sobota, 31 sierpnia 2013

Max Velthuijs, Jak dobrze być żabką




"Ale mam szczęście - powiedziała Żabka, podziwiając swoje odbicie w wodzie. - Jestem piękna i potrafię pływać i skakać jak nikt inny! Jestem cała zielona, a tak się składa, że to mój ulubiony kolor. Cóż może być wspanialszego niż bycie Żabką?"

Tak się zaczyna ta urocza książeczka. Zielona Żabka w pasiastych spodenkach stoi na brzegu stawu i jest bardzo zadowolona z siebie i swojego życia. Czegóż może brakować jej do szczęścia? Niestety, w momencie gdy zaczyna porównywać się z innymi zwierzątkami, odkrywa, że nie posiada wielu umiejętności, którymi mogą się one pochwalić. I choć Żabka stara się jak może, żeby im dorównać, nie udaje się jej osiągnąć podobnej do nich biegłości. Wpędza ją to w głęboką frustrację. Od czegóż jednak są przyjaciele? Wytłumaczą jej, że pięknie jest się różnić i że nie wszyscy mogą fruwać, znakomicie piec ciasta czy majsterkować. Mądry Zając powie po prostu "(...) ty jesteś żabą i wszyscy kochamy cię właśnie za to", co jest najpiękniejszym z możliwych wyznaniem miłości, akceptacji i zapewnieniem poczucia bezpieczeństwa tytułowej Żabce, która personifikuje przecież obawy naszych dzieci, gdy porównują się ze swoimi rówieśnikami.

Opowieść Velthuijsa jest prosta, pokrzepiająca i tłumacząca dziecku, że w różnorodności siła. Uczy nie tylko, że każdy z nas jest inny, ma inne predyspozycje i umiejętności, z których powinniśmy być dumni, lecz także, że warto znajdować radość i satysfakcję w małych rzeczach. Że nie warto ścigać się "tu i teraz" z silniejszymi i mądrzejszymi, że warto szukać piękna i wartości w sobie, że to najwłaściwsza droga do szczęścia i spełnienia.

Kreska autora jest przejrzysta, bez udziwnień, a nasycone barwy przyciągają uwagę dziecka. Żabka i jej przyjaciele są sympatyczni, posługują się prostym i zrozumiałym językiem. Przekazują młodym czytelnikom uniwersalne, zrozumiałe dla każdego dziecka przesłanie niosące radość i optymizm, które stanowią przecież podwaliny poczucia własnej wartości.
 
Ta książka to obecnie numer jeden spośród lektur naszego synka, który tekst zna już praktycznie na pamięć. A trafiłam na nią zupełnie przypadkowo. Dopiero po zakupie dowiedziałam się, że Max Velthuijs był znanym i popularnym holenderskim twórcą, wielokrotnie nagradzanym za swoje prace plastyczne. Jego opowieści o żabce są w Holandii bardzo popularne. Wikipedia podaje, że wydano w sumie 21 książek o przygodach tej sympatycznej bohaterki. W Polsce póki co wydano tylko trzy części i na więcej się nie zanosi. Wczoraj zamówiłam drugą część przygód Żabki i już się cieszę na tę lekturę. Naprawdę warto zawrzeć bliższą znajomość z zieloną bohaterką książeczki i jej przyjaciółmi.

P.S. Poniżej przedstawiam jeden z odcinków serialu o Żabce, niestety tylko w wersji holenderskiej (dla mnie całkowicie niezrozumiałej :))).






 
Max Velthuijs (1923-2005) - holenderski malarz i pisarz, jeden z najsłynniejszych ilustratorów książek dla dzieci w Holandii. Za swój wkład do literatury dziecięcej otrzymał w 2004 r. medal Hansa Christiana Andersena. W 1989 r. wydał pierwszą część przygód o Żabce, która przyniosła mu największą popularność.
 
 
 
 
Autor: Max Velthuijs
Tytuł oryginalny: Kikker is Kikker
Wydawnictwo: Wilga
Tłumacz: Dorota van den Bercken
Liczba stron: 24
Rok wydania: 2010
 

wtorek, 27 sierpnia 2013

Ruth Thomson, Sztuka. Kreatywne zabawy i gry




Drodzy Rodzice, Dziadkowie, Wujkowie, Ciocie i inni dorośli, którzy chcecie dostarczyć Waszym milusińskim sporej dawki kontaktu ze sztukami plastycznymi, oto jest książka, a właściwie zeszyt inspirujących ćwiczeń, który warto wziąć pod uwagę jako ewentualny prezent dla Waszego dziecka. :) 
Młody człowiek to chodząca kreatywność i kopalnia niesamowitych, innowacyjnych pomysłów pomagających mu w poznawaniu i przeżywaniu świata. Dbając o podtrzymywanie tej jedynej w swoim rodzaju dziecięcej ciekawości, Najbliżsi starają się nieustannie poszerzać horyzonty swoich milusińskich. Na rynku zabawek od jakiegoś czasu funkcjonuje odrębna kategoria zabawek edukacyjnych/kreatywnych, których oferta może spowodować zawrót głowy i totalne zagubienie przy dokonywaniu zakupu. Oferta książek, które wprowadzają dziecko w świat kultury i nauki, jest równie bogata.

Książka Ruth Thompson przyciąga uwagę niesamowicie barwną okładką, która wprowadza nas mniej więcej w klimat tego wydawnictwa. Na okładce zaprezentowano bowiem najsłynniejsze dzieła sztuki, ale jakby nieco bardziej przystępnie niż w oryginale. Szczególne wrażenie wywołuje Dawid Michała Anioła w bokserkach w kropki. :) Myliłby się jednak ten, kto uznałby, iż książka ta zapewnia młodemu czytelnikowi jedynie zgrywę i kpinę. Wręcz przeciwnie! To wydawnictwo, które dostarcza dziecku olbrzymiej porcji wrażeń estetycznych, nie zapominając o dobrej, poszerzającej horyzonty zabawie. Młody czytelnik oswaja się z widokiem najsłynniejszych dzieł malarskich światowej kultury ("Mona Lisa", "Słoneczniki", dzieła sztuki starożytnej, "Krzyk" i wiele, wiele innych). Te najsłynniejsze dzieła są okazją do konkretnych aktywności zapewniających dobrą zabawę i oswojenie ze sztuką.   
Kilka proponowanych zadań wzbudziło mój żywy entuzjazm, jak np. zachęta do nadania nowego rodzaju uśmiechu Monie Lisie czy wykorzystanie nenufarów Moneta jako labiryntu, w którym należy odnaleźć bezpieczną drogę dla zagubionej rybki. To tylko nieliczne przykłady kreatywnych sposobów na włączenie dzieł sztuki do zabaw, które uwielbiają dzieciaki. W książce są zarówno propozycje samodzielnego rysowania, wycinania, kolorowania, wykonywania kolaży, jak również gry, szukanie różnic między obrazami, wyszukiwanie szczegółów oraz to, co tygryski lubią najbardziej, czyli naklejki. :) Wszystkie proponowane aktywności dotyczą sztuki, również egzotycznej, jak np. indonezyjski kukiełkowy teatr cieni czy afrykańskie maski. Jakby mimochodem prezentowane są nazwiska malarzy, tytuły obrazów oraz niektóre style w sztuce. Uzupełnianie naklejkami rzymskiej mozaiki, rysowanie greckiej wazy czy tworzenie portretu z owoców na wzór dzieł Arcimboldo to proste, a jednocześnie niezmiernie inspirujące zajęcie dla młodych artystów zapewniające im kontakt z najsłynniejszymi i najbardziej rozpoznawalnymi dziełami sztuki. Ćwiczenia te nie tylko są inspiracją dla kreatywnej i twórczej zabawy, ale przede wszystkim rozbudzają zainteresowanie sztuką i twórczością artystyczną.

