poniedziałek, 29 października 2012

Rocznica urodzin Zbigniewa Herberta


Zbigniew Herbert (29 października 1924 - 28 lipca 1998 r.)
Źródło zdjęcia
 
Zbigniew Herbert to jeden z naszych najsłynniejszych poetów, człowiek - legenda, którego znaczenie dla polskiego życia kulturalnego nie ograniczało się li tylko do literatury. Był postacią kontrowersyjną, miał żarliwych wyznawców i wielu krytyków, ale nikt nie mógł odmówić mu wielkiego talentu na miarę Nobla, którego, niestety, nigdy nie dostał.
 
Nie jestem wielką znawczynią literatury, a w szczególności poezji, ale mam na półce tom Jego wierszy, o taki:


Zbigniew Herbert, "Wiersze wybrane", wyd. a5, 2004
 

 Przygotowując się do napisania tego wspomnieniowego postu i przypomnienia Wam i sobie kilku wierszy Poety, sięgnęłam po tę dawno nie trzymaną w rękach książkę i ... zachwyciłam się pięknem tych wierszy, pieczołowicie dobranych przez Ryszarda Krynickiego. Dlaczego tak rzadko czytam te wspaniałe strofy? Nie wiem. Zapewne wynika to z braku czasu, pośpiechu, zabiegania... W podobnej sytuacji jest też niewątpliwie wiele innych dobrych książek na moich półkach, ale do krótkich form poetyckich można wracać i się nimi zachwycać poświęcając na to tylko kilka minut dziennie. Dlatego pozwalam sobie przypomnieć kilka wierszy Zbigniewa Herberta w tę jakże "nieokrągłą" 88 rocznicę Jego urodzin.


Cmentarz warszawski


Tej ściany
ostatniego widoku
nie ma

wapno na domy i groby
wapno na pamięć

ostatnie echo salwy
uformowane w kamienną płytę
i zwięzły napis

odbity spokojną antykwą

przed najazdem żywych
umarli schodzą głębiej
niżej


skarżą się nocą w rurach żalu
wychodzą ostrożnie
kropla po kropli

 jeszcze raz zapalają się
za byle potarciem zapałki

a na powierzchni spokój
płyty wapno na pamięć

na rogu alei żywych
i nowego świata
pod stukającym dumnie obcasem
wzbiera jak kretowisko
cmentarz tych którzy proszą
o pagórek pulchnej ziemi
o nikły znak znad powierzchni
 
 
 
Testament
 
Zapisuję czterem  zywiołom
to, co miałem na niedługie władanie
 
ogniowi - myśl
niech kwitnie ogień
 
ziemi którą kochałem za bardzo
ciało moje jałowe ziarno
 
a powietrzu słowa i ręce
i tęsknoty to jest rzeczy zbędne
 
to co zostanie
kropla wody
niech krąży między
ziemią niebem
 
niech będzie deszczem przezroczystym
paprocią mrozu płatkiem śniegu
 
niech nie doszedłszy nigdy nieba
ku łez dolinie mojej ziemi
 
powraca wiernie czystą rosą
cierpliwie krusząc twardą glebę
 
wkrótce zwrócę czterem żywiołom
to co miałem na niedługie władanie
 
- niepowrócę do źródła spokoju
 

Epizod


Idziemy nad morzem
trzymając mocno w rękach

dwa końce starożytnego dialogu
— kochasz mnie
— kocham

ze ściągniętymi brwiami
streszczam całą mądrość
dwu testamentów
astrologów proroków

filozofów z ogrodów
i filozofów klasztornych

a brzmi to bez mała tak:
— nie płacz
— bądź dzielna
— popatrz wszyscy ludzie

wydymasz wargi i mówisz
— powinieneś być kaznodzieją —

i zagniewana odchodzisz
nie kocha się moralistów

cóż mam powiedzieć nad brzegiem
małego martwego morza

woda powoli wypełnia
kształty stóp które znikły

 
Modlitwa Pana Cogito - podróżnika
 
Panie
dziękuję Ci że stworzyłeś świat piękny i bardzo różny
a także za to że pozwoliłeś mi w niewysłowionej dobroci Twojej
być w miejscach które nie były miejscami mojej codziennej udręki

- że nocą w Tarquinii leżałem na placu przy studni i spiż rozkołysany obwieszczał z wieży Twój gniew lub wybaczenie

a mały osioł na wyspie Korkyra śpiewał mi ze swoich niepojętych miechów płuc melancholię krajobrazu

i w brzydkim mieście Manchester odkryłem ludzi dobrych i rozumnych

natura powtarzała swoje mądre tautologie: las był lasem morze morzem skała skałą
 
gwiazdy krążyły i było jak być powinno - Iovis omnia plena
 
- wybacz - że myślałem tylko o sobie gdy życie innych okrutnie nieodwracalne krążyło wokół mnie jak wielki astrologiczny zegar u świętego Piotra w Beauvais

że byłem leniwy roztargniony zbyt ostrożny w labiryntach i grotach
a także wybacz że nie walczyłem jak lord Byron o szczęście ludów podbitych i oglądałem tylko wschody księżyca i muzea

- dziękuję Ci że dzieła stworzone ku chwale Twojej udzieliły mi cząstki swojej tajemnicy
i w wielkiej zarozumiałości pomyślałem że Ducio van Eyck Bellini malowali także dla mnie

a także Akropol którego nigdy nie zrozumiałem do końca cierpliwie odrywał przede mną okaleczone ciało

- proszę Cię żebyś wynagrodził siwego staruszka który nie proszony przyniósł mi owoce ze swego ogrodu na spalonej słońcem ojczystej wyspie syna Laertesa

a także Miss Helen z mglistej wysepki Mull na Hebrydach za to że przyjęła mnie po grecku i prosiła żeby w nocy zostawić w oknie wychodzącym na Holy Iona zapaloną lampę aby światła ziemi pozdrawiały się

a także tych wszystkich którzy wskazywali mi drogę i mówili kato kyrie kato

i żebyś miał w swej opiece Mamę ze Spoleto Spiridiona z Paxos dobrego studenta z Berlina który wybawił mnie z opresji a potem nieoczekiwanie spotkany w Arizonie wiózł mnie do Wielkiego Kanionu który jest jak sto tysięcy katedr zwróconych glową w dół

- pozwól o Panie abym nie myślał o moich wodnistookich szarych niemądrych prześladowcach kiedy słońce schodzi w Morze Jońskie prawdziwie nieopisane

żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia

a nade wszystko żebym był pokorny to znaczy ten który pragnie źródła

dziękuję Ci Panie że stworzyłeś świat piękny i różny

a jeśli jest to Twoje uwodzenie jestem uwiedziony na zawsze i bez wybaczenia
 
 
 
W posiadanym przeze mnie tomie wierszy opublikowany został również bardzo ciekawy tekst Zbigniewa Herberta pt. "Poeta wobec współczesności", z którym można się zapoznać tu.  
 
Czy w swojej domowej biblioteczce macie jakieś wiersze Poety?

piątek, 26 października 2012

Październik...








Październik
 
Ptaki październikowe
schylają zmęczone głowy


jak w zadymionych zwierciadłach
stoją jesienne sady
anioły i papugi
obsiadły winogrady
 
 jeszcze te trochę liści
 jeszcze jagód dwie kiści
 i okruszyny w koszyku
 

 już po wiosennym krzyku
 już po zielonych godach
 śpi papierowa uroda
 
już wszyscy gwiezdni ptacy
zaświecili
już wszyscy letni bracia
ulecieli

zasypia jeden za drugim
pod liściem przywiędniętym
 
i nikt już nie pamięta
 ja może jeden pamiętam

i może jeszcze kto drugi




 Jarosław Iwaszkiewicz

środa, 24 października 2012

Aimée Beekman, Możliwość wyboru




Klub Interesującej Książki to niemal legendarna seria wydawnicza Państwowego Instytutu Wydawniczego i gdy zdecyduję się po nią sięgnąć raczej mnie nie zawodzi. Aimee Beekman to współczesna pisarka estońska, której twórczość nie była mi wcześniej znana, ale ponieważ lubię odkrywać nieznane lądy, sięgnęłam po jej książkę „Możliwość wyboru” w nadziei na interesującą – zgodnie z tytułem serii - lekturę.

