![]() |
Wojciech Karpiński (ur. 1943), polski historyk sztuki, krytyk literacki, tłumacz Źródło zdjęcia |
Wojciech Karpiński, "Pamięć Włoch"
Zeszyty Literackie, 2008
„Trudno o większy kontrast. Z pełnego gwaru nowoczesnego dworca wychodzi się ku przystani. Kiedy płyniemy vaporettem, pozostaje za nami świat samochodów, kolei, normalnych ulic i normalnego ruchu. Wenecja ukazuje się od razu w całej wspaniałości. To jest baśń, sen, fantazja – a przecież realne miasto, wynik wiekowych zmagań człowieka z naturą. Jeżeli sztuka łączy się ze sztucznością,jeżeli jest bezustanną walką z tworzywem, narzucaniem harmonii nieładowi, to żadne chyba miasto na świecie nie jest tak całkowicie, tak od podstaw dziełem sztuki jak Wenecja. Czasem na Canal Grande przez chwilę oślepi nas poblask słońca odbitego od fal i rzuci nowe światło na mijane pałace, czasem tchnienie wiatru, szmer wody skupi całą uwagę, ale gry natury są tu dlatego tak istotne,że dzieją się wśród wspaniałych budowli, a te są z kolei nierozłączną częścią mechanizmu, jakim jest – było – to miasto. Wszystkie dzieła sztuki Wenecji oddałbym za jedno: Canal Grande z Pałacem Dożów i placem Świętego Marka.” (s. 7)
![]() |
Wenecja Źródło zdjęcia |
„Zobaczyłem to charakterystyczne dla Werony przełamywanie się epok, dokonujące się w dziele sztuki złączenie historyczności z tym, co poza uwarunkowania epoki wykracza, gdy w kościele Sant’Anastasia stanąłem przed freskiem Pisanella. Od lat toczy się spór: schyłek gotyku czy blask renesansu? Malarz o rysunku uderzająco nowoczesnym, a przecież kompozycja, rzec by się chciało, reakcyjna, nie nadążająca za toskańskimi odkryciami perspektywy. Nie są to proste zagadnienia, ale intuicja każe je chwilowo pominąć. Zostaje czysty zachwyt. Fresk jest w połowie zatarty, wysoko umieszczony, kolory nierównomiernie zachowane, kompozycja gwałcąca kanony perspektywy, a przecież uderza siłą i jednorodnośćwizji. To suwerenny świat malarski narzucający nam swoje prawa i prawdy wbrew podręcznikowi geometrii. Wielką sztukę mierzy się siłą i jasnością wizji, nie umiejętnością stosowania (zmiennych przecież) technicznych chwytów. Dlatego Pisanello w Sant’Anastasia podbija nawet opornych, każe się zastanawiać nad sensem postępu w sztuce.” (s. 37)
![]() |
Fresk Pisanello w kościele Sant'Anastasia w Weronie Źródło zdjęcia |
„Freski z Palazzo Schifanoia postawiły mnie z całą siłą przed problemem, który nieraz dostrzegałem w muzeach, w zatłoczonych dziełami salach, gdzie przetaczają się tysiące często niewidzących, często obojętnych spojrzeń: czym byłyby te obrazy, gdybyśmy co pewien czas nie odkrywali ich dla siebie, nie patrzyli na nie z bezinteresownym, swobodnym zachwytem? Gdybyśmy nie ożywiali ich podziwem, nie podejmowali wysiłku odszukania przeszłości, odszukania siebie w przeszłości? Kiedy zdjęto wapno z ferraryjskich fresków, opadły też łuski z naszych oczu. Odkrycie tych malowideł każdy może dla siebie powtórzyć – jak i odkrycie innych dzieł, zakrytych nie wapnem, lecz naszą obojętnością, lenistwem, brakiem wiedzy czy wrażliwości. Choćby dzieło było najbardziej znane, możemy je odkryć dla siebie, jesteśmy wówczas jego współtwórcami – ono też nas potrzebuje, karmi się naszym spojrzeniem, utrwala naszym zachwytem.” (s. 44)
„Na ulicach Florencji historia sztuki przemienia się w żywa materię. Najdziwniejsze jest nie samo wcielenie, lecz jego zaskakujący przebieg, lekceważący pracowicie budowane przez historyków przedziały. Dzieła wyskakują z kartek podręcznika, niewiele sobie robiąc z zalecanej kolejności. Gotycki kosmos Kaplicy Hiszpanów sąsiaduje z łagodną mieszczańskością fresków Ghirlandaia; cudem zachowana średniowieczna termitiera Ponte Vecchio prowadzi do wspaniale manierystycznych linii „Zdjęcia z krzyża” Pontorma; te dzieła stworzyli artyści Florencji, nie układano ich sztucznie w muzealnych salach.” (s. 60)
