Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WAB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WAB. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 września 2018

Anna Przedpełska-Trzeciakowska, Jane Austen i jej racjonalne romanse




Książki Jane Austen towarzyszą mi od wczesnej młodości i nie sądzę, abym z nich kiedykolwiek "wyrosła". "Dumę i uprzedzenie" przeczytałam po raz pierwszy w liceum, potem pochłonęłam wszystkie pozostałe powieści Jane. Każdą z nich czytałam po kilka razy i nie poczułam przesytu czy znudzenia. Nie jestem chyba wyjątkiem, gdyż twórczość Jane Austen do dziś znajduje wdzięcznych odbiorców, a uniwersalna fabuła - mimo upływu ponad 200 lat od jej napisania - z chęcią jest przenoszona na ekran kinowy lub telewizyjny. 


Znakomitą większość książek Jan Austen tłumaczyła na język polski Anna Przedpełska-Trzeciakowska. Wiele lat temu napisała ona świetną opowieść poświęconą rodzeństwu Brontë ("Na plebanii w Haworth"), a teraz zdecydowała się przybliżyć czytelnikom postać Jane. 

Anna Przedpełska-Trzeciakowska ze znawstwem i ogromną wiedzą przedstawia nam świat, w którym żyła Jane Austen. Nie raz i nie dwa ma się wrażenie lektury powieści obyczajowej z epoki, tak ciekawie jest zarysowane tło historyczne z zaznaczeniem przemian zachodzących w społeczeństwie ery georgiańskiej. Autorka z pietyzmem odtwarza koleje życia pisarki dedukując całkiem sporo w oparciu o fabułę jej kolejnych książek. Poznajemy jej rodziców, braci, siostrę, ale o niej samej wcale tak dużo nie wiemy, gdyż pokaźna część jej listów została zniszczona przez ukochaną siostrę Cassandrę. Zwraca uwagę na kochającą się rodzinę, trudne warunki materialne (zwłaszcza po śmierci ojca - pastora), częste przeprowadzki i niezwykłą więź, jaka łączyła ją z Cassandrą. 

Za swojego życia Jane Austen wydała anonimowo cztery powieści, które cieszyły się sporym powodzeniem, aczkolwiek nieporównywalnym z sukcesami sir Waltera Scotta, literackiej gwiazdy epoki Regencji. Prawdziwy triumf Jane odniosła pośmiertnie, gdy jej książki przemawiały do kolejnych pokoleń. Co więcej, popularność jej książek trwa do dziś, podczas gdy książki Waltera Scotta są dzisiaj zapomnianymi klasykami. Choć Jane nazywała swoje pisarstwo "malowaniem obrazków na małych płytkach ze słoniowej kości", to jednak te "obrazki" okazały się całkiem udane i doczekały się wielu kopii oraz ciągów dalszych pisanych przez innych twórców, mniej lub bardziej zgrabnie naśladujących styl Jane.

Anna Przedpełska-Trzeciakowska napisała biografię osoby, którą darzy ogromną sympatią. Zupełnie mi to jednak nie przeszkadzało w lekturze. :)



Autor: Anna Przedpełska-Trzeciakowska
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Fortuna i fatum
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 304



wtorek, 17 marca 2015

Petra Hulova, Czas Czerwonych Gór




„Czas Czerwonych Gór” (nawiasem mówiąc, polski tytuł znacząco odbiega od wersji oryginalnej) to debiut czeskiej pisarki, mongolistki z wykształcenia. I przyznać trzeba, że to debiut niezwykły, gdyż trudno się spodziewać, że europejska autorka wprowadzi nas w świat wewnętrzny kobiet z kompletnie innego kręgu kulturowego. A tak jest w tym przypadku, gdyż Petra Hulova opowiada historię pewnej mongolskiej rodziny, której dzieje poznajemy z opowieści pięciu kobiet: trzech córek, matki i wnuczki.

Tuleg i Alta to małżeństwo, które wychowuje cztery córki. W czasach ich dzieciństwa  mieszkała z nimi ich babcia, Dołgorma, która – choć w książce nie jest znacząca postacią – spajała rodzinę celebrując tradycję nomadów. Po jej śmierci rodzina zaczyna się rozpadać, a postać babki urasta do rozmiarów legendarnych, osiąga ona status osoby o potężnej magicznej mocy. Najwięcej o historii rodziny dowiadujemy się od Dzai, drugiej pod względem starszeństwa córce, która jako jedyna zabiera głos dwukrotnie – na początku i na końcu książki.

Powieść jest napisana w sposób dojrzały i ze znawstwem opisuje nam specyfikę życia w mongolskim stepie, które jest twarde i zależne od praw przyrody. Z tym stylem życia kojarzy się wolność przynależna mongolskim nomadom osiadłym w swoim gerze, ale socjalistyczna, narzucona przez Rosjan rzeczywistość wkrada się w życie Mongołów i powoli niweczy te nędzne okruchy dawnej tradycji. Komunizacja Miasta (Ułan Bator) postępuje szybciej. Stałym elementem miejskiego krajobrazu są tandetne, szare, kiepsko zbudowane blokowiska, a alkoholizm i prostytucja zbierają tam obfite żniwo.
 
Historia opisana w książce nie jest barwna i radosna; jest smutna i przygnębiająca swoją beznadziejnością i brakiem perspektyw. A już chyba najbardziej dobijająca jest dola kobiet, które właściwie nie mają wyboru: albo małżeństwo, albo rozpoczęcie życia w mieście, które jest synonimem upodlenia pod płaszczykiem nowoczesności importowanej od potężnego komunistycznego sąsiada. Świat, w którym żyją bohaterki powieści jest okrutny i nic nie zapowiada zmiany na lepsze.

Lektura tej książki przygnębia. Ta wszechobecna beznadzieja, te gwałty przydarzające się wielu bohaterkom książki czy „puszczanie się” i niemal mechaniczne zaliczanie klientów w miejskim burdelu oblepia nas i męczy. A jednak nie można przestać czytać. Zadziwia mnie dojrzałość pisarska Petry Hulovej, to naprawdę interesujący debiut. Nie wiem, na ile wiarygodne są te spostrzeżenia pisarki odnośnie mongolskiej codzienności, ale najważniejszy jest tu klimat rozpadu więzi rodzinnych, braku komunikacji między bliskimi i niestety beznadziejności.

Książka została wydana przez uznane wydawnictwo i w ramach ciekawej serii „Z miotłą”. Tłumaczenie książki stoi na wysokim poziomie i tylko jednego mi zabrakło: krótkiego słowniczka mongolskich pojęć użytych w tekście wielokrotnie. Z uwagi na specyfikę książki, fakt, że rozgrywa się w kompletnie innym niż europejski krąg kulturowy, tłumaczka z języka czeskiego mogła jedynie pozostawić w tekście mongolskie słowa odzwierciedlające tamtejszą rzeczywistość. Uważam jednak, że wydawnictwo mogło zapewnić wyjaśnienia tych pojęć przez mongolistę. W miarę lektury oczywiście zrozumiałam, co oznacza ger (mongolski namiot),erlic (bękart) szor (wiatr), Burchan (pogańskie bóstwo)etc. Jednak nieco szersze wyjaśnienie kontekstu użytych wyrażeń byłoby mile widziane, żeby bazować na wiedzy eksperckiej, a nie na własnej intuicji.  

Lektura tej książki nie zapewni relaksu i odprężenia, zapewni za to dawkę mocnych wrażeń. Mimo wszechobecnego smutku, przygnębienia, poczucia niespełnienia bardzo wciąga. Nie do końca chcę wierzyć, że mongolskie dziewczyny w tak traumatyczny sposób wchodzą w dorosłość jak to przydarzyło się kilku bohaterkom tej książki, ale perypetie Dzai i kobiet z jej rodziny zapamiętam na długo. Debiut Hulovej robi wrażenie i sprawia, że ta książka jeszcze dość długo będzie we mnie tkwić.



Autor: Petra Hulova
Tytuł oryginalny: Paměť mojí babičce
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: z miotłą
Tłumacz: Dorota Dobrew
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 324
 

środa, 25 lutego 2015

Gabrielle Zevin, Między książkami






Rzadko mi się to zdarza, ale po przeczytaniu kilku entuzjastycznych tekstów o tej książce skusiłam się na jej kupno. Niewątpliwie magnesem była opinia, że jest to lekka beletrystyka, ale z książkami w roli głównej. 

Książka odgrywa w życiu bohaterów niepoślednią rolę, ale trudno, aby było inaczej, skoro głównym bohaterem jest Ajay Fikry, właściciel małej księgarni na wyspie zwanej Alice Island. Co prawda miał on kiedyś ambicje naukowe, ale podążył za głosem serca i otworzył z żoną księgarnię. Jest to jedyny przybytek tego typu w okolicy, lecz Ajay nie może nazwać swego interesu nader dochodowym. Prawdę mówiąc jest średnio, choć udaje mu się wiązać „koniec z końcem”. Ajay jest dość zgryźliwym samotnikiem, spożywającym głównie mrożonki i nieprzepadającym za kontaktem z obcymi. W takim nastroju tkwi od śmierci żony, 1,5 roku przed rozpoczęciem akcji powieści. Gdy pewnego dnia w jego księgarni pojawia się nowa przedstawicielka handlowa jednego z wydawnictw, zastępująca zmarłego kolegę, do którego Ajay zdążył się już przyzwyczaić, nie traktuje zbyt przyjaźnie ani jej, ani książki, którą poleca. Tymczasem wkrótce potem dochodzi do kradzieży cennej książki stanowiącej nadzieję Ajaya na bezpieczną przyszłość, a do księgarni ktoś podrzuca dwuletnią dziewczynkę z prośbą o zaopiekowanie się nią… 

Nie chciałabym pisać więcej o wydarzeniach, które opisuje Autorka, bo mimo że książka liczy sobie zaledwie nieco ponad 250 stron, to sporo się dzieje na przestrzeni kilkunastu lat, choć siłą rzeczy wydarzenia traktowane są dość powierzchownie. Na pewno nie jest to typowa komedia romantyczna. Książkę czyta się szybko, Zevin stara się pokazać poważniejsze problemy niż tylko te związane z uczuciem dwojga bohaterów i nie uchyla się przed komizmem. Bardzo podobał mi się pomysł utworzenia policyjnego klubu dyskusyjnego, który omawiał kolejne kryminały i aż żal, że jego obrady pojawiają się w książce tylko raz. Na szczęście jego szef, poczciwy policjant Lambiase pojawia się na kartach książki częściej wnosząc pogodę ducha, optymizm i pewną flegmatyczność, również jeśli chodzi o ściganie przestępców. ;) Ciekawym elementem są zapiski umieszczone na początku każdego rozdziału opisujące różne opowiadania z komentarzem Ajaya. Są one napisane z konkretnego powodu, ale to się okaże na końcu. Znakomita większość tytułów, które omawia bohater, jest mi nieznana, więc być może utrudniało mi to identyfikację z poglądami bohatera. 