Książka jest przeznaczona dla dzieci od 6 do 11 lat, tak więc mój synek jeszcze trochę poczeka na możliwość zabawy z tą książką. Mam tylko nadzieję, że nie ulegnę pokusie i nie zacznę sama bawić się w kolaże i wycinanki, gdyż po obejrzeniu książki i nacieszeniu wzroku barwnymi, pomysłowymi ilustracjami, poczułam ogromną chęć na podebranie tej książki mojemu synkowi, choć talentów plastycznych u mnie ani za grosz. Tłumaczy mnie tylko siła ekspresji tego wydawnictwa i ogromna pomysłowość autorki. Wielka szkoda, że w czasach, gdy byłam dzieckiem takich książek nie było.
Często narzekamy na otaczająca nas bylejakość i mizerię estetyczną naszego otoczenia. Aby tak nie było należy proponować naszym dzieciom obycie ze sztuką już we wczesnym dzieciństwie. Ta książka jest świetną propozycją na rozbudzenie zainteresowania artystyczną stroną naszego życia u naszych milusińskich.  Gorąco polecam.



Autor: Ruth Thomson
Tytuł oryginalny: The Art. Creativity Book
Wydawnictwo: Muza
Tłumacz: Piotr Lewiński
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 80

niedziela, 25 sierpnia 2013

piątek, 23 sierpnia 2013

Ach, ci pisarze, cz.1 :)

Wszyscy znamy pisarzy głownie z efektów ich pracy, ale z uwagi na wakacje postanowiłam zabrać w jednym wpisie parę anegdot z życia wielkich literatów, które pokazują ich od nieco innej, mniej oficjalnej strony. :)




Pewnego razu do Tomasza Manna przyszedł początkujący pisarz. Przeczytał Mannowi kilka swoich utworów i poprosił go o ocenę.
- Powinien pan dużo czytać – powiedział Mann. – Czytać, czytać, jak najwięcej czytać.
- Dlaczego?
- Jeśli pan będzie dużo czytać, to nie będzie pan miał czasu na pisanie – odpowiedział pisarz.

 

 




Pewnego razu przyszedł do Bertolta Brechta młody człowiek i powiedział:
- Mam w głowie mnóstwo pomysłów i mogę napisać dobrą powieść, nie wiem tylko, jak zacząć.
Brecht się uśmiechnął i doradził:

- Bardzo prosto. Niech pan zacznie od górnego lewego rogu kartki.






 Ktoś zapytał Heinricha Heinego, czym był zajęty przed obiadem.
- Przeczytałem wiersz, który napisałem wczoraj, i w jednym miejscu postawiłem przecinek.
- A po obiedzie?
- Przeczytałem ten wiersz jeszcze raz i skreśliłem przecinek, bo okazał się zbyteczny.








Podczas bankietu literatów Adolf Nowaczyński wzniósł następujący toast:
- Panie i panowie! Nie ma literatury polskiej bez Mickiewicza, nie ma Mickiewicza bez "Pana Tadeusza", nie ma "Pana Tadeusza" bez Jankiela. Niech żyje Julian Tuwim!
Kolejny toast wygłosił Tuwim:
- Panie i panowie! Nie ma literatury polskiej bez Mickiewicza, nie ma Mickiewicza bez "Pana Tadeusza", nie ma "Pana Tadeusza" bez Jankiela, nie ma Jankiela bez cymbałów. Niech żyje Adolf Nowaczyński! 



 


Jamesa Joyce'a odwiedził kiedyś bliski przyjaciel i zastał go w stanie kompletnego załamania. Ponieważ wiedział doskonale, że Joyce cierpi zazwyczaj ogromne męki twórcze, więc bez zbędnych wstępów zapytał:
- I jak, ile dzisiaj napisałeś?
- Siedem słów - jęknął Joyce
- No to świetnie - zaczął pocieszać go przyjaciel.
- Ale nie wiem w jakiej mają być kolejności.








Balzak uważał, że teatr daje pisarzowi duże możliwości, ale cenił go przede wszystkim jako kopalnię złota.
Jego przyjaciel, Teofil Gautier, opowiadał, że pewnego razu Balzak wezwał go i trzech jeszcze zaprzyjaźnionych pisarzy do natychmiastowego przybycia.
- Jutro - oświadczył - czytam dyrektorowi teatru wielki dramat w pięciu aktach. Ale ten dramat nie jest jeszcze napisany. Dlatego zaprosiłem tu was czterech. Każdy napisze po jednym akcie, ja biorę na siebie piąty. Przez dzień i noc można przecież napisać dramat.
- Ale - zapytał Gautier - czy masz przynajmniej pomysł i plan?
- Och - wykrzyknął zniecierpliwiony Balzak - jeżeli wam trzeba dopiero szukać tematu, to nie dojdziemy nigdy do końca.






Pewnego razu Jack London otrzymał powieść do oceny. W książce znalazł rozmowę dwojga kochanków ciągnącą się przez prawie trzydzieści stron. Zniecierpliwiony tą lekturą odpisał autorce:
"Zapraszam panią do parku. Zapewniam, że nie będziemy potrzebowali aż tyle czasu, aby się porozumieć w wiadomych sprawach".
 

 






Pewnego razu Victor Hugo wybrał się w podróż do Prus. Na granicy celnik zapytał go:
- Czym się pan zajmuje?
- Piszę.
- No tak, ale czym pan zarabia na życie?
- Piórem.
- Rozumiem - powiedział celnik i w kwestionariuszu wpisał: "Victor Hugo - handlarz pierza".    








Agatha Christie udzielała raz wywiadu reporterce telewizyjnej, która w pewnej chwili zapytała:
- Kiedy powstają pomysły pani powieści kryminalnych?
- Przy myciu naczyń. Jest to zajęcie tak irytujące, że powstają w mojej głowie zbrodnicze myśli!
 








Włoski pisarz Giuseppe Tomasi di Lampedusa został zapytany przez dziennikarza:
- Czy zna pan języki obce?
- O, tak! Władam czterema językami. Gdy rozmawiam z piękną kobietą - zwracam się do niej po francusku, gdy dyskutuję na temat swojej gaży - używam języka angielskiego, gdy chcę kogoś przestraszyć - mówię po niemiecku, natomiast gdy skaleczę się podczas golenia - wtedy zawsze posługuję się językiem ojczystym!



