poniedziałek, 31 grudnia 2012

Szczęśliwego Nowego Roku!


Źródło zdjęcia

Życzę Wam, żeby ten Nowy Rok przyniósł Wam pomyślne i radosne wydarzenia, abyście spełnili swoje marzenia i pragnienia, aby towarzyszył Wam uśmiech, optymizm i nadzieja wspierane przez zdrowie, miłość i radość.
Szczęśliwego Nowego Roku!!!


Poniżej podaję bardzo ciekawą "Receptę na cały rok" autorstwa Cathariny Elisabeth Goethe, matki słynnego Johanna Wolfganga, którą znalazłam tutaj.




Recepta na cały rok

Bierzemy 12 miesięcy,
oczyszczamy je dokładnie
z goryczy, chciwości, małostkowości i lęku,
po czym rozkrajamy każdy miesiąc
na 30 lub 31 części tak, aby zapasu
wystarczyło na cały rok.
Każdy dzień przyrządzamy osobno
z jednego kawałka pracy
i dwóch kawałków pogody i humoru.
Do tego dodajemy trzy duże łyżki
nagromadzonego optymizmu,
łyżeczkę tolerancji,
ziarenko ironii i odrobinę taktu.
Następnie całą masę polewamy dokładnie
dużą ilością miłości. Gotową potrawę
przyozdabiamy bukietem uprzejmości
i podajemy codziennie z radością
i filiżanką dobrej, orzeźwiającej herbatki.


niedziela, 30 grudnia 2012

Ulotne chwile (26)


Josephine Baker w słynnej "bananowej" spódniczce
Zdjęcie z ok. 1926 r.
Pocztówka zakupiona w Victoria & Albert Museum w Londynie
Foto: Walter / Hutton Archive / Getty Images




sobota, 29 grudnia 2012

29 grudnia 2003 r., Mariusz Wilk


Mariusz Wilk (ur. 1955)
Źródło zdjęcia



Mariusz Wilk
Dom nad Oniego
Noir sur Blanc, 2006


"29 grudnia [2003]

...przestawał istnieć jakoby osoba, a zlewał
się coraz więcej z tym, co go otaczało.
Henryk Sienkiewicz


O wpół do czwartej robi się ciemno. Zapalam lampę na stole i świat za oknem znowu znika. Jedynie od czasu do czasu łyskają z tej ciemni - jak błędne ogniki - burany mużyków z Kiży. Dawniej jeździli na ognie posiołka Wielka Zatoka, nierzadko zbijając się z drogi "nakatanej" po lodzie środkiem jeziora, od kiedy zaś doprowadziliśmy prąd do Kondy Biereżnej, światła w naszych oknach ułatwiają im orientację w ciemności.
 
- Wasz dom świeci jak latarnia morska - mówią.
 
Tak więc zapalam lampę jak jakiś - nie przymierzając - Skawiński i puszczam płytę z głosami polskich poetów (wydaną z okazji "Zeszytów Literackich"), aby posłuchać, jak w tej zaonieżskiej głuszy zabrzmi rodzima mowa:
 
Zastyga na poboczu dodge i cielska jego przyczep,
przez chwilę parujący mocz dziurawi śnieg i ciszę...
 
To głos Barańczaka. Jakby dobiegał z tamtego świata. Przymykam oczy... Sylwester 1990 roku, dom Barańczaków w Massachusetts. Za stołem rodzina gospodarzy, Antoni Libera, Maria Eder i ja. Popijamy whisky. Ania podaje pieczyste z indyka (ten smak zapamiętam do końca życia), Libera pokazuje na wideo swoją najnowszą inscenizację Becketta - prosto z Londymu. Rozmawiamy o wojnie w Zatoce Perskiej (w wersji CNN) i o ostatnim koncercie Philipa Glassa w Boston Symphony Hall, o Jamesie Merrillu i o Edwardzie Hopperze (w związku z planowaną przeze mnie włóczęgą na Cape Cod). Wybija północ, strzela szampan. Staszek daje mi na pamiątkę swoją Widokówkę z tego świata... Nad ranem odwożę Marię do Cambridge i wracam samopas wzdłuż Rzeki Świętego Karola do Watertown, pociągając złotą tequilę z płaskiej butelki. Po drodze spotykam czarnego kloszarda z wielhachną flachą rumu. Częstujemy się wzajem: za ten Nowy Rok! Po drugiej stronie rzeki petardy, sztuczne ognie. Pada śnieg... Zali to wszystko wydarzyło się w tym czy w jakimś innym życiu?
 
Z czerniejącego śniegu czyjś, nie wiadomo czyj,
wznoszący się ku niebu - pastorał, kostur, kij.
 
Barańczak na płycie zakończył już swoje Podróże zimowe, a ja wciąż jeszcze - wywoławszy duchy z CD - podróżuję z przymkniętymi oczami po   t a m t y m   świecie. Głos Herberta zanosi mnie do jadalni w Maisons-Lafitte (za stołem siedzi Redaktor i pani Zofia, chociaż umarli, wciąż są mi bliżsi niźli wielu żywych...), głos Krynickiego wyświetla w pamięci ulicę Przestrzenną we Wrocławiu (koniec lat siedemdziesiątych, konspiracyjny wieczór autorski, gdzie pośród młodej, kudłatej publiki z trudem rozpoznaję siebie), głos Miłosza zaprasza mnie do swego krakowskiego mieszkania (stary poeta sam otwiera nam drzwi i wita się z galanterią po ... rosyjsku, śmiejąc się przy tym tak donośnie, aż echo jego śmiechu wywołuje z kuchni Carol, która własnie zaparza dla gości kawę), nareszcie też usłyszałem, jak brzmi głos Tomasa Venclovy na jawie, bo do tej pory mam w pamięci tylko jego chrapanie (zza ściany pokoju gościnnego w krakowskim wydawnictwie Znak), natomiast głos Adama Zagajewskiego raptem mnie zawiózł do Lwowa, w którym na jawie nigdy nie bywałem.
Stąd mi się towszystko jawi - jakby z zaświata." (strony 44 - 45)
 

czwartek, 27 grudnia 2012

Marlena de Blasi, Lavinia i jej córki







Po książkę Marleny de Blasi sięgnęłam głównie z powodu urokliwej okładki. Jestem świadoma, że ten element książki nie zawsze gwarantuje zadowolenie z lektury (ten casus opisałam tu), ale chciałam się nieco odprężyć, a ponadto od dłuższego czasu planowałam przeczytanie jednej z książek tej znanej autorki, aby się zorientować, czy warto sięgnąć po inne jej propozycje. Bądź co bądź, to autorka bestsellerów, no i specjalistka od kuchni włoskiej, którą bardzo lubię, więc czemu nie?

