czwartek, 31 grudnia 2015

Szczęśliwego Nowego Roku!


Źródło

Dziś ostatni dzień 2015 roku... 

Nie wiem, czy to tylko moje odczucie, ale mam wrażenie, że ten rok minął niepostrzeżenie. Nie był to w moim życiu rok wspaniały, ale nie najgorszy. Nieustająco mam nadzieję, że będzie lepiej. :)


Pozwólcie, że złożę Wam życzenia dobrego i pełnego radosnych wydarzeń Nowego Roku! Niech miłość, pokój i szczęście towarzyszą Wam i Waszym Najbliższym przez cały Nowy Rok!




Nowy Rok

Nowego roku czas każe winszować,
Więc się zdobywam na powinszowanie;
Daj Panie Boże, w tym się tak zachować,
Iżby się nasze spełniło żądanie.
I spełni pewnie, kiedy w każdym kroku
O sobie będziem myśleć, nie o roku.

Bo cóż rok? Bożym czas zmierzony darem,
Miejsce i pora naszego działania:
Nie dni, lecz czynów dzielmy go wymiarem,
A czynów plennych prawego starania;
Wówczas, jak wieniec kłosami uwity,
Da plon szacowny, da plon znakomity.

Przeszły tysiączne, przejdą i następne.
Szala je wieczna, jak zmierzy, tak ziści:
Z nas plenne, z nas czcze, prawe, lub występne,
Skutek użycia, czucia i korzyści:
Odmiana, trwałość, nieczynność, ochota,
Da poznać w czem jest występek, lub cnota.

Lecz sprawcą, który rzeczy mierzy trwałe,
Spuszcza wzrok względny na tych, co sprawieni:
Nie jest człowieka, co jest doskonałe,
Sobą nikczemni, sprawcą orzeźwieni,
Czekajmy losu, Najwyższa istoto!
Karzesz z odrazą, nagradzasz z ochotą.

Ignacy Krasicki




wtorek, 29 grudnia 2015

Monika Agopsowicz, Kresowe Pokucie. Rzeczpospolita ormiańska



 
Monika Agopsowicz wywodzi się z rodziny ormiańskiej, od wieków osiadłej na południowo-wschodnich kresach II RP, a wcześniej cesarstwa austro-węgierskiego. W swojej książce podjęła się dzieła niezwykłego: na podstawie dokumentów i pamiątek rodzinnych postanowiła przybliżyć współczesnemu czytelnikowi świat polskich Ormian żyjących na tych właśnie terenach, tzw. Pokuciu. Autorka przypomina nam ten świat, niemal kompletnie zapomniany, a przecież tak bogaty. 

Książka zaczyna się w 1880 roku w Kołomyi, kiedy to na Pokucie zawitał cesarz Franciszek Józef I objeżdżający podległe mu prowincje. Aleksander Grzegorz Agopsowicz, dość porywisty przodek Autorki, miał również udział w przygotowaniu atrakcji na przyjazd Jego Cesarskiej Wysokości, niezupełnie jednak zgodnej z oczekiwaniami miejscowego establishmentu. Dwie następne odsłony, to lata 1914 i 1928 w okolicznych majątkach polskich Ormian i czwarta, ostatnia to 1937 rok — koronacja obrazu Matki Boskiej z ormiańskiego kościoła w Stanisławowie i okres wojny. Końcówka książki to migawki z zagłady tego świata. Między innymi zawarta jest tu relacja naocznego świadka o pobycie na Pokuciu Prezydenta RP, Ignacego Mościckiego, w otoczeniu świty tuż przed przekroczeniem granicy z Rumunią 17 września 1939 r. Dodam, że to świadectwo może tylko potwierdzić kompletną nieudolność i oderwanie od realiów ówczesnych elit rządzących Polską, co było jednym z elementów tragedii 1939 r.

Cechą charakterystyczną mniejszości ormiańskiej było z jednej strony przywiązanie do polskości i jej kultury, z drugiej zaś pielęgnowanie własnej tradycji i zwyczajów, bujnie się rozwijających zwłaszcza od II połowy XIX wieku, gdy nastąpił rozkwit kultury ormiańskiej. Wierność Ormian ideałom Rzeczpospolitej znalazła potwierdzenie w pracy i walce na rzecz niepodległości Polski. Ormianie, o których pisze Monika Agopsowicz nie byli jedynie uzdolnionymi handlarzami, jak zwykło się ich niekiedy określać. To byli ludzie pielęgnujący związki rodzinne i tradycję obu ojczyzn. 

Wielu z nich było również właścicielami ziemskimi, borykającymi się z wieloma problemami finansowymi, zwłaszcza w okresie II Rzeczpospolitej. Na skutek krótkowzrocznej polityki ówczesnych władz nie oferujących żywiołowi polskiemu i ormiańskiemu (który jako jedyna z mniejszości był wierny polskości) żadnego wsparcia finansowego na podtrzymanie ich obecności na Kresach. Ormiańscy ziemianie zmuszeni byli wyprzedawać swoje majątki, na te tereny wkraczał żywioł żydowski i ruski podatny na propagandę komunizmu i idee nacjonalizmu ukraińskiego, a polskie wysepki stawały się coraz bardziej osamotnione, co miało wpływ na wydarzenia w czasie II wojny światowej i zagładę polskiego żywiołu na tych terenach.

Forma literacka tej książki jest dość specyficzna. Z jednej strony mamy tu zarys historii rodzinnej, z drugiej zaś pewne fragmenty stanowią fabularyzowany zapis niektórych historii rodzinnych z udziałem przodków Autorki. Przyznam, że nie byłam w stanie rozeznać się w koligacjach rodzinnych osób występujących na kartach książki, choć dla bardziej zainteresowanych jest to możliwe dzięki dołączeniu do książki drzewa genealogicznego rodzin pojawiających się w książce. Do książki dołączona jest również płyta z filmem zawierającym zapis wspomnień członków rodziny Moniki Agopsowicz. Atutem wydawnictwa jest również bogata bibliografia oraz indeks osób.

Ważny jest klimat tej opowieści uświadamiający czytelnikowi, jak bogaty duchowo i kulturalnie był ten zapomniany świat pokuckich Ormian, czy też Polaków pochodzenia ormiańskiego, których los skazał na niedolę i poniewierkę. Ta książka uzmysławia też nam, jak bogate i różnorodne było nasze dziedzictwo wynikające z istnienia wielonarodowej i rozległej Rzeczpospolitej. Warto o tym pamiętać.

Książka jest niewątpliwie warta uwagi, odsłania przed nami zapomniane karty historii i nieprzypadkowo została uznana za najlepszą Książkę Historyczną 2014 roku.

 
Książkę przeczytałam w ramach projektu Kresy zaklęte w książkach
 


Autor: Monika Agopsowicz
Wydawnictwo: LTW
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 350
 

niedziela, 20 grudnia 2015

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!




Stara kartka świąteczna zakupiona w antykwariacie.

Kochani,
 
z okazji zbliżających się
Świąt Bożego Narodzenia
życzę Wam
spokoju, miłości i radości w sercu!
 
Wesołych Świąt!


środa, 16 grudnia 2015

Alberto Manguel, Moja historia czytania




Książki o książkach stanowią już pewną podkategorię w gatunkowej klasyfikacji lektur, ale są one dość zróżnicowane. Mamy do czynienia z literaturą piękną, eseistyką czy gawędą, a ich na ich formę i zawartość treściowa ma duży wpływ osobowość autora i poziom „zakręcenia” na punkcie książek.

Wnioskując z lektury Alberto Mangel jest znawcą książek i pasjonatem odkrywania nowych aspektów kształtowania się nawyków czytelniczych w kolejnych epokach. Jego książka składa się jakby z dwóch części: w pierwszej odnosi się do swojej historii wsiąkania w świat książek, pisze o pisarzach i lekturach, które go ukształtowały jako człowieka i czytelnika; w drugiej zaś wędrujemy z nim przez wieki dowiadując się, jak w historii ludzkości kształtowały się zwyczaje czytelnicze, dlaczego książka była tak ważna w życiu społeczności. Wędrujemy razem z Autorem śladem dzieł sztuki, literatury, pamiątek z przeszłości, które uwieczniają czytanie i jego rozmaite formy.

