nimi artystycznie i łatwo potrafię udowodnić, że ostre widzenie rzeczy – to forma alegorii.” (s. 312)

Krzysztof Rutkowski to bowiem erudyta w każdym calu. Swoją mistrzowską żonglerką tematami, ludźmi, anegdotami potrafi nas zaciekawić i skłonić do dalszego zgłębiania frapującego nas zagadnienia. Często odwołuje się w tekście do książek naukowych, zwykle jednak dostępnych jedynie na rynku francuskim. Co ciekawsze tytuły to np. „Śnieżna woda albo Ciepło-Zimno” (dla niewtajemniczonych, rzecz dotyczy historii napojów chłodzących, produkcji i transportu lodu), „Historia zwierciadła” czy „Historia fryzur i fryzjerów”. 
Nie ukrywam, że z chęcią zapoznałabym się akurat z wymienionymi książkami, należącymi do kategorii „historii najdziwniejszych rzeczy ludzkich” (określenie autora). Są one dla pisarza pretekstem do dalszych rozważań i poszukiwań kulturoznawczych, aczkolwiek czytelnik nie zawsze jest mu w stanie dotrzymać kroku, choćby z uwagi na kompletną nieznajomość tematyki i autorów. Ale zawsze dobrze wiedzieć, że takie zagadnienia też znalazły swoje miejsce w literaturze popularnonaukowej. :)

To świetna książka na wieczorne podczytywanie w wygodnym fotelu po kilka, kilkanaście stron. Nie da się jej „połknąć” w kilka godzin. Forma raptularza uzasadnia treść, której nie spina ani miejsce, ani motyw, ani bohater. Forma felietonów i ich rozrzut tematyczny nie powiązany myślą przewodnią sprawia, że jest to lektura nierówna. Wiele rozdziałów czyta się rewelacyjnie i chce się więcej, inne są słabsze i nie powodują uniesień czytelniczych. :)

„Raptularz”, choć nie zachwycił mnie tak jak „Paryskie pasaże”, również przeczytałam z dużą satysfakcją. Do książek Rutkowskiego na pewno będę wracać, gdyż kontakt z jego prozą działa na mnie ożywczo, choć jednocześnie nieco mnie deprymuje, gdy uświadamiam sobie ogrom swojej niewiedzy odnośnie historii kultury europejskiej. Jest to lektura godna polecenia dla wszystkich, którzy kochają kulturę, ze szczególnym uwzględnieniem literatury i pragną poszerzyć swoje horyzonty. 
 
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytamy serie wydawnicze

 
Powiązane wpisy:

Krzysztof Rutkowski, Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach 

Krzysztof Rutkowski, Requiem dla moich ulic



Autor: Krzysztof Rutkowski
Wydawnictwo: słowo/obraz/terytoria
Seria: Pasaże
Rok wydania: 1997
Liczba stron: 332


wtorek, 22 października 2013

Małgorzata Baranowska, Pamiętnik mistyczny




Kupiłam tę książkę, gdyż po przeczytaniu esejów Krzysztofa Rutkowskiego, również wydanych w ramach serii „Pasaże”, nabrałam apetytu na podobną przyjemność czytelniczą, tylko z Warszawą w roli głównej. Z zapowiedzi wynikało, że „Pamiętnik mistyczny” dotyczy życia wewnętrznego autorki, ale również miasta i to mnie najbardziej zaciekawiło.

Niestety, warunkiem koniecznym do głębszego przeżycia tej książki jest przynajmniej cząstkowa znajomość biografii autorki, a przyznam, że w momencie rozpoczęcia lektury nie wiedziałam o niej nic, co miało niebagatelny wpływ na mój odbiór książki.

