czwartek, 29 listopada 2012

"Oto dziś dzień krwi i chwały..."




Noc listopadowa
Źródło zdjęcia



"Polacy! Wybiła godzina zemsty. Dziś umrzeć lub zwyciężyć potrzeba! Idźmy, a piersi wasze niech będą Termopilami dla wrogów.”

Takimi słowami zwrócił się do swoich kolegów Piotr Wysocki, przywódca spisku podchorążych, wieczorem 29 listopada 1830 r., wyprowadzając ich na miejsce zbiórki pod pomnikiem Jana III Sobieskiego w Łazienkach przed atakiem na Belweder, w którym rezydował znienawidzony przez wojsko Wielki Książę Konstanty. 24 spiskowców opanowało pałac, ale wielki książę uciekł i tym samym główny cel uczestników tej akcji zbrojnej nie został osiągnięty. Z rąk powstańców zginęło jednak sześciu sprzeciwiających się powstaniu generałów.

Te wydarzenia zapoczątkowały powstanie listopadowe 1830 - 31. Doszło ono do skutku z powodu łamania przez Rosjan konstytucji Królestwa Polskiego z 1815 r., a swym zasięgiem objęło Królestwo Polskie, Litwę, a także część Ukrainy i Białorusi. Istotną rolę w powstaniu, jeśli chodzi o działania zbrojne odegrał gen. Józef Chłopicki, pierwszy powstańczy dyktator. Talent wojskowy pokazał również gen. Ignacy Prądzyński. W czasie powstania doszło do wielu starć zbrojnych, do najsłynniejszych należą bitwy pod Stoczkiem, Olszynką Grochowską, Iganiami,

Decydującym starciem była obrona Warszawy. Armia polska skoncentrowała swe siły, ciągle napływali także nowi ochotnicy. 6 września 1831 r. roku rozpoczął się szturm na Warszawę. Niestety, miasto skapitulowało, a wraz z tym upadło powstanie listopadowe, dokładnie 21 października 1831 r..  

Powstanie listopadowe było ważnym zrywem narodowym, które jako jedyne do 1918 r. miało szanse powodzenia (pomijam tu powstanie wielkopolskie z 1806 r., gdyż uwarunkowania geopolityczne były zupełnie inne), również z uwagi na sprzyjającą sytuację międzynarodową (powstanie belgijskie, pozytywny stosunek zagranicznej opinii publicznej wobec powstańców). Niemniej jednak, przewaga militarna Rosji i nieudolne dowództwo wojskowe i polityczne przyczyniło się do niepowodzenia, co pociągnęło za sobą dalsze represje wobec ludności polskiej ze strony rosyjskiego zaborcy. 

Piotr Wysocki (1797-1875)
Źródło zdjęcia

Niestety, nie udało się wtedy wywalczyć wolności, ale trzeba pamiętać o tym narodowym zrywie i jego bohaterach. Bardzo tragicznie ułożyły się losy Piotra Wysockiego, inicjatora Powstania, który po jego zakończeniu znalazł się w niewoli rosyjskiej. Trzykrotnie był skazywany na śmierć. Ostatecznie został zesłany na 20 lat ciężkich robót. Po nieudanej próbie ucieczki skazano go na 1500 batów oraz katorżniczą pracę w kopalni miedzi. W 1857 r. wrócił do rodzinnej Warki na mocy amnestii carskiej. Otrzymał jednak zakaz zbliżania się do Warszawy. Żył samotnie, poświęcił się pracom historycznym, napisał "Pamiętnik". Zmarł w 1875 r. 


Dziś powstanie listopadowe upamiętnia Dzień Podchorążego.

W najnowszym numerze „Uważam Rze Historia” można zapoznać się z ciekawym artykułem opisującym eskapadę trzech szwedzkich lekarzy, ochotników, którzy postanowili dołączyć do Powstania. Z artykułu tego możemy również się dowiedzieć, iż szwedzka opinia publiczna jednoznacznie opowiedziała się przeciw Rosji i mocno kibicowała walce Polaków.
 
Poniżej przypominam „Warszawiankę”, piękną pieśń powstania listopadowego, która była jedną z poważniejszych kandydatek do miana polskiego hymnu.
 

 
 
* * *

Dodatkowo zamieszczam informacje o dwóch wydarzeniach, o których zapewne wszystkie mole książkowe dawno wiedzą. :)

Dzisiaj rozpoczynają się w Warszawie XXI Targi Książki Historycznej, wydarzenie obowiązkowe dla wszystkich pasjonatów historii. Targi potrwają do niedzieli, 2 grudnia. Klikając w banerek traficie na stronę internetową Targów z dokładnymi informacjami o programie, spotkaniach autorskich i wielu dodatkowych atrakcjach.

 
 


Kolejnym wydarzeniem promującym czytelnictwo jest również II Salon Ciekawej Książki, który odbędzie się w Łodzi w dniach 7-9 grudnia br. Dokładne informacje o programie i imprezach towarzyszących znajdziecie tu .


Jak widać sporo się dzieje w światku czytelniczym. :)

wtorek, 27 listopada 2012

Carol Drinkwater, Oliwkowa farma



Jak już kiedyś wspomniałam bardzo lubię opowieści o ludziach, którzy postanawiają zmienić swoje życie decydując się na bardziej powolny rytm, z daleka od hałasu i zgiełku wielkiego miasta, często w innym kraju. Nic więc dziwnego, że od jakiegoś już czasu miałam na uwadze „oliwkowy” cykl autorstwa Carol Drinkwater. „Oliwkowa farma” to jego pierwsza część, w której ta anglo-irlandzka aktorka, znana głównie z roli w serialu „Wszystkie zwierzęta duże i małe” na podstawie książki Jamesa Heriota, opisuje swoje perypetie związane z zakupem podupadłej, mającej lata świetności poza sobą, prowansalskiej farmy niedaleko Cannes. 

Carol Drinkwater i Michel Noll, francuski producent filmowy, po zaledwie kilku miesiącach związku, przy okazji bytności na słynnym festiwalu telewizyjnym na Lazurowym Wybrzeżu, oglądają ofertę biura nieruchomości i decydują się na zakup farmy noszącej nazwę Appassionata. Są świadomi, że jej zakup właściwie przekracza ich możliwości finansowe, ale postanawiają zaryzykować, gdyż oboje zakochali się w tym pięknie położonym domu. Jak wspomina Carol:

„Kto wie, dokąd zaprowadzi nas to szalone przedsięwzięcie, ale lepiej spróbować, niż na starość wpatrywać się w deszcz załzawionymi oczami i wzdychać: „Co by było, gdyby?...” (s. 281)

Pierwszy rozdział książki daleki jest od sielanki, powiedziałabym nawet, że aktorka zastosowała w praktyce pierwszą część porady Hitchcocka odnośnie napięcia w filmie i zaserwowała nam swoiste „trzęsienie ziemi”. Po przyjeździe Carol, Michela i jego dwóch nastoletnich córek na dopiero co zakupioną farmę okazuje się, że nie dość, że dom i ogród są zaniedbane, to jeszcze nie ma dostępu do źródła wody, która umożliwiałaby normalne funkcjonowanie. W takiej sytuacji trudno mówić o beztroskich wakacjach i relaksie. 

Kolejne dni i tygodnie tego pierwszego dłuższego pobytu na farmie przynoszą poprawę nastroju, ale Carol i Michel zdają sobie coraz bardziej sprawę, że jeśli farma ma się stać ich azylem i miejscem, gdzie poczują się szczęśliwi, będą musieli zainwestować w nią sporo wysiłku i pieniędzy, co w przypadku aktorki i producenta uzależnionych od powodzenia projektów, w których uczestniczą, będzie niezmiernie trudne. Widać zresztą, że Carol Drinkwater jest w trakcie pewnego przekwalifikowania, gdyż w czasie pierwszych lat w Appassionacie poświęca wiele czasu na pisanie scenariuszy do filmów. Potem rozpoczęła również karierę pisarską nie ograniczającą się tylko do wspomnień z Prowansji.
 