Książka jest lekturą obowiązkową dla moli książkowych. Stanowi pokaźne źródło ciekawych lektur i nieznanych powszechnie dzieł sztuki. Napisana jest w dość spokojnym rytmie, chciałoby się rzec, po profesorsku. Są słabsze rozdziały, np. te dotyczące indywidualnej historii czytelniczej Manguela. Mimo jednak pewnych dłużyzn z przyjemnością zagłębiłam się w świat szeleszczących kart, zapoznałam się np. z omówieniem historii głośnego i cichego czytania. W moim przekonaniu, najbardziej godne polecenia są właśnie te partie, które odnoszą się do historii czytania i kształtowania się w społeczeństwie pewnych nawyków czytelniczych. W książce możemy odnaleźć sporo interesujących cytatów odnoszących się do książki i czytania, co jest jej wielką zaletą, gdyż dobry bon mot zawsze może się przydać.

Ta książka przypomina nam, dlaczego czytanie jest ważne w naszym rozwoju intelektualnym, którego nie powinny zastępować najbardziej nawet wyrafinowane gadżety. „Moja historia czytania” jest świetną lekturą na zimowe wieczory, kiedy możemy zagłębić się w zupełnie inny świat i możemy nie ulegać zewnętrznym bodźcom, aby w pełni chłonąć tekst. 



Autor: Alberto Manguel
Tytuł oryginalny: A history of reading
Wydawnictwo: Muza
Tłumacz: Hanna Jankowska
Seria: Spectrum
Rok wydania: 2003
Liczba stron: 495

 


wtorek, 8 grudnia 2015

Katarzyna z Sosnowskich Platerowa, Moja podróż do Włoch. Dziennik z lat 1785-86





"Katarzyna [z Sosnowskich Platerowa] (ok. 1748-1832) była córką Tekli Despot-Zenowicz i Józefa Sosnowskiego, pisarza polnego litewskiego, a następnie wojewody połockiego." Była jedną z dam polskiego Oświecenia, żoną Józefa Wincentego Platera, panią na Horynce na Wołyniu. Jak wielu ówczesnych arystokratów odbyła długą podróż po Europie, która zaowocowała napisaniem wspomnień, z których zachował się tylko jeden brulion, w którym zresztą tekst urywa się w pół zdania. Jak każda wykształcona dama, również autorka tego dziennika podróży spisała go w języku francuskim i aż do dziś nie ujrzał on światła dziennego. 

Dr Małgorzata Kowalczyk z Uniwersytetu Wrocławskiego podjęła się trudu opracowania naukowego tekstu, co przyniosło efekt w postaci niezwykle ciekawego wstępu zapoznającego, czytelnika z autorką dziennika i epoką, w której żyła, lecz również bogatych przypisów objaśniających zjawiska i osoby, z którymi zetknęła się Katarzyna Platerowa podczas podróży. Nie muszę dodawać, że przypisy są kopalnią wiadomości o epoce i pojawiających się na kartach wspomnień postaci. Warto również docenić pracę tłumaczki, Anny Pikor-Półtorak, gdyż to dzięki niej ten tekst jest zrozumiały i pięknie podany.

Lektura „Dziennika z podróży do Włoch” nie nuży, bowiem autorka sprawia wrażenie osoby ciekawej świata. Swoje spostrzeżenia zapisuje dokładnie i pieczołowicie, a co najważniejsze w sposób zrozumiały również dla współczesnego czytelnika. Przyjemnie czyta się tę książkę i jednocześnie podróżuje z panią Platerową po Włoszech. Oprócz podziwianych krajobrazów i zabytków, odwiedzamy również sklepy, parki i ogrody. Autorka opisuje również wzbudzające jej zaciekawienie opisy zwyczajów mieszkańców Italii, ich wyglądu, rozrywek i kuchni. Nie ma oczywiście porównania z fascynującą „Podróżą włoską” Goethego, ale książka jest warta uwagi jako przykład wspomnień z podróży spisany przez polską damę z wyższych sfer, które przecież podróżowały sporo po Europie, a relacji pozostało naprawdę niewiele.

Dzięki dr Kowalczyk mamy okazję zapoznać się z odczuciami polskiej damy, poznać ówczesną rzeczywistość i trochę pozazdrościć możliwości udania się w długą podróż bez trosk materialnych, kiedy można się skupić na chłonięciu wrażeń. Szkoda, że ostał się tylko jeden brulion i to niedokończony. Biorąc pod uwagę mizerię naszej literatury podróżniczej z XVIII wieku dobrze się stało, że mamy możliwość przeczytania tej książki. W internecie doczytałam, że autorka opracowania ma w swoim dossier pamiętniki Apolonii Massalskiej („Pamiętniki pensjonarki. Zapiski z czasów edukacji w Paryżu (1771-1779)”) i niewątpliwie będę chciała się zapoznać również z tym wydawnictwem.



Autor: Katarzyna Platerowa
Wydawnictwo: LTW
Tłumacz: Anna Pikor-Półtorak
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 248

 

środa, 2 grudnia 2015

Edmund de Waal, Zając o bursztynowych oczach





Elegancko wydana książka kompletnie mi nieznanego autora przyciągnęła moją uwagę na tyle, aby zdecydować się na jej kupno. I przyznam, że były to nieźle wydane pieniądze.:)

Tę książkę trudno zaklasyfikować gatunkowo. Nie jest to klasyczna biografia, nie są to wspomnienia, trudno ją też uznać za sagę rodzinną, choć dotyczy losów jednej z najbogatszych rodzin żydowskich przełomu XIX i XX wieku. 

Edmund de Waal, potomek rodu Ephrussich, za punkt wyjścia do opowieści historii rodziny przyjął losy kolekcji netsuke - 264 maleńkich japońskich figurek z kości słoniowej. Zgromadził je Charles Ephrussi, wyrafinowany paryski kolekcjoner sztuki. Figurki te to jedyny ślad po oszałamiającym bogactwie rodziny, które zostało unicestwione przez nawałnice dziejowe XX wieku.

Kolekcja figurek netsuke rodziny Ephrussich
Źródło



Ta żydowska rodzina wywodziła się z carskiej Rosji, dokładniej z Odessy, gdzie wzbogacili się na handlu zbożem. Jak ogromne musiało być to bogactwo świadczyć mogą choćby budowle, które wznieśli bądź nabyli w Paryżu i Wiedniu, głównych stolicach europejskich, dokąd przenieśli swoje interesy.

O, taki pałac rodzina Ephrussich wzniosła w Wiedniu
Źródło



Pierwsza część opowieści de Waala jest zdominowana przez postać Charlesa Ephrussi, konesera sztuki, estety i znanej osobistości Paryża belle epoque. To właśnie on nabył kolekcję netsuke, która później została przekazana w podarunku ślubnym wiedeńskiemu kuzynowi i była niemym obserwatorem oszałamiającego sukcesu, narastających trudności i ostatecznego upadku rodu. Finansowo rodzinę osłabiła I wojna światowa i wydatki związane z popieraniem Cesarstwa Austro-Węgierskiego, a kompletny upadek z groźbą utraty życia przyszedł w momencie Anschlussu Austrii i wprowadzenia antyżydowskich regulacji prawnych. Członkowie rodu Ephrussich uszli z życiem, ale ich bogactwo przepadło. Nie udało się odzyskać choćby jego cząstki. Po latach resztki kolekcji netsuke trafiły do Japonii, skąd oryginalnie pochodziły. Potem trafiły w ręce de Waala, uznanego artysty ceramika, który postanowił napisać tę książkę wspomnieniową i oddać hołd przodkom upamiętniając ich w ten niezwykły sposób.

Autor prowadzi swą opowieść z rozmachem, w formie niespiesznej, niezwykle plastycznej gawędy. Dużą uwagę przywiązuje do opisu tła, czyli ówczesnego Paryża i Wiednia, gdzie głównie rozgrywały się losy Ephrussich. W przypadku Paryża te opisy są czasem zbyt specjalistyczne, koncentrujące się na detalach, które docenić mogą chyba tylko historycy sztuki. Autor z pietyzmem opisuje falę japonizmu, jaka zalała Paryż pod koniec XIX wieku. Niewątpliwie problemem był brak odpowiedniej dokumentacji i z tego zapewne wynika styl tej opowieści, który pozostawia w pamięci czytającego nie osobowości przodków, a raczej ogólną atmosferę miejsc, w których przyszło im żyć oraz niekwestionowaną aurę bogactwa. Poza Charlesem Ephrussim, o którym chyba dowiadujemy się najwięcej, inni członkowie rodziny przypominają cienie przeszłości bez jakichś charakterystycznych właściwości. 