Baranowska jest autorką kilku tomików wierszy, książek o sztuce, książek i słuchowisk radiowych dla dzieci. „Pamiętnik mistyczny” składa się z zapisów autorki częściowo datowanych, choć nie ma to żadnego znaczenia, gdyż autorka, jak sama wspomina musi „z najwyższą niechęcią czynić niekiedy ustępstwa na rzecz zwolenników czasu linearnego” (s. 79). W tych zapiskach autorka dzieli się własnym sposobem przeżywania świata, często wspomina dzieciństwo oraz pobyty w szpitalu, gdyż przez wiele lat ciężko i przewlekle chorowała. W książce tej autorka zawarła również wspomnienia i refleksje o Warszawie, mieście, które niewątpliwie ją fascynowało i pamiętała je, gdy doń przybyła jako dziecko tuż po zakończeniu wojny. Tym, co uważam za najbardziej cenne w tej książce, to jej refleksje o Warszawie oraz różnych dziełach sztuki europejskiej, które wywarły na autorce największe wrażenie.

Muszę jednak przyznać, że forma tych zapisków w postaci swoistego, dość chaotycznego strumienia świadomości mocno mnie dekoncentrowała, a może mój nastrój nie sprzyjał oddaniu się tej bardzo specyficznej, wymagającej wytężonej uwagi lekturze. Sądzę nawet, że gdyby nie okoliczności, czyli oczekiwanie na odlot opóźnionego o 1,5 godziny samolotu i brak lektury zapasowej, to chyba bym tej książki zwyczajnie nie przeczytała.

Może jednak nie stało się źle, że ją przeczytałam, gdyż mimo pewnego zmęczenia jej formą, doceniam wrażliwość i piękne fragmenty dotyczące dzieł sztuki, które naprawdę poruszyły autorkę. Można również odnaleźć ciekawe refleksje o Warszawie, tym niezwykłym, okaleczonym mieście. Aby nie być gołosłowną i pokazać Wam, że być może dla tych krótkich impresji warto było się zmagać z trudnym tekstem Małgorzaty Baranowskiej poniżej przedstawiam dwa fragmenty, które mnie zachwyciły: 

Ołtarz Baranka Mistycznego Braci Van Eycków w Gandawie
Źródło zdjęcia


„Ołtarz jednak może być cały sam w sobie źródłem uniesienia, jakie przeżyłam niewątpliwie pewnego czerwcowego dnia tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego siódmego roku. Było to przed poliptykiem Baranka Mistycznego braci van Eycków w Gandawie. (…)
Ich rytmiczne włosy karbowane gorącymi żelazkami, ich twarze niewiadomej płci, wchłonięte przez instrumenty, materie, stłoczone jedna przy drugiej, jakby czekały na własny, nieznany jeszcze dźwięk. Te włosy, materie, instrumenty mamiły mnie już kiedyś na malutkim obrazeczku. Postawiona przed faktem całości tego ołtarza byłam oniemiała od ich dziwnej, bogatej marginesowości. Znów anioły na służbie. A tu kwiateczki odrobione co do płatka, jakieś orliki czy stokrotki, czy mlecze, czy inne łąkowe drobne, strojne żywociki występowały na moich oczach z wylizanej łąki wokół Baranka Mistycznego. A tu Adam w górze samotny. A tu z drugiej strony Ewa też w ciemnej klatce poliptyku. Ta jednak tak łatwo nie uwalniała z kręgu swego niemiłego i jednocześnie niepokonanego czaru. Jest w niej uśmiech podskórny, przebiegający od ust aż do stóp. Jakaś świadoma, fascynująca i dziwna mina jej ciała zwraca uwagę i każe się wpatrywać w górny prawy róg otwartego ołtarza. Jeżeli malarz specjalnie lub nie, chciał odwieść wzrok patrzącego od bezpłciowych, ślicznych aniołów, to mu się w pełni udało.” (strony 68-69)


 
Ruiny Starego Miasta w Warszawie, 1945 r.
Źródło zdjęcia


„Odkąd pamiętam, tutaj w tym dziwnym mieście jest „po wojnie”, „tuż po wojnie”, „trochę po wojnie” i tak po kolei aż do teraz. Tym się to miasto różni od tego wcielenia różnych miast, w którym czas liczył się od „założenia miasta”. (s. 99)


"Pamiętnik mistyczny" nie jest lekturą łatwą i z pewnością wymaga wzmożonej uwagi. Ewidentnie niezbyt dobrze ją dobrałam do mojego nastroju, a moje oczekiwania nieco się rozminęły z jej zawartością, choć poniewczasie doceniam głębię i przenikliwość oraz niezwykłą wrażliwość wielu opinii autorki.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania „Czytamy serie wydawnicze”





Małgorzata Baranowska (1945 – 2012) – polska poetka, pisarka, krytyk i historyk literatury, varsavianistka. Członek Związku Literatów Polskich i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W 2000 r. nominowana do nagrody literackiej Nike. W 2004 r. otrzymała nagrodę Ministra Kultury. Przez 30 lat ciężko chorowała a swoim zmaganiom poświęciła książkę „To jest wasze życie. Być sobą w chorobie przewlekłej” (1994). 