Ta powieść psychologiczno-obyczajowa opowiada historię, Reginy, kobiety trzydziestoletniej, nauczycielki języka niemieckiego, która postanawia w sposób nietypowy, odbiegający od ogólnie przyjętych norm rozwiązać problemy swojego życia osobistego, stworzyć dom i rodzinę. Główna bohaterka powieści w okolicach swoich trzydziestych urodzin widzi swoją przyszłość w ciemnych barwach. Jej kolejny partner zostawia ją na rzecz aranżowanego przez rodziców ożenku, a jej jedynym punktem odniesienia w życiu towarzyskim staje się grupka przyjaciółek, podobnie jak ona samotnych i pełnych niepokoju o przyszłość pokrywanego wzajemnym wspieraniem się i odganianiem od siebie niepokojów egzystencjalnych. 

„Dopóki życie nie stawia człowieka przed możliwością wyboru, można się uważać za kogokolwiek i szczerze wierzyć w stworzony przez siebie mit. Trwa to do chwili, kiedy przypadek nie odegra roli kamienia probierczego i nie określi, ile rzeczywiście jesteś wart.” (s. 45)

 
W tym samym czasie nasza bohaterka obejmuje w spadku po ciotce dom na prowincji, co staje się ostatecznym impulsem do podjęcia decyzji o stworzeniu rodziny. Sposób jej powołania do życia Regina kalkuluje na chłodno i przeprowadza z chirurgiczną precyzją. Nie chcę zdradzać na czym polega jej pomysł, sama autorka ujawnia nam pełen obraz sytuacji dopiero w drugiej połowie książki, więc byłoby to co najmniej niestosowne, gdybym ujawniła zbyt dużo. Sposób postępowania wybrany przez Rebekę określiłabym jako „eugenikę po domowemu”. W dzisiejszych czasach mało nas już dziwi jeśli chodzi o rozmaite metody wspomagania płodności czy wyboru sposobu przyjścia dziecka na świat, ale mając na uwadze, że akcja dzieje się 30 lat wcześniej, niewątpliwie metoda ta mogła być szokująca dla czytelników. Sądzę jednak, że sam fakt konkretnego działania Reginy w celu stworzenia rodziny nie jest aż tak wstrząsający, gdyż historia i współczesność zna mnóstwo podobnych historii, ale najbardziej przerażająca jest chłodna kalkulacja naszej bohaterki, podejmowanie wyrachowanej decyzji bez emocji, bez oglądania się na uczucia najbliższych sobie ludzi. Poziom egoizmu bohaterki przeraża najbardziej…

Regina nie da się zbytnio lubić. Nie dba o zdanie najbliższych w najistotniejszej kwestii omawianej w powieści, ale możliwość wpadki, ujawnienia jej sposobu na życie, wprawia ją w przerażenie, obawia się reakcji ogółu, który do tej pory wcale jej nie interesował, a wręcz pogardzała nim.

Książka ta jest okazją do konfrontacji współczesnego czytelnika ze spostrzeżeniami autorki dotyczącymi stylu życia, zmian obyczajowych, samotności w wielkim mieście. W moim przekonaniu ta konfrontacja dowodzi, że Aimee Beekman wykazała wyjątkową przenikliwość, duży zmysł obserwacyjny, a wiele z jej diagnoz wyprzedza swoje czasy. Czytając tę książkę niejednokrotnie odkrywałam niesamowitą aktualność obserwacji autorki odnoszących się do jakości współczesnego życia i przemian w nim zachodzących, zwłaszcza w odniesieniu do sytuacji kobiety w społeczeństwie, jej często trudnego odnalezienia siebie i swojej roli w życiu w związku z postępującymi przemianami obyczajowymi. I nie chodzi mi tu o współczesność lat 70/ 80-tych ubiegłego wieku, kiedy ta książka została napisana (wydana po raz pierwszy w 1978 r.), a współczesność, w której żyjemy obecnie. Odrzucając sztafaż lat komunizmu w Estońskiej SRR, niezbyt zresztą nachalny, otrzymujemy bardzo interesującą propozycję lektury poruszającej wiele zagadnień, które nurtują również współczesne społeczeństwo. Obecnie należałoby jedynie przesunąć granicę wiekową, która przeraża główną bohaterkę i skłania ją do podjęcia decyzji rewolucjonizujących jej życie. Sądzę, że teraz taką cezurą jest 35 – 40 lat, a nie 30 jak to miało miejsce w przypadku Reginy

Większość tekstu to przemyślenia Reginy bądź wszystkowiedzącego narratora, dialogów w sumie nie ma zbyt wiele. W pewnym momencie zaczynają się przeskoki pomiędzy dwoma punktami odniesienia. Pierwsza zmiana czasowa nieco zaskakuje czytelnika, ale potem lektura jest już płynna. W drugiej części książki akcja nieco traci tempo, ale mimo to z zaciekawieniem oczekujemy finału.
 
Koniec książki jest bardzo gorzki dla naszej bohaterki, choć jednocześnie – mając na uwadze naszą znajomość zasad współczesnego stylu życia charakteryzującego się zanikaniem więzi, wszechobecną samotnością, skupieniem na potrzebach jednostki - nie jest on specjalnie zaskakujący dla czytelnika, zwłaszcza współczesnego. „Możliwość wyboru” to bardzo ciekawa, niepokojąca lektura, dająca do myślenia i poruszająca wiele problemów, które nurtują nas obecnie. Warto sięgnąć po tę książkę.


Aimee Beekman (ur. 1933) – estońska pisarka, dramaturg, tłumaczka. Na język polski przetłumaczono jej powieści: „Katarynka”, „Dom u rozstajnych dróg”, „Trylogia o Miriam” i „Możliwość wyboru”. W 1964 r. laureatka nagrody państwowej Estońskiej SRR.







Źródło zdjęcia



P.S. Moją uwagę zwróciła również szata graficzna czytanych przeze mnie ostatnio książek z serii Klubu Interesującej Książki (Świniobicie” i „Możliwość wyboru”). Autorką obu z nich, a zapewne i innych z tej serii, jest Maria Ihnatowicz (ur. 1937), znana polska graficzka, specjalizująca się w ilustracji książkowej, okładkach oraz plakatach, laureatka licznych nagród. Warto przypomnieć jej sylwetkę, gdy obecnie okładka książki w większości wypadków sprowadza się jedynie do wyboru pasującego tematycznie do treści książki zdjęcia.



Moja ocena: 5 / 6

Autor: Aimee Beekman:
Tytuł oryginalny: Valikuvöimalus; tytuł rosyjski: „Возможность выбора”
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Klub Interesującej Książki
Tłumacz: z jęz. rosyjskiego na polski – Aleksander Bogdański, z jęz. estońskiego na rosyjski – A. Tamm,
Rok wydania: 1987
Liczba stron: 258



Poniżej zamieszczam kilka cytatów, które zwróciły moją uwagę: 

„Po co się kłócić z pianą na ustach na temat tych wszystkich ważkich problemów, i bez tego wszyscy dzisiaj mówią, byle tylko coś mówić, na rozmyślania i kontemplację w ogóle już brakuje czasu.” (s.16)


„Ci, którzy mają zbyt wiele czasu na zajmowanie się sobą, z czasem zupełnie dziwaczeją. (…) Dla samotnego człowieka jego dziwactwa stanowią jakby przeciwwagę drugiej połowy jego natury, cieszą jego myśl, w chwilach szczerości opowiada o nich swoim przyjaciołom, i chcąc ukazać bujność swojej natury, próbuje się śmiać z samego siebie – każdy chce sprawiać wrażenie, iż jest człowiekiem inteligentnym i obiektywnym.” (s. 46)

„Życie byłoby bardzo ponure, gdyby dzień jutrzejszy nie krył w sobie czegoś nieoczekiwanego. Niespodzianka przestałaby być niespodzianką, gdyby nie zawierała w sobie jakichś elementów frapujących i podniecających.” (s. 50)

„Zdrada ma tysiące twarzy i wszystkie jej oblicza przemykają koło nas o wiele częściej niż chcemy i nadążamy je zauważać.” (s. 157)


