Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stulgińska Zofia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stulgińska Zofia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 lipca 2014

Zofia Stulgińska, Czek bez pokrycia





Dwa pierwsze tomy wspomnień Zofii Stulgińskiej zyskały moje uznanie swoją wyrazistością, piękną polszczyzną i zapadającą w pamięć bohaterką. Z tym większą ochotą sięgnęłam po „Czek bez pokrycia”, który – jak mi się wydawało – będzie dopełnieniem historii życia Zofii. Spotkała mnie jednak niespodzianka, gdyż forma literacka tej książki jest odmienna od „Gruszek na wierzbie” i „Męża z ogłoszenia”

Zacznijmy od tego, że na stronie z dedykacjami autorka zastrzega, iż „Jest to opowieść o rozkojarzeniach wewnętrznych, o nieuświadomionych motywach postępowania, przede wszystkim zaś o samotności i odpowiedzialności. Przedstawione w tej książce osoby, przeżycia, sytuacje, fakty są autentyczne, wzięte z życia.” Potem okazuje się, że narratorem jest mężczyzna o imieniu czyli Filip (zwany Fipkiem), który na prośbę swojej apodyktycznej żony Marty opisuje dzieje ich małżeństwa oraz historię miłości ich przyjaciółki Ewy i Pawła. W Ewie S. można rozpoznać Zofię Stulgińską, choć przytaczane informacje biograficzne się nie zgadzają. Jednak cechy charakterologiczne, które czytelnicy poznali w poprzednich tomach, świadczą, że jest to właśnie alter ego autorki książki.

Fipek toczy swoją opowieść koncentrując się na analizie swojego małżeństwa z Martą, później zaś przedstawiając historię uczucia Ewy i Pawła. Ona jest kobietą samotną i egoistyczną, nienawidzącą swojej pracy, ale wykonuje ją na tyle dobrze, że mimo jej trudnego charakteru jest tam szanowana. Nie poznajemy jej losów wojennych. Historia toczy się w latach 60-tych XX w. (nawiasem mówiąc to kolejna nieścisłość biograficzna; Ewa S. w 1963 r. ma 54 lata, a Zofia Stulgińska - 61), kiedy to Ewę odwiedza jej kuzyn Paweł, artysta plastyk mieszkający w Krakowie z traumatycznymi doświadczeniami wojennymi i uwikłany w trudne małżeństwo. Ewa zakochuje się w nim głęboko i prawdziwie i uważa tę miłość nie tylko za ostatnią w życiu, ale za jedyną, taką, która zdarza się tylko raz. Czy ta miłość przyniesie jej szczęście i spełnienie, czy rzeczywiście Paweł stanowił jej drugą połówkę? 

Nie wiem, czym była spowodowana zmiana sposobu narracji zaproponowana przez autorkę. Czy była to jej próba zmiany stylu pisania, czy też nie chciała zbyt wiele ujawniać wykorzystując w postaci Ewy tylko niektóre cechy swojej osobowości? Nie wiem i już się nie dowiem, ale przyznam, że „Czek bez pokrycia”, choć dostarczył mi wiele bodźców do przemyśleń, to jednak pozostawił po sobie chyba najsłabsze wrażenie w stosunku do wcześniejszych części cyklu.

Fipek w roli narratora sprawuje się nieźle, chociaż momentami jest zbyt pedantyczny i koncentruje się na mało istotnych szczegółach, co było niekiedy denerwujące, ale generalnie ciekawie było obserwować tę analizę dwóch związków uczuciowych: Fipka pod pantoflem Marty oraz Ewę i Pawła, których związek wielokrotnie wystawiany był na próbę. Obserwując te „przypływy” i „odpływy” uczuć nie bez kozery przypomniałam sobie o koncepcji „dawców” i „biorców” miłości. Może dla Zofii Stulgińskiej ta miłość była tak szczególna, gdyż była ona ewidentnie stroną „dającą”, a w czasach przedwojennych była zdecydowanie „biorącą”? Nie jest to związek szczęśliwy i narrator, będący przyjacielem Ewy, wielokrotnie daje temu wyraz. Jednak uczucia dwojga ludzi nie da się zanalizować na zimno i choć wydaje się nam patrzącym z boku, że należałoby to szybko przerwać, to jednak nie my o tym decydujemy. 

