Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnienia i relacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnienia i relacje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Zuzanna Łapicka, Dodaj do znajomych





Zuzanna Łapicka była córką wybitnego aktora, żoną gwiazdora filmu i przez całe życie obracała się wśród ludzi kultury PRL-u i III RP, stykała się również z gwiazdami światowego formatu. Nic więc dziwnego, że zdecydowała się na napisanie książki, w której przedstawiła wiele anegdot i wspomnień związanych ze sławami, które miała okazję spotkać w swoim życiu. Podobno do pisania namawiał ją sam Janusz Głowacki uważając, że ma ona talent do przelewania myśli na papier. 

Od przeglądu nazwisk pojawiających się na kartach książki można dostać zawrotu głowy. Przyznam jednak, że mam mieszane uczucia po lekturze. Nie można odmówić Autorce lekkości pióra i wdzięku w opisywaniu anegdot. Książkę czyta się lekko, łatwo i przyjemnie i... szybko się zapomina. 

Ponadto, cały ten światek opisywany przez Łapicką jest dość zamknięty. Ma się wrażenie, że wszyscy znają się że wszystkimi. Przykładowo, drugi mąż pani X został trzecim mężem pani Y, której drugim mężem był pierwszy mąż pani X - mniej więcej w ten deseń.

A opisując swoje jedyne przypadkowe spotkanie z Grace Kelly, księżną Monaco, w kuchni Neli Rubinstein, w kilku zdaniach zawarła sugestię, że spódnica ją pogrubiała, a zmarszczki były widoczne. Na koniec zaś tak podsumowała okoliczności jej śmierci: "(...) oficjalny komunikat informował o wylewie księżnej za kierownicą. Cóż - zawrót głowy, jak na aktorkę Hitchcocka przystało." - i to mnie trochę zmroziło. 

W pamięci utkwiła mi jedna sympatyczna historyjka, kiedy Agnieszka Osiecka wysłała pocztówkę do Autorki przebywającej na wczasach w Juracie adresując ją następująco:

"Pani
Zuzanna Olbrychska
Jurata
(czarny golf, córka Weronika, bywa w kiosku z gazetami)"

I doszło. 
I takie anegdotki chcę pamiętać z tej książki.



Książkę przeczytałam w formie e-booka


Autor: Zuzanna Łapicka
Wydawnictwo: Agora
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 456


wtorek, 5 listopada 2019

Hope Jahren, Lab Girl






Jest to jedna z najbardziej niezwykłych autobiografii, jaką miałam okazję przeczytać i chociaż coraz trudniej zebrać mi się do napisania na blogu notki o przeczytanych lekturach, to jednak ta książka zasługuje na polecenie. 

Hope Jahren opisuje swoje życie - życie kobiety naukowca, amerykańskiej kobiety naukowca ściślej rzecz ujmując,  biologa, którego badania dotyczą tzw. nauk podstawowych, a więc przemysł się nimi nie zainteresuje ani nie wykorzysta do zarobienia pieniędzy. Jej dorobek naukowy jest imponujący: trzykrotna stypendystka Fulbrighta, jedna z czterech naukowców (jedyna kobieta) odznaczona medalem EBSA (European Biophysical Societies’ Association) w dziedzinie nauk o Ziemi.

Teraz zapewne zadajecie sobie pytanie, dlaczego miał(a)bym przeczytać właśnie tę książkę spośród tysięcy innych? I tu czuję pewną tremę, bo nie wiem, czy w obecnej formie "recenzenckiej" uda mi się skłonić kogokolwiek do wpisania tego tytułu na swoją listę. Ale spróbuję. Do odważnych świat należy. :)

W swojej autobiografii Jahren zastosowała niezwykłą konstrukcję narracyjną. Całość książki dzieli się bowiem na rozdziały dotyczące jej życia, które są przedzielone rozdziałami opisującymi życie roślin i są one w pewien sposób powiązane z konkretnymi etapami życia Autorki. Książka składa się z trzech zasadniczych części: Korzenie i liście, Drewno i sęki oraz Kwiaty i owoce. Każda część odnosi się do cyklu życia bohaterki, jak i rośliny. Autorka opisuje swoje życie, w stosunku do którego swoistą paralelę stanowią opowieści o życiu rośliny. 

Hope urodziła się w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znali. Wychowywała się w rodzinie pochodzenia skandynawskiego, w której nie okazywano sobie uczuć zbyt wylewnie. Od dzieciństwa najbezpieczniej czuła się w laboratorium ojca, wykładowcy miejscowego uniwersytetu. Miłość do nauki okazała się motywem przewodnim jej życia. 

Poznajemy ją w czasie studiów, w początkach kariery naukowej, kiedy praktycznie mieszkała w laboratorium. Wielkim wyzwaniem dla każdego amerykańskiego naukowca jest walka o ograniczoną pulę dostępnych grantów i o wyposażenie własnego laboratorium. Tak naprawdę proces tworzenia własnego miejsca pracy przez naukowca, ściśle podlegające prawom "rynku", jest jednym z najbardziej frapujących elementów tej książki. Na przykładzie bohaterki widać, że rywalizacja o granty, ten swoisty "wyścig szczurów", jest podstawową zasadą w amerykańskiej nauce. Nie zdobywasz grantu przez rok, nie masz środków na zatrudnienie ludzi. Na szefie laboratorium spoczywa odpowiedzialność za ludzi, którzy z nim współpracują. Gdy porówna się tę sytuację do komfortowego ciepełka w polskich instytucjach naukowych (choć w ostatnich latach sporo się zmieniło, to jednak jest to komfort w porównaniu do rynkowych reguł działania w USA) zaczynam rozumieć, dlaczego pozycja polskiej nauki w światowych rankingach jest tak niska...