Książka niewątpliwie warta jest przeczytania. Dzięki niej możemy poznać niesamowitą historię rodziny od relatywnego ubóstwa (akurat nieopisanego) aż do niewyobrażalnego bogactwa i upadku spowodowanego wydarzeniami dziejowymi. Choć żaden z bohaterów nie utkwił mi specjalnie w pamięci, to jednak ta historia rodzinna, której symbolem są losy kolekcji japońskich figurek z kości słoniowej, robi wrażenie i pozostaje w pamięci.



Autor: Edmund de Waal
Tytuł oryginalny: The Hare with Amber Eyes: a Family's Century of Art. and Loss
Wydawnictwo: Czarne
Tłumacz: Elżbieta Jasińska
Rok wydania: 2013

 
 

środa, 18 listopada 2015

Italo Calvino, Jeśli zimową nocą podróżny




 

„Zabierasz się do czytania nowej powieści Italo Calvina „Jeśli zimową nocą podróżny. Rozluźnij się. Wytęż uwagę. Oddal od siebie każdą inną myśl. Pozwól, aby świat, który cię otacza, rozpłynął się w nieokreślonej mgle. Drzwi lepiej zamknąć, tam zawsze gra telewizor. Powiedz im to od razu: „Nie, nie chcę oglądać telewizji!”. Podnieś głos, inaczej cię nie usłyszą: „Czytam! Nie chcę, aby mi przeszkadzano!” (s.7, początek)

Twórczość Italo Calvino nie przestaje mnie zadziwiać. Choć autor nie żyje od 1985 r. dopiero teraz czytam jego książki i przeżywam całą gamę uczuć: żalu, że tak późno trafiłam na jego książki, radości, że jednak po nie sięgnęłam, zaskoczenia, że można pisać w sposób tak uniwersalny i niemal mistyczny o książkach i czytelnictwie.

„Jeśli zimową nocą podróżny” to jedna z jego najbardziej znanych książek. Czytałam ją w dość kryzysowym momencie, gdy codzienne obowiązki nieco mnie przytłoczyły i lektura zeszła na dalszy plan. Co więcej, piszę ten tekst mniej więcej dwa miesiące po lekturze książki co nawet jak na moje zwyczaje jest dość odległe w czasie i nie wpływa na świeżość wrażeń. Tak więc będą to raczej dość ogólne reminiscencje z lektury książki, którą niewątpliwie warto przeczytać raz i przypominać sobie te lekturę co jakiś czas.

Tej książki nie da się streścić, jest to swoisty rebus – 10 różnych gatunkowo opowieści urwanych w kulminacyjnym momencie. Każdy tekst zawiera odniesienia i skojarzenia literackie bardziej lub mniej czytelne. Nie należy czytać tej książki zbyt szybko, powinno się ją smakować. Gdy przeczytamy ją szybko i bezrefleksyjnie, najpewniej nas zawiedzie. Gdy poświęcimy jej nieco więcej czasu może odnajdziemy chociaż kilka olśnień, ale należy mieć na uwadze, że to niełatwa proza i w pewnym momencie, gdzieś w połowie, można się nieco zniechęcić bądź zirytować, gdyż czytelnik nie ogarnia sensu tych urwanych opowieści. Calvino bawi się z nami w kotka i myszkę, ale ja akurat lubię takie łamigłówki literackie, jaką niewątpliwie jest ta książka, więc nie mam nic przeciwko tej formie opowieści o literaturze, która przecież jest zwykle rozrywką i frajdą, ale może być również tajemnicą.

Nasza percepcja tej książki może ulegać zmianie wraz z dojrzewaniem. Nie mogę powiedzieć, żeby ta książka zbiła mnie z nóg i sprawiła, że zaniemówiłam z zachwytu, momentami miałam wrażenie, że jest nierówna, ale na pewno mnie ona zaintrygowała. Nie zapomnę jej, to nie tylko książka rebus bawiąca się formą, ale również książka o miłości do książek i literatury. Jeśli tylko będzie to możliwe nie odmówię sobie zapewne powtórnej lektury.

Poniżej, dla zachęty dla moli książkowych fragment powieści z kategoriami książek, z którymi chyba każdy z nas miał do czynienia.



„Jeszcze w oknie wystawy dostrzegłeś okładkę z poszukiwanym tytułem. Podążając tym widocznym tropem, utorowałeś sobie drogę poprzez zwarte zasieki Książek Nigdy Nie Przeczytanych, które spoglądały na ciebie ponuro z księgarskich stołów i półek, usiłując cię onieśmielić. Lecz ty wiesz, że nie powinieneś dać się zbić z tropu, że pośród nich rozciągają się całe hektary Książek, Których Równie Dobrze Możesz Nie Czytać, Książek Przeznaczonych Do Innych Celów Niż Lektura, Książek Przeczytanych Jeszcze Zanim Je Otwarto Gdyż Należą Do Kategorii Tych Co Zostały Przeczytane Jeszcze Przed Napisaniem. Pokonujesz pierwszy obwód przedmurza i oto rusza na ciebie piechota Książek Które Z Pewnością Byś Przeczytał Gdybyś Miał Przed Sobą Więcej Niż Jedno Życie Ale Niestety Dni Ci Przeznaczonych Jest Tyle Ile Jest. Jednym susem przeskakujesz przez nie i kierujesz się pomiędzy zastępy Książek Które Masz Zamiar Przeczytać Chociaż Przedtem Powinieneś Przeczytać Inne, te Nazbyt Drogie Które Będziesz Mógł Kiedyś Kupić Za Pół Ceny. Książek Idem Jak Powyżej Gdy Ukażą Się W Wydaniu Kieszonkowym. Książek Które Przeczytali Już Wszyscy A Zatem Jest Tak Jakbyś Ty Przeczytał Je Także. Udaremniając te ataki, zmierzasz pod wieże fortyfikacji, gdzie stawiają opór

Książki Które Od Dawna Zamierzasz Przeczytać,
Książki Których Od Lat Poszukujesz Bez Powodzenia,
Książki Które Dotyczą Tego Czym Się Właśnie Zajmujesz,
Książki Które Chcesz Mieć Pod Ręką Na Wszelki Wypadek,
Książki Które Mógłbyś Odłożyć Na Wakacyjną Lekturę,
Książki Którymi Mógłbyś Zapełnić Wolne Miejsce W Twojej Bibliotece,
Książki Które Rozbudzają W Tobie Ciekawość Niespodziewaną Gwałtowną i Niezbyt Wyraźnie Usprawiedliwioną.

Tak oto zdołałeś ograniczyć siły zbrojne do zbioru z pewnością nadal do pokaźnego, lecz dającego się sprowadzić do skończonej liczby, chociaż to uczucie względnej ulgi nadal nękają podjazdy Książek Dawno Temu Przeczytanych Które Należałoby Przeczytać Ponownie, a także podjazdy Książek Pozornie Przez Ciebie Przeczytanych Które Najwyższy Czas Byłoby Przeczytać Naprawdę.

Uwalniasz się biegnąc zygzakiem i jednym skokiem wpadasz do twierdzy Nowości Których Autor Bądź Tematyka Wzbudzają Twoją Ciekawość. W samej warowni również możesz zrobić wyłom wśród oddziałów obrońców, dzieląc je na Nowości Których Autor Bądź Tematyka Nowymi Nie Są (dla ciebie lub w ogóle) oraz na Nowości Których Autorzy Lub tematyka Są Zupełnie Nieznani (przynajmniej tobie), możesz także zbadać przyczyny swojego zainteresowania, określić, w jakim stopniu rozbudzają je twoje nowe potrzeby i oczekiwania wobec tego co jest nowe i wobec tego, co nowe nie jest (wobec nowości, której poszukujesz w tym, co nie jest nowe, i wobec tego, co nie jest nowe, a czego poszukujesz w nowości). (strony 9-10)

 
Autor: Italo Calvino
Tytuł oryginalny: Se una notte d'inverno un viaggiatore
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Tłumacz: Anna Wasilewska
Seria: Współczesna Proza Światowa
Rok wydania: 1989
Liczba stron: 268

 

sobota, 7 listopada 2015

Katherine Mansfield, Dziennik





„8 grudnia [1916] Rozmyślam dużo dziś rano, ale nie doszłam do żadnej konkluzji. Nie wiem dlaczego, ale gdy tylko chcę zstąpić na ziemię, cały dowcip mnie zawodzi. Wszystko dobrze, dopóki bujam w obłokach; głowę mam pełną planów i tworzę cuda, lecz z chwilą, gdy chcę to napisać – nie udaje się. (s. 83)

Katherine Mansfield to autorka znana i popularna w historii literatury angielskojęzycznej. Choć pochodziła z Nowej Zelandii, to jednak związana była raczej z tradycją literatury brytyjskiej. Jej przyjaźń z D.H. Lawrence’m, rywalizacja z Virginią Woolf i znajomość z wieloma prominentnymi przedstawicielami świata literatury w pierwszym 20-leciu XX w. uprawnia do takiej opinii.

