Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książkowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książkowo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 października 2018

Justyna Sobolewska, Książka o czytaniu





"Wszyscy jesteśmy czytelnikami. Mamy swoje ulubione książki, miejsca do czytania, sposoby układania na półkach i wspomnienia związane z czytaniem."

W ostatnich latach przeczytałam kilka "książek o książkach" i dobrze się stało, gdyż Justyna Sobolewska często przywołuje niektóre z nich, zwłaszcza te autorstwa Anne Fadiman (Exlibris. Wyznania czytelnika), Alberto Manguela (Moja historia czytania), a także Italo Calvino(Jeśli zimową nocą podróżny). Dla tych, którzy nie czytali tych książek, te przywołania powinny ich zachęcić do sięgnięcia po te pozycje, natomiast ci, którzy lekturę mają już za sobą, będą mogli przypomnieć sobie swoje odczucia względem nich i porównać je z refleksjami Autorki, a nawet zatęsknić za ponowną ich lekturą.

Książka Justyny Sobolewskiej, dziennikarki związanej obecnie z tygodnikiem "Polityka", jest właściwie polską odpowiedzią na te wspomniane wyżej zagraniczne propozycje lektur dla zagorzałych moli książkowych. Jej styl jest lekki, przystępny, treść jest pogrupowana tematycznie. Każdy czytelnik znajdzie tu mnóstwo interesujących cytatów, powiedzeń i stwierdzeń dotyczących różnych aspektów czytania. Ma się wrażenie pewnej powierzchowności i czerpania z zagranicznych wzorców, zwłaszcza z książki Anne Fadiman, ale sporym atutem tej książki jest obecność w przywoływanych przykładach dzieł literatury polskiej, które jednak są polskiemu czytelnikowi najbliższe. Najbardziej ujął mnie rozdział poświęcony czytaniu dzieciom, w którym Autorka przekazuje swoje doświadczenia i spostrzeżenia, które otwierają oczy na pewne sprawy i zachęcają do nieustawania w próbach zachęcenia dzieci do samodzielnej lektury, do pokazania im, że książka może być źródłem wielu wzruszeń, fascynacji i pożywki dla wyobraźni.

Lektura tej książki była dla mnie wielką przyjemnością, aczkolwiek jako "świeża" posiadaczka elektronicznego czytnika do ebooków, nie mogę się zgodzić z zawartym w książce poglądem o wyższości książek tradycyjnych nad elektronicznymi. Owszem, w przypadkach niektórych rodzajów książek, np. albumów, bogato ilustrowanych wydawnictw, książek dla dzieci, to rzeczywiście przewaga papieru jest niekwestionowana. Natomiast ebooki sprawdzają się nadspodziewanie  dobrze w przypadku literatury popularnej, poradnikowej czy książek, do których raczej nie będziemy już wracać. I mówię to ja, od kilku lat opierająca się pokusie posiadania czytnika z uwagi na przywiązanie do tradycyjnej wersji książki. Nawiasem mówiąc, "Książkę o czytaniu" również przeczytałam w formie e-booka. :)



Autor: Justyna Sobolewska
Wydawnictwo: Iskry
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 244

* Książkę przeczytałam w formie ebooka

sobota, 15 września 2018

Dominique Loreau o czytaniu



Źródło: weheartit.com   



"Lektura książek może pozostawić wyjątkowe wspomnienia. Podobnie jak sporządzanie notatek z przeczytanych książek. Każda z książek, które czytamy, kształtuje naszą osobowość, wpływa na to, kim dzisiaj jesteśmy. Czytanie jest podróżą, przygodą, spotkaniem; robienie notatek podczas czytania książek jest niczym postój w podróży, pozwalający przyjrzeć się swoim odczuciom, myślom i zanotować je własnymi słowami. Czytanie i robienie notatek są dwiema nierozdzielnymi czynnościami, które karmią nasz umysł w równym stopniu. Ponadto, jeśli niektóre z przeczytanych książek wywarły na nas szczególne wrażenie, możemy, dzięki zachowanym notatkom, zawsze do nich powrócić. Jak mawiał Cioran, najlepszymi książkami nie są te, które czytamy, ale te, do których powracamy."

Dominique Loreau, "Sztuka planowania"



sobota, 18 czerwca 2016

Zuzanna Rabska, Moje życie z książką, t. 1








„Życie moje upływało pod znakiem książki”

„Miłośnictwo pięknych i rzadkich druków było jedną z pasji mojego Dziadka. Ojciec gromadził książki w celach naukowych. Matka – dla upodobań literackich. Za sprawą tajemniczych fluidów, idących z pokolenia w pokolenie, miłośnictwo ksiąg mam we krwi, w duchu.” (s.5)


Nie sposób się nie zgodzić z pierwszym zdaniem zapisanym w książce Zuzanny Rabskiej, pozycji kultowej dla wszystkich moli książkowych. Zuzanna Rabska z Krausharów (1882–1960) była córką Aleksandra Kraushara i Jadwigi z Bersohnów. Od najmłodszych lat obracała się wśród bywających w domu jej rodziców pisarzy, artystów i uczonych.Książki otaczały ją już od wczesnego dzieciństwa i sama je umiłowała, idąc w ślady ojca, znanego warszawskiego bibliofila. Rabska zaczęła pisać swoje wspomnienia na rok przed śmiercią pragnąc jakby przywrócić należną pamięć swojemu ojcu. W tekście wybrzmiewa wielka miłość córki do ojca, który był dla niej niedościgłym wzorem do naśladowania.

Dzięki tej książce możemy cofnąć się w czasie do Warszawy z końca XIX w., na której salonach, ulicach, parkach można było spotkać najwybitniejszych polskich literatów. Zuzanna Rabska, jako dziecko i młoda panna chłonęła atmosferę domu rodzinnego, była uczennicą pensji warszawskich, gdzie wychowanie patriotyczne było wpajane młodym uczennicom z ofiarnością i poświęceniem.
 
Czyta się te wspomnienia jak bajkę i właściwie kilka cytatów wystarczy, żeby zrozumieć, dlaczego ta książka wzbudza taki zachwyt czytelników. Możliwość poczytania o ludziach wybitnych, którzy mieli wpływ na ukształtowanie narodu, relacja spisana przez naocznego świadka, to naprawdę nie lada gratka. 

„Do pokoju dziecinnego, w chwili, gdy byłam zajęta wsuwaniem do albumu widokówek nadsyłanych przez koleżanki, weszła Matka z nieznajomą panią. Pani miała wielki kapelusz z piórami, a na czubku krótkiego nosa binokle na czarnym sznureczku. Maria Konopnicka! Wiele jej wierszyków umiałam na pamięć i zachwycałam się jej książkami z ślicznymi obrazkami. Położyła przede mną na stoliku kolorową książkę. Była to powiastka „O krasnoludkach i sierotce Marysi”, która właśnie ukazała się w druku. Trudno było uwierzyć w takie szczęście. Pocałowałam ze wzruszeniem rękę poetki i przestałam zajmować się pocztówkami.” (s. 25)

„Pomiędzy Rodzicami a autorką „Nad Niemnem” panowały zawsze stosunki szczerej życzliwości i przyjaźni, czemu Orzeszkowa dawała wyraz w swoich listach do Matki i do Ojca. (…)
Orzeszkowa lubiła poufną z Ojcem i Matką gawędę. Tematem rozmów były sprawy społeczne, które ją zbliżyły do Matki, informowała się o komplety tajnego nauczania, o wykłady na „latającym uniwerku”, o pracę pionierek ruchu emancypacyjnego. Z zadziwiającą erudycją wyrażała poglądy na smutną polską rzeczywistość. (s. 186-187)


„Od dzieciństwa żywiłam dla Orzeszkowej uwielbienie, i to nie tylko dla jej prac, które czytywałyśmy na głos z Matką, ale dla jej umiłowania książki. Aforyzm Orzeszkowej spopularyzowany na zakładkach do książek „Książka może być chlebem, winem i skrzydłem”, powtarzałam przy wielu okazjach i nieraz towarzyszył mi podczas lektury rzeczy pięknych, niezastąpionych. (s. 187)

„Pewnego razu Prus rozgadał się z Ojcem na temat „klisz”.
- Wytłumaczcie mi dokładnie, co to są właściwie te „klisze”? – zapytał Ojciec.
- Klisze to płycizny, to haniebne ułatwienia, których szanujący się pisarz powinien unikać. Nie należy pisać: „wyskoczył jak z procy”, „bała się go jak ognia”, „cisza jak makiem zasiał”, „piękna jak malowanie”, „Źródło radości”, „czara rozkoszy” itp.” (s. 213)


Prawda, że to piękne wspomnienia i można tego Autorce pozazdrościć? Wzruszenie budzi także jej umiłowanie książki jako niezbędnego elementu życia człowieka, źródła pociechy w trudnych chwilach i mądrości na co dzień. Autorka wiele miejsca poświęca również opisom bibliotek i zbiorów, które uległy zniszczeniu w wyniku II wojny światowej. Choć nie ma tych cennych druków, to pamięć o nich przetrwała, również dzięki wspomnieniom Autorki.  