W „Oliwkowej farmie” autorka opisuje pierwsze lata po zakupie Appassionaty. Zwłaszcza pierwszy rok był najeżony trudnościami, nie tylko spowodowanymi kłopotami z dostępem do wody i dużymi nakładami na remont domu, ale również ze względu na osławioną francuską biurokrację, która dała się we znaki nowym właścicielom. Były to lata niełatwe, ale oboje konsekwentnie walczyli o zachowanie swojej farmy i stworzenie z niej swojego prywatnego raju na ziemi. Oboje z Michelem nie spędzali tam jednak całego roku, lecz tylko okres wakacyjny i świąteczny. Mimo rozmaitych kłopotów i problemów, które napotykali w swoich działaniach, napotkali wśród miejscowych wielu przyjaciół i ciekawych ludzi, a co najważniejsze ich związek okrzepł. Ich spontaniczna decyzja zakupu farmy, która w rodzinie i wśród przyjaciół wzbudziła w najlepszym razie zdziwienie, okazała się spoiwem dla ich związku i azylem na trudne chwile. Ciekawostką kulturowo – socjologiczną jest wspominana przez autorkę, już w tych pierwszych latach spędzonych w Prowansji, obecność dość sporej grupy arabskich imigrantów, czego namacalną oznaką jest głos muezzina wzywającego wiernych na modlitwę, który roznosi się w ciszy prowansalskiego leniwego popołudnia. 

Jeden z fragmentów tych wspomnień ma miejsce w Polsce, gdy Carol Drinkwater grała w serialu koprodukowanym przez TVP. Ponieważ autorka nie ma zwyczaju podawania w swojej opowieści dat i tytułów, nie byłam w stanie odkryć, w którym roku autorka gościła w naszym kraju i czy serial ten ujrzał światło dzienne. Zważywszy na opisywane realia musiał być to albo koniec lat siedemdziesiątych albo początek lat osiemdziesiątych ub. wieku. Obraz Polski wyłaniający się z opisu Carol Drinkwater – mimo sympatycznych słów na temat naszej tradycji i historii – rysuje się dość ponuro, a wszechobecne zacofanie rzuca się autorce w oczy na każdym kroku. Pewnie tak rzeczywiście było, ale moja wrodzona ciekawość domaga się odpowiedzi na pytanie, czy było to przed czy po 1989 r. 

Carol stała się wraz z biegiem lat ekspertem od historii drzewek oliwnych i ich uprawy, dzięki czemu czytelnik może uczestniczyć w pierwszych oliwkowych żniwach na farmie i jednocześnie uzyskać pewną wiedzę o tej roślinie towarzyszącej ludzkości od wielu tysięcy lat. Fragmenty dotyczące tej właśnie fascynacji autorki są jednymi z najciekawszych w książce. Czujemy jej autentyczną radość i dumę z tego daru ziemi.

Osoba autorki budzi sympatyczne odczucie, aczkolwiek można mieć poczucie pewnej autokreacji. Jak wspomniałam wyżej, trudności finansowe w utrzymaniu farmy odgrywały dużą rolę w treści książki, ale z drugiej strony autorka wspomina np. o kupowaniu ozdób choinkowych w paryskim Harrodsie w środku dość istotnego kryzysu finansowego. Wydaje mi się też, że kupowanie antyków na targu w Nicei również nie jest najlepszą cenowo opcją. :) 

Jest to książka, którą czyta się szybko i z zainteresowaniem. Widać, że Carol Drinkwater, choć nie jest mi znana z dokonań aktorskich, radzi sobie z piórem bardzo dobrze. Cykl „oliwkowy” odniósł sukces, na jego podstawie nakręcono również serial dokumentalny. Z chęcią zapoznam się z kolejnymi częściami, tym bardziej, że przyda się taka słoneczna odtrutka na długie zimowe wieczory, które czekają nas już wkrótce.



Źródło zdjęcia


Carol Drinkwater (ur. 1948) – aktorka anglo-irlandzka, najbardziej znana z roli Helen Herriot w serialu “Wszystkie stworzenia duże i małe” (1978-85). Jest autorką kilku powieści dla dzieci i dorosłych. Największy sukces wydawniczy odniosła jej seria o życiu na prowansalskiej farmie. Jej stronę internetową znajdziecie tu .





 
Autor: Carol Drinkwater
Tytuł oryginalny: The Olive Farm
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tłumacz: Ewa Rudolf
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 466

sobota, 24 listopada 2012

Henri de Toulouse-Lautrec (1864 - 1901)


Przypomnijmy sobie tego niezwykłego artystę w kolejną rocznicę jego urodzin. Poniższy filmik prezentuje jego życie i twórczość w lekki i dość nietypowy sposób.



Henri de Toulouse-Lautrec (24.11.1864 - 9.09.1901)
 
 


czwartek, 22 listopada 2012

Zabawa blogowa




Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego Blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje im swoje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.


Bibliofilka wytypowała mnie do tej zabawy znanej już chyba wszystkim i swoimi pytaniami skłoniła do poważnego podejścia do wyznaczonego zadania. :)
No to do dzieła. :)

1. Ulubiona historia miłosna i dlaczego? /jedna/
Trudne zadanie. Gdybym się zdecydowała na wybór najsławniejszej historii miłosnej niewątpliwie palma pierwszeństwa przypadłaby uczuciu Tristana i Izoldy albo Romea i Julii. Ponieważ ma to być jednak ulubiona historia miłosna wybieram perypetie Anne Elliott i kapitana Wentwortha z "Perswazji" Jane Austen. Podoba mi się, że bohaterami są ludzie w dojrzałym wieku i z pewną niełatwą historią z przeszłości. Anne należy do tych szczęściar, które dostały szansę na naprawę błędu młodości, gdy odrzucając uczucie kochanego przez siebie człowieka usłuchała porad przyjaciółki. Korzysta z drugiej szansy i to jest to, co mnie urzeka :)



2. Wolałbyś/wolałabyś przenieść się do czasów starożytnych czy do XIX-wiecznej Anglii?
Wybieram XIX-wieczną Anglię.


3. „Każde dobre wrażenie, jakie się wywołuje w świecie stwarza nam nieprzyjaciela. Aby być lubianym przez ludzi trzeba być miernotą.Zgadzasz się ze słowami Oskara Wilde i czy starasz się tak postępować?
Nie do końca zgadzam się z opinią Oscara Wilde. Znam wiele osób, które cieszą się powszechną sympatią, a na pewno nie są miernotami. :) Niemniej jednak prawdą jest też, że "pokorne cielę dwie matki ssie", co może być polskim ludowym odpowiednikiem cytatu, który przytoczyłaś. ;) Ja mam inną zasadę życiową. Staram się tak postępować, aby móc spojrzeć w lustro każdego dnia. Czasami nie przysparza mi to przyjaciół, ale jak do tej pory mogę dokonywać porannych ablucji bez uczucia dyskomfortu.
4. Większość kobiet piszących książki pisze o miłości, o braku miłości, o dawnej miłości, o nowej miłości albo o zranionej miłości. Czy zgadzasz się z tym, że kobiety piszą gorzej niż mężczyźni?
Trudno mi się zgodzić z tak postawioną tezą. Staram się dzielić literaturę na dobrą i złą i raczej nie zwracam uwagi na płeć autora. Taka niedzisiejsza jestem. ;) Wysilając pamięć dodam, że książką, która ostatnio zrobiła na mnie ogromne wrażenie siłą wyrazu było "Oczyszczenie"  fińskiej pisarki Sofi Oksanen. Nigdy bym nie powiedziała, że to jest "literatura kobieca".  


5. Ulubiony zapach
Z dzieciństwa pamiętam zapach ciasta drożdżowego autorstwa mojej Babci. Od tamtej pory nigdy już nie jadłam czegoś tak dobrego...


6. Film, na którym płaczesz.
Dawno mi się to nie zdarzyło. Pamiętam, że do łez wzruszyła mnie "Cienista dolina" z Anthony Hopkinsem i Debrą Winger.


7. Co kupisz ukochanej osobie pod choinkę?
Umówiliśmy się, że kupię zegarek, dlatego też mogę to ujawnić ;)


8. Obraz, który Cię inspiruje. /niekoniecznie malarski/
Na pewno zdjęcie mojego dziecka dodaje mi sił i napełnia optymizmem. Z dzieł malarskich pragnę wyróżnić "Portret małżonków Arnolfinich" Jana van Eycka (The National Gallery, Londyn). Jest w tym obrazie jakaś tajemnica i to mnie fascynuje.

Źródło zdjęcia
9. Tekst piosenki, z którym się identyfikujesz.
"Dziwny jest ten świat" Czesława Niemena


i może jeszcze Patricia Kaas, "Il me dit, que je suis belle"




10. Danie, które zawsze Ci wychodzi.
Spaghetti bolognese

11. Jesteś raczej introwertykiem czy ekstrawertykiem?
Wobec najbliższych i przyjaciół (czyli bardzo wąskiego kręgu osób) zachowuję się dość ekstrawertycznie, wobec obcych na pewno uchodzę za introwertyka. 

