Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 lipca 2020

Magdalena Genow, Bułgaria. Złoto i rakija





Nie uważam się za znawcę Bułgarii czy Bałkanów, ale z przyjemnością i oczekiwaniem sięgnęłam po książkę Magdaleny Genow stanowiącej mieszaninę reportażu, anegdot, historii i wspomnień dotyczących tego bałkańskiego kraju. Takie pozytywne nastawienie do lektury wynikało zapewne z przeczytanej kilka lat temu wspomnieniowej książki Ałbeny Grabowskiej

Autorka jest w połowie Bułgarką i dla niej Bułgaria jest drugą ojczyzną, w której spędzała wakacje i gdzie mieszka wielu jej krewnych. Nic więc dziwnego, że dla niej Bułgaria nie jest krajem kojarzącym się wyłącznie z plażami i słońcem. Magdalena Genow jest admiratorką bułgarskich gór, tradycji i kuchni. Pięknie opowiada o swoich górskich wycieczkach czy odwiedzinach w bułgarskich monasterach. Swoją miłość do Bułgarii stara się przekazać czytelnikom.

Niby znamy ten kraj, ale czy zdajemy sobie sprawę, jak ogromny wpływ na Bułgarów, ich język, część przyzwyczajeń miała pięćsetletnia niewola turecka? Skoro w Polsce ciągle widać pozostałości i różnice wynikające ze 123-letniego okresu rozbiorów, to wyobraźcie sobie, jak mogło wpłynąć na Bułgarów 500 lat zależności od Turków osmańskich, odmiennych religijnie i kulturowo od mieszkańców Bułgarii. Sposób odzyskania niepodległości przez Bułgarię w 1878 r. wyjaśnia też, dlaczego Rosja i Rosjanie są traktowani w Bułgarii z dużym sentymentem, choć nie przeszkodziło to Bułgarii stanąć przeciwko Rosji w obu wojnach światowych. Przykładem, jak Bułgarzy żegnali zwierzchność turecką może być przykład Sofii, w której wyburzono starą, turecką zabudowę, przez co część tego orientalnego dziedzictwa została utracona.

Autorka nie jest jednostronnie optymistyczna w ocenie dzisiejszej Bułgarii. Potrafi naświetlić konflikt z Macedonią z bułgarskiej perspektywy, ale bez zacietrzewienia, zwraca też uwagę na ciemniejsze strony bułgarskiego stylu życia (np. stosunek do zwierząt). Magdalena Genow z sentymentem i radością zapoznaje nas z bułgarską kulturą, obyczajami i kuchnią. Aż szkoda, że nie ma w książce przepisów na ulubione potrawy Autorki. 

Bułgaria to niezmiernie interesujący kraj, daleko ciekawszy niż tylko złote plaże nad Morzem Czarnym. Jego poplątana, mroczna historia, piękno krajobrazu, gorący temperament mieszkańców, skomplikowana teraźniejszość składa się na interesującą całość. Książka Magdaleny Genow nie jest przewodnikiem turystycznym, ale zachęca do bliższego poznania Bułgarii, kraju, o którym tak naprawdę mało wiemy. 


Książkę przeczytałam w formie ebooka.


Autor: Magdalena Genow
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 311

piątek, 15 stycznia 2016

Marek Wałkuski, Wałkowanie Ameryki







„Wałkowanie Ameryki” mogłabym podsumować w trzech słowach: spodziewałam się więcej. Nie chcę się jednak ograniczać do tak lakonicznej opinii, więc napiszę parę słów wyjaśnienia, czemu jakoś nie uległam magii Autora.

Marka Wałkuskiego kojarzę jako dziennikarza Programu Trzeciego Polskiego Radia obdarzonego szalenie „radiowym głosem”. Moje skojarzenia dotyczą jednak epoki sprzed jego wyjazdu do USA, gdyż od dłuższego czasu właściwie Trójki nie słucham. Nie znam więc jego amerykańskich relacji na antenie radiowej. Jeśli były ograniczone do krótkiej formy, skoncentrowane na ciekawostkach i wygłoszone tym radiowym głosem, to na pewno były dla słuchaczy ciekawe i inspirujące. Książka stanowi niejako podsumowanie dziesięcioletniego pobytu rodziny Wałkuskich w USA i stanowi wyraz niewątpliwej fascynacji Autora tym krajem. Mimo zapowiedzi na okładce dowcipu w niej jednak mało, a sposób podania tekstu w większości mnie nie zachwycił.

Początek jest obiecujący, gdy Wałkuski opowiada, jakie są kryteria wyboru szkoły dla dziecka i jak wiele zależy od miejsca zamieszkania, sąsiedztwa etc. Autor podkreśla, jak wielką wagę przywiązują Amerykanie do wyboru szkoły o najlepszych wynikach i jak bardzo wpływa na to miejsce zamieszkania.

Interesujący jest również rozdział o przepisach stanowych dotyczących uzyskania prawa jazdy, gdzie Autor rozsądnie wyjaśnia, jak przyjazne obywatelowi jest postępowanie państwa i jak ten liberalizm nie przeszkadza we wzmocnieniu bezpieczeństwa na drogach. Jak wiadomo, w naszym kraju panuje zupełnie odmienne podejście do potencjalnego kierowcy, a rygoryzm i śrubowanie kryteriów, co sprawia, że egzamin na prawo jazdy stał się źródłem stresu większego niż przy zdawaniu jakiegokolwiek innego sprawdzianu umiejętności zawodowych, nie ma wielkiego wpływu na poprawę bezpieczeństwa na polskich drogach.
 
Pozostałe rozdziały naświetlające różne aspekty życia w USA nie zapadły mi szczególnie w pamięć. Natomiast niektóre z nich mocno mnie zirytowały nieustannym przywoływaniem danych statystycznych. Jest tego po prostu za dużo. To, co było interesujące w pierwszym rozdziale, w kolejnych już tylko nużyło i irytowało. Brakowało mi tu nieco więcej osobistego doświadczenia Autora. W obu rozdziałach, które najbardziej przypadły mi do gustu, osobiste zainteresowanie tematem Autora przełożyło się na ciekawszą narrację. Być może moja opinia byłaby bardziej pozytywna, ale pechowo dla pana Wałkuskiego przeczytałam jego książkę zaraz po „Wyspie na prerii” Wojciecha Cejrowskiego i był to dla mnie jednak dość spory kontrast w sposobie przekazu, umiejętności zainteresowania czytelnika i zaangażowania emocjonalnego przekazującego jednak sporo treści na niekorzyść książki redaktora Wałkuskiego. Nie wiem, czy sięgnę po kolejne wydawnictwo Autora (podobno jest lepsze), ale „Wałkowanie Ameryki” mnie nie powaliło na kolana.