„Lavinia i jej córki” to opowieść z jednej strony o prywatnych perypetiach autorki, która doprowadziwszy do świetności nabyte przez siebie palazzo, nie jest w stanie skupić się na pisaniu książek, gdyż kochający włoski mąż pragnie z nią przebywać praktycznie non-stop uniemożliwiając pracę twórczą. W sytuacji, gdy dochody z książek Marleny stanowią podstawowe źródło utrzymania ich obojga, sytuacja staje się dość napięta i grozi wybuchem. W końcu autorka postanawia skorzystać z propozycji jednego z przyjaciół i spędzać czas w odosobnionej leśniczówce z dala od męża i palazzo, aby skupić się na książce, którą właśnie pisze.

Przebywając w nowej okolicy, nawiązuje znajomość z dość nietypową rodziną złożoną z siedmiu kobiet, której seniorką jest 83-letnia Lavinia otoczona powszechnym szacunkiem. Lavinia na początku znajomości z de Blasi sprawia dość antypatyczne wrażenie. Kolejne kontakty obu pań to takie swoiste „przypływy i odpływy”. Okazuje się jednak, że Lavinia ma w spadku dla swoich dziewcząt historię swojego życia. Tajemnica w niej zawarta ukształtowała ją i jej poglądy, a są one zdecydowanie niechętne obecnemu zalewowi Toskanii przez obcych. Marlena, jak się okazuje, będzie osobą wybraną przez Lavinię do poznania jej tajemnic i przekazania jej dalej w formie tego właśnie wydawnictwa. 

Książka ta nie jest typową toskańską opowieścią, do jakich przywykliśmy. Jak już parę razy wspominałam lubię te opowieści o przenosinach w bardziej słoneczne regiony i rozpoczynanie nowego życia, aczkolwiek brakowało mi reakcji Toskańczyków na ten swoisty potop Europejczyków i Amerykanów, którzy odnaleźli na toskańskich wzgórzach swoją „ziemię obiecaną”. Takiej reakcji spodziewałam się, lecz nie odnalazłam rodowitego Toskańczyka, ale dostarczyła mi jej rodowita Amerykanka zakochana w Italii i w swoim wenecjaninie. :)

Styl pisania Marleny de Blasi nie przypadł mi specjalnie do gustu. Początek książki, kiedy duża część tekstu poświęcona była prywatnym rozterkom autorki, nieco mnie znużyła. Ożywiałam się jednak momentalnie przy opisach dotyczących potraw, które autorka lub ktoś z jej znajomych przyrządzał. Muszę przyznać, że Marlena de Blasi pisze o potrawach pięknie i smakowicie. Aż ślinka cieknie i chce się spróbować tych smakowitości. Czytając te fragmenty miałam poczucie, że gdybym tylko chciała, jestem w stanie, na podstawie apetycznych opisów pani de Blasi, przygotować podobną potrawę.

Książka zyskuje dopiero, gdy Lavinia przejmuje „pałeczkę” i opowiada swoją historię. Dzieje się to podczas kilku spotkań obu pań, a to podczas wspólnego przygotowywania potraw, a to podczas porannych spotkań, podczas których zbierają zioła, czy też spotykając się przy innej okazji. Marlena de Blasi z dużym respektem i szacunkiem odnosi się do Lavinii, ale nie ukrywa też przykrości, którą odczuwała zwłaszcza na początku znajomości ze starszą bohaterką. 

Historia Lavinii nie jest prostą opowieścią z Toskanią w tle. Jest to niepozbawiona dramatyzmu historia z wojną w tle. Lavinia to bohaterka, która zapada w pamięć, a jej wewnętrzna siła i hart ducha zrobiła też wrażenie na autorce, co wyraźnie się czuje w tekście. Nie znamy przyczyn, które sprowokowały tę dumną Włoszkę do otwarcia swojego serca przed autorką książki, ale dobrze wypełniła ona swoje zadanie, aczkolwiek książka by moim zdaniem zyskała, gdyby wątek zawirowań w związku autorki został ograniczony do minimum.

Cieszę się, że w moje ręce trafiła akurat ta książka Marleny de Blasi. Nie jest to, jak mi się wydaje (wyciągam wnioski na podstawie początku „Lavinii…”), jej typowa książka. Bazując na pierwszej części książki mogę tylko powiedzieć, że nie zachęciła mnie ona szczególnie do kontynuacji znajomości z jej twórczością. Pragnę również podkreślić, że o ile styl pisania autorki odnośnie jej własnych przeżyć nie przypadł mi specjalnie do gustu, o tyle w opisie historii Lavinii była dość przekonująca, gdyż, jak mi się wydaje, nie zmieniła istotnie przekazu bohaterki tej opowieści. Na uznanie również zasługuje sposób opisywania smakołyków toskańskich i sposobu ich przygotowania. Tu Marlena de Blasi jest mistrzynią i z jednej strony wzbudziło to mój autentyczny podziw, z drugiej zaś już się cieszę na lekturę Smaków południowej i północnej Italii, które już dość długo oczekują na moją uwagę. :)


 
Źródło zdjęcia
Marlena de Blasi - zawodowo dziennikarka oraz krytyk kulinarny, z pochodzenia Amerykanka, na stałe mieszkająca wraz z mężem we Włoszech. Obecnie prowadzą firmę organizująca kulinarne wyprawy po Toskanii i Umbrii. 






 
Autor: Marlena de Blasi
Tytuł oryginalny: Lavinia and Her daughters
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tłumacz: Paulina Ohar - Zima
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 396

środa, 26 grudnia 2012

Kartek świątecznych czar...