Moje pytania:

1.   Czy prowadzenie bloga wzbogaciło Twoje życie? Jeśli tak, w jaki sposób?
2.  Z jakiego wpisu, który został opublikowany na Twoim blogu jesteś najbardziej dumny/a i dlaczego?
3. Czy możesz podać przykład książki, której ekranizacja jej dorównuje lub ją twórczo uzupełnia?
4. Jak definiujesz "szczęście"?
5.   Czy historia rzeczywiście jest "nauczycielką życia"? Jaka jest Twoja opinia?
6.   Kto jest Twoją największą inspiracją?
7.   Jakie swoje przyzwyczajenie widziałbyś chętnie u swojego dziecka?
8. W jakiej umiejętności chciałbyś/łabyś się doskonalić? 
9. Co najbardziej lubisz w miejscu, w którym mieszkasz?
10. Jeśli mógłbyś/mogłabyś przywrócić do naszego życia jedną staroświecką rzecz/zwyczaj, co by to było?
11. Jakie jest Twoje najszczęśliwsze wspomnienie z dzieciństwa?

Korciło mnie, żeby skończyć łańcuszek, ale po namyśle stwierdziłam, że jest tyle świetnych blogów i szkoda byłoby ich nie wyróżnić. Przepraszam, jeśli zdublowałam nominacje, ale udział nie jest oczywiście obowiązkowy. Do dalszej zabawy typuję następujące blogi:

Czterdziestka na czereśni
Co się dziwisz
Moja pasieka
Galeria kongo
Niecodziennik literacki
Jane Doe
Tommyknocker
Chiara76
Inwentaryzacja krotochwil

Los Caramelos
W Nieparyżu


Mariusz Wilk o Karelii


Mariusz Wilk (ur. 1955), polski dziennikarz, pisarz, eseista, podróżnikŹródło zdjęcia

Mariusz Wilk
Dom nad Oniego
Noir sur Blanc, 2006

"Ale nikt, kto nie żył jakiś czas na wsi w Rosji, nie może mieć pojęcia, jak wygląda obecnie wspólnota wiejska - a raczej to, co się z niej wyrodziło po wielu latach komunistycznych eksperymentów. Niegdyś pospołu mogli cerkiew w trzy dni postawić albo sąsiadowi pogorzelcowi dom odbudować, dzisiaj społem jedynie wypić potrafią, a i to potem się pobiją... Myśl, żeby razem prąd do wsi doprowadzić, nawet pijanemu nie przyszłaby do głowy.
W tym miejscu pozwolę sobie na dygresję. Michaił Priszwin, jeden z mych ulubionych autorów piszących o Karelii, twierdził, że zamiast tracić czas na tak zwane podróżowanie w pełnym tego słowa znaczeniu, to jest na "przemieszczanie się po bezkresnych przestrzeniach", lepiej osiąść w jakimś charakterystycznym zakątku i, z bliska mu się przyjrzawszy, wyrobić sobie zdanie o całym kraju głębsze, aniżeli może dać nam jakakolwiek podróż." (s. 16)

"19 września

Babie lato w Zaonieżu - jak u Nikołaja Klujewa - złotem tka wrześniowe dni. Skraj boru zdaje się kruchtą, w której sosny, rozmodlone, sączą żywiczne aromaty. Nocami nad naszą czasownią Mars czerwono się jarzy.
W lesie grzybów istne zatrzęsienie - prawdziwki, koźlarze, opieńki, mleczaje, czarne i białe chruszcze... - najstarsi Zaonieżanie nie pamiętają takiego urodzaju. Zbieramy grzyby całymi łodziami, tak, tak - bo grzyby szczególnie obficie wysypują się na wyspach, a i zwozić je na łodziach lżej, niż w rękach dźwigać. Potem Natalia czyści je, sortuje, suszy, gotuje, marynuje, kisi, soli, dusi. Cały dom przesiąkł zapachem grzybów i zalewy octowej do marynaty. Na śniadanie zupa grzybowa z prawdziwków, na obiad kartofle i koźlarze czerwone w śmietanie, a na kolację opieńki z rusztu." (strony 22-23)
 

Jezioro OniegoŹródło zdjęcia

"27 września
Niskie niebo nad Oniego ogranicza widnokrąg jak naciśnięta na oczy czapka, spod której od czasu do czasu łypie jesienne słońce i rozświetla brzeg po tamtej stronie Wielkiej Zatoki, dobywając w krótkich rozbłyskach trochę melanżu oranżu i jadowitej żółci, po czym obrazek powraca do zaonieżskiej monochromii: od brudnych jak znoszone walonki ociężałych obłoków i ołowianej barwy wody do poszarzałych drewnianych domów i wypłowiałych od wódy ludzi. Obrazek ten - mówiąc szczerze - byłby nieco mroczny, gdyby nie blaski kopułki na dzwonnicy czasowni, która w tym szarym landszafcie lśni osinowym srebrem, jakby się światłem umyła przed swym dorocznym świętem." (s. 29)


"11 maja


Najlepsza część dziennika to ta, która
nie została napisana.
Thomas Merton


W nocy Oniego się odkryło. Jeszcze wczoraj całe jezioro pokrywał poczerniały "skisły" lód, z którego można było wyczytać zdarzenia minionej zimy - od pierwszej listopadowej majny do ostatniej rybackiej łunki - gdzie człek przesiadywał, kędy wilki poszły, skąd zazwyczaj dęło. A dzisiaj woda za oknem pluszcze i chełbiami w słońcu igra. Wystarczył dmuch wiatru i ni majny, ni łunek, ni wilczej tropy." (s. 178)



wtorek, 20 listopada 2012

Irina Gołowkina, Pokonani



Jest to kolejna książka, którą przeczytałam dzięki poradzie blogera książkowego, a konkretnie dzięki Kasi eire . Gdyby nie jej entuzjastyczna opinia, raczej bym na tę książkę nie trafiła w swoich poszukiwaniach czytelniczych. 

„Pokonani” zostali napisani przez Irinę Gołowkinę w konspiracji, a rozpowszechnianie kopii książki odbywało się pocztą pantoflową. Sława książki w pewnych kręgach rosła, a autor pozostawał nieznany. Mimo że książka została ukończona w latach 50-tych, jej wydanie było możliwe dopiero w 1992 r., trzy lata po śmierci autorki.
 
Akcja koncentruje się wokół pań Bogołowskich oraz kręgu ich znajomych z przedrewolucyjnych czasów, gdy wszyscy muszą znaleźć sposób na przeżycie w warunkach utrwalonych już rządów komunistycznych. Asia Bogołowska jest młodą dziewczyną, z głową pełną ideałów, obdarzoną ogromnym talentem pianistycznym, która jednak nie może go rozwijać na studiach, gdyż drzwi do akademii muzycznej są przed nią zamknięte z uwagi na niewłaściwe pochodzenie społeczne. Jej opiekunką jest babcia, Nadieżda Pawłowna oraz jej nauczycielka francuskiego, a właściwie członek rodziny, zwana Madame. Do kręgu ich znajomych należy również Nina Daszkowa i jej brat Mika. Bardzo ważną osobą jest Oleg Daszkow, szwagier Niny, jedyny ocalały potomek rodziny książęcej. Nie mogę też nie wspomnieć o Leli, kuzynce Asi, i Elżbiecie Muromcewej, z rodziny skromniejszego pochodzenia, ale związanej mocno z opisanym wyżej kręgiem osób. 

Powieść robi wrażenie swoimi gabarytami. Nic więc dziwnego, że w oczy rzuca się przede wszystkim wielość wątków tworzących warstwę fabularną tej powieści. Praktycznie niemal każdy wątek opisany w książce wzbudza zainteresowanie, a są one na tyle pieczołowicie opisane, że spokojnie można na ich podstawie wydać niejedną książkę czy nakręcić film. Jest to smutny i poruszający fresk przedstawiający losy rosyjskiej arystokracji i ziemiaństwa w komunistycznym Związku Radzieckim kilkanaście lat po rewolucji. Głównymi bohaterami są przedstawiciele grupy społecznej, skazanej przez bolszewików na zagładę, niezależnie od wieku i „win”, które popełnili lub raczej nie popełnili. Jedynym kryterium "winy" jest pochodzenie społeczne, a kara jest zawsze bezwzględna i nieodwołalna. Skala prześladowań i zajadłość przedstawicieli władzy państwowej na każdym szczeblu stale się zwiększa praktycznie uniemożliwiając normalne życie. Nikt nie może uciec od „sprawiedliwości społecznej”, która dopadnie każdego nieprawomyślnego, nawet jeśli jest starszą, nobliwą panią lub niedorostkiem. Dosięgnie ona również wielu przekonanych i zasłużonych komunistów, którzy jednak myśleli zbyt niezależnie i pokładali zbytnią ufność we władzy radzieckiej.