Katherine Mansfield w ostatnich latach swojego krótkiego życia ciężko chorowała. Jej słabość uniemożliwiła jej spełnienie największego chyba marzenia literackiego, tzn. napisania powieści. Pozostawiła po sobie jedynie opowiadania i ta właśnie forma literacka była jej znakiem firmowym. Ich lektura, w moim przekonaniu, nie wywołuje obecnie większego poruszenia. Jest w nich finezyjność, kruchość, delikatność, ogromna wrażliwość, ale te elementy nie oddziałują już zbyt silnie na współczesnego czytelnika.

Po śmierci Mansfield jej mąż, J.M. Murray, wydał zbiory „Listów” i „Dziennik” swojej zmarłej żony. „Listy”, które miałam okazję czytać, uważam za arcyciekawą literaturę pokazującą sposób widzenia świata przez Katherine Mansfield i zawierającą wiele opisów - literackich perełek, które mogłyby być zalążkami utworu literackiego. 

Zachęcona pięknem „Listów” postanowiłam również sięgnąć po „Dziennik” pisarki. Przyznam jednak, że troszeczkę się rozczarowałam. „Dziennik” to nazwa na wyrost. Murray skompilował zapiski dzienne z próbkami utworów, co sprawia, że tekst momentami jest mało czytelny (o czym również świadczą komentarze wydawcy), a na pewno nieprzeznaczony do publikacji. Choć natkniemy się tu na fragmenty wzruszające i pokazujące wrażliwość pisarki, to jednak całość jest w moim przekonaniu dość niespójna i summa summarum słabsza od „Listów”, których forma była dopracowana i odzwierciedlała przemyślenia i stan ducha pisarki. 

Katherine Mansfield była ciekawą osobowością swojej epoki, miała talent i potencjał. Dobrze, że pamięć o niej i jej twórczości nadal trwa. „Dziennik” oddaje osobowość i wrażliwość pisarki. Pozwala na podążenie śladem jej obaw, niepewności i marzeń. Mogę polecić tę lekturę wszystkim, których interesuje postać pisarki. Paradoksem jest to, że w mojej opinii jej opowiadania nieco straciły na atrakcyjności, zaś „Listy” i „Dziennik” nadal mogą zainteresować współczesnego czytelnika.




Autor: Katherine Mansfield
Tytuł oryginalny: Journal of Katherine Mansfield
Wydawnictwo: Czytelnik
Seria: Nike
Tłumacz: Teresa Tatarkiewiczowa
Rok wydania: 1985
Liczba stron: 292




czwartek, 22 października 2015

Małgorzata Szejnert, Usypać góry. Historie z Polesia





Kresy Kresami, ale Polesie jest krainą otoczoną specyficzną aurą tajemnicy, wręcz magii. Niedostępność tych legendarnych poleskich bagien, ich zacofanie cywilizacyjne pobudzało wyobraźnię i już w okresie międzywojennym miało Polesie swoich wielbicieli. Choć II Rzeczpospolita nie zdołała znacząco poprawić sytuacji materialnej tego najbiedniejszego w ówczesnej Polsce województwa, prowadzona polityka narodowościowa wzbudzała wiele wątpliwości, a bliskie sąsiedztwo Sowietów nie ułatwiało sytuacji, to jednak wtedy właśnie powstał mit o poleskiej krainie. Polesie przyciągnęło do siebie wiele znanych osobistości, dość wspomnieć Marię Rodziewiczównę, panią na Hruszowej, Zofię Chomętowską, Adriana Carton de Wiarta, zakochanego w poleskiej głuszy, czy Louise Boyd, amerykańską podróżniczkę i miłośniczkę ekstremalnych wypraw. Uroki Polesia opiewał również Antoni Ferdynand Ossendowski, niezwykle popularny pisarz i podróżnik.

Dziś czasy są inne, sytuacja polityczna uległa diametralnej zmianie i czasu nie da się cofnąć. Możemy więc tylko gdybać, co by było gdyby nie wybuchła II wojna światowa, a Polska przetrwała w przedwojennych granicach dłużej niż 20 lat. Czy Polesie doczekałoby się rzeczywistego planu rozwoju? Czy Poleszucy dostąpiliby awansu społecznego, który zapobiegłby rozbudzeniu sympatii do komunizmu? Tego nie wiemy i już się nie dowiemy. Polesie nadal jednak budzi zainteresowanie i zachęca do odkrywania swoich skarbów, ludzkich historii, zapomnianych wydarzeń i osobowości. 

Małgorzata Szejnert jest uznaną reportażystką. W swojej najnowszej książce składa hołd Polesiu. Chodzi tu jednak nie tylko o krainę – dość istotnie różniącą się od czasów przedwojennych choćby z uwagi na meliorację podmokłych terenów – ale głównie o ludzi, którzy związali z nią swe losy. Poznajemy sylwetki Polaków, Białorusinów, Żydów, zielonoświątkowców prześladowanych w czasach stalinowskich i każdy z nich ma historię do opowiedzenia. 

Szczególne wrażenie zrobił na mnie tekst o poszukiwaniu śladów Floty Pińskiej i o kardynale Kazimierzu Świątku, charyzmatycznym i niezłomnym przywódcy katolików w diecezji pińskiej. Małgorzata Szejnert dotarła do chyba ostatnich świadków polskich czasów i tych, którzy pamiętają kardynała. Poznajemy również historię prześladowanych zielonoświątkowców czy wycinek historii społeczności żydowskiej żyjącej na Polesiu. Autorka zwraca też uwagę, jak usilnie władze białoruskie szukają w przeszłości bohaterów, których mogłyby niejako "przyłączyć" do swojej historii i kultury. Takim przykładem jest np. postać Napoleona Ordy, którego rysunki pozwalają poznać piękno rezydencji szlacheckich na Kresach i nie tylko. Po niektórych z nich nie pozostał nawet przysłowiowy "kamień na kamieniu" i jedynie prace Ordy pozwalają docenić wysiłek budowniczych. My już o nim nie pamiętamy, a Białoruś fetowała 200 rocznicę urodzin rysownika w 2007 r.

Trud autorki się opłacił, gdyż jej książka pozwala nam poprzez - poznanie jednostkowych losów  - zobaczyć magię i różnorodność poleskiej społeczności. Uzupełnieniem książki Szejnert może być album Krzysztofa Hejke czy książka A.F.Ossendowskiego.

Autorka zabiera nas w podróż w przeszłość: trudną, skomplikowaną, ale niosącą ze sobą ogromną gamę wzruszeń. Gorąco zachęcam do lektury!
 

Książka przeczytana w ramach projektu Kresy zaklęte w książkach


Pomnik Napoleona Ordy w Janowie Poleskim, o którym Małgorzata Szejnert napisała tak:

„Gdyby Orda nie był odlany z brązu i spatynowany, wyglądałby jak żywy, bo jest naturalnej wielkości, realistyczny w wysokich butach wędrowca, w kapeluszu chroniącym od słońca, i z uwagą ocenia szkic, który trzyma w ręku. (s. 268)
Źródło zdjęcia



Autor: Małgorzata Szejnert
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 400
 

niedziela, 23 sierpnia 2015

Czas na przerwę


W czasie swojej kariery blogowej ciągle zdarzało mi się czytać o blogowych kryzysach i potrzebie przerwy, a mnie jakoś problem nie dotyczył. W końcu jednak dopadło i mnie. :)
 
Nawarstwienie spraw z życia codziennego, równoczesny spadek tempa czytania oraz weny sprawił, że muszę nieco odpocząć od bloga. Myślę, że potrwa to około miesiąca. Jeśli uda mi się dopracować tekst którejś z opinii o ostatnio przeczytanych książkach, to oczywiście umieszczę ją tutaj. Cykl "Ulotne chwile" zmieni chyba częstotliwość, ale na pewno wróci, jeśli wrócę do normalnej aktywności blogowej. :) 

Udzielam się oczywiście na blogu "Kresy zaklęte w książkach" i na jego stronie FB.