Chyba wszyscy lubią dostawać kartki świąteczne. Nie każdy lubi je wypisywać i wysyłać, gdyż wymaga to poświęcenia czasu i wysiłku, ale ich otrzymywanie jest bardzo miłe. Tradycja ich wysyłania nadal trwa w narodzie, ale nie sposób nie zauważyć, że z roku na rok wysyłamy coraz mniej kartek, które skutecznie są wypierane przez smsy i e-maile. Nie przeczę, że i mnie fascynuje szybkość dotarcia elektronicznych życzeń do adresata, niemniej jednak staram się wysyłać tradycyjne kartki świąteczne, które stanowią piękną i namacalną pamiątkę tego świątecznego okresu. 

Okazuje się, że tradycja wysyłania kartek świątecznych narodziła się w połowie XIX wieku. Pierwszą kartkę z życzeniami z okazji Świąt Bożego Narodzenia wysłał prawdopodobnie w 1842 r. 16-letni londyński artysta, William Maw Egley. Niestety jego pomysł nie został doceniony. W roku następnym Sir Henry Cole, pierwszy dyrektor Muzeum Wiktorii i Alberta, uznał, że miło byłoby wysłać przyjaciołom kartki z życzeniami świątecznymi. O ich wykonanie poprosił swojego przyjaciela, Johna Calcotta Horsleya, który umieścił na kartonikach wizerunek ucztującej wesoło kompanii. Pierwszy nakład wyniósł 1000 sztuk.



Pierwsza kartka świąteczna zamówiona przez Henry'ego Cole'a
Źródło zdjęcia


Te najstarsze kartki były wysyłane w kopertach, tak jak listy. Popularność zdobywały bardzo powoli. W 1869 r. do obiegu weszły karty pocztówkowe wysyłane bez koperty, które w roku 1875 r. zostały dopuszczone do obiegu międzynarodowego, co znacznie zwiększyło ich popularność i przyczyniło się do globalnej ekspansji. :)

Wczesne kartki rzadko prezentowały zimowe krajobrazy lub tematy religijne, zwykle zawierały kwiaty, wróżki i inne fantazyjne wzory. Popularne były również humorystyczne i sentymentalne obrazki dzieci i zwierząt.

W Polsce kartki pocztowe pojawiły się pod koniec XIX wieku. W 1900 roku w Warszawie ogłoszono konkurs na nazwę karty pocztowej w języku polskim. Jury, składające się z członków redakcji Słownika Języka Polskiego, rozpatrywało pięć propozycji: "liścik", "listówka", "otwartka", "pisanka" i "pocztówka". Ta ostatnia nazwa została zgłoszona przez Henryka Sienkiewicza i wybrano właśnie tę propozycję. 

Na fali nastroju świątecznego zamieszczam poniżej przykłady kartek bożonarodzeniowych w stylu retro. Jestem pełna wiary w to, że ten piękny zwyczaj przetrwa. Ja w tym roku wysłałam około 20 kartek pocztowych. Ciekawa jestem, ile Wy wysłaliście kartek z życzeniami? :)




Źródło zdjęcia

Źródło zdjęcia


Źródło zdjęcia


Źródło zdjęcia


Źródło zdjęcia


Źródło zdjęcia


Źródło zdjęcia


Źródło zdjęcia


Źródło zdjęcia


Źródło zdjęcia


Źródło zdjęcia


Źródło zdjęcia

Źródło zdjęcia

A tak wygląda jedna z kilku ekspozycji otrzymanych kartek świątecznych u nas w domu :




Pozdrawiam świątecznie!

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Pięknych Świąt!


Domenico Ghirlandaio (1449-94), "Pokłon pasterzy"
Źródło zdjęcia

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam, aby te świąteczne dni upłynęły w miłej i radosnej atmosferze, z dala od codziennych trosk, w otoczeniu Bliskich.
Niech ta świąteczna atmosfera zostanie z Wami przez cały następny rok!


* * *

Przy wigilijnym stole
Łamiąc opłatek święty,
Pomnijcie, że dzień ten radosny
W miłości jest poczęty;

 
Że, jako mówi wam wszystkim
Dawne, odwieczne orędzie,
Z pierwszą na niebie gwiazdą
Bóg w waszym domu zasiędzie.

Sercem go przyjąć gorącym,
Na ścieżaj otworzyć wrota —
Oto, co czynić wam każe
Miłość, największa cnota.

A twórczych pozbawił się ogni,
Sromotnie zamknąwszy swe wnętrze,
Kto z bratem żyje w niezgodzie,
Depcąc orędzie najświętsze.

Wzajemne przebaczyć winy,
Koniec położyć usterce,
A z walki wyjdzie zwycięsko
Walczące narodu serce.
 
 
Jan Kasprowicz




niedziela, 23 grudnia 2012

Ulotne chwile (25)


Raszyn "wróbelek", listopad 1957
Pocztówka zakupiona w Domu Spotkań z Historią
Foto: Aleksander Jałosiński




sobota, 22 grudnia 2012

Beata Obertyńska, Grudzień


Beata Obertyńska (1898-1980), polska poetka i pisarka
Źródło zdjęcia


Grudzień
 
Pierwszy śnieg, który jednak zaraz prawie taje,
i torba pachnąca świętym Mikołajem.
 
Znowu śnieg i matowy poblask na suficie.
Piec, w którym się pali wieczór i o świcie...
 
Do szyb przymarzły płasko zimy sen liściaty,
niebieska pustka ulic, mroźny wiatr, roraty,
 
organista z opłatkiem, snop w kącie, a potem
kolędy wonne mirrą, żywicą i złotem;
 
rojem wąskich płomyków drzewko się dojarza...
Sylwester... i ostatnia kartka kalendarza...
 
 
ze zbioru pezji "Pszczoły w słoneczniku" (1927)


Beata Obertyńska urodziła się na Storożce koło Skolego 18 lipca 1898, zmarła 21 maja 1980 roku w Londynie. Córka poetki młodopolskiej Maryli z Młodnickich Wolskiej i przemysłowca Wacława Wolskiego w młodości związana była ze środowiskiem artystycznym Medyki Pawlikowskich. Debiutowała w 1924 roku w "Słowie Polskim". Po studiach w Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej występowała na scenach lwowskich. Aresztowana przez NKWD w lipcu 1940 r. więziona była we Lwowie, w Kijowie, Odessie, Charkowie, Starobielsku, a następnie zesłana do łagru Loch-Workuta. Po amnestii pracowała w kołchozie pod Bucharą. W 1942 r. została uwolniona  w wyniku układu Sikorski - Majski i opuściła ZSRR. Przydzielona do Pomocniczej Służby Kobiet wraz z Armią Polską przemierzyła Iran, Palestynę, Egipt i Włochy. W czasie urlopu z wojska w Johanesburgu powstał pamiętnik "W domu niewoli" opublikowany w Rzymie (1946) pod pseudonimem Marta Rudzka.  
 