Wszystkie zdjęcia pochodzą z Wikipedii

środa, 21 sierpnia 2013

Timo Kustaa Mukka, Ziemia jest grzeszną pieśnią




Po książkę sięgnęłam na fali zainteresowania Serią Dzieł Pisarzy Skandynawskich, którą poznaję w ramach wyzwania „Czytamy serie wydawnicze”. Książek wydanych w ramach serii jest sporo, ale ograniczyłam się do zasobów moich okolicznych bibliotek oraz do zaciekawienia sygnalizowaną treścią. W ten sposób trafiłam na debiutancką książkę Timo K. Mukka. Nie była to jednak książka popularna. Jak mnie poinformowała bibliotekarka, w ciągu 25 lat, jakie upłynęły od wydania książki, byłam dopiero czwartą osobą (!), która pożyczała tę książkę. 

Autor, który wydał tę książkę w wieku zaledwie 19 lat, a napisał ją kilka lat wcześniej, zabiera nas na daleką północ Finlandii, do wioski Siskonranta, gdzie ludzie żyją w nieustannym trudzie i znoju. Ich życie zdominowane jest przez trudne warunki klimatyczne. „Okres zimowego mroku zwany kaamos niepostrzeżenie i leniwie posuwał się naprzód, nieraz zdawało się, że przystaje wśród upartych ciemności; ciągnął się jednak bez końca. Życie ludzi zatrzymało się przez to w miejscu, trwali, poruszając się jak we śnie; kobiety, starcy i dzieci w chatach, mężczyźni na porębach – wszyscy oczekiwali nadejścia wiosny.” (s. 91)

Opowieść Mukki toczy się w latach powojennych i koncentruje się wokół dziewiętnastoletniej Marty Makela, jedynej córki ojca-Juhaniego i chorowitej Alli. Jej bracia zginęli na wojnie. Dziewczyna ulega fascynacji Oulą Nahkamaa, Lapończykiem przybywającym do wioski przy okazji spędu reniferów. Ta fascynacja może równie dobrze zostać nazwana żądzą i Oula nie jest jej jedynym adresatem. Jak wspomina w jednej z rozmów Marta:

„- Wiesz... to jest coś takiego… - tłumaczyła
- Aha…                                                                                                       
- Nagle się zachciewa… dziwne to, ale tak już jest…” (s. 93)


Mukka opisuje też życie innych mieszkańców wioski, których życie jest najprostsze z możliwych, pełne atawistycznych odruchów, które współczesnemu czytelnikowi mogą się niejednokrotnie wydać pozbawione logicznego uzasadnienia. Życie wioski toczy się naprzód, choć zdarzają się morderstwa, tajemnicze zaginięcia, wybuchy żądzy, najprostszej z możliwych, za którą często nie stoi nic poza chwilową potrzebą, a jeśli jest uczucie, to trudne do zwerbalizowania dla jego bohaterów. To, co dla niektórych pisarzy mogłoby być przyczynkiem do napisania książki lub przynajmniej istotnym wątkiem, dla Mukki jest tylko epizodem, któremu poświęca kilka zdań. Wiele zachowań określilibyśmy jako bezwstydne lub wręcz brutalne (np. stosunek dziadka Makelów do ślepego psa Punu czy naprawdę "mocny" opis kastracji reniferów).

Odrębną sprawą jest religijność mieszkańców wioski. Żadnego przybytku religijnego tam nie ma. Regularnie natomiast odwiedza ich kaznodzieja z protestanckiej sekty. Na spotkania z nim schodzi się cała wioska, ale opis przebiegu tych zgromadzeń nosi rys karykaturalności, gdyż wypowiadany przekaz biblijny nijak się ma do zachowań ludzi pogrążających się w ekstazie bliskiej orgii seksualnej. Ale te spotkania są właściwie jedną z niewielu rozrywek mieszkańców wioski i – jak się wydaje – tak je właśnie traktują.

Gdybym streściła opowiedzianą w tej książce historię wydałaby się ona zapewne dość banalna i niewarta uwagi. Niektórzy pewnie określiliby zachowanie mieszkańców wioski jako czysta „ruja i poróbstwo”. „Ziemia jest grzeszną pieśnią” to jednak niepełny tytuł. Jego uzupełnieniem jest podtytuł „Ballada” i jest to ważna wskazówka, aby nie traktować treści w sposób dosłowny. Opowieść zaczyna się poematem, a kończy się hymnem ku czci ziemi / kobiety. Poszczególne części również są przedzielone utworami poetyckimi. Czytając tę książkę należy mieć na uwadze, że z jednej strony jest to autorska wizja życia na Północy, z drugiej zaś pokazanie silnej więzi człowieka z naturą.

Książka nie pozostawiła mnie obojętną i to jest jej plus, ale muszę przyznać, że mam wątpliwości, czy ją Wam polecić. Jest w niej jakaś pociągająca, a czasem nawet romantyczna dzikość i prymitywizm, ale brakowało mi w niej nieco głębi, szerszego spojrzenia. Mając jednak na uwadze, że książka wyszła spod pióra nastolatka, ogromne wrażenie robi dojrzałość tekstu, nawet mimo dość odważnych opisów zwyczajów erotycznych tej zamkniętej społeczności. Nie jest to jednak arcydzieło, lecz dość interesująca próba opisu prostej i niejednokrotnie twardej rzeczywistości życia na dalekiej Północy, gdzie więź z naturą jest mocna i determinuje ludzką egzystencję. Czy warto poświęcić czas na lekturę? Chyba tak, jeśli zainteresował Was zarys fabuły. :)

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytamy serie wydawnicze oraz Book-Trotter

 

Timo Kustaa Mukka (1944 - 1973) - fiński pisarz i poeta. Jego talent literacki i malarski został zauważony we wczesnej młodości. W 1957 r. zachorował na zapalenie opon mózgowych, co zmieniło jego osobowość, doprowadzając nawet do próby samobójczej. Zadebiutował w wieku 19 lat powieścią "Ziemia jest grzeszną pieśnią" (1964). Kolejna powieść "Tabu" (1965) opisywała religijne i seksualne dojrzewanie młodej dziewczyny. W 1980 r. powieść ta została sfilmowana. Zmarł na atak serca.

Źródło zdjęcia




Autor: Timo Kustaa Mukka
Tytuł oryginalny: Maa on syntinen tautu
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Tłumacz: Joanna Trzcińska – Mejor (wiersze w przekładzie Jerzego Litwiniuka)
Rok wydania: 1988
Liczba stron: 180


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Małgorzata Hillar (19.08.1926 - 30.05.1995)


Małgorzata Hillar
Źródło zdjęcia

Małgorzata Hillar (19.08.1926 - 30.05.1995) – jej poezja była poświęcona głównie tematyce miłosnej, odznacza się prostotą w opisie wrażeń i doznań zmysłowych, konkretnością obserwacji rzeczywistości. Debiutowała tomem "Gliniany dzbanek" w 1957 roku. Pełna liryzmu, ciepła i uczuć poezja przyniosła jej ogromny sukces czytelniczy. Kolejne tomiki - "Prośba do macierzanki. Erotyki" (1959), "Krople słońca" (1961) i związany z oczekiwaniem macierzyństwa "Czekanie na Dawida" ugruntowały jej popularność. Ostatnie lata życia poetki upłynęły w zapomnieniu. Pośmiertnie wydano tomik „Gotowość do zmartwychwstania” (1995).
 