Autor: Marek Wałkuski
Wydawnictwo: Editio
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 312





piątek, 8 stycznia 2016

Wojciech Cejrowski, Wyspa na prerii





Wielką radością czytelniczą były dla mnie książki Wojciecha Cejrowskiego opowiadające o Ameryce Południowej. Nastawiłam się więc na równie wspaniałe doznania podczas lektury jego książki o amerykańskiej prerii. I nie zawiodłam się! Pan Wojtek jest w wybornej formie pisarskiej i chociaż pisze o sprawach często drobnych, trywialnych, to właśnie dzięki nim nie tylko otwiera się przed nami inny świat, ale możemy też zrozumieć, z czego ta „inność” wynika.

Wojciech Cejrowski zabiera nas tymczasem na prerię, krainę kowbojów, tuż nad granicą z Meksykiem. Ma tu bowiem swoje własne ranczo nabyte 20 lat wcześniej. Małe, wykrojone niczym wysepka z ogromnych włości potężnego właściciela ziemskiego, ale jest u siebie panem. Historia nabycia tego spłachetka ziemi jest dość niezwykła, pewne fakty nie zostają przez Autora wyjaśnione do końca, ale ta mgiełka tajemnicy nie tylko nie przeszkadza, ale wręcz pomaga w lekturze książki.

Cejrowski opisuje nam życie na prerii, suchej i czerwonej, gdzie sąsiadujące domostwa oddalone są od siebie o wiele mil, gdzie jedyną szansą na rozmowę może być wizyta listonosza wrzucającego korespondencję do charakterystycznej amerykańskiej skrzynki na listy. Autor znajduje upodobanie w życiu na prerii, miejscu – jak się okazuje – nie ustępującym egzotyce zakątkom dżungli południowoamerykańskiej, gdzie mieliśmy okazję być z nim wcześniej. 

Na prerii nie ma miejsca na „ściemnianie” i gierki, a liczy się to, co sobą reprezentujesz, gdzie wolność jednostki jest szanowana, ale dowodem na nią jest posiadanie broni palnej, która gwarantuje bezpieczeństwo jej posiadaczowi i jego rodzinie. Wolność to słowo-klucz, niezbędne do zrozumienia mentalności mieszkańców prerii. Ta wolność, przywiązanie do tradycyjnych wartości niezmiernie fascynuje Autora, co daje Czytelnikowi niepowtarzalną okazję do poznania zasad filozofii życiowej tutejszych mieszkańców. Cejrowski doskonale potrafi zaprezentować anegdotę, która nie dość, że jest zabawna i zapada w pamięć, to jeszcze tłumaczy specyfikę pewnych zachowań i przyzwyczajeń, które na pierwszy rzut oka mogą wydać się Europejczykom niezrozumiałe.

„Wyspę na prerii” czyta się szybko i z dużą przyjemnością. W niczym nie ustępuje "Gringo wśród dzikich plemion" czy "Rio Anakonda". Jej streszczenie mija się z celem i właściwie jest niemożliwe, gdyż to opowieść o wsiąkaniu Autora, czyli gringo, w życie lokalnej społeczności i jego codziennych, by nie rzec trywialnych, doświadczeniach. Zresztą gdybym spróbowała podjąć się streszczenia, to odebrałabym potencjalnym czytelnikom przynajmniej 50% przyjemności. :) 

Jeśli chcecie się dowiedzieć, dlaczego PPP (Pierwsze Pranie Portek) na prerii jest cenną życiową lekcją i dlaczego ten znak umieszczany na domostwach kowbojów
 
 
 to oznaka wolności mieszkańca prerii, koniecznie przeczytajcie tę książkę!
 
 
 
 
 
 
 
 
„Gdyby życie nie gryzło, umierałbyś z nudów. Daj się kąsać i sam też wgryzaj się w świat, aż do połamania zębów. Oto sekret dobrego życia nie tylko na prerii.”

Autor: Wojciech Cejrowski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 296

środa, 29 kwietnia 2015

Andrzej Bobkowski, Z dziennika podróży





Andrzej Bobkowski – kim był? Jeszcze parę lat temu ten polski literat był kompletnie nieznany polskiemu czytelnikowi. Wiele lat po śmierci jego twórczość w końcu zaczyna się przebijać do świadomości czytelników, ale daleko mu do popularności innych twórców związanych z paryską „Kulturą”. A przecież Kazimierz Wierzyński mówił o nim: „To talent pisarski o niezwykłych walorach”. Najbardziej znaną jego książką są „Szkice piórkiem”, ale ja miałam na półce „Z dziennika podróży” i o nich chciałam dziś napisać parę słów. 

Zapiski Bobkowskiego zgromadzone w tym wydawnictwie pochodzą z czasów jego powojennego pobytu we Francji, późniejsze zaś stanowią dokumentację jego podróży statkiem z Marsylii do Panamy, skąd później udał się do Gwatemali, gdzie osiadł na stałe aż do przedwczesnej śmierci w 1961 r. 

Andrzej Bobkowski był zapalonym rowerzystą przemierzającym Francję wzdłuż i wszerz. Jego relacje z wypraw rowerowych i z późniejszego rejsu statkiem ukazywały się w powojennej prasie krajowej, jako że pozbawione były jakichkolwiek akcentów politycznych czy odniesień do sytuacji w Polsce. Ich autor wyłania się ze zgromadzonych w wydawnictwie tekstów jako bystry obserwator potrafiący na bazie określonego szczegółu postawić głębszą diagnozę. W swoich opisach koncentruje się na opisie sytuacji w powojennej Francji i stylu życia jej obywateli w warunkach ubóstwa i powszechnego niedostatku charakterystycznego dla powojennej Europy.

W 1950 roku Bobkowski podjął decyzję o emigracji do Gwatemali nie widząc dla siebie przyszłości w Europie. Był wolnym duchem, rzekłoby się dziś „kosmopolitą”, nie był ograniczony tęsknotą za polskością, do której zresztą miał dość krytyczny stosunek. Podjęcie decyzji o emigracji do dalekiego kraju było dla niego dążeniem do osiągnięcia wolności. Przez całą podróż Bobkowski prowadził dziennik. Jego zapiski z podróży III klasą na statku „Jagiełło” dotyczą opisu sytuacyjnego, codziennego życia w warunkach nietypowych, gdy podczas długiej podróży wszyscy pasażerowie zdani byli jedynie na towarzystwo ograniczonego kręgu osób. Opisy kontaktów ze współpasażerami skrzą się ciekawymi porównaniami i skojarzeniami, choć monotonia podróży była trudna do zniesienia, zwłaszcza w pod koniec rejsu.  

Relacje Bobkowskiego, choć spisane ponad 60 lat temu, czyta się z przyjemnością. Może dlatego, że nie koncentrują się na sprawach ówcześnie aktualnych, lecz raczej na ludzkich zachowaniach, które nie zmieniły się aż tak diametralnie. W pewnym momencie, czytając teksty Bobkowskiego nasunęło mi się porównanie do szkiców podróżniczych Sandora Maraia z okresu międzywojennego. Mimo wszelkich różnic, podejście obu literatów do opisywanej rzeczywistości jest zadziwiająco podobne, brakuje również odniesień do sytuacji politycznej w ich ojczyźnie, choć obaj byli emigrantami. 