Choć życie Hope Jahren było podporządkowane pracy naukowej i w pewnym momencie swojego życia zmagała się z poważnymi problemami natury psychicznej, to jednak zdołała osiągnąć równowagę życiową i spełnienie. Ujmujący jest również wątek przyjaźni Hope z Billem, który był i jest przy niej zawsze, od początku jej kariery naukowej. 

Język tej opowieści jest przystępny i zrozumiały. Czytałam ją z wielkim zainteresowaniem, otworzyła mi również oczy na wiele kwestii, nie tylko tych związanych z botaniką. Dzięki "Lab Girl" mamy okazję zapoznać się z inspirującym życiorysem kobiety, dla której pasja stała się sposobem na życie. Szczerze polecam Wam tę lekturę, tak odmienną od większości propozycji biograficznych naszego rynku wydawniczego. 

Książkę przeczytałam w formie ebooka


Autor: Hope Jahren

Tytuł oryginalny: Lab Girl
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Tłumacz: Edyta Świerczyńska
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 432


sobota, 4 maja 2019

Karol Wędziagolski, Pamiętniki. Wojna i rewolucja, kontrrewolucja, bolszewicki przewrót, warszawski epilog





O istnieniu tej książki dowiedziałam się od Izy, autorki bloga Filety z Izydora. Parę lat trwało, zanim mogłam przeczytać to wydawnictwo, ale gdy zaczęłam, to już nie mogłam przestać. 

Kim był Karol Wędziagolski (1885-1974) i dlaczego jego wspomnienia są tak frapujące, że mimo pokaźnej objętości, czyta się je błyskawicznie? No, cóż, to długa historia, ale najważniejszy chyba jest fakt, że wspomnienia Wędziagolskiego dotyczą czasu niezwykłego zamętu, jaki nastał w Rosji od momentu rozpoczęcia I wojny światowej. Zgodnie z tytułem wydawnictwo to obejmuje okres wojny, upadku caratu, rewolucji, kontrrewolucji i zamachu bolszewików. 

Powstało wiele relacji na temat tych wydarzeń, ale perspektywa Wędziagolskiego jest szczególnie interesująca, gdyż miał on możliwość obserwować postępujące rozprzężenie w żołnierskich masach na froncie, a później - z racji pełnienia funkcji rewolucyjnego komisarza - miał okazję stykać się z czołowymi politykami tego okresu. Najbliżej mu było do Borysa Sawinkowa, rosyjskiego rewolucjonisty i zamachowca, z którym zawiązał sojusz, ale w swej książce przedstawia stanowiska i działania (bądź ich brak) Rządu Tymczasowego i "białych" dowódców, co w konsekwencji doprowadziło do zwycięstwa bolszewików. A w opinii Autora wcale nie było ono przesądzone. Partia bolszewicka była wąską, ale zdeterminowaną grupą, która wykorzystała brak zdecydowania przeciwników, szerzącą się anarchię i podatność mas na hasła obiecujące pokój. Wędziagolski był świadkiem wielu spotkań na wysokim szczeblu i z perspektywy czasu był w stanie je omówić i zanalizować ówczesną sytuację w sposób klarowny i przystępny również dla dzisiejszego czytelnika, dla którego ówczesny układ sił pozostaje wielką niewiadomą. 

Swoje wspomnienia Autor spisał u schyłku życia na emigracji w Brazylii, gdzie się udał wraz z rodziną po wybuchu II wojny światowej. Przedstawiona we wspomnieniach analiza może sugerować, że był mądrzejszy niż rosyjscy przywódcy rewolucji lutowej, a później "białych" (m. in. Kiereński, Korniłow czy Krasnow). Ale takie jest prawo autora wspomnień. Mając świadomość, że ta relacja może być nieco podkoloryzowana odnośnie zdolności oceny sytuacji przez Wędziagolskiego, to i tak czytelnik dostaje pasjonującą opowieść o rewolucji rosyjskiej, jej głównych aktorach i roli przypadku w historii. Czasem można się pogubić, kto i co sobą reprezentował, ale to tylko uwiarygadnia autora, bo można sobie wyobrazić, co przeżywali przeciętni ludzie rzuceni w wir historii, która kręciła się w coraz bardziej zastraszającym tempie wciągając ich w swoje zwykle bezlitosne tryby...

Losy rzuciły naszego autora do Kijowa, gdzie nawiązał kontakt z Polską Organizacją Wojskową, a zwłaszcza z bliskimi współpracownikami Józefa Piłsudskiego, co ułatwiło mu powrót do polski i odnalezienie się w nowej, kształtującej się rzeczywistości II RP. 

Polityka Wędziagolskiego proponująca porozumienie Polski z rosyjskimi demokratami i wspólną walkę z ZSRR nie odniosła sukcesu, a wskutek podjętych przez rząd polski decyzji (wydalenie Sawinkowa z Polski, podpisanie traktatu ryskiego) Wędziagolski zrzekł się wszelkich funkcji urzędowych i osiadł w swojej posiadłości na Wileńszczyźnie. Los Sawinkowa, który uległ sowieckiej prowokacji i został osądzony w pokazowym procesie w 1924 r., nie jest dokładnie opisany, ale zachęcam do poszukania informacji w internecie. To naprawdę ciekawa i dramatyczna historia. 