Dziś są Jej urodziny. Z tej okazji pozwalam sobie przypomnieć kilka wierszy Poetki. 


My z drugiej połowy XX wieku

 My z drugiej połowy XX wieku
rozbijający atomy
zdobywcy księżyca
wstydzimy się
miękkich gestów
czułych spojrzeń
ciepłych uśmiechów

Kiedy cierpimy
wykrzywiamy lekceważąco wargi

Kiedy przychodzi miłość
wzruszamy pogardliwie ramionami

Silni cyniczni
z ironicznie zmrużonymi oczami

Dopiero późną nocą
przy szczelnie zasłoniętych oknach
gryziemy z bólu ręce
umieramy z miłości
  
 
Miłość
 
Jest czekaniem
na niebieski mrok
na zieloność traw
na pieszczotę rzęs

Czekaniem
na kroki
szelesty
listy
na pukanie do drzwi

Czekaniem
na spełnienie
trwanie
zrozumienie

Czekaniem
na potwierdzenie
na krzyk protestu

Czekaniem
na sen
na świt
na koniec świata
 
 
 
Źródło nocy

Mówił
Twoja skóra
delikatny puch
pisklęcia

Złote mlecze
moich zmroków

Źródło nocy
źródło ognia

Twoja skóra
śpiewająca
w moich dłoniach

Chciałbym ją
zedrzeć z ciebie
żeby nie widzieć
jak się w nią
zawijasz szczelnie
jak się w niej
ukrywasz



Światło

Zapalałeś
oliwne lampki
pomidorów
na naszym stole

prostokątny księżyc
prześcieradła
naszym snom
 

Zapalałeś
białe lampy gęsi
w ciemnych rowach
mojej wyobraźni

czarne ziarnka liter
w moich wierszach
i każda płonęła
jak jeżyna

Nazywałeś mnie
światłem i ogniem
Która bez ciebie
nie umiem zapalić
w zwyczajnym piecu

Bez ciebie
jestem ślepym nietoperzem


 Most zagubienia
 
Bała się
zwiędłego liścia
ciszy
bezwładnego skrzydła
nudy
martwej muszli
pustki

Lękała się
łoskotu obcych
kroków
twardych kamieni
oczu
jedwabnej skóry
bezmyślności

Drżała
przed ołowianym dzwonem
samotnych godzin
przed szarym mostem
zagubienia
przed czarną studnią
bezradności

Czekała
na uśmiech
po którym mogłaby przejść
na drugi brzeg
gdzie jest ciepło
i kwitnie tatarak


 

Wspomnienie twych rąk
 
Kiedy wspomnę
pieszczotę twych rąk
nie jestem już dziewczyną
która spokojnie czesze włosy
ustawia gliniane garnki na sosnowej półce

Bezradna czuję
jak płomienie twoich palców
zapalają szyję ramiona

Staję tak czasem
w środku dnia
na białej ulicy
i zakrywam ręka usta

Nie mogę przecież krzyczeć


 

niedziela, 18 sierpnia 2013

czwartek, 15 sierpnia 2013

Sławomir Mrożek (29.06.1930 - 15.08.2013) [*]


Sławomir Mrożek
Źródło zdjęcia


Sławomir Mrożek urodził się 29 czerwca 1930 r. w Borzęcinie koło Brzeska. Po wojnie, w latach 50-tych, rozpoczynał w Krakowie studia na różnych kierunkach (architektura, Akademia Sztuk Pięknych, orientalistyka) jednak żadnego nie ukończył. W tym samym czasie podjął pracę w „Dzienniku Polskim”, jego teksty satyryczne ukazywały się również w „Szpilkach”, „ Po prostu”, „Życiu Literackim” i „Nowej Kulturze”. W 1953 r. opublikował pierwsze zbiory tych tekstów: Opowiadania z Trzmielowej Góry i Półpancerze praktyczne. W 1955 r. rozpoczyna współpracę z Krakowskim Teatrem Satyryków, studenckim teatrem Bim-Bom z Gdańska, warszawskim teatrem „Syrena”, kabaretem „Szpak” i „Piwnicą pod Baranami”. Rezygnuje z etatu w „Dzienniku Polskim”. W 1958 r. Teatr Dramatyczny w Warszawie wystawia pierwszą sztukę Mrożka pt. Policja. W 1959 r. żeni się z malarką Marią Obrembą i przenosi do Warszawy. Publikuje w prasie (np. cykl felietonów i rysunków Przez okulary Sławomira Mrożka w „Przekroju”), wystawia kolejne sztuki (m.in. Męczeństwo Piotra Ohey’a, Indyk, Karol, Na pełnym morzu, Strip-tease). W 1963 r. wyjeżdża z żoną do Włoch, gdzie razem podejmują decyzję o emigracji. Mimo to w Polsce publikowane są jego kolejne sztuki: Czarowna noc, Śmierć porucznika. W 1964 r. ukazuje się Tango.

W 1968 r. przenosi się do Paryża. Ogłasza w „Le Monde” i paryskiej „Kulturze” list protestacyjny przeciwko udziałowi polskich wojsk w inwazji na Czechosłowację. Wywołuje on niezadowolenie polskich władz, które wzywają go do natychmiastowego powrotu do kraju. W odpowiedzi Mrożek zwraca się o azyl we Francji. W Polsce cenzura zakazuje publikacji jego utworów i wystawiania sztuk. W 1969 r. w Berlinie Zachodnim jego żona umiera na raka. Rok później zuryski Theater am Neumartk wystawia premierowe przedstawienie Vatzlava. W 1973 r. Pensylvania State University przyznaje Mrożkowi stypendium, dzięki któremu może podróżować po Stanach Zjednoczonych i Ameryce Południowej. W latach 70-tych kilkakrotnie wyjeżdża do Niemiec, gdzie pisze scenariusze filmowe: Wyspa Róż (1974-75), Amor (1977), Powrót (1979) – dwa ostatnie również sam reżyseruje dla niemieckich wytwórni. W tym też czasie w Polsce powoli ustępuje zakaz publikacji utworów Mrożka, a w roku 1978 - po raz pierwszy od 1963 r. – on sam przyjeżdża do kraju. W tym też roku otrzymuje obywatelstwo francuskie. Powtórnie odwiedza Polskę w roku 1981, jednak po 13 grudnia publikuje w „Le Monde” i „International Herald Tribune” List do cudzoziemców i odmawia publikowania swoich utworów w Polsce oraz pokazywania sztuk w telewizji. Teatry nadal wystawiają jego dramaty, jednak Ambasador, Vatzlav i Alfa zostają wstrzymane przez cenzurę. W 1984 r. reżyseruje Ambasadora w Tourneetheater w Monachium. W 1987 r. żeni się z reżyserką teatralną, Meksykanką Susaną Osorio Rosas. Odrzuca Nagrodę Fundacji Literackiej w Polsce, ale przyjeżdża do kraju, gdzie po raz pierwszy spotyka się z czytelnikami. W 1989 r. wyjeżdża z żoną do Meksyku i osiada na ranchu La Epifania pomiędzy Mexico City i Puebla. Rok później przyjeżdża do Krakowa na dwutygodniowy Festiwal Mrożka zorganizowany z okazji jego 60-tych urodzin. Mrożkowski festiwal teatralny odbył się również w Sztokholmie (1991). W 1992 r. w ramach Dionisia Festival wyreżyserował w Sienie Wdowy.