„Człowiekowi trudno jest ocenić przemiany, jakie zachodzą w nim samym, natomiast cudze zmarszczki i nowe dziwactwa od razu rzucają się w oczy. (s. 249)

„Intymne życie wystawione było na widok publiczny, związane z nim problemy przeżuwano bezustannie niby gumę do żucia – po co wyrabiać w sobie niepotrzebne kompleksy? Na zbliżenie fizyczne patrzono jak na nieodłączną część życia. Normalny punkt porządku dziennego - lub porządku nocy.
Nie wiedziała, czy warto żałować fałszywej luterańskiej moralności i jej oków. Mogła tylko uznać, że żyje w jakiejś przełomowej epoce. Stare zasady trzeszczały w szwach, nowe normy zaś jeszcze się nie przyjęły. A może człowiekowi w ogóle obmierzły wszelkie ograniczenia?
Precz z zakazami! Niech się wszystko toczy tak, jak jest. "(s. 231)

niedziela, 21 października 2012

sobota, 20 października 2012

Kazuo Ishiguro, Kiedy byliśmy sierotami





Po przeczytaniu „Pejzażu w kolorze sepii” nabrałam ochoty na przeczytanie innych książek Kazuo Ishiguro. Okazja nadarzyła się niedawno, gdy natknęłam się w bibliotece na jego powieść „Kiedy byliśmy sierotami”.

Akcja tej powieści toczy się przede wszystkim w latach trzydziestych XX w. głównie w Londynie i Szanghaju. Głównym bohaterem książki jest Christopher Banks, który wychowywał się w Szanghaju, ale po tajemniczym zaginięciu obojga rodziców został wysłany do Anglii, gdzie trafił pod opiekę ciotki. Po osiągnięciu dorosłości obiera zawód detektywa, co zawsze było jego marzeniem i po odniesieniu wielu sukcesów postanawia wyruszyć do miasta swojego dzieciństwa, aby rozwikłać zagadkę zniknięcia swoich rodziców. 

Christopher Banks jest postacią bardzo „akuratną”. Nie ma w nim krzty szaleństwa, pójścia na całość. Jego życie – mimo dramatycznych przeżyć w dzieciństwie oraz profesji, jaką wykonuje – wygląda na uporządkowane i uregulowane aż do przesady. Misji, którą nasz bohater pragnie wypełnić, czyli odnalezienie rodziców i zapobieżenie złu panoszącemu się na świecie, poświęcił swoje życie i zapał. W jego życiu brakuje miejsca na sprawy prywatne, na uczucia, które pozwoliłyby mu się wyzwolić z przyjętej maski zimnego profesjonalisty bez skazy. Jedyną kobietą, która zasiewa w tej spiżowej sylwetce pewien niepokój jest Sara Hemings, dość przebojowa osóbka, poszukująca wrażeń, które pozwolą jej na stworzenie związku z idealnym mężczyzną, który wzniesie jej życie na wyżyny doskonałości.

Narratorem jest główny bohater, a wydarzenia tworzące akcję tej książki odkrywane są przed czytelnikiem bardzo powoli. Kolejne wspomnienia, spotkania z przeszłości, o których opowiada nam bohater, ukazują nowe aspekty sytuacji. Trudno nawet jednoznacznie zakwalifikować tę książkę, gdyż obok zagadki kryminalnej, pojawiają się wątki mające charakter thrillera, czy też powieści obyczajowej.

O ile pierwsza część książki to lektura raczej realistyczna, o tyle w drugiej części, która ma miejsce w Szanghaju podczas wojny chińsko – japońskiej, odnajdziemy już tylko pozory realności. Działania bohatera w pewnym momencie przeczą logice, co więcej nie przyjmuje on racjonalnych argumentów dążąc do wypełnienia swoich zadań niezależnie od ceny, którą mogą zapłacić i on, i inni spotykani przez niego ludzie. Nie mogłam się powstrzymać od wrażenia, że działalność detektywistyczna Christophera i jego sukcesy pokazane są z przymrużeniem oka, a jego dążenie do wytępienia wszelkiego zła świata to parodia i przeszłych i obecnych piewców pokoju na świecie.

Charakterystyczną manierą jest kilkakrotnie wzmiankowany kontrast w odbiorze zachowania Christophera w przeszłości: jego koledzy, opiekunowie widzą go zupełnie inaczej niż on sam to pamięta. Być może tak jest z każdymi wspomnieniami, że ważne jest to, kto przedstawia dane zdarzenie, a prawdy już raczej nie odnajdziemy. Takie podejście wydaje się być cechą charakterystyczną pisarstwa Kazuo Ishiguro, gdyż przywoływanie wspomnień, ich zmienność, ulotność spowodowana upływem czasu stanowiła główny punkt odniesienia w „Pejzażu w kolorze sepii”.

Mam problem z oceną tej książki. Przyznam szczerze, że Kazuo Ishiguro ma niesamowity dar prowadzenia opowieści, dzięki czemu zatapiamy się w książce. Świadczy to o znakomitym warsztacie pisarskim autora. Niemniej jednak, rozwiązanie zagadki, która dręczy głównego bohatera i na które czekamy przez większość książki, jest, a przynajmniej dla mnie było, rozczarowujące. Niby w miarę logiczne i spójne, ale takie jakieś zbyt wydumane i niepotrzebnie uszczegółowione, co trąciło mi trywialnością.

Ponadto, mimo że główny bohater, będący jednocześnie narratorem, opowiada nam wydarzenia ze swojej perspektywy, nie mam odczucia, że go dobrze poznałam. Jest on dla mnie postacią ukrytą w cieniu, nieco nierzeczywistą, tajemniczą, ale... nudną. Nie przypomina bohatera z krwi i kości. W miarę lektury jego losy interesowały mnie coraz mniej, a wspomniane wyżej zakończenie nie zmieniło tego wrażenia. Mimo pewnego rozczarowania tą lekturą mam jednak zamiar kontynuować znajomość z Kazuo Ishiguro, którego styl jest bardzo wciągający i niebanalny.




Kazuo Ishiguro (ur. 1954) – pisarz brytyjski japońskiego pochodzenia. Gdy miał 6 lat jego rodzina przeniosła się z Nagasaki do Wielkiej Brytanii. Debiutował w 1982 r. wydając "Pejzaż w kolorze sepii". Do jego najsłynniejszych powieści należą: "Malarz świata ułudy" (wyd. 1986) i "Okruchy dnia" (wyd. 1989).

Źródło zdjęcia





Moja ocena: 4 / 6


Autor: Kazuo Ishiguro
Tytuł oryginalny: When we were orphans
Wydawnictwo: Albatros
Tłumacz: Andrzej Appel
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 354


czwartek, 18 października 2012

Wojciech Karpiński o Włoszech


Wojciech Karpiński (ur. 1943), polski historyk sztuki, krytyk literacki, tłumacz
Źródło zdjęcia


Wojciech Karpiński, "Pamięć Włoch"
Zeszyty Literackie, 2008


„Trudno o większy kontrast. Z pełnego gwaru nowoczesnego dworca wychodzi się ku przystani. Kiedy płyniemy vaporettem, pozostaje za nami świat samochodów, kolei, normalnych ulic i normalnego ruchu. Wenecja ukazuje się od razu w całej wspaniałości. To jest baśń, sen, fantazja – a przecież realne miasto, wynik wiekowych zmagań człowieka z naturą. Jeżeli sztuka łączy się ze sztucznością,jeżeli jest bezustanną walką z tworzywem, narzucaniem harmonii nieładowi, to żadne chyba miasto na świecie nie jest tak całkowicie, tak od podstaw dziełem sztuki jak Wenecja. Czasem na Canal Grande przez chwilę oślepi nas poblask słońca odbitego od fal i rzuci nowe światło na mijane pałace, czasem tchnienie wiatru, szmer wody skupi całą uwagę, ale gry natury są tu dlatego tak istotne,że dzieją się wśród wspaniałych budowli, a te są z kolei nierozłączną częścią mechanizmu, jakim jest – było – to miasto. Wszystkie dzieła sztuki Wenecji oddałbym za jedno: Canal Grande z Pałacem Dożów i placem Świętego Marka.” (s. 7)



