wtorek, 30 września 2014

Lista 10 książek, które wpłynęły na mój ogląd świata



Źródło zdjęcia


Na blogach krąży od jakiegoś czasu zabawa w wytypowanie najważniejszych 10 książek, które zmieniły moje życie. Nie jestem do końca przekonana, że książki znacząco wpłynęły na bieg mojego życia, ale na pewno lektura najważniejszych z nich miała wpływ na ukształtowanie się mojego postrzegania świata, stąd drobna zmiana tytułu łańcuszka.
 
Chociaż nie we wszystkich łańcuszkach biorę udział, to ten mi się spodobał i po namyśle postanowiłam przystąpić do tej zabawy, a tworzenie tej listy dostarczyło mi niespodziewanie dużo frajdy. Tak naprawdę książek będzie jednak 12, gdyż trudno mi było ograniczyć się do 10 wydawnictw. Każda lista jest subiektywna, ta również. Podejrzewam, że niektóre ważne dla mnie książki ominęłam, może umknęły na chwilę z mojej pamięci. Nie jest to więc na pewno lista kompletna. Na dziś wygląda ona następująco (kolejność przypadkowa):


1. Dzieci z Bullerbyn – Astrid Lindgren


Ulubiona książka dzieciństwa. Nie jestem w stanie, nawet w przybliżeniu, powiedzieć, jak wiele razy ją przeczytałam. Chyba w dużej mierze dzięki niej i przygodom szóstki z Bullerbyn zrozumiałam, że czytanie może być świetną rozrywką. Gdy widzę kultową okładkę Naszej Księgarni buzia od razu mi się śmieje. Ta książka ma swoje niepodważalne miejsce na mojej liście.

2. Błękitny zamek – Lucy Maud Montgomery 

No cóż, nie jest to arcydzieło – wiem. Jest to czytadło dla naiwnych – wiem. Ale ta książka w jakiś czarodziejski sposób wlewała w moje serce otuchę, gdy miałam chandrę, doła i generalnie świat mnie nie cieszył. Bardzo ciepło ją wspominam, a jej przesłanie, że można zmienić twórczo swoje życie jest aktualne i dziś. 

3. Duma i uprzedzenie - Jane Austen

Pierwszy raz przeczytałam ją będąc nastolatką i przepadłam. Oczywiście musiałam przeczytać wszystko Jane Austen, ale sentyment do Dumy i uprzedzenia pozostał. Czytałam ją kilkakrotnie i zawsze się dobrze bawiłam. Elizabeth Bennet czaruje mnie swoim poczuciem humoru, lekką interesownością, no bo tak naprawdę, kiedy zadurzyła się w Darcym? Gdy zobaczyła Pemberley.;) Sama zresztą o tym wspomina z przymrużeniem oka. Darcy – no wiadomo, a pani Bennet i pan Collins po prostu są niesamowitymi dostarczycielami zarazem rozrywki i irytacji. Świetna lektura, od niej zaczęła się moja sympatia do XIX-wiecznej literatury angielskiej. 

4. Mistrz i Małgorzata – Michaił Bułhakow

Wiadomo, to książka intrygująca i magiczna, która uwiodła i mnie.

 
5. Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych – Władysław Kopaliński

Ten słownik jest lekturą wyjątkową. Przez długi czas traktowałam go jak najlepszą lekturę na dobranoc. Otwierałam na „chybił trafił” i pogrążałam się w opisie kolejnej historii znanej lub nieznanej z zasobów mitologii, literatury czy szeroko pojętej kultury. Właśnie zdałam sobie sprawę, że dawno nie zaglądałam do tej książki, która nadal stoi na mojej półce. To błąd. Mimo upływu lat i konkurencji wujka Google’a i cioci Wikipedii, ta książka nadal potrafi zaciekawić.

6. Zbrodnia i kara – Fiodor Dostojewski

Ta książka, choć dotyka najgłębszych zakamarków ludzkiej osobowości, rozważa naturę dobra i zła, wciąga. Mocna rzecz, a czyta się niczym bestseller. Nie wracam do niej, ale tkwi we mnie do dziś. 

7. Rok 1984 – George Orwell

Książka ostrzeżenie, książka symbol. Jej lektura wiele mi uświadomiła, podobnie jak „Folwark zwierzęcy”. Lektura obowiązkowa, której aktualność nie zmieniła się nawet dziś, gdy demony komunizmu odpłynęły w dal.

8. Oczyszczenie - Sofi Oksanen

To książka, którą przeczytałam stosunkowo niedawno, już w trakcie mojej przygody z blogiem. I udało się jej mną wstrząsnąć. Oksanen pokazała zniewolenie człowieka w tak niesamowity sposób i tak mnie poruszyła (a rzadko to się ostatnio zdarza, w końcu swoje lata mam i niejedno widziałam), że na mojej liście Top 10 musi się znaleźć.  

9. Arystokracja - Marek Miller i Koniec kresowego świata - Anna Pawełczyńska

W tym punkcie ujęłam dwie książki ważne dla poszerzania mojej wiedzy o przeszłości. Nie są one najbardziej reprezentatywne dla losów Polaków w XX wieku, ale przyczyniły się do rozbudzenia mojej ciekawości odkrywania „białych plam” naszej historii. Książka Millera była bodaj pierwszą, która unaoczniła mi, co się działo z przedstawicielami „klas posiadających”, którzy mieli nieszczęście zetknąć się z wyzwolicielami ze wschodu. Książka Anny Pawełczyńskiej zaś, którą przeczytałam na tyle niedawno, że nie zdążyłam jeszcze sklecić mojej opinii o niej, poruszyła we mnie tęsknotę za utraconym światem Kresów Wschodnich. Było to na tyle silne wrażenie, że skłoniło mnie do uruchomienia projektu Kresy zaklęte w książkach.

10. Dziennik – Sandor Marai

To kolejna książka na liście, z którą zetknęłam się już w trakcie mojego blogowania. Poraziła mnie ostrością widzenia i jasnością postawienia spraw najważniejszych. Analiza systemu komunistycznego i upadku wartości europejskich rewelacyjna, a dodatkowo wiele spostrzeżeń o literaturze, kulturze i życiu. I pomyśleć, że polskie wydanie to zaledwie niewielki wycinek z zapisków pisarza. Czekam na więcej!