Źródło zdjęcia


Autor: Małgorzata Baranowska
Wydawnictwo: słowo/obraz/terytoria
Seria: Pasaże
Rok wydania: 1998
Liczba stron: 200

 

wtorek, 17 września 2013

Krzysztof Rutkowski, Requiem dla moich ulic




 
Wysmakowana oprawa graficzna i stylowe, tajemnicze fotografie, jakże odmienne od kolorowych romantycznych widoczków, to immanentna cecha cyklu o Paryżu w ujęciu Krzysztofa Rutkowskiego. Pisarz ten urzekł mnie swoimi „Paryskimi pasażami” i zgodnie z zapowiedzią wyrażoną w opinii o książce zaopatrzyłam się w kolejne części tego przepięknie wydanego przez słowo/obraz/terytoria cyklu. Cykl ten czytam jednak nie po kolei, gdyż nie starczyło mi cierpliwości, żeby zaczekać na możliwość zakupienia części drugiej i od razu przystąpiłam do lektury „Requiem dla moich ulic”, czyli trzeciej części.

Paryż to miasto, które siedzi głęboko w Rutkowskim. On je nie tylko zna, ale kocha i czuje każdym swoim nerwem. Jego pasja poznania tajemnic tego miasta, głęboka wiedza podana w niebanalny sposób stanowi o uroku tej książki. Uroku, który nie jest oczywisty na pierwszy rzut oka. Jak sam autor wspomina w pierwszych zdaniach „Warszawę Niemcy zburzyli doszczętnie. Paryż od wieków burzą sami paryżanie.” (s. 5) Tytułowe „requiem” nie jest więc przypadkowe. Znakomita większość ulic, zaułków, budynków, o których opowiada Rutkowski w tej książce, już nie istnieje, przepadły podczas procesu modernizacyjnej przebudowy miasta. Te miejsca ożywają jednak dzięki opowiedzianym przez polskiego pisarza historiom i dygresjom z nimi związanym. Czy wiecie, gdzie było Rajskie Wzgórze, Cmentarz Niewiniątek, z czego słynęła Dziekanka, co się wydarzyło nieopodal kawiarni „Apollon”? Mało kto wie, tym bardziej, że autor nazwy ulic podaje w polskiej wersji, co może skonfundować nawet stałych paryskich bywalców. 

„Requiem dla moich ulic” to nie jest jednak sentymentalny zapis miłości do miasta. Ta książka ma odmienny charakter od części pierwszej. Często prezentowane są mroczne i ciemne karty z dziejów francuskiej stolicy, jak np. historia wymyślenia i użycia gilotyny czy przebieg krwawego zamachu na Napoleona Bonaparte, co nadaje to temu wydawnictwu nieco turpistyczną otoczkę. Spotkamy się również z Mickiewiczem i Balzakiem, którzy zamieszkiwali budynki już nieistniejące, dowiemy się, dlaczego Luwr to największe muzeum tajemnic, na koniec zaś zobaczymy paryskich kloszardów widzianych okiem pisarza z zupełnie niespodziewanej perspektywy…

Wspomniałam już o pięknej oprawie graficznej tej książki i serii, ale nie mogę się ograniczyć się do jednego zdania, gdyż kwestia ta zasługuje na więcej uwagi. W „Paryskich pasażach” tekstowi towarzyszyły urokliwe fotografie pochodzące głównie z czasów belle-epoque. W „Requiem dla moich ulic” wszystkie zdjęcia są autorstwa Bogdana Konopki i pochodzą z cyklu „Szary Paryż”. Nazwa cyklu wymownie świadczy o tym, że koloru się na nich nie uświadczy. Nie tylko zresztą koloru, ale i oczywistych atrakcji miasta. Polski fotografik ukazuje nieznane zaułki, uliczki i paryskie wnętrza, którym daleko do reklamowego folderu. Książki z serii „Pasaże” są również przepięknie wydane w granatowej płóciennej oprawie z klimatycznym obrazem na okładce. Aż przyjemnie wziąć do ręki tak wydaną książkę. 