Andrzej Bobkowski, powoli odzyskujący swoje miejsce w historii literatury polskiej, bezsprzecznie wart jest poznania i uwagi współczesnych czytelników. Odszedł zbyt wcześnie, a znany był bardzo wąskiemu gronu ekspertów. Teraz zaczyna się to trochę zmieniać, czego znakiem jest choćby ta strona Polskiego Radia
. Warto poznać pióro Bobkowskiego i jego styl pisarski, gdyż to przykład kolejnego zapomnianego, a bardzo zdolnego i inteligentnego człowieka, nie tylko pisarza.



Andrzej Bobkowski w Gwatemali
Źródło
Andrzej Bobkowski (1913-61) - rodzina sporo podróżowała, więc przyszły pisarz w dzieciństwie i młodości m.in. Lidę, Wilno i Modlin. W marcu 1939 r. wyjechał z żoną do Francji i tam rozpoczął pracę w fabryce broni w małej miejscowości pod Paryżem. Próbował bezskutecznie wstąpić do polskiego wojska. Zdecydował się więc na powrót do Paryża. Po wojnie przez krótki czas był kierownikiem Księgarni Polskiej w Paryżu, a następnie był magazynierem w YMCA. Współredagował też wychodzące do 1947 r. w Lyonie, a później w Paryżu pismo "Razem Młodzi Przyjaciele".
W 1948 r. Bobkowski opuścił Europę i wraz z żoną wyjechał do Gwatemali. Tam założył sklep z zabawkami i zajął się modelarstwem, nie zaniedbał też pracy pisarskiej. Swoje opowiadania drukował w "Kulturze". Ukazały się jako całość dopiero 9 lat po jego śmierci. Umarł 26 czerwca 1961 r. - przegrał kilkuletnią walkę z rakiem.


 



Autor: Andrzej Bobkowski
Wydawnictwo: Biblioteka Więzi
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 210
 
 

sobota, 7 marca 2015

Beskid Żywiecki - fotorelacja





Jak już Wam wspomniałam, w tym roku udało nam się wyjechać na tygodniowy wypoczynek w góry. Nie te najwyższe, bo byliśmy w Beskidzie Żywieckim, ale zmiana powietrza i otoczenia bardzo nam się przydała i stanowiła miłą odmianę od warszawskiej codzienności naznaczonej ostatnio trudnościami komunikacyjnymi.
 
Zamieszczam kilka zdjęć okolicy, w której mieliśmy okazję przebywać dzięki gościnności naszych przyjaciół. Zimy nie udało nam się odnaleźć, ale symptomy nadchodzącej wiosny były momentami całkiem wyraźne. :)
 
 
Jaz na Sole




To był piękny dzień na spacer...

Czuć wiosnę...

 
Soła

Ratusz w Żywcu


Konkatedra żywiecka


Tablica pamiątkowa w bramie wejściowej żywieckiego zamku


Zamek Habsburgów


Dziedziniec starego zamku w Żywcu

Tablica pamiątkowa na starym zamku w Żywcu


Urokliwy park pałacowy


Ławeczka z księżną Habsburg w parku wokół pałacu


Pomnik Jana Pawła II przy żywieckiej konkatedrze
 
Było pięknie, choć mało zimowo. :)

wtorek, 16 września 2014

Małgorzata Rejmer, Bukareszt. Kurz i krew





„Mam wrażenie, że Bukareszt to miasto ludzi, którzy nie chcą pamiętać o przeszłości, a jednak przeszłość woła za nimi na każdym kroku.” (s. 174)

Są kraje niby bliskie nam geograficznie, o których historii wiemy niewiele lub prawie nic. Tak z ręką na sercu, kto z Was kojarzy z Rumunią jakiekolwiek inne postacie niż Drakulę i Ceaucescu? No może jeszcze Eugene Ionesco czy Nadię Comaneci. Gdy zaczęłam się nad tym zastanawiać, to poza wymienionymi osobami i Bukaresztem, ogólną, dość zamgloną wiedzą o postawie Rumunii podczas I i II wojny światowej w mojej głowie żadna klapka już się nie otworzyła, żeby móc ten skromny zasób wiedzy poszerzyć. Przykre, ale prawdziwe. A przecież to kraj z naszego regionu geograficznego, który odegrał istotną rolę w tułaczce Polaków po klęsce wrześniowej w 1939 r.

Małgorzata Rejmer, młoda polska pisarka i dziennikarka, w latach 2009-11 podróżowała do Bukaresztu wielokrotnie. Chociaż nie jest to miasto, które łatwo zdobywa serca podróżników, to jednak między polską autorką a miastem powstała silna więź, którą można spokojnie określić mianem uczucia. W swojej książce Małgorzata Rejmer daje wyraz swojej fascynacji tym miastem, ludźmi tam żyjącymi i trudnej historii, której doświadczył ten naród.

Książka podzielona jest na trzy zasadnicze części o skrótowych, acz celnych tytułach:  

Komunizm. Złoto i błoto
Międzywojnie. Oko i ostrze
Współczesność. Orient i obłęd

„Bukareszt komunistyczny był prezentem, ofertą mamiącą ludzi – ciągnął Tomek [Ogiński].- Tu się przyjeżdżało, dostawało pracę od ręki i szło do zakładu, gdzie produkowano buble. Ludzie żyli w mieszkaniach, które były bublami, i ich życie też było bublem. I tak Bukareszt stał się miastem-bublem, odbiciem Pjongjangu i wszystkich stolic totalitarnych miast-scenografii, które oszukiwały ludzi i które były przez nich oszukiwane, miast, w których w najlepsze trwało permanentne oszustwo.” (s. 207)

Czasy dyktatury komunistycznej ujęte są w kilku miniaturach opartych głównie na wywiadach. Na ich podstawie autorka tworzy eseje opisujące historie rodzinne naznaczone prześladowaniami, biedą i wszechobecnym donosicielstwem. Z tych rozmów wyłania się fragment przeszłości, który przemawia do nas z całą mocą. Praktycznie każda rodzina była dotknięta bestialstwem reżimu, każdy może opowiedzieć o członku bliższej lub dalszej rodziny, który miał się nieszczęście znaleźć na celowniku tajnych służb. Autorkę interesują również osobowości Nicolae Ceaucescu i jego żony Eleny, osób mało wybitnych, które zapewniły sobie nie ograniczoną niczym władzę, czego wyrazem jest choćby budowa ogromnego Pałacu Ludowego kosztem trudnych do wyobrażenia zniszczeń w tkance architektonicznej stolicy i - co ważniejsze - kosztem katorżniczej pracy tysięcy ludzi. Ten budynek jest zresztą dla autorki symbolem braku rozliczeń po epoce komunistycznej. Tak jak po groteskowym i dramatycznym „procesie” i egzekucji dyktatorskiego małżeństwa nie wyjaśniono praktycznie żadnego aspektu tego wydarzenia, tak i obecny przekaz oficjalny na temat Pałacu podkreśla jego wymiary, epatuje liczbami, nie informując o krwawych kosztach i bezsensowności tej decyzji.