Wspomnienia podzielone są na krótkie rozdziały ułatwiające lekturę i napisane są świetną polszczyzną, co może dziwić, gdyż Autor nie ukrywa swoich problemów z posługiwaniem się językiem polskim po powrocie do Ojczyzny. Jak jednak dowiadujemy się z Epilogu, ten piękny język jest zasługą Barbary Toporskiej, która tekst wspomnień zredagowała poświęcając temu zajęciu wiele czasu i życzliwej uwagi. 

Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcić Was do lektury. To naprawdę świetna rzecz pokazująca niby znany kawałek historii, a jednak czyta się tę pozycję z niesłabnącym zainteresowaniem. 


Autor: Karol Wędziagolski
Wydawnictwo: Iskry
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 476


Książkę przeczytałam w formie ebooka


piątek, 12 stycznia 2018

Andrzej Rostworowski, Ziemia, której już nie zobaczysz. Wspomnienia kresowe




Projekt „Kresy zaklęte w książkach”, który rozpoczął się w 2014 r. wciągnął mnie do tego stopnia, że nie wyobrażam sobie roku bez przeczytania przynajmniej kilku lektur „kresowych”, mimo moich obecnych ograniczeń czasowych.

Andrzej Rostworowski (1899-1980) to przedstawiciel szlacheckiej rodziny herbu Nałęcz. Jego ojcem był Tadeusz Maria Rostworowski, znany wileński architekt. Dzieciństwo i wakacje spędzał na Polesiu, w Narowli i Rudakowie, które należały do jego krewnych.

Przed I wojną światową Autor uczęszczał do gimnazjum w Chyrowie, a w czasie wojny chodził do gimnazjów w Warszawie i Moskwie. W 1917 r. wstąpił do I Korpusu Polskiego gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego, następnie brał udział w walkach z bolszewikami. Po wojnie osiadł w majątku Kobejki w województwie nowogrodzkim, gdzie gospodarował do 1939 r. Potem uczestniczył w obronie Warszawy, dostał się do niewoli, a w 1945 r. wrócił do kraju i zamieszkał w Krakowie. W 1961 r. zaczął spisywać swoje wspomnienia nie mając nadziei, że kiedykolwiek będą opublikowane. Na szczęście, wspomnienia Rostworowskiego przetrwały. Dzięki jego niewątpliwemu talentowi literackiemu możemy się przenieść w czasie na Polesie, do Wilna, Chyrowa i wszystkich tych miejsc, gdzie przebywał jako chłopiec, młodzieniec i dorosły mężczyzna.

Szczególnie interesujące są, w moim przekonaniu, wspomnienia z okresu nauki w Zakładzie oo. Jezuitów w Chyrowie, który cieszył się zasłużoną renomą placówki edukacyjnej kształtującej polską inteligencję. Autor dzieli się z nami informacjami o przebiegu edukacji w zakładzie, o dniu codziennym uczniów, wspomina charakterystycznych, niezapomnianych nauczycieli, co pozwala nam wyobrazić sobie potencjał i różnorodność tego niezwykłego miejsca.

Im więcej wspomnień kresowych czytam, tym częściej spotykam się z miejscami, ludźmi i rodzinami opisanymi przez innych kronikarzy. W Chyrowie przecież pobierali nauki – już w II RP – bracia Pruszyńscy, o czym pisała ich matka w swoich wspomnieniach. Z kolei rodzinę Horwattów, majątek w Narowli spotkałam na kartach wspomnień Antoniego Kieniewicza wielbiącego Polesie.

Co prawda, Rostworowscy swoje bogactwo zawdzięczali w dużej mierze pracy twórczej i interesom ojca Andrzeja, ale niewątpliwie należeli do tego ziemiańskiego świata, który opisał Autor. I chwała mu za to, bo to kolejna cegiełka pokazująca tamten zaginiony świat, jego tradycje i codzienność, często niełatwą i hartującą charaktery!

Warto pochwalić wydawnictwo za piękną oprawę graficzną (twarda okładka, fotografie, bardzo dobrej jakości papier i druk) oraz świetne opracowanie redakcyjne (rozbudowane, ciekawe przypisy). Dla wszystkich miłośników „małej historii” i Kresów Wschodnich powinna to być lektura obowiązkowa!
 
 
Autor: Andrzej Rostworowski
Wydawnictwo: Czytelnik
Liczba stron: 512
Rok wydania: 2015
 
 

wtorek, 26 grudnia 2017

Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1956-63





„Listy są zawsze do kogoś; dziennik to listy do samego siebie. Ogromna różnica w formie. Do kogoś można mieć bardzo dużo entuzjazmu – którego się nie ma do siebie.” (s. 185)

„Dzienniki” Jarosława Iwaszkiewicza były sensacją wydawniczą kilka lat temu. Ich sensacyjność wynikała po pierwsze z treści, gdyż pisarz wykazał się w swych zapiskach dużą szczerością odnośnie własnych odczuć nt. postępowania władz PRL, kolegów po fachu czy też swojej działalności w tym systemie. Po drugie zaś, sensacyjność wynika z postawy rodziny pisarza, która zgodziła się na publikację zapisków bez żadnych skrótów, co z uwagi na homoseksualne fascynacje Iwaszkiewicza czy pesymistyczne opinie nt. życia rodzinnego mogło być bolesne. Jest to niezwykła dokumentacja umożliwiająca poznanie życia pisarza w rozmaitych aspektach: rodzinnym, uczuciowym, towarzyskim, politycznym.