 Jak żyli „biali” w państwie, gdzie nie było dla nich miejsca ani żadnej przewidzianej roli do odegrania? Gdy terror i nagonka dosięgał każdego, kto miał niewłaściwych rodziców, kto dobrze wspominał przedrewolucyjną przeszłość, kto usiłował żyć bez ingerencji partii w życiu codziennym… „Ciężko” to zbyt proste określenie, żeby opisać status tych ludzi w państwie rządzonym przez bolszewików. Rodziny szlacheckie mieszkały w swoich dawnych mieszkaniach, do których dokwaterowano lokatorów „z przydziału” i w ten sposób powstawały tzw. „komunałki” – mieszkania zamieszkiwane przez kilka rodzin, dzielące wspólną kuchnię i łazienkę. Element komunistyczny mieszał się z dawnymi właścicielami, często donosił w nadziei na uzyskanie upragnionego pomieszczenia. Nie mając stałych źródeł dochodu, nie mogąc znaleźć stałej pracy, ci ludzie żyli głównie z wyprzedaży pozostałości po okresie dawnej świetności. Niemniej jednak, w każdej chwili mogli się oni spodziewać nakazu wyjazdu na zesłanie czy do obozu pracy pod błahym lub spreparowanym powodem.

Autorka opisuje szczegółowo mechanizm spychania niedobitków „białych” i ich potomków na margines społeczny i życie w nędzy. Powszechne jest donosicielstwo i denuncjacja z niskich pobudek. Szczególne wrażenie robią ściśle zaplanowane nagonki na określone osoby podczas zebrań organizacji partyjnej w miejscach pracy czy też procedura zesłania z zabójczo krótkim terminem na spakowanie się i zakończenie swoich spraw w dotychczasowym miejscu zamieszkania. 

Mamy przykłady osób z kasty „pokonanych”, które próbują się „ustawić” w nowej, obcej kulturowo rzeczywistości: kobietę, która wychodzi za docenianego przez partię przedsiębiorcę żydowskiego pochodzenia czy też młodego arystokratę, który w imię swojego bezpieczeństwa odcina się zupełnie od członków swojej rodziny i wtapia się w tłum. Ale większość bohaterów książki nie umie zapomnieć o przeszłości i historii swojej i swojej rodziny, o swoich przodkach i ich dziedzictwie. I to jest ich zbrodnią w świetle komunistycznych porządków, w świetle reguł obowiązujących w stworzonym przez Lenina i Stalina „nowym, wspaniałym świecie”…

Autorka stwierdziła dobitnie, że wszystkie przypadki prześladowań opisane przez nią w książce są autentyczne. Mnie najmocniej uderzyły dwie kwestie. W przypadku zesłania osób dorosłych nikt, absolutnie nikt, nie przejmował się losem nieletnich dzieci zesłańców i skazanych. Często pozostawały one same, bez środków do życia, skonfrontowane z nikczemnością i niesprawiedliwością. Musiały sobie radzić z traumą i stawiać czoła nowej i dramatycznej sytuacji, szykanom i nieprzyjemnościom, gdy grono osób życzliwych systematycznie się zmniejszało. Druga kwestia, która zwróciła moją uwagę, to postawa dwóch młodych bohaterek powieści, Asi i Leli. Są one barwnymi ptakami, potrafią w tych smutnych czasach odnaleźć powody do radości, choć niewątpliwie Leli przychodzi to trudniej, gdyż sytuacja materialna jej i jej matki jest dużo gorsza niż pań Bogołowskich. Ale lekkomyślność tych dwu istot w anormalnych warunkach, w jakich przyszło im żyć, lekkomyślność, która ostatecznie przyspieszyła nieszczęście ich i ich bliskich, wprawiała mnie w zdenerwowanie nie raz i nie dwa podczas lektury. Proces ich dojrzewania przebiegł niezmiernie boleśnie, a rozsądek pojawił się zbyt późno.

Książka zwraca uwagę czytelnika na sytuację „pokonanych” przez żywioł rewolucyjny, których los ,szczerze mówiąc, był u nas mało znany. Ci, którzy czytali książkę Sergiusza Piaseckiego „Zapiski oficera Armii Czerwonej” niewątpliwie pamiętają sposób zachowania głównego bohatera, jego nieznajomość zasad kultury, bezwzględność, arogancję i brak empatii. Taki był niestety przeciętny profil ówczesnego przedstawiciela bezklasowego sowieckiego społeczeństwa i armii, z których zniknęli przedstawiciele dawnej Rosji, tej Rosji, która wydała wielkich pisarzy, malarzy, kompozytorów i która przyciągała wzrok całego świata. Jestem świadoma, że było też inne oblicze tamtej Rosji, mniej przyjazne i bardziej brutalne, okazywane np. w „priwislanskim kraju”, ale tego absolutnie nie można porównywać z bolszewicką zawieruchą…


Większość postaci „białych” naszkicowanych w książce jest oczywiście nieco zbyt idealna, wspominana przez nich Rosja i „rosyjskość” też jest nieco odrealniona, ale w warunkach postępującego terroru i bolszewizacji dookoła nich to nie dziwi. Ta książka powstała z tęsknoty za minionymi czasami, do których już nie było powrotu i ta smutna świadomość jest też pewnym przesłaniem tej książki.  

Moim zdaniem temu wydawnictwu przydałyby się pewne skróty, gdyż zwłaszcza w pierwszej części książka jest w moim odczuciu nieco przegadana. Niektóre wątki poboczne w pewnych partiach książki wręcz dominują w tekście, a główni bohaterzy „znikają” nam z pola widzenia.  Ale to tylko drobna uwaga nie mająca wpływu na całokształt, gdyż książka mnie bardzo, bardzo wzruszyła. „Pokonani” byli pierwszą od bardzo długiego czasu książką, przez którą zarwałam noc, gdyż zakończenie trzyma człowieka w napięciu i nie pozwala odłożyć książki na bok. Znajdziemy w niej miłość, zdradę, nawrócenie, poświęcenie, lojalność i odwagę, wszystko, co zapewni nam pełną gamę wzruszeń. Cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę, szczerze polecam jej lekturę.

 
Irina Gołowkina (1904 – 89) – wnuczka rosyjskiego kompozytora Nikołaja Rimskiego-Korsakowa. Rozpoczęła studia artystyczne i lingwistyczne, ale nie mogła ich ukończyć z uwagi na swoje pochodzenie społeczne. Podjęła pracę na stanowisku technika radiografii, z którego również ją zwolniono w ramach szykan. „Pokonanych” napisała w końcu lat 50-tych. Książka mogła zostać wydana w ZSRR dopiero w roku 1992.

 

Autor: Irina Gołowkina
Tytuł oryginalny: Побеждённые
Wydawnictwo: Czytelnik
Tłumacz: Jadwiga M. Jędrzejewska
Rok wydania: 1996
Liczba stron: 870


niedziela, 18 listopada 2012

Wspomnienie


Źródło zdjęcia


 "Od wielu lat z całego Combray wszystko, co nie było sceną i dramatem mego układania się do snu, nie istniało już dla mnie, kiedy pewnego zimowego dnia, skoro wróciłem do domu, matka widząc, że mi jest zimno, namówiła mnie, abym się napił wbrew zwyczajowi trochę herbaty. Odmówiłem zrazu; potem, nie wiem czemu, namyśliłem się. Posłała po owe krótkie i pulchne ciasteczka zwane magdalenkami, które wyglądają jak odlane w prążkowanej skorupie muszli. I niebawem, przytłoczony ponurym dniem i widokami smutnego jutra, machinalnie podniosłem do ust łyżeczkę herbaty, w której rozmoczyłem kawałek magdalenki. Ale w tej samej chwili, kiedy łyk pomieszany z okruchami ciasta dotknął mego podniebienia, zadrżałem, czując, że się we mnie dzieje coś niezwykłego. Owładnęła mną rozkoszna słodycz, odosobniona, nieumotywowana. Sprawiła, że w jednej chwili koleje życia stały mi się obojętne, klęski jako błahe, krótkość złudna; działała w ten sam sposób, w jaki działa miłość, wypełniając mnie kosztowną esencją; lub raczej ta esencja nie była we mnie, była mną. Skąd mogła mi płynąć ta potężna radość? Czułem, że jest złączona ze smakiem herbaty i ciasta, ale że go przekracza nieskończenie, że nie musi być tej samej natury. Skąd pochodzi? Co znaczy? Gdzie ją chwytać? (...) Cofam się myślą do chwili, w której wypiłem pierwszą łyżeczkę herbaty (...). I nagle wspomnienie zjawiło mi się. Ten smak to była magdalenka cioci Leonii."



