![]() |
Mariusz Szczygieł (ur. 1966) - polski dziennikarz, reportażysta i pisarz Źródło zdjęcia |
Mariusz Szczygieł, Láska nebeská
Agora, 2012
"Czesi czytają najwięcej w Europie. Polskę dzieli przepaść od europejskich liderów w czytelnictwie: od Czech, gdzie książki czyta prawie 80 proc. społeczeństwa, i od Francji, gdzie czyta 70 proc. U nas - ponad połowa nie czyta nie tylko żadnych książek, ale nawet krótkich tekstów. Nic dziwnego.
Kiedy spojrzymy w przeszłość, pamiętajmy, że czeskie odrodzenie narodowe stawiało nie na powstania zbrojne, ale na książki. "To naród filologów" - miał powiedzieć o Czechach Mickiewicz.
Kiedy w XIX wieku ojcowie odrodzeniowcy tworzyli na nowo nowoczesny czeski język, literatura była tu podstawowym narzędziem. Za habsburskiej niewoli język upadł, a przetrwał głównie dzięki wsi; mieszczaństwo i inteligencja używały przeważnie niemieckiego. Kwestia wolności wewnętrznej zaczęła być w pewnym momencie tożsama z kwestią wykształcenia.
Kiedy Czeszka (bo to ona czyta więcej) bierze do ręki najgłupszą nawet, wypoczynkową książkę, ma wrażenie, że trzyma w dłoni coś odświętnego. Twarda okładka, często tasiemka do zakładania stron, czasem tasiemka jest nawet w kolorze liter na okładce, wreszcie obwoluta - jako przejaw szacunku dla książki. Gdy czytelniczka trzyma w ręku czeską Grocholę (a właśnie czeska Grochola jest mężczyzną i nosi nazwisko Viewegh), ma mieć wrażenie, że to książka dla niej ważna.
Kiedy wchodzi się do bardzo popularnej sieci sklepów Levne Knihy (tania książka), można być zaskoczonym, bowiem mnóstwo książek, wydawanych właśnie dla tej sieci, oprócz przystępnej ceny ma piękne twarde okładki. Dla mnie wygląda to tak, jakby w McDonaldzie istniała możliwość jedzenia srebrnymi sztućcami.
Kiedy mówimy o czeskim piwie, nie uświadamiamy sobie, że czeska literatura tworzyła się w knajpie. Tam, gdzie każdy przy piwie musiał coś opowiedzieć ciekawiej niż poprzednik. Tu bym szukał źródeł ich kultury narracji i przyczyn jej sukcesów.
Kiedy Czesi piszą o swoim czytelnictwie, podkreślają, że są czempionami w dziedzinie bibliotek domowych i że wiele domów ma trzypokoleniowe biblioteki. (Średnia liczba książek w czeskim domu to 246, tylko 2 proc. Czechów nie ma w domu żadnej książki). Dziś co drugi Czech korzysta z biblioteki publicznej, bo czeskie książki w ostatnich latach bardzo drożeją.
Kiedy w nowo powstałej Czechosłowacji ustawa o bibliotekach publicznych była jedną z pierwszych, nad którą pracowano, i została uchwalona już latem 1919, w Polsce projektów takiej ustawy powstało kilka. Podpowiedź do egzaminu: Czy w okresie międzywojennym została w Polsce uchwalona ustawa o bibliotekach publicznych? Odpowiedź: Nie." (strony 106-109)
Zawsze kiedy czytam/słyszę o tym, jak to u nas mało się czyta, to robi mi się smutno. Fajnie by było, gdyby panowała tu taka kultura czytania, jak u naszych południowych sąsiadów.
OdpowiedzUsuńMariusz Szczygieł na pewno wie, o czym pisze. Ale - tak jak już wspomniałam w dyskusji na blogu Kasi.eire - może jestem niepoprawną optymistką, jednak na podstawie swoich obserwacji mam nadzieję, że nie jest tak źle z naszym czytelnictwem jak by to wynikało z badań.
UsuńA mnie szlag trafia, jak pomyślę o bibliotekach, które mieliśmy, a które przepadły:( Po każdej wojnie odbudowywaliśmy je na nowo, i na nowo, i tak nieustannie.