Chociaż każdy dziennik to jest jakaś kreacja, to jednak czuje się w zapiskach Iwaszkiewicza dużą dozę szczerości. O pewnych sprawach nie pisze celowo, ale jak już pisze, to raczej nie „ściemnia”.

Pierwszy tom dzienników przeczytałam kilka lat temu i mimo pozytywnej opinii jakoś nie mogłam się zabrać za kolejną część. Dopiero teraz, w wolniejszej chwili, po nią sięgnęłam i było to ciekawe doświadczenie. Drugi tom mniej więcej w ¾ dotyczy kwestii dotyczących związku z Jerzym Błeszyńskim, obiektem miłosnych westchnień pisarza. Momentami jest to aż krępujące dla czytelnika. 
 
Siła tego uczucia, rzucanie się pisarza „od ściany do ściany” w ocenie charakteru ukochanego i deprecjonowanie jego bliskich (żona, syn, kochanka) tworzy niezły galimatias uczuć zawiedzionych i wystawionych na próbę. Wszystko to w powiązaniu z chorobą, która wyniszczała Jurka i jego śmierć najbardziej zajmowało w opisanych latach Iwaszkiewicza, a historia tej miłości znalazła literackie odzwierciedlenie w „Kochankach z Marony”. Oczywiście pisze on również – jak zwykle pesymistycznie – o swojej twórczości, kontaktach literackich, ale w pamięci czytelnika zostaje głównie sprawa zauroczenia Błeszyńskim, ostatniej miłości pisarza.

W swoich „Dziennikach” Iwaszkiewicz często odnosi się do „Dzienników” Andre Gide’a, niejako porównując go z sobą (Gide był homoseksualistą, a jego małżeństwo pozostało nieskonsumowane). I przyznać należy, że chyba „Dzienniki” polskiego pisarza wygrywają ze wspomnieniami Francuza szczerością i brakiem sztuczności, takiego wyrafinowania „na siłę”.

Podkreślenia wymaga ogromna, tytaniczna wręcz praca redaktorów wydawnictwa – Agnieszka i Robert Papiescy, Radosław Romaniuk - którzy opracowali niesamowicie dokładne i interesujące przypisy naświetlające tło wydarzeń opisywanych w dziennikach oraz sylwetki osób wspomnianych przez pisarza.

Lektura „Dzienników” wymaga czasu i skupienia, nie jest prosta i łatwa, ale warto, naprawdę warto przeczytać tę pozycję.



Autor: Jarosław Iwaszkiewicz
Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 660


sobota, 30 września 2017

Nadzieja Drucka, Trzy czwarte... Wspomnienia



„Życie jest wielką grą, która wymaga podsumowania.”
„(…) piszący dzieli się z czytelnikami tym, co – chociaż dotyczy jego przeżyć intymnych – stanowi tylko trzy czwarte jego „ja”. Sam przed sobą nie chce się nieraz przyznać do spraw, które mimo niedomówień mogą zainteresować czytelnika.”

Postać Nadziei Druckiej była mi kompletnie nieznana, ale - gdy zapoznałam się z jej notką biograficzną na okładce książki - nie wahałam się długo z zakupem jej wspomnień. Autorce przypadł w udziale burzliwy życiorys w pełnych napięcia i przełomów czasach. Urodziła się bowiem w 1898 r. w rodzinie książąt Druckich wywodzących się od Rurykowiczów, była córką Sergiusza, carskiego generała i – co ciekawe – miejscem jej urodzenia była Warszawa. Gdy Nadzieja miała cztery lata, rodzina wróciła do Petersburga, gdzie jej ojciec był wykładowcą na jednej z uczelni znanym zresztą z dość postępowych poglądów. Ukończyła szkołę dla dziewcząt w Petersburgu, ale nie zdołała rozpocząć zaplanowanych studiów medycznych, gdyż wybuchła I wojna światowa.

Nadzieja zgłosiła się na front wojenny w roli sanitariuszki i podczas swojej służby spotkała mężczyznę swojego życia – Maurycego O’Brien de Lacy, przedstawiciela spolonizowanej rodziny irlandzkiego arystokraty. Z rodziną tą, a raczej z jej przedstawicielką (chyba ostatnią noszącą to nazwisko), miałam okazję zetknąć się podczas lektury „Podróży na Wschód” Joanny Sypuły-Gliwy. Tam przewodniczka Autorki i polskich Kresach była m.in. Margaret O’Brien de Lacy, bratanica Maurycego i autorka książki „Dzikie Gęsi z Zielonej Wyspy”.

Maurycy zerwał swoje zaręczyny, aby w 1917 r. wziąć ślub z Nadzieją w dwóch obrządkach religijnych (Nadzieja do końca życia pozostała przy prawosławiu jakby zaznaczając swoją odrębność i przywiązanie do utraconej ojczyzny). Zaczęli oni wspólne życie na Grodzieńszczyźnie w odrodzonej Rzeczypospolitej, dokąd się udali uciekając ze zrewoltowanej Rosji. Nadzieja pozostawiła tam ojca, którego już nie zobaczyła, a przez całe życie łożyła na utrzymanie swojego opóźnionego umysłowo brata. Z Maurycym rzucili się w wir działalności społeczno-kulturalnej. On był aktywnym członkiem Związku Ziemian Polskich, w latach 1930-33 sprawował nawet funkcję prezydenta Grodna. Ona zaś szybko opanowała język polski, urodziła dwoje dzieci i …. rozpoczęła działalność literacką. Wydała kilka książek, została przyjęta w poczet Związku Literatów Polskich, a w Augustówce – swojej grodzieńskiej przystani – organizowała wiele spotkań towarzysko-kulturalnych chętnie odwiedzanych przez przedstawicieli środowisk literackich i plastycznych.