Marcel Proust (10 lipca 1871 - 18 listopada 1922)
"W stronę Swanna", tłum. Tadeusz Boy - Żeleński


 Przepis na magdalenki


Ulotne chwile (20)


Plaza Mayor, Madryt
Pocztówka zakupiona w Madrycie
Colleccion Madrid Sepia
Szuan Barce / Artimagen

piątek, 16 listopada 2012

Aleksandra Marinina, Za wszystko trzeba płacić




Ach ta Marinina! Jej ostatnie dwie książki wydane w Polsce nie przypadły mi specjalnie do gustu, nawet zaczęłam podejrzewać wydawnictwo, że to, co najlepsze już zostało Polakom zaprezentowane, ale muszę odwołać swoje słowa, gdyż najnowsza książka należy do tych lepszych w dorobku rosyjskiej carycy kryminałów.

„Za wszystko trzeba płacić” wyróżnia się wielowątkowością i dość sporym zawikłaniem fabuły, zwłaszcza na początku, co może spowodować pewne zdetonowanie czytelnika. Przez pierwsze sto kilkadziesiąt stronic naszą uwagę zajmują liczni bohaterowie kilku równoległych wątków, z których właściwie każdy stanowiłby niezły materiał na oddzielną książkę, ale nie ma wśród nich Nastii Kamieńskiej, która pojawia się dość późno. Nie dość, że sprawdza pewne fakty dla mafiosa, wobec którego ma dług wdzięczności, to jeszcze podlega naciskom ze strony tajemniczej „firmy” oraz wplątuje się w rozmaite sytuacje, które nie zachwycają jej zwierzchników. Niezmiennie pewnym punktem jej życia jest jej spokojny mąż, Loszka, który zawsze potrafi ukoić jej niepokój.

Stopniowo zaczyna się wyjaśniać, w jaki sposób łączy się zabójstwo w Austrii z moskiewskim szpitalem, w którym dochodzi do nader podejrzanych wydarzeń; co może łączyć moskiewskiego doktoranta prawa z zabójcą na zlecenie. Mamy też okazję do zapoznania się z kilkoma grupami przestępczymi w Moskwie. „Za wszystko trzeba płacić” jest książką chyba najmocniej powiązaną z wydarzeniami opisanymi we wcześniejszych częściach serii. Istotne są związki Nastii Kamieńskiej z „firmą” i Denisowem. Te powroty do przeszłości mogą być nieco zagadkowe dla czytelników, którzy nie czytali poprzednich części. Z drugiej jednak strony może być to również zachętą do poznania wcześniejszych książek z Nastią Kamieńską w roli głównej.

Jak zwykle w książkach Marininy zostajemy wciągnięci w życie rosyjskiej stolicy z jej przygnębiającą szarością, wszechobecnym błotem i ludźmi, którzy reprezentują różne sfery życia i poziomu zamożności (dysproporcje są ogromne). Jak zwykle, Nastia Kamieńska, mimo swojej niepozorności i słabowitości, mimo kłód rzucanych pod nogi w miejscu swojej pracy, wykazuje się umiejętnościami analitycznymi, które są niezbędne, aby rozwikłać tę trudną i wielopoziomową zagadkę. 

Oprócz zwykle dość ciekawej intrygi kryminalnej, zawsze ceniłam w książkach Marininy opis tła społecznego. Autorka potrafi wiele powiedzieć o stanie świadomości społecznej w Rosji lat 90-tych XX wieku. Charakterystyczne jest na przykład to, że w tych kryminałach kompletnie niewidoczne jest zainteresowanie mediów popełnianymi przestępstwami, co w kryminałach skandynawskich jest istotnym elementem może nie intrygi kryminalnej, ale akcji jako takiej. Skandynawski policjant prowadzący śledztwo musi brać pod uwagę obecność mediów, ich dążenie do uzyskania gorącego newsa i zawsze powinien być gotowy do przekazania dziennikarzom komunikatu o stanie sprawy. U Marininy tego nie ma. Akcja się toczy w komendzie milicji, na miejscu zbrodni i w miejscach, gdzie przebywają bohaterowie zaplątani w intrygę kryminalną. To też coś nam mówi o rosyjskiej codzienności.

 Zawsze mnie też zastanawiał portret współczesnej rosyjskiej kobiety nakreślony przez pisarkę. Dla większości jej bohaterek liczy się głównie kasa, którą zdobywa się najczęściej poprzez łóżko jakiegoś wpływowego i bogatego, ma się rozumieć, mężczyzny i nieważne czy jest to mafioso, czy też uznany prawnik bądź lekarz. Mają one zwykle nieskomplikowany pogląd na szczęście: dobry wygląd i bogaty mąż. Oczywiście generalizuję, bo nie wszystkie bohaterki Marininy pojawiające się w jej książkach prezentują takie właśnie podejście, ale jest on dość powszechny i na pewno nikogo nie dziwi. Niewątpliwie zwrócicie też uwagę, że na podstawie książek Marininy można wyrobić sobie opinię, że w Rosji, czy też raczej w Moskwie (to nie to samo :))), dość powszechne jest posiadanie kochanka lub kochanki i nie dotyczy to tylko mafiosów z wypchanymi portfelami, lecz również zupełnie przeciętnych obywateli.


Uff, chyba za bardzo oddaliłam się od meritum, czyli kryminału sensu stricte, ale chciałam podkreślić, że Marinina potrafi swoim piórem przekazać czytelnikowi zapis pewnego stanu świadomości społeczeństwa rosyjskiego, a to w literaturze kryminalnej (i nie tylko) jest bardzo cenione. Co prawda, są to realia lat 90-tych XX wieku, ale tamten nastrój został oddany dość wiernie, jak mi się wydaje. Dlatego też ciekawa jestem książek Marininy z ostatnich lat i czy autorce udało się odzwierciedlić jakiekolwiek zmiany w mentalności społecznej.

Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim podobają się kryminały Marininy. Chociaż nie wszystkie jej książki uznaję za udane, Kamieńska jest jedną z moich ulubionych bohaterek prozy kryminalnej i będę czytać kolejne części serii, gdyż ciekawią mnie jej dalsze losy. Zakończenie „Za wszystko trzeba płacić” jest jednocześnie gorzkie i oczyszczające, stanowi koniec pewnego etapu w karierze Nastii. Czekam z niecierpliwością na kolejną część, choć zdaję sobie sprawę, że gdy autor pisze 5-6 książek rocznie (a tak właśnie było na początku serii), to nie wszystkie mogą być równie dobre. W mojej opinii, dzisiejsza lektura to jedna z lepszych książek Marininy, chociaż z uwagi na liczne odniesienia do przeszłości, nie jest to propozycja, od której należałoby rozpoczynać znajomość z twórczością autorki.


P.S. Ponieważ wydawnictwo W.A.B. wydawało wcześniej książki w dość przypadkowej kolejności, podaję poniżej listę książek w kolejności chronologicznej (według Wikipedii). Ciekawe, czy i kiedy uda nam się poznać wszystkie zaległe tytuły w tłumaczeniu na język polski, gdyż jest ich naprawdę sporo. Jak widać, pierwsza książka z Kamieńską w roli głównej ukazała się dwadzieścia lat temu, a ostatnia została wydana w tym roku.
 