11. Niebezpieczne związki - Choderlos de Laclos
 
Wiedziałam, że ograniczenie się do 10 książek będzie trudne. "Niebezpieczne związki" uważam za ważne w mojej przygodzie czytelniczej i bez nich powyższe zestawienie nie mogłoby być uznane za pełne. Ta książka uświadomiła mi po pierwsze, że forma nie jest ograniczeniem. Powieść epistolarna, mimo oczywistych niedogodności, w wykonaniu de   Laclosa jest majstersztykiem. Po drugie, powieść ta unaoczniła mi, że zło potrafi mieć piękne oblicze i może pokonać dobro, piękno i miłość. Gdy człowiek czyta o tym będąc nastolatką, jest to swoisty wstrząs.    


A jakie są najważniejsze książki Waszego życia?

 

niedziela, 28 września 2014

Ulotne chwile (116)


Podwórko przy ul. Nalewki 15, Warszawa, 1934
Kartka zakupiona podczas Targów Książki
wyd. Dom Spotkań z Historią


piątek, 26 września 2014

Hanna Muszyńska-Hoffmannowa, W Wersalu Podlaskim








Książki Hanny Muszyńskiej – Hoffmannowej kojarzą mi się głównie z popularyzacją losów sławnych polskich dam przeszłości. Jedną z takich wielkich dam epoki stanisławowskiej była Izabela z Poniatowskich Branicka (1730-1808), siostra ostatniego króla Polski, trzecia małżonka Jana Klemensa Branickiego (1689-1771), jednego z najpotężniejszych magnatów Rzeczypospolitej, którego nie należy mylić z Franciszkiem Ksawerym Branickim, targowiczaninem i zdrajcą Polski. Jest ona główną bohaterką omawianej dziś książki.



Ród Branickich pojawił się w Białymstoku w XVII w., gdy Jan Klemens Branicki (ok. 1624-73) ożenił się z Aleksandrą, córką hetmana Stefana Czarnieckiego, dziedziczką Białegostoku. Największy rozkwit miasto przeżyło za rządów Izabeli i Jana Klemensa Branickich. Po pożarze miasta w 1753 r. hetman znacząco przebudował miasto nadając mu nowy plan architektoniczny. Ten wspaniały pałac i zespół parkowo-ogrodowy, najcenniejszy zabytek Białegostoku, zyskał całkiem zasłużone miano Wersalu Podlaskiego. Była to rezydencja godna potężnego magnata, jakim niewątpliwie był Branicki, a mając na uwadze jego ambicje królewskie, zbudowany przez niego pałac był często odwiedzany również przez najbardziej dostojnych gości, m.in. Augusta II Mocnego, Augusta III Sasa  czy Stanisława Augusta Poniatowskiego. (Źródło zdjęcia)

Hanna Muszyńska-Hoffmannowa w swojej książce opracowała wstęp naświetlający sytuację polityczną i rolę Branickich w życiu kulturalnym Rzeczypospolitej w XVIII wieku. Jest to przystępnie napisany tekst prezentujący najważniejsze zagadnienia. Ponieważ książka była wydana w 1961 r. znalazło się w nim kilka fragmentów, które mogą nas dziś zdegustować, jak choćby przytoczenie ówczesnych nazw ulic, których patronami byli Julian Marchlewski, Feliks Dzierżyński czy Marceli Nowotko. Deprymujące jest również przypomnienie, iż „W roku 1920 [pałac] miał zaszczyt być siedzibą Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego, 8 sierpnia 1920 roku z balkonu pierwszego piętra Wersalu Podlaskiego przemawiał na wiecu do świata pracy Feliks Dzierżyński.” (s. 20). Dowiedziałam się również, że w tym czasie (lata 60-te XX w.) białostocka Akademia Medyczna nosiła imię Juliana Marchlewskiego… 


Izabela z Poniatowskich Branicka
Źródło zdjęcia
Dalej jest już lepiej, książka składa się z kilku obrazków z życia hetmańskiej pary oraz osób z ich otoczenia. Poznajemy codzienność magnackiej pary, mamy okazję poznać losy Salci Deszner, garderobianej Pani Krakowskiej (tak nazywano Izabelę Branicką w związku z godnościami męża), a później pierwszej gwiazdy polskiej sceny, śledzimy uczucie ulubieńca Branickich do Franciszki Wiktorii Woronieckiej, późniejszej żony księcia Jabłonowskiego. Na kartach książki spotykamy się również z Franciszkiem Karpińskim (1741-1825), poetą, twórcą m.in. sielanki „Laura i Filon”, wspieranym przez Izabelę. Nie może również zabraknąć tam Ignacego Krasickiego, biskupa i poety, który często odwiedzał hetmańską parę.   




Jan Klemens Branicki
Źródło zdjęcia

Małżeństwo Branickich było aliansem ściśle politycznym naznaczonym dużą różnicą wieku. Hetman, zaplątany w liczne romanse, nie przeszkadzał w romansie żony z generałem Andrzejem Mokronoskim, którego później potajemnie poślubiła. Choć małżonkowie nie byli parą idealną, pochodzili również ze skłóconych rodzin, prezentujących odmienne podejście do najważniejszych zagadnień politycznych epoki, to zgadzali się całkowicie w działaniach podejmowanych na rzecz rozwoju i wzbogacania ich reprezentacyjnej siedziby. 





Autorka pisze lekko przybliżając nam postacie historyczne od tej bardziej prywatnej strony. W tekście występuje wiele słów archaicznych, są one jednak wyjaśnione w notkach na dole strony. Na końcu książki znajdują się również biogramy osób i zagadnień wymienionych w tekście. Czyta się tę książkę przyjemnie, aczkolwiek nie podobało mi się wszechobecne zdrabnianie i takie nieco paternalistyczne podejście do bohaterów. Z dostępnych informacji wynika, że Izabela Branicka była nieprzeciętną osobowością. Położyła ona wielkie zasługi dla Białegostoku; dzięki jej hojności powstały tam pierwsze szkoły, m.in. Instytut Akuszerii. O jej erudycji świadczy chociażby bogaty księgozbiór obejmujący ponad 200 dzieł literatury polskiej i zagranicznej. Tymczasem Muszyńska-Hoffmannowa przedstawia ją – nawet w wieku dojrzałym - jako romansowe dziewczątko rozkochane w pięknym panu Mokronoskim, które nie ma własnej woli i jakoś tak wszystko wokół dzieje się przypadkiem. Kładę to na karb epoki, w której wydano książkę i fakt, że nie mogło wtedy być światłych arystokratów. Z drugiej strony cenię trud autorki, która w swoich książkach przechowała pamięć o wielkich damach polskiej przeszłości i pod płaszczykiem literatury rozrywkowej udało jej się również przekazać pewną wiedzę o zasługach położonych przez wielkich panów w zamierzchłej przeszłości i na przykład przypomnieć małżeństwo Branickich, twórców Wersalu Podlaskiego.