Trudno mi też pisać o kreacjach bohaterów w tej książce. Pozornie jest ich wielu, ale tak naprawdę tylko Ajay zyskał jakąś głębię. Reszta to dość papierowe charaktery, naszkicowane dość grubą kreską. Nawet Amelia, owa przedstawicielka handlowa, która ma do odegrania ważną rolę w życiu Ajaya, niespecjalnie się wyróżnia. Kompletnym nieporozumieniem jest za to, moim zdaniem, epizod z pojawiającą się jak meteor mamą Ajaya, która na starość odkrywa uroki liberalnego stylu życia.  

Omawianych w książce zagadnień mamy sporo, m.in. romans z nieodpowiedzialnym lowelasem i tragiczne efekty tegoż, nieszczęśliwe małżeństwo, zagadkę kryminalną, tajemnicę związaną z autorstwem książki, nieuleczalną chorobę. Specyficzną cechą tej historii jest fakt, że właściwie życie wszystkich bohaterów toczy się wokół książek. Z jednej strony jest to miłe sercu mola książkowego, ale po pewnym czasie zaczęło mnie to nieco drażnić. Wydaje mi się bowiem przesadne, gdy na pierwszej randce dwojga dojrzałych ludzi mówią oni wyłącznie o swoich preferencjach czytelniczych, a bohaterka rozważająca popełnienie samobójstwa stara się sobie przypomnieć, w jakiej to książce czytała o podobnym sposobie, jaki bierze pod uwagę. Trochę tego za dużo.

Chociaż więc lubię „książki o książkach” we wszelkich odmianach i rodzajach, to jednak ta książka wzbudziła we mnie raczej letnie uczucia. Można tę książkę przeczytać, można się wzruszyć, ale to wszystko jest jakieś letnie i powierzchowne. Może oczekiwałam zbyt wiele.



Autor: Gabrielle Zevin
Wydawnictwo: W.A.B.
Tytuł oryginalny: The storied life of A.J. Fikry
Tłumacz: Łukasz Witczak
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 268









czwartek, 13 lutego 2014

Aleksandra Marinina, Cudza maska




 Kryminały Marininy albo się lubi, albo nie. Nie ukrywam, że ja je lubię, głównie za pokazywanie pod osłoną intrygi kryminalnej, prawdziwego obrazu Rosji (głównie Moskwy) lat 90-tych. Rozumiem pod tym sformułowaniem pokazanie kraju ogromnych dysproporcji, kombinatorstwa i cwaniactwa, gdzie uczciwość raczej nie popłaca. Polubiłam też główną bohaterkę Nastię za jej analityczny umysł i nieprzeciętne zdolności. Jest też ona jedną z nielicznych kobiet na kartach książki Marininy, którą można uznać za równą mężczyznom, którzy w świecie kryminałów Marininy dominują niemal wszędzie. Pozycja kobiety jest doceniana tylko wtedy, gdy jest piękna, niezbyt lotna i uległa lub gdy ogranicza swoje ambicje do pilnowania porządku w domu. Generalizuję oczywiście, ale po przeczytaniu paru kryminałów Autorki widzę, że takie instrumentalne podejście do roli kobiety w Rosji nie może być przypadkiem.

„Cudza maska” to jedenasty tom przygód Kamieńskiej (na szczęście, ostatnio wydawnictwo zaczęło wydawać kryminały Marininej we właściwej kolejności). Akcja koncentruje się wokół zabójstwa niezwykle popularnego pisarza romansów Leonida Paraskiewicza. Okoliczności morderstwa nie rokują dobrze i wiele wskazuje na to, że będzie to zagadka nie do rozwiązania. Poznajemy sytuację rodziny Paraskiewiczów, gdzie trwa konflikt między matką zabitego pisarza a jego żoną. W tle pojawiają się rozgrywki na rynku wydawniczym, układy, machlojki i powiązania, jakie dominują w tym środowisku, a które Autorka zna przecież na wylot. 

W tym samym czasie żona wpływowego biznesmena skazanego za umyślne zabójstwo zwraca się do Stasowa, emerytowanego milicjanta znanego już nam z wcześniejszych tomów, aby znalazł dowody niewinności małżonka. Biznesmen, mimo nie budzących wątpliwości dowodów, twierdzi nieustępliwie, że jest niewinny. Stasow po drobiazgowym sprawdzeniu okoliczności obciążających jego klienta zauważa jeden jedyny szczegół, który się nie zgadza…

Obserwujemy również codzienność małżeństwa Bieriozinów. On, poseł Dumy, ubiegający się o reelekcję oraz jego małżonka, powracająca do domu po wypadku samochodowym. Od początku wiadomo, że ten obraz nie jest do końca prawdziwy, bo coś tu się nie zgadza. 

Te trzy odrębne wątki, które przez dość długi czas biegną oddzielnie, dopiero po pewnym czasie zaczynają się zazębiać... Intryga wymyślona przez Marininę jest naprawdę skomplikowana. Aby ją rozwiązać trzeba poszukać powiązań w dość dalekiej przeszłości, spleść wszystkie wymykające się nitki razem. Wydaje mi się, że opisana jest tu zagadka z gatunku „nie do rozwiązania” dla czytelnika. Dopiero na ostatnich stronach wszystko się wyjaśnia i przyznać należy, że pomysł Autorki był naprawdę przedni, mocno "zakombinowany", ale uzasadniony, podparty ludzkimi przywarami spotykanymi zawsze i wszędzie. 

Nastia w tej książce jest „słomianą wdową” pozbawioną troskliwej opieki męża, który wyprowadził się na tydzień, aby dopilnować przygotowania sprawozdania rocznego swojego instytutu. Siłą rzeczy nasza bohaterka jest więc skazana na jedzenie mało wartościowych posiłków, brakuje jej wsparcia męża i w pełni koncentruje się na prowadzonej sprawie.

Muszę przyznać, że początek książki mnie nieco zdegustował, a nawet wprawił w lekkie zdenerwowanie. Autorka rozpoczyna bowiem książkę dialogiem wysokiego oficera milicji z obrońcą praw człowieka w studiu telewizyjnym, podczas której oficer zbija wszelkie krytyczne uwagi na temat pracy milicji w iście demagogiczny sposób. Oto próbka jego argumentów:

„(…) Po co państwu taka milicja, która niczym się nie różni od większości społeczeństwa? Cały sens istnienia waszego resortu polega na tym, że przychodzić do niego mają najlepsi, żeby walczyć z przestępcami. Taka jest zasada tworzenia organów ścigania w każdym państwie.

- A jak zamierza pan odróżniać dobrych milicjantów od złych? – ironicznie zainteresował się generał. Czyżby mieli to wypisane na czole?

- Należy przeprowadzać surową selekcję i nie tolerować najdrobniejszych wybryków, nie mówiąc już o przewinieniach służbowych – twardo oświadczył Potaszow. (…)

- Dobrze Nikołaju Grigoriewiczu, tak właśnie zrobimy. Jutro pańskie mieszkanie ktoś okradnie, zatelefonuje pan pod „zero dwa”, lecz nikt tam nie podniesie słuchawki. Wszystkie pracownice zwolniliśmy, bo albo spóźniają się do pracy, albo nie dość uprzejmie rozmawiają z obywatelami, albo popełniają wykroczenia administracyjne, na przykład łamią zasady ruchu drogowego. Wówczas zadzwoni pan na swój komisariat, a tam panu powiedzą, że wszystkich wywiadowców wyrzucono i nie ma pan do kogo jechać. (…)” (s. 7)


Co byś człowieku nie powiedział, zawsze jest jakiś element, który usprawiedliwia kiepską pracę milicji. Takie sprowadzenie istotnej kwestii do absurdu może usprawiedliwić wszystko. Ta dyskusja niezbyt mnie dobrze nastroiła do książki, na szczęście za chwilę robi się ciekawiej i złe wrażenie nieco się zaciera. 

Kryminał jest dość opasły, co zwykle mi nie przeszkadza, ale w tym wypadku uważam, że za dużo było w książce zbędnych elementów wydłużających książkę nieco na siłę. Wydaje mi się, że bez szkody dla akcji i poziomu napięcia książka mogłaby być krótsza o te kilkadziesiąt stron. Szczególnie irytujące były wstawki „psychologiczne”, które nieco mnie nużyły. 

Z postaci drugoplanowych zapadła mi w pamięć żona Paraskiewicza, która została dość ciekawie opisana przez autorkę, aczkolwiek wszystkie trzy historie, które dotyczą prowadzonej sprawy, naprawdę intrygują, głównie z uwagi na ciekawe tło obyczajowe Rosji lat 90-tych XX w. Mimo wielu uproszczeń uważam, że Marinina zawarła w swoich książkach wiele prawdy o życiu w tym kraju. Nie zaliczam tej książki do najlepszych w dorobku Marininy, ale z uwagi na świetny pomysł intrygi kryminalnej i ciekawie oddane tło obyczajowe (zwłaszcza środowiska wydawniczego) „Cudza maska” warta jest uwagi.





Aleksandra Marinina (ur. 1957) - z wykształcenia prawnik. Przez wiele lat pracowała w moskiewskiej milicji, opublikowała kilkadziesiąt prac poświęconych kryminologii. Pierwszą powieść kryminalną z Anastazją Kamieńską w roli głównej wydała w 1992 r. Jej książki cieszą się olbrzymią popularnością i zostały przetłumaczone na wiele języków.  

Źródło zdjęcia




Autor: Aleksandra Marinina
Tytuł oryginalny: Чужая маска
Wydawnictwo: WAB
Seria: Mroczna Seria
Tłumacz: Aleksandra Stronka
Rok wydania: 2013

Liczba stron: 480

środa, 18 grudnia 2013

Tadeusz Cegielski, Tajemnica pułkownika Kowadły





Kiedy przeczytałam „Morderstwo w alei Róż”, pierwszą część przygód kapitana Wirskiego w stalinowskiej Warszawie, byłam pewna, że już wkrótce znów się spotkam z tym bohaterem. I rzeczywiście, po 3 latach Tadeusz Cegielski wydał kolejny kryminał z Wirskim w roli głównej. Nie namyślając się wiele zakupiłam więc „Tajemnicę pułkownika Kowadły”. 