W latach 1996-2008 Sławomir Mrożek wraz z żoną powrócił do Krakowa, w czerwcu 2008 r. zaś przeniósł się do Nicei, gdzie zmarł dzisiaj, 15 sierpnia 2013 r.
 

Sławomir Mrożek, 16 stycznia 1966 r.

Sławomir Mrożek, 1 sierpnia 1999 r.


93 rocznica bitwy warszawskiej




Źródło zdjęcia

Źródło zdjęcia

Źródło zdjęcia

Źródło zdjęcia




wtorek, 13 sierpnia 2013

Jo Nesbø, Upiory





Gdybym nadawała tytuły swoim notkom, to tę mogłabym określić, jako „podróż sentymentalną Harry’ego Hole po mieście duchów”. Po kilku latach nieobecności Harry bowiem wraca do Oslo. Wraca, aby wyjaśnić sprawę zabójstwa młodego narkomana, która dotyczy go osobiście. Rozgryza zagadkę kryminalną, zauważa zmiany, które zaszły w jego mieście. Pozornie są to zmiany na lepsze, a tak naprawdę, każda kolejna strona ujawnia nieprzyjemną prawdę o tajemniczych i niejednoznacznych powiązaniach ludzi władzy i bossa gangu narkotykowego. Harry, dążący do wyjaśnienia sprawy zabójstwa Gusto Hanssena, młodego narkomana o destrukcyjnej osobowości (czy nie jest to młodsze lustrzane odbicie Harry’ego?), wchodzi w drogę i jest niewygodny dla wszystkich zainteresowanych… No, może poza Rakel, miłością jego życia, z którą odnawia kontakt w tych niewesołych okolicznościach.

No cóż, nie będę oryginalna i przyznam, podobnie jak wielu innych blogerów wypowiadających się o tej książce, że to świetny kryminał. Nesbø prowadzi nas tam, gdzie chce, podrzuca mnóstwo fałszywych tropów, a przy okazji przypomina nam poprzednie części cyklu. Harry, wędrując po mieście w poszukiwaniu rozwiązania zagadki, natyka się na osoby i elementy rzeczywistości związane z poprzednimi sprawami, które prowadził. Z każdego kąta wyłażą upiory z przeszłości, które wypędziły go na drugi koniec świata… Gnębią one zresztą nie tylko jego. Wszyscy bohaterowie tej książki mają swoje tajemnice i demony, które nie dają im żyć w spokoju.

Oslo jawi się w tej książce jako miasto zdominowane przez handlarzy narkotyków, którzy mogą działać tam niemal w nieskrępowany sposób, na co im pozwala specyficzna bezradność władz, które przyjmują za dobrą monetę ograniczenie problemu narkotykowego do określonych stref miasta. Kolejne części tej układanki powoli poznaje również Harry, który po sprzedaży swojego mieszkania na Sofies gate, mieszka w obskurnym hotelu Leon i może obserwować to brzydsze i dalekie od bogactwa Oslo. 

Jo Nesbø zastosował w tej książce nowy zabieg narracyjny. Głos otrzymał trup, czyli Gusto Hanssen, którego zabójstwo sprowadza Harry’ego do Oslo. Historia opowiedziana z jego perspektywy nadaje książce głębi, a sam bohater wbija się nam w pamięć i siedzi w trzewiach. O ile nie podobał mi się podobny zabieg u Kallentofta – tam trup wyrażał pseudofilozoficzne poglądy dość luźno związane z intrygą kryminalną – o tyle tutaj informacje zawarte w monologach umierającego Gusto są bardzo ważne dla narracji i prowadzonego paralelnie z punktu widzenia czytelnika śledztwa Harry’ego. Kapitalnym zabiegiem okazało się też wykorzystanie narracji z perspektywy szczurzycy. Wszystko wyjaśnia się dopiero na samym końcu po niezliczonych błędnych tropach i wskazówkach, Nesbø wodzi nas za nos, ale chyba nikt z czytelników nie może mu mieć tego za złe, bo książka jest pierwszorzędna. Epilog jest naprawdę wstrząsający i nie wiem, jak Nesbø rozwiąże kwestię powrotu Harry’ego w już wydanej w Norwegii kolejnej części cyklu. 

Przeczytanie ostatniej z dostępnych obecnie książek o norweskim policjancie z problemem alkoholowym skłania mnie do zastanowienia, co sprawia, że postać Harry’ego przykuwa uwagę czytelników? Czy walczący z nałogiem alkoholik, ze zrujnowanym życiem osobistym to bohater naszych czasów? Być może, bo jednak ten zdewastowany psychicznie i fizycznie człowiek dąży za wszelką cenę do odkrycia prawdy, niezależnie od ceny, jaką przyjdzie mu za to zapłacić… Czy możemy uwierzyć, że jednak rację ma przystojniak pnący się po szczeblach kariery, którego życie skrywa wiele tajemnic? Czy bardziej niemoralne jest czerpanie zysków z narkotycznego biznesu czy patrzenie przez palce z urzędu na tych, którzy zawiadują tym biznesem mając na uwadze własne korzyści? Nesbø stawia wiele pytań jakby mimochodem, nie zapominając jednak, że osią akcji książki jest pierwszorzędna intryga kryminalna, która pozwala nam również poznać bogate społeczeństwo norweskie od innej strony…

Nie ukrywam, że jestem zdeklarowanym fanem serii o Harrym. Niemniej jednak, mam cichą nadzieję, że nie jestem zaślepiona i mogę uczciwie stwierdzić, że to jest naprawdę świetna książka. Gdyby była ostatnia - a wiemy, że tak nie będzie – rzekłabym, że to godne uwieńczenie cyklu. "Upiory" to kryminał niemal dorównujący najlepszym częściom cyklu, do których zaliczam „Czerwone gardło”, „Trzeci klucz” i „Pierwszy śnieg”. 