„Kolacja z zabójcą” (wyd. pol. 2007, Стечение обстоятельств, 1992)
„Gra na cudzym boisku” (wyd. pol. 2005, Игра на чужом поле, 1994)
„Ukradziony sen”, (wyd. pol. 2004, Украденный сон, 1995)
„Zabójca mimo woli” (wyd. pol. 2008, Убийца поневоле, 1995)
„Złowroga pętla” (wyd. pol. 2006, Смерть ради смерти, 1995)
„Płotki giną pierwsze” (wyd. pol. 2009, Шестёрки умирают первыми, 1995)
„Śmierć i trochę miłości” (wyd. pol. 2005, Смерть и немного любви, 1995)
„Czarna lista” (wyd. pol. 2010, Чёрный список, 1995)

„Obraz pośmiertny” (wyd. pol. 2011, Посмертный образ, 1995)
„Za wszystko trzeba płacić” (wyd. pol. 2012, За всё надо платить, 1995)
Чужая маска (1996)
Не мешайте палачу (1996)
Стилист (1996)
Иллюзия греха (1996)
Светлый лик смерти (1996)

Имя потерпевшего Никто (1996)
„Męskie gry” (wyd. pol. 2004, Мужские игры, 1997)
Я умер вчера (1997)
Реквием (1998)
Призрак музыки (1998)
Седьмая жертва (1999)
Когда боги смеются (2000)

Комедии (2001)
Тот, кто знает (2001)
Незапертая дверь (2001)
Фантом памяти (2001)
Закон трёх отрицаний (2002/3)
Каждый за себя (2003)
Соавторы (2003/4)
Воющие псы одиночества (2004)

Замена объекта (2005)
Пружина для мышеловки (2005)
Городской тариф (2005/6)
Чувство льда (2006)
Всё не так (2007)
Благие намерения (2009)
Дорога (2009)
Ад (2010)
Жизнь после жизни (2010)
Личные мотивы (2010)
Смерть как искусство (2011)
Бой тигров в долине (2012)


 
Aleksandra Marinina (ur. 1957) - po studiach prawniczych pracowała w moskiewskiej milicji, gdzie zajmowała się badaniami w dziedzinie kryminologii. W 1992 r. ukazała się pierwsza książka o przygodach Anastazji Kamieńskiej. Sześć lat później Marinina odeszła z pracy w moskiewskiej milicji i zajęła się praca pisarską. Cykl o Kamieńskiej doczekał się ekranizacji przez rosyjską telewizję NTW.
 
 

Autor: Aleksandra Marinina
Tytuł oryginalny: За всё надо платить
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: Mroczna seria

Tłumacz: Aleksandra Stronka
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 512


czwartek, 15 listopada 2012

Złamałam się i nie tylko :)



Rozpoczynając przygodę z blogowaniem uznałam, że nie będę publikować stosików, biblioteczek, statystyk etc., gdyż mimo iż uznaję ten zwyczaj za sympatyczny na innych blogach, wydawało mi się, że u mnie nie zdawałoby to egzaminu z uwagi na dużo mniejsze "osiągi" w ilości przeczytanych książek w stosunku do bardzo wielu blogerów. Ale w następstwie ostatnich „grzechów” zakupowych na rozmaitych promocjach książkowych udało mi się dokonać porządków na półkach i doliczyłam się ponad 50 książek do przeczytania, która to liczba lekko mną wstrząsnęła. Nie jestem w stanie przewidzieć, kiedy uda mi się to wszystko przeczytać, a trudno mi zrezygnować z wypadów do bibliotek, na czym cierpią książki będące moją własnością lub pożyczone od znajomych. Biblioteka ma zawsze pierwszeństwo. :) W związku z powyższym „łamię się” i publikuję zdjęcia moich zaległości czytelniczych. Z góry przepraszam za niską jakość zdjęć, ale robiłam je wieczorem przy niezbyt dobrym świetle.  
Całość zaległości (no dobrze, przyznaję się, że jest jeszcze kilka pojedynczych książek do przeczytania na innych półkach :)) :

Pierwsza półka:



druga:



i trzecia:



Druga rzecz, która się zmieni od dziś na blogu, to rezygnacja z oceniania książki w skali punktowej. Wydaje mi się, że umieszczenie mojej oceny wyrażonej w konkretnej skali może zniechęcić kogoś, komu książka mogłaby się spodobać, poza tym zdarza się, że mam dylemat, jaką ocenę wystawić, szczególnie często się waham między 4 a 5. Wszystkie książki dziecięce, o których tu piszę, oceniam bardzo wysoko, a jak porównać książkę dla dzieci z literaturą faktu czy psychologiczną? Myślę, że wystarczająca będzie moja opinia bez oceny :) I tak jest ona czasami dość nietypowa, ale zawsze szczera.



I skoro już się dziś przebiłam do komputera, to pokażę Wam zdjęcie będące zapowiedzią jutrzejszego spotkania w Domu Spotkań z Historią w Warszawie, a które może zainteresować miłośników piwa, Kresów i książki. :)



 Dobrej nocy!

wtorek, 13 listopada 2012

Urodziny Stanisława Barańczaka


Stanisław Barańczak (ur. 13.11.1946 r.) polski poeta, krytyk literacki, tłumacz.
Mieszka w USA. Jest bratem pisarki Małgorzaty Musierowicz.
Źródło zdjęcia


Widokówka z tego świata


Szkoda, że Cię tu nie ma. Zamieszkałem w punkcie,
z którego mam za darmo rozległe widoki:
gdziekolwiek stanąć na wystygłym gruncie
tej przypłaszczonej kropki, zawsze ponad głową
ta sama mroźna próżnia
milczy swą nałogową
odpowiedź. Klimat znośny, chociaż bywa różnie.
Powietrze lepsze pewnie niż gdzie indziej.
Są urozmaicenia: klucz żurawi, cienie
palm i wieżowców, grzmot, bufiasty obłok.
Ale dosyć już o mnie. Powiedz, co u Ciebie
słychać, co można wiedzieć,
gdy się jest Tobą.


Szkoda, że Cię tu nie ma. Zawarłem się w chwili
dumnej, że się rozrasta w nowotwór epoki;
choć jak ją nazwą, co będą mówili
o niej ci, co przewyższą nas o grubą warstwę
geologiczną, stojąc
na naszym próchnie, łgarstwie,
niezniszczalnym plastiku, doskonaląc swoją
własną mieszankę śmiecia i rozpaczy -
nie wiem. Jak zgniatacz złomu, sekunda ubija
kolejny stopień, rosnący pod stopą.
Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Tobie mija
czas - i czy czas coś znaczy,
gdy się jest Tobą.

Szkoda, że Cię tu nie ma. Zagłębiam się w ciele,
w którym zaszyfrowane są tajne wyroki
śmierci lub dożywocia - co niewiele
różni się jedno z drugim w grząskim gruncie rzeczy,
a jednak ta lektura
wciąga mnie, niedorzeczny
kryminał krwi i grozy, powieść-rzeka, która
swój mętny finał poznać mi pozwoli
dopiero, gdy i tak nie będę w stanie unieść
zamkniętych ciepłą dłonią zimnych powiek.
Ale dosyć już o mnie. Mów, jak Ty się czujesz
z moim bólem - jak boli
Ciebie Twój człowiek.


Gdzie się zbudziłem

Gdzie się zbudziłem? gdzie jestem? gdzie jest
strona prawa, gdzie lewa? gdzie góra a gdzie
dół? spokojnie; spokojnie: to jest moje ciało,
leżące na wznak, to ręka, w której zwykle
trzymam widelec, a tą drugą chwytam
nóż lub wyciągam ją na przywitanie;
pode mną prześcieradło, materac, podłoga,
nade mną kołdra i sufit; po lewej
ręce ściana, przedpokój, drzwi, butelka z mlekiem
stojąca już pod drzwiami, bo po prawej widzę
okno, a za nim świt; pode mną
przepaść pięter, piwnica, a w niej hermetycznie
zamknięte słoje z kompotem na zimę;
nade mną inne piętra, strych z bielizną
na sznurach, dach, telewizyjne
anteny; dalej, po lewej, ulica
wiodąca na zachodnie przedmieścia, za nimi
pola, szosy, granice, rzeki i przypływy
oceanu; po prawej, już w szarych zaciekach
świtu, inne ulice, pola, szosy, rzeki,
granice, mroźne stepy, lodowate lasy;
pode mną fundamenty, ziemia, otchłań ognia,
nade mną chmury, wiatr, blednący księżyc,
ledwie widoczne gwiazdy, tak;
odnaleziony,
przymyka jeszcze oczy, z głową w miejscu
krzyżowania się wszystkich pionów i poziomów,
przybity do tych wszystkich naraz krzyży
miarowymi ćwiekami dudniącego serca.