Obecnie książka ta może uchodzić za dość przestarzałą, ale warto po nią sięgnąć, jeśli interesuje nas ta epoka historyczna. Warto również zwrócić uwagę na szkic biograficzny Andrzeja Lechowskiego wydany z okazji 200-lecia śmierci Izabeli Branickiej, o którym pisze Magdalena Bioggraff. (
http://bioggraff.blogspot.com/2013/03/izabela-pani-na-biaymstoku.html). We wpisie tym można również podziwiać piękne zdjęcia wspaniale odnowionej rezydencji Branickich, gdzie obecnie mieści się Uniwersytet Medyczny.


Hanna Muszyńska – Hoffmannowa (1913-1995) – pisarka, autorka popularnych powieści i szkiców biograficznych („Panie na Wilanowie”, „Kochałam księcia Józefa”, „Elżbieta z kwitnącej Sieniawszczyzny”). W latach 1953-1963 przebywała w Białymstoku, gdzie była redaktorką Polskiego Radia. Wtedy też napisała książkę poświęconą małżeństwu Branickich „W Wersalu Podlaskim”.


Autor: Hanna Muszyńska-Hoffmannowa
Wydawnictwo: Pojezierze
Rok wydania: 1961
Liczba stron: 134


czwartek, 25 września 2014

Pisarze o Williamie Faulknerze


William Faulkner (25.09.1897-6.07.1962)
Źródło zdjęcia

 
"Zastanawiam się, czy można pisać jak Faulkner. Ten poemat z powtórkami, z refrenami, z oczywistymi niemożliwościami, który się stara czytelnikowi dać od razu całość obrazu, po kolei zwracając uwagę na tę czy inną część całości, chwilami ma takie piękno w sobie, że zatyka oddech. Przedstawienie nicości wysiłków ludzkich i obracania się wszystkiego w proch przerażająco bezlitosne. Nie mogę się opędzić od plastyczności opisów (wistaria, aleja drzew, które w kurzu przysiadają jak ptaki itd.), ale swoją drogą trochę się nie wie, po co to wszystko napisane. Dla pokrzepienia serc? Aby nie przepadła historia "Południa"? Jakież to wszystko zawieszone w próżni, i dlatego to nie Tołstoj ani Dostojewski, nawet nie Flaubert, na przeciwnym biegunie niż Flaubert. Ale to kładzenie pociągnięć pędzla to tu, to tam, aż się stworzy obraz, który autor od samego początku ma w głowie - to jest nadzwyczajne. Mówię oczywiście o "Absalomie". Co za technika!"

Jarosław Iwaszkiewicz, "Dzienniki 1964-1980"
wyd. Czytelnik, 2011

* * *

"Bardzo poruszyła nas pierwsza przełożona w Polsce książka Faulknera. Był to "Azyl". Potem następne. Faulkner stworzył świat Południa z historii sięgającej wojny Jankesów z konfederatami i oszałamiały te jego tasiemcowe zdania, pełne wewnętrznej wibracji, zakola i meandry nawiasów, dygresji, powtórzeń, wielokrotne opisywanie jednego zdarzenia przez różnych bohaterów. Faulkner podziałał na nas niczym czarodziej, niedościgły budowniczy wielkiej katedry, Notre Dame w prozie."
 
Marek Nowakowski "Nekropolis"
wyd. Świat Książki, 2005
 
* * *

"Uwaga Camusa w studium o człowieku zbuntowanym: "Bohaterowie Faulknera nie mają pamięci". Jak bohaterowie Faulknera, tak wielu innych Amerykanów przypomina takie golemy. Objawem całej literatury amerykańskiej jest brak refleksji. I jak literatura, tak i przeciętny Amerykanin cierpi na brak kulturowej refleksji."

Sandor Marai, "Dziennik"
wyd. Czytelnik, 2009

poniedziałek, 22 września 2014

Rozdawajka na koniec lata, cz. 2


Poprzednia rozdawajka zakończyła się pomyślnie i udźwignęłam ją organizacyjnie, więc dziś druga część. Do oddania są następujące książki:




Na zdjęciu od góry:

Spencer Quinn, "Na psa urok"
Jacek Pałkiewicz, "Syberia. Wyprawa na biegun zimna"
Michael Bockler, "Vino criminale"
Katarzyna Leżeńska, "Studnia życzeń"
Paul Torday, "Połów łososia w Jemenie"
Caroline Graham, "Morderstwo w Madingley Grange"
Allison Pearson,"Nie wiem, jak ona to robi"
Iwona Menzel, "Z widokiem na Castello"
David Gilmour, "Klub filmowy"

 
Jeśli ktoś z Was jest zainteresowany którąś z powyższych pozycji, proszę o zgłaszanie się w komentarzu. Kto pierwszy, ten lepszy. :) Wysyłka na mój koszt na adres przekazany e-mailem.
 
Zapraszam!

piątek, 19 września 2014

Wpis na piątek :)



Ostatnio natknęłam się w sieci na dwa całkiem udane filmy promujące Polskę za granicą. Ponieważ rzadko tak pozytywnie odbieram rozmaite polskie produkcje "promocyjne", które pojawiają się co pewien czas, dzielę się swoim znaleziskiem z Wami. Ciekawe, czy też Wam się podoba?   
  





Gdy już sobie obejrzałam te filmiki - w moim przekonaniu naprawdę niezłe - postanowiłam poszukać przykładów udanych promocji uroków innych krajów. Poniżej przedstawiam filmy, które mnie najbardziej zachwyciły. Jak wiele można przekazać umiejętnym montażem, muzyką i zdjęciami. Czasem słowa już nie są potrzebne...  


