(…) Nie można uciec od piękna… jest wszędzie.” (s. 428)
Obawiam się, że o tej książce nic mądrego nie napiszę. Po prostu nie będę umiała oddać jej piękna i prawdy kryjącej się w gąszczu literek gęsto zapisujących prawie 500 stron. Aby jednak przekazać choć ułamek moich zachwytów napiszę parę słów mając nadzieję, że ktoś z Was skusi się na przeczytanie tej pozycji, gdyż jest tego ze wszech miar warta.
Katherine Mansfield to pisarka rodem z Nowej Zelandii, której 34-letnie życie było pełne barwnych wydarzeń. Ale ostatnie lata naznaczone były piętnem choroby, której leczenie wymagało ciągłych wyjazdów, jak najdalej od wilgotnego angielskiego klimatu. Jej partnerem, a później mężem był John Middleton Murry, angielski wydawca, z którym w czasie ich rozłąki - koniecznej z uwagi na stan zdrowia pisarki oraz zobowiązań zawodowych Murry’ego w Londynie - utrzymywała ścisły i częsty kontakt listowny. Listy, których wyboru dokonał Murry, są częścią bogatej korespondencji prowadzonej z mężem oraz przyjaciółmi, głównie podczas jej pobytów za granicą wymuszonych złym stanem zdrowia.
Mimo gnębiącej ją od grudnia 1917 r. ciężkiej i śmiertelnej choroby płuc, pisarka cieszy się każdym momentem życia, choć jego jakość pozostawia sporo do życzenia. Najczęściej nie może jednak zażywać spacerów, podejmować wysiłku, ale może oglądać i zachwycać się światem, przyrodą i ludźmi, których spotyka. Pisze w listach o wszystkim, co dla niej ważne, co zwróciło jej uwagę, a co nam często może wydać się nic nie znaczącymi drobiazgami. Nie brak w nich uwag głębszej natury, bardzo osobistych i intymnych, co pozwala też na poznanie jej poglądów na życie i świat.
(…) Cóż to za piekło tak kochać życie jak ja! Uważam, że moja miłość wzrasta, zamiast się zmniejszać. Życie mi wcale nie powszednieje – wciąż jest dla mnie cudem. Mam nadzieję, że pozostanę na tym świecie dość długo, aby napisać prawdziwie dobre dzieło. Sprzykrzyli mi się ci obiecujący ludzie, co młodo umierają; nie pragnę powiększyć ich grona. Wobec tego będę w dalszym ciągu pochłaniała jaunes d’oeufs i de la creme… [żółtka … śmietana]” (s. 346)
Lektura „Listów” to wspaniałe i przejmujące doświadczenie. Dzięki Katherine Mansfield i jej wrażliwości przenosimy się tam, gdzie ona aktualnie przebywa. Te listy to właściwie nie relacja z życia, a raczej zapis jego okruchów, które utrwalone w listach Katherine Mansfield ożywają przed naszymi oczami. Plastyczność opisów zachwyca i zachęca do spojrzenia na świat jej oczyma. Ta bystra obserwatorka i zdolna pisarka przekazuje mężowi i przyjaciołom chwile, które ją zachwyciły pozwalając nam przenieść się wraz z nią do wiosennego lasu, doświadczyć upalnych dni we francuskich wioskach czy mglistych i szarych poranków w Londynie. My też możemy od czasu do czasu popatrzeć w niebo, przyjrzeć się płatkom śniegu, kwitnącym kwiatom czy napotykanym po drodze zwierzętom. A nader często, zatopieni w naszych myślach, spieszący się do pracy, nie zauważamy świata wokół nas. Patrzymy, ale nie widzimy, że w wielu swoich aspektach jest to piękny świat, wart naszej uwagi i zachwytu.