Książka opisuje nieco realiów Warszawy powojennej i trudności życia codziennego. Zwraca też uwagę na „złą atmosferę pracy” u Fipka i Ewy, ale nie wchodzi w szczegóły tych trudności. Dość, że oboje nienawidzą chodzić do biura właśnie z uwagi na panujące tam stosunki i z utęsknieniem wyczekują emerytury. Jest też kilka fragmentów o odbudowie miasta i rozwoju stolicy, ale na szczęście trafiłam na nie może ze dwa razy, więc przyzwoicie jak na daninę dla systemu.;)

„Czek bez pokrycia” ukazał się już po śmierci autorki. Można czytać tę książkę zupełnie niezależnie od pozostałych wspomnień właśnie z uwagi na przyjętą formę literacką i brak odniesień do wcześniejszych tomów. Niemniej jednak, bogatszym przeżyciem jest przeczytanie wszystkich trzech części ukazujących panoramę życia od początku XX wieku aż do lat 60-tych w Rosji, Finlandii, niepodległej Polsce i w okresie siermiężnego PRL-u (lata 50-te i 60-te). Autorka pomija w swych wspomnieniach II wojnę światową oraz okoliczności rozstania z trzecim mężem. Być może nie chciała do nich wracać, w końcu nie wszystko jest na sprzedaż. 

Ta książka to analiza związków międzyludzkich, późnej dojrzałej miłości, a właściwie jej dwóch twarzy odbijających się jak w lustrze dzięki kontrastowym osobowościom nakreślonym przez Stulgińską. Cechą charakterystyczną są niejednoznaczne portrety głównych bohaterów, gdyż właściwie żadnego z nich nie da się lubić. Mnie najbardziej przypadł do gustu bohater drugoplanowy, niejaki Sawiszyn, przyjaciel Fipka, którego ten kompletnie nie dostrzegał pracując z nim w jednym miejscu przez wiele lat. Spotkali się i polubili zupełnym przypadkiem podczas konsumpcji cynaderek z kaszą w ulubionym barze. :) To też przykład, jak łatwo możemy stracić okazje poznania wartościowych ludzi przez swoje zadufanie i uprzedzenia.

„Czek bez pokrycia” to niezłe czytadło, choć nie pozbawione pewnych dłużyzn. Niewykluczone, że Zofia Stulgińska nie zdążyła dopracować swojego tekstu, ale i tak to jest ciekawa pozycja. Nie oferuje łatwych emocji i czarno-białej rzeczywistości. Polecam cały cykl, który pozwala poznać świat, który przeminął oraz wyrazistych bohaterów
 
 
 
 
Autor: Zofia Stulgińska
Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania: 1985
Liczba stron: 500
 
 
 

wtorek, 10 czerwca 2014

Zofia Stulgińska, Mąż z ogłoszenia








Zofia Stulgińska musiała być niezłym „ziółkiem” w codziennym życiu. Ten fakt był dla mnie oczywisty już podczas lektury „Gruszek na wierzbie”, a utwierdziłam się w tym czytając kolejny tom jej wspomnień pt. „Mąż z ogłoszenia”.

Spotykamy się z Zofią w roku 1935, gdy jest przebojową, niezależną kobietą utrzymującą się samodzielnie z pracy dziennikarskiej. Trwa właśnie spotkanie z jej przyjacielem Karolem, które zaowocuje publikacją nietypowego ogłoszenia matrymonialnego sfinalizowanego  trzecim małżeństwem naszej bohaterki. Zofia wraca jednak myślami do 1932 r. Wtedy, po drugim rozwodzie, bez pieniędzy i posady, w apogeum kryzysu ekonomicznego, nie udaje jej się znaleźć pracy mimo podejmowanych prób i mimo posiadanych znajomości. Musiała więc, zgrzytając zębami ze złości, udać się do bydgoskiego domu znienawidzonego ojca i pozostawać na jego utrzymaniu przez kilka miesięcy. Wielki to był cios dla jej rozbuchanej miłości własnej, ale nie nauczyło jej to pokory. 

Nie potrafiła się wyciszyć i złagodnieć, uznać obiektywną trudność sytuacji i przyczynić się do uspokojenia nastrojów. Potrafiła wyprawiać swoim rodzicom, a właściwie matce, karczemne awantury. Nie wnikam, czyją winą było doprowadzenie do tak trudnych stosunków rodzinnych, ale momentami zachowanie Zofii i świętego wyprowadziłoby z równowagi. 

