![]() |
| Źródło |
„(…) sprawa parzenia kawy wkrótce miała nabrać dla mnie wielkiego znaczenia.
Był to istny rytuał. Przede wszystkim nie wolno było używać innego gatunku niż Corcellet. I trzeba było po nią chodzić tam, gdzie ją palono, do sklepu w XVII dzielnicy, przy ulicy de Levis, aby mieć pewność, że będzie świeża, dobra i aromatyczna. Filtr był także marki Corcellet i też nie wolno było zmienić tej marki. Nawet tacka była od Corcellet. Filtr napełniało się bardzo drobno zmieloną kawą i aby uzyskać moc, jakiej wymagał pan Proust, woda musiała przechodzić bardzo długo, powoli, po kropelce, a wszystko to odbywało się oczywiście nad parą. Trzeba też było dokładnie odmierzyć ilość kawy, żeby wystarczyło na dwie filiżanki – tyle dokładnie wynosiła pojemność srebrnego dzbanka – gdyby pan Proust po wypiciu pierwszej, dużej, miał jeszcze ochotę na drugą filiżankę.”
Był to istny rytuał. Przede wszystkim nie wolno było używać innego gatunku niż Corcellet. I trzeba było po nią chodzić tam, gdzie ją palono, do sklepu w XVII dzielnicy, przy ulicy de Levis, aby mieć pewność, że będzie świeża, dobra i aromatyczna. Filtr był także marki Corcellet i też nie wolno było zmienić tej marki. Nawet tacka była od Corcellet. Filtr napełniało się bardzo drobno zmieloną kawą i aby uzyskać moc, jakiej wymagał pan Proust, woda musiała przechodzić bardzo długo, powoli, po kropelce, a wszystko to odbywało się oczywiście nad parą. Trzeba też było dokładnie odmierzyć ilość kawy, żeby wystarczyło na dwie filiżanki – tyle dokładnie wynosiła pojemność srebrnego dzbanka – gdyby pan Proust po wypiciu pierwszej, dużej, miał jeszcze ochotę na drugą filiżankę.”
Celeste Albaret, Pan Proust, Czytelnik, 1976, tłum. Ewa Szczepańska-Węgrzecka, s. 39