Wenecja
Źródło zdjęcia

„Zobaczyłem to charakterystyczne dla Werony przełamywanie się epok, dokonujące się w dziele sztuki złączenie historyczności z tym, co poza uwarunkowania epoki wykracza, gdy w kościele Sant’Anastasia stanąłem przed freskiem Pisanella. Od lat toczy się spór: schyłek gotyku czy blask renesansu? Malarz o rysunku uderzająco nowoczesnym, a przecież kompozycja, rzec by się chciało, reakcyjna, nie nadążająca za toskańskimi odkryciami perspektywy. Nie są to proste zagadnienia, ale intuicja każe je chwilowo pominąć. Zostaje czysty zachwyt. Fresk jest w połowie zatarty, wysoko umieszczony, kolory nierównomiernie zachowane, kompozycja gwałcąca kanony perspektywy, a przecież uderza siłą i jednorodnośćwizji. To suwerenny świat malarski narzucający nam swoje prawa i prawdy wbrew podręcznikowi geometrii. Wielką sztukę mierzy się siłą i jasnością wizji, nie umiejętnością stosowania (zmiennych przecież) technicznych chwytów. Dlatego Pisanello w Sant’Anastasia podbija nawet opornych, każe się zastanawiać nad sensem postępu w sztuce.” (s. 37)




 
 

Fresk Pisanello w kościele Sant'Anastasia w Weronie
Źródło zdjęcia


„Freski z Palazzo Schifanoia postawiły mnie z całą siłą przed problemem, który nieraz dostrzegałem w muzeach, w zatłoczonych dziełami salach, gdzie przetaczają się tysiące często niewidzących, często obojętnych spojrzeń: czym byłyby te obrazy, gdybyśmy co pewien czas nie odkrywali ich dla siebie, nie patrzyli na nie z bezinteresownym, swobodnym zachwytem? Gdybyśmy nie ożywiali ich podziwem, nie podejmowali wysiłku odszukania przeszłości, odszukania siebie w przeszłości? Kiedy zdjęto wapno z ferraryjskich fresków, opadły też łuski z naszych oczu. Odkrycie tych malowideł każdy może dla siebie powtórzyć – jak i odkrycie innych dzieł, zakrytych nie wapnem, lecz naszą obojętnością, lenistwem, brakiem wiedzy czy wrażliwości. Choćby dzieło było najbardziej znane, możemy je odkryć dla siebie, jesteśmy wówczas jego współtwórcami – ono też nas potrzebuje, karmi się naszym spojrzeniem, utrwala naszym zachwytem.” (s. 44)

„Na ulicach Florencji historia sztuki przemienia się w żywa materię. Najdziwniejsze jest nie samo wcielenie, lecz jego zaskakujący przebieg, lekceważący pracowicie budowane przez historyków przedziały. Dzieła wyskakują z kartek podręcznika, niewiele sobie robiąc z zalecanej kolejności. Gotycki kosmos Kaplicy Hiszpanów sąsiaduje z łagodną mieszczańskością fresków Ghirlandaia; cudem zachowana średniowieczna termitiera Ponte Vecchio prowadzi do wspaniale manierystycznych linii „Zdjęcia z krzyża” Pontorma; te dzieła stworzyli artyści Florencji, nie układano ich sztucznie w muzealnych salach.” (s. 60)




 

Florencja
Źródło zdjęcia
 


„Podobnie do ludzi, bywają miasta otwarte, dostępne już przy pierwszym kontakcie, bądź też zamknięte, chroniące swe sekrety, ukazujące wiele twarzy (jak Rzym) albo wymykające się jakimkolwiek syntezom (tak, mimo całej charakterystyczności, Neapol jest dla mnie – jak dotąd – przede wszystkim punktem wypadowym, początkiem drogi ku dalszym rejonom: ku łukom zatok, ku Capri, ku Sorrento, ku Paestum). Większość miast włoskich budzi odruch sympatii, pragnienie bliższego i dłuższego spotkania; niektóre, nieraz wspanialsze od tamtych, pokryte są – jak Palermo – delikatną warstwą smutku. Perugia jest wyjątkiem – wyzwoliła uczucie niechęci, sprzeciwu, buntu.” (s. 102)
 
"Kierowanie się ku przeszłości nie wyjaśnia jeszcze teraźniejszych i przyszłych dylematów, historia jest ciągła zmianą i ewolucją; refleksja nad mininymi wypadkami uczy i o podobieństwach postaw, i o zmienności układów; królestwo Normanów i cesarstwo Sztaufów nie istnieją od setek lat – a jednak spoczywający w porfirowych grobowcach władcy Sycylii pozostają uosobieniem bliskich nam niepokojów i marzeń. Świadczą o tym nie tylko wciąż tu przynoszone świeże kwiaty, lecz przede wszystkim powracające pytanie o to, jak wspólnocie europejskiej przywrócić jedność, nie zatracając różnorodnego dorobku.” (strony 185-6)

„Gdyby mnie zapytano o najlepsze wprowadzenie do podróży po Włoszech, wymieniłbym przede wszystkim dwóch pisarzy - Ferdynanda Gregovoriusa i Pawła Muratowa. W ich podejściu do włoskich doświadczeń odnajduję coś bardzo mi bliskiego i cennego. Coś więcej niż zainteresowanie sztuką i przejęcie się historią. Pewną koncepcję kultury, jej miejsca w życiu człowieka i miejsca człowieka w świecie. Wiązał się z tym sposób oglądania i pisania. Mądrze lawirowali między erudycją a egzaltacją, między ulotnym doznaniem a bezosobowym zapisem.” (s. 198)
 

środa, 17 października 2012

Znalezione w sieci


Zachwyciłam się...



"How tired I am of this unbearable distance between us


How I long for the toll of the recess bell

Have you forgotten me?

Grown mindless of me?

Tell me I am not writing into an abyss

Or that is what will become of my heart…"




 Ten filmik również mi się spodobał :)





wtorek, 16 października 2012

Magda Szabó, Świniobicie




O tej książce i autorce zrobiło się głośno na blogach książkowych, zanim jeszcze zaczęłam prowadzić swoje zapiski. Twórczość węgierskiej pisarki znałam jedynie z pamiętnego serialu opartego na powieści „Tajemnica Abigel”, natomiast nie miałam okazji czytać jej książek. Okazało się, że w mojej bibliotece dzielnicowej jest całkiem spory wybór jej powieści, tak więc mój wybór padł na „Świniobicie” wydany niegdyś w kultowej już serii PIW pt. „Klub Interesującej Książki”.

Książka ta jest zapisem wydarzeń przed planowanym tytułowym świniobiciem, kiedy w kolejnych monologach kilkunastu bohaterów, odsłania się poplątana historia dwóch rodzin Kemerych i Tothów. Kemery to podupadła rodzina szlachecka, której majątek przepadł na skutek przegranej w karty jednego z przodków. Tothowie zaś to rodzina mydlarzy, którzy utracili rodzinny biznes na skutek industrializacji, a w momencie, kiedy toczy się akcja powieści, tj. w 1955 r., władza ludowa stwarza im możliwość powrotu do tradycji wyrabiania mydła.

Pewnego zimowego dnia, Janos Toth, mąż Poliki (de domo Kemery), nauczyciel w miejscowej szkole, pierwszy członek rodziny Tothów, który uzyskał wykształcenie, dowiaduje się, że jego matka, z którą nie utrzymuje kontaktów, otrzymała koncesję na prowadzenie sklepu mydlarskiego, będącego kontynuację rodzinnego zakładu rzemieślniczego sprzed wojny. Janos, załatwiając różne sprawy zlecone przez żonę w związku z planowanym za kilka dni świniobiciem, odwiedza różne miejsca, spotyka członków swojej rodziny, rozmawia z nimi odsłaniając skomplikowane dzieje swojego małżeństwa oraz obu rodzin.

Autorka uczyniła narratorem kilkanaście osób, czasem postacie zupełnie epizodyczne, a każda z nich przedstawia kolejne informacje, które odsłaniają przed czytelnikiem skomplikowaną historię rodzinną głównych bohaterów. Odkrywana przed czytelnikiem przeszłość jest pełna złych emocji, wzajemnych pretensji i krzywd. Wydarzenia zimowego dnia, podczas którego toczy się akcja książki, zmierzają do dramatycznej kulminacji...