Po wojnie Beata Obertyńska osiedliła się w Londynie. Związana była głównie z Katolickim Ośrodkiem Wydawniczym "Veritas". Publikowała w "Dzienniku Polskim" i "Dzienniku Żołnierza", "Ochotniczce", "Orle Białym", "Polsce Walczącej", "Przeglądzie Polskim" "Wiadomościach", "Życiu". Otrzymała wiele nagród literackich, m. in. Stowarzyszenia Polskich Kombatantów, Fundacji z Brzezia Lanckorońskich oraz Fundacji imienia A. Jurzykowskiego. W Polsce ukazało się kilka tomów pism Beaty Obertyńskiej: Wspomnienia (wspólnie z M. Wolską, 1974), Wiersze wybrane (1983), Grudki kadzidła (1986), Skrząca libella (1991), W domu niewoli (1992), Skarb Eulenburga, t. 1-2 (1993), Liryki najpiękniejsze (1999).

piątek, 21 grudnia 2012

Koniec świata ?


Podobno Majowie, twórcy rozwiniętej cywilizacji i kultury prekolumbijskiej, wyliczyli, że w dniu dzisiejszym nastąpi koniec świata. Ostatnio jednak wysłano w naszych publikatorach szereg uspokajających tekstów, że data 21.12.2012 wynikła z pomyłki, że koniec świata Majowie przewidzieli na inny rok etc.
Szczerze mówiąc, raczej się takimi informacjami nie ekscytuję, ale szum informacyjny swoje zrobił i hasło "koniec świata nastąpi 21 grudnia 2012 r." zapadło mi gdzieś w tyle głowy.
Tymczasem, dzięki koledze blogerowi Charliemu Bibliotekarzowi wpadłam w nawyk regularnego przeglądania zasobów Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej i rozpoznawania jej możliwości. Interesują mnie głównie numery przedwojennych "Wiadomości Literackich", które po przejrzeniu kilku numerów, uważam za świetne pismo kulturalne, którego odpowiednika w obecnej chwili nie widzę. Ostatnio natrafiłam w MBC na numery "Ilustrowanego Kuriera Codziennego: i gdy zobaczyłam poniższą informację, klapka w mózgu z informacją o końcu świata 21.12.2012 nagle mi się otworzyła. :)




Mając na uwadze jakość dotychczasowych przepowiedni o "końcu świata" raczej na pewno się jutro "odliczymy". Do jutra więc! ;)

wtorek, 18 grudnia 2012

Jo Nesbø, Pierwszy śnieg



Zbliża się do końca moja przygoda z Harrym Hole i im do niego bliżej, tym smutniej. W moje ręce trafiła książka, która przez wielu czytelników została uznana za najlepszą w całej serii.

W Oslo spada pierwszy śnieg, W jednym z domów, pani domu chwali męża i syna za pięknego bałwana, którego ulepili przed domem. Ale oni tego nie zrobili. Wkrótce kobieta znika… Okazuje się, że na przestrzeni ostatnich lat doszło do wielu podobnych zagadkowych zaginięć. Wydaje się, że tym razem policjanci z Oslo mają do czynienia z seryjnym zabójcą, a najlepszym specjalistą od podobnych spraw jest nasz stary znajomy Harry Hole. W komendzie pojawia się też nowa koleżanka, dość tajemnicza Katrine Bratt, której życie prywatne i przeszłość owiana jest mgłą tajemnicy.

Harry jest nadal „samotnym wilkiem” po przejściach, walczącym ze swoimi demonami, człowiekiem, który stara się nie pić, żeby ich nie wyzwolić. Perspektywa wykrycia seryjnego zabójcy przywraca go do życia, choć bez Rakel i Olega jest to raczej wegetacja. Rakel odeszła od niego, żyje u boku statecznego lekarza zapewniającego jej bezpieczeństwo i stabilność, czego nie mogła zaznać u boku Harry’ego i co w końcu skłoniło ją do zakończenia ich związku mimo niewątpliwej „chemii”, która między nimi istniała i istnieje.

Nasz bohater poświęca się pracy. Pracując w kilkuosobowym zespole usiłuje odnaleźć schemat działania zabójcy i ewentualne punkty zbieżne miedzy poszczególnymi zaginięciami lub zabójstwami, które miały miejsce w przeciągu minionych lat. Pościg za mordercą okaże się trudny i wyczerpujący. Harry będzie musiał wiele poświęcić, aby ocalić potencjalne ofiary, aby ocalić również siebie.

„Pierwszy śnieg” jest napisany w tradycyjnie świetnym stylu, znanym z wcześniejszych książek o Harrym. Z nerwem i pazurem, a chociaż zarys akcji zasadniczo się nie zmienia w książkach z tej serii, to jednak kryminał wciąga, trzyma w napięciu i dostarcza skrajnych emocji. Jak zwykle, chciałoby się powiedzieć. Nie chciałabym tu wartościować poszczególnych części, gdyż właściwie wszystkie książki trzymały mnie w napięciu i sprawiły, że ich lektura była wielką przygodą i – tak - przyjemnością. :) Ta książka to takie swoiste apogeum tego cyklu. Nesbø – jak to już wielokrotnie podkreślałam – jest utalentowanym pisarzem, potrafi pisać i konstruować fabułę kryminalną, stara się unikać powtórzeń, a nie jest to proste, gdy ma się ambicje napisania książki na wysokim poziomie i oryginalnej.