7.11.79: Nigdy naprawdę

Nigdy naprawdę nie marzłem, nigdy
nie żarły mnie wszy, nigdy nie zaznałem
prawdziwego głodu, poniżenia, strachu o własne życie:
czasami się zastanawiam, czy w ogóle mam prawo pisać


Pan tu nie stał
Pan tu nie stał, zwracam panu uwagę,
że nigdy nie stał pan za nami
murem, na stanowisku naszym też
pan nie stał, już nie mówiąc, że na naszym czele
nie stał pan nigdy, pan tu nie stał, panie,
nas na to nie stać, żeby pan tu stał
obiema nogami na naszej ziemi, ona stoi
przed panem otworem, a pan co,
stoi pan sobie na uboczu
wspólnego grobu, panie tam jest koniec,
nie stój pan w miejscu, nie stawiaj się pan, stawaj
pan w pąsach na szarym końcu, w końcu
znajdzie się jakieś miejsce i dla pana

niedziela, 11 listopada 2012

Ulotne chwile (19)


Straty w bibliotece Holland House
Londyn, 1940
Pocztówka zakupiona w Brukseli
Hulton-Deutsch Collection/CORBIS - V.P.M 

11 listopada, Święto Niepodległości


Zdjęcie znalezione na FB


"11 listopada 1918 r. przypadł w poniedziałek. Takiego zwykłego dnia zjawiła się oto Niepodległa, ale gdy się zjawiła, było to czymś nie do wiary."

Jerzy Zawieyski


Józef Piłsudski (1867 - 1935)
Źródło zdjęcia
 

"Naród, który traci pamięć przestaje być Narodem – staje się jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmujących dane terytorium."
 
Józef Piłsudski


"Niepodległość"

Ach, jakże mi nie mówić o tych dniach radości,
O tej chmurnej jesieni, gdy w szumiącym wietrze
Szedł nad miastem rodzinnym pierwszy powiew wolności.
Kiedyśmy pełną piersią pili to powietrze,
Nocą w ciemnych alejach stłoczeni szpalerem,
Czekając, aż zapłonie świt nad Belwederem.
Jakże Ciebie przywitać radosna swobodo?
I czym uczcić najpiękniej? Chyba tym uśmiechem
I młodzieńczej poezji burzliwa urodą,
Co szła śpiewem przez miasto i wracała echem.
 
Antoni Słonimski
 
 
 
 
 
 


sobota, 10 listopada 2012

Antoni Sobański, Cywil w Berlinie





Nazwisko Antoniego Sobańskiego „obiło mi się o uszy”, mówiąc kolokwialnie, gdyż pojawia się on w wielu wspomnieniach, dziennikach i listach dotyczących okresu przedwojennego. Nie miałam jednak dotąd okazji zapoznać się z jego twórczością literacką, dość niestety skromną.

„Cywil w Berlinie” to jego najważniejsza i właściwie jedyna książka, na którą składa się zbiór reportaży z Trzeciej Rzeszy z lat 1933-36. Antoni hrabia Sobański, specjalny wysłannik "Wiadomości Literackich", po zwycięstwie wyborczym nazistów jeździł tam kilkakrotnie, by na miejscu przekonać się, jak narodowy socjalizm zmienia życie Niemców. Jest m.in. naocznym świadkiem słynnego palenia książek, uczestniczy w "Parteitagu" w Norymberdze i jest obserwatorem zmian zachodzących w społeczeństwie niemieckim po objęciu władzy przez Hitlera. Część reportaży Sobańskiego została wydana w 1934 roku nakładem wydawnictwa "Rój"; pozostałe ukazały się w "Wiadomościach Literackich" z lat 1934 i 1936. 

Czytając te reportaże napisane pięknym, plastycznym językiem, możemy obserwować, w jaki sposób władza hitlerowców była wprowadzana w życie, z jaką precyzją nawet najbardziej absurdalne przepisy i założenia ideologiczne były wdrażane i zmieniały życie całego społeczeństwa niemieckiego. Spostrzeżenia i opinie Antoniego Sobańskiego są celne, zawierają prawdziwe obrazy i historie z życia codziennego Trzeciej Rzeszy, gdyż oparte są albo na naocznym świadectwie autora, albo na rozmowach z jego niemieckimi znajomymi. Symptomatyczne są prawdziwe historie obrazujące przemoc i terror, z jakimi traktowano często zwykłych ludzi, a które miały miejsce już w 1933 r., kilka miesięcy po zaprowadzeniu nowych porządków.

Uwagę autora zwraca ujednolicenie przekazu niemieckiej prasy, teatru, kina. Było to wynikiem z jednej strony bardzo ścisłej cenzury, z drugiej zaś pozbywania się z wszystkich przybytków kultury i wolnych zawodów elementów obcych rasowo, na co zwracano szczególną uwagę.

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie liczba i opis rozmaitych formacji mundurowych istniejących w społeczeństwie niemieckim doby hitleryzmu. Swoiste skoszarowanie społeczeństwa pozwalało ówczesnej władzy na zapewnienie minimum socjalnego zubożałym obywatelom, z drugiej zaś zapewniało kontrolę nad poczynaniami tych ludzi.

Wiele uwagi autor poświęca kwestii żydowskiej i przepisom, które zostały wprowadzone, aby uniemożliwić im normalne funkcjonowanie w Trzeciej Rzeszy. Początki opisane w pierwszych reportażach są jeszcze w miarę niewinne i wielu obywateli niemieckich żydowskiego pochodzenia mimo tych szykan, nie wyobrażało sobie życia gdzie indziej, ale w kolejnych latach z tych złudzeń pozostał jedynie proch i pył.

Trzeba przyznać, że Antoni Sobański jest świetnym obserwatorem. Potrafi celnie skomentować zjawisko, które zaobserwował lub o którym się dowiedział z wiarygodnego źródła. Jego świadectwo może być nieocenionym źródłem pierwszych lat hitleryzmu w Niemczech i obala tezę o „złych” hitlerowcach i „nieświadomym” społeczeństwie. Te reportaże uzmysławiają nam jasno, że niemożliwym byłoby wprowadzenie planów Hitlera w życie, gdyby nie powszechna akceptacja jego haseł i założeń w społeczeństwie niemieckim. Objawów opozycyjnych, czy quasi-opozycyjnych, Sobański nie jest w stanie wychwycić ani zauważyć. W 1936 r. jednym z dwóch objawów „opozycyjności” zaobserwowanym przez Sobańskiego podczas Parteitagu w Norymberdze jest odpowiedź kelnerki na jego pozdrowienie „Gruss Gott”. Autor zauważa też, że jedynym, choć bardzo słabym, środowiskiem, które dawało jakiekolwiek sygnały niezgody na wprowadzane zmiany, byli komuniści.

O ile z ogromną ciekawością śledzimy nader trafne i wnikliwe obserwacje Antoniego Sobańskiego dotyczące zmian zasad współżycia społecznego (uwagę zwraca np. oprawa Parteitagu w Norymberdze) i sposobów stosowanych przez hitlerowców do wcielania w życie ich pomysłów, o tyle jego prognozy najbliższej przyszłości budzą na twarzy współczesnego czytelnika - znającego przecież zapis katastrofy II wojny światowej i jej następstw - smutny uśmiech.

Poniżej dwa przykłady mylnych, niestety, wniosków Sobańskiego z 1934 i 36 r.

„Jeżeli zajmuję się militaryzmem niemieckim, to nie z myślą o nieuniknionej bliskiej rzezi. Może się mylę, Alę w tę rzeź chwilowo nie wierzę. Z pobytu w Niemczech odniosłem wrażenie, że nikt tam w chwili obecnej konfliktu zbrojnego nie pragnie. Młodzi i starzy są zahipnotyzowani słabością Niemiec (czytaj: krzywdą wyrządzoną im w Wersalu) oraz potęgą militarną sąsiadów. O wprost gigantycznej sile armii polskiej na przykład, ma opinia niemiecka nadzwyczaj wysokie i trwożne wyobrażenie.” (s. 116) 1934 r.

„Recepty na wszechświatowy pokój nie usłyszałem. Wywiozłem jednak dwa dość pozytywne wrażenia. W obecnej chwili – bo tylko o tej można mówić – ustrój narodowosocjalistyczny nie chce i nie przewiduje wojny. A zatem ustrój ten nie uważa siebie za wzór nadający się do naśladowania w innych krajach. Wyraźnie nawet wyrzeka się wszelkiego prozelityzmu.” (s. 228) – „Wiadomości Literackie” 1936,, nr 44 (676)

Być może jedną z przyczyn tych błędnych ocen jest przewijający się w tekście wyraźny sentyment autora dla Niemiec, Niemców i kultury tego kraju, co sprawia, że często wyraża on wręcz niewiarę, że zmiany w mentalności i zachowaniu społeczeństwa narzucone przez Hitlera mogą być aż tak istotne i drastyczne w stosunku do wcześniejszego okresu.