Magda Szabo w mistrzowski sposób poprowadziła narrację tej powieści psychologicznej. W miarę postępu lektury poznajemy podstawowe fakty składające się na tragiczne zapętlenie, w którym znaleźli się bohaterowie książki. Tylko na początku czytelnik może być nieco zagubiony nie orientując się wystarczająco w koligacjach rodzinnych, ale po kilkunastu stronach fabuła książki pochłania nas i wciąga.


Książka pokazuje nam nagą, niczym nie osłoniętą nienawiść. Nienawiść, która niszczy wszystkich wokół. Czytelnik wpada w kocioł wzajemnych uraz, pretensji, zawiedzionych nadziei. Węzeł ten wydaje się nie do rozplątania, chyba, że nastąpi coś w rodzaju nagłego cięcia, czyli rozwiązania zastosowanego przez Aleksandra Macedońskiego w celu rozsupłania węzła gordyjskiego. W powieści spotykamy dwie skłócone rodziny o różnej proweniencji społecznej, ale właściwie nie ma postaci, której chcielibyśmy kibicować, z którą chcielibyśmy sympatyzować. Większość głównych bohaterów jest odpychająca, a ci, o których wiemy mniej (głównie z rodziny Tothów), nie są na tyle przekonujący, abyśmy przyjęli ich punkt widzenia. Uwagę zwraca fakt, iż postacie męskie w tej książce są w większości mdłe i nijakie (nawet te nieliczne wzbudzające sympatię), natomiast charaktery kobiece reprezentują siłę, zdecydowanie, ale czasem również okrucieństwo i pogardę.

Rodzina Kemerych jest oceniona w książce bardzo surowo. Dla jej członków nie ma właściwie nadziei, są reliktem przeszłości i dla ich funkcjonowania nie ma żadnego uzasadnienia. Ocena Tothów jest nieco lepsza, co zapewne wynikało z czasów, w jakich wydano tę książkę.

Daleka jestem od twierdzenia, że „Świniobicie” to arcydzieło, ale to książka, którą czyta się świetnie, trudno się od niej oderwać, skłania do zastanowienia i - mimo niedzisiejszych realiów - jest nadal aktualna w odkrywaniu meandrów ludzkiej psychiki. Czy rozwiązanie zaproponowane przez autorkę przyniesie wybawienie? Wątpię, ale najlepiej, abyście sami się przekonali, gdzie może zaprowadzić życie pełne uraz, pretensji, bez odrobiny empatii i życzliwości.

 
Magda Szabo (1917 – 2007) – węgierska pisarka. Ukończyła uniwersytet w Debreczynie i zyskała uprawnienia do nauczania łaciny i węgierskiego. W latach 1945 – 49 pracowała w Ministerstwie Religii i Edukacji. Karierę pisarską rozpoczęła w 1947 wydaniem tomiku wierszy pt. „Owieczka”. W 949 r. otrzymała Baumgarten Prize i w reakcji na ten fakt została zwolniona z pracy w Ministerstwie. W latach 1949 – 58 objęta zakazem publikowania. W tym okresie Magda Szabo pracowała w szkole elementarnej. Swoją pierwszą powieść napisała w 1958 r. Jej książki cieszyły się dużą popularnością. Otrzymała za nie również wiele nagród. Do najbardziej znanych powieści pisarki należą: „Świniobicie” (1960), „Bal maskowy” (1961), „Tajemnica Abigel” (1970), Staroświecka historia” (1977), „Zamknięte drzwi” (1987).
Źródło zdjęcia


Moja ocena: 5 / 6


Autor: Magda Szabo
Tytuł oryginalny: Disznótor
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Klub Interesującej Książki
Tłumacz: Krystyna Pisarska
Rok wydania: 1977
Liczba stron: 188


piątek, 12 października 2012

12 października 1941, Jarosław Iwaszkiewicz



Jarosław Iwaszkiewicz, "Dzienniki"
t. 1, s. 181 - 182
Wydawnictwo Czytelnik, 2007


12 października 1941

"Dziwaczne są moje lektury w tej epoce. W 1939 nie czytałem nic oprócz Pana Tadeusza. Ogarnęło mnie odrętwienie zupełne. Dopiero w styczniu 1940 roku wziąłem się, i to od razu, do Tysiąca i jednej nocy. Odwaliłem wszystkie osiem tomów systematycznie jeden za drugim. Nawet te przecudną opowieść średniowieczną o rycerzu krzyżowym, który wyparł się błędów Chrystusa i przyjął mahometanizm. Pokazała mi zresztą ona mój ukochany dwunasty wiek od strony mahometanizmu. załuję, że nie czytałem Tysiąca i jednej nocy przed napisaniem Czerwonych tarcz, może by Damaszek i młody Saladyn wypadli mniej konwencjonalnie. Po Tysiącu i jednej nocy przyszły takie lektury jak za najszczęsliwszych lat młodości, kiedy miałem piętnaście - szesnaście lat. Czytanie wszystkiego całymi seriami, olbrzymimi całościami.  Więc naprzód Stendhal w całości (Le Rouge et le Noir po raz nie wiem który). Potem Flaubert w całości, przy czym tak się złożyło, że Education Sentimentale po raz pierwszy w życiu. Kuszenie św. Antoniego w obu wersjach. Potem znowu cały Dostojewski; Wojna i pokój dwa razy z rzędu, Anna Karenina, Zmartwychwstanie. Calutki Turgieniew, razem z wierszami, artykułami, wzmiankami nawet. Cały Czechow. Zachwyt nad Stepem - szczyty sztuki pisarskiej. Wszystkie wydane po polsku tomy Cichego Donu, wreszcie pięć dni nie wychodząc z gabinetu: trzy tomy Krystyny córki Lawransa i cztery Olafa syna Auduna. W przerwach między tymi wielkimi falami - po tomie Conrada, w ten sposób odczytywałem wszystko od początku do końca. Jednym słowem: tylko epika, coś, co można tak przeżyć jak Wojnę i pokój, wrosnąć w inny świat, jakiż bogaty, jaki szeroki, jak bardzo różny od tego, co się ma teraz na co dzień. Więc mimo wszystko ucieczka od rzeczywistości? Chyba, bo ta rzeczywistość tak straszna, a przy tym koszmarnie nudna. Tego pojąć nie mogę, że jest tak monotonnie mimo wszystkich okropności. Do jednego jednak i teraz nie mogę się przemóc: do Balzaka. W dalszym ciągu nudzi mnie, odraża gadulstwem, brakiem plastyki. Zachęcony przez kogoś przeczytałem z zachwytem Le cure de Tours i myślałem, że już ustąpiła moja niechęć do Balzaka, rzuciłem się na inne książki i nic z tego. Lys dans la vallee, La peau de chagrin wypadły mi z ręki w połowie. Wróciłem do innej lektury. Zadziwiające jest, jak nie można nic czytać innego, codziennego, czegoś z epoki międzywojennej. Jedynie przeczytałem Granicę Zofii Nałkowskiej i Niecierpliwych, to destylowane arcydzieło. Wracam i do moich książek. Czerwone tarcze czytane są wszędzie, póki wolno było, czytano je na Pawiaku, czytają podobno w oflagach. Jakaż to pociecha, kiedy dochodzą takie wiadomości. Więc jednak książek nie rzuca się w próżnię?"


czwartek, 11 października 2012

Mariusz Szczygieł o czytaniu Czechów


Mariusz Szczygieł (ur. 1966) - polski dziennikarz, reportażysta i pisarz
Źródło zdjęcia


Mariusz Szczygieł, Láska nebeská
Agora, 2012

"Czesi czytają najwięcej w Europie. Polskę dzieli przepaść od europejskich liderów w czytelnictwie: od Czech, gdzie książki czyta prawie 80 proc. społeczeństwa, i od Francji, gdzie czyta 70 proc. U nas - ponad połowa nie czyta nie tylko żadnych książek, ale nawet krótkich tekstów. Nic dziwnego.
 
Kiedy spojrzymy w przeszłość, pamiętajmy, że czeskie odrodzenie narodowe stawiało nie na powstania zbrojne, ale na książki. "To naród filologów" - miał powiedzieć o Czechach Mickiewicz.
 