Ta lektura to piękna gawęda koncentrująca się na tym, co piękne i ważne w życiu Rabskiej. Jej fascynacja słowem pisanym i przywiązanie do książki wyniesione z domu rodzinnego z jednej strony wzrusza, z drugiej nieco zawstydza, gdy zdamy sobie sprawę, że ludzi miłujących książki jest z roku na rok coraz mniej. Można oczywiście zachwycać się możliwościami, jakie niesie ze sobą digitalizacja zbiorów bibliotecznych czy też istnienie e-booków, a jednak sądzę, że powolne odchodzenie tradycyjnej książki, zanikanie szelestu kart, nieco nas zubaża. I choć jesteśmy tacy nowocześni, to chętnie byśmy się zaszyli w gabinecie Aleksandra Kraushara wypełnionego książkami i bibelotami, żeby oddać się lekturze. :)



Autor: Zuzanna Rabska
Wydawnictwo: Ossolineum
Rok wydania: 1959
Liczba stron: 307

sobota, 4 czerwca 2016

Maria Pruszkowska, Życie nie jest romansem, ale...




Po niezwykle wciągającej i zabawnej książce „Przyślę Panu list i klucz” zapaliłam się do przeczytania kolejnej części quasi-autobiograficznej historii rodziny moli książkowych przerzucających się cytatami z dzieł klasyków. Już jednak w momencie, gdy spojrzałam na okładkę zorientowałam się, że druga część będzie jednak miała inny, zdecydowanie mniej rozrywkowy charakter. A wszystko dlatego, że akcja książki toczy się w czasie II wojny światowej, kiedy to umiłowanie książek musiało zejść na przynajmniej drugi plan, a główną troską była walka o przeżycie. Zachowanie humoru i optymizmu w obliczu okropności wojny to dość karkołomne założenie i muszę uczciwie przyznać, że tę książkę, mimo zachowania stylu z pierwszej części, czyta się gorzej.

Z wiadomych względów książki schodzą na plan dalszy. Mimo lekko opisanych perypetii rodzinki molów książkowych w okupowanej Warszawie, książek i ciepła znajdziemy tu znacznie mniej niż w poprzedniej części. Życie codzienne w warunkach okupacji niemieckiej, choć opisane pobieżnie i mało dokładnie, oddane jest jednak dość wiernie.

Gdyby autorka ograniczyła się tylko do okupacyjnego „kombinowania”, warunków pracy i funkcjonowania zawodowego, czy próby oderwania się dzięki lekturze od przykrej codzienności, może byłoby to dla mnie akceptowalne. Ale w okupacyjnej rzeczywistości nie sposób było nie zetknąć się z podziemiem i prowadzoną walką z niemieckim okupantem. I tu stykamy się z największym fałszem, niewątpliwie wymuszonym czy sprowokowanym przez cenzurę. Otóż siostra i szwagier Marii, narratorki książki, są bardzo mocno zaangażowani w aktywność podziemnego ruchu oporu, w domyśle Armii Krajowej. Musimy to wydedukować, gdyż nazwa Armii Krajowej w pełnym brzmieniu nie pojawia się w tekście ani razu! Skrót AK pojawia się raz. Tymczasem, jak się okazuje, niemalże głównym ośrodkiem ruchu oporu, dobrze zorganizowanym i walczącym ofiarnie z najeźdźcą jest Gwardia Ludowa, której nazwa jest przywołana kilkakrotnie, a jej przedstawiciel urasta do rangi bohatera i w sumie męża opatrznościowego całej rodziny, gdyż ostatecznie przeciąga szwagra na swoją stronę, co – jak się domyślam – ułatwiło mu znacznie życie w warunkach PRL-u. Przyznam, że ta wersja wydarzeń mocno mi „zgrzyta” i choć rozumiem sytuację autorki w roku wydania książki, to jednak nie wiem, czy nie lepiej było poprzestać na pierwszej części wspomnień. Drugi tom, chociaż w sumie czyta się dobrze, jest jednak naznaczony fałszem, który utrudnił mi przyjemną w założeniu lekturę. 
 
 

Autor: Maria Pruszkowska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Morskie
Rok wydania: 1964
Liczba stron: 188

piątek, 20 maja 2016

Warszawskie Targi Książki - krótka robocza wizyta :)


Stoisko Wydawnictwa MG


W tym roku sprawy rodzinno-towarzyskie tak mi się ułożyły, że sobotnia bądź niedzielna wizyta na Targach nie wchodziła w grę. Pozostawało jedynie piątkowe popołudnie z czego skrzętnie skorzystałam.

W piątek po południu nie czuło się jeszcze atmosfery święta książki, raczej oczekiwanie na weekendowy szczyt. Mogłam spokojnie przejść się alejkami, popatrzeć na książki, odnaleźć fajne nowości, no i w końcu - ku mojemu zdziwieniu - udało mi się kupić kilka książek w zupełnie przyzwoitych cenach. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to właśnie fakt, że kilka dużych wydawnictw miało całkiem niezłą ofertę promocyjną - od 20 do 30% zniżki, a nawet więcej:
 
Na stoisku wydawnictwa Czarna Owca wszystkie książki były sprzedawane z 50% rabatem.
 
Muszę przyznać, że zaglądam na Targi, żeby zobaczyć ofertę, dać się skusić fajnym promocjom, natomiast nie muszę uczestniczyć w wydarzeniach okołotargowych typu spotkania z autorami, rozmaite eventy etc. Ale - o dziwo - widziałam dziś kilkoro ciekawych gości, np. Wojciecha Cejrowskiego, Monsa Kallentofta, Katarzynę Enerlich czy Ewę Chodakowską, którzy podpisywali swoje książki.  
 
 
Mons Kallentoft podpisuje książki
 
 
Pochodziłam sobie po stoiskach, obejrzałam książki, dokonałam zakupów i musiałam biec do domu. :) Wszystkim, którzy dotrą na tegoroczne Warszawskie Targi Książki życzę miłych wrażeń, udanych spotkań i niesamowitych zakupów!  Może spotkamy się za rok?
 
 
Moje zdobycze targowe
Jak widać poszłam w klasykę i kresoviana.
Zwracam uwagę na najnowszą książkę Magdaleny Jastrzębskiej. :)
 
 
 
 

niedziela, 8 maja 2016

8 maja - Dzień Bibliotekarza i Bibliotek


Źródło



Dziś przypada Dzień Bibliotekarza i Bibliotek. 
Od 8 do 15 maja trwa Tydzień Bibliotek, podczas którego w bibliotekach w całym kraju odbywają się różne imprezy mające na celu promowanie czytelnictwa, np. spotkania autorskie, wspólne czytanie, konkursy czytelnicze.

Mam wielki sentyment do bibliotek, z których regularnie korzystam, co jest czasem ze szkodą dla moich własnych nabytków czytelniczych, których po prostu nie mam kiedy czytać. Książki biblioteczne mają zawsze pierwszeństwo. :)


Bibliotekarze mają wielkie zasługi w zakresie popularyzowania czytelnictwa wśród dzieci i młodzieży. Przedszkole mojego synka regularnie organizuje wyjścia do okolicznych bibliotek i jest to naprawdę z pożytkiem dla dzieciaków i ich przyszłego stosunku do czytania (taką przynajmniej mam nadzieję:)).