Nadzieja nie ujawnia w swojej relacji zbyt wielu szczegółów dotyczących jej życia, aczkolwiek – jak jasno wynika z kart wspomnień – od pewnego momentu tworzyli z mężem „związek otwarty”, choć ich miłość i wzajemne przywiązanie pozostały niezmienne, a małżeństwo przetrwało wszelkie burze dziejowe aż do jego śmierci w 1978 r.

Wspomnienia napisane są przystępnym językiem, pokazują losy Autorki i jej rodziny na przełomie epok. Nadzieja urodziła się w Rosji, przeniosła się do niepodległej Polski, na bliskie Kresy, a potem musiała odbudowywać swoje życie w PRL. I chyba, mimo wielu problemów, dobrze się zaadaptowała, o czym świadczy końcowy fragment zapisków stanowiący coś w rodzaju peanu na cześć Edwarda Gierka, I Sekretarza PZPR.
Bogactwo wydarzeń i doświadczeń, zmiany losu, kilkakrotne zaczynanie życia od zera wymagające niezwykłego hartu ducha i umiejętności przystosowania się, to jest to, co zapamiętam z tej lektury.


Autor: Nadzieja Drucka
Wydawnictwo: LTW
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 224





piątek, 1 września 2017

Antoni Kieniewicz, Nad Prypecią, dawno temu... wspomnienia zamierzchłej przeszłości




Na cytaty z tej książki natknęłam się czytając „Zakątek pamięci” Ireny Domańskiej-Kubiak. Te fragmenty były na tyle interesujące, zawierające wiele szczegółów o życiu codziennym polskiego ziemiaństwa, że książka Antoniego Kieniewicza trafiła na moją prywatną listę życzeń. Po udanym zakupie trafiła na moja półkę i siadłam do lektury.

Autor wywodził się z majętnej rodziny ziemiańskiej osiadłej na bagnistym Polesiu. Źródłem ich majątku była przede wszystkim mądrze prowadzona działalność przemysłowa, wprowadzanie nowinek technologicznych i dobra, nieprzemijająca przez kilkadziesiąt lat, koniunktura na drewno. Gospodarstwo w Dereszewiczach i Bryniewie prowadzone przez ojca Autora, następnie niego samego i brata było wzorowe i przynosiło spore dochody. Ojciec i synowie potrafili wykorzystywać okazje, nowe możliwości, co niewątpliwie przyczyniło się do sukcesu finansowego. Tak więc ich przypadek różni się nieco od wyobrażeń o zacofanym Polesiu skoncentrowanym niemal wyłącznie na ekstensywnym rolnictwie.

Antoni Kieniewicz utracił Dereszewicze już po I wojnie światowej. W II Rzeczpospolitej, mimo zubożenia, udało mu się uzyskać stabilizację i zapewnić byt rodzinie, ale II wojna światowa była definitywnym końcem świata jego i jego ziemiańskiego środowiska. Autor spisywał swoje wspomnienia w czasach PRLu, kiedy wyzuty ze swojej ukochanej krainy szczęśliwości mógł tylko wspominać i ... pisać "do szuflady".

Autor przekazuje nam sporo informacji o stylu życia bogatego ziemiaństwa, stosunkach rodzinnych i rozrywek. Jedną z jego ulubionych form spędzania wolnego czasu było polowanie, któremu poświęca odrębną część poświęconą sposobom polowania na zwierzynę. Przyznam, że te akurat fragmenty jedynie przejrzałam, bo taka koncentracja na tej kwestii jest dla mnie przesadą, jako że generalnie nie pochwalam tego typu rozrywki. Ale trzeba przyznać, że trudno znaleźć wspomnienia z Polesia, które w ogóle nie dotykałyby tematyki polowania. To tylko dowód na to, że poleskie lasy były wręcz wymarzonym miejscem dla myśliwych.

Ale nie tylko o polowaniach pisał Autor. Niezwykle cenne są jego wspomnienia z okresu przed 1905 r., gdy szczegółowo opisuje politykę władz carskich wobec religii katolickiej, kiedy nie można było poświęcić kaplicy nawet na terenie swojej posiadłości, kiedy wierni uczestniczyli we mszy świętej zaledwie kilka razy do roku, kiedy małżeństwo z osobą prawosławną oznaczało zakaz wychowywania dzieci w religii katolickiej. Tym bardziej docenić należy uwieńczone sukcesem działania matki Autora na rzecz poświęcenia kaplicy w Dereszewiczach, co Autor opisuje z sentymentem i wielkim szacunkiem, bo wtedy to było wydarzenie wręcz epokowe dla całej okolicy. Oczywiście taka postawa władz carskich była nie tylko walką z religią, ale przede wszystkim zwalczaniem polskości, która chciano całkowicie wykorzenić na tzw. „ziemiach zabranych” (oderwane od Rzeczpospolitej w I rozbiorze na rzecz Rosji).