Kiedy w XIX wieku ojcowie odrodzeniowcy tworzyli na nowo nowoczesny czeski język, literatura była tu podstawowym narzędziem. Za habsburskiej niewoli język upadł, a przetrwał głównie dzięki wsi; mieszczaństwo i inteligencja używały przeważnie niemieckiego. Kwestia wolności wewnętrznej zaczęła być w pewnym momencie tożsama z kwestią wykształcenia.
 
Kiedy Czeszka (bo to ona czyta więcej) bierze do ręki najgłupszą nawet, wypoczynkową książkę, ma wrażenie, że trzyma w dłoni coś odświętnego. Twarda okładka, często tasiemka do zakładania stron, czasem tasiemka jest nawet w kolorze liter na okładce, wreszcie obwoluta - jako przejaw szacunku dla książki. Gdy czytelniczka trzyma w ręku czeską Grocholę (a właśnie czeska Grochola jest mężczyzną i nosi nazwisko Viewegh), ma mieć wrażenie, że to książka dla niej ważna.
 
Kiedy wchodzi się do bardzo popularnej sieci sklepów Levne Knihy (tania książka), można być zaskoczonym, bowiem mnóstwo książek, wydawanych właśnie dla tej sieci, oprócz przystępnej ceny ma piękne twarde okładki. Dla mnie wygląda to tak, jakby w McDonaldzie istniała możliwość jedzenia srebrnymi sztućcami.
 
Kiedy mówimy o czeskim piwie, nie uświadamiamy sobie, że czeska literatura tworzyła się w knajpie. Tam, gdzie każdy przy piwie musiał coś opowiedzieć ciekawiej niż poprzednik. Tu bym szukał źródeł ich kultury narracji i przyczyn jej sukcesów.
 
Kiedy Czesi piszą o swoim czytelnictwie, podkreślają, że są czempionami w dziedzinie bibliotek domowych i że wiele domów ma trzypokoleniowe biblioteki. (Średnia liczba książek w czeskim domu to 246, tylko 2 proc. Czechów nie ma w domu żadnej książki). Dziś co drugi Czech korzysta z biblioteki publicznej, bo czeskie książki w ostatnich latach bardzo drożeją.
 
Kiedy w nowo powstałej Czechosłowacji ustawa o bibliotekach publicznych była jedną z pierwszych, nad którą pracowano, i została uchwalona już latem 1919, w Polsce projektów takiej ustawy powstało kilka. Podpowiedź do egzaminu: Czy w okresie międzywojennym została w Polsce uchwalona ustawa o bibliotekach publicznych? Odpowiedź: Nie." (strony 106-109) 

wtorek, 9 października 2012

Mariusz Szczygieł, Láska nebeská





Mariusz Szczygieł podjął się zadania promocji czechofilii w Polsce. :) Z tego, co mogę zauważyć wśród znajomych i blogerów, wyniki ma imponujące. Lubimy naszych sąsiadów nie tylko za Pragę i piwo, lecz także za ich sposób bycia, który pan Szczygieł tłumaczy nam w każdej kolejnej książce z pozycji człowieka, który ukochał Czechów miłością czystą i prawdziwą. :) Jak wiecie, o ile byłam zachwycona książką „Gottland”, o tyle „Zrób sobie raj” podobał mi się nieco mniej. Ponieważ jednak natknęłam się w bibliotece na kolejną książkę Marcina Szczygła, postanowiłam zapoznać się również z nią.
 
„Láska nebeská” to w dosłownym tłumaczeniu z czeskiego „miłość niebiańska”, autor zaś tłumaczy to określenie na nasz użytek jako „miłość nie z tej ziemi”. Mariusz Szczygieł zamieścił w tym zbiorze swoje felietony i szkice, które ukazywały się jako "wstępniaki" do serii dzieł literatury czeskiej wydawanej przez Agorę i w moim przekonaniu jest to bardzo udane wydawnictwo.
 

Jak zwykle, Mariusz Szczygieł prezentuje nam ciekawe historie na styku literatury, kultury i życia codziennego wysnute na podstawie własnych spotkań i doświadczeń, które wyraziście obrazują, jak odmienną filozofię życiową prezentuje tzw. „przeciętny” Czech. Niby tak blisko siebie mieszkamy, nasze języki są tak podobne, a podejście do życia mamy jednak zupełnie inne (mam na myśli ogół, bo wyjątki zawsze się znajdą). Ten luz Czechów, ich celebrację życia codziennego, absurdalnego poczucia humoru autor wielbi bez reszty, a swoim przykładem zaraża wielu naszych rodaków. Jego umiejętność przedstawienia filozofii życiowej naszych południowych sąsiadów, prosty język, bazowanie na własnych doświadczeniach, to wszystko sprawia, że rzesza polskich miłośników Czech i Czechów rośnie szybko. :)
 
Autor w swoich felietonach porusza bardzo wiele tematów. Jest esej poświęcony siostrzenicy Kafki, śledzeniu Vaclava Havla w epoce komunizmu, odbioru twórczości Bohumila Hrabala w czeskich mediach i wiele innych. Jeśli nie znacie imienia i nazwiska czeskiego geniusza przewyższającego talentem Leonarda da Vinci i Einsteina razem wziętych, koniecznie przeczytajcie tę książkę. Esej poświęcony tej postaci wiele mówi o naszych sąsiadach. Mimo takiego misz-maszu, czy też jak by się kolokwialnie powiedziało, „grochu z kapustą”, całość czyta się bardzo dobrze. Generalnie wszystkie felietony trzymają poziom i miło jest zanurzyć się w czechofilski świat, pogrążyć w umiłowaniu życia jako takiego. 





Jedna z fotografii Frantiska Dostala
Źródło zdjęcia



Poza słowem, które - jak zwykle - jest wysokiej jakości, autor postanowił zilustrować książkę zdjęciami autorstwa Frantiska Dostala. Jego charakterystyczną cechą jest fotografowanie scenek rodzajowych z życia codziennego czeskiej ulicy. Widać, że fotograf „ma oko” do szczegółów, łapie w kadr sytuacje po trosze komediowe, po trosze absurdalne, ale przede wszystkim prawdziwe, gdyż jego modelami są zwykli ludzie w normalnych sytuacjach życiowych, złapani w biegu na ulicy, z kuflem piwa w ręce, podczas rozmowy w budce telefonicznej etc. Uwielbiam takie zdjęcia i zachwyciły mnie one w tej książce, która bardzo zyskała na obecności tych właśnie fotografii.

„Láska nebeská” to książka wydana w niewielkim formacie przyjaznym czytelnikowi. Można ją czytać wszędzie, nawet w poczekalni u dentysty, a może przede wszystkim tam, żeby proces znieczulenia rozpoczął się już podczas lektury tej sympatycznej książki. Dzięki niej nie tylko dowiadujemy się sporo o braciach Czechach, ale często również sprowadza na naszą twarz niewymuszony i serdeczny uśmiech. To oznacza, że twierdzenie autora książki, iż Czesi zostali wymyśleni po to, aby wprowadzić Polaków w dobry humor, nie jest pozbawione podstaw. :) I niech tak zostanie jak najdłużej.

Poniżej zamieszczam piosenkę w wykonaniu Vlasty Pruchowej, znanej czeskiej pieśniarki jazzowej (dzięki jej wykonaniu znanego standardu „Cry me a river” w klubie U Stare Pani, w opinii Mariusza Szczygła tej piosenki nie powinny wykonywać osoby poniżej 70 roku życia :)):






Mariusz Szczygieł (ur. 1966) – reporter, absolwent Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Od 1990 r. pracuje w „Gazecie Wyborczej”. W latach 1995-2001 prowadził talk-show „Na każdy temat” w TV Polsat. Wydał m.in. „Niedziela, która zdarzyła się w środę” (1996), „Gottland” (2006, 2010), „Kaprysik. Damskie historie” (2010), „Zrób sobie raj” (2010) oraz „Laska nebeska” (2012). Książka „Gottland” została nagrodzona NIKE Czytelników oraz European Book Prize 2009. Jest współzałożycielem Instytutu Reportażu oraz księgarni reporterów „Wrzenie Świata”.