Kto nie zna cyklu Nesbø i jednocześnie lubi dreszcz emocji, który zapewnia naprawdę dobrze napisany kryminał, koniecznie powinien poznać książki tego autora. Poniżej przedstawiam listę książek o Harrym w kolejności chronologicznej:

 
Człowiek nietoperz
Karaluchy

Trylogia z Oslo
Czerwone gardło
Trzeci klucz
Pentagram

Wybawiciel
Pierwszy śnieg
Pancerne serce  



Jo Nesbø (ur. 1960 r.) należy do najgłośniejszych skandynawskich autorów kryminałów. Z wykształcenia jest ekonomistą. Pracował także jako makler i dziennikarz. Jest też muzykiem rockowym, członkiem zespołu Di Derre, dla którego pisze teksty. Nagrał również płytę solową. Jego powieści kryminalne od dawna królują na listach bestsellerów. Cykl kryminałów z komisarzem Harrym Hole zdobył kilkanaście nagród krajowych i zagranicznych, m. in. w 2004 tytuł norweskiego kryminału wszech czasów został przyznany powieści „Czerwone Gardło” przez Norweski Klub Książki.

 


 
 

Autor: Jo Nesbo
Tytuł oryginalny: Gjenferd
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Seria: z odciskiem palca
Tłumacz: Iwona Zimnicka
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 432


piątek, 9 sierpnia 2013

Josif Brodski - wierszy kilka


 
Josif Brodski 24.05.1940 - 28.01.1996) 
poeta i eseista, laureat nagrody Nobla w dziedzinie literatury za "uniwersalne wartości całokształtu twórczości literackiej, odznaczające się jasnością myśli i poetycką siłą".
 
 
„Niejedno można dzielić: chleb, łoże, przekonania, ukochaną – ale nie wiersz, powiedzmy, Rainera Marii Rilkego. Dzieło sztuki, zwłaszcza literatura, a w szczególności wiersz, zwracają się do człowieka tête à tête, nawiązując z nim proste, bezpośrednie stosunki. I dlatego obrońcy powszechnego dobra, przywódcy mas, głosiciele historycznej konieczności niezbyt kochają sztukę, a zwłaszcza literaturę i w szczególności poezję. Tam bowiem, gdzie przeszła sztuka, gdzie odczytano wiersz, zamiast oczekiwanej zgody i jednomyślności napotykają obojętność i wielogłos, zamiast gotowości działania – lekceważenie i odrazę. Innymi słowy – wewnątrz zer, którymi obrońcy powszechnego dobra i przywódcy mas pragną na siłę operować, sztuka wpisuje «oczko, oczko, nos, podkówka – proszę bardzo, oto główka», jak głosi wyliczanka, przekształcając każde zero w nie zawsze może pociągającą, ale jednak ludzką twarz.”
J. Brodski, Przemówienie noblowskie
 
 
Itaka

Wrócić tam,
Gdzie nie było się dwadzieścia lat.
Odnaleźć bosą stopą zostawiony ślad.
Burek swym ujadaniem cały port wypełnia,
Nie wiadomo, z radości, czy zgłupiał doszczętnie.
Przepoconą bieliznę zrzucić z siebie można,
Nie myśl, że w bieliźnie ktoś cię jeszcze pozna.
Tej jednej, co jak mówią, na ciebie czekała,
Nawet nie próbuj szukać, bo już wszystkim dała...
Twój chłopiec, teraz on już sam jest marynarzem.
Patrzy na ciebie z niemym wyrzutem na twarzy.
Nawet z języka, którym wokół mielą ludzie

Nie zrozumiesz ni słowa.
I próżno się trudzić, i próżno się trudzić.
Może to nie ta wyspa? A może zatoka?
Zamiast blasku błękitu wstrętu pełne oka.
Fala od horyzontu płynąca w odmętach
Wymywa dna piasek, to ona pamięta...

tłum. Katarzyna Krzyżewska

 

Dotknij mnie

Dotknij mnie - pod palcami poczujesz rzep uschły,
wilgoć wieczoru lub poranka, tętno
kamieniołomu miasta, oddech stepowej pustki,
tych, którzy już nie żyją, lecz których pamiętam.
Dotknij mnie - a poczujesz pod czubkami palców
wszystko to, co istnieje poza mną, beze mnie,
co nie wierzy mnie, mojej twarzy, memu paltu,
wpisując nas w swój bilans zawsze po stronie ujemnej.
tłum. Stanisław Barańczak



Piosenka miłosna

Gdybyś tonęła, wyrwałbym cię z topieli,
owinął w koc i w gardło wlał flaszkę sherry.
Gdybyś była złoczyńcą, ja bym cię w celi
trzymał pod kluczem jako miejscowy szeryf.
 

Gdybyś była słowikiem, każdą twą nutę
nagrywałbym i słuchał, pijąc do lustra.
Gdybym był plutonowym, z tobą-rekrutem
nadałbym całkiem nowy sens słowu „musztra”.

Gdybyś żyła w Pekinie, co dzień na gzymsie
pagody wypisywałbym chińskie zdanie
"Kocham cię". Gdybyś była lustrem, wciąż bym się
pudrował w toaletach z napisem „PANIE”.

Gdybyś chciała mieć wulkan, ja bym przed gankiem
tryskał lawą bez tchu i opamiętania.
Gdybyś była mi żoną, twoim kochankiem
byłbym, bowiem rozwodów kościół zabrania.

tłum. Stanisław Barańczak



środa, 7 sierpnia 2013

Książki i ludzie, rozmowy Barbary N. Łopieńskiej





„A w gruncie rzeczy jest tylko kilka książek, które naprawdę mieć warto i które są potrzebne. Doświadczenie wojenne przywiodło mnie do przekonania, że cała ta wiedza książkowa jest mało przydatna. Z wyjątkiem kilku pozycji.
- Jakie to książki według Pana?
- Te, które mówią o rzeczywistej sytuacji człowieka – nie tej wymyślonej, ale wiecznej. Nie wczoraj albo teraz, albo jutro, ale na stałe – zawsze. Takich książek jest bardzo niewiele. Przede wszystkim to Biblia, potem Boska Komedia, Iliada, Odyseja, Eneida i Pan Tadeusz. Te książki zamykają w sobie całe doświadczenie człowieka. A Pan Tadeusz – całe doświadczenie człowieka mówiącego po polsku i wychowanego w kręgu kultury polskiej.” (s. 16)
Paweł Hertz, pisarz, tłumacz, wydawca

„Ale wie Pani, przekonałem się, że trzeba czytać różne rzeczy, bo nie wiadomo, co gdzie się znajdzie. Humaniście wszystko może się przydać. Nie można się ograniczać.” (s. 25)
Prof. Janusz Tazbir, historyk