Portugalia



Irlandia



Finlandia



Słowenia


Czy któryś z tych filmów zachęciłby Was do odwiedzenia któregoś z krajów? Mnie chyba najbardziej pociąga Portugalia. :)


wtorek, 16 września 2014

Małgorzata Rejmer, Bukareszt. Kurz i krew





„Mam wrażenie, że Bukareszt to miasto ludzi, którzy nie chcą pamiętać o przeszłości, a jednak przeszłość woła za nimi na każdym kroku.” (s. 174)

Są kraje niby bliskie nam geograficznie, o których historii wiemy niewiele lub prawie nic. Tak z ręką na sercu, kto z Was kojarzy z Rumunią jakiekolwiek inne postacie niż Drakulę i Ceaucescu? No może jeszcze Eugene Ionesco czy Nadię Comaneci. Gdy zaczęłam się nad tym zastanawiać, to poza wymienionymi osobami i Bukaresztem, ogólną, dość zamgloną wiedzą o postawie Rumunii podczas I i II wojny światowej w mojej głowie żadna klapka już się nie otworzyła, żeby móc ten skromny zasób wiedzy poszerzyć. Przykre, ale prawdziwe. A przecież to kraj z naszego regionu geograficznego, który odegrał istotną rolę w tułaczce Polaków po klęsce wrześniowej w 1939 r.

Małgorzata Rejmer, młoda polska pisarka i dziennikarka, w latach 2009-11 podróżowała do Bukaresztu wielokrotnie. Chociaż nie jest to miasto, które łatwo zdobywa serca podróżników, to jednak między polską autorką a miastem powstała silna więź, którą można spokojnie określić mianem uczucia. W swojej książce Małgorzata Rejmer daje wyraz swojej fascynacji tym miastem, ludźmi tam żyjącymi i trudnej historii, której doświadczył ten naród.

Książka podzielona jest na trzy zasadnicze części o skrótowych, acz celnych tytułach:  

Komunizm. Złoto i błoto
Międzywojnie. Oko i ostrze
Współczesność. Orient i obłęd

„Bukareszt komunistyczny był prezentem, ofertą mamiącą ludzi – ciągnął Tomek [Ogiński].- Tu się przyjeżdżało, dostawało pracę od ręki i szło do zakładu, gdzie produkowano buble. Ludzie żyli w mieszkaniach, które były bublami, i ich życie też było bublem. I tak Bukareszt stał się miastem-bublem, odbiciem Pjongjangu i wszystkich stolic totalitarnych miast-scenografii, które oszukiwały ludzi i które były przez nich oszukiwane, miast, w których w najlepsze trwało permanentne oszustwo.” (s. 207)

Czasy dyktatury komunistycznej ujęte są w kilku miniaturach opartych głównie na wywiadach. Na ich podstawie autorka tworzy eseje opisujące historie rodzinne naznaczone prześladowaniami, biedą i wszechobecnym donosicielstwem. Z tych rozmów wyłania się fragment przeszłości, który przemawia do nas z całą mocą. Praktycznie każda rodzina była dotknięta bestialstwem reżimu, każdy może opowiedzieć o członku bliższej lub dalszej rodziny, który miał się nieszczęście znaleźć na celowniku tajnych służb. Autorkę interesują również osobowości Nicolae Ceaucescu i jego żony Eleny, osób mało wybitnych, które zapewniły sobie nie ograniczoną niczym władzę, czego wyrazem jest choćby budowa ogromnego Pałacu Ludowego kosztem trudnych do wyobrażenia zniszczeń w tkance architektonicznej stolicy i - co ważniejsze - kosztem katorżniczej pracy tysięcy ludzi. Ten budynek jest zresztą dla autorki symbolem braku rozliczeń po epoce komunistycznej. Tak jak po groteskowym i dramatycznym „procesie” i egzekucji dyktatorskiego małżeństwa nie wyjaśniono praktycznie żadnego aspektu tego wydarzenia, tak i obecny przekaz oficjalny na temat Pałacu podkreśla jego wymiary, epatuje liczbami, nie informując o krwawych kosztach i bezsensowności tej decyzji.

„Przysłowia rumuńskie stanowią komentarz na wypadek wszelkiego rodzaju nieszczęść i zgryzot, na wypadek zdrady, bólu i nieszczęścia:

„Dasz komuś chleba z solą, pożre cię całego.”

„Ten, kogo nie znasz, cię sprzeda, ten, kogo znasz, cię kupi.”(…)

„Masz pieniądze, masz przyjaciół, nie masz pieniędzy, nie masz przyjaciół.”
(s.161)


Druga część to miniatury dotyczące Rumunii przed wojną, nie mniej krwawej i naznaczonej ludzkimi fanaberiami władców. Te teksty pozwalają jednak spojrzeć na miasto i kraj z innej perspektywy, wyobrazić sobie piękne domy, secesyjne balkoniki, które budowano na wzór Paryża, a które w dużej mierze zostały zniszczone w pogoni za budową nowego wspaniałego świata. Świata naznaczonego gigantomachią i nieliczeniem się z człowiekiem.

„Bukareszt jest miastem tyleż tragicznym, co komicznym, czasem drobne zdarzenia zaczynają się jak komedia, potem raptownie przybierają postać tragedii, a na koniec zostają w pamięci jako farsa.” (s. 250)

Ostatnia część to eseje o współczesnym Bukareszcie. Autorka przedstawia tu własne doświadczenia, spotkania z ludźmi, zapisy rozmów o współczesności i przeszłości. W pamięć zapada jej relacja z podróży koleją naznaczoną agresywnością sfrustrowanej kontrolerki biletów czy przerażający wręcz materiał o watahach bezpańskich psów wałęsających się po rumuńskiej stolicy. 

Książka jest napisana z pasją i uczuciem. To jest widoczne i czuje się tę fascynację. Jeśli mogłabym się do czegoś przyczepić, to nie podobało mi się nadmierne wyeksponowanie wątku dotyczącego potajemnych aborcji w epoce komunizmu. Nie kwestionuję faktu, że autorka poruszyła ten temat, ale wydaje mi się, że poświęcono mu zbyt wiele miejsca w tej książce, którą czyta się świetnie mimo niełatwego tematu i trudnych sytuacji, które są opisane bez owijania w bawełnę. Jeśli podczas lektury co i raz pojawia się u mnie chęć pogłębienia wiedzy na temat pojawiających się osób, miejsc i faktów, to jest to symptom udanej lektury. Tak było w przypadku tej książki, której lektura była dla mnie wielkim przeżyciem i jednym z tegorocznych odkryć.

Mam jednak nieco ambiwalentne odczucia wobec tej lektury. O ile czytało mi się ją świetnie, opisywane miejsca, sytuacje i ludzie wzbudzali moje żywe zainteresowanie, o tyle nie poczułam chęci odwiedzenia tego miasta, poczucia jego atmosfery fatalizmu i beznadziei, która uwiodła autorkę. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to kawałek naprawdę świetnego reportażu zaangażowanego i osobistego, odkrywającego przed czytającym zupełnie nieznane aspekty przeszłości i teraźniejszości. Ta książka wciąga i elektryzuje.