Do napisania!



Źródło

sobota, 22 sierpnia 2015

Ciekawostka :)


Źródło


Na powyższym zdjęciu widzicie wyjątkowe krzesło do czytania, zwane cockfighting chair*. Jak wyjaśnia Alberto Manguel w swojej książce pt. "Moja historia czytania" takie krzesła wytwarzano w XVIII-wiecznej Anglii specjalnie dla bibliotek. Czytający siadał na krześle okrakiem, zwrócony twarzą do pulpitu z tyłu krzesła, łokcie mógł oprzeć na szerokich poręczach, a sam zyskiwał komfortowe warunki do oddania się lekturze. Jak Wam się podoba ta propozycja dla moli książkowych? :)

* Nazwa wzięła się stąd, że krzesła takie widniały na ilustracjach przedstawiających walkę kogutów - cockfighting.
 
 

piątek, 7 sierpnia 2015

Ian Rankin, Stojąc w cudzym grobie






Ian Rankin stworzył postać Johna Rebusa, „antysystemowego” jakby dziś się powiedziało, oficera policji edynburskiej i odniósł spektakularny sukces. „Pożegnalny blues”miał być pożegnaniem z tą serią i postacią. Jednak nowy bohater, Malcolm Fox nie wzbudził – jak mi się wydaje – tak wielkiego zainteresowania jak Rebus, tak więc Rankin postanowił kontynuować losy bohatera, który przyniósł mu sukces. 

„Stojąc w cudzym grobie” jest kryminałem, w którym występują zarówno Rebus, jak i Siobhan Clarke, jego wychowanka i równoprawna bohaterka ostatnich części cyklu, oraz Malcolm Fox. Choć pomaga Wydziałowi Spraw Otwartych i Niewyjaśnionych tylko jako emerytowany gliniarz w cywilu, to nadal jest niepoprawny, stosuje swoje metody śledcze psując krew swoim współpracownikom, zwłaszcza tych z „wierchuszki” edynburskiej policji.

Dobry stary Rebus wrócił, chciałoby się powiedzieć i w dużej mierze tak właśnie jest. Nie skłamię, gdy napiszę, że z dużą przyjemnością przeczytałam ten kryminał. Lubię styl Rankina, sposób prowadzenia przez niego opowieści i lubię Rebusa, który swoim nonkonformistycznym postępowaniem ściąga na siebie kłopoty. Odnalazłam w tej książce klimat, który sprawił, że John Rebus jest jednym z moich ulubionych literackich detektywów, i cieszę się, że miałam okazję przeczytać tę książkę. Wkrótce zresztą będziemy mieli okazję poznać drugą odsłonę przygód Rebusa w odnowionej serii.

Niemniej jednak, parę kwestii mnie zawiodło. Nie podobało mi się rozwiązanie zagadki kryminalnej. Było takie… nierebusowe i „na siłę”, jakby Rankin nie miał pomysłu, jak to rozwiązać. Mam także zastrzeżenia do samej intrygi kryminalnej, gdyż nie wyjaśniono przekonująco celu powstania kluczowego tropu. Pojawił się Rebus, odkrył jego znaczenie, ale czytelnik nie dowie się, po co powstał i po co.

Nie zachwyciła mnie również postać Malcolma Foxa, bohatera dwóch książek powstałych po zakończeniu (jak się okazało przedwczesnym) cyklu z Rebusem. Nie czytałam ich, ale jeśli Fox jest w nich takim „czepialskim” dupkiem jak w tej książce, to nic dziwnego, że Rebus musiał wrócić. Fox z uporem godnym lepszej sprawy śledzi potencjalne korupcyjne związki emerytowanego gliniarza, którego sposób bycia jest nieco niestandardowy, jakby w całej edynburskiej policji nie było bardziej narażonych na pokusy policjantów.

Ciekawą odmianą w stosunku do „starych” Rebusów było wyprowadzenie naszego bohatera poza Edynburg. Tym razem sporo podróżuje on po Szkocji, my razem z nim, ale powrót do miasta, na jego ulice, do jego barów jest zawsze jakby powrotem do domu. :)

Cieszy mnie również spotkanie z Siobhan Clarke, która w ostatnich częściach była równoprawną partnerką Rebusa. Teraz wspina się po szczeblach kariery. Czy bliska współpraca ze starym przyjacielem jej nie zaszkodzi?

Z radością, choć nie bez uwag krytycznych, witam powrót Johna Rebusa i na pewno z chęcią przeczytam kolejną odsłonę jego przygód. Liczę na to, że Malcolm Fox nie będzie już tak wkurzający.


Autor: Ian Rankin
Tytuł oryginalny: Standing in Another Man's Grave
Wydawnictwo: Albatros
Tłumacz: Jan Kraśko
Rok wydania:
Liczba stron: 448

czwartek, 30 lipca 2015

Mira Jakowienko, Żona enkawudzisty. Spowiedź Agnessy Mironowej




 
Jak się wydaje zbrodnie systemu komunistycznego są powszechnie znane i potępione. Nawracające fale czystek i represji, nieustanne życie w poczuciu strachu było chlebem powszednim obywateli ZSRR od początku jego istnienia. Wśród ofiar komunistycznej władzy było wielu Polaków, których eksterminacja była celem choćby „operacji polskiej” (1937-38), a po 1939 tych fal prześladowań było kilka. Książka Miry Jakowienko to zapis wspomnień Agnessy Mironowej, partnerki, później żony Siergieja Mironowa, wysoko postawionego funkcjonariusza NKWD. Te wspomnienia pozwalają zobaczyć, jak żyła elita sowieckiego państwa, czym mogli dysponować szczęśliwcy, którzy dotarli na szczyt i czym groziło wypadnięcie z łask wodza.

Nie da się omówić tej książki bez krótkiej choćby charakterystyki bohaterki. Agnessa pochodziła z grecko-rosyjskiej rodziny z południa Rosji. Na jej nastoletnie lata przypadła rewolucja, wojna z „białymi” i ostateczne zwycięstwo bolszewików. Szybko wyszła za mąż, ale jej wybranek musiał odejść ze służby w NKWD z uwagi na niewłaściwe pochodzenie (był synem popa). Wkrótce Agnessa nawiązuje romans z Mironowem, przed którym kariera w bezpiece stoi otworem, i po kilku latach po prostu ucieka z nim opuszczając niezbyt dobrze „ustawionego” męża. Po kilku latach wspólnego życia biorą ślub po uprzednim rozwiedzeniu Mironowa z pierwszą żoną, a Agnessy z pierwszym mężem (zgodnie z relacją Agnessy cała procedura zajęła pół godziny).

Mironow wspina się po szczeblach kariery, w jej szczytowym momencie był szefem NKWD w zachodniej Syberii, a później pełnomocnym przedstawicielem ZSRR w Mongolii, gdzie komunistyczny reżim zaprowadzał nowe, okrutne porządki. Sukces Mironowa związany był z osobą N. Jeżowa, bezwzględnego szefa NKWD w latach 1936-38, który na ogromną skalę wprowadził tortury i narzucił swoim podwładnym wysokie limity aresztowań i egzekucji „wrogów ludu”. Kilka lat po upadku Jeżowa ten sam los spotkał również Mironowa. Jego żonie oszczędzono losu wielu towarzyszek życia skazanych NKWD-owców i nie skazano jej na łagry bądź więzienie. Pozostała na wolności, wyszła za mąż po raz trzeci usiłując ułożyć sobie życie w nowej rzeczywistości. Jednak Agnessy nie ominęło uwięzienie, a miało to już miejsce podczas wojny. Po 5-letnim pobycie w łagrach wróciła do życia na wolności przejawiając charakterystyczną dla siebie wolę życia. Zmarła w latach 80-tych XX w.

Ta spowiedź jest szczególna pod wieloma względami. Osobowość głównej bohaterki odciska piętno na tekście. Nie była to osoba cicha i potulna, nie była zdeklarowaną komunistką pełną rewolucyjnych ideałów. Była to raczej świadoma swojej urody kobieta, która umiała się w życiu „ustawić” dzięki swojemu cwaniactwu i umiejętnemu wykorzystaniu swoich atutów. Dzięki tym cechom potrafiła radzić sobie w każdej sytuacji, czy to w otoczeniu świty próbującej odgadnąć jej każdą myśl jako żonie najwyższego w regionie funkcjonariusza NKWD, czy to dzieląc trudy życia w łagrze, nie dając się uśmiercić jak setki tysięcy, ba, miliony innych. 