Moja ocena: 5/6


Autor: Mariusz Szczygieł
Wydawnictwo: Agora
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 167


niedziela, 7 października 2012

Ulotne chwile (14)


Stacja PKP na trasie Terespol-Turoszów, styczeń 1962, fot. A. Jałosiński
Pocztówka zakupiona w Domu Spotkań z Historią




piątek, 5 października 2012

Światowy Dzień Uśmiechu


Źródło zdjęcia

W każdy pierwszy piątek października obchodzony jest Światowy Dzień Uśmiechu. Dziś wypada właśnie ten dzień, którego pomysłodawcą był Harvey Ball - twórca najpopularniejszej emotikonki na świecie - zółtego "Smiley'a". :)
Korzystając z tej miłej okazji życzę wszystkim dużo uśmiechu nie tylko w dniu dzisiejszym, ale przez cały rok! Uśmiechajmy się do siebie, a życie będzie łatwiejsze! :)
Piosenka i jej mistrzowskie wykonanie, które zamieszczam poniżej zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy. ;)

czwartek, 4 października 2012

Rafał Malczewski o Zakopanem


Rafał Malczewski (1892 - 1965),
malarz, rysownik, pisarz i felietonista, syn Jacka Malczewskiego
Źródło zdjęcia

Rafał Malczewski, "Pępek świata. Wspomnienia z Zakopanego"
Wydawnictwo LTW, 1999


"Jeżeli Zakopane było czegoś pozbawione, to - powiedzmy szczerze - dobrego klimatu, a ludność rozsądku, umiaru i pieniędzy. Dodajmy do tego, że brakowało porządnych dróg i takichż ulic w miasteczku, które było wsią, że domy nieraz piękne, jak niektóre chaty góralskie i ceperskie budowle, były właściwie nie do mieszkania. Poza tym w młodości tej wioski brakowało właściwie wszystkiego poza wiatrem halnym i górami, które były parawanem strzegącym Zakopanego przed ciepłym powietrzem z południa, oraz pluskwami, trwałymi jak głupota ludzka. Niegdyś obywatelami Zakopanego byli tylko górale, hrube gazdy, bidota i sietniaki. Z czasem począł zjawiać się element z dołów, tak zwani ceprzy, ludzie "dólscy", "płoni", jedni dla rozkoszy ziemskich, drudzy gotujący się do wojażu w niebo. Ceprzy uciekali co rychlej z końcem lata z jesienią pospołu, gruźlicy często zostawali na wieczność." (s. 7)

"Zakopane, jak całe Podhale, nie było zaludnione li tylko ceprami, jakby wynikało z mojej pisaniny. Podtatrze zamieszkiwał lud piękny i wolny. Nigdy go nie gnębiła pańszczyzna, nie uginał karku przed jakimś panem. Podhale było królewszczyzną, Zakopane zapadłą wioską, gdzie starosta z Nowego Targu niechętnie się pokazywał, mając młaki i puszcze do przebycia po to tylko, by parę zuchwałych gąb zobaczyć na podgiewontowej równi. Toteż w ówczesnej królewskiej "buchalterii" przez dziesiątki lat brakuje wzmianki o Zakopanem." (s. 23)

"Na pochwałę Zakopanego i jego gości należy dodać, że zawodowa prostytucja zakiełkowała dopiero w latach trzydziestych bieżącego wieku (łącznie z napływem mas roboczych). Przedtem nikt by nie spojrzał w stronę wyżej wymienionych ladacznic, mając taki wybór pań po zakopiańskich pensjonatach i hotelach. Nie w ciemię bita śmietanka polskiej urody zjawiała się co roku pod Giewontem, jakaś niezła odrobina swojskiego chowu dołączała się do tego bukietu piękności, sprytu i dzielności. Nikomu nie przyszło do głowy dopytywać się o zawodowe siły, skoro setki - ba, tysiące (zależało od sezonu) dam umiało dać poznać: it is my hobby." (strony 55-56)

"Czegóż się nie wymyśla, żeby ściągnąć cepra z dołów z kabzą nabitą forsą. Więc w zimie odbywają się wyścigi konne i karnawał zimowy, w lecie opery pod gołym niebem i święta gór. Jakżeż było przyjemnie słuchać Halki i Jontka na platformie zbitej z desek, śpiewających do akompaniamentu klaksonów, zasłoniętych od ulicy Kościuszki smreczkami, wbitymi w zeschłą darń. Gdy lunął deszcz, pękały z hukiem wielkie jak smoki żarówy, oświetlające sztuczne warkocze śpiewaczek i tęgie łydy biednej topielczyni. Publiczność uciekała w popłochu - śpiewacy ciągnęli dalej swoje arie pod parasolami, nasz ówczesny burmistrz miał łzy w oczach - był socjalistą i nie lubił patrzeć na krzywdę ludu nawet pod gołym niebiem. Urozmaicenia przedstawieniu dodawało to, że partie Jontka śpiewał w każdym akcie kto inny, nie wiem dlaczego, bo na zmęczonych śpiewacy nie wyglądali, więc chyba dla siurpryzy." (s. 97)

środa, 3 października 2012

Siergiej Jesienin (3.10.1895 - 28.12.1925)


Siergiej Jesienin (3.10.1895 - 28.12.1925)
poeta rosyjski, inspirowany folklorem ludowym i sztuką sakralną
Źródło zdjęcia



Ukochana, siądź koło mnie

Ukochana, siądź koło mnie,
Popatrzymy sobie w oczy.
Twój cichy wzrok mi przypomni,
Jak się zmysłów zamieć toczy.

Całe to złoto jesieni,
Te jasne pasma na skroniach —
Wszystko przyszło jak zbawienie
Niespokojnego nicponia.

Porzuciłem kraj swój dawno,
Gdzie kwitnący gąszcz i łąka,
Aby z miejską gorzką sławą
Całkiem w życiu się zabłąkać.

Aby serce coraz słabiej
Pamiętało ogród łata,
Kiedy przy muzyce żabiej
Poetą rosłem dla świata.

I tam teraz taka jesień...
Klon pod oknem, lipa smętna
Gałęzie jak łapy wzniesie,
Szuka tych, których pamięta.

Dawno nie ma ich wśród żywych.
A tam, gdzie spoczęły kości,
Miesiąc znaczy w krzyżach krzywych,
Że i my przyjdziemy w gości,

Że i nas po latach trwogi
U tych krzewów przyjdą składać.
Wszystkie falujące drogi
Na żywych zlewają radość.

Droga moja, siądź koło mnie,
Popatrzymy sobie w oczy.
Twój cichy wzrok mi przypomni,
Jak się zmysłów zamieć toczy.

Przełożył
Adam Pomorski


Teraz odchodzimy

 Teraz odchodzimy powoli
Do krainy zacisznej i błogiej.
Może wnet i na mnie przyjdzie kolej
Zbierać nędzne manatki do drogi.

Miła sercu brzozowa gęstwino!
I ty, ziemio, wy, jałowe iły!
Wobec tłumu odchodzących w mgłę siną
Swego smutku ukryć nie mam siły.

Zbyt kochałem na tym ziemskim świecie
Wszystko, co obleka duszę w ciało.
Pokój iwom, co, strosząc gałęzie,
W toń wpatrują się poróżowiałą.

Wielem myśli w ciszy przemyśliwał,
Wiele pieśni o sobie złożyłem,
I na ziemi, na tej przeraźliwej
Szczęściem to, że oddychałem, żyłem.

Szczęściem, że tuliłem usta dziewczyn,
Miąłem kwiaty, w trawie się tarzałem,
I zwierzyny, jak naszych braci mniejszych,
Nigdy grzmocić po głowie nie śmiałem.

Wiem, że tam nie migoczą gęstwiny,
I nie dzwoni żyto szyją smagłą.
Toteż tłum znikający w mgle sinej
Zawsze trwogą napełnia mnie nagłą.