Tym razem przenosimy się do Warszawy na przełomie 1957 i 58 r. Kapitan Wirski, na skutek szczęśliwego splotu wydarzeń i swojej zręczności wykazanej w śledztwie opisanym w pierwszej części serii, otrzymał awans na majora, jest szczęśliwie żonaty i mógłby zapewne myśleć o zbliżającej się emeryturze, ale w Warszawie dochodzi do napadu na bank z bronią w ręku, co w tym czasie nie jest zjawiskiem powszechnym. Jednocześnie, w tajemniczych okolicznościach dochodzi do zgonu jednego z dyrektorów w NBP odpowiedzialnego za bezpieczeństwo informacji bankowej, który kilka dni przed śmiercią spotkał się z Wirskim, aby przekazać mu swoje spostrzeżenia po zuchwałym napadzie. Jak słusznie przewiduje nasz dzielny major, w noc sylwestrową dochodzi do kolejnego napadu, lecz mimo wzmożonej czujności milicji, sprawcy uciekają. Kto stoi za tymi napadami? Jaką rolę odgrywa stary kasiarz i jaką tajemnicę skrywa dawny przeciwnik Wirskiego, Mikołaj Kowadło, pułkownik UB?

Najpierw muszę Was ostrzec. Nie czytajcie tej książki, jeśli nie czytaliście wcześniej „Morderstwa w alei Róż”! To ważna uwaga, gdyż jeśli zaczniecie od „Tajemnicy…” będziecie początkowo nieco zdezorientowani ze względu na liczne odwołania do wydarzeń z pierwszej części, a ponadto pozbawicie się dużej części przyjemności z lektury „Morderstwa…”, gdyż w moim odczuciu autor ujawnia zbyt dużo z treści poprzedniej książki. Rozumiem, że to jest cykl, że sytuacja głównego bohatera ulega zmianom, ale nie można zdradzać zbyt wiele zwłaszcza, gdy dotyczy to elementów rozwiązania zagadki kryminalnej z wcześniejszej części. W serii o Harrym Hole, którą czytałam nie po kolei, nic nie odebrało mi przyjemności lektury. Jedynym pewnikiem było to, że Harry przeżyje liczne sytuacje wydawałoby się bez wyjścia. Nesbo starał się jednak nie ujawniać rozwiązań zagadek kryminalnych z poprzednich części cyklu. 

Profesor Cegielski świetnie oddał realia Warszawy po przełomie 1956 r. Ten nastrój pewnej swobody i poluzowania więzów narzuconych przez potężnego sąsiada, swoisty karnawał, który jeszcze nie zgasł stłamszony przez gomułkowską „małą stabilizację”, jest w tej książce niemal namacalny. Czytając tę książkę przenosimy się do tamtej Warszawy, opisanej w „Złym” Tyrmanda, z tym, że Tadeusz Cegielski porusza również tematy, o których Tyrmand siłą rzeczy pisać nie mógł. Natykamy się więc na ubeków pozbawionych parasola ochronnego rozwiązanego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, wspominane są tortury i narzędzia kaźni stosowanych przez komunistycznych oprawców w kazamatach rozlokowanych w całym mieście, zapuszczamy się w zakazane zakamarki wykańczanego właśnie gmachu Narodowego Banku Polski. Dzięki Tadeuszowi Cegielskiemu poznajemy kawałek historii naszej stolicy po „odwilży” październikowej.

Realia realiami, ale w kryminale liczy się intryga, a ta też jest zupełnie niezła, aczkolwiek jest też kilka mielizn fabularnych. Jest kilka zazębiających się wątków, parę ślepych tropów i zaskakująca końcówka. Wszystko w niesamowitej scenerii Warszawy końcówki lat 50-tych XX w., gdzie nie tylko można się natknąć niemal w każdym miejscu na kazamaty UB, ale rozkwit przeżywają kluby dla rozmaitej klienteli : i dla pracowników MSW i UB, i dla tych, którzy chcą tańczyć w rytm rock and rolla. W tych okolicznościach, mimo wszechobecności milicji obywatelskiej dochodzi do serii napadów z bronią w ręku. Jeśli ktoś z Was wzruszy ramionami i powie, no i jaka tu wierność realiom, to śpieszę donieść, że prof. Cegielski w posłowiu wyjaśnia, że kilka podobnych do opisanych w książce napadów rzeczywiście miało miejsce.

Muszę jednak przyznać, że o ile realia są oddane z pietyzmem i znawstwem rzeczy, intryga kryminalna jest niezła, o tyle moją wątpliwość budzą sylwetki psychologiczne bohaterów. Najwięcej uwagi autor poświęcił Wirskiemu, który budzi jednoznaczną sympatię, jego profesjonalizm i zdolności śledcze nie budzą wątpliwości. Nawet jego toporny przełożony potrafi przyznać, że ten sanacyjny oficer potrafi jednak poprowadzić śledztwo i rozgryźć najtrudniejsze zagadki kryminalne. Jego koledzy milicjanci funkcjonują jako dość „papierowe” postaci o śmiesznych nazwiskach (Paprotka, Rączka, Cegiełka etc.). Mam również mieszane uczucia wobec tytułowego pułkownika Kowadły, gdyż metamorfoza tego ubeckiego pułkownika jest dla mnie nieco zadziwiająca. Dziwi mnie również, że mimo zaawansowanego wieku majora Wirskiego (63 lata) i jego trudnego życiorysu naznaczonego między innymi prześladowaniami UB, nie odczuwa on w ogóle upływu lat, a poślubienie dużo młodszej kobiety nie prowokuje żadnych komentarzy otoczenia ani refleksji obojga zainteresowanych. Bądź co bądź, różnica ok. 30 lat między małżonkami nie była rzeczą powszednią, zwłaszcza w tamtych czasach. Postacie kobiece, to w moim przekonaniu również porażka autora, gdyż ani obecna żona Wirskiego, ani jego dawna kochanka, Tania Rypnis, nie budzą większych emocji, a dialogi, zwłaszcza z tą ostatnią, są drętwe i mało życiowe.

Mimo tych zastrzeżeń książka jest godna polecenia, zwłaszcza dla miłośników varsavianów i polskich kryminałów. To chyba jedyny współczesny kryminał osadzony w świetnie oddanych realiach stalinowskiej Warszawy. Polecam, ale zacznijcie od "Morderstwa w alei Róż".

 
Tadeusz Cegielski (ur. 1948) - historyk, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, wolnomularz. Ojciec Maxa Cegielskiego - dziennikarza i pisarza. Od 1992 r. pełni funkcję redaktora naczelnego "Ars Regia" poświęconego wolnomularstwu.


 
Autor: Tadeusz Cegielski
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Mroczna seria
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 480


 


czwartek, 5 września 2013

Zygmunt Miłoszewski, Bezcenny




Akcja "Bezcennego", choć pojawiają się wydarzenia z 1945 i 46 r., toczy się współcześnie, a główną osią intrygi jest próba odzyskania zaginionego podczas wojny „Portretu młodzieńca” pędzla Rafaela. Polski rząd (odniesienia do osób aktualnie sprawujących swoje funkcje są jednoznaczne i oczywiste) podejmuje ściśle tajną akcję mającą na celu odzyskanie obrazu w sposób zdecydowanie nielegalny. W tym celu organizuje grupę czterech osób o całkowicie różnej proweniencji licząc na to, że ludzie ci będą w stanie dokonać niemożliwego. W skład grupy wchodzą dr Zofia Lorentz, urzędniczka MSZ odpowiedzialna za odzyskiwanie zaginionych dzieł; Karol Boznański, uznany marszand obracający się w środowisku handlarzy sztuką na całym świecie, a jednocześnie były narzeczony Zofii; Lisa, legendarna szwedzka złodziejka dzieł sztuki i na dodatek Anatol Gmitruk, emerytowany oficer służb specjalnych. Ta, sformowana naprędce, dość egzotyczna grupa ma za zadanie odzyskać obraz, którego zaginięcie jest największą tajemnicą ostatniej wojny. Akcja rwie jak z kopyta, dzieje się wiele, intryga okazuje się wielostopniowa, a nasi bohaterowie są uwikłani w aferę o wymiarze globalnym, która rzuca ich po całej Europie i nie tylko. Na domiar złego okazuje się, że ich tropem podąża płatny zabójca wynajęty przez jedno z mocarstw 

„Bezcenny” to jeden z bestsellerów tego lata, książka bardzo oczekiwana nie tylko ze względu na cenionego autora, lecz również z uwagi na fascynujący i jednocześnie bolesny temat niepowetowanych strat w zbiorach sztuki, jakie poniosła Polska podczas ostatniej wojny. Opinia o tym, że to dobra książka dotarła też do mojego otoczenia, co zostało ostatecznie potwierdzone w czerwcu, gdy wymieniałam się prezentami imieninowymi z koleżanką. Otóż obie kupiłyśmy dla tej drugiej właśnie „Bezcennego” ;)

Książka Miłoszewskiego porównywana jest do twórczości Dana Browna. Nie jestem wielbicielką twórczości tego amerykańskiego autora, ale muszę przyznać, że „Bezcenny” jest napisany sprawnie i zapewnia chwilę relaksu. Są niesamowite zbiegi okoliczności, kilogramy szczęścia, ale największym atutem tej pozycji jest poruszony przez autora temat.


Zaginiony "Portret młodzieńca" przypisywany Rafaelowi Santi
Źródło zdjęcia

Choć nie mam nic wspólnego ze środowiskiem kolekcjonerów i handlarzy dzieł sztuki, czuję podskórnie, że pisarz postarał się o oddanie realiów panujących w tym światku. Niewątpliwie przygotował się również do przedstawienia pewnych aspektów funkcjonowania administracji państwowej, której reprezentantką jest Zofia Lorentz . O ile jednak się orientuję (a pewną szczątkową wiedzę na ten temat posiadam) rozmowa, a właściwie rozmowy, jakie odbyła nasza bohaterka z Premierem i ministrem kultury w Kancelarii Premiera, nie mogłyby się odbyć w taki sposób, w jaki zostało to przedstawione. Albo może inaczej się wyrażę. Gdyby urzędniczka średniego szczebla zachowała się i wypowiedziała się tak jak ona podczas obu tych rozmów, na pewno nie pracowałaby dłużej w ministerstwie mimo nieposzlakowanej opinii i dobrej opinii w środowisku dyplomacji. Średni szczebel i niepodważalna wiedza merytoryczna nie są obecnie gwarantem trwałości zatrudnienia. ;)

Bohaterowie „Bezcennego” są dość wyraziści, ale mnie nie porwali. Pierwsze skrzypce ma grać doktor Lorentz, jak każe siebie nazywać. Jest ona jednak w sumie dość bezbarwna, choć stylizowana na „silną” kobietę. Była związana w przeszłości z Karolem Boznańskim i choć czytelnicy od początku są świadomi, że uczucie ich łączące nie wyparowało, to jednak nie dowiedziałam się, jakie właściwie były powody ich rozstania przed laty. Dr Lorentz z pasją walczy o odzyskanie polskich zabytków, ona również przedstawia w formie specyficznego wykładu perypetie obrazu Rafaela i hipotezy dotyczące jego zaginięcia. 