Z okazji dzisiejszego święta wszystkim Bibliotekarzom i Bibliotekarkom życzę satysfakcji z pracy i sukcesów w podejmowanych działaniach oraz pełnych regałów i samych zadowolonych i kulturalnych czytelników!

czwartek, 7 kwietnia 2016

"Bez książek nie ma życia"



Źródło



- Bez książek nie ma życia.

Takim właśnie tekstem uraczył mnie dziś wieczorem mój prawie 6-letni syn, gdy z racji zmęczenia odmówiłam czytania trzeciej z kolei książeczki. Uradowało się moje serce książkowego mola, że nie ciągnie go komputer, że telewizja nie doczekała się takiej oceny z jego ust, a wyróżnione zostały właśnie książki. :)  

Nie zdążyłam jeszcze ochłonąć po tej deklaracji, gdy syn, spojrzawszy na mnie dodał:

- A matematyka jest ważna!

"Królowa nauk" jest bowiem jego kolejną pasją. Uwielbia cyferki, liczy sprawnie, dodaje namiętnie, całkiem nieźle odejmuje, a ostatnio podejmuje próby mnożenia. Jako matematyczna "noga" jestem skłonna przyznać mu rację, że matematyka jest ważna w życiu, ale tytułowe zdanie jest jednak poważniejszego kalibru, co niezmiernie mnie cieszy. I z tej radości postanowiłam się z Wami podzielić tą szczęśliwą wiadomością, że - jak wszystko na to wskazuje- rośnie nam w domu kolejny miłośnik słowa pisanego (i obrazków :)).
 
 
Źródło
 

wtorek, 22 marca 2016

Maria Pruszkowska, Przyślę Panu list i klucz





Bardzo lubię poznawać nowe tytuły „książek o książkach”, które uważam za swego rodzaju podkategorię wartą uwagi każdego mola książkowego. I choć mola we mnie coraz mniej z uwagi na deficyt czasu, to jednak nie oparłam się książce poleconej mi w komentarzu blogowym przez Marię Orzeszkową. Wystarczyły mi dwa skojarzenia: „o książkach” i „w stylu Chmielewskiej”. Wypożyczyłam ją niemal natychmiast, a przeczytałam w tempie ekspresowym, co z uwagi na charakter książki nie jest niczym niezwykłym. :)

Maria Pruszyńska jest autorką kompletnie mi nieznaną, a w tej książce noszącej cechy autobiograficzne (choć jest kilka istotnych różnic) ujawniła swój nieprzeciętny talent komediowy i „zakręcenie” na punkcie książek. Ale czemu się dziwić, jeśli ojciec rodziny prezentował podejście dożycia jak w poniższym cytacie.

„Istotą życia Ojca były książki. Ojciec czytał ciągle. Czytał przy jedzeniu, czytał w pociągu i w tramwaju, i na przystanku. Czytał po południu w fotelu, wieczorem w łóżku.

Najważniejsze obowiązki życiowe odwalał – można by powiedzieć – szybko, uczciwie i precyzyjnie, ale nie wkładając w nie serca ani zapału. Odwalał je też cierpliwie, nigdy się nie buntując, ażeby kupić sobie prawo do zatracania się w książkach podczas godzin należących do niego.(…)

Ojciec uważał, że książki, której nie ma się zamiaru czytać powtórnie, nie warto czytać po raz pierwszy. Mądra ta zasada zupełnie nie przeszkadzała mu pochłaniać wszystkiego, co wpadło mu w rękę.”


Od przeznaczenia nie można uciec, tak więc obie córki swego Ojca i Matki, która mimo długiego oporu również uległa czytelniczej manii, były równie zapalonymi czytelniczkami. Akcja rozgrywa się w okresie międzywojennym, choć na początku można mieć pewne wątpliwości, gdyż brakuje w treści jakichkolwiek odniesień do rzeczywistości.

Maria i Alina wychowują się w rodzinie urzędniczej i nie wyobrażają sobie niemal innej rozrywki niż czytanie, ba pochłanianie, kolejnych książek i dyskusje o nich. Rodzina bowiem miała swój zestaw książek ukochanych, które czytano po wielekroć, cytowano w najrozmaitszych sytuacjach życiowych.

„Posiadaliśmy w naszym mieszkaniu dwie biblioteki. Pierwszą nazywaliśmy „Miesiąc Zatajony” według pięknej nazwy herbu pana Snitko z Pana Wołodyjowskiego. Była to dość obszerna szafka, kryjąca skarby swego wnętrza za przesłoniętym tkaniną szkłem. „Zatajone” tam były książki ukochane, książki, które czytało się po wiele razy i do których wracało się ciągle. Klucz od tej szafki chowaliśmy w zegarze, lecz dla najbliższej nawet rodziny i przyjaciół był niby zawsze zagubiony. Pod tym względem byliśmy obrzydliwie egoistyczni. Chętnego do pożyczania książek częstowaliśmy różnymi Zarzyckimi, Dellami i tym podobnymi głupstwami, które znajdowały się w bibliotece numer drugi, na półkach w przedpokoju. Tę drugą bibliotekę nazywaliśmy „Dary Księżycowe” od tytułu bardzo głupiej książki Farnola. Chętnie wypożyczaliśmy książki z tych półek, bo jeśli nawet jakieś Dary Księżycowe wywędrowały z naszego domu na wieczne nieoddanie, nikt się tym nie przejmował. Znajdowały się tam bowiem książki kupione bez przemyślenia lub przypadkowo, do których nikt nie miał zamiaru wracać i czytać ich powtórnie.”

Jedną z najukochańszych lektur dziewcząt była m.in. sienkiewiczowska „Trylogia”, na temat której siostry toczą dwa pojedynki z własnym wujem usiłując się wzajemnie „zagiąć” na najtrudniejszych pytaniach ze znajomości tego właśnie cyklu. Obie siostry po zakończeniu edukacji nie zdecydowały się na studia, lecz – dzięki rodzinnym koneksjom – rozpoczęły karierę urzędniczą, co nie ograniczało ich czasu wolnego, który mogły przeznaczyć na lekturę kolejnych książek.

Niezapomnianą sceną jest pierwsze zetknięcie Marii z „Trędowatą” Heleny Mniszkówny. Przyznam, że nie mogłam się powstrzymać od śmiechu, gdy Autorka ze swadą opisywała swoje przeżycia jako nastolatki zgłębiającej historię Stefci Rudeckiej podczas podróży pociągiem. Dość powiedzieć, że matka witająca ją na peronie stacji docelowej odebrała córkę spłakaną i pół-przytomną, a to wszystko przez tę książkę.:)

Życie sióstr toczy się spokojnie w otoczeniu niezmiennie zaczytanych domowników, pojawiają się adoratorzy i od tego mniej więcej momentu spada nieco tempo książki. Czyta się ją świetnie, ale zdecydowanym przebojem jest pierwsza część, która wywołuje w nas wspomnienie dziecięcych i młodzieżowych lektur, dzięki którym nie mogliśmy oderwać się od książki.

Fabuła jest w książce dość uboga, najważniejszy jest tu żartobliwy nastrój i książkowe zauroczenia, które sprawiają, że człowiek śmieje się niemal non-stop, a z drugiej strony czytając kolejne tytuły myśli w popłochu, że jest taki nieoczytany w porównaniu do nastoletnich przedwojennych książkoholiczek…

Nie pozostaje mi nic innego jak upolować drugą część pt. „Życie nie jest romansem, ale…”.
 
I na sam koniec przytoczę genialną klasyfikację książek, którą odnalazłam w tej niepozornej książeczce:

"Są książki, które się czyta.
Są książki, które się pochłania.
Są książki, które pochłaniają czytającego."