„Przysłowia rumuńskie stanowią komentarz na wypadek wszelkiego rodzaju nieszczęść i zgryzot, na wypadek zdrady, bólu i nieszczęścia:

„Dasz komuś chleba z solą, pożre cię całego.”

„Ten, kogo nie znasz, cię sprzeda, ten, kogo znasz, cię kupi.”(…)

„Masz pieniądze, masz przyjaciół, nie masz pieniędzy, nie masz przyjaciół.”
(s.161)


Druga część to miniatury dotyczące Rumunii przed wojną, nie mniej krwawej i naznaczonej ludzkimi fanaberiami władców. Te teksty pozwalają jednak spojrzeć na miasto i kraj z innej perspektywy, wyobrazić sobie piękne domy, secesyjne balkoniki, które budowano na wzór Paryża, a które w dużej mierze zostały zniszczone w pogoni za budową nowego wspaniałego świata. Świata naznaczonego gigantomachią i nieliczeniem się z człowiekiem.

„Bukareszt jest miastem tyleż tragicznym, co komicznym, czasem drobne zdarzenia zaczynają się jak komedia, potem raptownie przybierają postać tragedii, a na koniec zostają w pamięci jako farsa.” (s. 250)

Ostatnia część to eseje o współczesnym Bukareszcie. Autorka przedstawia tu własne doświadczenia, spotkania z ludźmi, zapisy rozmów o współczesności i przeszłości. W pamięć zapada jej relacja z podróży koleją naznaczoną agresywnością sfrustrowanej kontrolerki biletów czy przerażający wręcz materiał o watahach bezpańskich psów wałęsających się po rumuńskiej stolicy. 

Książka jest napisana z pasją i uczuciem. To jest widoczne i czuje się tę fascynację. Jeśli mogłabym się do czegoś przyczepić, to nie podobało mi się nadmierne wyeksponowanie wątku dotyczącego potajemnych aborcji w epoce komunizmu. Nie kwestionuję faktu, że autorka poruszyła ten temat, ale wydaje mi się, że poświęcono mu zbyt wiele miejsca w tej książce, którą czyta się świetnie mimo niełatwego tematu i trudnych sytuacji, które są opisane bez owijania w bawełnę. Jeśli podczas lektury co i raz pojawia się u mnie chęć pogłębienia wiedzy na temat pojawiających się osób, miejsc i faktów, to jest to symptom udanej lektury. Tak było w przypadku tej książki, której lektura była dla mnie wielkim przeżyciem i jednym z tegorocznych odkryć.

Mam jednak nieco ambiwalentne odczucia wobec tej lektury. O ile czytało mi się ją świetnie, opisywane miejsca, sytuacje i ludzie wzbudzali moje żywe zainteresowanie, o tyle nie poczułam chęci odwiedzenia tego miasta, poczucia jego atmosfery fatalizmu i beznadziei, która uwiodła autorkę. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to kawałek naprawdę świetnego reportażu zaangażowanego i osobistego, odkrywającego przed czytającym zupełnie nieznane aspekty przeszłości i teraźniejszości. Ta książka wciąga i elektryzuje.

 
Małgorzata Rejmer (ur. 1985) - polska pisarka. W 2009 r. wydała debiutancką książkę pt. "Toksymia" i otrzymała za nią nominację do Nagrody Literackiej Gdynia. Jej kolejna książka "Bukareszt. Kurz i krew" otrzymała Nagrodę Newsweeka im. Teresy Torańskiej, była także nominowana do nagrody Nike. Wywiad m.in. o fascynacji Bukaresztem znajdziecie tu.
 
 
 
 
Autor: Małgorzata Rejmer
Wydawnictwo: Czarne
Seria: Sulina
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 288

poniedziałek, 8 września 2014

Sobota na mazowieckiej wsi :)





Przepiękna sobotnia aura sprzyjała wyjazdom poza miasto. Razem z moimi koleżankami oraz synkiem pojechaliśmy poczuć atmosferę wsi sprzed ponad stu lat. Dlatego też celem naszej wyprawy było Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu.
 
To był piękny dzień...
 

Piękna aleja z szeregiem chat wiejskich z końca XIX i początku XX wieku




Dzieci z miasta nie posiadające dziadków na wsi mogą zobaczyć
na terenie skansenu prawdziwe krowy,

gęsi

kozy i parę innych gatunków nie uwiecznionych na zdjęciach. :)

Ogromny stóg siana też był wielką atrakcją :)


Pięknie zachowane i utrzymane wnętrza chat zachwycają




Słońce, kwiaty, bezchmurne niebo - czegóż chcieć więcej?




Kapliczka w parku dworskim

Zabudowania dworskie z powozownią i stajnią w pobliżu. 

Niektórzy zwiedzający poznawali ten wspaniały skansen w komfortowych warunkach.
A Mama wyrabiała muskuły :)
 
Nie można też nie spróbować pajdy wspaniałego chleba na zakwasie ze smalczykiem i ogórkiem kiszonym w karczmie Pohulanka na terenie skansenu. Pycha!
 
Jeśli chcielibyście miło spędzić dzień na świeżym powietrzu (z dzieciakami lub bez) gorąco polecam to miejsce. :) A na koniec trochę poezji.


Pokój wsi

 Pochwalona wieś dobra, wóz, konie i grabie,
Gumna, cepy i kosy ostrzone u bruska,
Wszystkie narzędzia, których chwałą zbiór i zwózka,
Rola, miedza, ściernisko, późne lato babie;

Wiatrak, co w modłach wznosi swe ramiona rabie:
"O, przyjdź, wietrze, przyjdź, zboże! Odpadnie twa łuska!"
Ręce chłopa i dziewki i jej chusta ruska,
Śpiewanki, dymy perzów i rechoty żabie;


I żmudna młóćba, zimy zasobnej znachorka,
I woły, jarzma, pługi i brony, i orka,
I jesień, i pogoda piękna jak niedziela,


I chaty kumę, pełne święconego ziela,
I ten zmierzch rozczulony, gdy wozy w spichrz zwożą
Ziarno, a ludzie w serca swe spokojność bożą...
 
Leopold Staff
 

wtorek, 2 września 2014

Tomek Michniewicz, Swoją drogą





Nazwisko Tomasza Michniewicza krążyło gdzieś na obrzeżach mojej świadomości. Nie znam go z działalności radiowo-telewizyjnej, nie czytałam też jego książek. Dopiero niedawno zauważyłam sporo blogerskich opinii, niezwykle pozytywnych i zachęcających do zapoznania się z jego wydawnictwami podróżniczymi. Ponieważ w bibliotece natknęłam się na jego najnowszą książkę postanowiłam po nią sięgnąć i sprawdzić czy jego styl pisania chwyta mnie za serce i budzi tęsknotę za dalekimi podróżami. 