Na szczęście, dzięki protekcji możnych przyjaciół, jeszcze z czasów petersburskich udaje się załatwić Zofii posadę w warszawskiej redakcji ultrakatolickiego czasopisma, co samo w sobie jest symptomatyczne, gdyż Zofia była formalnie kalwinką po dwóch rozwodach. W pracy redakcyjnej radzi sobie dobrze, zaczyna też pracę dziennikarską i osiąga sukces zawodowy. Jest szczęśliwa ze swej niezależności i życia w stolicy, która oferuje wiele rozrywek. Jej egocentryzm, chęć błyszczenia w towarzystwie ma znowu pożywkę i rozwija się nie gorzej od jej kariery.:) 

W jej życiu brakuje jednak mężczyzny, czemu postanawia zaradzić jej przyjaciel - wspomniany na początku tej notki Karol - który poza jej plecami wysyła ogłoszenie matrymonialne do gazety. Historia znajomości będącej efektem tego posunięcia jest wiodącym wątkiem tej książki, a kończy się on – całkiem przewidywalnie – trzecim małżeństwem zawartym praktycznie w przededniu II wojny światowej. Choć trzeci mąż był człowiekiem poczciwym i kochał ją szczerze, odbiegał jednak od typu mężczyzny, który zadowoliłby Zofię, mając choćby na uwadze jej nieposkromiony charakter i egoizm. Wiele czynników wskazywało na niepowodzenie tego małżeństwa, Zofia jednak nie tylko go poślubiła, ale również udała się z nim do majątku w Rudzie położonej tuż przy granicy z Niemcami. Książka kończy się pod koniec 1939 r., gdy Zofia postanawia wrócić do Warszawy z mężem wypuszczonym właśnie z niemieckiego więzienia. 

Autorka w swoim drugim tomie wspomnień pisze równie zajmująco i ciekawie, co w części pierwszej. Nie ukrywa swojego egocentryzmu i samolubstwa, które osiąga tu apogeum, a nawet przyczynia się do jednej z ludzkich tragedii. Mam nadzieję, że autorka pisząc te wspomnienia zrozumiała, że w wielu wypadkach jej zachowanie mogło budzić niesmak, jak choćby jej odczucia i zachowanie po śmierci ojca, nierespektowanie życzeń swojego przełożonego odnośnie unormowania swojej sytuacji wyznaniowej (co miało istotne znaczenie, skoro była pracownicą Kościoła rzymsko-katolickiego, a rzecz dzieje się w okresie dwudziestolecia międzywojennego). Nawiasem mówiąc, jej zachowanie w pierwszym dniu pracy, po długim okresie niemożności znalezienia zajęcia, budzi zdumienie. Moją ciekawość wzbudził zresztą niewymieniony z nazwiska duchowny, szef Zofii, którego losy były bardzo tragiczne. Po powrocie do Polski z zawieruchy wojennej został skazany w procesie księży w latach 40-tych. Nawet się zdziwiłam, że wspomniała o tym w książce wydanej, bądź co bądź w roku 1976. 

Zofia Stulgińska w obu tomach swoich wspomnień zmienia imiona i nazwiska mężów numer dwa i trzy. W „Mężu z ogłoszenia” stosuje również ciekawy manewr narracyjny z wykorzystaniem wspomnień spisanych przez trzeciego męża ukazującego charakter i postępowanie autorki z innej perspektywy. Choć w książce stwierdza, że te wspomnienia istniały i dzięki nim mogła odtworzyć historię ich związku, nie jestem przekonana na 100 procent, czy rzeczywiście tak było.

Wszyscy z Was, którzy interesują się epoką międzywojnia, znajdą w tej książce wiele informacji i relacji z życia codziennego napisane ładnym, przemawiającym do wyobraźni językiem. W centrum znajduje się oczywiście osobowość autorki i jej perypetie, ale przy okazji stykamy się z też innymi osobami reprezentującymi ówczesną inteligencję, czujemy atmosferę przedwojennej Warszawy, tego wspaniałego miasta, które jakże niedługo miało ulec kompletnej anihilacji. „Mąż z ogłoszenia” trzyma poziom pierwszej części wspomnień i mogę je Wam polecić z czystym sumieniem.








Autor: Zofia Stulgińska
Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania: 1976
Liczba stron: 416


wtorek, 6 maja 2014

Zofia Stulgińska, Gruszki na wierzbie





Na nazwisko Zofii Stulgińskiej natknęłam się, gdy szukałam w sieci lektur opisujących życie Polaków w Petersburgu. Opis treści jej książki wręcz mnie zafascynował i byłam uszczęśliwiona, gdy okazało się, że „Gruszki na wierzbie” znajdują się w zasobach mojej biblioteki dzielnicowej. 