Wiem, że mnie w tamtych stronach nie zbudzi
Blask złocących się rankiem przestrzeni.
I dlatego tak drodzy mi ludzie,
Którzy żyją wraz ze mną na ziemi.
 
przełożył Zbigniew Dmitroca




wtorek, 2 października 2012

Sofi Oksanen, Oczyszczenie


 
 

O istnieniu tej książki dowiedziałam się dzięki informacji Książkowca. Opinia tej zacnej blogerki była tak dobra, że sięgnęłam po „Oczyszczenie” przy pierwszej nadarzającej się okazji i każdego, kto szuka pasjonującej, niełatwej i wielowątkowej lektury na najwyższym poziomie, zachęcam do tego. 

Akcja książki rozpoczyna się w Estonii w 1992 r. Aliide Truu jest samotną, starszą kobietą, mieszkającą na wsi. Pewnego dnia znajduje na swym podwórku młodą, przerażoną i pobitą dziewczynę, która twierdzi, że ucieka przed mężem. Nieufna Aliide zabiera ją do domu i zapewnia podstawową opiekę. Obie próbują się „wybadać”, klucząc i kłamiąc, gdyż obie mają wiele do ukrycia. Zjawienie się Zary (bo tak ma na imię dziewczyna) przed domem Aliide nie jest tak do końca przypadkowe. W kolejnych odsłonach sięgających lat 30-tych XX w. poznajemy losy Aliide i jej rodziny, a także współczesną historię Zary. Losy obu kobiet są pełne dramatycznych wydarzeń i tajemnic, nawet takich, których istnienie wyda się czytelnikowi niemożliwe…

Na wypożyczonym egzemplarzu bibliotecznym książki, który znalazł się w moim posiadaniu, widniał dopisek ołówkiem „mocny język!”. Rzeczywiście, nie jest to lektura dla pensjonarek, ale ten mocny język, który chyba wzburzył poprzedniego czytelnika tej książki, prawie w ogóle nie zwrócił mojej uwagi, gdyż fabuła „Oczyszczenia”, jego psychologiczna głębia i emocjonalność zawładnęły mną całkowicie. 

Książka intryguje nas od samego początku. Uwagę zwraca okładka, na której widać ucho ze złotym kolczykiem. Dopiero po rozłożeniu zakładki widzimy, że jest to fragment twarzy starej kobiety. Na tej twarzy wyryte są ślady niełatwych przeżyć które miały miejsce w jej życiu. To mogłaby być twarz Aliide, której zmarszczki skrywają dramatyczną przeszłość. Na drugiej stronie okładki po rozłożeniu widać muchę, najzwyklejszą, taką dość odrażającą „mięsną muchę”, jak ją określa Aliide. Bo od muchy wszystko się zaczyna i na musze się kończy… Brzmi tajemniczo, ale zapewniam, że odkrycie roli muchy w tej książce to nie jest jej jedyną tajemnicą.

Mimo dwutorowego prowadzenia opowieści zapoznającego nas z losami Zary i Aliide, to historia Aliide jest osią narracyjną tej książki, losy Zary ją uzupełniają. To postępowanie Aliide, jej emocje, decyzje wpłynęły na losy kilkorga najbliższych osób. A może ona o niczym nie decydowała? Może to czasy, w których przyszło jej żyć, system, który wtargnął na te ziemie sprowokował mieszkańców tych ziem do zachowań nieludzkich i wydobycia z ludzi najgorszych cech? Kto jest tu katem, a kto ofiarą? Jak widzicie sporo pytań się nasuwa po lekturze. Postępowanie Aliide kryje w sobie wiele tajemnic, nieszczęść, kłamstw. Po zakończeniu książki cały czas tli się w nas pytanie, jak my byśmy postąpili na jej miejscu?

Dwa plany powieściowe, czyli lata młodości Aliide przypadające na lata 30-te i 40-te XX w. oraz lata 90-te również stanowią pewną paralelę wzajemnie się uzupełniającą. I wtedy, w czasie narzucania nowego, komunistycznego porządku w Estonii i w latach 90-tych, świeżo po rozpadzie ZSRR, dominował chaos, w którym wygrywała bezlitosna siła i okrucieństwo. Ci, którzy przyjęli te zasady gry, wykazali się twardością, bezwzględnością, sprytem, mieli szansę przetrwać, choć też nie zawsze. A nawet jeśli przetrwali najgorszy okres, powstaje pytanie o cenę, jaką zapłacili oni i ich najbliżsi.
Historia Zary, choć dramatyczna i pełna emocji, budzi mniej kontrowersji niż losy Aliide, gdyż jej rola jest bardziej jednoznaczna. 

Losy Aliide i Zary również są skontrastowane w obu planach czasowych, aby w finale osiągnąć kulminację, która i tak wyjaśni tylko część nagromadzonych przez lata tajemnic. Tylko czytelnicy dostaną dodatkowe informacje, które pozwolą zobaczyć tę wielowymiarową historię w innym, pełniejszym świetle, w którym jednak pewne rzeczy i tak pozostaną w ukryciu.

Konstrukcja powieści jest bezbłędna i wciąga czytelnika do głębi. Pisarka prowadzi narrację w sposób intrygujący i dojrzały. Wiele zostawia naszej wyobraźni, wiele kwestii nie jest dopowiedzianych do końca. Portrety psychologiczne głównych bohaterów są dopracowane, ale nie do najdrobniejszego szczegółu pozostawiając miejsce na przemyślenia czytelnika, jego teorie i wyobrażenia.

O czym jest ta książka? O życiu, o samotności, strachu, kłamstwie, o tym, czy miłość i lojalność zawsze oznaczają to samo, niezależnie od okoliczności? Czy jesteśmy w stanie poznać wszystkie tajemnice najbliższych sobie ludzi, czy ocalenie naszych marzeń może się odbyć za każdą cenę…

Bardzo mocno przeżyłam tę książkę. Może dlatego, że w większym lub mniejszym wymiarze brakuje mi podobnego dzieła w polskiej literaturze, stanowiącego swoiste rozliczenie się czy po prostu jasne przedstawienie sytuacji, w której znalazły się rzesze ludzi w warunkach siłowego wprowadzania powojennej „stabilizacji” realizowanego przez system komunistyczny. Wręcz zazdroszczę Estończykom, że oni mają taką właśnie książkę pokazującą bez osłony, jak to wszystko działało i jak było wprowadzane w życie. Napisała ją dla nich pisarka fińska, której matka pochodzi z Estonii i nie wykluczam, że mogła czerpać z rodzinnych opowieści. Nie dziwi mnie fakt, że Sofi Oksanen została w 2009 r. wybrana przez czołowy estoński dziennik Osobowością Roku, a ona sama została określona w tejże gazecie jako „nieoficjalny ambasador kulturalny Estonii”.

O takiej książce nie można powiedzieć, że „się podobała”. Ona szarpie emocje, boli, porusza do głębi, skłania do zastanowienia i stawiania pytań o zasady naszej egzystencji. Takich pytań nie zadaje się sobie i innym codziennie. Zadaje się je po przeczytaniu takich książek jak „Oczyszczenie”, które sprawiają, że stajemy się bogatsi wewnętrznie. Mimo że przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, ona ciągle we mnie „siedzi”. Jest to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam.

P.S. Nie jestem ekspertem rynku wydawniczego w naszym kraju, ale pozwolę sobie pogratulować wydawnictwu Świat Książki za wydanie tak dobrej i niełatwej książki. Jako laik dodam, że to wydawnictwo kojarzyłam jednak z lżejszymi lekturami. :)

 
Sofi Oksanen (ur. 1977) – współczesna pisarka fińska. Jej ojciec jest Finem, a matka Estonką. Studiowała teatrologię na Fińskiej Akademii Teatralnej. Pierwszą swoją powieść „Krowy Stalina” wydała w 2003 r. Kolejna powieść „Baby Jane” ukazała się w 2005 r. W 2007 r. napisała sztukę teatralną „Oczyszczenie”, na podstawie której powstała w 2009 r. wersja książkowa. Powieść ta została przetłumaczona na 26 języków, została też bestsellerem w Finlandii. Za „Oczyszczenie” Oksanen otrzymała m.in. nagrodę literacką Rady Nordyckiej w 2010 r. oraz dwie nagrody francuskich wydawców.



Moja ocena: 6 / 6
Autor: Sofi Oksanen
Tytuł oryginalny: Puhdistus
Wydawnictwo: Świat Książki
Tłumacz: Sebastian Musielak
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 335


Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...