Karol Boznański z kolei jest właściwie bohaterem bez skazy: wykształcony, bogaty, elegancki. Uczucia również mu nie brakuje, choć starannie je skrywa pod maską zblazowanego światowca. On chyba zresztą najbardziej przykuł moją uwagę, ale co w tym dziwnego? Każda kobieta marzy o takim bohaterze w swoim życiu. :) A jeśli jeszcze dysponuje gadżetem ewidentnie nawiązującym do przygód Pana Samochodzika, to Boznański zdecydowanie wysuwa się na prowadzenie, jeśli chodzi o siłę przyciągania uwagi spośród ekipy tropicieli zaginionego obrazu. 

Z pozostałej dwójki bohaterów Lisa ma zapewniać element komediowy swoim specyficznym językiem opartym na więziennej grypserze (czasem jednak autor nie jest zbyt konsekwentny w tym zamierzeniu i to psuje efekt), a Gmitruk – doświadczenie komandosa, aczkolwiek jego perypetie osobiste nie są tu bez znaczenia. Muszę jednak przyznać, że żaden z bohaterów nie okazał się na tyle ciekawy, aby przykuć mnie do fotela i mocno z nim sympatyzować podczas lektury. 

Książka zyskała uznanie wielu blogerów, w tym wielu z tych, których opinie cenię i szanuję. Sięgając po książkę nie spodziewałam się arcydzieła, lecz szybkiej akcji, ciekawej intrygi i wyrazistych bohaterów, oczekiwałam po prostu dobrej rozrywki. Nie można odmówić autorowi talentu narracyjnego i umiejętności konstruowania opowieści. Początek obiecuje wiele, przenosimy się między kolejnymi planami czasowymi prowadzeni przez pisarza jak po sznurku. I właśnie początek jest w tej książce najlepszy, niosący tajemnicę i najbardziej wciągający. Później moja przyjemność z lektury jednak opadła skutecznie uziemiona przez kompletnie nielogiczną eskapadę naszej grupy specjalnej do USA. Wszystko, co nastąpiło potem, było z tym związane i jakoś nie mogłam się przekonać do dalszego rozwoju wypadków. Wierzę, że ta książka może wciągnąć, gdyż naprawdę jest nieźle napisana, ale w moim przypadku było inaczej i przyznam szczerze, że czytałam ją zadziwiająco długo jak na tego typu literaturę i swoje możliwości.
 
Jak już napisałam wyżej, najlepszym elementem "Bezcennego" jest w mojej opinii temat przewodni książki, gdyż zwraca uwagę na ważny, lecz, niestety, mało "medialny" problem, z którym nasz kraj boryka się od wielu lat. Na przykładzie zaginionego „Portretu młodzieńca” możemy zdać sobie sprawę, jak wiele zbiorów sztuki z terenu Polski po prostu przepadło, jak się wydaje, bezpowrotnie. Tym większym szacunkiem należy darzyć ludzi, którzy w strukturach MSZ i MKiDN wykonują mrówczą pracę, aby wyśledzić te resztki, które ciągle gdzieś wypływają na aukcjach dzieł sztuki. Chwała autorowi, że poruszył ten problem, który powinien nas wszystkich łączyć, a nie dzielić. Jeśli chodzi o intrygę, to jak dla mnie za dużo tu szczęśliwych zbiegów okoliczności, za mało logiki, ale tematyka powoduje, że oceniam tę książkę jako zdecydowanie ciekawszą niż propozycje Browna. No i szczerze życzę autorowi korzystnej sprzedaży praw do książki, które wycenił ni mniej ni więcej, lecz na milion dolarów, o czym poinformował wydawca w notce biograficznej.



 Zygmunt Miłoszewski (ur. 1976) - pisarz, dziennikarz, scenarzysta. Zadebiutował na łamach "Polityki" opowiadaniem "Kradzież portfela" (2004). Wydał następujące powieści: "Domofon" (2005), "Góry Żmijowe" (2006), "Uwikłanie" (2007), "Ziarno prawdy" (2011) i "Bezcenny" (2013). "Uwikłanie", pierwsza powieść z cyklu o prokuratorze Szackim, otrzymała Nagrodę Wielkiego Kalibru, została również przetłumaczona na jęz. angielski i spotkała się z bardzo dobrymi opiniami recenzentów i czytelników.
Źródło zdjęcia


Autor: Zygmunt Miłoszewski
Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 495


czwartek, 11 kwietnia 2013

Anna Jörgensdotter, Córki gór




„Od życia nie można wymagać, żeby było łatwe czy wygodne; to, jakby oczekiwać od krowy, żeby dawała tylko śmietankę albo żeby kura znosiła jajko na twardo.” (s. 64)

Literatura skandynawska święci w naszym kraju triumfy. Kryminały już od dawna znalazły swoich wiernych fanów, ale coraz śmielej sięgamy również po literaturę obyczajową autorstwa pisarzy z północy Europy. „Córki gór” to debiut Anny Jorgensdotter w naszym kraju i jej pierwsza książka dla dorosłego odbiorcy w ogóle. 

Akcja książki toczy się głównie w Sandviken, małym szwedzkim miasteczku i obejmuje lata 1938 – 58. Czytelnik poznaje rodzeństwo Steenów, piątkę wkraczających w dorosłość młodych ludzi bardzo różniących się od siebie. Edwin, pełen tajemnic wybierający samotniczy tryb życia w naznaczonej nieszczęściem chacie w górach; Karin, promienna dziewczyna szykująca się do wspólnego życia z Maxem, swoją radością życia i umiejętnością opowiadania bajek spajająca rodzinę; Sofia, utalentowana sportsmenka, najbliżej związana z Karin, u progu decyzji, z kim powinna związać swoje życie na dobre i na złe; Emilia, podejmująca pracę zawodową i Otto, marzący o podróżach i pracy w cyrku. Najważniejszą osobą, która jako jedyna potrafi rozbroić ojca, która łączy rodzinę i nadaje ton rodzeństwu wydaje się być Karin. Jej odejście ma wpływ na jej braci i siostry, unieszczęśliwia męża i osieroca nowo narodzoną córeczkę. Więź między braćmi i siostrami jakby się rozpada. Każde z nich podejmuje decyzje życiowe, które determinują ich los.

[Ludzie] Myślą, że śmierć jest najgorsza. Umrzeć. To takie niemądre. Umrzeć to przecież nic w porównaniu z tym, że trzeba żyć dalej.” (s. 133)

Co Was zwykle skłania do przeczytania konkretnej książki? Mnie się zdarza, choć nie jest to najważniejszy argument, że uwodzi mnie okładka książki. Tak też było w tym wypadku. Fotografia młodej dziewczyny, która siedząc na krześle delikatnie odwraca głowę i wyraźnie jest oderwana od lektury, bardzo mnie ujęła i pozytywnie nastroiła do przeczytania tej książki. Dodatkowymi argumentami było wiele pochwalnych opinii oraz ceniona przeze mnie „seria z miotłą”, w ramach której książka została wydana. Czy książka spełniła moje nadzieje?

Początek książki wciągnął mnie i mimo specyficznej narracji dość łatwo przyszło mi zanurzyć się w rytm tej opowieści wypełnionej opowieściami Karin, marzeniami, tęsknotami i tajemnicami rodzeństwa Steenów. Część środkowa koncentruje się przede wszystkim na życiu dwóch sióstr: Emilii podejmującej pracę w Fabryce Wyrobów Wełnianych oraz Sofii, która rozpoczyna życie małżeńskie z przystojnym Arvidem. Wszyscy przez kilka lat żyją w cieniu wojny, która omija co prawda Szwecję, ale jej okruchy docierają do nich wpływając na poczucie zagrożenia i niepewności. Kontakty Emilii w nowym miejscu pracy również wprowadzają niepokój z uwagi na aktywne środowisko komunistyczne propagujące swoje hasła oraz niejasną historię poprzedniczki Emilii na stanowisku sekretarki dyrektora fabryki. Obie siostry podejmują pewne decyzje lub ich nie podejmują (co też jest pewną decyzją) i tak się toczy ta opowieść, bez spektakularnych wydarzeń i – jak dla mnie - bez specjalnych emocji, a z narastającym znużeniem.

Akcja książki toczy się bowiem powoli i niespiesznie. O wielu wydarzeniach czy ich uwarunkowaniach się nie dowiemy, gdyż w opowieści jest wiele luk; dialogi są formułowane jakby w formie opowieści i trzeba się do tego stylu przyzwyczaić.

Książka ta nie jest łatwa w odbiorze i niestety nie sprawiła mi satysfakcji czytelniczej. Głównym problemem nie był dla mnie jednak sposób narracji, choć do najłatwiejszych on nie należy, ale mało ciekawi bohaterowie. Przyznam, że od momentu śmierci Karin książka wydała mi się dość nudnawa. Doczytałam ją do końca, gdyż rzadko mi się zdarza przerwanie lektury, a tliła się we mnie nikła nadzieja na jakieś olśnienie, które wpłynie na poprawę mojej niezbyt pochlebnej dotychczasowej oceny. Nic takiego się jednak nie zdarzyło, a ja nie umiałam się wzruszyć losem czwórki rodzeństwa spędzającej życie w małym przemysłowym szwedzkim miasteczku w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX w.

Była to niestety dość męcząca lektura i przykre rozczarowanie. Może byłoby ono mniejsze, gdybym nie miała wygórowanych oczekiwań sprowokowanych tyloma pozytywnymi opiniami.


Anna Jörgensdotter (ur. 1973) - szwedzka pisarka, publicystka i redaktorka, prowadzi warsztaty kreatywnego pisania. Autorka powieści, dramatów i zbiorów wierszy. Zadebiutowała w 2002 roku książką dla dzieci Pappa Pralin. "Córki gór" (2009), jej pierwsza powieść dla dorosłych, zostały wyróżnione prestiżową nagrodą literacką Ivara-Lo Johanssona.
 
Źródło zdjęcia


Autor: Anna Jorgensdotter
Tytuł oryginalny: Bergets dottrar
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: seria z miotłą
Tłumacz: Alicja Rosenau
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 536


 

piątek, 16 listopada 2012

Aleksandra Marinina, Za wszystko trzeba płacić




Ach ta Marinina! Jej ostatnie dwie książki wydane w Polsce nie przypadły mi specjalnie do gustu, nawet zaczęłam podejrzewać wydawnictwo, że to, co najlepsze już zostało Polakom zaprezentowane, ale muszę odwołać swoje słowa, gdyż najnowsza książka należy do tych lepszych w dorobku rosyjskiej carycy kryminałów.

„Za wszystko trzeba płacić” wyróżnia się wielowątkowością i dość sporym zawikłaniem fabuły, zwłaszcza na początku, co może spowodować pewne zdetonowanie czytelnika. Przez pierwsze sto kilkadziesiąt stronic naszą uwagę zajmują liczni bohaterowie kilku równoległych wątków, z których właściwie każdy stanowiłby niezły materiał na oddzielną książkę, ale nie ma wśród nich Nastii Kamieńskiej, która pojawia się dość późno. Nie dość, że sprawdza pewne fakty dla mafiosa, wobec którego ma dług wdzięczności, to jeszcze podlega naciskom ze strony tajemniczej „firmy” oraz wplątuje się w rozmaite sytuacje, które nie zachwycają jej zwierzchników. Niezmiennie pewnym punktem jej życia jest jej spokojny mąż, Loszka, który zawsze potrafi ukoić jej niepokój.