Autor: Maria Pruszkowska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Morskie
Rok wydania: 1972
Liczba stron: 148




środa, 16 grudnia 2015

Alberto Manguel, Moja historia czytania




Książki o książkach stanowią już pewną podkategorię w gatunkowej klasyfikacji lektur, ale są one dość zróżnicowane. Mamy do czynienia z literaturą piękną, eseistyką czy gawędą, a ich na ich formę i zawartość treściowa ma duży wpływ osobowość autora i poziom „zakręcenia” na punkcie książek.

Wnioskując z lektury Alberto Mangel jest znawcą książek i pasjonatem odkrywania nowych aspektów kształtowania się nawyków czytelniczych w kolejnych epokach. Jego książka składa się jakby z dwóch części: w pierwszej odnosi się do swojej historii wsiąkania w świat książek, pisze o pisarzach i lekturach, które go ukształtowały jako człowieka i czytelnika; w drugiej zaś wędrujemy z nim przez wieki dowiadując się, jak w historii ludzkości kształtowały się zwyczaje czytelnicze, dlaczego książka była tak ważna w życiu społeczności. Wędrujemy razem z Autorem śladem dzieł sztuki, literatury, pamiątek z przeszłości, które uwieczniają czytanie i jego rozmaite formy.

Książka jest lekturą obowiązkową dla moli książkowych. Stanowi pokaźne źródło ciekawych lektur i nieznanych powszechnie dzieł sztuki. Napisana jest w dość spokojnym rytmie, chciałoby się rzec, po profesorsku. Są słabsze rozdziały, np. te dotyczące indywidualnej historii czytelniczej Manguela. Mimo jednak pewnych dłużyzn z przyjemnością zagłębiłam się w świat szeleszczących kart, zapoznałam się np. z omówieniem historii głośnego i cichego czytania. W moim przekonaniu, najbardziej godne polecenia są właśnie te partie, które odnoszą się do historii czytania i kształtowania się w społeczeństwie pewnych nawyków czytelniczych. W książce możemy odnaleźć sporo interesujących cytatów odnoszących się do książki i czytania, co jest jej wielką zaletą, gdyż dobry bon mot zawsze może się przydać.

Ta książka przypomina nam, dlaczego czytanie jest ważne w naszym rozwoju intelektualnym, którego nie powinny zastępować najbardziej nawet wyrafinowane gadżety. „Moja historia czytania” jest świetną lekturą na zimowe wieczory, kiedy możemy zagłębić się w zupełnie inny świat i możemy nie ulegać zewnętrznym bodźcom, aby w pełni chłonąć tekst. 



Autor: Alberto Manguel
Tytuł oryginalny: A history of reading
Wydawnictwo: Muza
Tłumacz: Hanna Jankowska
Seria: Spectrum
Rok wydania: 2003
Liczba stron: 495

 


czwartek, 23 kwietnia 2015

Wspomnieniowo i bibliotecznie z okazji Światowego Dnia Książki


Dziś świętujemy Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. To piękne święto, można je celebrować na różne sposoby, ale główną bohaterką jest książka, obecnie niekoniecznie drukowana.:) Mimo dramatycznych doniesień o poziomie czytelnictwa w Polsce nie dołączam do grona pesymistów. Może dlatego, że codziennie widzę młodych ludzi wykorzystujących czas podróży w środkach komunikacji miejskiej na lekturę. Czasem zdarza mi się nawet w pracy podyskutować o książkach, jakie aktualnie czytam. Nieodmiennie zauważam też niezłą frekwencję w moich dzielnicowych bibliotekach; ostatnio czekałam w kolejce 3 miesiące, aby dostać do przeczytania książkę, która wcale nie była bestsellerem literatury kobiecej. :) Sądzę więc, że słowo pisane ma przed sobą przyszłość, może nie świetlaną, ale na pewno są aspekty pozwalające na podjęcie walki o czytelnika. 

Dla mnie największym fenomenem ostatnich lat są biblioteki. Na przykładzie bibliotek warszawskich (wiem, że nie do końca reprezentatywnych dla całego kraju) widzę, jak zmienił się ich profil, jak przestały być zapyziałymi i przysypanymi kurzem instytucjami a stają się lokalnymi centrami kulturalnymi proponującymi ciekawe inicjatywy. Pozwólcie więc, że napiszę kilka słów o roli czytelnictwa i bibliotek domowych w dworach  polskiego ziemiaństwa w XIX wieku i jaką rolę odegrały one w utrzymaniu polskości w dobrej kondycji przez ponad 100 lat.

Biblioteka w pałacu Przezdzieckich
Źródło

Dwór ziemiański często był ośrodkiem życia kulturalnego, w którym oprócz codziennego życia i gospodarzenia rozwijano również wiele zainteresowań i pasji domowników. W każdym dworze było również pomieszczenie pełniące rolę biblioteki. Czasem bardziej okazałej, zawierającej tysiące tomów, czasem mniej bogatej, liczącej zaledwie kilkaset książek. Obowiązkowo były tam obecne najsłynniejsze dzieła literatury polskiej oraz tomy dotyczące historii Polski. Brak oczytania był cechą wstydliwą.





Do polskich dworów położonych na dalekich Kresach Wschodnich, w najbardziej zapadłych zakątkach dokąd dotarł polski żywioł, wszędzie docierało przynajmniej kilka tytułów gazet i czasopism polskich oraz zagranicznych, których lektura była stałym elementem dnia. Pod koniec XIX wieku powstały czasopisma ukierunkowane na sferę ziemiańską, np. „Wieś i Dwór” czy „Wieś Ilustrowana”.

Poczesne miejsce w spisie domowych lektur zajmowały dzieła polskich klasyków, czytano również autorów współczesnych reprezentujących nurt pozytywizmu i Młodej Polski. Sprowadzano również książki zagraniczne, głównie francuskie, ale również rosyjskie, co było spowodowane wymogami carskiego systemu edukacji wobec uczniów narodowości polskiej. W powszechnym zwyczaju było głośne czytanie lektur, o czym wspominają autorzy wspomnień i pamiętników. 

 
W tamtych czasach rozpowszechniony był system tzw. bibliotek wędrownych, który pozwalał na korzystanie z urozmaiconego zestawu tytułów książkowych bez konieczności ich zakupu. W każdym dworze starano się jednak gromadzić własne zbiory, które miały służyć edukacji i rozrywce umysłowej mieszkańców danego majątku ziemskiego.  (na zdjęciu biblioteka w pałacu Raczyńskich)





Niektóre biblioteki ziemiańskie dysponowały cennymi zbiorami. Tadeusz Epsztein, opisując bibliotekę Kaliksta Dunin-Borkowskiego z Klimaszówki na Podolu, pisze: „Swoje zamiłowania kolekcjonerskie Kalikst Borkowski zaczął rozwijać jako młody człowiek. Po ojcu, a nieco później po bracie Klemensie przejął różne zbiory rodzinne, w tym także bibliotekę, na którą mogły się składać fragmenty dawnych kolekcji, po Czartoryskich, poprzednich właścicielach dóbr klimaszowieckich, i po jezuitach kamienieckich, gdyż ich majątek (Ormiany) w 1800 roku nabył ojciec Kaliksta, Michał Borkowski. Odziedziczoną bibliotekę Borkowski poważnie powiększył przez systematyczne zakupy. Książki polskie i obce sprowadzał z Królestwa Polskiego (z Warszawy) za pośrednictwem księgarzy, niektóre nabywał bezpośrednio podczas podróży, nawet zagranicznych”.

Anna Rey Konstantowa Potocka pisze w książce "Przez góry,doliny..." o bibliotece w Sieciechowicach "(...)Biblioteka miała zaś na gładkim suficie Stworzenie Adama, które mistrz Puszczyński pięknie skopiował. (...)Ściany biblioteki pokrywały makaty z XVIII wieku zakupione w 1880 roku przez stryja Mieczysława. Znajdowały się one w klasztorze Wizytek w Krakowie, haftowane przez Lubomirską. Były to hafty z aplikacjami, przedstawiające sceny z Pisma Swiętego (...) Szafy biblioteczne zawierające pierwodruki Mikołaja Reya, listy królów (Augusta II i Stanisława Augusta) oraz korespondencję Henrietty Ewy Antkwiczówny Sołtysikowej Kuczkowskiej, dwa sztambuchy z wierszem Mickiewicza "Do mojego Cicerone"i zapiskami z ówczesnego jej świata.(...)".
 