Harry jest bohaterem, który przyciągnął miliony czytelników. Zdobył także i moją sympatię. Można sobie zadać pytanie, co sprawia, że tylu ludzi odnalazło w Harrym coś szczególnego i bliskiego wśród tylu bohaterów książek kryminalnych wydawanych przecież obecnie masowo. Jego bezkompromisowość powoduje, że wchodzi w częste konflikty z „górą”, ale talent śledczy Harry’ego ratuje mu skórę wielokrotnie, również w „Pierwszym śniegu”.

Harry Hole to w pewnym sensie postać tragiczna. Nie dość, że walczy nieustająco z nałogiem, to jeszcze giną jego współpracownicy, przyjaciele, którzy wierzyli w niego i darzyli go szacunkiem, co jeszcze pogłębia jego depresyjne nastroje. I ta jego słabość, skontrastowana z atletycznym wyglądem, jest istotnym źródłem sympatii i przywiązania czytelników.

Powszechna jest opinia, że Nesbø skorzystał na popularności Stiega Larssona, autora trylogii Millennium. Przeczytawszy całą trylogię szwedzkiego autora i prawie całą serię o Harrym mogę tylko powiedzieć, że pod względem umiejętności pisarskich, pomysłu na fabułę kryminalną, Nesbø przewyższa Larssona o kilka długości. Z perspektywy czasu widzę to wyraźnie, aczkolwiek rzeczywiście po Larssona sięgnęłam zanim w ogóle dowiedziałam się o istnieniu Nesbø. Myślę jednak, że wcześniej czy później norweski pisarz przebiłby się na szczyty bestsellerów niezależnie od sukcesu Larssona.

Można się zastanawiać, dlaczego ta seria odniosła światowy sukces. Moim zdaniem to zasługa dobrze skonstruowanej sylwetki bohatera oraz niebagatelnych umiejętności pisarskich Nesbø, dla którego najważniejsze jest dostarczenie czytelnikowi dobrej książki. Jak sam powiedział w wywiadzie, który można znaleźć
tu:

„Jedyna presja, jaką czuję, to taka, żeby pisać dobre książki. I nie powielić poprzedniej. To, czy masz tysiąc czy milion czytelników, nie ma znaczenia. Nigdy nie odczuwam pokusy, żeby pisać dokładnie to, czego oczekują ode mnie czytelnicy. Musisz zaprosić czytelników tam gdzie ty jesteś, próbować zwabić ich do swojego wszechświata. To jest sztuka opowiadania.”

Jako fanka serii, nie mogę zrobić nic innego, jak tylko polecić Wam lekturę „Pierwszego śniegu”. To naprawdę świetny kryminał.


Autor: Jo Nesbø:
Tytuł oryginalny: Snømannen
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Tłumacz: Iwona Zimnicka
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 432

Jo Nesbø (ur. 1960) – autor cyklu powieści kryminalnych z Harrym Hole. Jest też muzykiem, członkiem zespołu Di Derre. A poniżej, zamiast zdjęcia, przykład jego działalności muzycznej. :)




niedziela, 16 grudnia 2012

Ulotne chwile (24)


Jogging nad brzegiem oceanu, Kapsztad, RPA
Zdjęcie własne (z samochodu, a więc jakość pozostawia wiele do życzenia)


Wokół Jane Austen (2)


Jane Austen (16.12.1775 - 18.07.1817)
Źródło zdjęcia


Dziś mija kolejna, 237 rocznica urodzin Jane Austen, której molom książkowym przedstawiać nie trzeba. :) Mimo że pisarka żyła dwieście lat temu, to pamięć o niej i jej twórczości nadal jest żywa, o czym świadczy nieustanny wysyp seriali i filmów opartych na jej powieściach, a także na podstawie wątków biograficznych. Jane Austen jest jedną z moich ulubionych pisarek i darzę jej książki ogromnym sentymentem. Do dziś pamiętam trzepotanie mojego nastoletniego serca po lekturze "Dumy i uprzedzenia", pierwszej książki Jane, jaką przeczytałam. :) Choć z biegiem czasu przeczytałam wszystkie książki pisarki, to i tak chętnie do nich wracam.

Nie chciałabym, aby mój dzisiejszy wpis "urodzinowy" ograniczał się do przytoczenia życiorysu Jane, który jest zresztą dość znany, a jeśli nawet nie, to nietrudno go odnaleźć, np
tu. Postanowiłam więc przedstawić Wam kilka współczesnych ciekawostek i gadżetów wiążących się z osobą pisarki, co potwierdza moje przekonanie, że moda na Jane Austen nie słabnie.

O uniwersalności jej twórczości świadczy fakt niesłabnącej popularności jej książek oraz wspomnianych wyżej produkcji filmowych i telewizyjnych. Nie jest to jedyny symptom popularności pisarki we współczesnym świecie. W sieci można odnaleźć całkiem pokaźny zestaw stron internetowych i blogów poświęconych życiu i twórczości JA. Do najbardziej znanych należą:


http://www.pemberley.com/
http://janeaustensworld.wordpress.com http://austenised.blogspot.com/
http://janeaustenfilmclub.blogspot.com/
http://jausten.cba.pl/
http://janeausten.blox.pl/html
http://www.janeausten.pl/
http://martusia87.blogspot.com/
http://victorianlady.pl.tl/

Jane Austen i jej twórczość jest z nami na każdym kroku. Mimo, że żyła w tak odległych czasach, to jednak można odnaleźć ją w wielu współczesnych inicjatywach, miejscach, gadżetach, których przykłady zamieszczam poniżej.
Miejsca związane z Pisarką:
Muzeum Jane Austen w Chawton
Centrum Jane Austen w Bath Katedra w Winchester - miejsce spoczynku Jane Austen

Aukcje rzeczy związanych z Jane Austen

Każda aukcja, na której pojawiają się przedmioty związane z jej osobą jest sukcesem. Poniżej dwa przykłady:

 
 



10 lipca 2012 r. na aukcji w londyńskim Sotheby’s zlicytowano pierścionek z owalnym turkusem należący do Jane Austen. Pierścionek był w posiadaniu rodziny Austenów od 200 lat. Został on kupiony za sumę 152 tysięcy funtów przez nieznanego nabywcę, licytującego przez telefon. Cena ta była pięciokrotnie wyższa od przewidywanej! Pierścionek licytowało osiem osób.