Stopniowo zaczyna się wyjaśniać, w jaki sposób łączy się zabójstwo w Austrii z moskiewskim szpitalem, w którym dochodzi do nader podejrzanych wydarzeń; co może łączyć moskiewskiego doktoranta prawa z zabójcą na zlecenie. Mamy też okazję do zapoznania się z kilkoma grupami przestępczymi w Moskwie. „Za wszystko trzeba płacić” jest książką chyba najmocniej powiązaną z wydarzeniami opisanymi we wcześniejszych częściach serii. Istotne są związki Nastii Kamieńskiej z „firmą” i Denisowem. Te powroty do przeszłości mogą być nieco zagadkowe dla czytelników, którzy nie czytali poprzednich części. Z drugiej jednak strony może być to również zachętą do poznania wcześniejszych książek z Nastią Kamieńską w roli głównej.

Jak zwykle w książkach Marininy zostajemy wciągnięci w życie rosyjskiej stolicy z jej przygnębiającą szarością, wszechobecnym błotem i ludźmi, którzy reprezentują różne sfery życia i poziomu zamożności (dysproporcje są ogromne). Jak zwykle, Nastia Kamieńska, mimo swojej niepozorności i słabowitości, mimo kłód rzucanych pod nogi w miejscu swojej pracy, wykazuje się umiejętnościami analitycznymi, które są niezbędne, aby rozwikłać tę trudną i wielopoziomową zagadkę. 

Oprócz zwykle dość ciekawej intrygi kryminalnej, zawsze ceniłam w książkach Marininy opis tła społecznego. Autorka potrafi wiele powiedzieć o stanie świadomości społecznej w Rosji lat 90-tych XX wieku. Charakterystyczne jest na przykład to, że w tych kryminałach kompletnie niewidoczne jest zainteresowanie mediów popełnianymi przestępstwami, co w kryminałach skandynawskich jest istotnym elementem może nie intrygi kryminalnej, ale akcji jako takiej. Skandynawski policjant prowadzący śledztwo musi brać pod uwagę obecność mediów, ich dążenie do uzyskania gorącego newsa i zawsze powinien być gotowy do przekazania dziennikarzom komunikatu o stanie sprawy. U Marininy tego nie ma. Akcja się toczy w komendzie milicji, na miejscu zbrodni i w miejscach, gdzie przebywają bohaterowie zaplątani w intrygę kryminalną. To też coś nam mówi o rosyjskiej codzienności.

 Zawsze mnie też zastanawiał portret współczesnej rosyjskiej kobiety nakreślony przez pisarkę. Dla większości jej bohaterek liczy się głównie kasa, którą zdobywa się najczęściej poprzez łóżko jakiegoś wpływowego i bogatego, ma się rozumieć, mężczyzny i nieważne czy jest to mafioso, czy też uznany prawnik bądź lekarz. Mają one zwykle nieskomplikowany pogląd na szczęście: dobry wygląd i bogaty mąż. Oczywiście generalizuję, bo nie wszystkie bohaterki Marininy pojawiające się w jej książkach prezentują takie właśnie podejście, ale jest on dość powszechny i na pewno nikogo nie dziwi. Niewątpliwie zwrócicie też uwagę, że na podstawie książek Marininy można wyrobić sobie opinię, że w Rosji, czy też raczej w Moskwie (to nie to samo :))), dość powszechne jest posiadanie kochanka lub kochanki i nie dotyczy to tylko mafiosów z wypchanymi portfelami, lecz również zupełnie przeciętnych obywateli.


Uff, chyba za bardzo oddaliłam się od meritum, czyli kryminału sensu stricte, ale chciałam podkreślić, że Marinina potrafi swoim piórem przekazać czytelnikowi zapis pewnego stanu świadomości społeczeństwa rosyjskiego, a to w literaturze kryminalnej (i nie tylko) jest bardzo cenione. Co prawda, są to realia lat 90-tych XX wieku, ale tamten nastrój został oddany dość wiernie, jak mi się wydaje. Dlatego też ciekawa jestem książek Marininy z ostatnich lat i czy autorce udało się odzwierciedlić jakiekolwiek zmiany w mentalności społecznej.

Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim podobają się kryminały Marininy. Chociaż nie wszystkie jej książki uznaję za udane, Kamieńska jest jedną z moich ulubionych bohaterek prozy kryminalnej i będę czytać kolejne części serii, gdyż ciekawią mnie jej dalsze losy. Zakończenie „Za wszystko trzeba płacić” jest jednocześnie gorzkie i oczyszczające, stanowi koniec pewnego etapu w karierze Nastii. Czekam z niecierpliwością na kolejną część, choć zdaję sobie sprawę, że gdy autor pisze 5-6 książek rocznie (a tak właśnie było na początku serii), to nie wszystkie mogą być równie dobre. W mojej opinii, dzisiejsza lektura to jedna z lepszych książek Marininy, chociaż z uwagi na liczne odniesienia do przeszłości, nie jest to propozycja, od której należałoby rozpoczynać znajomość z twórczością autorki.


P.S. Ponieważ wydawnictwo W.A.B. wydawało wcześniej książki w dość przypadkowej kolejności, podaję poniżej listę książek w kolejności chronologicznej (według Wikipedii). Ciekawe, czy i kiedy uda nam się poznać wszystkie zaległe tytuły w tłumaczeniu na język polski, gdyż jest ich naprawdę sporo. Jak widać, pierwsza książka z Kamieńską w roli głównej ukazała się dwadzieścia lat temu, a ostatnia została wydana w tym roku.
 
„Kolacja z zabójcą” (wyd. pol. 2007, Стечение обстоятельств, 1992)
„Gra na cudzym boisku” (wyd. pol. 2005, Игра на чужом поле, 1994)
„Ukradziony sen”, (wyd. pol. 2004, Украденный сон, 1995)
„Zabójca mimo woli” (wyd. pol. 2008, Убийца поневоле, 1995)
„Złowroga pętla” (wyd. pol. 2006, Смерть ради смерти, 1995)
„Płotki giną pierwsze” (wyd. pol. 2009, Шестёрки умирают первыми, 1995)
„Śmierć i trochę miłości” (wyd. pol. 2005, Смерть и немного любви, 1995)
„Czarna lista” (wyd. pol. 2010, Чёрный список, 1995)

„Obraz pośmiertny” (wyd. pol. 2011, Посмертный образ, 1995)
„Za wszystko trzeba płacić” (wyd. pol. 2012, За всё надо платить, 1995)
Чужая маска (1996)
Не мешайте палачу (1996)
Стилист (1996)
Иллюзия греха (1996)
Светлый лик смерти (1996)

Имя потерпевшего Никто (1996)
„Męskie gry” (wyd. pol. 2004, Мужские игры, 1997)
Я умер вчера (1997)
Реквием (1998)
Призрак музыки (1998)
Седьмая жертва (1999)
Когда боги смеются (2000)

Комедии (2001)
Тот, кто знает (2001)
Незапертая дверь (2001)
Фантом памяти (2001)
Закон трёх отрицаний (2002/3)
Каждый за себя (2003)
Соавторы (2003/4)
Воющие псы одиночества (2004)

Замена объекта (2005)
Пружина для мышеловки (2005)
Городской тариф (2005/6)
Чувство льда (2006)
Всё не так (2007)
Благие намерения (2009)
Дорога (2009)
Ад (2010)
Жизнь после жизни (2010)
Личные мотивы (2010)
Смерть как искусство (2011)
Бой тигров в долине (2012)


 
Aleksandra Marinina (ur. 1957) - po studiach prawniczych pracowała w moskiewskiej milicji, gdzie zajmowała się badaniami w dziedzinie kryminologii. W 1992 r. ukazała się pierwsza książka o przygodach Anastazji Kamieńskiej. Sześć lat później Marinina odeszła z pracy w moskiewskiej milicji i zajęła się praca pisarską. Cykl o Kamieńskiej doczekał się ekranizacji przez rosyjską telewizję NTW.
 
 

Autor: Aleksandra Marinina
Tytuł oryginalny: За всё надо платить
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Mroczna seria

Tłumacz: Aleksandra Stronka
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 512


wtorek, 14 sierpnia 2012

Wiktor Hagen, Długi weekend




“Granatowa krew”, literacki debiut Wiktora Hagena rozbudził apetyty czytelników na serię kryminalną z wartką akcją i pełnokrwistymi, interesującymi bohaterami. Autor nie czekał długo z wydaniem drugiej książki, a jak wiadomo, prawdziwym testem wartości twórcy stanowi drugie dzieło po udanym debiucie. Czy nadzieje czytelników się ziściły?

Akcja drugiej części przygód komisarza Nemhausera toczy się w trakcie długiego majowego weekendu, kiedy to, jak cała Polska długa i szeroka, wszyscy wyjeżdżają zażyć odpoczynku. Wszyscy, z nielicznymi wyjątkami, do których należy Robert Nemhauser, który musi opiekować  się  z  dziećmi,  podczas gdy jego żona Paula wyjeżdża do Amsterdamu, aby walczyć o atrakcyjną posadę w międzynarodowej korporacji. Ale mordercy nie przejmują się długim weekendem i robią swoje. Dochodzi do morderstwa znanego działacza ekologicznego, a jednocześnie z Nemhauserem kontaktuje się dawna koleżanka ze studiów, obecnie żona wpływowego profesora archeologii i ich ówczesnego wykładowcy. Nie mija wiele czasu, gdy tenże profesor zostaje zamordowany we własnym domu, a obie sprawy zaczynają się dziwnie zazębiać…

Robert Nemhauser, prowadząc swoje śledztwo styka się zarówno z ludźmi, którzy ekologię traktują poważnie i emocjonalnie podchodzą do zagadnień związanych z ochroną środowiska, jednak w trakcie śledztwa okazuje się, że zamordowany działacz nie należał do krystalicznie uczciwych osób. Mord na profesorze z kolei jest dość zagadkowy, ale w trakcie dochodzenia również pojawiają się motywy związane z działalnością ekologów protestujących przeciw budowie jednego z odcinków budowanej drogi.