Miłością jej życia był Mironow, to lata z nim spędzone wspomina najcieplej. Jej relacja jest szokująca, gdy uzmysłowimy sobie, jakimi przywilejami cieszyła się „kasta” NKWD, gdy wokół panowała niewyobrażalna wprost nędza. Jednym z najbardziej wstrząsających fragmentów jest ten, gdy w latach „wielkiego głodu” Agnessa z mężem przyjeżdżają do Karagandy. Oni mają zapewnione wszystko włączając w to luksusowe zakwaterowanie i wykwintną żywność, podczas gdy tuż obok w lepiankach ludzie nie tylko masowo umierają z głodu, ale zdarzają się również akty kanibalizmu. I o tym akurat bohaterka wie, ale poza kilkoma bezsennymi nocami, nie powoduje tu u niej żadnej głębszej refleksji. 

Agnessa pokazuje nam świat, w którym wiele ludzkich odruchów – lojalność, wierność, szacunek do drugiego człowieka – uchodzi za powód do wstydu, może spowodować upadek z góry piramidy w najgorsze piekło sowieckich katowni. Między szczytem powodzenia a dnem upadku jest tylko mały krok.

Agnessa nie wzbudziła mojej sympatii. Jej przywiązanie do fatałaszków, blichtru i skrajny egoizm mnie odpychał. Ale niewykluczone, że to skupienie na sobie i chęć przeżycia zapewniły jej przetrwanie w najtrudniejszych momentach życia. Można jej nie lubić, można jej nie wierzyć, gdy mówi, że nie miała świadomości, iż jej mąż był krwawym katem, ale tę książkę warto przeczytać. Dzięki niej można zobaczyć, jak ten zbrodniczy system wpływał na ludzką psychikę, jak potrafił zdeprawować niemal każdego, jak trudne było zachowanie przyzwoitości i godności. Lektura jest porażająca. Choć bohaterka jest kontrowersyjna, mimo woli podziwiam jej energię i siłę woli, która pozwoliła jej przetrwać.

 

Autor: Mira Jakowienko
Tytuł oryginalny: Agnessa
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Tłumacz: Dorota Bal
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 448

czwartek, 23 lipca 2015

Marta Kaczyńska, Moi Rodzice





„Moi Rodzice” to wywiad-rzeka Doroty Łosiewicz z Martą Kaczyńską, córką tragicznie zmarłych Lecha i Marii Kaczyńskiej, Prezydenta RP oraz Pierwszej Damy. Pary, której wizerunek medialny był jednoznacznie negatywny. Wciąż mam w pamięci, gdy po katastrofie smoleńskiej, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, w mediach zaczęły się pojawiać materiały i audycje, które stanowiły całkowite przeciwieństwo wcześniej kolportowanych komentarzy.  Jak wtedy zmienił się język, dobór zdjęć prezentowanych podczas programów wspomnieniowych. Nagle okazało się jak wybitnego mieliśmy Prezydenta i jak sympatyczną Pierwszą Damę. Szkoda, że wcześniej niemal nikt tego w ten sposób nie przedstawiał! Oczywiście, nie chodzi mi o „zagłaskiwanie” i pochlebianie osobom z kręgów władzy. Trzeba i należy się spierać, ale kiedy ataki są „poniżej pasa” to coś tu nie gra.

Marta Kaczyńska rysuje ciepły obraz swoich Rodziców jako kochających się ludzi. Poznajemy ich głównie od strony prywatnej, choć wspomniane są również kwestie polityczne mające wpływ na drogę życiową Lecha Kaczyńskiego, zarówno podczas jego zaangażowania w ruch „Solidarności”, jak i podczas aktywności partyjnej. Choć Autorka nie ukrywa pewnych problemów wychowawczych, jakie sprawiała w latach nastoletniego buntu, to teraz przyznaje Rodzicom rację. 

Wielkim atutem tego wydawnictwa są prywatne zdjęcia, na których uwieczniona została rodzina Kaczyńskich. Okazało się, że Maria Kaczyńska była wielką pasjonatką fotografii i dzięki niej archiwum rodzinne jest całkiem spore. 

Ta książka jest ciepła i wzruszająca, ale inna być nie mogła, gdyż jej celem jest pokazanie Rodziców Autorki w innym niż za życia świetle. Rozmowę prowadzi z taktem i życzliwością Dorota Łosiewicz. Jeśli mogę mieć uwagę do obu autorek, to na ich miejscu zrezygnowałabym z obszernego cytowania w ramach wypowiedzi Marty Kaczyńskiej przemówień Lecha Kaczyńskiego, co zdarza się kilkakrotnie, zwłaszcza pod koniec książki. W moim odczuciu lepszym rozwiązaniem byłoby zamieszczenie tych tekstów na końcu książki tak, aby nie zaburzały one rytmu i tempa tej opowieści rodzinnej.

Książkę przeczytałam z dużą przyjemnością; z chęcią dowiedziałam się nieznanych szczegółów z domowego życia Pary Prezydenckiej. Jak mi się wydaje, książka została napisana z potrzeby serca, aby choć w ten sposób czytelnicy mogli zapamiętać Parę Prezydencką tak jak pamięta ich córka - jako kochających się małżonków, czułych rodziców i dziadków.

 


Autor: Marta Kaczyńska, Dorota Łosiewicz
Wydawnictwo: The Facto
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 288

czwartek, 16 lipca 2015

Herbjørg Wassmo, Stulecie





Ileż się może zdarzyć w ciągu stu lat… Ileż wojen może się zacząć, skończyć, ileż państw może upaść lub rozkwitnąć… O ile jednak stulecie w życiu państwa i narodu mija jak mgnienie oka, o tyle w historii rodziny oznacza wymianę kilku pokoleń. Herbjorg Wassmo, norweska pisarka, laureatka wielu nagród, tą powieścią postanowiła przedstawić trzy kobiety ze swojej rodziny: prababkę Sarę Susanne, babkę Elidę i matkę Hjørdis. Sama również się w niej pojawia.

Lektura „Stulecia” przedstawia historię życia kobiet stojących przed wyzwaniami, nękanych wątpliwościami co do obranej drogi życiowej i partnerów, jakich sobie wybrały. Ich uczucia często nie znajdują ujścia, tłumione i poddawane surowej rzeczywistości, w jakiej przyszło im spędzić życie.

Opowieści, którą rozsnuwa przed nami Herbjørg Wassmo, nie należy traktować dosłownie. Portrety psychologiczne jej przodkiń powstały w jej wyobraźni, której katalizatorem był obraz Sary Susanne namalowany w XIX wieku przez miejscowego duchownego. Autorka przyznaje we wstępie, że poza istnieniem tego obrazu nie miała żadnego „punktu zaczepienia”, żeby stworzyć tę postać. A jednak portrety psychologiczne prababki i babki są o wiele bardziej wyraziste niż matki i te historie zdecydowanie mocniej przemawiają do czytelniczej wyobraźni. Może wymyślenie historii mając jedynie drobną informację czy przedmiot z przeszłości jest łatwiejsze niż analiza sytuacji osoby najbliższej, której losy i zachowanie było częścią traumy dzieciństwa, co można domniemywać z częstych niedopowiedzeń i sugestii dotyczącej tej właśnie części rodzinnej historii.

Podstawowym zagadnieniem, wokół którego toczą się losy powieściowych bohaterek, są stosunki między mężczyzną a kobietą, a właściwie podległości żony wobec męża. Nawet, gdy mąż jest dobry i wierny, te wątpliwości stale towarzyszą bohaterkom książki.

„Stulecie” nie jest złą książką, przeczytałam ją z zainteresowaniem. Mimo pewnej powierzchowności w opisie tła historycznego pozwoliła mi na przeniesienie się do świata norweskich kobiet sprzed ponad stu lat, kiedy Oslo nazywało się Kristianią, a zwykli średniozamożni chłopi nie tylko byli piśmienni, ale też z dużą przyjemnością czytali. Jednym z piękniejszych momentów jest epizod opisujący wprowadzony przez Sarę Susanne zwyczaj głośnego czytania powieści, w którym uczestniczyli z coraz większym zapałem wszyscy domownicy. Najmniej mnie przekonała otoczka historyczna z okresu II wojny światowej, kiedy Hjørdis w okresie rządów Quislinga swobodnie koresponduje z ukochanym przebywającym na statku w rejonie działań wojennych i oboje opisują nastroje i sytuację polityczną w tym czasie. Mimo wzmianki o obawie przed interwencją cenzury nie sądzę, żeby listy z taką zawartością mogły krążyć bez żadnych konsekwencji.