Jak wyczytałam w różnych miejscach w sieci Tomasz Michniewicz jest podróżnikiem z dużym doświadczeniem. Podróż to jego sposób na życie, pasja i chyba ucieczka od przyziemnych obowiązków. W swojej najnowszej książce postanowił przeprowadzić eksperyment na trojgu bliskich mu ludzi: zaproponował im „podróż życia” w wybrane przez nich miejsce, którą on zorganizuje. 

„Zabiorę cię w dowolne miejsce na świecie - powiedziałem każdemu. - Dokąd tylko chcesz. Przeżyjesz to, o czym od zawsze marzyłeś, zobaczysz miejsca, które zawsze chciałeś zobaczyć. Sprawdzisz się w tym, na co nigdy nie miałeś odwagi. Przekonasz się może, na co cię stać. Ty decydujesz kiedy, dokąd i po co. Ale zdecydować musisz teraz, w tym momencie. Decyduj."

Pierwsza z tych osób to Marcin, kolega, z którym osiem lat wcześniej byli razem w Etiopii. Obecnie pracuje on jako księgowy w korporacji, a Etiopia jest jedynie pulsującym życiem wspomnieniem. Zgadza się na propozycję Tomka i wybiera podróż do Afryki, ale decyzję, że będzie to wizyta w plemieniu Baka, u ostatnich Pigmejów w Kamerunie, podejmuje autor książki. Po najeżonej trudami podróży w ekstremalnych warunkach, błocie, w tropikach zamieszkują w gościnie u Baka, poznają ich tryb życia i trudności, z jakimi się mierzą we współczesnym świecie. Po opuszczeniu ich wioski podejmują również temat czarowników. Na skutek choroby Marcina muszą wracać do Polski. Drugą podróżniczką jest Marianna, żona Tomka Michniewicza, która nie wybrała celu podróży zdając się na propozycję męża. Jedyną sugestią z jej strony było życzenie, aby pojechali tam, gdzie na pewno by jej nie zabrał. Trafili do Arabii Saudyjskiej, gdzie Marianna musi ubierać się i zachowywać zgodnie z tradycją tego ortodoksyjnie muzułmańskiego kraju. Trzecim wybrańcem jest ojciec autora, którego cel podróży został wybrany przez Tomka. Jest to Nowy Orlean, mekka fanów bluesa, a ojciec autora – choć nie jest zawodowym muzykiem – to jednak kocha tę muzykę i gra naprawdę nieźle. Czy te podróże zmienią życie bohaterów i przyczynią się do rozwiązania problemów w życiu codziennym? 

Będę chyba wyjątkiem w książkowej blogosferze, ale po lekturze tej książki mam bardzo mieszane odczucia. Jej zaletą jest niewątpliwie ciekawy pomysł wyjściowy, który dał szansę tzw. „zwyczajnym” ludziom, choć związanym mocno z autorem, szansę na spojrzenie na świat i życie z jego perspektywy. To na pewno było ważne dla autora, czy tak było w przypadku wszystkich uczestników tego przedsięwzięcia nie mam pewności. 

Autor przekazał czytelnikowi sporo informacji i wyjaśnień odnośnie trybu i warunków życia plemienia Baka, kiedy państwo traktuje ich jak pariasów, a cywilizacja nie pozwala żyć zgodnie z ich wielowiekową tradycją. Tomasz Michniewicz naświetlił również pewne aspekty życia kobiet w Arabii Saudyjskiej, co kłóci się z dominującym przekazem medialnym. Autor zresztą zwraca uwagę na fragmentaryczność i płytkość przekazu współczesnych mediów, co zniekształca, a często i wypacza obraz świata. To zdecydowanie plus tego wydawnictwa. 

A jednak nie jestem przekonana, czy Tomasz Michniewicz to autor, do którego wrócę. Muszę przyznać, że obecnym numerem jeden, jeśli chodzi o pisarstwo podróżnicze jest dla mnie Wojciech Cejrowski. Jego książki są napisane z pasją, w gawędziarskim i wciągającym stylu, a jednocześnie wiele mówią o odwiedzanych miejscach i ludziach. Nic więc dziwnego, że książkę Michniewicza podświadomie porównywałam z twórczością Cejrowskiego. Niestety, to porównanie wypadło blado dla Michniewicza, gdyż jego sposób pisania jest dość mało porywający, z takim dystansem do czytającego. Inna sprawa, że styl Michniewicza i tak jest niezły w porównaniu np. do Jacka Pałkiewicza, ekstremalnie suchego i technicznego w swoim słownictwie. Przeczytałam jedną książkę jego autorstwa i mam dość. Czekam na kolejną książkę Cejrowskiego!

Wracając do książki Tomasza Michniewicza przyznam również, że odniosłam wrażenie, jak gdyby autor zwracał się do czytelnika z pozycji „wielkiego podróżnika”, coś w tym stylu: „widzicie, ja wybrałem życie arcyciekawe, podróżuję po świecie, a wy tkwicie za biurkami od… do… i nie przyjdzie wam na myśl, że można żyć inaczej”. Może upraszczam, ale takie odniosłam wrażenie. Z tonu wypowiedzi wobec kolegi księgowego można wywnioskować, że wykonywanie tego zawodu to asekuranctwo i straszne nudy. W wielu wypadkach może i tak jest, ale można być również księgowym z pasją, lepiej nie uogólniać, bo nie każdy może i chce spełniać się w podróży po świecie. 

Podróż Marcina - w moim odczuciu najciekawsza z trzech relacji - jako jedyna kończy się z grubsza zgodnie z założeniem Michniewicza, Afryka porusza w jego koledze jakąś głęboko ukrytą strunę i ta pełna przeszkód i trudności wyprawa, podczas której nie ustrzegł się on również choroby, przyniosła w jego życiu zmianę. Czy jednak skłoniła go do tego ta podróż, tego nie wiemy. 

Kolejne dwie podróże nasycone są wieloma aspektami życia prywatnego autora i jego najbliższych. Rozumiem, że chciał je w nietypowy sposób wydobyć na światło dzienne, być może rozwiązać, ale nie można tu mówić o sukcesie czy choćby zgodnym z zamysłem autora przebiegiem tych podróży. I tu już można się zastanawiać, czy to książka podróżnicza, czy też psychodrama rodzinna. Nie znam autora książki, nic nie wiedziałam o jego życiu przed sięgnięciem po tę książkę. Teraz w głowie mi siedzą jego rozmowy z ojcem, sytuacja w małżeństwie Michniewicza, a obraz krajów, które odwiedzał jakoś się zaciera. I to mi się nie podoba, bo oczekiwałam po tym wydawnictwie jednak wrażeń podróżniczo-krajoznawczych, refleksji o odwiedzanych krajach, regionach, poznanych ludziach, a nie roztrząsanie prywatnych spraw autora. Parafrazując więc tytuł jednego z programów telewizyjnych stwierdzę jedynie, że nie urzekła mnie ta historia (miejcie jednak na uwadze, że moje zdanie jest znacząco odmienne od innych blogerów, którzy czytali tę książkę :)).