Jeśli mam porównywać obie książki Rutkowskiego, które czytałam, to przyznam, że lepsze wrażenie zrobiły na mnie „Paryskie pasaże”. Znalazłam tam więcej odkryć, pasjonujących obserwacji i historii. „Requiem…" jest mroczniejsze i nie wszystkie historie idealnie pasują do tych paryskich klimatów, stąd poczucie lekkiego, choć w sumie pozytywnego misz-maszu. :) Tym bardziej ciekawi mnie zawartość „Raptularza końca wieku”, drugiej części tego cyklu, która już czeka na mojej półce.

Jest to pozycja dla tych wielbicieli Paryża, którzy cenią jakość słowa pisanego, którzy szukają czegoś więcej niż przewodnika po atrakcjach miasta i którzy chcą się czasem zagłębić w meandry historii mało znanych, opowiedzianych ze swadą i znawstwem. Wszyscy kochający Paryż miłością prawdziwą i głęboką, którzy chcą poznać ukochane miejsca z innej strony, poznać historie i ludzi mocno związanych z miastem, a nieznanych szerszej publiczności, powinni sięgnąć po "paryski" cykl Krzysztofa Rutkowskiego.


Książka została przeczytana w ramach wyzwań:
Czytamy serie wydawnicze 
oraz Trójki e-pik



Autor: Krzysztof Rutkowski
Wydawnictwo: słowo/obraz/terytoria
Seria: Pasaże
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 109



czwartek, 6 czerwca 2013

Krzysztof Rutkowski, Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach




„Pasaże: budowle, galerie,
Którym brak strony zewnętrznej.
Jak snom.”


Walter Benjamin, Paryż, stolica XIX wieku. Wprowadzenie (s. 260)

Na początku czuję się zmuszona wyjaśnić, że nie jestem bezkrytyczną wielbicielką Paryża. Byłam tam kilkakrotnie, jestem pełna podziwu dla zabytków i atmosfery tej metropolii, ale nie czuję z nią jakiejś szczególnej więzi. Krzysztof Rutkowski to polski pisarz, dziennikarz, tłumacz mieszkający od wielu lat w tym mieście, znawca polskiej literatury romantycznej. To twórca, który kocha miasto, w którym żyje, ale w swoich esejach opowiada o aspektach dalekich od pocztówkowych widoków i standardowych przekazów, które można odnaleźć w masie dostępnych na rynku wydawnictw.

Po pierwszą część cyklu Paryskich pasaży sięgnęłam z ciekawości, jako że o twórczości profesora Rutkowskiego słyszałam same dobre rzeczy. I teraz mam problem. Bo czy można coś w miarę rozsądnego i obiektywnie zdystansowanego napisać o książce, która wciągnęła cię bez reszty, która dostarczyła nowych inspiracji, która wzbudziła zachwyt i zazdrość, że można TAK pisać o ukochanym mieście? Mam pewne wątpliwości, czy jestem właściwą osobą, żeby reklamować tę książkę, ale postanowiłam zalecić wszystkim wielbicielom francuskiej stolicy zapoznanie się z esejami pana Rutkowskiego. Ci którzy Paryża nie wielbią, ale lubią odkrywać nowe „lądy” w historii kultury europejskiej, również powinni sięgnąć po tę lekturę. :)

Po tym przydługim wstępie wiadomo już, że „Paryskie pasaże” mnie wessały, zajęły moje myśli i uległam czarowi pióra Krzysztofa Rutkowskiego. Ale wypadałoby napisać, co znajdziecie w tej książce, jeśli po nią sięgniecie. 