Jaka nauka wynika z tej książki dla współczesnych? Według mnie pokazuje ona, że będąc nawet najbardziej wnikliwym obserwatorem zachodzących zmian, niezmiernie trudno jest przewidzieć rozwój przyszłych wypadków.
 
Źródło zdjęcia

Antoni Sobański (1898 – 1941) – polski ziemianin, dziennikarz i pisarz, związany z „Wiadomościami Literackimi” i liberalnym środowiskiem inteligenckim okresu międzywojennego. Pisał rzadko. Z inspiracji „Wiadomości Literackich” powstał jego słynny zbiór reportaży „Cywil w Berlinie”. Po wybuchu II wojny światowej dotarł do Londynu, gdzie zmarł na gruźlicę.

Antoni Sobański był postacią obecną w wielu wspomnieniach z epoki międzywojnia. Jarosław Iwaszkiewicz zadedykował mu taki wiersz:


 



„Nie dla nas winnic modry stok,
I winnic wdzięk, i winnic sok,
A dla nas pylny owsa łan
I karczmarz Żyd, i wódki dzban.

Nie dla nas niedosiężny łuk
I pod nim cichy mądry Bóg,
A dla nas z cegieł dom – i już,
A w domu Bóg jak nocny stróż.


Nie dla nas mądrych rozmów gwar
I słowa cios, i dysput żar,
A dla nas zawiść, kłótnie, srom,
Rozgrzany szynk i zimny dom.

 Nie dla nas błękit, fiolet wzgórz,
Cyprysów lęk i kopuł róż,
A dla nas puszcze, dal i step,
I czarny rok, i czarny chleb."



 
Moja ocena: 4,5 / 6

Autor: Antoni Sobański
Wydawnictwo: Sic!
Rok wydania: 2006
Liczba stron: 264



czwartek, 8 listopada 2012

Astolphe Markiz de Custine o Rosji


Markiz Astolphe-Louis-Leonor de Custine (1790-1857)
francuski pisarz i podróżnik
Źródło zdjęcia


Astolphe Markiz de Custine
"Listy z Rosji. Rosja w 1839 roku"
Editions Spotkania, 1991


"Rosja przypomina człowieka pełnego wigoru, który się dusi: brak jej wylotów. Piotr I obiecał, że je dostanie, otworzył jej Zatokę Fińską nie dostrzegając, że morze siłą rzeczy zamknięte przez osiem miesięcy w roku nie jest tym samym co inne morza. Ale dla Rosjan nazwy są wszystkim. Wysiłki Piotra I, jego poddanych i jego następców, choć naprawdę zdumiewające, stworzyły tylko miasto, w którym trudno mieszkać, któremu Newa próbuje wydrzeć grunt przy każdym porywie wiatru wiejącym od strony zatoki i z którego ludzie próbują uciekać przy każdym kroku, jaki wojna pozwala im zrobić w stronę Południa. Dla biwaku granitowe bulwary były zbytkiem." (s. 33)

"Petersburg, 11 lipca, wieczorem
Ulice Petersburga mają dziwny wygląd w oczach Francuza, spróbuję Ci je opisać, ale najpierw opowiem o wjeździe do miasta przez Newę. Jest słynny i Rosjanie słusznie są z niego dumni, mnie się jednak wydał nadmiernie wychwalany. Kiedy z bardzo daleka zaczynamy dostrzegać kilka dzwonnic, to, co się dojrzy, robi raczej wrażenie dziwaczne niż imponujące. Lekkie zgrubienie terenu, zauważone między niebem a morzem, staje się w kilku punktach nieco bardziej nierówne niż w innych - to wszystko, a te niedostrzegalne nieprawidłowości - to są gigantyczne budowle nowej stolicy Rosji. Rzekłbyś, linia nakreślona drżącą ręką dziecka, rysującego jakąś figurę geometryczną. Zbliżając się zaczynamy rozpoznawać greckie dzwonnice, pozłacane kopuły kilku klasztorów, potem nowoczesne gmachy, zakłady publiczne: fronton giełdy, pobielane kolumnady szkół, muzeów, koszar, pałaców okalających granitowe bulwary. Gdy już jesteśmy w Petersburgu, przechodzimy obok sfinksów także z granitu, są olbrzymich rozmiarów, ich widok jest imponujący. Miasto pałaców, cóż za majestat! Jednakowoż imitacja starożytnych budowli razi nas, gdy pomyślimy o klimacie, w który te wzory są niezręcznie przeszczepione. Ale wkrótce jesteśmy zaskoczeni ilością strzał, wieżyczek o rozmaitych kształtach, metalowych iglic wznoszących się zewsząd: przynajmniej jest to narodowa architektura. Petersburg jest upstrzony obszernymi i licznymi budynkami z dzwonnicą. Są to wspólnoty religijne; te święte miasta służą miastu świeckiemu za wał ochronny. Cerkwie rosyjskie zachowały swoją pierwotną oryginalność. Wprawdzie to nie Rosjanie wynaleźli ten ciężki i kapryśny styl, zwany bizantyjskim, ale wyznają religię grecką i ich charakter, ich wiara, ich wykształcenie, ich dzieje usprawiedliwiają pożyczki, jakie zaciągnęli w Bizancjum: można przystać na to, że szukali wzorów do swoich gmachów w Konstantynopolu, nie zaś w Atenach. Widziane od strony Newy, balustrady bulwarów petersburskich sa imponujące i wspaniałe, ale już przy pierwszym kroku na ziemi odkrywamy, że te bulwary są wybrukowane kiepskim kamieniem, niewygodne, nierówne, tak samo niemiłe dla oka, jak fatalne dla pieszych i niebezpieczne dla powozów. Kilka złotych strzał, cienkich jak piorunochrony; portyki o podstawach niemal znikających pod wodą; place ozdobione kolumnami, ginącymi w bezmiarze otaczających je terenów; posągi naśladujące starożytne, których rysy, styl i stroje kłócą się z naturą gleby, z kolorem nieba, z klimatem, a także z wyglądem, ubiorem i zwyczajemtutejszych ludzi tak, iż wyglądają na herosów w więzach wrogów; gmachy wykorzenione, świątynie, co spadły ze szczytów gór Grecji w bagna Laponii i wskutek tego wydają się zbyt przytłoczone, przyziemne dla miejsca, gdzie zostały przeszczepione same nie wiedząc dlaczego: oto, co mnie uderzyło na wstępie." (strony 39-40)
 

Pomnik Piotra Wielkiego w Sankt Petersburgu
Źródło zdjęcia


"Osławiony posąg Piotra Wielkiego ściągnął zaraz moją uwagę i zrobił na mnie wyjątkowo nieprzyjemne wrażenie. Umieszczony na skale przez Katarzynę, z tym napisem dość wyniosłym mimo pozornej prostoty: Piotrowi I Katarzyna II. Ta postać mężczyzny na koniu nie jest ani antyczna, ani nowoczesna: jest to Rzymianin z czasów Ludwika XV. Aby pomóc koniowi utrzymać się dęba, włożono mu pod nogi ogromnego węża - fatalny pomysł, służący tylko do ujawnienia niemocy artysty sprowadzonego z Francji do Petersburga po to, by wznieść ten monument, chwalony nadmiernie dlatego, że znajduje się w Rosji." (s. 43)

"Newa, jej mosty i bulwary są prawdziwą chlubą Petersburga. Ten obraz jest tak rozległy, że cała reszta wydaje się mała. Newa jest zbiornikiem pełnym po brzegi, które znikają pod wodą, gotową do przelania się z wszystkich stron. Nawet Wenecja i Amsterdam chyba lepiej się bronią przed morzem niż Petersburg." (s. 53)

"Rosja znajduje się na granicy dwóch kontynentów, i to, co pochodzi z Europy, nie może się stopić bez reszty z tym, co zostało wniesione z Azji. To społeczeństwo rozwijało się dotychczas znosząc przemoc i nieprzystosowalność obu obecnych w nim cywilizacji, zawsze bardzo odmiennych. Dla podróżnego jest to źródłem interesujących, choć nie zawsze pocieszających obserwacji." (s. 104) 

  

Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...