 
Małgorzata Rejmer (ur. 1985) - polska pisarka. W 2009 r. wydała debiutancką książkę pt. "Toksymia" i otrzymała za nią nominację do Nagrody Literackiej Gdynia. Jej kolejna książka "Bukareszt. Kurz i krew" otrzymała Nagrodę Newsweeka im. Teresy Torańskiej, była także nominowana do nagrody Nike. Wywiad m.in. o fascynacji Bukaresztem znajdziecie tu.
 
 
 
 
Autor: Małgorzata Rejmer
Wydawnictwo: Czarne
Seria: Sulina
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 288

piątek, 12 września 2014

Kresy zaklęte w książkach - nowy projekt




 
Kresy – słowo niosące ze sobą tęsknotę, sentyment, piękne wspomnienie szlacheckich dworków, patriotyzmu i bogobojności… W sensie geograficznym Kresy Wschodnie, bo o nich tutaj mowa, to tereny położone na wschód od Linii Curzona. W literaturze określenie to użyte zostało prawdopodobnie po raz pierwszy przez Wincentego Pola w poematach Mohort z 1854 i Pieśni o ziemi naszej.

 W latach komunizmu i dominacji wschodniego sąsiada nie tylko dyskusja o historii tych ziem była zakazana, ale nawet ich wspomnienie. Dopiero od niedawna pojawiają się pozycje książkowe, które przypominają tragiczne dzieje polskich rodzin zamieszkałych na tych terenach. Przywołują one również wspomnienie obyczajów, stylu życia, jaki dominował na tych terenach wśród mieszkańców tych ziem i ich stosunków z tamtejszymi chłopami. Nasza wiedza jest ciągle jednak niewystarczająca.

Chociaż przeczytałam kilka książek o kresowych losach, to uderzyło mnie, jak mała jest nasza świadomość straty, tego, co się wydarzyło poczynając od 1917 roku. Przecież już wtedy, w momencie wybuchu rewolucji bolszewickiej i będącej jej następstwem wojny polsko-sowieckiej spora część Kresów nie znalazła się w granicach II RP, a tamtejsi przesiedleńcy musieli odbudować swoje życie na nowo.

Kolejny cios zadały wydarzenia podczas II wojny światowej i oddanie Polski w nowych granicach w ręce sowieckiego giganta.
Jak pięknie napisała Beata (prowadząca blog Szczur w antykwariacie) „Kresy słynęły niegdyś z tolerancji, gdyż była to ojczyzna wielu narodów, języków, religii i kultur. W XX wieku dwa totalitaryzmy sprawiły, że stały się grobem wielu tysięcy ludzi, jednym z najbardziej zniszczonych i skrwawionych regionów Europy, ziemią okradzioną z tysięcy bezcennych dzieł architektury i sztuki.”
 
Siła oddziaływania wydawnictw emigracyjnych, które poruszały tematykę kresową, była niewielka, jako że wydawnictwa te nie docierały jednak do ogółu społeczeństwa. Dopiero po 1989 r. zaczęły pojawiać się wspomnienia, książki poruszające tę tematykę. Przyznać jednak należy, że wiele z nich nadal jest trudno dostępnych z mało zrozumiałych dla mnie powodów. Próżno też – poza „Nad Niemnem” - szukać tematyki kresowej w programach szkolnych czy liście lektur szkolnych.

To wszystko skłoniło mnie do podjęcia inicjatywy stworzenia odrębnego bloga, na którym możliwe będzie umieszczanie recenzji i opinii na temat książek poruszających tematykę kresową. Projekt jest bezterminowy, nie ma wymogów, co do ilości przeczytanych książek. Byłabym szczęśliwa, gdyby mogły tu się ukazać również recenzje książek, które już ukazały się na blogach wcześniej. Będę wdzięczna za Wasze pozwolenie umieszczania w tym miejscu w sieci Waszych tekstów, które dotyczyły / będą dotyczyć lektur mówiących o Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej.

To ma być miejsce, w którym możemy spróbować stworzyć listę książek dotykających tego zagadnienia – beletrystyki, wspomnień, pozycji naukowych, również książek podróżniczych śladami naszej historii. Liczę bardzo na Wasze propozycje uzupełnienia  listy lektur kresowych, którą udało mi się przygotować.

Nie chciałabym się zamykać na inne możliwości, nie wykluczam więc opcji zamieszczania tutaj relacji z podróży na ziemie kresowe, zdjęć czy informacji mających inny charakter niż recenzje. Zobaczymy, co przyszłość przyniesie.:)

Mam nadzieję, że uda się choćby częściowo zgromadzić w tym miejscu opinie blogerów o książkach, które przyczynią się do odzyskania pamięci o przeszłości, trudnej, wzniosłej, czasem sielskiej, często tragicznej i okrutnej, a na pewno niełatwej. Nie jestem jednak geniuszem, czas również mam ograniczony i być może pomysł, który przyjęłam wymaga udoskonaleń. Będę wdzięczna za wszelkie uwagi i chęć pomocy. Każda dodatkowa para rąk się przyda.

Na razie stworzyłam bardzo amatorski banerek (u góry). Jeśli zechcecie go umieścić na swojej stronie i rozpropagować to nowe dziecko blogowe, które mam nadzieję zyska sobie więcej opiekunów niż tylko moja skromna osoba, będzie mi bardzo miło. Nowy blog znajdziecie tutaj:

 
P.S. Dziękuję Beacie i Guciamal za cenne uwagi i wsparcie. :) 

środa, 10 września 2014

Sandor Marai, Krew świętego Januarego





„Nie pogardzał złoczyńcami, bo tych należy sądzić, ale nie wolno pogardzać żadnym człowiekiem… Jednak komunistami pogardzał. Mówił, że nie ma gorszego od człowieka, który dopuszcza się takiej zbrodni odebrać wolność sumienia…” (s. 266)

Sandor Marai w 1948 r. opuścił Węgry na zawsze. Pierwsze kilka lat tej drugiej emigracji (pierwsza miała miejsce w latach 20-tych XX wieku) spędził właśnie w Posillipo, niedaleko Neapolu. Choć był rozczarowany sytuacją w kraju, bezpardonowym atakiem na wolność myśli uniemożliwiającego nawet milczenie, choć czuł się rozczarowany biernością Zachodu, to jednak lata spędzone we Włoszech wśród ubogich rybaków uważał z perspektywy czasu za najszczęśliwsze lata emigracji. Nic więc dziwnego, że „Krew świętego Januarego” została zadedykowana m.in. (…) biednym ludziom z Posillipo” 