Czasem pisarkę ogarniają gorsze nastroje, co jest całkiem zrozumiałe w kontekście postępującej choroby i nieskutecznych kuracji, ale w pamięci czytelnika zostaje piękno frazy, ulotność szczegółu czy piękno detalu, który zwrócił uwagę Mansfield. Jej pasja życia i wrażliwość na piękno sprawia, że lektura „Listów” jest bardzo emocjonującym doświadczeniem. Dodatkowym atutem wydania z 1978 r., które miałam okazję przeczytać, jest wspaniałe, autoryzowane przez Johna Middletona Murry’ego tłumaczenie Marii Godlewskiej oraz przedmowa autorstwa Jana Koprowskiego, który wprowadza nas w niuanse życia pisarki, a także słowo wstępne męża pisarki, który stwierdza: „(…) Katarzyna Mansfield pragnęła ponad wszystko pozostawić na świecie spuściznę w postaci choćby małej cząstki prawdy. Jestem przeświadczony, że te listy zawierają niemało z jej „prawdy” i dlatego dołożyłem starań, aby ów dokument przedstawić możliwie w całości.”
„Do J. M. Murry’ego
Mentona, Październik 1920
(…) A cierpienie, fizyczne cierpienie takie jak to, które znam od trzech lat. Ono zmieniło wszystko na zawsze – nawet widok świata jest inny – coś w nim przybyło. Każda rzecz ma swój cień. Czy to słuszne walczyć z takim cierpieniem? Wiesz, uważam, że cierpienie było dla mnie wielkim przywilejem. Tak, mimo wszystko. Jesteśmy ślepe i małe stworzenia. Naprawdę żyjemy jedynie bajką. A jeśli wyruszamy w drogę, musimy zwalczać pokusy i niebezpieczeństwa, tym większe, im osobliwszy jest skarb. Gdy ktoś się buntuje, mówiąc: „Życie niewarte tej ceny” – można jedynie odpowiedzieć: „A jednak warte”. Chciej mnie zrozumieć. Nie mam na myśli „ciernia w ciele”, to stokroć bardziej tajemnicze. Trzy lata upłynęło, zanim zrozumiałam – zanim zobaczyłam. Opieramy się – i straszliwy lęk nas ogarnia. Łódeczka wpływa do okropnej ciemnej otchłani. Chcemy uciec. „Chcemy powrócić na ląd!” Ale to na nic. Nikt nie słucha – mglista postać wiosłuje dalej. Trzeba siedzieć spokojnie i nie zakrywać oczu.
Uważam, że największym błędem jest bać się. Doskonała miłość wyklucza lęk. Kiedy patrzę wstecz na swoje życie, widzę, że wszystkie błędy, jakie popełniłam, były wywołane przez obawę… Czy dlatego musiałam spojrzeć w twarz śmierci? Czy aż tego było potrzeba, aby mię wyleczyć? Widzisz, myślę czasem… nie, nie o jakimś uosobieniu Boga albo czymś równie absurdalnym. Raczej o beznadziejnym poszukiwaniu przez dusze… (…) (strony 287-288)
P.S. Poniżej zamieszczam zdjęcie „Listów” z zaznaczonymi fragmentami, które przykuły moją uwagę. Sporo ich się nazbierało.:)
Katherine Mansfield (1888 - 1923) - modernistyczna autorka opowiadań. Pochodziła z Nowej Zelandii. W latach 1898-99 jej pierwsze opowiadania ukazały się w pismach z Wellington. W 1903 roku wyruszyła na studia do Londynu. Inspirowała się utworami Oscara Wilde'a i Antoniego Czechowa. Brała udział w londyńskim życiu towarzysko-literackim, przyjaźniła się głównie z Aldousem Huxleyem, Virginią Woolf oraz D. H. Lawrence’em. Cierpiała na gruźlicę, która była przyczyną jej przedwczesnej śmierci. Zmarła w wieku 34 lat na nagły krwotok. Za jej życia wydano tylko dwa tomy opowiadań, dalsze oraz dzienniki, listy ukazywały się pośmiertnie przez kilka dekad.
Autor: Katherine Mansfield
Tytuł oryginalny: Letters
Wydawnictwo: Czytelnik
Tłumacz: Maria Godlewska
Rok wydania: 1978
Liczba stron: 492