Roman Mycielski z biblioteki z pałacu we Wrześni zapamiętał z kolei głowę dzika wiszącą nad jej drzwiami, którą pałacowe dzieci uważały za głównego złego ducha zamieszkującego pałac, któremu należało się kłaniać wchodząc do biblioteki. Biblioteka we Wrześni zastawiona była ozdobnymi szafami w których znajdowało się ok. 4500 książek (według spisu z roku 1993). 


 Moja wymarzona biblioteka domowa wyglądałaby chyba tak:


Źródło

A Wasza? 

czwartek, 16 kwietnia 2015

Anne Fadiman, Ex libris. Wyznania czytelnika





„Ta książka jest całością, w którą usiłowałam zmienić tysięczny groch z kapustą, spiętrzony na uginających się półkach mej biblioteki.” (s. 8, Przedmowa)

Taki „groch z kapustą” lubię! Anne Fadiman zapewniła molom książkowym świetną lekturę będącą dowodem, że miłość do słowa pisanego nie zamiera i może objawiać się na wiele sposobów. 


Amerykańska eseistka, której rodzice, brat i mąż są ludźmi ogarniętymi pasją czytania, opisała w sposób ciepły i bezpretensjonalny swoje doświadczenia z obcowaniem z książkami na co dzień. Prawdziwy małżeński egzamin zdali z mężem dopiero w momencie, gdy postanowili połączyć swoje biblioteki, co nastręczało sporo trudności, jeśli chodzi o metodologię uporządkowania zbiorów czy podjęcia decyzji, co zrobić z podwójnymi egzemplarzami. I nie obyło się przy tym bez myśli o ewentualności rozwodu.:)

Eseje zebrane w tej książce dotyczą różnych książkowych perypetii autorki i członków jej rodziny. Prezentują one z jednej strony miłość do książek, z drugiej zaś przemyślenia na tematy różne, np. jeden rozdział poświęcony jest literaturze polarniczej, której wielką fanką jest Fadiman czy analiza sposobu zaznaczania w książce miejsca, w którym przerwało się lekturę. Czy dla bibliofila może być coś piękniejszego niż urodzinowy prezent, który pozwoli na zdobycie 19 funtów ukochanych książek z klimatycznego, przesiąkniętego specyficznym zapachem antykwariatu?

„Wybierzcie Veuve Cliquot na swoje urodziny, ale mnie dajcie (…) egzemplarz „Skąpigrosza-bibliomana Vincenta Starretta z 1929 r. za dziewięć dolarów, namiętny pean na cześć zbierania książek, głoszący pogląd, że: „Każde nowe poszukiwanie to wyprawa do Indii, tropienie zakopanego skarbu, podróż do kresu tęczy i bez względu na to, czy u celu wędrówki wychynie kufer złota, czy jedynie wyborna książka, po drodze czekają nas zawsze cuda”. (s. 159, „Proza z odzysku”)

Anne Fadiman jest specjalistką od „książek o książkach”, dlatego też „Ex libris” jest nieocenionym źródłem tytułów w większości kompletnie nieznanych polskiemu czytelnikowi. Z polskich tytułów możemy przywołać tylko „Książki i ludzie” Barbary N. Łopieńskiej, „Zamieszkać w Bibliotece” Jana Tomkowskiego i nieznane mi jeszcze dwie kultowe pozycje ksiązkomaniaków, czyli „Moje życie z książką” Zuzanny Rabskiej oraz „Kwestia gustu” Adama Ważyka. Tych tytułów Anne Fadiman nie zna, ale nie zmienia to faktu, że dzięki jej zmysłowi humoru i erudycji czyta się tę książkę z ogromną przyjemnością i ukontentowaniem. Czy z jakiejkolwiek innego wydawnictwa dowiedzielibyście się, kto jest autorem najbardziej przegadanej 29-stronicowej „książki o książkach”? :) „Ex libris” dostarczy Wam odpowiedzi na to pytanie.

Ta książka, świetnie przetłumaczona przez Hannę Pustułę i Pawła Piaseckiego nie byłaby tym, czym jest, gdyby nie udział Jana Gondowicza, który opracował merytorycznie książkę i jest autorem not wyjaśniających zamieszczonych na końcu każdego rozdziału. Noty te nie tylko wyjaśniają czytelnikowi pewne niuanse opisywane przez Anne Fadiman, ale przede wszystkim z dużym talentem i znawstwem przekazuje swoje opinie związane z tematem. Zaznaczyć należy, że komentarze i wyjaśnienia są tu niezbędne, gdyż Anne Fadiman zwracała się głównie do odbiorcy anglosaskiego, stąd pewne kwestie mogły być dla polskiego odbiorcy niejasne, a dzięki Gondowiczowi tak nie jest. Wielkie uznanie dla wydawnictwa i redaktora za naprawdę doskonałe teksty wyjaśnień; poniżej podaję przykład stylu polskiego redaktora, który wyjaśnia, czym jest „blurb”:

„Blurb to zwięzła reklama w szczególnie podniosłym tonie, umieszczana w książce na skrzydełku lub czwartej stronie okładki, w edytorstwie polskim zwanej wdzięcznie „dupką”.

Eseje Anne Fadiman z komentarzami Jana Gondowicza to wspaniała kombinacja. „Ex libris. Wyznania czytelnika” to lektura obowiązkowa dla wszystkich moli książkowych*.



*„Nazywając ludzi molami książkowymi, przyrównujemy ich do larw owadów, głównie przedstawicieli rzędów Thysanura i Psocoptera, na których całą dietę składa się papier i klej. „Książki to pokarm – napisał angielski krytyk Holbrook Jackson – biblioteki to mnóstwo mięsnych dań, stosownych do wszelakich podniebień (…). Jadamy je z miłości bądź potrzeby, jak i inne pokarmy, lecz nade wszystko z miłości.” (strony 105-106, esej „Literacki żarłok”)



Autor: Anne Fadiman
Tytuł oryginalny: Ex Libris: Confessions of a Common Reader
Wydawnictwo: Świat literacki
Tłumacze: Hanna Pustuła, Paweł Piasecki
Opracowanie i noty: Jan Gondowicz
Rok wydania: 2004
Liczba stron: 175
 

 

czwartek, 2 kwietnia 2015

Światowy Dzień Książki dla Dzieci


Źródło


Bardzo mnie cieszy, że istnieje Dzień Książki dla Dzieci! pisanie dla dzieci wymaga niesamowitej wyobraźni, bogatej, pokazującej różnorodność i piękno świata, a jednocześnie gotowej do przekazania prostych prawd wprowadzających dziecko w życie. 

Światowy Dzień Książki dla Dzieci został ustanowiony w celu promowania pięknej literatury i grafiki dla młodego czytelnika. Obchodzony jest 2 IV, w dniu urodzin Andersena. Co roku inny kraj jest gospodarzem tego dnia, projektując i rozsyłając plakat z mottem.

W tym roku gospodarzem dnia jest Irlandia, plakat projektowała Niamh Sharkey, a autorką „Listu do dzieci całego świata” jest Siobhan Parkinson. Tekst listu, w tłumaczeniu Katarzyny Ryrych, brzmi następująco:


List do dzieci świata

Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci

Czytelnicy zawsze pytają pisarzy jak to się dzieje, że piszą swoje historie…skąd przychodzą pomysły? Z mojej wyobraźni, odpowiada autor. Aha, odpowiadają czytelnicy. Ale gdzie jest ta wyobraźnia? Co to jest takiego? I czy każdy to ma?