„Morze wiedziało wszystko. A oni tutaj urodzeni, wiedzieli wszystko o morzu. Było jak ziemia ojczysta: po morzu można było wędrować w starych łodziach, powoli, ruchem posuwistym, jakby skradając się, tak jak złodziej okradający domy przemyka pod ogrodami. Morze stwarzało cień, w którego chłodzie można było spać. (…) Na morzu były tajemne drogi, ścieżki, grunty i stromizny, załomy ulic, którędy wioślarz przesuwał się chyłkiem, uważnie obliczając swoje szanse spod ronda kapelusza nasuniętego na oczy.” (s. 156
)

Pierwsza część książki opisuje warunki życia biednej społeczności Posillipo w latach 50-tych XX w. Życie mieszkańców toczy się własnym rytmem w mocnym związku z morzem i jego kaprysami. Wielu bezrobotnych rybaków poszukiwało szans choćby minimalnego zarobku, podobnie jak ich dzieci, najmłodsze i najbardziej niewinne ofiary tutejszej biedy. Narrator wspomina wizyty kolejnych sprzedawców jaj, ryb czy orzeszków ziemnych, które wyznaczały porządek dnia. Mimo wszechobecnej biedy ludzie z Posillipo są pogodzeni z losem, zachowali wzajemną życzliwość i pogodne nastawienie do życia. Być może źródłem ich siły był fakt, że byli u siebie, nikt nie zmusił ich do opuszczenia swoich domów.

„Komuniści, obiecując zbawienie społeczne, poświęcają innych… klasy, towarzyszy broni, a także wrogów urojonych i rzeczywistych, i obiecują, że gdy poświęcą wszystkich, a dodatkowo poświęcą starą sztukę i jej zasady moralne, wówczas nastąpi zbawienie. (…) Wie na pewno, że żaden system nie potrafi zbawić świata … ani system społeczny, ani religijny. Zbawić może tylko jednostka, gdy zdecyduje się na samopoświęcenie. (s.253)

W tym środowisku pojawia się tajemnicza postać uchodźcy zza „żelaznej kurtyny”. Razem ze swoją towarzyszką uciekł przed systemem niszczącym ludzką niezależność i wolność. Czy może on być „cudem” dla mieszkańców Posillipo? Czym jest cud? Czy cud można zaplanować, przyzwyczaić się do niego? Czy cud świętego Januarego mający miejsce dwa - trzy razy w roku, gdy w relikwiarzu neapolitańskiej katedry krew świętego patrona zmienia stan skupienia ze stałego w płynny, jest jeszcze świętem i nadzieją na zbawienie dla maluczkich? A może to już jest tylko pusta celebracja? Obcy staje się powoli mitem, potencjalnym zbawcą potrafiącym wysłuchać tych, którzy do niego przychodzą nie żądając nic w zamian. Jego tajemnicza śmierć staje się przedmiotem śledztwa. Przesłuchania świadków i ich wspomnienia o zmarłym stają się pretekstem do snucia opowieści o życiu zmarłego i jego poglądach, o jego osamotnieniu i braku zrozumienia. To również impuls do rozważań o uchodźctwie i niszczącym wpływie komunizmu na Europę i jej dziedzictwo…

„Krew świętego Januarego” była zaplanowana jako trzecia część „Wyznań patrycjusza” z okresu emigracji we Włoszech. Forma jest jednak odmienna, gdyż bezimienny bohater funkcjonuje niejako na marginesie toczącego się życia, a jego poglądy poznajemy z relacji osób trzecich.

Śledztwo nie dostarczy nam odpowiedzi, co było przyczyną śmierci bohatera, gdyż nie to było zamiarem pisarza. Maraia interesuje aspekt filozoficzny kondycji człowieka w świecie coraz bardziej oddalonym od idei humanizmu i kulturalnej ogłady. Gdzie bezprzykładna i tępa siła machiny politycznej miażdży ludzką wolność i autonomię.

Nie jest to arcydzieło, pewne rozważania i dygresje mogą wydać się zbyt długie i czasem się powtarzają, co wynika z przyjętej formuły leniwego śledztwa toczącego się w drugiej części książki. A jednak to właśnie te fragmenty dotyczące rozważań o sytuacji jednostki w opresyjnym świecie najmocniej przemawiają do czytelnika. Obecnie siła rażenia tych analiz jest nieco mniejsza niż w latach 50-tych XX wieku, ale i tak stanowią one ważny element dyskursu intelektualnego o sytuacji twórczej jednostki w systemie opresyjnym. Choć całość mnie nie porwała, to uważam tę książkę za ważne uzupełnienie przeczytanych wcześniej „Wyznań patrycjusza” i „Dziennika”. Potwierdzają niesamowitą przenikliwość pisarza i stanowią ważny wkład w dyskusję o kondycji inteligencji Europy Środkowej ery komunizmu.

„W szczęśliwych czasach los otacza człowieka jak atmosfera. Lecz my żyjemy w innym czasie i na tę nieszczęsną wędrówkę niezmiennie zabieramy ze sobą los, który jest bardzo mały, można go z powodzeniem schować w torbie podróżnej, jest portable…” (s. 292)
 


Autor: Sandor Marai
Tytuł oryginalny: San Gennaro vere
Wydawnictwo: Czytelnik
Seria: Nike
Tłumacz: Feliks Netz
Rok wydania: 2006
Liczba stron: 328

 

poniedziałek, 8 września 2014

Sobota na mazowieckiej wsi :)





Przepiękna sobotnia aura sprzyjała wyjazdom poza miasto. Razem z moimi koleżankami oraz synkiem pojechaliśmy poczuć atmosferę wsi sprzed ponad stu lat. Dlatego też celem naszej wyprawy było Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu.
 
To był piękny dzień...
 

Piękna aleja z szeregiem chat wiejskich z końca XIX i początku XX wieku




Dzieci z miasta nie posiadające dziadków na wsi mogą zobaczyć
na terenie skansenu prawdziwe krowy,

gęsi

kozy i parę innych gatunków nie uwiecznionych na zdjęciach. :)

Ogromny stóg siana też był wielką atrakcją :)


Pięknie zachowane i utrzymane wnętrza chat zachwycają




Słońce, kwiaty, bezchmurne niebo - czegóż chcieć więcej?




Kapliczka w parku dworskim

Zabudowania dworskie z powozownią i stajnią w pobliżu. 