Tekst Waltera Benjamina o pasażach przyświeca autorowi książki podzielonej na cztery rozdziały. W pierwszym, cofamy się do XIX-wiecznego Paryża, kiedy za sprawą przebudowy miasta następuje całkowita zmiana jego charakteru. To naprawdę niesamowite, jak pióro autora potrafi oddać wygląd miasta sprzed zmian. Niby wszyscy wiedzą, że baron Haussmann przebudował Paryż za czasów cesarza Napoleona III, ale większość z nas kojarzy wielkość i przepych Francji, a więc i jej stolicy, z czasami Napoleona Bonaparte. Tymczasem, byłam porażona opisem cuchnących zaułków miasta z początku XIX wieku, które bądź co bądź było wtedy stolicą Europy. A wyglądało to wtedy tak:

„W pierwszej połowie XIX wieku Paryż był miastem niesamowicie ciasnym, ciemnym, brudnym, błotnym i cuchnącym jak martwa ostryga. Umyślnych, którzy roznosili bileciki od kawalerów do kochanek i wice Wersal – słusznie przeto nazywano „ciekoskoczkami”. (s. 11)

Pierwszy rozdział prezentuje nam również najsłynniejszych i tych nieco mniej słynnych przedstawicieli paryskiej bohemy i specyficznego, sprzyjającego samounicestwieniu stylu życia tych ludzi, czego jaskrawym przykładem są życiorysy Paula Verlaine’a, Henry’ego Murgera i jeszcze kilku innych.

Kolejne rozdziały to Pasaże podejrzane, modne i diabelskie, każdy opisany w spisie treści niby konkretnym skrótem, a jednak dopóki nie przeczytamy, to się nie dowiemy, co w sobie zawierają :) Autor zapoznaje nas z nader zróżnicowanymi zagadnieniami życia w tym niezwykłym mieście, od wystaw, kosmetyków, mody, damskiej bielizny po uwikłanie francuskich intelektualistów w fascynację i propagowanie komunizmu. Czytając to, można mieć wrażenie totalnego misz-maszu, ale Krzysztof Rutkowski panuje całkowicie nad treścią  pewnie przeprowadzając czytelnika nie tyle przez pasaże, co przez meandry historii, kultury, stylu życia i dziwactw, które charakteryzują to fascynujące miasto. 

Swoistym zwornikiem tych esejów jest Eugeniusz Sue, autor najsłynniejszej chyba „powieści w odcinkach”, która w swoim czasie przyprawiała Francuzów o palpitacje serca, a wydawcom gazet zapewniała krociowe zyski, którego nazwisko wspomniane jest na początku i na końcu książki. Chyba nieprzypadkowo, skoro jego najsłynniejsze dzieło nosi tytuł „Tajemnice Paryża”. :) 
 




Źródło zdjęcia

 

Książka jest pięknie wydana w twardej, granatowej, stylowej okładce z bardzo intrygującymi fotografiami prezentującymi głównie Paryż epoki belle-epoque (ale nie tylko). Jednym ze zdjęć, które wbiło mi się w pamięć była fotografia wieży Eiffle’a zbudowanej w połowie. Forma tych zdjęć jest wysmakowana plastycznie, gdyż są to swego rodzaju wyklejki, przyklejone do strony tylko górną krawędzią. Nie wiem dobrze, jak to ująć, w każdym razie pierwszy raz zetknęłam się z takim sposobem zilustrowania wydawnictwa i nie ukrywam, że bardzo mi się to podobało.

Po lekturze tej książki mam apetyt na kolejne książki Krzysztofa Rutkowskiego, a co więcej doszłam do wniosku, że „Paryskie pasaże” MUSZĘ mieć na swojej półce. I to chyba najlepiej dowodzi, że ta książka ma w sobie to „coś”, co mnie uwiodło. Życzę sobie i Wam jak najwięcej takich odkryć.