Wspomnienia Antoniego Kieniewicza kończą się w momencie odzyskania przez Polskę niepodległości i ostatecznej utracie majątku, który zgodnie z traktatem ryskim pozostał poza granicami II RP. Syn Autora – profesor Stefan Kieniewicz, wybitny historyk – podjął decyzję o wydaniu zapisków ojca do tego właśnie momentu i była to słuszna decyzja. Dzięki temu dostajemy bardzo szczegółowe świadectwo z życia ziemiaństwa na przełomie wieków. Nie ma tu pogłębionych sylwetek psychologicznych, ale jest rzetelne przedstawienie kolorytu epoki i spraw codziennych. W kilku kwestiach rodzinnych Autor nie chciał zbyt wiele ujawniać (np. okoliczności śmierci ukochanej siostry), ale i tak jest to lektura godna polecenia dla wszystkich pragnących poznać historię Kresów, a zwłaszcza Polesia, którego piękno opiewa w swych wspomnieniach Antoni Kieniewicz, cierpiący z powodu wyroków dziejowych i wygnania z umiłowanej „małej ojczyzny”.


Autor: Antoni Kieniewicz
Wydawnictwo: Ossolineum
Rok wydania: 1989
Liczba stron: 557

 

czwartek, 20 lipca 2017

J. Wachowicz-Makowska, Świat zapamiętany




"Świat zapamiętany to historia miejsc, których już nie ma na żadnej współczesnej mapie. Ich nazwy zachowały się jedynie w nielicznych, starych dokumentach oraz w sercach bardzo już nielicznych i bardzo już starych ludzi. Można by więc historię tę zacząć od słów: "Dawno temu, za górami, za lasami..." I potraktować ją, jakby była tylko mitem, legendą lub baśnią. Aby się nimi nie stała, aby pozostała wciąż i na przyszłe lata ważną częścią polskiej świadomości, polskiej obyczajowości i polskiej kultury, spróbowałam ocalić od zapomnienia te fragmenty kresowego życia, które przenieśli z przeszłości w przyszłość ludzie mi najbliżsi, rodzice i krewni mojego męża."

Pozytywna opinia Magdaleny Jastrzębskiej o tej książce była dla mnie impulsem do wpisania jej na swoją listę lektur do przeczytania. Ponad dwa lata mi to zajęło, ale w końcu zasiadłam do lektury zbierającej wspomnienia rodziny ze strony męża, która wywodzi się z Podola.

Na tę książkę oczekiwali wszyscy członkowie rodziny Makowskich, którzy otrzymali w zamian piękny prezent. Każda chyba rodzina chciałaby mieć podobne wspomnienie o swoich przodkach i powinowatych, o których pamięć zanika, a śladów materialnych pozostało niewiele. Autorka starannie przygotowała się do napisania tej książeczki. Poznajemy prapoczątki rodu Makowskich sięgające bitwy pod Płowcami. Wędrując śladami rodziny poznajemy ich losy na Podlasiu i przyznam, że ten fragment przeczytałam z wielkim zaciekawieniem, a to z uwagi na fakt, że moja rodzina wywodzi się z okolic, które zostały opisane przez Autorkę. A nigdy jakoś nie natknęłam się na choćby pobieżny rys historyczny okolic Łomży (do sprawdzenia!).

Potem historia rodzinna nabiera rozmachu, gdy jedna z gałęzi rodu Makowskich przenosi się na malownicze Podole. Uczestniczymy w budowie rodowych siedzib, poznajemy charakterystycznych członków rodziny, ich współmałżonków, kuzynów, powinowatych. Oprócz Makowskich swoje miejsce na kartach tej książki znaleźli również przedstawiciele Wańkowiczów, Łukaszewiczów, Lubicz-Plejewskich.

Autorka opisuje dzieje rodu, jak toczyły się ich losy w XIX i XX wieku, gdy polskie ziemiaństwo na Kresach walczyło o zachowanie tożsamości i niepoddanie się rosyjskiej dominacji wzmacnianej rozmaitymi zakazami administracyjnymi, konfiskatami majątków czy zachęcaniem do przejścia na prawosławie. Rodzina Makowskich zdała egzamin z patriotyzmu, a ich losy odzwierciedlają losy tych ziem i polskiego żywiołu, który albo został zniszczony albo wypędzony, najpierw z dalekich Kresów (tzw. „ziemie zabrane”), a potem również z tych, które weszły w skład II Rzeczpospolitej. 
Autorka czerpie z wielu tekstów wspomnieniowych, na szczęście kilku członków rodziny pozostawiło po sobie teksty lub nagrania. Przyznać jednak muszę, że największe wrażenie zrobiły na mnie urywki z książki Michała Kryspina Pawlikowskiego ("Dzieciństwo i młodość Tadeusza Irteńskiego") i stwierdziłam, że muszę koniecznie ją przeczytać, bo chyba popełniam grzech zaniechania pozwalając tej książce "leżeć odłogiem", podczas gdy zawiera tyle wspaniałych smaczków i ciekawostek.

Jolanta Wachowicz-Makowska napisała książkę, która jest ważna dla rodziny jej męża, ale jest warta przeczytania także dla osoby w żaden sposób niezwiązanej z rodziną Makowskich. Jest to lustro, w którym możemy dojrzeć skrawek naszej narodowej przeszłości, napisana prostym, zrozumiałym językiem, oparta na faktach, zawierająca sporo ciekawych historii i przypadków losowych. Polecam.