 
Tomasz Michniewicz (ur. 1982) - polski dziennikarz, fotograf, podróżnik i reportażysta. Redaktor naczelny serwisu podróżniczego www.koniecswiata.net. Autor programu "Inny świat" w telewizji TTV. Pracował m.in. w Programie Trzecim Polskiego Radia, Polskim Radiu BIS i tygodniku "Polityka". Publikował również w innych gazetach i czasopismach. Autor trzech książek reporterskich - "Samsara. Na drogach, których nie ma" (2010), "Gorączka. W świecie poszukiwaczy skarbów" (2011) oraz "Swoją Drogą" (2014).


Autor: Tomasz Michniewicz
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 368


czwartek, 26 czerwca 2014

Claudio Magris, Podróż bez końca






„Podróż w przestrzeni jest zarazem podróżą w czasie i przeciw czasowi.” (s. 16)

Wielkim uznaniem darzę serię „Podróże” Zeszytów Literackich. Dzięki niej dotarłam do wielu zakątków świata, ale książki wydawane w ramach tej serii pozwalają na wzbogacenie naszej wiedzy o ich wielobarwnym pejzażu kulturowym. Subiektywne odczucia autorów często pobudzają w nas tęsknotę i chęć pełnego przeżycia naszych podróży, tych dalekich i tych bliskich.

„Podróż bez końca” to moje pierwsze spotkanie z Claudio Magrisem, włoskim eseistą, który zabiera nas w intelektualną podróż. W pierwszym rozdziale autor przedstawia swoją wizję procesu podróżowania nie zawsze związanego z pokonywaniem wielkich odległości. Oprowadza nas też po dziełach literackich, w których wyartykułowana jest koncepcja podróżowania lub jest w nich zawart jakiś aspekt tematu przewodniego książki. Potem Magris zabiera nas w podróże, które odbył w przeszłości dalszej i całkiem bliskiej. Trafiamy z nim do Pragi, Wiednia, Warszawy, Wietnamu, a nawet do Iranu. 

„Podczas podróży wiele rzeczy zostaje poddanych w wątpliwość: pewniki, wartości, uczucia, oczekiwania gubią się po drodze – droga jest surową, lecz dobrą nauczycielką. Inne wartości i uczucia znajduje się, spotyka, zabiera ze sobą. Podobnie jak podróż, pisanie oznacza demontaż, ponowne porządkowanie, nową kombinację. Podróżuje się w rzeczywistości jak w teatrze, przesuwając dekoracje, otwierając nowe przejścia, gubiąc się w ślepych zaułkach i zatrzymując przed fałszywymi drzwiami narysowanymi na ścianie.” (s. 15)

Poznajemy miasta i kraje konkretnie umiejscowione w czasie, co ma wpływ na odbiór pisarza. Swoją opowieść prowadzi płynnie i bez zgrzytów. Jest to forma eseju, niekiedy mającego charakter gawędy, ale każde słowo jest ważne i pozwala czytelnikowi odkryć nowe lądy.

Magris nawiązuje do swoich wcześniejszych książek, zwłaszcza „Dunaju”, jego opus vitae. Urodził się na pograniczu włosko/jugosłowiańskim, fascynują go więc Bałkany i tamtejsze zróżnicowanie kulturowe, czemu daje wyraz opowiadając o języku istrorumuńskim, którym posługują się Cyncarzy, „prawdopodobnie najmniejsza mniejszość w Europie”. 

Bardzo inspirujące jest również wspomnienie o podróży do Iranu, kraju kojarzonego z rewolucją islamską i rządami mułłów, a którego literatura i historia są dużo bardziej zróżnicowane. W jego wspomnieniach podróżniczych nie mogło również zabraknąć Wiednia, dawnej stolicy cesarstwa austro-węgierskiego. Zaciekawił mnie rozdział o podróży do Hiszpanii, i skonfrontowanie współczesnej spalonej słońcem Estremadury z przygodami i charakterem Don Kichota, legendarnego bohatera na stałe związanego z tym regionem. 

„Istnieje coś takiego jak polska twarz – naznaczona przez los, jakby poryta zmarszczkami. To twarz niektórych ludzi, na przykład staruszka o spokojnym i kpiącym spojrzeniu, który w krakowskich Sukiennicach grał na dziwacznym bębnie, twarz wyrażająca rozważną melancholię i obojętne szyderstwo, przypominająca maskę wielkich komików. Zażyłość z katastrofami musiała wyrzeźbić podobne oblicza.” (s. 79)

Opowieść Magrisa o Warszawie roku 1981 i 1989 roku, częste nawiązania do twórczości Ryszarda Kapuścińskiego oraz stała współpraca z Zeszytami Literackimi pozwalają przypuszczać, że żywi do Polski i Polaków sentyment. 

Zgadzam się ze zdaniem z okładki, że ta książka to „prawdziwa lekcja twórczego podróżowania”. Po raz kolejny seria „Podróże” mnie nie zawiodła i dzięki niej poznałam wartościowego autora, który napisał mądrą książkę zachęcającą do podróży pozwalającej odkryć nowe lądy i dzięki temu prowadzącej do poznania siebie. Podróż to życie, po prostu.

„Ten, kto podróżuje, pozostaje niezmiennie włóczęgą, obcym, gościem; śpi w pokojach, gdzie przed i po nim mieszkali nieznajomi, nie ma własnej poduszki ani dachu nad głową. Pojmuje więc, że nie można nigdy naprawdę posiadać domu, przestrzeni wykrojonej z nieskończoności wszechświata, lecz tylko przebywać w nim przez pewien czas, przez jedną noc albo przez całe życie, w poczuciu szacunku i wdzięczności. Nie bez powodu podróż jest przede wszystkim powrotem i uczy, jak mieszkać swobodnie, bardziej poetycko we własnym domu.” (s. 10)


PS. Książka jest do kupienia w sklepach Dedalus za 10 zł.

 

Claudio Magris (ur. 1939) – włoski pisarz, eseista, felietonista, tłumacz i germanista.