No tak.. odpowiada pisarz, to jest w mojej głowie, i to składa się z obrazów i słów i wspomnień i śladów innych historii i słów i fragmentów rzeczy i melodii i myśli i twarzy i potworów i kształtów i słów i fal i tajemnic i pejzaży i słów i i zapachów i uczuć i kolorów i rymów i kliknięć i szelestów i smaków i wybuchów energii i zagadek i podmuchów wiatru i słów… I to wszystko razem miesza się i śpiewa, i kręci jak w kalejdoskopie i płynie i siedzi i myśli i drapie się po głowie.

Oczywiście, każdy ma wyobraźnię, inaczej nie moglibyśmy śnić. Ale każda wyobraźnia składa się z czegoś innego. Wyobraźnia kucharza ma najwięcej smaku, malarza najwięcej kolorów i kształtów. A pisarza jest pełna słów.

Wyobraźnia czytelnika i słuchacza opiera się również na słowach. Wyobraźnia pisarza wiąże słowa, nadaje kształt pojęciom, składa dźwięki i kształty i charaktery i wydarzenia w historię a historia składa się z niczego innego jak ze słów, batalionu słów maszerujących przez stronice. Następnie przychodzi czytelnik i strony ożywia. Słowa pozostają na stronie, ale w głowie czytelnika nabierają kształtów I historia zaczyna się dziać właśnie tam, tak jak uprzednio w głowie pisarza.

Dlatego czytelnik jest równie ważny jak pisarz. Każda jedna historia ma jednego pisarza, ale istnieją miliony czytelników, tych którzy mówią w jego języku lub używają języków obcych, na które książka została przetłumaczona. Bez pisarza książka nigdy by się nie narodziła, ale bez czytelników nie ożyłaby.

Każdy czytelnik ma coś wspólnego z drugim odbiorcą tej samej opowieści. Osobno i wspólnie odtwarzają historię w swojej wyobraźni, ten akt jest zarówno prywatny jak i publiczny, indywidualny i wspólny, osobisty i międzynarodowy. To jest coś, co człowiek robi najlepiej…

Czytajcie !

(Źródło)




Czytam synkowi co wieczór i fajne jest to, że oboje znajdujemy w tym przyjemność. Odkryliśmy już jakiś czas temu książeczki o Panu Kuleczce autorstwa Wojciecha Widłaka i jest to lektura, która bardzo przemawia do wyobraźni mojego pięcioletniego dziecka. 

Przygody pana Kuleczki, psa Pypcia, kaczki Katastrofy i muchy Bzyk-Bzyk opisane są w krótkich opowiadaniach i dotyczą spraw codziennych. Każde wyjście na spacer, robienie zakupów, jazda windą, gotowanie zupy, gra w skojarzenia i wiele innych zwyczajnych czynności może być niezapomnianym przeżyciem i uczyć czegoś ważnego. Uczą się nie tylko bohaterowie, ale przede wszystkim czytelnicy, i to nie tylko ci najmłodsi. :) Co ciekawe, choć bohaterowie żyją tu i teraz, w zwyczajnym bloku, ich życie jest pozbawione pewnego urządzenia, które znajduje się w niemal kazdym domu. Tak, nasi bohaterowie nie oglądają telewizji. Dzięki temu mają możliwość rozmowy o wszystkim. Zapomniałam bowiem wspomnieć, że zwierzęta mieszkające z panem Kuleczką mówią, i to całkiem dużo. Najmniej komunikatywna jest Bzyk-Bzyk, ale ekstrawertyczna kaczka Katastrofa i spokojny pies Pypeć nadrabiają jej dosyć jednostajny przekaz. :) 

A bohaterowie cyklu książek rozmawiają dużo i o wszystkim co ich interesuje, i o sprawach ważnych, jak i o tych zupełnie trywialnych. I to jest najważniejsza nauka, która płynie z tych tekstów: trzeba ze sobą rozmawiać, a swojego rozmówcę traktować poważnie. Rozmawiając z drugą osobą trzeba jej właśnie poświęcać uwagę, a nie spędzać czas przed ekranem telewizora i komputera, o czym niektórzy pasjonaci elektronicznych gadżetów i portali społecznościowych wydają się zapominać. 

Poznaliśmy do tej pory pięć z sześciu książeczek z serii i ciągle nie mamy dosyć. Piękna i mądra książka do wspólnego czytania. Polecam małym i dużym czytelnikom!


sobota, 14 marca 2015

Misz-masz weekendowy




Piątek, trzynastego minął, ale nadal jestem dość zajęta, co chyba widać po zmniejszonej aktywności na blogu. Tak już jednak jest, że życiowe zobowiązania mają pierwszeństwo i hobby musi czasem zejść na drugi plan. Mam jednak nadzieję, że wkrótce się trochę "ogarnę" i napiszę w końcu kilka zaległych opinii. Książki bowiem czytam, ale z opisaniem bywa różnie, jak to w życiu. :)
 
Zachodzą czasem zdarzenia, których się nie da przewidzieć. Takim przypadkiem jest moja droga do pracy. Jeździłam sobie wygodnie autobusem, czytałam książki i byłam zadowolona. A jednak od marca zaszła zmiana i z uwagi na niewiarygodny w swej nieprzewidywalności pożar Mostu Łazienkowskiego oraz otwarcie odcinka centralnego drugiej linii metra (bardziej przewidywalne;)), teraz codziennie dojeżdżam metrem. Trasa autobusowa mi się skróciła, metro pomyka po torach szybko, więc czasu na lekturę mam mniej. Ale gdzieś mignęła mi informacja o ponownym uruchomieniu akcji "Wiersze w metrze". Akcja ma trwać cały marzec, a fragmenty wierszy będą prezentowane w wagonach metra oraz ekranach w pociągach metra i autobusach. Fajna sprawa! Problem tylko w tym, że ja się z tą akcją nie zetknęłam mimo codziennego przejazdu metrem. Oj, chyba akcja nie jest zbyt intensywna, a może ograniczona jedynie do pierwszej linii metra?

Innym książkowym newsem, którym chciałam się z Wami podzielić, jest  informacja o konkursie literackim organizowanym przez sieć sklepów Biedronka. Konkurs ma na celu wyłonienie najlepszego tekstu dla dzieci napisanego przez debiutanta. Nagroda dla zwycięzcy wynosi ni mniej, ni więcej, tylko 100 000 zł.! Co więcej, będzie też drugi etap konkursu, tym razem dla ilustratorów z nagroda w tej samej wysokości. Coś mi się wydaje, że firma walczy o zmianę wizerunku przygotowując konkurs literacki z budżetem dwukrotnie wyższym niż nagroda Nike. :)

A na koniec się pochwalę :) Wiecie, że od paru miesięcy pogrążyłam się w klimatach kresowych. Dzięki Magdalenie Jastrzębskiej dowiedziałam się o benedyktyńskiej pracy Romana Aftanazego, który dzięki swojemu poświęceniu i pasji zdołał przygotować 11-tomowe wydawnictwo dokumentujące dzieje rezydencji na Kresach Wschodnich. Poszczególne tomy można upolować na allegro, gdzie kosztują całkiem niemało. W ostatnich miesiącach regularnie sprawdzałam oferty i udało mi się zakupić kilka tomów tego wspaniałego wydawnictwa. Całej serii raczej nie uda mi się skompletować, ale to, co już mam gwarantuje możliwość pogrążenia się w przeszłości i poznania fascynujących miejsc ważnych dla naszej historii. 
Tak właśnie prezentują się moje nabytki. Z góry przepraszam za jakość zdjęcia, ale nie mam obecnie możliwości zrobienia lepszego.


 
 
Życzę Wam miłego weekendu!
 

środa, 25 lutego 2015

Gabrielle Zevin, Między książkami






Rzadko mi się to zdarza, ale po przeczytaniu kilku entuzjastycznych tekstów o tej książce skusiłam się na jej kupno. Niewątpliwie magnesem była opinia, że jest to lekka beletrystyka, ale z książkami w roli głównej. 