O sprzedaży manuskryptu Jane Austen w 2011 r. pisałam
tu


Wycieczki śladami Jane

Gdybyście, będąc w Anglii, chcieli udać się na wycieczkę śladami Jane, to nic trudnego. Stosowne oferty znajdziecie m.in.
tu i tu.

Prowokacja à la Jane Austen

 Choć Jane Austen nie odniosła sukcesu finansowego za życia, jej współcześni świadomi byli Jej talentu. Wszyscy, którzy marzą o rozpoczęciu kariery literackiej i narzekają na wybredność współczesnych wydawców mogą również poczuć się "pocieszeni" wynikami eksperymentu przeprowadzonego przez jednego z aspirujących pisarzy, który przesłał fragmenty powieści Jane Austen (zmienił tylko imiona i nazwiska bohaterów) do kilkunastu wydawców i dostał 17 odpowiedzi odmownych, a zaledwie jeden z adresatów zwrócił uwagę na podobieństwo przesłanych tekstów do powieści Austen! (
źródło informacji) Ciekawe, nieprawdaż?


Inne gadżety
 



 

Gra planszowa oparta na "Dumie i uprzedzeniu" w cenie 36 $ dostępna tu.


 




T-shirt z urokliwym wyznaniem w cenie 22,99 $ dostępny tu. A może wersja bardziej edukacyjna?



Aż ciśnie się na usta następujące zdanie:
Lady Suzan i Emma, rozważna i romantyczna, nie uległy perswazjom Watsonów, aby odwiedzić Mansfield Park i kierowane dumą i uprzedzeniem pozostały wieczorem w opactwie Northanger. ;)



  


 
Torba z tekstem oświadczyn pana Darcy'ego w cenie 18 $ dostępna tu, choć mnie bardziej urzekł kubek, niestety już niedostępny:
 
 
 
 
Można również zdecydować się na rozkosze "łamania głowy" przypominając sobie szczegóły powieści Jane:
 
 
  
Szczegóły znajdziecie tu
 
 
 
 
 Jeśli chcecie postawić tarota kartami inspirowanymi powieściami Jane Austen to również nic trudnego (cena 17,95 $).
 

Dzisiejszy wpis chciałam napisać czcionką stylizowaną na wzór pisma pisarki, ale musiałabym za dużo kombinować, a technicznie jestem tzw. nogą, dlatego tylko podaję, skąd można taką czcionkę ściągnąć.
 
A na koniec kilka mądrości życiowych autorstwa Jane Austen.

„Świat cierpi na brak mężczyzn, szczególnie tych, którzy są cokolwiek warci.” (Duma i uprzedzenie)
 
"Liczba majętnych mężczyzn na tym świecie nie dorównuje liczbie pięknych kobiet, które na nich zasługują." (Mansfield Park, r. 1.)

"Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony." (Duma i uprzedzenie)
 
„Każdy, czy to dżentelmen, czy dama, kto nie znajduje przyjemności w dobrej powieści, musi być nie do wytrzymania głupi.”    (Opactwo Northanger)
 
"Pieniądze mogą dać szczęście tylko tam, gdzie nie możne ono przyjść z innego źródła." (Rozważna i romantyczna)

"Myśl o przeszłości tylko wtedy, kiedy może ci ona sprawić przyjemność." (Duma i uprzedzenie)

„Duma związana jest z tym, co co sami o sobie myślimy, próżność zaś z tym, co chcielibyśmy, żeby inni o nas myśleli.” (Duma i uprzedzenie)


Może to objaw mojego postępującego infantylizmu, ale chyba zażyczę sobie na prezent z jakiejś nadchodzącej okazji taką lalkę:

Czyż ta "Austen Little Thinker" nie jest słodka? Dostępna w cenie 17,95 $ tu ;)


Życzę wszystkim wiele radości podczas lektury książek Jane Austen, oglądania filmów i seriali na podstawie Jej książek, zwiedzania miejsc związanych z życiem Jane czy też korzystania z rozmaitych gadżetów i zabaw czerpiących z Jej pomysłów. 

czwartek, 13 grudnia 2012

Johann Wolfgang von Goethe o Włoszech


Johann Wolfgang von Goethe (1749 - 1832)Źródło zdjęcia


Johann Wolfgang von Goethe "Podróż włoska"
Państwowy Instytut Wydawniczy, 1980


“25 [października 1786], Perugia
(…) Toskania jest właściwie taka, jakie mogłyby być Apeniny (napisałem o tym onegdaj), bo leży niżej, dzięki czemu morze bez przeszkód mogło wykonać swoją pracę i naniosło grubą warstwę gliniastego gruntu. Jest on jasnożółty i łatwy do uprawy. Chłopi orzą tu głęboko, ale wciąż po staremu. Pługi nie mają kół, a lemiesze są nieruchome. Chłop kroczy zgarbiony za swymi wołami, przyciska pług i ryje ziemię. Orzą do pięciu razy rocznie. Nawozu używają niewiele, i to lekkiego. Rozrzucają go rękami. Potem sieją pszenicę i usypują wąskie groble, między nimi zaś powstają głębokie bruzdy, którymi spływa woda deszczowa. Zboże rośnie na groblach, a chłopi plewiąc chodzą po bruzdach. Taka metoda byłaby zrozumiała tam, gdzie należy się obawiać zbytecznej wilgoci, nie pojmuję jednak, dlaczego to robią w tym cudownym klimacie. Zrobiłem to spostrzeżenie pod Arezzo, gdzie zaczyna się przepiękna równina. Tak czystego pola jeszcze nigdzie nie widziałem; ani śladu grudy, ziemia jak przesiana przez sito. Pszenica udaje się tu bardzo dobrze, ma idealne warunki. Co drugi rok sadzą fasolę dla koni, którym tu nie daje się owsa. Sieją także łubin, który już ładnie się zazielenił i w marcu będzie dojrzewał. Wyszedł już len; przezimuje na wierzchu, bo mróz go wzmocni.