Zofia Stulgińska może być inspiracją dla osób marzących o napisaniu dobrej książki: jej debiut literacki nastąpił w 1972 r., gdy miała siedemdziesiąt lat! W trzech książkach opisała koleje swego życia, a „Gruszki na wierzbie” stanowią pierwszą część tej barwnej opowieści. Zaprawdę, było, co opisywać. Autorka książki urodziła się w 1902 r. w dobrze sytuowanej polskiej rodzinie, której przedstawiciele zarówno ze strony matki, jak i ojca robili karierę w carskiej Rosji opartą o świetne wykształcenie i osiągnięcia zawodowe. Dziadkiem ze strony matki był Michał Kolankowski, właściciel fabryki rur kamionkowych, ze strony ojca zaś Antoni Stulgiński, dyrektor największej w Rosji papierni należącej do księcia Paskiewicza, potomka pogromcy Polaków w 1863 r. Obie rodziny dobrze się zasłużyły w powstaniu styczniowym, a jej przedstawiciele mimo prześladowań nie ugięli się i podjęli walkę o swój dobrobyt bazując na starannym wykształceniu. 

Zofia urodziła się na rosyjskiej prowincji, gdzie pracował jej ojciec. Po kilku latach jej rodzina przeniosła się do Petersburga, gdzie żyła naprawdę na wysokiej stopie. Opis spotkań towarzyskich, toalet, nauki pod opieką kolejnych zagranicznych guwernantek daje pojęcie, co znaczył dobrobyt w tamtych czasach. Wybuch wojny nie zmienił znacząco trybu życia rodziny. Może tylko miał wpływ na miejsce wakacyjnego wypoczynku, gdyż z uwagi na działania wojenne, nie jeździli wtedy na Kresy, do posiadłości dziadków Stulgińskich, lecz do Finlandii. Tam właśnie zastała ich rewolucja 1917 r. Po kilkuletnim pobycie w fińskich pensjonatach i stopniowym wyprzedawaniu uratowanych kosztowności, Zofia z matką wyjechały do odrodzonej Polski, gdzie wkrótce dołączył do nich ojciec. Rodzina Stulgińskich osiadła w Bydgoszczy. Zofia uczyła się w warszawskich szkołach, ale nie podjęła studiów. Chcąc się wyrwać z domu rodzinnego wcześnie wyszła za mąż i osiadła w Gdańsku, gdzie mogła obserwować dominację niemczyzny i narodziny portu w Gdyni. Podróżowała często do Warszawy, do starych znajomych, dzięki którym obracała się w wysokich kręgach wojskowych skupionych m.in. wokół gen. Kazimierza Sosnkowskiego, którego żoną została jednak z jej koleżanek z okresu petersburskiego. Po kilku latach Zofia postanowiła opuścić męża. Rozwiodła się z nim, wyszła za drugiego i wyjechała z nim na placówkę dyplomatyczną do Paryża, a następnie do Rumunii, gdzie rozpadł się również ten związek…

Już samo tylko pobieżne streszczenie losów Stulgińskiej robi wrażenie. W dodatku, książka napisana jest pięknym, soczystym językiem. Autorka dokładnie odtwarza koleje swego życia, pisząc odważnie i bez ogródek o najintymniejszych sprawach, co czasem może być nieco kontrowersyjne. W swojej opowieści często wypowiada się negatywnie o członkach swojej najbliższej rodziny. Największym „czarnym charakterem” jest ojciec Włodzimierz, którego opisuje jako brutala i egoistycznego człowieka, który nie darzył swojej jedynej córki sympatią. Nie wiemy, czy była to prawda, czy też górę wzięły uprzedzenia i animozje rodzinne, którym autorka dała wyraz pod koniec życia. Szczerze jednak powiem, że skłaniałabym się do twierdzenia, że autorka posunęła się trochę za daleko w krytykowaniu przedstawicieli własnej rodziny. Z dużą niechęcią i lekko tylko skrywaną pogardą wypowiada się m. in. o dziadku ze strony matki. Mimo jego niezaprzeczalnych osiągnięć zawodowych zarzuca mu skupienie na sprawach pieniężnych i zruszczenie, czego wyrazem była nieumiejętność posługiwania się poprawną polszczyzną. Tyle, że w carskiej Rosji Kolankowski był „kimś” i mimo swojego pochodzenia osiągnął wymierny sukces. Pomimo złej polszczyzny, skażonej rusycyzmami, obie swoje córki wychował na polskie patriotki, ale tego autorka nie zauważa delektując się klęską dziadka, który przeżył koniec swojego świata, a w zamęcie rewolucyjnym stracił cały swój majątek okazując się niedostatecznie przewidujący, aby choć uratować pochowane w sejfach kosztowności.