Nemhauser przeżywa ciężkie dni. Intensywna praca śledcza to nie wszystkie jego obowiązki w tym czasie. Samodzielna opieka nad dwójką urwisów daje mu się w kość, zwłaszcza, że pod wpływem niemego nacisku przedszkolanki, zgodził się na urlop pracowników przedszkola podczas przerwy okołodługoweekendowej, co później komplikuje mu życie.
Co więcej, wzywają go też obowiązki szefa kuchni w restauracji „Czarny Tadek”, gdyż jego doświadczone ukraińskie pomocnice muszą się udać na miesięczną przerwę w celu wyrobienia kolejnej wizy pobytowej, a o profesjonalnych i znających się na rzeczy zastępców nie jest łatwo. Sytuacja staje się kryzysowa, gdy do „Tadka” ma zawitać najsurowszy krytyk kulinarny w mieście…

Po lekturze „Ofiary Polikseny” uzmysłowiliśmy sobie, jak ciężka jest praca archeologów na wykopaliskach; „Długi weekend” zaś uświadamia czytelnikom, jak wielkim biznesem może być obowiązkowa działalność archeologów przed wytyczeniem autostrady. Jak wielkie interesy i kwoty pieniędzy mogą być zaangażowane w ten proces i wybór konkretnej lokalizacji i przebiegu trasy. Autor pokazuje też to, o czym się szepcze, ale raczej nie mówi głośno, czyli o nieetycznej działalności niektórych organizacji ekologicznych, które podejmują agresywne działania na rzecz ochrony przyrody, a w rzeczywistości dążą do uzyskania odpowiednich środków finansowych od inwestorów na swoją aktywność. 

Czyta się tę kolejną część przygód Nemhausera przyjemnie, bo autor pisze zajmująco i ciekawie przeplatając właściwą akcję książki rozmaitymi ciekawostkami z życia miasta, aczkolwiek sprawiła ona na mnie wrażenie nieco przegadanej. Zabrakło mi konkretnej akcji, prowadzonej pracy śledczej. Tymczasem mamy do czynienia tylko z kolejnymi rozmowami, przesłuchaniami… Wiem, że przesłuchania to podstawa pracy śledczych, ale w pewnym momencie zaczęłam się gubić w natłoku zaprezentowanych rozmówców i wątków, które są poruszane. Rozumiem, że trzeba było podrzucić parę fałszywych tropów, ale w moim przekonaniu było za dużo gadaniny, która często nie prowadziła do konkretnych ustaleń. Dodatkowo jeszcze szarpanina Nemhausera między dziećmi, restauracją i żoną przebywającą za granicą pogłębiała wrażenie
chaosu. Intryga kryminalna cierpi na tym sposobie prowadzenia narracji.  



Wracając do pytania postawionego na początku tego wpisu, uważam, że „Długi weekend” jest słabszy od „Granatowej krwi”, ale nadal jest to dobry kryminał portretujący współczesną Warszawę, który powinien przypaść czytelnikom do gustu. Robert Nemhauser to bohater, który nieodmiennie budzi naszą sympatię zarówno jeśli chodzi o stosunek do wykonywanej przez siebie pracy, jak i o udane życie rodzinne. Jeśli o mnie chodzi, Wiktor Hagen (a właściwie Leszek Talko :)) może więc spać spokojnie. Czekam na kolejną książkę o przygodach Nemhausera, z większym – mam nadzieję – naciskiem na akcję, a nie na czcze gadanie. ;)



Wiktor Hagen (a właściwie Leszek Talko) – prawdziwą tożsamość Wiktora Hagena odkryłam dzięki wpisowi Felicji :) Dziennikarz i publicysta, do 2007 r. zatrudniony w dziale reportażu „Gazety Wyborczej”, z wykształcenia archeolog. Autor felietonów o wychowaniu dzieci oraz obyczajowych w kilku polskich czasopismach oraz portalach internetowych.
Źródło zdjęcia: www.interia.pl


Moja ocena: 4 / 6



Autor: Wiktor Hagen
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Mroczna seria
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 480



piątek, 3 sierpnia 2012

Martha Grimes, Zajazd Jerozolima




Agatha Christie dla wielu czytelników pozostaje niedoścignionym wzorem autora kryminałów. Większość jej książek jest mocno osadzona na angielskiej prowincji, a zbrodnia, choć początkowo niewytłumaczalna i zagadkowa, jest zawsze logicznie i precyzyjnie wyjaśniona. Martha Grimes, choć jest Amerykanką, zasługuje w pełni na miano następczyni Agathy dzięki serii kryminałów, których bohaterami są Richard Jury, oficer Scotland Yard, oraz Melrose Plant, arystokrata, który zrzekł się tytułu i dysponując ogromnym majątkiem, a nie mając nic lepszego do roboty, dzielnie współpracuje z Jurym w wyjaśnianiu zagadek kryminalnych.

„Zajazd Jerozolima” to piąty tom tej serii. Jego akcja toczy się w okresie tuż przed Bożym Narodzeniem. Inspektor Jury wyjątkowo źle znosi tę porę, która kojarzy mu się z samotnością i uświadamia, jak puste wydaje się jego życie. Niechętnie więc opuszcza rodzinny Londyn i wybiera się na święta do Newcastle, dokąd zaprosiła go okropnie nudna kuzynka. Podczas postoju w małej miejscowości udziela pomocy samotnej kobiecie, która zasłabła na cmentarzu. Skwapliwie przyjmuje jej zaproszenie na drinka i po miłej pogawędce oboje postanawiają zobaczyć się nazajutrz. Kiedy Jury przychodzi na spotkanie, okazuje się, że kobieta nie żyje. Inspektor chce wyjaśnić okoliczności jej śmierci i uczestniczyć w śledztwie prowadzonym przez miejscową policję, choć ci niespecjalnie są zachwyceni taką perspektywą. Niebawem wychodzi na jaw, że kobieta została w dzieciństwie adoptowana przez znaną rodzinę szlachecką i że coraz więcej tropów prowadzi do zajazdu „Jerozolima"… Nieuniknione jest także spotkanie Jury’ego ze starymi znajomymi, czyli Melrosem Plantem i ciotką Agathą.

W książce tej, a zwłaszcza w jej pierwszej części, panuje nastrój dość depresyjny, pełen smutku i przygnębienia spowodowany nastrojem inspektora Jury’ego, którego kondycji jest poświęcony początek książki. Jest on człowiekiem samotnym i ma tego świadomość, a zbliżające się Święta Bożego Narodzenia boleśnie podkreślają ten przykry fakt. Dlatego też, morderstwo Helen Minton, kobiety spotkanej przypadkowo na cmentarzu, a z którą poczuł instynktowną więź, wstrząsa nim do głębi. W drugiej części książki, gdy Jury prowadzi śledztwo, trafia on do pobliskiej posiadłości jednego z reprezentantów londyńskiej socjety i patrona literatów, u którego dochodzi do kolejnego morderstwa, jak się wydaje, powiązanego z poprzednim. Gości tam również dobrze znana Jury’emu kompania z Melrosem Plantem na czele. Oczywiście towarzyszy mu jego ciotka Agatha tradycyjnie pilnująca potencjalnego spadku po nim oraz Vivian, znana z poprzednich książek, tym razem bez swojego włoskiego narzeczonego. W niej skrycie podkochują się i Jury, i Plant, a ona sama jest traktowana przez ciotkę Agathę jako potencjalne zagrożenie przejęcia spadku po bratanku, w jej mniemaniu wcale nie hipotetycznego. :).

Czytałam wszystkie poprzednie części cyklu i uważam, że w tej akurat serii ważne jest czytanie książek – przynajmniej tych początkowych – we właściwej kolejności. To właśnie w pierwszych książkach cyklu zostały zarysowane postacie, które spotykamy w późniejszych tomach. Często również w kolejnych częściach cyklu pojawiają się wzmianki i odniesienia do wydarzeń, które miały miejsce wcześniej. Warto również wiedzieć, że tytuły kolejnych książek odnoszą się do nazw pubów, które w dość istotny sposób wiążą się ze zbrodnią będącą przedmiotem danego śledztwa.

Intryga kryminalna w „Zajeździe Jerozolima” z jednej strony rozwija się dość niemrawo, dość długo błądzimy w poszukiwaniu motywu. Ale zagadka jest nietuzinkowa, sięga daleko w przeszłość i dotyczy skomplikowanych ludzkich losów. Nie wszystko jest takie, jak się wydaje, ale, żeby odkryć prawdziwy obraz sytuacji, konieczna jest wyobraźnia i wyczucie, a tego nie brakuje inspektorowi Jury. Melrose i jego spostrzeżenia wynikające z obecności w rezydencji w charakterze gościa, są pomocne w śledztwie prowadzonym przez Jury’ego, aczkolwiek nie decydujące. Rozwiązanie zagadki opisanej w tym tomie cyklu nie jest standardowe i jak sądzę, dla wielu czytelników może się okazać nieco… rozczarowujące, choć nie mam pewności, czy użyłam dobrego słowa. Można sobie postawić pytanie, jak powinna wyglądać kara za wyrządzoną krzywdę? Czy decyzja inspektora była właściwa? Te pytania nasunęły mi się po przeczytaniu ostatniej stronicy książki.

Wielkim atutem książek z tej serii jest obecne w nich typowo angielskie poczucie humoru, którego gwarantami są Melrose i ciotka Agatha, a raczej ich szermierki słowne i „podchody”, kto kogo przechytrzy. W początkowych częściach cyklu próby urządzenia życia bratanka podejmowane przez ciotkę Agathę, oprócz tego, że wzbudzały uśmiech, budziły też moją irytację. W „Zajeździe Jerozolima” zabiegi Agathy powodowałyjuż tylko delikatny uśmieszek. Chyba przywykłam do jej stylu zachowania, a może autorka ją nieco bardziej polubiła. :)

Styl książki jest, jak zwykle, nienaganny, przywołujący najlepsze wzorce brytyjskich kryminałów. Angielska prowincja jest jak żywa, portrety ludzkie są zarysowane interesująco, acz – jak się okaże, nie zawsze tzw. pierwsze wrażenie odpowiada rzeczywistości. Przyznam, że pisarstwo Marthy Grimes stanowi dla mnie zagadkę. W przeszłości próbowałam czytać jedną z jej książek z cyklu z Emmą Graham, osadzonej na amerykańskim Południu i – choć rzadko mi się to zdarza – nie dałam rady przeczytać jej do końca. Tymczasem seria „pubowa” mnie oczarowała i z chęcią sięgam po kolejne części wydawane na szczęście po kolei, a nie, tak jak w przypadku m.in. Marininy, na „chybił trafił”.