Te pozornie sprzeczne cytaty z rozmów Barbary N. Łopieńskiej zawarte w „Książkach i ludziach” z grubsza wyjaśniają, co znajdziemy w tym wydawnictwie. Czym są te rozmowy świetnie przygotowanej i otwartej na rozmówcę dziennikarki i jej partnerów, ludzi kultury i nauki. W dzisiejszych czasach przeciętna rozmowa o książkach sprowadza się do stwierdzenia, że „była fajna” albo „nie była fajna”. Nieodmiennie nasuwa mi się tu skojarzenie ze słynnym cytatem z pewnej starej audycji radiowej dwóch kabareciarzy, którzy rozmowę o filmie sprowadzali do zapytania „momenty były?”. Tymczasem wydany w 1998 r. zbiór rozmów Barbary N. Łopieńskiej to rozmowy o książkach, nawykach czytelniczych, fascynacjach literackich, historii tworzenia się biblioteki domowej. Rozmówcami dziennikarki są pisarze, tłumacze, poeci, naukowcy oraz kilku przedstawicieli innych dziedzin sztuki, a przepraszam jest wśród nich jeden polityk, czyli Jacek Kuroń. Chociaż wielu rozmówców było czy jest jasno powiązanych z pewnymi środowiskami politycznymi (Jacek Kuroń, Andrzej Drawicz, Andrzej Wajda) to jednak rozmowy dotyczą wyłącznie książek i stosunku rozmówcy do nich. Są tacy, którzy kupują wszystko, co potrzebne i niepotrzebne, którym książki powoli zabierają całą dostępną przestrzeń życiową, przykładem takiego podejścia jest np. Maria Janion. Są też tacy, którzy nie przywiązują się do książek, a ich biblioteki ograniczone są do absolutnego minimum, są zbiorem największych fascynacji (np. Andrzej Osęka). 
„Czytanie to bardzo skomplikowany proces. Krótko mówiąc: szukamy bliskiej sobie duszy, bliskiego sobie umysłu i bliskiej sobie filozofii. A jak się jest w pewnym wieku, to człowiek już wie, czego szuka – szuka potwierdzenia i pogłębienia swoich spostrzeżeń.” s. 218)
Łukasz Korolkiewicz, artysta malarz


Barbara Łopieńska stara się utrzymać zbliżony schemat rozmowy, pewne pytania się powtarzają, ale każdy wywiad jest inny. Każda rozmowa dostarcza nowych przeżyć i przemyśleń, padają stwierdzenia ważne i ważkie, wiele jest również humoru i dystansu, aczkolwiek z ręką na sercu przyznam, że kilka rozmów było dość rozczarowujących. Zapewne spodziewałam się więcej po niektórych rozmówcach.

Takie wywiady to rzadkość w dzisiejszych czasach. Przyjemnie się czytało te mądre słowa i wiele, czasem nawet kontrowersyjnych dla przeciętnego mola książkowego, stwierdzeń. Z większości rozmów można sobie wynotować kilka tytułów bądź autorów, po których warto sięgnąć. Ciekawe są również opinie rozmówców Barbary Łopieńskiej nt. klasyków, m.in. Prousta i Manna, czasem sprzeczne, ale zawsze prowokujące do własnych poszukiwań. 

Cechą wspólną większości rozmówców jest brak pogoni za nowościami. Raczej ograniczają chęć zakupów niż jej ulegają. Można też dzięki temu docenić urok klasyki i dzieł o charakterze ponadczasowym. Wynika to również z faktu, że większość rozmówców pracuje "w książkach". :)

"Książki i ludzie" zostały wydane w 1998 r. i chociaż rozmowy i ich tematyka oparła się upływowi czasu, to jednak z przykrością konstatujemy fakt, jak wielu osób już nie ma między żywymi. Wspominane przez rozmówców ceny książek czy pułap wydatków na lektury jest podany jeszcze w starych nominałach, tak więc nie zdziwcie się, że kwoty oscylują wokół milionów bądź kilkuset tysięcy (można je podzielić przez 10 000, wtedy kwota będzie zbliżona do dzisiejszych cen).

Osoba pani Łopieńskiej przeprowadzającej wszystkie rozmowy zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Jej świetne przygotowanie, obycie literackie, ogłada i dobre wychowanie pozwoliły na wydobycie na światło dzienne wielu nieznanych szczegółów, ciekawostek. Jej nienarzucająca się obecność wpłynęła na „otwarcie się” rozmówców i powstał z tego zbiór niezmiernie ciekawych, wręcz pasjonujących rozmów o tym, co nam, molom książkowym, jest najbliższe – o książce i czytaniu. Bardzo chętnie przeczytałabym zbiór podobnych rozmów z osobami życia kulturalnego aktywnymi obecnie. Mam jednak nieodparte wrażenie, że teraz wszystko zostało podporządkowane newsom dnia, powierzchowności oraz pozorom i chyba nie ma szans na pojawienie się na rynku podobnej pozycji, a szkoda.

 
 
Barbara N. Łopieńska (1949 – 2004) – pracę dziennikarską rozpoczęła w latach 70-tych w tygodniku „Kultura”. Później związana była z „Tygodnikiem Solidarność”, „Res Publicą”, „Gazetą Wyborczą”, „Polityką”, „Tygodnikiem Powszechnym” i In. Wydała m.in. zbiór reportaży „Łapa w łapę” (1980), zbiór rozmów „Książki i ludzie” (1998). Pośmiertnie wydano tom wywiadów „Męka twórcza. Z życia psychosomatycznego intelektualistów”.
 
 
 
 


Autor: Barbara N. Łopieńska i jej rozmówcy
Wydawnictwo: Twój Styl
Rok wydania: 1998
Liczba stron: 259


P.S. 1
Pełna lista rozmówców Barbary N. Łopieńskiej:
Prof. Maria Janion,
Paweł Hertz,
Prof. Janusz Tazbir,
Prof. Jerzy Jedlicki,
Julia Hartwig i Andrzej Międzyrzecki,
Hanna Krall,
Marian Brandys,
Andrzej Drawicz,
Andrzej Osęka,
Prof. Władysław Jerzy Kunicki-Goldfinger,
Ryszard Kapuściński,
Zygmunt Kubiak,
Irena Szymańska i Ryszard Matuszewski,
Gustaw Holoubek,
Magdalena Tulli,
Jacek Kuroń,
Krystyna Zachwatowicz i Andrzej Wajda,
Zofia Chądzyńska,
Piotr Sommer,
Janina Pollakówna,
Wiesław Ochman,
Łukasz Korolkiewicz,
Erwin Axer,
Jerzy Turowicz i Anna Turowiczowa,
Czesław Aplecionek


P.S. 2

Cytat specjalnie dla
Guciamal:

„Lubię też czytać przewodniki – con amore – choć na ogół z myślą o podróżach. To bardzo ważne, aby móc zobaczyć miejsca znane z literatury, z jakiegoś przekazu kultury i po swojemu je doznać. To samo dotyczy dzieł sztuki. To może daje nam prawo – tak sobie prywatnie to tłumaczę – do pisania na przykład o malarzach, o których kilkadziesiąt osób, pewnie bardziej do tego uprawnionych, już pisało. Kiedy widzi się obraz na żywo i na nowo, można dodać coś od siebie, czemuś zaprzeczyć. Myślę, że tak powstaje kultura.” (s. 191-192)
Janina Pollakówna, poetka, eseistka, historyk sztuki

 
 

 



niedziela, 4 sierpnia 2013

Ulotne chwile (56)