Niektórzy zwiedzający poznawali ten wspaniały skansen w komfortowych warunkach.
A Mama wyrabiała muskuły :)
 
Nie można też nie spróbować pajdy wspaniałego chleba na zakwasie ze smalczykiem i ogórkiem kiszonym w karczmie Pohulanka na terenie skansenu. Pycha!
 
Jeśli chcielibyście miło spędzić dzień na świeżym powietrzu (z dzieciakami lub bez) gorąco polecam to miejsce. :) A na koniec trochę poezji.


Pokój wsi

 Pochwalona wieś dobra, wóz, konie i grabie,
Gumna, cepy i kosy ostrzone u bruska,
Wszystkie narzędzia, których chwałą zbiór i zwózka,
Rola, miedza, ściernisko, późne lato babie;

Wiatrak, co w modłach wznosi swe ramiona rabie:
"O, przyjdź, wietrze, przyjdź, zboże! Odpadnie twa łuska!"
Ręce chłopa i dziewki i jej chusta ruska,
Śpiewanki, dymy perzów i rechoty żabie;


I żmudna młóćba, zimy zasobnej znachorka,
I woły, jarzma, pługi i brony, i orka,
I jesień, i pogoda piękna jak niedziela,


I chaty kumę, pełne święconego ziela,
I ten zmierzch rozczulony, gdy wozy w spichrz zwożą
Ziarno, a ludzie w serca swe spokojność bożą...
 
Leopold Staff
 

niedziela, 7 września 2014

Ulotne chwile (113)

 
Fragment dziedzińca arkadowego zamku w Baranowie Sandomierskim nocą
Pocztówka z lat 60-tych
Biuro Wydawnicze Ruch, fot. M. Zaleski

piątek, 5 września 2014

Marek Nowakowski, Nekropolis 2



 


„Nekropolis”, gawęda o miejscach i ludziach PRL-owskiej Warszawy, którą przeczytałam całkiem niedawno, zyskała moje uznanie swoją nostalgią i dystansem. Nic więc dziwnego, że z przyjemnością sięgnęłam po swoisty aneks czy też kontynuację tej książki, czyli „Nekropolis 2”. Niewielkie rozmiary książeczki tylko zachęcają do lektury. :)

Nekropolis 2 utrzymana jest w podobnym tonie, co jej poprzedniczka, zawiera kilka portretów warszawskich knajp oraz ich bywalców, do których zaliczają się ci najsławniejsi luminarze ówczesnej literatury oraz ci zupełnie nieznani. Marek Nowakowski był wieloletnim bywalcem tych miejsc, jego rozmówcy pojawiają się na kartach książki niczym duchy wydobyci często z mroków niepamięci. Raz nawet przywołuje ducha Kazimierza Przerwy – Tetmajera, który rezydował w Bristolu. Autor przypomina miejsca, w których bywali luminarze kultury wespół z przedstawicielami półświatka, a których już nie ma na mapie stolicy. Uwagę zwraca szkic o losach Ludwika Zimmerera, niemieckiego krytyka, kolekcjonera polskiej sztuki ludowej, który wrósł w polską codzienność. 

Ciekawy jest również portret niewymienionego z nazwiska Darka, człowieka znikąd, który dzięki bezwzględności, nieprzywiązywaniu się do kolejnych patronów i sprytowi dociera aż do kręgów nowojorskiej socjety.   

Z ciekawością zagłębiłam się również w opowieść o Jerzym Gierałtowskim, całkowicie zapomnianym pisarzu, autorze opowiadania pt. „Wadera”, na podstawie którego został zrealizowany słynny horror „Wilczyca” (1982). Nowakowski jednak o tym nie wspomina skupiając się na opisaniu osobowości Gierałtowskiego, który tęsknił za sarmackością, czemu dawał wyraz w swojej twórczości. A czy był szczęśliwy w PRL-u? Któż to wie? PRL, choć był nieciekawy i siermiężny, kiedy w każdym lokalu odwiedzanym przez elity urzędował konfident SB, bardziej lub mniej widoczny, to jednak pozostawił po sobie wiele barwnych wspomnień, o których możemy poczytać w wydawnictwach takich jak „Nekropolis 2”.

Czyta się tę książkę szybko, pozostaje po niej wrażenie ulotności i przemijania. Dla niektórych te wspominki mogą być nudne i nic nie wnoszące. Może bardziej zorientowani w twórczości pisarza powiedzą, że się powtarza, że przynudza, ale ja lubię takie „przynudzanie” i już się rozglądam za „Dziennikiem podróży w przeszłość” i „Piórem. Autobiografią literacką”. 



Autor: Marek Nowakowski
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 128

wtorek, 2 września 2014

Tomek Michniewicz, Swoją drogą





Nazwisko Tomasza Michniewicza krążyło gdzieś na obrzeżach mojej świadomości. Nie znam go z działalności radiowo-telewizyjnej, nie czytałam też jego książek. Dopiero niedawno zauważyłam sporo blogerskich opinii, niezwykle pozytywnych i zachęcających do zapoznania się z jego wydawnictwami podróżniczymi. Ponieważ w bibliotece natknęłam się na jego najnowszą książkę postanowiłam po nią sięgnąć i sprawdzić czy jego styl pisania chwyta mnie za serce i budzi tęsknotę za dalekimi podróżami. 

Jak wyczytałam w różnych miejscach w sieci Tomasz Michniewicz jest podróżnikiem z dużym doświadczeniem. Podróż to jego sposób na życie, pasja i chyba ucieczka od przyziemnych obowiązków. W swojej najnowszej książce postanowił przeprowadzić eksperyment na trojgu bliskich mu ludzi: zaproponował im „podróż życia” w wybrane przez nich miejsce, którą on zorganizuje. 

„Zabiorę cię w dowolne miejsce na świecie - powiedziałem każdemu. - Dokąd tylko chcesz. Przeżyjesz to, o czym od zawsze marzyłeś, zobaczysz miejsca, które zawsze chciałeś zobaczyć. Sprawdzisz się w tym, na co nigdy nie miałeś odwagi. Przekonasz się może, na co cię stać. Ty decydujesz kiedy, dokąd i po co. Ale zdecydować musisz teraz, w tym momencie. Decyduj."