Rozpoczynając znajomość z bohaterami tej właśnie serii należy mieć na uwadze, że w Polsce pojawiła się ona z dużym opóźnieniem. Obecnie wydawane tomy umiejscowione są w latach 80-tych XX w., co tłumaczy np. częstą potrzebę Jury’ego korzystania z ogólnodostępnych aparatów telefonicznych w pubach. ;) Czytając książki, których akcja toczy się 20 – 30 lat temu, dopiero do nas dociera, jak ogromny skok technologiczny się dokonał i w sumie nie dziwię się, że obecnie dzieci mają kłopot ze zrozumieniem, że całkiem niedawno telefony komórkowe nie były dostępne na wyciągnięcie ręki. Chyba zbytnio odbiegłam od tematu tej notki. :) A więc nie przedłużając, mimo że ta część jest dość nietypowa w porównaniu do wcześniejszych książek, gdyż autorka poświęciła mniejszą uwagę Melrose’owi i ciotce Agacie, to jednak bardzo dobrze mi się ją czytało. Kto lubi i ceni Agathę Christie, z pewnością polubi Marthę Grimes i jej bohaterów z serii o Jurym i Plancie. :)

Aby mieć świadomość, ile książek z tej serii możemy jeszcze przeczytać, podaję poniżej (za Wikipedią) listę kolejnych części serii „pubowej”:

Pod Huncwotem (The Man With a Load of Mischief, 1981, wyd. polskie 2008)
Pod Przechytrzonym Lisem (The Old Fox Deceiv’d, 1982, wyd. polskie 2008)
Pod Anodynowym Naszyjnikiem (The Anodyne Necklace, 1983, wyd. polskie 2009)
Pod Zawianym Kaczorem (The Dirty Duck, 1984, wyd. polskie 2010)
Zajazd "Jerozolima" (The Jerusalem Inn, 1984, wyd. polskie 2011
Help the Poor Struggler (1985)
Deer Leap (1985)
I Am the Only Running Footman (1986)
The Five Bells and Bladebone (1987)
The Old Silent (1989)
The Old Contemptibles (1991)
The Horse You Came In On (1993)
Rainbow’s End (1995)
The Case Has Altered (1997)
The Stargazey (1998)
The Lamorna Wink (1999)
The Blue Last (2001)
The Grave Maurice (2002)
The Winds of Change (2004)
The Old Wine Shades (2006)
Dust (2007)
The Black Cat (2010)
 
 
Martha Grimes (ur. 1931) - amerykańska pisarka, autorka przede wszystkim powieści detektywistycznych. Pracowała jako nauczycielka języka angielskiego, swoją pierwszą książkę napisała dopiero po ukończeniu czterdziestego roku życia. Najbardziej znane są jej książki z inspektorem Jurym i Emmą Graham. Strona internetowa pisarki jest tu.


 Moja ocena: 4,5 / 6

Autor: Martha Grimes
Tytuł oryginalny: Jerusalem Inn
Wydawnictwo: W.A.B
Seria: Mroczna seria
Tłumacz: Grzegorz Sowula
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 344

sobota, 9 czerwca 2012

Marta Guzowska, Ofiara Polikseny



Mam obecnie jakąś „fazę” na kryminały. Nie czytam wyłącznie tego gatunku literatury, tylko jakoś notki o nich najłatwiej mi się pisze :) Tym razem trafił mi się polski kryminał, debiut i w dodatku kryminał „archeologiczny”. :)    

Akcja „Ofiary Polikseny” toczy się bowiem w Turcji, na stanowisku wykopaliskowym w Troi podczas upalnego lata. Ekipa archeologów dokonuje, jak się wydaje, przełomowego odkrycia: na domniemanym cmentarzysku achajskim leży obsypany złotymi blaszkami szkielet, który doktor Pola Mor, szefowa wykopalisk na tym, właśnie odcinku, uznaje za szczątki mitycznej Polikseny, branki Achillesa. Wkrótce jednak, Mario Ybl, jeden z członków ekipy natyka się na kolejne zwłoki – tym razem współczesne…
  

Każdy z członków ekipy archeologicznej ma swoją specjalizację i zadania do wykonania. Są przedstawicielami różnych narodowości, wyznają inne religie, ale ich największą pasją jest odkrywanie tajemnic przeszłości, w tym wypadku starożytnej Troi. Mario Ybl, główny bohater książki, a wkrótce serii (autorka pracuje nad kolejną częścią), jest antropologiem, wysokiej klasy specjalistą, ale jednocześnie „niespokojnym duchem”, a jego zachowanie psuje nerwy wszystkim dookoła. Upalna pogoda i ciężka praca nie pomagają w zachowaniu dobrego humoru i optymizmu, a odnaleziony trup jednej z członkiń zespołu, i to w dodatku na rytualnym miejscu składania ofiar, tylko pogarsza nastrój panujący w ekipie archeologicznej. Dodatkowym elementem psującym atmosferę jest decyzja przedstawicielki tureckiego nadzoru o zakończeniu wykopalisk, co poza utratą możliwości dokładniejszego zbadania archeologicznej sensacji, grozi również nierozliczeniem grantu, a to z kolei stawia pod znakiem zapytania przyszłą karierę członków ekipy.  


Co więcej, po odnalezieniu zwłok, prawdziwe śledztwo praktycznie się nie zaczyna. Turecka machina sprawiedliwości nie dość, że działa powoli, to interesuje się głównie sprawami papierkowymi, a czynności śledczych właściwie nie podejmuje. Okazuje się, że nikt nie jest zainteresowany wyjaśnieniem tajemnicy obu zwłok: tych uznanych za starożytne i tych współczesnych. Nikt nie podejmuje nawet próby wyjaśnienia obu zdarzeń poza nieobliczalnym Mario. Mimo swojego częstokroć prezentowanego „tumiwisizmu” i cynizmu przyciąga uwagę czytelnika i go zaciekawia. Wyczuwamy od pierwszych chwil, że jego irytujące zachowanie to tylko maska. Ale co się pod nią kryje? Sądzę, że będziemy to odkrywać podczas lektury kolejnych części cyklu. :)  

Mario Ybl został „skrojony” z wydawałoby się samych kalek z innych bohaterów kryminalnych: pijak, abnegat, nieustabilizowane życie osobiste (zaznaczam, że to eufemizm), irytująca maniera obrażania wszystkich dokoła… Posiada też inną cechę szczególną: cierpi bowiem na nyktofobię, czyli lęk przed ciemnością. Powie ktoś, co to za facet, który boi się ciemności??? Ale gdy się wczytamy w realistyczny opis schorzenia, który autorka prezentuje w książce, jestem pewna, że zrozumiemy lęki głównego bohatera.
  

Mario podejmuje katorżniczą pracę odtworzenia rysów twarzy odnalezionego szkieletu, w czym jest mistrzem, na własną odpowiedzialność i niezachęcany przez nikogo. Podejmuje też coś w rodzaju prywatnego śledztwa narażając się wszystkim dookoła, ale stara się uzyskać jakiekolwiek wyjaśnienie istniejącej sytuacji w przeciwieństwie do pozostałych członków ekipy, którzy zachowują się jakby nic się nie stało. Szef wykopalisk całą swoją energię skupia na obłaskawieniu potencjalnego sponsora kolejnych wykopalisk i nie jest zainteresowany „rozdmuchiwaniem” tej przykrej sprawy odnalezienia zwłok.   

Podobało mi się, że autorka, z wykształcenia archeolog, od wielu lat pracująca na wykopaliskach w Troi, potrafiła przekazać czytelnikom sporo informacji o warunkach, w jakich te wykopaliska się odbywają, a nie jest to zgodne z potocznym wyobrażeniem ukształtowanym przez filmy przygodowe na czele z „Indianą Jones’em”. :) W rzeczywistości jest to ciężka, fizyczna praca, w brudzie, upale i często z niewielkimi efektami, którymi jest w stanie ekscytować się niewielka grupa pasjonatów i znawców. Czytając „Ofiarę Polikseny” widzimy oczami wyobraźni ten upał, pot, brud dzięki talentowi Marty Guzowskiej. Potrafiła ona także przekazać wiele informacji specjalistycznych bez nadużywania hermetycznego słownictwa i unikając nadmiernej szczegółowości, co jest wielką zaletą naukowca pogrążonego zwykle w swoim świecie niedostępnym dla zwykłego śmiertelnika. Mówienie o nauce w sposób przystępny i zrozumiały to naprawdę wielka sztuka.    

Sama zagadka kryminalna nie była może zbyt frapująca. Tak naprawdę prawdziwy kryminał rozgrywa się na ostatnich stu stronach. Rozwiązanie okazało się nieco zaskakujące i niestandardowe.    

Czekam niecierpliwie na kolejną część przygód Mario Ybla. :)


Marta Guzowska - archeolog z tytułem doktora, pracownik Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego, współzałożycielka grupy pisarskiej „Zbrodnicze siostrzyczki"; obecnie mieszka w Wiedniu. Specjalizuje się w badaniach ceramiki z II tysiąclecia p.n.e. z rejonów Egei i zachodniej Anatolii. Brała udział w licznych wykopaliskach na terenie Grecji i Izraela. Od trzynastu lat jest członkiem ekipy wykopaliskowej w Troi. 


Moja ocena: 4,5 / 6

Autor:
Marta Guzowska
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Mroczna Seria
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 432

 

sobota, 14 kwietnia 2012

Melania Mazzucco, Vita


 
Ach ta Melania Mazzucco! Odkąd zaczęłam dzielić się wrażeniami z przeczytanych książek na blogu, twórczość tej właśnie pisarki uważam za swoje prywatne odkrycie. Po przeczytaniu "Takiego pięknego dnia" i "Tak ukochanej" przyszedł czas na "Vitę", o której słyszałam wiele dobrego. Nie sądziłam jednak, że zaraz po lekturze ogarnie mnie niemoc twórcza i nie będę mogła nic składnego napisać o tej książce. Próbowałam kilka razy i ... nic. Minęło już dobrych parę miesięcy od mojej lektury, wypożyczyłam książkę po raz kolejny i wreszcie się przełamałam, czego dowodem niniejsza notka. Zależało mi na tym, żeby choć parę słów napisać o "Vicie", gdyż jest to książka warta polecenia i chciałabym bardzo, aby spodobała się również i Wam.
 

Dzieci włoskich emigrantów
przybyłe do Ameryki na pocz. XXw.

Głównych bohaterów książki jest dwoje - dwunastoletni Diamante i dziewięcioletnia Vita, których poznajemy, gdy przybywają do Ameryki 12 kwietnia 1903 roku na pokładzie parowca "Republic". Przywiodła ich do tej "ziemi obiecanej" ówczesnego świata nadzieja na lepszą przyszłość podobnie jak wielu ich rodaków z biednego, nękanego głodem południa Italii. Dzień ich przyjazdu na wyspę Ellis, tej bramy wjazdowej do amerykańskiego raju, gdzie dokonywano selekcji nowo przybyłych emigrantów, był rekordowy pod względem ilości przybyszów z Europy. Tego dnia zarejestrowano ponad dwanaście tysięcy emigrantów, a tylko na statku Vity i Diamante - ponad dwa tysiące chętnych do osiedlenia się w Ameryce...