Autor: Claudio Magris
Tytuł oryginalny: L’infinito viaggiare
Wydawnictwo: Zeszyty Literackie

Seria: Podróże
Tłumacz: Joanna Ugniewska
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 132

środa, 28 maja 2014

Karolina Lanckorońska, Notatki z podróży do Grecji




Karolina Lanckorońska, przedstawicielka znanego rodu arystokratycznego, była wybitnym uczonym, wykładowcą historii sztuki na przedwojennym Uniwersytecie im. Jana Kazimierza we Lwowie. Zawierucha wojenna i jej działalność w AK doprowadziła do aresztowania jej przez gestapo i wysłania do obozu Ravensbruck …. Jej najbardziej znaną książką są wstrząsające „Wspomnienia wojenne”. Po wojnie, która uniemożliwiła jej powrót do ojczyzny, Karolina Lanckorońska osiadła we Włoszech, gdzie prowadziła ożywioną działalność naukową, była również mecenasem sztuki. W 1964 r., czyli 50 lat temu, postanowiła udać się w wyczekaną i wytęsknioną podróż do Grecji, śladami kultury antycznej. 

„Notatki z podróży do Grecji” to owoc tamtego wyjazdu. Autorka odwiedziła Ateny, Delfy, Korynt, Mykeny, Olimpię i inne miejsca związane z najsłynniejszymi wydarzeniami i osiągnięciami starożytności. Natłok wrażeń i emocji prowokuje autorkę do refleksji nad pięknem epoki, która, choć przeminęła, pozostawiła trwały i głęboki ślad w naszej tradycji kulturalnej. Jej wiedza i erudycja budzi podziw mimo skrótowości przyjętej formy zamieszczonych w książce tekstów. Lanckorońska była też wielbicielką twórczości Michała Anioła i w tekstach tych również o niej wspomina.

Autorka wykorzystuje okazję, aby przypomnieć znamienite postacie epoki, najsłynniejsze dzieła sztuki. Odnosząc się do piękna i geniuszu starożytnych Lanckorońska wyraża żal, że młodzież epoki lat sześćdziesiątych nie ma szansy uczenia się języków klasycznych, co było dane pokoleniu autorki. Ciekawe, jaką miałaby opinię o obecnych standardach kształcenia, gdy łacina i greka to rzadkość w dzisiejszych liceach, a nawet na uniwersytetach.

Autorka pobieżnie opisuje też codzienność, z jaką się styka podczas podróży ubolewając nad trudnościami komunikacyjnymi. W tamtym czasie Grecy słabo znali języki obce, nie ma porównania z dniem dzisiejszym. Widać również różnicę, jaka zaszła w sposobie uprawiania turystyki. W latach sześćdziesiątych można było jeszcze kontemplować zabytki bez pośpiechu, oddając się zadumie. Może nie przez cały dzień, ale w pewnych porach dnia było to możliwe. Dziś – jak wiadomo – jest to praktycznie niemożliwe, wszędzie natykamy się na tłumy zwiedzających, które są częścią tej masowej turystyki, jaka jest naszym udziałem. Karolina Lanckorońska wspomina kilkakrotnie młodych ludzi, często wyznawców modnego w tym czasie egzystencjalizmu, na których natknęła się podczas tej podróży.

Autorka wspomina również uczucie wrogości, z którym się spotykała ze strony prawosławnych mieszkańców Grecji, gdy szukała śladów katolicyzmu, mimowolnie porównując ją z atmosferą otwartości, jaka ówcześnie panowała w Rzymie doby II Soboru Watykańskiego.

„Notatki z podróży do Grecji” ukazały się w formie książkowej dopiero w 2004 r. Wcześniej były dostępne na łamach londyńskich „Wiadomości” z roku 1965 r. Wstępem je opatrzył Marek Kunicki-Goldfinger. Jest on również autorem bardzo obszernych not zamieszczonych na końcu książki. „Notatki….” zostały również opatrzone indeksem osób oraz nazw geograficznych, które wspomniane są w tekście. Zawarte są tam niewątpliwie przydatne informacje, zwłaszcza dla osób, które nie mają szerokiej wiedzy nt. kultury antyku. Wiele informacji przekazanych jest ciekawie i naświetlają one poruszane przez autorkę kwestie, które z racji ograniczeń typowych dla tekstów prasowych, przedstawione są dość skrótowo. Uzupełnieniem publikacji są zdjęcia Karoliny Lanckorońskiej z tej podróży, które pochodzą ze zbiorów Archiwum Naukowego PAU i PAN w Krakowie.

Wszyscy, którzy kochają Grecję i sztukę starożytną znajdą przyjemność w lekturze tej niewielkiej rozmiarowo publikacji. Napisana żywym językiem pozwala zachwycić się sztuką starożytną, która odcisnęła niezatarte piętno na naszej cywilizacji. Osoba Karoliny Lanckorońskiej i jej dorobek niewątpliwie wart jest bliższego poznania.




Karolina Lanckorońska (1898-2002) - pochodziła z arystokratycznego rodu herbu Zadora. W latach 1917-1921 studiowała historię sztuki. Zajmowała się głównie twórczością Michała Anioła. W czasie II WŚ służyła w szeregach Związku Walki Zbrojnej, a następnie w AK. W maju 1942 r. aresztowało ja gestapo. Trafiła do obozu koncentracyjnego Ravensbruck. Po wojnie zamieszkała we Włoszech. W 1994 r. Lanckorońska ofiarowała kolekcję dzieł sztuki swego ojca Zamkowi Królewskiemu w Warszawie oraz Zamkowi Królewskiemu na Wawelu. 


Autor: Karolina Lanckorońska
Wydawnictwo: Biblioteka Więzi
Rok wydania: 2004
Liczba stron: 167 

sobota, 18 stycznia 2014

Impresje petersburskie





Po przeczytaniu wpisu Magdaleny Bioggraff o jej podróży do Sankt Petersburga ogarnął mnie nastrój wspomnieniowy, gdyż i ja odwiedziłam to miasto. Dawno, bo dawno (w 2002 r.), ale cały czas mam w pamięci te widoki i miejsca, które miałam okazję obejrzeć. Po lekturze notki wspomnieniowej Magdaleny zaczęłam szukać własnych zdjęć. Okazało się to zadaniem dość trudnym, gdyż w tamtym czasie nie miałam aparatu cyfrowego, a klisz nie mogłam odnaleźć (gdzieś na pewno są, ale nie mam pojęcia gdzie). Pozostało mi więc dosłownie parę zdjęć i widokówek, które tu mogę pokazać oraz album z rezydencji carskich. Mimo ubóstwa moich pamiątek wizualnych pragnę się z Wami podzielić zachwytem nad pięknem tego miasta.

W 2002 r. wspólnie z moją koleżanką zorganizowałyśmy sobie nietypowy dwutygodniowy wyjazd podzielony sprawiedliwie między Moskwę i Sankt Petersburg. Dzięki temu miałam niepowtarzalną okazję dotrzeć do Petersburga nocnym pociągiem z Moskwy o dźwięcznej nazwie "Krasnaja Strieła". :) W owym czasie (a wydaje mi się, że pod tym względem nic się nie zmieniło) podróż tym pociągiem była naprawdę wygodna. Jedyną niedogodnością był brak zróżnicowania przedziałów na kobiece i męskie. Jak nas poinformowano w kasie "u nas wsie wmiestie". :) No i był to pewien problem w kontekście przygotowania się do snu w dość ograniczonej przestrzeni 4-osobowego wagonu sypialnego. Kolejną ciekawostką była konieczność legitymowania się paszportem przy zakupie biletów kolejowych, co nas lekko zdziwiło, ale "co kraj to obyczaj". 