 

Źródło zdjęcia


 
Drzewa oliwkowe są przedziwne. Przypominają wierzby i tak jak one tracą rdzeń, a kora pęka, ale mimo to wyglądają bardzo krzepko. Drzewo rośnie powoli i jest drobnoziarniste. Liście podobne do wierzby, ale jest ich mniej na gałęzi. Na wszystkich wzgórzach wokół Florencji rosną oliwki i winna latorośl; ziemie między nimi wykorzystuje się pod zboże. W pobliżu Arezzo i dalej pola są mniej gęsto obsadzone. Wydaje mi się, że nie dosyć walczą z powojami, które szkodzą oliwkom i innym drzewom, a przecież można je bez trudu wyplewić. Łąk nie widać tu wcale. Twierdzą, że kukurydza wyjaławia glebę, że odkąd się ją uprawia, ucierpiały inne odmiany zboża, ale ja myślę, że to brak nawozu.” (strony 99-100)

 
Forum Romanum nocąŹródło zdjęcia


“2 lutego 1787

O tym, jak piękny jest spacer po Rzymie przy pełni księżyca, nie może mieć wyobrażenia nikt, kto sam tego nie doświadczył. Wielkie masy światła i cienia pochłaniają wszystkie szczegóły i oko dostrzega tylko największe i najogólniejsze zarysy. Od trzech dni rozkoszujemy się pięknymi, widnymi nocami. Niezwykle piękne jest Koloseum. Na noc je zamykają. W środku, w kapliczce, mieszka pustelnik. W walących się krużgankach gnieżdżą się żebracy; rozpalili właśnie ognisko, lekki powiew wiatru spycha dym na arenę, osłaniając dolną partię ruin, i z ciemności wyłaniają się tylko potężne mury. Kiedy staliśmy przy kracie, oglądając to zjawisko, wysoko nad nami świecił jasny księżyc. Dym pełzał po murach, uchodził przez otwory i szczeliny; w poświacie księżycowej wyglądał jak mgła. Cudowny to był widok. W takim właśnie oświetleniu należy oglądać Panteon, Kapitol, dziedziniec przed bazyliką Świętego Piotra i inne wielkie place i ulice. Tak więc słońce i księżyc, podobnie jak duch ludzki, inne zadanie mają do spełnienia tu właśnie, gdzie pod ich spojrzeniem wznoszą się gigantyczne, a przecież według reguł sztuki ukształtowane bryły.” (strony 149-150)

Źródło zdjęcia
 
„Rzym, 24 listopada [1787]
Pytasz w ostatnim liście o koloryt tutejszego krajobrazu. Tyle tylko ci powiem, że w dni pogodne, szczególnie jesienią, jest tak barwny, że każde jego naśladowanie musi wydać się pstre. (…)Akwarele nie oddają sprawiedliwości wspaniałym barwom w naturze, lecz mimo to nie zechcecie dać wiary, że takie kolory rzeczywiście istnieją. Szczególnej piękności dodaje tym widokom ton powietrza, które nawet przy małych odległościach łagodzi ostrość żywych barw, oraz to, że tony ciepłe i zimne (jak zwykło się je nazywać) występują tak wyraźnie. Czyste, niebieskie cienie prześlicznie odcinają się od wszelkich żółtości, zieleni, czerwieni i brązów, po czym stapiają się z niebieskawą mgiełką w oddali. Tego blasku i stonowanej zarazem harmonii nie można sobie na Północy nawet wyobrazić. U nas wszystko jest albo ostre, albo zamglone, pstre lub jednostajne. Co do mnie, nie pamiętam, żebym często widywał pojedyncze efekty mogące dać mi to, co teraz każdego dnia i każdej godziny mam przed oczyma. Może teraz, okiem lepiej wyćwiczonym, dostrzegę nawet na Północy więcej piękna.
Obecnie mogę już śmiało powiedzieć, że nie tylko udało mi się prawie dostrzec i poznać prostą drogę prowadzącą do wszystkich sztuk pięknych, lecz co więcej, zdaję sobie sprawę z ich rozległości i głębi. Jestem już za stary, aby mnie stać było na coś więcej niż knocenie. Widzę, co robią inni. Niektórzy, jak sądzę, są na dobrej drodze, ale nikt nie robi wielkich postępów. Rzecz ma się podobnie jak ze szczęściem i mądrością: ich praobrazy snują się przed naszymi oczyma i co najwyżej udaje się nam dotknąć skraju szaty. (…)” (strony 382-383)

środa, 12 grudnia 2012

Jan Karon, W moim Mitford




"W moim Mitford" to kolejna książka, po którą sięgnęłam pod wpływem pozytywnej opinii na którymś z blogów. Założenie listy książek do przeczytania to nie był zły pomysł. :)

Mitford to miasteczko położone gdzieś w Karolinie Północnej, o którym lokalna gazeta tak napisała:

„Mitford to miasteczko w cudowny sposób nie nadążające za współczesną Ameryką. Ulice noszą tutaj imiona kwiatów, mieszkańcy szukają schronienia przed słońcem w pachnących różanych altanach, których tu bez liku, a wiosna zastaje prawie całą społeczność, nie wyłączając właścicieli sklepów, pielęgnującą swoje ogródki.” (s. 16)

O polskich małych miasteczkach mówiło się, że władzę czy też rząd dusz dzierżą zawsze pan, wójt i pleban. W ostatnich latach ogromną popularnością cieszył się w naszym kraju serial „Ranczo”, gdzie fabuła jest między innymi oparta na podobnym schemacie. I coś jest na rzeczy w tym przytoczonym przeze mnie powiedzonku również w odniesieniu do Mitford, jakże odległego od polskich uwarunkowań, gdzie bez trudu odnajdziemy odpowiedniki pana (właściwie pani, dziedziczki najbogatszej rodziny Mitford) i wójta (również pani, wieloletnia burmistrz miasteczka), ale bezsprzecznie najważniejszym bohaterem, czy też raczej osobą, wokół której skupiają się wydarzenia mające miejsce w Mitford jest ojciec Tim, pastor tamtejszego kościoła episkopalnego.
 