 

Losy Diamante i Vity stanowią kanwę tej opowieści, gdyż ich niezwykła więź zaczęła się na tym statku i do końca swoich dni wspominali tę niezwykłą podróż. Vita to po łacinie „życie” i moim zdaniem to nie przypadek, że tytułowa bohaterka tej książki nosi właśnie to imię. Diamante to również symptomatyczne imię symbolizujące twardość i niejednokrotnie w książce nasz bohater dowodzi, że nie jest mięczakiem, ale czy to wystarczy, aby wywalczyć sobie szczęście?

 



Włosi przybyli na Ellis Island, 1911 r.
Na początku jesteśmy świadkami ich walki o przetrwanie w nowym kraju. Już pierwszy dzień ich pobytu w Nowym Jorku, stolicy amerykańskiego sukcesu, niesie im ostrzeżenie, jaka naprawdę jest Ameryka. Jedna z najbardziej zapadających w serce scen, to błąkanie się tej dwójki dzieci bez celu i opieki po „lepszej” dzielnicy tego wielkiego miasta. Ten dzień, to, co się wtedy zdarzyło, jest ostrzeżeniem, że nikomu nie wolno ufać. To sygnał, że Diamante i Vita mogą liczyć tylko na siebie. Kolejne dni tylko potwierdzają ten osąd.

Ich opiekunem, jeśli można użyć takiego słowa, jest Agnello, ojciec Vity, lokalny włoski drobny przedsiębiorca prowadzący noclegownię przy Prince Street dla włoskich emigrantów i właściciel warzywniaka, jednak dochodami musi się dzielić z premafijną organizacją „Mano Nera” (wł. Czarna Ręka). Jak wspomina autorka “New York Times nazwał Prince Street the Black Hand block – kwartałem Czarnej Ręki.” (s. 111) Agnello mieszka z konkubiną Leną, gdyż jego legalna małżonka nie została wpuszczona do USA z uwagi na stan zdrowia. Tylko zdrowi i silni mieli szansę na nowe życie w USA. Chorzy i słabi, mimo więzów rodzinnych z obywatelami amerykańskimi, często nie mieli szans na dołączenie do bliskich.

Otoczenie Vity i Diamante stanowią, oprócz Agnello i Leny, także bywalcy noclegowni, rodacy zmagający się z nędzą i poniżeniem, niekiedy próbujący osiągnąć sukces szybciej i łatwiej niż tylko za pomocą ciężkiej i wręcz niewolniczej pracy. Dla tych ludzi nie ma znaczenia fakt, że i Diamante, i Vita są dziećmi. Muszą oni ciężko pracować na każdego centa i nikt nie daje im taryfy ulgowej. Oboje są traktowani jako dodatkowe i nieomal bezproduktywne „gęby do wyżywienia”. Ich dzieciństwo to pasmo obowiązków niejednokrotnie ponad siły, zetknięcie z okrucieństwem i przemocą, które niszczą każdą pojawiającą się nadzieję na szczęśliwą przyszłość. Jedynym jasnym punktem w tej sytuacji jest przyjaźń i więź między nimi, które sprawiają, że warto jest żyć i jednak mieć

nawet nikłą nadzieję na poprawę losu.



Budynek "New York Times"
w budowie, r. 1904

Czasy, w których przyszło żyć bohaterom tej opowieści, wyznacza rytm budowy kolei żelaznych, tworzenie się struktur mafijnych w USA i niesamowicie szybki rozwój Nowego Jorku w początkach XX wieku. Oto jak widzą to miasto nasi bohaterowie.  „Na bramach są tabliczki NO DOGS NIGGERS ITALIANS NEED APPLY, w witrynach restauracji NO DOGS NIGGERS ITALIANS.” (s. 79)„Wydaje się, że w tym mieście wszystko jest albo burzone, albo w budowie. Jak po powodzi albo trzęsieniu ziemi. Gdzie spojrzeć, wszędzie rusztowania, daszki, wysokie na trzydzieści pięter żelazne szkielety, żurawie, deski, kładki, tunele, dziury, przepaście głębokie na pięćdziesiąt metrów, z których w ciągu dnia dobiega łomot, odgłosy kilofów i dalekie stłumione ludzkie głosy. (…) Wszystko rozpada się na kawałki i wszystko jest nowe. Obok siebie stoją domy stuletnie i dopiero co zbudowane, jeszcze niezamieszkane.” (s. 96)

Wydaje się na pierwszy rzut oka, że głównym bohaterem jest Diamante. To jemu autorka poświęca więcej uwagi, o nim więcej pisze. Ale to tylko pozór. To Vita symbolizuje siłę życia, wolę przetrwania i zwycięstwa. Losy obojga bohaterów wiele nam mówią o życiu w tych czasach. Ci dwoje mają wiele wspólnego, ale od pewnego momentu ich doświadczenia rozbiegają się w przeciwstawnych kierunkach. Diamante i Vita poznali to gorsze oblicze Ameryki, dalekie od lukrowanych obrazków i kolorowych folderów reklamowych. Oboje musieli znieść wiele nieszczęścia, trosk, upokorzeń, niedoli zanim osiągnęli dorosłość, która wcale nie okazała się świetlana. Diamante został złamany przez Amerykę, Vita dostosowała się do niej. Pokazała prawdziwą wolę przetrwania i osiągnięcia sukcesu. Jaki był koszt tych decyzji? Czy osiągnęła szczęście? Czy Diamante odnalazł ukojenie po powrocie z "raju"?
 
„Vita” to również, a właściwie przede wszystkim, opowieść o Melanii Mazzucco i historii jej rodziny, gdyż Diamante to jej dziadek, którego losy postanowiła uwiecznić pisząc tę książkę w momencie, gdy praktycznie nie żył już nikt, kto mógłby dostarczyć jej świadectwa o jego życiu w Ameryce. Autorka napisała książkę, która w formie przekazu podobna jest do „Tak ukochanej”. Jej opowieść jest utkana z kruchych dowodów zawartych w odkrytych w rodzinnych szpargałach, przypuszczeń i wyobrażeń. Moc jej pióra i wyobraźni jest jednak tak wielka, że książkę tę czyta się jak realistyczną relację na podstawie najtwardszych faktów. Każde słowo, zdanie ma znaczenie. Widać, że pisarka włożyła całą swoją duszę w napisanie tej książki. Język powieści czaruje i powoduje, że trudno oderwać się od książki mimo trudnych tematów i nielinearnej struktury opowieści, która jednak nie utrudnia śledzenia kolei losów bohaterów. Postacie drugoplanowe są pełnokrwiste, ciekawie scharakteryzowane i również dzięki nim ta książka jest tak żywa i poruszająca.

My, czytelnicy, jesteśmy niezwykłymi szczęściarzami, że pisarka napisała tę książkę, gdyż jak sama autorka wspomina, jest ostatnią z rodu Mazzucco i po jej odejściu nie byłoby już nikogo, kto mógłby przekazać tę historię. Oto jak autorka wspomina „Vitę” w rozmowie z Agnieszką Drotkiewicz w „Lampie”:
 
"Vita" powstała teraz, w sytuacji kiedy w ciągu dziesięciu lat radykalnie zmieniła się struktura etniczna Włoch. Z kraju emigracyjnego staliśmy się krajem imigracyjnym. Zawsze to Włosi wyjeżdżali za chlebem, dziś mamy u siebie mnóstwo imigrantów. (...) I właśnie w takich okolicznościach odniosła sukces moja książka, którą napisałam o dziadku emigrancie. (...) Jak sądzę dlatego, że można ją zrozumieć w wielu kontekstach kulturowych."

Dla mnie wszystkie książki są zawsze podróżami, często są to podróże fizyczne; kiedy pisałam książkę o moim dziadku - "Vita", pojechałam do Ameryki, żeby zobaczyć gdzie on mieszkał. Ale pisanie książki to także podróż w czasie, bo musisz coś skonstruować, przenosić czytelnika w inne realia, zabrać wewnątrz świata przedstawionego, i w tym celu, trzeba wiedzieć, jakie buty nosiła bohaterka etc. Jednym z moich ulubionych etapów pracy, jest praca ze zdjęciami (...)
Melania Mazzucco to osoba o niezwykłej wrażliwości i talencie. „Vita” to bezwzględnie jej najlepsza książka spośród trzech, które czytałam. Podczas lektury doświadczamy bardzo silnych emocji i książka ta chyba nikogo nie pozostawi obojętnym. Bardzo polecam!






Melania Mazzucco (ur. 1966) Jej pierwsza powieść, Il bacio della Medusa (1996), otrzymała prestiżowe nagrody Strega i Viareggio. Kolejne książki, La kamera di Baltus (1998) i Tak ukochana (2000; W.A.B. 2006), uhonorowano licznymi nagrodami i przetłumaczono na wiele języków. Vita (2002; W.A.B. 2008) zdobyła Premio Strega, przyznawaną najlepszej włoskiej powieści; została dotychczas wydana w siedemnastu krajach, a na jej podstawie powstanie film Paola Virzìego. Taki piękny dzień (2006) stał się z kolei kanwą filmu Ferzana Özpeteka (2008). Książka przekładana jest na dziewięć języków. W 2008 roku ukazała się powieść Mazzucco - La lunga attesa dell'angelo.





 


 

Moja ocena: 6 / 6


Autor: Melania Mazzucco
Tytuł oryginalny: Vita
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: z miotłą
Tłumacz: Joanna Wachowiak
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 512




Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Besala Jerzy Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Borkowska Urszula Bowen Rhys Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Covey Sean Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnecka Renata Czarnyszewicz Florian Czwojdrak Bożena Dallas Sandra Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domagalski Dariusz Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drewniak Wojciech Drinkwater Carol Drucka Nadzieja Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Dyer Wayne Edwardson Ake Evans Richard Fabiani Bożena Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Filipowicz Wika Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fowler Karen Joy Frankl Viktor Franzen Jonathan Frayn Michael Fredro Aleksander Fryczkowska Anna Fønhus Mikkjel Gaskell Elizabeth Genow Magdalena Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Helsztyński Stanisław Hen Józef Herbert Zbigniew Hill Napoleon Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jahren Hope Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jurgała-Jureczka Joanna Jörgensdotter Anna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karlsson Elise Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kowecka Elżbieta Kościński Piotr Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kręt Helena Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Laurain Antoine Lehtonen Joel Loreau Dominique cytaty Lupton Rosamund Lurie Alison Maciejewska Beata Maciorowski Mirosław Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Małecki Jan McKeown Greg Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Mitchell David Mizielińscy Miłoszewski Zygmunt Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Myśliwski Wiesław Nair Preethi Naszkowski Zbigniew Nesbø Jo Nesser Hakan Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Orlińska Zuzanna Ossendowski Antoni Ferdynand Pająk-Puda Dorota Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pawlikowski Michał Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Przedpełska-Trzeciakowska Anna Puchalska Joanna Puzyńska Katarzyna Płatowa Wiktoria Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Sobolewska Justyna Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szalay David Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Weissensteiner Friedrich White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna de Blasi Marlena Ładyński Antonin Łapicka Zuzanna Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Żylińska Jadwiga
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...