Opowieść toczy się niespiesznie i powoli. W pierwszej części nawet zbyt powoli, co często skłaniało mnie do odłożenia książki. Najlepsze tempo ma w moim odczuciu środkowa partia książki. Narracja nie jest linearna, losy bohaterek przenikają się, ale przyzwyczajenie się do tego stylu nie jest na szczęście zbyt trudne.  Przyznam, że choć z przyjemnością przeczytałam tę książkę, czegoś mi w niej zabrakło, jakiejś cząstki magii i iskierki geniuszu, która połączyłaby mnie z którąś z bohaterek nicią sympatii i fascynacji. Tak się nie stało, ale lekturę uznaję za dobrą i wartą polecenia.



Autor: Herbjørg Wassmo
Tytuł oryginalny: Hundre år
Wydawnictwo: Smak Słowa
Seria: Arcydzieła norweskiej literatury
Tłumacz: Ewa M. Bilińska
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 519

 

czwartek, 9 lipca 2015

Małgorzata Musierowicz, Wnuczka do orzechów



 

Z „Jeżycjadą” czuję się mocno związana. Te 19 tomów, które mam na półce to kawał mojego życia. Jednak od dłuższego czasu kupowałam te książki i czytałam je bez emocji, właściwie tylko z siły przyzwyczajenia. Zaraz po zakończeniu lektury ostatnich tomów ich treść ulatywała mi z głowy i wszelkie związki rozrastającej się rodziny Borejków, Pałysów, Strybów etc. są dla mnie dość mgliste.

Wbrew większości krytycznych opinii dość pozytywnie odebrałam McDusię, 19 książkę cyklu, ale może dlatego, że nie mam już specjalnie wysoko zawieszonej poprzeczki. Ta postępująca obojętność wobec kolejnych części „Jeżycjady” spowodowała, że zupełnie nie miałam ochoty na lekturę, nie mówiąc już o kupnie, najnowszego 20 tomu serii. I może nie przeczytałabym tej książki, gdybym nie natknęła się na nią w bibliotece. Sentyment się odezwał, tak więc wypożyczyłam „Wnuczkę …” i przystąpiłam do lektury. 

Autorka przenosi nas na wielkopolską wieś, a główną bohaterką czyni Dorotę Rumianek, która wychowuje się pod czułą opieką babci i jej siostry, zarządza skromnym gospodarstwem, uczy się w liceum o profilu biologicznym widząc swoją przyszłość w medycynie. Jest nieślubnym dzieckiem samotnej matki, która aktualnie pracuje w Norwegii, zarabiając na edukację córki i potrzeby gospodarstwa. Dorotę łączy z Borejkami przypadek, który sprawia, że na miesięczny pobyt w ich gospodarstwie agroturystycznym melduje się – w dużej mierze na złość obowiązkowemu mężowi, który przedłożył obowiązki zawodowe nad miesięczną włóczęgę pod namiotem - Ida Pałys, do której wkrótce dołącza siostrzeniec Ignacy Grzegorz Stryba, syn Gabrysi. Jakieś 10 km od nich, w gospodarstwie Pulpecji i Floriana przebywają seniorzy rodu Borejków (z pewnych sugestii wynika, że mogą tam zostać na dłużej) oraz rodzina Natalii i Robrojka oraz Gabrysia. Akcji tu nie ma zbyt wiele, w pamięci pozostaje głównie portret głównej bohaterki, która swą „hożością”, świeżością i optymizmem nasuwa skojarzenia z Jagienką z „Krzyżaków”. :) Nie trzeba wielkiej przenikliwości, by domyślić się, że Dorotka spotka swoją „drugą połówkę” spośród młodzieńców Borejkowego rodu, a jeśli jesteście ciekawi, o kogo chodzi, polecam lekturę książki.

Przyznam szczerze, że kompletnie mi ta lektura nie szła. Początek był jeszcze w miarę ciekawy z uwagi na nową bohaterkę, ale umówmy się, że okoliczności przygarnięcia Idy Pałys do domu Rumianków nie były zbyt wiarygodne. Najbardziej chyba jednak drażniła mnie postać młodego Stryby, który jest po prostu niemożliwym marudą i przyznam, że fragmenty z jego udziałem po prostu „przelatywałam” wzrokiem. 

Mało wiarygodna jest dla mnie też sytuacja niespotykania się tak bliskiej sobie rodziny w momencie, gdy przebywają w odległości ok. 10 km. To „ukrywanie się” Idy było dla mnie kompletnie niewiarygodne. Można w treści zauważyć parę niekonsekwencji, jak np. rezygnacja Idy z wegetarianizmu „z dnia na dzień”, czy wprowadzenie wątków, które nie były zbyt frapujące (zaciągający trudną do zrozumienia gwarą sąsiad czy prymitywny kolega Dorotki ze szkoły). Jednym z niewielu fragmentów, który zapadł mi w pamięć, był ten dotyczący pożaru lasu. Autorka pokazała grozę tego zjawiska i nieszczęście ludzi dotkniętych tym kataklizmem wskazując równocześnie przepaść w reakcjach między tamtejszymi mieszkańcami a turystami, którzy potraktowali to wydarzenie jako jedną z atrakcji letniego pobytu. 

Nie chcę przesądzać, ale to chyba koniec mojej fascynacji „Jeżycjadą”, która zresztą ostatnio można było nazwać w moim przypadku obojętną życzliwością. Jestem już trochę zmęczona tymi postaciami, ich ewolucją i jednak pewnym oderwaniem od rzeczywistości. Co gorsza, mam wrażenie, że Autorka też już chyba jest zmęczona tą serią i nie sprawia jej ona już takiej frajdy jak te 20 lat temu. „Wnuczki do orzechów” już nie kupię do kolekcji. Kolejną część może przeczytam, jeśli wpadnie mi w ręce, ale już bez specjalnych oczekiwań. Coś się kończy…




Autor: Małgorzata Musierowicz
Wydawnictwo: Akapit Press
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 264

piątek, 3 lipca 2015

Stanisław Sławomir Nicieja, Kresowa Atlantyda, tom 2





Truskawiec, Jaremcze, Worochta, Skole, Morszyn… Czy mówią Wam coś te nazwy? Może nie, a może przywołują opowieści z dalekiej przeszłości snute przez dziadków i pradziadków, dla których te miejsca były synonimem wypoczynku w dawnych dobrych czasach. Profesor Nicieja w drugim tomie swojego kresowego dzieła przywołuje pamięć o tych właśnie miejscach oraz o ludziach z nimi związanych.

II Rzeczpospolita to okres niezwykłego rozwoju turystyki i co za tym idzie prywatnych i państwowych inwestycji w rozwój polskich sanatoriów, zwłaszcza tych położonych we wschodniej części kraju, mocno zaniedbanej cywilizacyjnie, dla których turystyczny boom mógł być jednym ze sposobów walki z bieda. Obywatele odrodzonej Rzeczpospolitej często decydowali się na odpoczynek w kraju jakby ciesząc się, że mogą korzystać z uroków przyrody w swoim kraju.    

Profesor Nicieja w swoim cudownym stylu zabiera nas w podróż do świata przedwojennych uzdrowisk położonych na Kresach Wschodnich. Pokazuje nam piękno tamtych stron, ludzi, którzy tam mieszkali, tworzyli swój świat brutalnie zniszczony w 1939 r. Autor dotarł do nieznanych szerzej wspomnień i fotografii. Lektura książki sprawia, że przenosimy się do tamtego świata, przeżywamy ludzkie historie, które kryją się za zdjęciami w sepii. Do najbardziej znanych epizodów opisanych przez profesora Nicieję należy niewątpliwie historia pobytu Rity Gorgonowej w Truskawcu. Możemy zobaczyć zdjęcie, na którym stoi razem ze swoim chlebodawcą i jego córką Lusią, o której zabójstwo zostanie oskarżona kilka lat później. Nie miejsce tu na przypomnienie tej niezwykłej historii, jednej z najsłynniejszych spraw kryminalnych Polski przedwojennej, ale to zdjęcie jest przypomnieniem tej tajemniczej sprawy. Z kolei ze Skolem nierozerwalnie związana jest rodzina Groedlów, właścicieli uroczego pałacyku, gospodarzy najsłynniejszych polowań II RP. Jako przedsiębiorcy kierowali się własną ligiką, która ujawnia się w poniższej anegdocie:

„Do legendy przeszły stosunki panujące między pracownikami i pracodawcami w kompleksie zakładów produkcyjnych braci Groedlów. Ilustruje to historia pilarza ze Świętosławia, który pracując w tartaku, zabrał do domu bez powiadomienia właściciela kilka desek. Po otrzymaniu takiej wiadomości Groedel we­zwał go do swego biura i zapytał: "Czy ja ci źle płacę? Potrzebujesz może pożyczki?”. "Nie” – odpowiedział pilarz. "To dlaczego zabrałeś te deski? Idź do pracy i nie wystawiaj mi już więcej złego świadectwa, że niedostatecznie ci płacę i dlatego musisz kraść mi drewno”.