„Większość pasaży zbudowano w Paryżu po roku 1822, w ciągu piętnastu lat. Powstały one dzięki bujnemu rozkwitowi handlu tkaninami. W pasażach otwarto sklepy pełne atrakcyjnych towarów, pierwsze kantory handlowe dysponujące znacznymi zapasami , zwiastujące pojawienie się wielkich magazynów. Balzak myślał o sklepach w pasażach, gdy pisał o: "Wielkim poemacie półek wyśpiewujących barwne strofy od Madeleine do rogatki Saint-Denis”. 
W pasażach rozkwitł handel przedmiotami zbytku. Do zwiększania obrotów sprzedawcy zaprzęgli sztukę. Pasaże stały się zatem przedmiotem podziwu i kontemplacji dla współczesnych. Długo stanowiły atrakcję turystyczną.
W „Ilustrowanym Przewodniku po Paryżu czytamy: „Pasaże, najnowszy wynalazek przemysłowego luksusu, składają się z korytarzy przykrytych szklanym dachem i wyłożonych marmurem. Przenikają one całe kwartały kamienic, których właściciele zgodzili się na tego rodzaju przedsięwzięcie. W pasażach, oświetlanych z góry promieniami przenikającymi przez szkło, zainstalowały się najbardziej eleganckie sklepy, przeto pasaże tworzą rodzaj miasta, osobnego świata w miniaturze”.
Walter Benjamin, Paryż, stolica XIX wieku. Wprowadzenie (s. 6)

Krzysztof Rutkowski – pisarz, tłumacz, wykładowca. W roku 1996 otrzymał tytuł naukowy doktora habilitowanego w Instytucie Badań Literackich PAN w Warszawie. W roku 1994 wyjechał do Paryża. Założyciel i redaktor "Kontaktu Literackiego i Artystycznego" (dodatek do paryskiego miesięcznika "Kontakt"). Redaktor pierwszego telewizyjnego magazynu francusko-polskiego "Paris-Varsovie" (1990). Przez 25 lat pracował w rozgłośniach radiowych m.in. w radiu Wolna Europa oraz w Radiu France Internationale (RFI). Obecnie jest profesorem w Instytucie Badań Interdyscyplinarnych "Artes Liberales" Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie prowadzi zajęcia w Międzynarodowej Szkole Humanistycznej oraz na Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Humanistycznych. W 1989 roku Krzysztof Rutkowski został laureatem Nagrody Literackiej Fundacji Kościelskich.

 
Autor: Krzysztof Rutkowski
Wydawnictwo: słowo / obraz terytoria
Seria: Pasaże
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 262


czwartek, 17 lutego 2011

Leena Lander, Niech się rozpęta burza




Książkę tę odnalazłam na bibliotecznej półce. Wybrałam ją do lektury całkowicie przypadkowo, ale był to szczęśliwy przypadek. Nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna. Zapowiedź na okładce książki jest myląca – to na pewno nie jest thriller psychologiczny.

Narracja w książce toczy się w dwóch planach czasowych i prowadzona jest przez różnych narratorów. W części współczesnej narratorką jest Iiris, dziennikarka z Helsinek zatrudniona w czasopiśmie naukowym, która – roztrzęsiona zdradą męża – udaje się do Oikikumpu, skąd pochodzi jej ojciec, aby napisać reportaż o składowaniu odpadów radioaktywnych w dawnej kopalni miedzi. W drugim planie czasowym akcja toczy się w Oikikumpu w latach trzydziestych XX w. i opowiada o dziejach małżeństwa babki Iiris, Vidy, jej męża Eero i jej kochanka z Irlandii. Tajemnicza śmierć dziecka stanowi centrum opisywanej historii. Śledztwo, które rozpocznie zaintrygowana Iiris pozwoli jej nie tylko na wyjaśnienie pewnych spraw z przeszłości własnej rodziny, ale pomoże jej w ułożeniu na nowo własnego życia i priorytetów.

Czytanie tej książki nie jest łatwe. Narracja jest rwana, często posługuje się skrótami. Ale według mnie była to fascynująca lektura i ciekawa historia tocząca się w nieznanych nam, Polakom, uwarunkowaniach społeczno-politycznych przedwojennej Finlandii. Historia opowiedziana przez Leenę Lander jest wielowątkowa, każda z głównych postaci jest przekonująco i prawdziwie pokazana. Wiele wydawałoby się oczywistych kwestii nie uzyska jednoznacznej interpretacji, ale nie o to chodzi w tej książce. Akcja toczy się wśród prostych ludzi, ale każdy z nich posiada swoje tajemnice. Tylko z pozoru są oni prości i nieskomplikowani. Tak naprawdę aż kipi w nich gorączka, której po sobie nie pokazują. Akcja tej powieści toczy się niespiesznie, powoli, ale nieuchronnie przykuwa uwagę czytelnika. Nie można jej przeczytać „za jednym zamachem”, ale w miarę upływu czasu coraz bardziej się zanurzamy w stworzonej przez autorkę rzeczywistości.