Autor: Jolanta Wachowicz-Makowska
Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania: 2002
Liczba stron: 223




wtorek, 11 lipca 2017

Tomas Venclova, Z dzienników podróży




„Ponad czterdzieści lat piszę dzienniki. Zawsze dużo podróżowałem. Jeszcze przed emigracją zobaczyłem Kaukaz i wiele miejsc w Związku Radzieckim, a już na emigracji — co najmniej siedemdziesiąt państw na wszystkich kontynentach, niektóre wielokrotnie. Interesuje mnie przyroda, lecz bardziej historia i kultura. Do druku wybrałem zapiski z podróży do krajów egzotycznych. W książce nie ma nic o Europie, choć w moich dziennikach jest ona zawsze obecna.”

Tomas Venclova to pisarz litewski tworzący od 1977 r. w USA, gdzie wyjechał zagrożony represjami ze strony władz Związku Radzieckiego.

Oprócz twórczości literackiej i dydaktycznej jest też zawołanym podróżnikiem. Zapiski z podróży, które zostały zebrane w wydawnictwie Zeszytów Literackich, są wyrazem jego umiłowania podróży, tym razem pozaeuropejskich na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Siłą rzeczy, wiele spostrzeżeń zawartych w opublikowanych tekstach uległo dezaktualizacji, ale ta niedzisiejszość tez ma wiele uroku. Możemy na przykład odwiedzić Republikę Afryki w czasach apartheidu czy porównać Japonię lat 70-tych i 90-tych XX w. Okładka z Wyspy Wielkanocnej też nie została wybrana przypadkiem i powiem Wam, że opis podróży w to miejsce - mam na myśli kolosalne odległości, które trzeba pokonać, aby tam się dostać - robi wrażenie.

Venclova jawi się czytelnikowi jako niestrudzony obserwator i ciekawy świata człowiek z otwartą głową. Zawsze stara się wykorzystać swoje wyjazdy na zagraniczne kongresy czy konferencje literackie na dotarcie do atrakcji turystycznych danego kraju. Przyjemnie się czyta jego refleksje podróżnicze, które nie są pogłębionymi tekstami, dającymi asumpt do dalszych poszukiwań, raczej są to relacje z podróży, refleksje nt. spotykanych ludzi i miejsc. Po pewnym czasie zaczął drażnić mnie fakt, że niemalże co kilka stron autor wynajduje skojarzenia i analogie – często zupełnie abstrakcyjne – z przejawami tradycji i historii litewskiej, które dla czytelnika słabo zorientowanego w temacie są mało czytelne.

Mimo tego ostatniego zastrzeżenia lektura dzienników była dla mnie przyjemną podróżą w czasie i przestrzeni do krajów i regionów, których właściwie nie znam. 


Tytuł oryginalny: Ligi Lietuvos 10 000 kilometrų 

Wydawnictwo Fundacja Zeszytów Literackich
Seria: Podróże 

Tłumacz: Alina Kuzborska
Rok wydania: 2010 

Liczba stron: 308

niedziela, 25 czerwca 2017

Kiszczakowa. Tajemnice generałowej



Długo się zastanawiałam, czy pisać na blogu o tym wydawnictwie, które nie wzbudziło mojej sympatii. Stwierdziłam jednak, że póki jeszcze pamiętam co nieco z lektury, to jednak wyrażę tu swoją opinię. :)

Po różnych występach medialnych pani Kiszczakowej nie sądziłam, aby jej książka była warta uwagi, ale człowiek z natury jest zmienny, więc zoczywszy książkę na bibliotecznej półce, wypożyczyłam ją machinalnie i zaczęłam czytać.

Książka jest formą wywiadu-rzeki Kamila Szewczyka z Marią Teresą Kiszczak. Od razu muszę uprzedzić, że podtytuł książki – „Tajemnice generałowej” – jest tylko wabikiem dla potencjalnych czytelników, gdyż bohaterka wywiadu specjalnych tajemnic nie ujawnia. Mamy za to możliwość podziwiania jej narcystycznej natury. Ciągle tylko „ja” odmieniane we wszystkich przypadkach wraz z podkreśleniem swojej urody, zgrabności, umiejętności tanecznych, powodzenia u mężczyzn etc. Z kart tego wywiadu gen. Kiszczak, skądinąd znany jako twardy i bezwzględny człowiek aparatu bezpieczeństwa, wyłania się jako taki nieco grymaśny gapcio, choć na tyle ostrożny i dbały o swoja karierę, że sprawdził kartotekę swej lubej przed planowanymi oświadczynami. :)

„Kiszczakowa” to wywiad-rzeka, który po lekturze zostawił we mnie poczucie niesmaku. Jeśli dla tej kobiety zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki to „coś, co totalnie zepsuło mu [Czesławowi Kiszczakowi] humor” (s. 213), to cóż można komentować. Co prawda, w następnym zdaniu przyznaje, że to „coś, co miało obalić ekipę Jaruzelskiego i Kiszczaka”, ale to niewiele zmienia w moim odbiorze. Dziwię się tylko dziennikarzowi przeprowadzającemu wywiad, że dostosował się do tej formuły i dopytywał o kolejne wypady do sanatoriów czy przyjęcia, w których uczestniczyła jego interlokutorka, ale być może to był warunek pani Kiszczak.

