![]() |
Rafał Malczewski (1892 - 1965), malarz, rysownik, pisarz i felietonista, syn Jacka MalczewskiegoŹródło zdjęcia |
Rafał Malczewski, "Pępek świata. Wspomnienia z Zakopanego"
Wydawnictwo LTW, 1999
"Jeżeli Zakopane było czegoś pozbawione, to - powiedzmy szczerze - dobrego klimatu, a ludność rozsądku, umiaru i pieniędzy. Dodajmy do tego, że brakowało porządnych dróg i takichż ulic w miasteczku, które było wsią, że domy nieraz piękne, jak niektóre chaty góralskie i ceperskie budowle, były właściwie nie do mieszkania. Poza tym w młodości tej wioski brakowało właściwie wszystkiego poza wiatrem halnym i górami, które były parawanem strzegącym Zakopanego przed ciepłym powietrzem z południa, oraz pluskwami, trwałymi jak głupota ludzka. Niegdyś obywatelami Zakopanego byli tylko górale, hrube gazdy, bidota i sietniaki. Z czasem począł zjawiać się element z dołów, tak zwani ceprzy, ludzie "dólscy", "płoni", jedni dla rozkoszy ziemskich, drudzy gotujący się do wojażu w niebo. Ceprzy uciekali co rychlej z końcem lata z jesienią pospołu, gruźlicy często zostawali na wieczność." (s. 7)
"Zakopane, jak całe Podhale, nie było zaludnione li tylko ceprami, jakby wynikało z mojej pisaniny. Podtatrze zamieszkiwał lud piękny i wolny. Nigdy go nie gnębiła pańszczyzna, nie uginał karku przed jakimś panem. Podhale było królewszczyzną, Zakopane zapadłą wioską, gdzie starosta z Nowego Targu niechętnie się pokazywał, mając młaki i puszcze do przebycia po to tylko, by parę zuchwałych gąb zobaczyć na podgiewontowej równi. Toteż w ówczesnej królewskiej "buchalterii" przez dziesiątki lat brakuje wzmianki o Zakopanem." (s. 23)
"Na pochwałę Zakopanego i jego gości należy dodać, że zawodowa prostytucja zakiełkowała dopiero w latach trzydziestych bieżącego wieku (łącznie z napływem mas roboczych). Przedtem nikt by nie spojrzał w stronę wyżej wymienionych ladacznic, mając taki wybór pań po zakopiańskich pensjonatach i hotelach. Nie w ciemię bita śmietanka polskiej urody zjawiała się co roku pod Giewontem, jakaś niezła odrobina swojskiego chowu dołączała się do tego bukietu piękności, sprytu i dzielności. Nikomu nie przyszło do głowy dopytywać się o zawodowe siły, skoro setki - ba, tysiące (zależało od sezonu) dam umiało dać poznać: it is my hobby." (strony 55-56)
"Czegóż się nie wymyśla, żeby ściągnąć cepra z dołów z kabzą nabitą forsą. Więc w zimie odbywają się wyścigi konne i karnawał zimowy, w lecie opery pod gołym niebem i święta gór. Jakżeż było przyjemnie słuchać Halki i Jontka na platformie zbitej z desek, śpiewających do akompaniamentu klaksonów, zasłoniętych od ulicy Kościuszki smreczkami, wbitymi w zeschłą darń. Gdy lunął deszcz, pękały z hukiem wielkie jak smoki żarówy, oświetlające sztuczne warkocze śpiewaczek i tęgie łydy biednej topielczyni. Publiczność uciekała w popłochu - śpiewacy ciągnęli dalej swoje arie pod parasolami, nasz ówczesny burmistrz miał łzy w oczach - był socjalistą i nie lubił patrzeć na krzywdę ludu nawet pod gołym niebiem. Urozmaicenia przedstawieniu dodawało to, że partie Jontka śpiewał w każdym akcie kto inny, nie wiem dlaczego, bo na zmęczonych śpiewacy nie wyglądali, więc chyba dla siurpryzy." (s. 97)
Rozkoszne, absolutnie:)
OdpowiedzUsuńCała książka jest utrzymana w podobnym stylu. :) Polecam. ;)
UsuńW stylu widzę pewne pokrewieństwo z Samozwaniec, tym bardziej chyba warto się skusić:)
UsuńCiekawe porównanie, ale celne. :)
UsuńW końcu nasiąkali tą samą atmosferą:)
Usuń