Mnie zastanowiło jedynie, że współczesna bohaterka powieści kompletnie nie zna i nawet nie wiedziała o istnieniu swojej ciotecznej babki. Co więcej, ani ona, ani żadna z jej czterech sióstr nie były na pogrzebie babki… Mentalność Finów jest – jak z tego wynika – kompletnie różna od naszej. Mimo tej drobnej uwagi, a może właśnie dlatego, polecam lekturę tej ciekawej i intrygującej książki.

Poniżej kilka cytatów z książki.

"Przeszłość jest zawsze dobra i szczęśliwa, nigdy nudna, powszednia czy bezbarwna. Wszystkie przeciwności losu zmieniają się w niej w przygody, cierpienia w bohaterstwo. Szkoda tylko, że tę wielkość czasu dostrzega się zawsze dużo później, gdy przeszłość jest już historią."

„ Punktualność nie pozostawia miejsca na niespodzianki. A czego normalny człowiek nie oddałby za ślepy traf? Życie bez niepewności nie jest nic warte.”

[opinia obcokrajowca – kompletnie niezgodna z fińską tradycją; mnie się podoba :)]
 
„Nienawiść jest jak jaskinia. Zimna i mroczna pieczara z zamurowanym wyjściem, więc trzeba pogrążać się w niej coraz głębiej, schodzić coraz niżej. Taka jest nienawiść.”

Leena Lander urodziła się w Turku w 1955 r. W 2000 r. zdobyła nagrodę Pro Finlandia. Jedna z jej powieści (tytuł oryginalny: Tummien perhosten koti) została sfilmowana w 2008 r., a film był sukcesem kasowym w Finlandii.

 
 
 
 


Moja ocena: 5,5 / 6


Autor: Leena Lander
Tytuł oryginalny: Tulkoon myrsky
Wydawnictwo: słowo / obraz terytoria
Seria: Terytoria Skandynawii

Tłumacz: Sebastian Musielak
Liczba stron: 352
Rok wydania: 2008

Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Besala Jerzy Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Borkowska Urszula Bowen Rhys Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Covey Sean Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnecka Renata Czarnyszewicz Florian Czwojdrak Bożena Dallas Sandra Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domagalski Dariusz Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drewniak Wojciech Drinkwater Carol Drucka Nadzieja Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Dyer Wayne Edwardson Ake Evans Richard Fabiani Bożena Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Filipowicz Wika Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fowler Karen Joy Frankl Viktor Franzen Jonathan Frayn Michael Fredro Aleksander Fryczkowska Anna Fønhus Mikkjel Gaskell Elizabeth Genow Magdalena Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Helsztyński Stanisław Hen Józef Herbert Zbigniew Hill Napoleon Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jahren Hope Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jurgała-Jureczka Joanna Jörgensdotter Anna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karlsson Elise Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kowecka Elżbieta Kościński Piotr Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kręt Helena Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Laurain Antoine Lehtonen Joel Loreau Dominique cytaty Lupton Rosamund Lurie Alison Maciejewska Beata Maciorowski Mirosław Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Małecki Jan McKeown Greg Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Mitchell David Mizielińscy Miłoszewski Zygmunt Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Myśliwski Wiesław Nair Preethi Naszkowski Zbigniew Nesbø Jo Nesser Hakan Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Orlińska Zuzanna Ossendowski Antoni Ferdynand Pająk-Puda Dorota Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pawlikowski Michał Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Przedpełska-Trzeciakowska Anna Puchalska Joanna Puzyńska Katarzyna Płatowa Wiktoria Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Sobolewska Justyna Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szalay David Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Weissensteiner Friedrich White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna de Blasi Marlena Ładyński Antonin Łapicka Zuzanna Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Żylińska Jadwiga
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...