Szczęśliwie się złożyło, że odwiedzając Sankt Petersburg na własną rękę, mogłyśmy same ustalać trasy naszych spacerów oraz planować wizyty w poszczególnych atrakcjach nie będąc ograniczone ramami czasowymi.

Poniżej zamieszczam kilka fotek z naszego wyjazdu z paroma słowami komentarza. 


Pomnik Piotra I w Sankt Petersburgu

To chyba najsłynniejszy pomnik kojarzony z tym miastem, ale czy jego twórca, bezwzględny i nie tolerujący sprzeciwu, mógłby nie posiadać tu żadnej pamiątki? Pamięć o nim jest ciągle żywa, a jeśli uświadomimy sobie, jak wiele istnień ludzkich, ile krwi i potu pociągnęła za sobą budowa miasta w tak nieprzyjaznym człowiekowi miejscu, tym większy podziw pomieszany ze strachem budzi to niezwykłe miasto nad Newą.



Wenecja północy?




Wiele jest malowniczych miejsc, ale najbardziej urzekły mnie mosty.



Petersburg to miasto, w którym można umówić się na łowienie ryb

Można też spotkać tam sfinksa. :)

Największą atrakcją Petersburga (w moim skromnym przekonaniu) jest Ermitaż, cudowne, stanowiące ucztę dla oczu, muzeum. Zwiedzałam wiele najsłynniejszych europejskich muzeów i choć każde zrobiło na mnie wielkie wrażenie, to jednak zbiory Ermitażu mnie oszołomiły. Można właściwie nie wychodzić z tego budynku przez tydzień, a i tak pewnie nie zobaczy się wszystkiego. My poświęciłyśmy na zwiedzanie cały dzień, nie odpoczywałyśmy ani przez chwilę, a i tak dałyśmy radę obejrzeć tylko dwa z trzech pięter. Praktycznie każda sala zawiera klejnot, którego nie można pominąć, a to Rafael, a to da Vinci, a to Monet itd., itd. Same wnętrza również porażają pięknem. Trudno mi dobrać słowa, żeby określić bogactwo zbiorów. Jeśli będziecie mieć okazję odwiedzić to miasto, koniecznie trzeba odwiedzić Ermitaż. Choćbyście nie lubili muzeów, to jednak Ermitaż warto zobaczyć, odwiedzić, przeżyć.

Wnętrze Ermitażu


Sankt Petersburg jest pięknym miastem, ale wizyta w nim nie jest pełna bez zobaczenia rezydencji carskich. Jest ich kilka. My poświęciłyśmy dwa dni na zobaczenie Peterhofu, Carskiego Sioła, Pawłowska i Oranienbaumu. Dzięki temu nasze wrażenia są pełniejsze, a wspomnienia ciągle żywe mimo upływu 10 lat od naszej wizyty. Gdy spotykamy się z koleżanką czasem wspominamy ten wyjazd i przypominamy sobie: pamiętasz te fontanny w Peterthofie? A te złote cudeńka w Carskim Siole? A klasyczną elegancję Pawłowska? 





Przyznaję się uczciwie, że z carskich rezydencji kojarzyłam jedynie nazwę Carskie Sioło. Do Peterhofu jechałam nie zdając sobie sprawy, co mnie czeka. A jest to jedyna rezydencja, w której Piotr I rzeczywiście przez krótki czas mieszkał. Słynny jest nie tylko wspaniały pałac, ale przepiękny park pełen pomysłowych fontann, których część powstała w formie pułapek na niczego się nie spodziewających gości cara. Te fontanny zachwycają i sprawiają ogromną frajdę również dziś. :)






Pałacyk Monplaisir w peterhofskim parku.
W nim właśnie Piotr I przebywał pod koniec życia

Carskie Sioło i Peterhof to rezydencje imperialne, porażające bogactwem, przepychem i ogromem, choć jednocześnie zachwycające pięknem i finezją. Pawłowsk jest zupełnie inny. Była to rezydencja Wielkiego Księcia Pawła, syna Katarzyny II i jego małżonki Marii Fiodorowny, która miała duży wpływ na wygląd rezydencji. Pałac ten wyróżnia się klasycznym pięknem, prostotą i elegancją, która - już chyba nieco przynudzam, ale trudno mi znaleźć adekwatne słowo - mnie zachwyciła. A na koniec kilka migawek z Carskiego Sioła i Pawłowska. Niestety, nie mam zdjęć pałacu w Pawłowsku, posiłkuję się więc zdjęciem z przewodnika po rezydencjach carskich.




Fasada pałacu w Carskim Siole w zbliżeniu



Pałac w Pawłowsku z lotu ptaka

Park w Pawłowsku

To była naprawdę piękna wycieczka i choć zdjęcia nie oddają bogactwa naszych wrażeń, to wspomnienia zostają z nami na zawsze.


Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Besala Jerzy Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Borkowska Urszula Bowen Rhys Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Covey Sean Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnecka Renata Czarnyszewicz Florian Czwojdrak Bożena Dallas Sandra Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domagalski Dariusz Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drewniak Wojciech Drinkwater Carol Drucka Nadzieja Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Dyer Wayne Edwardson Ake Evans Richard Fabiani Bożena Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Filipowicz Wika Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fowler Karen Joy Frankl Viktor Franzen Jonathan Frayn Michael Fredro Aleksander Fryczkowska Anna Fønhus Mikkjel Gaskell Elizabeth Genow Magdalena Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Helsztyński Stanisław Hen Józef Herbert Zbigniew Hill Napoleon Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jahren Hope Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jurgała-Jureczka Joanna Jörgensdotter Anna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karlsson Elise Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kowecka Elżbieta Kościński Piotr Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kręt Helena Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Laurain Antoine Lehtonen Joel Loreau Dominique cytaty Lupton Rosamund Lurie Alison Maciejewska Beata Maciorowski Mirosław Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Małecki Jan McKeown Greg Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Mitchell David Mizielińscy Miłoszewski Zygmunt Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Myśliwski Wiesław Nair Preethi Naszkowski Zbigniew Nesbø Jo Nesser Hakan Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Orlińska Zuzanna Ossendowski Antoni Ferdynand Pająk-Puda Dorota Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pawlikowski Michał Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Przedpełska-Trzeciakowska Anna Puchalska Joanna Puzyńska Katarzyna Płatowa Wiktoria Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Sobolewska Justyna Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szalay David Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Weissensteiner Friedrich White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna de Blasi Marlena Ładyński Antonin Łapicka Zuzanna Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Żylińska Jadwiga
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...