![]() |
Florencja Źródło zdjęcia |
„Podobnie do ludzi, bywają miasta otwarte, dostępne już przy pierwszym kontakcie, bądź też zamknięte, chroniące swe sekrety, ukazujące wiele twarzy (jak Rzym) albo wymykające się jakimkolwiek syntezom (tak, mimo całej charakterystyczności, Neapol jest dla mnie – jak dotąd – przede wszystkim punktem wypadowym, początkiem drogi ku dalszym rejonom: ku łukom zatok, ku Capri, ku Sorrento, ku Paestum). Większość miast włoskich budzi odruch sympatii, pragnienie bliższego i dłuższego spotkania; niektóre, nieraz wspanialsze od tamtych, pokryte są – jak Palermo – delikatną warstwą smutku. Perugia jest wyjątkiem – wyzwoliła uczucie niechęci, sprzeciwu, buntu.” (s. 102)
"Kierowanie się ku przeszłości nie wyjaśnia jeszcze teraźniejszych i przyszłych dylematów, historia jest ciągła zmianą i ewolucją; refleksja nad mininymi wypadkami uczy i o podobieństwach postaw, i o zmienności układów; królestwo Normanów i cesarstwo Sztaufów nie istnieją od setek lat – a jednak spoczywający w porfirowych grobowcach władcy Sycylii pozostają uosobieniem bliskich nam niepokojów i marzeń. Świadczą o tym nie tylko wciąż tu przynoszone świeże kwiaty, lecz przede wszystkim powracające pytanie o to, jak wspólnocie europejskiej przywrócić jedność, nie zatracając różnorodnego dorobku.” (strony 185-6)
„Gdyby mnie zapytano o najlepsze wprowadzenie do podróży po Włoszech, wymieniłbym przede wszystkim dwóch pisarzy - Ferdynanda Gregovoriusa i Pawła Muratowa. W ich podejściu do włoskich doświadczeń odnajduję coś bardzo mi bliskiego i cennego. Coś więcej niż zainteresowanie sztuką i przejęcie się historią. Pewną koncepcję kultury, jej miejsca w życiu człowieka i miejsca człowieka w świecie. Wiązał się z tym sposób oglądania i pisania. Mądrze lawirowali między erudycją a egzaltacją, między ulotnym doznaniem a bezosobowym zapisem.” (s. 198)
„Gdyby mnie zapytano o najlepsze wprowadzenie do podróży po Włoszech, wymieniłbym przede wszystkim dwóch pisarzy - Ferdynanda Gregovoriusa i Pawła Muratowa. W ich podejściu do włoskich doświadczeń odnajduję coś bardzo mi bliskiego i cennego. Coś więcej niż zainteresowanie sztuką i przejęcie się historią. Pewną koncepcję kultury, jej miejsca w życiu człowieka i miejsca człowieka w świecie. Wiązał się z tym sposób oglądania i pisania. Mądrze lawirowali między erudycją a egzaltacją, między ulotnym doznaniem a bezosobowym zapisem.” (s. 198)
No i mam dylemat, chcę jeszcze w tym miesiącu przeczytać książkę podróżniczą w ramach trójki u Sardegny i chciałam czytać Karpińskiego pamięć Włoch, ale sam autor przypomniał mi Muratowa, którego bardzo lubię i teraz i to kusi i tamto nęci. Wenecja- pamiętam swój pierwszy mail z Wenecji, w którym pisałam o wrażeniu, jakie robi wyjście z Dworca Santa Lucia wprost na Canalle Grande. Wychodzisz i już jesteś w środku, wewnątrz, jak na obrazie. Florencja, Wenecja i Rzym trzy moje ukochane miasta. Chyba powinnam przeczytać i Karpińskiego i Muratowa :)
OdpowiedzUsuńOczywiście, przeczytaj obie książki, są tego warte. :) Inaczej może się skończyć, jak w tym wierszyku "Osiołkowi w żłobie dano..." (bez obrazy;)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńŻadnej obrazy nie będzie, bo często sama czuję się, jak ten osioł, który nie dość, że owies i siano, to jeszcze parę innych rodzajów paszy dostał.
OdpowiedzUsuńUsunęłam poprzedni komentarz, bo strzeliłam byka :(
Nie przejmuj się tym. :)
Usuń