OdpowiedzUsuńWojny rzeczywiście pustoszyły nas raz za razem... Twój komentarz przypomniał mi moją wizytę w Krasiczynie parę lat temu. Tamtejszy pałac jest obecnie pięknie odnowiony, ale praktycznie nic się nie ostało z wyposażenia. Przewodnik ze łzami w oczach opowiadał, jak Rosjanie po wkroczeniu na teren pałacu spalili wszystkie książki z biblioteki i sprzęty. Ponoć ognisko na dziedzińcu buzowało z tydzień. I to tylko jeden z wielu przykładów naszych strat naszego dziedzictwa kulturalnego :(((
UsuńMnie się zawsze nasuwają wszystkie spalone biblioteki Warszawy, ze zbiorami Zamoyskich na czele, już o prywatnych księgozbiorach nie wspomnę.
UsuńJa niestety na co dzień WIDZĘ, jak mało się u nas czyta. Bo dobrze, w tramwaju coraz więcej ludzi z otwartą książką i to zarówno młodych jak starszych, ale gdy się rozejrzę wśród znajomych, rodziny, przyjaciół, to ledwie kilka osób naliczę czytających.
OdpowiedzUsuńNie ma ambicji tworzenia własnej biblioteki - a mówię tu o ludziach mających warunki po temu. Bywałam kiedyś w pewnej willi, gdzie jedna książka leżała przy łóżku w małżeńskiej sypialni, druga na stoliku w salonie, a w pokoju córki był zestaw komiksów. Ludzie z tzw. wyższej półki. Inteligencja, psiakrew :)
Za komuny było lepiej :)
Za komuny książki były tanie. Trudno dostępne, ale relatywnie tanie. Teraz cena książek jest dość wysoka, choć przy odrobinie chęci można kupić świetne książki w tanich księgarniach, na allegro czy w antykwariacie.
UsuńJa również zauważam sporą liczbę osób czytających w środkach komunikacji miejskiej (sama do nich należę), wśród moich znajomych mam jednak tylko jedną koleżankę, która czyta sporo i z którą wymieniamy się często książkami. Mojego męża też mi trudno skłonić do przeczytania czegoś niebranżowego :)
Twoich znajomych z willi nie krytykowałabym tak bardzo. Mogli przecież zamiast książki na stoliku mieć tylko telewizor na ścianie, podobno taki jest trend obecnie ;)
Tak wspaniale rozwinięta kultura czytania to dla mnie kolejne potwierdzenie tezy, że powinnam się jednak do Czech wyprowadzić:) Z jednej strony uważam, że cena książki nigdy nie powinna być argumentem usprawiedliwiającym nieczytanie, bo, tak jak piszesz wyżej, można wiele fajnych książek znaleźć w tanich książkach, bibliotekach, antykwariatach, z drugiej strony - jeśli chce się trzymać rękę na pulsie, czytać rzeczy nowe (a wychodzi ich w Polsce, mam wrażenie, jak na nieczytający naród, całkiem sporo!), bez 50 zł nie co niemalże wchodzić do księgarni. Uważam, że to zdecydowanie za dużo!
OdpowiedzUsuńOczywiście, że za dużo! Teraz zresztą mam ochotę na dwie książki, których cena oscyluje w granicach 70-90 zł. Zamówiłam je sobie na prezent, ale to przesada. Z drugiej strony fajnie, że można naprawdę niezłe książki kupić za ok. 10 zł. Tyle, że nie są to nowości :(
UsuńI najgorsze w tym wszystkim jest to, że brak jest systemowego podejścia do wspierania czytelnictwa w naszym kraju; pojawiają się akcje popierające czytelnictwo, ale w wielu przypadkach sa zupełnie nietrafione. Ostatnio zauważyłam w centrum handlowym, w którym dość często bywam regał, w którym z założenia miały być książki przynoszone przez ludzi w zamian za te, które sobie wcześniej wzięli. Po pierwsze, regał przyuważyłam po dobrych dwóch tygodniach od początku akcji, po drugie, sprawiał on żałosne wrażenie swoją pustką.