Warszawa. Wyścig na torze na Dynasach, lata 20 XX w.
Kartka zakupiona podczas Warszawskich Targów Książki
Fot. zbiory Archiwum Fotografii Ośrodka KARTA
kolekcja Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów


piątek, 2 sierpnia 2013

Anna Iwaszkiewiczowa, Szkice i wspomnienia




Jakiś czas temu, kompletując koszyk zamówień w księgarni internetowej (trwała właśnie kolejna wielka promocja) znalazły się tam wydane w 2012 r. przez Czytelnika „Dzienniki i wspomnienia” Anny Iwaszkiewiczowej. Sprawdziwszy jednak zasoby moich okolicznych bibliotek stwierdziłam, że będę mogła przeczytać tę książkę drogą wypożyczenia, a nie kupna. W efekcie – jak to celnie ujęła jedna z gwiazd TVN-owskiej telenoweli – „pożydziłam” i książka Anny Iwaszkiewiczowej wylądowała znowu w poczekalni. Jakież było moje zdziwienie, gdy wypożyczywszy rzeczoną książkę okazało się, że to jest jednak co innego. Są tam eseje i szkice zawarte zapewne w najnowszym wydaniu, ale wpisów z dziennika jest niewiele. Już się zastanawiałam, czy czytać ten biblioteczny egzemplarz czy nie, ale stwierdziłam, że jednak przeczytam i wtedy się zorientuję, czy warto mieć na własność to najnowsze wydawnictwo, które mnie tak zaciekawiło. Po lekturze już wiem, że muszę kupić tę książkę i mieć ją na półce. Pióro Anny Iwaszkiewicz jest świetne!

W „Szkicach i wspomnieniach”  odnajdziemy kilka esejów poświęconych pisarstwu Tomasza Manna, Marcela Prousta i Josepha Conrada, trzech ulubionych pisarzy autorki. Jeden z nich to arcyciekawa analiza porównawcza między sposobem pisania Conrada i Prousta. Jeśli – podobnie jak ja - należycie do osób, które miały problem z przebrnięciem przez kolejne stronice „Czarodziejskiej góry”, po lekturze tekstu Anny Iwaszkiewiczowej zyskacie nagłą chęć do przeczytania tej książki. To samo stwierdzenie dotyczy również dzieła życia Marcela Prousta, które Anna Iwaszkiewiczowa poznała dogłębnie i potrafi swoją fascynację przekazać czytelnikowi. Jej esej jest napisany prostą, bezpretensjonalną, acz elegancką polszczyzną. Ale forma to tylko jeden z atutów tego tekstu. Autorka prowadzi nas przez meandry sztuki pisarskiej wszystkich wymienionych wyżej twórców z lekkością, gracją, autentyczną pasją i znawstwem. Te teksty świadczą niezbicie, że pani Anna przeżywała sztukę całą sobą, To widać w każdym zdaniu i słowie. Moja znajomość tekstu Prousta jest bardzo powierzchowna, ale dzięki esejowi Iwaszkiewiczowej wiele zrozumiałam z tego, co było zakryte przed moimi oczami w momencie czytania tej książki i sądzę, że jeszcze do niej kiedyś wrócę. 

Pięknym tekstem jest również bardzo osobiste wspomnienie Autorki o Karolu Szymanowskim, którego Anna Iwaszkiewiczowa znała, lubiła i ceniła. Wielbiła także jego muzykę, o której pisze z wielkim uczuciem i szacunkiem do piękna. Karol, jako kuzyn Jarosława, był członkiem jej rodziny. Jest on również głównym bohaterem zapisów z Dziennika, które znalazły się w tym wydawnictwie. 

W książce tej znajdziemy również przejmującą relację o tułaczce Anny Iwaszkiewiczowej w styczniu 1945 r., kiedy to wracała na Stawisko z Rabki w momencie ofensywy Armii Czerwonej na Kraków i Warszawę, a zagubieni cywile przez kilka tygodni nie mogli się przemieścić do domu z uwagi na trudności w podróżowaniu kolejami. Trochę gorzkich słów pani Anna skierowała pod adresem niegościnnych częstochowian porównując ich postawę wobec nieszczęsnych, pomiatanych przez dziejowe wichry podróżnych z serdecznością mieszkańców podwarszawskich miejscowości wobec bezdomnych warszawiaków, którzy przeżyli Powstanie.

Książka kończy się dwoma felietonami, czy też raczej osobistymi wspomnieniami Autorki o ukochanej Ustce i Zakopanem. Tekst dotyczący nadmorskiego kurortu jest dziełem skończonym, podczas gdy tekst o Zakopanem najprawdopodobniej jest tylko częścią zamierzonej całości. Iwaszkiewiczowa bardzo osobiście opisuje oba miejsca, z dużym uczuciem i sentymentem. Wspomina też czule ludzi, z którymi się tam zetknęła, np. Księdza Zieję czy panią Karczewską, u której wynajmowała pokój. 

Osobne słowa uznania należy również skierować wobec Pawła Hertza, autora przedmowy, który potrafił ukazać Annę Iwaszkiewiczową od bardzo osobistej strony. Takie ujęcie, napisane szczerze i z wielkim oddaniem wiele nam wyjaśnia przed zapoznaniem się z tekstami Autorki.

Tym, co nas uderza w tych tekstach to ogromna erudycja, wrażliwość na wszelkie przejawy sztuki  i potencjał intelektualny Anny Iwaszkiewiczowej. Mając na uwadze, że odebrała ona tylko wykształcenie domowe i bazowała głównie na tejże wrażliwości, jej analizy i eseje budzą podziw. Dzięki nim możemy zrozumieć, dlaczego – mimo iż nie była pisarzem – odgrywała istotną rolę w życiu artystycznym dwudziestolecia międzywojennego. Mimo podejmowania niełatwych w odbiorze dla przeciętnego czytelnika zagadnień i tematów każde słowo jest zrozumiałe, a „wykładnia” Prousta, Manna i Conrada jest zachętą, a nie przeszkodą w poznaniu książek tych autorów na własną rękę. 

Jeśli macie opory przed sięgnięciem po książki któregoś z tych trzech wielkich pisarzy, których szczególnie podziwiała Anna Iwaszkiewiczowa, zachęcam do przeczytania tych tekstów. Mogą stanowić dobre przygotowanie do samodzielnego poznania powieści uznanych za arcydzieła europejskiej i światowej literatury. Szkoda, że Anna Iwaszkiewiczowa nie pozostawiła po sobie pokaźniejszej spuścizny literackiej.



 Anna Iwaszkiewicz (1897-1979) - pisarka, tłumaczka, żona Jarosława Iwaszkiewicza. Córka bogatego przemysłowca Stanisława Wilhelma Lilpopa, z którym przebywała w latach 1915-18 w Rosji, co miało decydujący wpływ na rozbudzenie jej zamiłowania do sztuki. M.in. zaangażowała się w popularyzację muzyki Skriabina. Za życia wydała niewiele, głównie eseje o twórczości Marcela Prousta, Josepha Conrada I Thomasa Manna. Jej najwybitniejszym dziełem są "Dzienniki i wspomnienia" (wyd. 2000) opisujące życie międzywojenne. 
 

 


Autor: Anna Iwaszkiewiczowa
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Rok wydania: 1987
Liczba stron: 256

 

Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...