Wiadomość o tej rozmowie rozeszła się wśród wszystkich pracowników tartaków braci Groedlów. I nie zaistniał już drugi przypadek kradzieży desek. Warto wiedzieć, że pracownicy Groedlowa, ponad tysiąc osób, otrzymywali bezpłatnie drewno na opał. Mieszkania remontowano im na koszt firmy. Robotnik, któremu urodziło się dziecko, otrzymywał becikowe oraz w dniu chrztu dziecka darmowy przejazd fabrycznym fiakrem do kościoła, cerkwi lub synagogi.” (s. 170)


Oczywiście nie zawsze było tak różowo, Autor „Kresowej Atlantydy” przytacza również bardziej kontrowersyjne historie, ale zagłada majątku Groedlów to tylko jeden z licznych przykładów katastrofy polskich Kresów Wschodnich jako miejsca na styku kultur Wschodu i Zachodu, miejsca, gdzie ludzie, których różniło wiele, potrafili żyć obok siebie i wzajemnie się szanować.   

Opisując drugą książkę z cyklu „Kresowa Atlantyda” mam poczucie swoich ograniczeń. Bo jakież nowe przymiotniki mogę wybrać, aby opisać, jak bardzo mnie ta książka ujęła i jak wielką przyjemnością była jej lektura? No, nie da się, więc będzie krótko. :) 

Profesor Nicieja ze znawstwem i lekkością otwiera przed nami skarbiec; skarbiec opowieści, ludzkich historii, niezwykłych miejsc zatrzymanych w kadrze ocalonych z zagłady fotografii. Jego wiedza i przystępny styl pozwala nam przenieść się w czasie i mieć choć przez chwilę poczucie, że byliśmy tam z wizytą…

Książka przeczytana w ramach projektu Kresy zaklęte w książkach


Autor: Stanisław Sławomir Nicieja
Wydawnictwo: Wydawnictwo MS
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 288

wtorek, 30 czerwca 2015

Konkurs geograficzny!


Ponieważ kilka dni spędzam z dala od domu w pięknym i słonecznym miejscu pomyślałam, że może to dobra okazja do organizacji małego konkursu - nomen omen - geograficznego.
 
Pytanie jest proste: gdzie aktualnie przebywam (kraj i miasto)?
 
Ponieważ miasto nie jest powszechnie znane i nie posiada rozpoznawalnych zabytków umieszczę poniżej kilka zdjęć z drobnymi komentarzami. Jeśli chcecie wziąć udział w konkursie proszę o nadesłanie na mój adres e-mail ( kayecik@gmail.com ) nazwy miasta i kraju, w którym aktualnie przebywam. Termin do piątku (3 lipca 2015) do północy. :)
 
Osoba, która prawidłowo odpowie na zadane pytanie otrzyma ode mnie drobną słodkość, z której słynie kraj, w którym aktualnie przebywam, lub książkę z mojej półeczki (do uzgodnienia). Jeśli osób, które odpowiedzą właściwie będzie więcej, wtedy przeprowadzę losowanie. :) 
 
Macie ochotę się pobawić?
 

Miasto, w którym mam przyjemność przebywać przez kilka dni liczy sobie kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców i jest największe w swoim regionie. Położone jest nad pięknym jeziorem otoczonym górami.




Jak widać trafiłam na piękną pogodę, typową zresztą dla tego regionu o tej porze roku. :)





Lody są  tu pyszne i może to stanowić pewną wskazówkę. :)



Znajdziemy tu kilka zabytkowych kościołów...



...i malowniczych zaułków.


Ciekawa jestem, czy znacie już odpowiedź. :)

Życzę powodzenia i pozdrawiam serdecznie!

Aktualizacja

W komentarzach udzielono prawidłowej odpowiedzi, tak więc konkurs jest już nieaktualny. :)


niedziela, 28 czerwca 2015

czwartek, 25 czerwca 2015

Gunnar Staalesen, Zimne serca


 
 

Przyznaję się bez bicia, że lubię skandynawskie kryminały, zwłaszcza autorstwa Nesbo lub Theorina. Po dłuższym odpoczynku od prozy kryminalnej stwierdziłam, że nadszedł czas na taką właśnie lekturę, a że akurat wpadł mi w ręce kryminał Gunnara Staalesena, na którego temat czytałam pochlebne opinie, postanowiłam zaryzykować.

Bohaterem książki, a także serii kryminalnej jest Varg Veum, były pracownik służb socjalnych, obecnie prywatny detektyw działający w Bergen. Akcja zaczyna się w momencie, gdy odwiedza go dawna szkolna koleżanka jego syna, obecnie prostytutka, i zleca mu odszukanie swojej koleżanki po fachu, która zniknęła kilka dni wcześniej. Varg rozpoczyna śledztwo, dociera do rodziny i znajomych dziewczyny, penetruje jej środowisko i natyka się na kilka tajemnic i niejasności zwłaszcza w przeszłości rodziny zaginionej dziewczyny…

 
Od razu powiem, że ten kryminał nie rzucił mnie na kolana. Podobno na podstawie tej serii kryminalnej powstał popularny serial telewizyjny, ale w tej książce nie dostrzegłam odpowiedniego potencjału. No, ale nie jestem producentem telewizyjnym i na pewno się nie znam. Wypowiem się więc jako czytelnik. Dla mnie ten kryminał to taki typowy „produkcyjniak” z tezą. Ta teza diagnozuje otoczenie rodziny i więzi sąsiedzkich jako niosących realne niebezpieczeństwo dla najmłodszych. Autor preferuje pogląd, w myśl którego, jeśli w rodzinie dzieje się coś złego, powinno wkraczać państwo, a sąsiedzi i rodzina, którzy chcieliby pomóc nie są właściwi do zajmowania się sprawą i najlepiej, żeby trzymali się z dala. 


 Uwaga, spoiler!
Historia rodzinna leżąca u źródeł intrygi kryminalnej opisanej w tej książce jest tak niewiarygodna, że kompletnie mnie nie przekonała. Mamy tu zaniedbane przez matkę dzieci, molestowanie seksualne ze strony ojca (które mimo kontroli służb socjalnych nie ujrzało światła dziennego) i wykorzystanie seksualne ze strony opiekunów. I kilkakrotne przypominanie, powtarzane jak mantra, że gdyby służby socjalne zabrały dzieci z domu rodzinnego, to na pewno byłoby lepiej…

W kontekście ostatnich doniesień o nadgorliwości norweskich służb socjalnych i odbierania dzieci polskim rodzicom z błahych powodów jest to teza w moim przekonaniu nietrafiona i suma sumarum szkodliwa. 

Nie przekonał mnie również czarny i zniekształcony obraz Bergen, urokliwego miasta położonego na fiordach. Byłam tam raz i krótko, ale nie chce mi się wierzyć, że aż tak niebezpieczne jest to miasto, pełne zła, płatnego seksu i narkotyków. No, ale jakby było inaczej, to pewnie prywatny detektyw nie miałby z czego żyć. :)

Miarą mojego niewielkiego zainteresowania tą książką jest to, że po dwóch tygodniach od zakończenia lektury musiałam sobie przypominać jej treść, bo ta dość szybko uleciała mi z głowy. Nie polecam, ale wiem, że gusta są różne, więc nie wątpię, że książka ta może znaleźć swoich fanów.



Autor: Gunnar Staalesen
Tytuł oryginalny: Kalde hjerter
Wydawnictwo: słowo/obraz/terytoria
Tłumacz: Agata Beszczyńska
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 288
 

Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...