Książka odgrywa w życiu bohaterów niepoślednią rolę, ale trudno, aby było inaczej, skoro głównym bohaterem jest Ajay Fikry, właściciel małej księgarni na wyspie zwanej Alice Island. Co prawda miał on kiedyś ambicje naukowe, ale podążył za głosem serca i otworzył z żoną księgarnię. Jest to jedyny przybytek tego typu w okolicy, lecz Ajay nie może nazwać swego interesu nader dochodowym. Prawdę mówiąc jest średnio, choć udaje mu się wiązać „koniec z końcem”. Ajay jest dość zgryźliwym samotnikiem, spożywającym głównie mrożonki i nieprzepadającym za kontaktem z obcymi. W takim nastroju tkwi od śmierci żony, 1,5 roku przed rozpoczęciem akcji powieści. Gdy pewnego dnia w jego księgarni pojawia się nowa przedstawicielka handlowa jednego z wydawnictw, zastępująca zmarłego kolegę, do którego Ajay zdążył się już przyzwyczaić, nie traktuje zbyt przyjaźnie ani jej, ani książki, którą poleca. Tymczasem wkrótce potem dochodzi do kradzieży cennej książki stanowiącej nadzieję Ajaya na bezpieczną przyszłość, a do księgarni ktoś podrzuca dwuletnią dziewczynkę z prośbą o zaopiekowanie się nią… 

Nie chciałabym pisać więcej o wydarzeniach, które opisuje Autorka, bo mimo że książka liczy sobie zaledwie nieco ponad 250 stron, to sporo się dzieje na przestrzeni kilkunastu lat, choć siłą rzeczy wydarzenia traktowane są dość powierzchownie. Na pewno nie jest to typowa komedia romantyczna. Książkę czyta się szybko, Zevin stara się pokazać poważniejsze problemy niż tylko te związane z uczuciem dwojga bohaterów i nie uchyla się przed komizmem. Bardzo podobał mi się pomysł utworzenia policyjnego klubu dyskusyjnego, który omawiał kolejne kryminały i aż żal, że jego obrady pojawiają się w książce tylko raz. Na szczęście jego szef, poczciwy policjant Lambiase pojawia się na kartach książki częściej wnosząc pogodę ducha, optymizm i pewną flegmatyczność, również jeśli chodzi o ściganie przestępców. ;) Ciekawym elementem są zapiski umieszczone na początku każdego rozdziału opisujące różne opowiadania z komentarzem Ajaya. Są one napisane z konkretnego powodu, ale to się okaże na końcu. Znakomita większość tytułów, które omawia bohater, jest mi nieznana, więc być może utrudniało mi to identyfikację z poglądami bohatera. 

Trudno mi też pisać o kreacjach bohaterów w tej książce. Pozornie jest ich wielu, ale tak naprawdę tylko Ajay zyskał jakąś głębię. Reszta to dość papierowe charaktery, naszkicowane dość grubą kreską. Nawet Amelia, owa przedstawicielka handlowa, która ma do odegrania ważną rolę w życiu Ajaya, niespecjalnie się wyróżnia. Kompletnym nieporozumieniem jest za to, moim zdaniem, epizod z pojawiającą się jak meteor mamą Ajaya, która na starość odkrywa uroki liberalnego stylu życia.  

Omawianych w książce zagadnień mamy sporo, m.in. romans z nieodpowiedzialnym lowelasem i tragiczne efekty tegoż, nieszczęśliwe małżeństwo, zagadkę kryminalną, tajemnicę związaną z autorstwem książki, nieuleczalną chorobę. Specyficzną cechą tej historii jest fakt, że właściwie życie wszystkich bohaterów toczy się wokół książek. Z jednej strony jest to miłe sercu mola książkowego, ale po pewnym czasie zaczęło mnie to nieco drażnić. Wydaje mi się bowiem przesadne, gdy na pierwszej randce dwojga dojrzałych ludzi mówią oni wyłącznie o swoich preferencjach czytelniczych, a bohaterka rozważająca popełnienie samobójstwa stara się sobie przypomnieć, w jakiej to książce czytała o podobnym sposobie, jaki bierze pod uwagę. Trochę tego za dużo.

Chociaż więc lubię „książki o książkach” we wszelkich odmianach i rodzajach, to jednak ta książka wzbudziła we mnie raczej letnie uczucia. Można tę książkę przeczytać, można się wzruszyć, ale to wszystko jest jakieś letnie i powierzchowne. Może oczekiwałam zbyt wiele.



Autor: Gabrielle Zevin
Wydawnictwo: W.A.B.
Tytuł oryginalny: The storied life of A.J. Fikry
Tłumacz: Łukasz Witczak
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 268









piątek, 6 lutego 2015

Ostatnie zdania


Źródło zdjęcia


Dawno, dawno temu, we wcześniejszym poście zaprezentowałam Wam listę najlepszych - według The Guardian  - listę zakończeń książki. W dyskusji, która się rozwinęła padło dużo ciekawych spostrzeżeń na temat tego aspektu powieści, do którego dużej wagi nie przywiązywałam. Postanowiłam więc po długiej przerwie dorzucić kilka propozycji fraz i zdań kończących dzieło literackie. 


„Dziad podniósł się, spędził psy, poprawił torebek i wsparłszy się na kulach rzekł:
— Ostańcie z Bogiem, ludzie kochane.”



Władysław Stanisław Reymont, „Chłopi



„— Przegrałem własne szczęście!… Trzeba je stwarzać dla drugich — szepnął wolno i mocnym, męskim spojrzeniem, jakby ramionami niezłomnych postanowień ogarnął miasto uśpione i te obszary nieobjęte, wyłaniające się z mroków nocy.”

Władysław Stanisław Reymont, „Ziemia obiecana” 

„Opustoszała Rzeczpospolita, opustoszała Ukraina. Wilcy wyli na zgliszczach dawnych miast i kwitnące niegdyś kraje były jakby wielki grobowiec. Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą — i żadne usta długo nie mówiły: „Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli.”

Henryk Sienkiewicz, „Ogniem i mieczem” 



"Jednak od owej chwili wiem, iż żadna wina nie jest zapomniana, dopóki pamięta ją sumienie."

Stefan Zweig, "Niecierpliwość serca"


"Żegnaj, droga i godna przyjaciółko; czuję w tej chwili, iż rozum nasz, tak wątły już, gdy chodzi o to, aby uprzedzić nieszczęścia, tym bardziej nie wystarcza, aby nas po nich pocieszyć."

Choderlos de Laclos, "Niebezpieczne związki"


"W każdym razie, o ile wystarczy mi czasu, żeby dokonać mego dzieła, to przede wszystkim nie zaniedbam wysiłku dla przedstawiania w nim ludzi (nawet gdyby wyglądali monstrualnie) właśnie na obszarze tak znacznym w porównaniu z niepozornym miejscem, jakie zajmują w przestrzeni, na obszarze nieskończenie się rozciągającym - skoro, niby Giganci okrążeni falowaniem lat, wszyscy naraz dotykają epok tak odległych, między którymi tyle się dni zjawiło - w Czasie."

Marcel Proust, "W poszukiwaniu straconego czasu"


„Kochał Wielkiego Brata.”

George Orwell, „Rok 1984”


“Wszystko to razem wzięte, ta cała zagranica, ta cała nasza Europa, to tylko fantazja, nic więcej; i my wszyscy za granicą - to tylko fantazja.. niech pan zapamięta moje słowa, sam się pan przekona! - zakończyła niemal gniewnie, żegnając się z Eugeniuszem Pawłowiczem.”

Fiodor Dostojewski, “Idiota”


"Florentino miał przygotowaną odpowiedź od pięćdziesięciu trzech lat, siedmiu miesięcy i jedenastu dni, łącznie z nocami.
- Przez całe życie - powiedział."

Gabriel Garcia Marquez, "Miłość w czasach zarazy"


"Lepiej nigdy nikomu nic nie opowiadajcie. Bo jak opowiecie - zaczniecie tęsknić."

J.D. Salinger, "Buszujący w zbożu"



“Miała siedemdziesiąt pięć lat i zamierzała dokonać pewnych zmian w swoim życiu.”

J. Franzen, “Korekty” 


"Wśród ludzi i rzeczy, pełen tkliwości i ironii, pod smagnięciem wichrów historii śledzę, a raczej staram się wytropić przejawy łaski Boga."