Akcja książki rozpoczyna się w momencie, gdy bliski ukończenia 60 roku życia, Tim zaczyna mieć wątpliwości, czy powinien kontynuować posługę kapłańską. Wątpliwości, które go dręczą, są na tyle duże, że wystosował nawet list do swojego biskupa zapowiadając swoją rezygnację. Nie wiemy, co spowodowało ten kryzys, gdyż od momentu rozpoczęcia lektury książki życie ojca Tima dostarczyło mu tyle wrażeń, że o nudzie mowy być nie może. 

W momencie, gdy poznajemy pastora, jest on zmuszony do radykalnej zmiany swojego trybu życia i nawyków żywieniowych z uwagi na stan zdrowia. W jego życie wkracza czworonożny przyjaciel, zbieg okoliczności sprawia też, że ojciec Tim otacza opieką całkiem już wyrośniętego chłopca, a młodzieńcy w tym wieku, jak powszechnie wiadomo, nie są łatwymi przypadkami wychowawczymi. Do domku obok wprowadza się również nowa, energiczna sąsiadka. Co więcej, dzięki ojcu Timowi, który cieszy się w miasteczku wielkim poważaniem i sympatią, poznajemy koleje losu chyba najbogatszej obywatelki miasta, zbliżającej się do kresu swych dni, panny Sadie. Możemy również zawrzeć bliższą znajomość z parą oryginałów Rose i Billym. Chociaż miasteczko jest małe, aż kipi od rozmaitych wydarzeń dnia codziennego i odświętnego, możemy poznać kilka historii miłosnych z życia wziętych, ale do Mitford docierają również odpryski poważnej afery kryminalnej. A na czele swojej trzódki ojciec Tim usiłuje dostarczyć swoim parafianom (i nie tylko) strawy duchowej, która ma napełnić ich otuchą i Bożym błogosławieństwem. 

Pastor nie jest człowiekiem całkowicie oderwanym od życia codziennego. Docenia przyjemności życia, wśród nich również czytanie, o czym świadczy poniższy fragment odnoszący się do lektury poezji Wordswortha, ulubionego poety ojca Tima:

„W Mitford była sobota rano. Miasteczko tętniło życiem, ale wokół panował spokój oraz wewnętrzna harmonia nastrojów i serc. Dwaj mężczyźni siedzieli w otwartych drzwiach sklepu, jeden z nich czytał, a drugi słuchał, i obaj przez tę jedną chwilę byli szczęśliwi.” (s. 119)

Dla polskich czytelników ciekawostką może być fakt, że obecne w Mitford kościoły protestanckie niejako rywalizują ze sobą o parafian uczęszczających na niedzielne msze. Nowy członek miejscowej społeczności wybierał kilka tygodni po zamieszkaniu kościół, do którego będzie uczęszczał. Bardzo ciekawy zwyczaj z jednej strony podkreślający wspólnotę chrześcijaństwa, z drugiej stanowiący wyzwanie dla krasomówczych zdolności pastorów stojących na czele swoich parafii. Wszystkie wydarzenia, konflikty, nawet nieporozumienia odbywają się jednak w atmosferze spokoju, zrozumienia i tolerancji. 

Główny bohater, choć nie wyróżnia się cechami supermena, budzi sympatię. Ojciec Tim to bardzo ciepła osoba, porządny człowiek, bohater, z którym wszyscy inni czują się komfortowo i bezpiecznie. Jest w nim wewnętrzna prawość i godność, które zjednują mu przyjaźń i szacunek czytelnika. Choć nie dokonuje on żadnych spektakularnych czynów, potrafi zmienić swoje życie, nadać mu nowy wymiar i treść w zgodzie ze sobą i wyznawanymi przez siebie wartościami, co jest zachętą dla wszystkich, którzy odczuwają zmęczenie rutyną swojego życia. 

 


Jan Karon zabrała mnie do Mitford, którego nie chciałabym nazywać „magicznym”, ale jest w nim atmosfera przyjaźni, życzliwości i wzajemnego poszanowania. Nie będę Wam ściemniać, że nie mogłam oderwać się od książki, gdyż było to możliwe i robiłam to, gdy zaszła taka potrzeba, ale zawsze z przyjemnością wracałam do przerwanej lektury.  Mitford jest miejscem, gdzie chciałoby się żyć. Czy takie miasteczka istnieją w rzeczywistości? Może gdzieś istnieją,  a może i nie, ale  nasze  życie  nie zależy od  tego, g d z i e  mieszkamy, tylko   j a k   żyjemy. Jest to książka napisana z miłości do ludzi i z wiary w Boga, przynajmniej ja ją tak odebrałam.

 
Co prawda, można sarkać, że trudno znaleźć w tej książce postać jednoznacznie złą, że nie można mówić o szybkiej akcji i realnej dramaturgii. Ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Mimo że nie jest to książka odkrywająca przed nami tajemnice egzystencji czy burząca stereotypy, czyta się ją wspaniale, jest świetnym "poprawiaczem nastroju" i tchnie optymizmem. Jeśli macie wątpliwości, czy przypadkiem nie jesteście za „starzy”, by zmienić swoje życie, koniecznie przeczytajcie tęksiążkę.

Jan Karon napisała w sumie dziewięć części opowieści o Mitford składających się na cykl. Nie wiem czy uda mi się je wszystkie przeczytać, ale spróbuję, gdyż Mitford zyskało sobie moją szczerą sympatię.

Kolejność książek o Mitford wydanych w języku polskim:

 „W moim Mitford”
„Światełko w oknie”
„Te wysokie zielone wzgórza”
„Do Kanaanu”
„Nowa pieśń”

"Wspólne życie. Ślub"
“Na tej górze”
“Przybieżeli pasterze”
„Iskra boża”

 
Jan Karon (ur. 1937) – amerykańska autorka książek dla dzieci i dorosłych. Zaczęła pisać po wycofaniu się z pracy w agencji reklamowej. Pierwszą swoją książkę „W moim Mitford” wydała w 1994 r. Seria o Mitford okazała się wielkim sukcesem, mimo że w książkach tych nie ma seksu i przemocy. Oficjalna strona serii o Mitford: http://www.mitfordbooks.com/


Autor: Jan Karon
Tytuł oryginalny: At home in Mitford
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Seria: Kameleon
Tłumacz: Mira Czarnecka
Rok wydania: 2001
Liczba stron: 508



Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...