Pierwsza z tych osób to Marcin, kolega, z którym osiem lat wcześniej byli razem w Etiopii. Obecnie pracuje on jako księgowy w korporacji, a Etiopia jest jedynie pulsującym życiem wspomnieniem. Zgadza się na propozycję Tomka i wybiera podróż do Afryki, ale decyzję, że będzie to wizyta w plemieniu Baka, u ostatnich Pigmejów w Kamerunie, podejmuje autor książki. Po najeżonej trudami podróży w ekstremalnych warunkach, błocie, w tropikach zamieszkują w gościnie u Baka, poznają ich tryb życia i trudności, z jakimi się mierzą we współczesnym świecie. Po opuszczeniu ich wioski podejmują również temat czarowników. Na skutek choroby Marcina muszą wracać do Polski. Drugą podróżniczką jest Marianna, żona Tomka Michniewicza, która nie wybrała celu podróży zdając się na propozycję męża. Jedyną sugestią z jej strony było życzenie, aby pojechali tam, gdzie na pewno by jej nie zabrał. Trafili do Arabii Saudyjskiej, gdzie Marianna musi ubierać się i zachowywać zgodnie z tradycją tego ortodoksyjnie muzułmańskiego kraju. Trzecim wybrańcem jest ojciec autora, którego cel podróży został wybrany przez Tomka. Jest to Nowy Orlean, mekka fanów bluesa, a ojciec autora – choć nie jest zawodowym muzykiem – to jednak kocha tę muzykę i gra naprawdę nieźle. Czy te podróże zmienią życie bohaterów i przyczynią się do rozwiązania problemów w życiu codziennym? 

Będę chyba wyjątkiem w książkowej blogosferze, ale po lekturze tej książki mam bardzo mieszane odczucia. Jej zaletą jest niewątpliwie ciekawy pomysł wyjściowy, który dał szansę tzw. „zwyczajnym” ludziom, choć związanym mocno z autorem, szansę na spojrzenie na świat i życie z jego perspektywy. To na pewno było ważne dla autora, czy tak było w przypadku wszystkich uczestników tego przedsięwzięcia nie mam pewności. 

Autor przekazał czytelnikowi sporo informacji i wyjaśnień odnośnie trybu i warunków życia plemienia Baka, kiedy państwo traktuje ich jak pariasów, a cywilizacja nie pozwala żyć zgodnie z ich wielowiekową tradycją. Tomasz Michniewicz naświetlił również pewne aspekty życia kobiet w Arabii Saudyjskiej, co kłóci się z dominującym przekazem medialnym. Autor zresztą zwraca uwagę na fragmentaryczność i płytkość przekazu współczesnych mediów, co zniekształca, a często i wypacza obraz świata. To zdecydowanie plus tego wydawnictwa. 

A jednak nie jestem przekonana, czy Tomasz Michniewicz to autor, do którego wrócę. Muszę przyznać, że obecnym numerem jeden, jeśli chodzi o pisarstwo podróżnicze jest dla mnie Wojciech Cejrowski. Jego książki są napisane z pasją, w gawędziarskim i wciągającym stylu, a jednocześnie wiele mówią o odwiedzanych miejscach i ludziach. Nic więc dziwnego, że książkę Michniewicza podświadomie porównywałam z twórczością Cejrowskiego. Niestety, to porównanie wypadło blado dla Michniewicza, gdyż jego sposób pisania jest dość mało porywający, z takim dystansem do czytającego. Inna sprawa, że styl Michniewicza i tak jest niezły w porównaniu np. do Jacka Pałkiewicza, ekstremalnie suchego i technicznego w swoim słownictwie. Przeczytałam jedną książkę jego autorstwa i mam dość. Czekam na kolejną książkę Cejrowskiego!

Wracając do książki Tomasza Michniewicza przyznam również, że odniosłam wrażenie, jak gdyby autor zwracał się do czytelnika z pozycji „wielkiego podróżnika”, coś w tym stylu: „widzicie, ja wybrałem życie arcyciekawe, podróżuję po świecie, a wy tkwicie za biurkami od… do… i nie przyjdzie wam na myśl, że można żyć inaczej”. Może upraszczam, ale takie odniosłam wrażenie. Z tonu wypowiedzi wobec kolegi księgowego można wywnioskować, że wykonywanie tego zawodu to asekuranctwo i straszne nudy. W wielu wypadkach może i tak jest, ale można być również księgowym z pasją, lepiej nie uogólniać, bo nie każdy może i chce spełniać się w podróży po świecie. 

Podróż Marcina - w moim odczuciu najciekawsza z trzech relacji - jako jedyna kończy się z grubsza zgodnie z założeniem Michniewicza, Afryka porusza w jego koledze jakąś głęboko ukrytą strunę i ta pełna przeszkód i trudności wyprawa, podczas której nie ustrzegł się on również choroby, przyniosła w jego życiu zmianę. Czy jednak skłoniła go do tego ta podróż, tego nie wiemy. 

Kolejne dwie podróże nasycone są wieloma aspektami życia prywatnego autora i jego najbliższych. Rozumiem, że chciał je w nietypowy sposób wydobyć na światło dzienne, być może rozwiązać, ale nie można tu mówić o sukcesie czy choćby zgodnym z zamysłem autora przebiegiem tych podróży. I tu już można się zastanawiać, czy to książka podróżnicza, czy też psychodrama rodzinna. Nie znam autora książki, nic nie wiedziałam o jego życiu przed sięgnięciem po tę książkę. Teraz w głowie mi siedzą jego rozmowy z ojcem, sytuacja w małżeństwie Michniewicza, a obraz krajów, które odwiedzał jakoś się zaciera. I to mi się nie podoba, bo oczekiwałam po tym wydawnictwie jednak wrażeń podróżniczo-krajoznawczych, refleksji o odwiedzanych krajach, regionach, poznanych ludziach, a nie roztrząsanie prywatnych spraw autora. Parafrazując więc tytuł jednego z programów telewizyjnych stwierdzę jedynie, że nie urzekła mnie ta historia (miejcie jednak na uwadze, że moje zdanie jest znacząco odmienne od innych blogerów, którzy czytali tę książkę :)).

 
Tomasz Michniewicz (ur. 1982) - polski dziennikarz, fotograf, podróżnik i reportażysta. Redaktor naczelny serwisu podróżniczego www.koniecswiata.net. Autor programu "Inny świat" w telewizji TTV. Pracował m.in. w Programie Trzecim Polskiego Radia, Polskim Radiu BIS i tygodniku "Polityka". Publikował również w innych gazetach i czasopismach. Autor trzech książek reporterskich - "Samsara. Na drogach, których nie ma" (2010), "Gorączka. W świecie poszukiwaczy skarbów" (2011) oraz "Swoją Drogą" (2014).


Autor: Tomasz Michniewicz
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 368


Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...