Jean d'Ormesson, "My z łaski Boga"


“Są takie rzeczy, w obliczu których trzeba stanąć zupełnie samotnie.”

Agatha Christie, “Zbrodnia na festynie”



„Tyle było za nimi. A przed nimi było wszystko.”

Andrzej Sapkowski, „Pani Jeziora”, 5 t. Sagi o Wiedźminie

Taki właśnie misz-masz mi wyszedł. :)
Może podacie również swoje typy na ciekawe zakończenia?


wtorek, 27 stycznia 2015

Jan Tomkowski, Zamieszkać w Bibliotece





„Usłyszałem kiedyś od jednego z czytelników następującą definicję literatury: mnóstwo pytań, bardzo mało odpowiedzi, a poza tym udręka i niepokój. Mojemu rozmówcy książki nie pomogły w rozwiązaniu żadnego problemu życiowego. (…) Ale czy przeznaczeniem człowieka jest duchowy komfort, nieświadome trudności trwanie, spokojny sen? Jeśli istotą naszego życia uczynimy skuteczne i perfekcyjne rozwiązywanie problemów, które mogą zostać rozwiązane, to prawdopodobnie pewne książki, arcydzieła literatury albo traktaty filozoficzne, wydadzą się nam mało użyteczne.” (s. 10)

„Zamieszkać w Bibliotece” to książka wprost idealna dla wszystkich moli książkowych, które lubią czytać nie tylko książki, ale i o książkach. A eseje profesora Tomkowskiego traktują właśnie o książkach i czytaniu w bardzo różnych aspektach. Zaczyna się mocnym akcentem, bo w pierwszym eseju zatytułowanym przekornie „Czy pozbędziemy się książek?” Autor, przywołując kultową antyutopię „451 st. Fahrenheita” Raya Bradbury’ego, zastanawia się, czy książki są w ogóle współczesnemu człowiekowi potrzebne do życia. Inne eseje dotyczą tematów poważniejszych, np. omówienie różnic między arcydziełem a bestsellerem czy potrzebie istnienia lektur obowiązkowych, ale są i lżejsze teksty o magicznych miastach literatury, strojach czy motywach kulinarnych w słynnych książkach. 

Motywem przewodnim esejów jest rola książki we współczesnym świecie wobec kompletnej zmiany stylu życia obecnego człowieka, gdy celem obecnej cywilizacji jest sprawienie, aby życie człowieka było wygodne i bezproblemowe, czego ambitna literatura nie zapewnia. Żyjemy w świecie, w którym telewizja i komputery odgrywają znacznie większą rolę niż słowo pisane, co zmusza do postawienia pytania, czy czytanie ma sens, a jeśli tak, to jak czytać i co czytać? 

Można w pewnych kwestiach się nie zgadzać z autorem lub nie do końca się zgadzać, ale jest to książka, którą czyta się z dużą przyjemnością i można do niej wracać, choćby po to, aby przypomnieć sobie ciekawe tytuły, które jakby mimochodem wymienia Autor w swoich rozważaniach. Jeden tekst jest zresztą poświęcony kanonowi literatury z autorską propozycją profesora Tomkowskiego*. Mnie nieco nie podobała się wizja wspólnego kanonu literackiego dla Europy przewidywana przez profesora w eseju „Z literaturą w Europie” i mam nadzieję, że w tym względzie profesor się myli, gdyż zapomnienie o twórczości Mickiewicza czy Prusa byłoby niewyobrażalną stratą dla polskiej kultury i tożsamości narodowej. 

Tak naprawdę, tę książkę warto przeczytać i warto ją mieć na półce. Profesor Tomkowski jest utalentowanym gawędziarzem nie stroniącym od intelektualnej prowokacji i analizy. Oprowadza nas po swojej Bibliotece, bo tak nazywa świat pełen książek, w którym funkcjonuje na co dzień, ze swadą i znawstwem. Na rozbudzenie apetytu na lekturę przedstawiam dwa cytaty, z którymi trudno się nie zgodzić: 

„Lektura każdej książki ma w sobie coś z podróży w nieznane. Otwierając tom, którego treść pozostaje dla nas jeszcze zagadką, stawiamy pierwszy krok w kierunku nowego świata. Uwalniamy się od otaczającej rzeczywistości, wyruszamy na poznanie tajemnicy.” (s. 112)

„Istnieją oczywiście rozmaite definicje pojęcia arcydzieła, w tej chwili zatrzymam się tylko przy jednym jego aspekcie. Arcydzieło to, moim zdaniem, taki twór ludzkiego geniuszu, który w żaden sposób nie może zostać zastąpiony, zredukowany, zrekompensowany. Arcydzieła nie da się obejść, wstępując na którakolwiek z bocznych ścieżek. Jedyną rozsądną drogą jest bezpośrednie spotkanie, cierpliwe poznawanie, a potem bunt albo pokorne obcowanie. Myśl, że Andrzej Wajda mógłby zastąpić nam Wyspiańskiego, Reymonta i samego Mickiewicza nawet, jest równie absurdalna jak wiara, że dzieło filmowe jesteśmy w stanie poznać i ocenić na podstawie scenariusza czy choćby i najdokładniejszego scenopisu.” (s. 153)

* Kanon literatury XX wieku według profesora Tomkowskiego:

1. Marcel Proust, W poszukiwaniu straconego czasu
2. James Joyce, Ulisses
3. Thomas Sterne Eliot, Ziemia jałowa
4. Rainer Maria Rilke, Elegie duinejskie
5. Tomasz Mann, Czarodziejska góra
6. William Faulkner, Absalomie, Absalomie!
7. Iwan Bunin, Nathalie i inne opowiadania
8. Herman Hesse, Gra szklanych paciorków
9. Jorge Luis Borges, Proza
10. Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata
11. Bruno Schulz, Proza
12. Simone Weil, Myśli o człowieku
13. Albert Camus, Eseje
14. Malcolm Lowry, Pod wulkanem
15. Witold Gombrowicz, Dziennik
16. Gunter Grass, Blaszany bębenek
17. Zbigniew Herbert, Poezje zebrane
18. Heimito von Doderer, Schody Strudlhofu
19. Milan Kundera, Nieznośna lekkość bytu
20. Gabriel Garcia Marquez, Miłość w czasach zarazy


Autor: Jan Tomkowski
Wydawnictwo: Dom na wsi
Rok wydania: 2004
Liczba stron: 200



Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Besala Jerzy Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Borkowska Urszula Bowen Rhys Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Covey Sean Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnecka Renata Czarnyszewicz Florian Czwojdrak Bożena Dallas Sandra Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domagalski Dariusz Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drewniak Wojciech Drinkwater Carol Drucka Nadzieja Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Dyer Wayne Edwardson Ake Evans Richard Fabiani Bożena Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Filipowicz Wika Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fowler Karen Joy Frankl Viktor Franzen Jonathan Frayn Michael Fredro Aleksander Fryczkowska Anna Fønhus Mikkjel Gaskell Elizabeth Genow Magdalena Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Helsztyński Stanisław Hen Józef Herbert Zbigniew Hill Napoleon Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jahren Hope Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jurgała-Jureczka Joanna Jörgensdotter Anna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karlsson Elise Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kowecka Elżbieta Kościński Piotr Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kręt Helena Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Laurain Antoine Lehtonen Joel Loreau Dominique cytaty Lupton Rosamund Lurie Alison Maciejewska Beata Maciorowski Mirosław Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Małecki Jan McKeown Greg Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Mitchell David Mizielińscy Miłoszewski Zygmunt Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Myśliwski Wiesław Nair Preethi Naszkowski Zbigniew Nesbø Jo Nesser Hakan Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Orlińska Zuzanna Ossendowski Antoni Ferdynand Pająk-Puda Dorota Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pawlikowski Michał Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Przedpełska-Trzeciakowska Anna Puchalska Joanna Puzyńska Katarzyna Płatowa Wiktoria Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Sobolewska Justyna Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szalay David Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Weissensteiner Friedrich White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna de Blasi Marlena Ładyński Antonin Łapicka Zuzanna Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Żylińska Jadwiga
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...