Wydaje się, że osobowość Zofii Stulgińskiej nie była łatwa. Uwagę zwraca jej egocentryzm, skupienie na własnych odczuciach, niechęciach i ansach. Choć w momencie wybuchu rewolucji miała 14 lat nie widać niemal żadnego zainteresowania sprawami, które miały miejsce w niedalekim od Finlandii Piotrogradzie. Podczas swojej dorosłości również wielokrotnie podkreśla, że polityką się nie interesuje, w związku z czym jej tekst dotyczy głównie jej osobistych przeżyć. Trudno mi było się utożsamiać z bohaterką, gdyż mam zupełnie odmienny temperament, chyba brakuje mi tej awanturniczej żyłki, która sprawiała, że wiele jej posunięć życiowych budziło moje zdumienie. Jednak muszę przyznać, że mimo tego niezrozumienia bohaterki książkę czyta się świetnie, a styl jej opowieści zaciekawia i zachęca do dalszej lektury. 


Mimo skupienia na własnych sprawach Stulgińska – jakby mimochodem – opowiada nam też o teraźniejszości, w której żyła. Możemy się dowiedzieć m.in. jak załatwiało się rozwody w II RP, jak szukało się pracy w okresie kryzysu ekonomicznego, czy jak wyglądały stosunki służbowe na placówce dyplomatycznej. Bohaterka mocno się miota i w sferze uczuciowej, i prywatnej. Wydaje się, że jej wyobrażenie „idealnego życia” jest znacząco odmienne od rzeczywistości, która ją otacza, co skłania ją do gonienia, często bezprzytomnego, za przysłowiowymi „gruszkami na wierzbie”.

Książka kończy się w momencie, gdy autorka stoi na rozdrożu będąc dwukrotną rozwódką, bez kolejnego męża na horyzoncie. Nic więc dziwnego, że na pewno przeczytam kolejną część wspomnień licząc na podobnie apetyczną lekturę, jaka była moim udziałem w przypadku „Gruszek na wierzbie”. Można tylko wyrazić żal, że Zofia Stulgińska, posiadająca niewątpliwy talent pisarski, nie rozwijała go wcześniej. 



Zofia Stulgińska (1902-84) - dziennikarka, tłumaczka, pisarka. W roli pisarki debiutowała w 1972 r. wydając "Gruszki na wierzbie". Kolejne książki wspomnieniowe ukazały się w 1980 r. ("Mąż z ogłoszenia") i pośmiertnie w 1985 r. ("Czek bez pokrycia").

Autor: Zofia Stulgińska
Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania: 1975
Liczba stron:


Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Besala Jerzy Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Borkowska Urszula Bowen Rhys Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Covey Sean Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnecka Renata Czarnyszewicz Florian Czwojdrak Bożena Dallas Sandra Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domagalski Dariusz Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drewniak Wojciech Drinkwater Carol Drucka Nadzieja Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Dyer Wayne Edwardson Ake Evans Richard Fabiani Bożena Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Filipowicz Wika Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fowler Karen Joy Frankl Viktor Franzen Jonathan Frayn Michael Fredro Aleksander Fryczkowska Anna Fønhus Mikkjel Gaskell Elizabeth Genow Magdalena Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Helsztyński Stanisław Hen Józef Herbert Zbigniew Hill Napoleon Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jahren Hope Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jurgała-Jureczka Joanna Jörgensdotter Anna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karlsson Elise Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kowecka Elżbieta Kościński Piotr Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kręt Helena Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Laurain Antoine Lehtonen Joel Loreau Dominique cytaty Lupton Rosamund Lurie Alison Maciejewska Beata Maciorowski Mirosław Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Małecki Jan McKeown Greg Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Mitchell David Mizielińscy Miłoszewski Zygmunt Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Myśliwski Wiesław Nair Preethi Naszkowski Zbigniew Nesbø Jo Nesser Hakan Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Orlińska Zuzanna Ossendowski Antoni Ferdynand Pająk-Puda Dorota Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pawlikowski Michał Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Przedpełska-Trzeciakowska Anna Puchalska Joanna Puzyńska Katarzyna Płatowa Wiktoria Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Sobolewska Justyna Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szalay David Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Weissensteiner Friedrich White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna de Blasi Marlena Ładyński Antonin Łapicka Zuzanna Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Żylińska Jadwiga
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...