Oczekiwałam po tej lekturze nieco więcej, ale się rozczarowałam. Albo pani Kiszczak przeżyła życie koncentrując się na tańcach, turystyce i flirtach albo się nieźle kamufluje.

Autor: Maria Teresa Kiszczak, Kamil Szewczyk
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 272
 
 


poniedziałek, 22 maja 2017

Lawrence Durrell, Gorzkie cytryny Cypru




Lawrence Durrell (1912 – 90) był znanym pisarzem angielskim, który urodził się w Indiach i przyzwyczajony do ciepłego klimatu nie znosił angielskiej pogody. To spowodowało, że mieszkał w wielu miejscach na południu Europy, m.in. na Rodos i na Cyprze, by w końcu osiąść we Francji.

Na Cyprze mieszkał w latach 1953-56, kiedy zaczynały się tam niepokoje związane z rozwojem ruchu niepodległościowego, co w końcu zmusiło pisarza do opuszczenia tej pięknej wyspy. „Gorzkie cytryny Cypru” to – jak zapowiada podtytuł – opowieść o wyspie i ludziach.

Pierwsza część tomu jest ciepłą i dowcipną opowieścią o północnym Cyprze, ludziach, których spotkał Durrell podczas zakupu domu na wyspie. Przyznam, że opis transakcji kupna domu w Bellapais był jednym z najzabawniejszych opisów śródziemnomorskiej kultury życia. :) Choć nastrój tych wspomnień jest ciepły i nostalgiczny, ludzie przyjaźni, to jednak w miarę upływu czasu do głosu dochodzi polityka i rozbieżne interesy Grecji, Turcji i Wielkiej Brytanii na urokliwej wyspie.

Pisarz opisuje te wydarzenia z sympatią wobec Cypryjczyków, ale ze stoickim spokojem odnotowuje również kompletnie oderwaną od realiów politykę brytyjską, co przyczynia się do zaognienia sytuacji i eskalacji zagrożenia dla Brytyjczyków i dla tych Cypryjczyków, których uważa się za ich popleczników.

Końcówka książki to już właściwie relacja z początku wojny domowej, co doprowadza do skrytobójczych zabójstw i gróźb śmierci wobec osób zbyt blisko związanych z władzami brytyjskimi.

Pisarz, który przez ostatnie lata pobytu na wyspie był zatrudniony w administracji gubernatora, czuje narastające zagrożenie i ostatecznie opuszcza ten piękny zakątek świata.

Choć pisarz nie wspomniał w książce o swojej sytuacji rodzinnej, to sprawiała ona, że jego rozterki i obawy były większe niż to, co możemy wyczytać z kart wspomnień. Na skutek choroby drugiej żony, Lawrence Durrell przybył na Cypr z dwuletnią córeczką, a opuszczał wyspę, gdy ta miała pięć lat. Obawa o życie swoje i dziecka na pewno odegrała rolę w podjęciu tej trudnej decyzji, gdy ukochany dom mógł stać się śmiertelną pułapką.

Książka, która zapowiada się jak prekursorka ciepłych opowieści o Anglosasach, którzy zdecydowali się osiąść na południu Europy, przekształca się w trakcie lektury w opowieść o zagubieniu zwykłego człowieka w meandrach polityki, która niestety ma wpływ na jego życie.

Zachęcam do przeczytania tej książki. Oprócz walorów literackich i poznawczych (miałam dość mgliste pojęcie o wydarzeniach na Cyprze w latach 50-tych XX w.), ta książka wzbudziła też we mnie ochotę do poznania „Kwartetu aleksandryjskiego”, najważniejszego dzieła Lawrence’a Durrella.

   
Autor: Lawrence Durrell
Tytuł oryginalny: Bitter lemons
Wydawnictwo: świat Książki
Tłumacz: Małgorzata Szubert
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 223



Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Besala Jerzy Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Borkowska Urszula Bowen Rhys Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Covey Sean Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnecka Renata Czarnyszewicz Florian Czwojdrak Bożena Dallas Sandra Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domagalski Dariusz Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drewniak Wojciech Drinkwater Carol Drucka Nadzieja Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Dyer Wayne Edwardson Ake Evans Richard Fabiani Bożena Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Filipowicz Wika Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fowler Karen Joy Frankl Viktor Franzen Jonathan Frayn Michael Fredro Aleksander Fryczkowska Anna Fønhus Mikkjel Gaskell Elizabeth Genow Magdalena Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Helsztyński Stanisław Hen Józef Herbert Zbigniew Hill Napoleon Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jahren Hope Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jurgała-Jureczka Joanna Jörgensdotter Anna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karlsson Elise Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kowecka Elżbieta Kościński Piotr Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kręt Helena Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Laurain Antoine Lehtonen Joel Loreau Dominique cytaty Lupton Rosamund Lurie Alison Maciejewska Beata Maciorowski Mirosław Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Małecki Jan McKeown Greg Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Mitchell David Mizielińscy Miłoszewski Zygmunt Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Myśliwski Wiesław Nair Preethi Naszkowski Zbigniew Nesbø Jo Nesser Hakan Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Orlińska Zuzanna Ossendowski Antoni Ferdynand Pająk-Puda Dorota Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pawlikowski Michał Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Przedpełska-Trzeciakowska Anna Puchalska Joanna Puzyńska Katarzyna Płatowa Wiktoria Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Sobolewska Justyna Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szalay David Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Weissensteiner Friedrich White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna de Blasi Marlena Ładyński Antonin Łapicka Zuzanna Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Żylińska Jadwiga
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...