Jest to kolejna książka, którą przeczytałam dzięki poradzie blogera książkowego, a konkretnie dzięki Kasi eire . Gdyby nie jej entuzjastyczna opinia, raczej bym na tę książkę nie trafiła w swoich poszukiwaniach czytelniczych.
„Pokonani” zostali napisani przez Irinę Gołowkinę w konspiracji, a rozpowszechnianie kopii książki odbywało się pocztą pantoflową. Sława książki w pewnych kręgach rosła, a autor pozostawał nieznany. Mimo że książka została ukończona w latach 50-tych, jej wydanie było możliwe dopiero w 1992 r., trzy lata po śmierci autorki.
Akcja koncentruje się wokół pań Bogołowskich oraz kręgu ich znajomych z przedrewolucyjnych czasów, gdy wszyscy muszą znaleźć sposób na przeżycie w warunkach utrwalonych już rządów komunistycznych. Asia Bogołowska jest młodą dziewczyną, z głową pełną ideałów, obdarzoną ogromnym talentem pianistycznym, która jednak nie może go rozwijać na studiach, gdyż drzwi do akademii muzycznej są przed nią zamknięte z uwagi na niewłaściwe pochodzenie społeczne. Jej opiekunką jest babcia, Nadieżda Pawłowna oraz jej nauczycielka francuskiego, a właściwie członek rodziny, zwana Madame. Do kręgu ich znajomych należy również Nina Daszkowa i jej brat Mika. Bardzo ważną osobą jest Oleg Daszkow, szwagier Niny, jedyny ocalały potomek rodziny książęcej. Nie mogę też nie wspomnieć o Leli, kuzynce Asi, i Elżbiecie Muromcewej, z rodziny skromniejszego pochodzenia, ale związanej mocno z opisanym wyżej kręgiem osób.
Powieść robi wrażenie swoimi gabarytami. Nic więc dziwnego, że w oczy rzuca się przede wszystkim wielość wątków tworzących warstwę fabularną tej powieści. Praktycznie niemal każdy wątek opisany w książce wzbudza zainteresowanie, a są one na tyle pieczołowicie opisane, że spokojnie można na ich podstawie wydać niejedną książkę czy nakręcić film. Jest to smutny i poruszający fresk przedstawiający losy rosyjskiej arystokracji i ziemiaństwa w komunistycznym Związku Radzieckim kilkanaście lat po rewolucji. Głównymi bohaterami są przedstawiciele grupy społecznej, skazanej przez bolszewików na zagładę, niezależnie od wieku i „win”, które popełnili lub raczej nie popełnili. Jedynym kryterium "winy" jest pochodzenie społeczne, a kara jest zawsze bezwzględna i nieodwołalna. Skala prześladowań i zajadłość przedstawicieli władzy państwowej na każdym szczeblu stale się zwiększa praktycznie uniemożliwiając normalne życie. Nikt nie może uciec od „sprawiedliwości społecznej”, która dopadnie każdego nieprawomyślnego, nawet jeśli jest starszą, nobliwą panią lub niedorostkiem. Dosięgnie ona również wielu przekonanych i zasłużonych komunistów, którzy jednak myśleli zbyt niezależnie i pokładali zbytnią ufność we władzy radzieckiej.
Jak żyli „biali” w państwie, gdzie nie było dla nich miejsca ani żadnej przewidzianej roli do odegrania? Gdy terror i nagonka dosięgał każdego, kto miał niewłaściwych rodziców, kto dobrze wspominał przedrewolucyjną przeszłość, kto usiłował żyć bez ingerencji partii w życiu codziennym… „Ciężko” to zbyt proste określenie, żeby opisać status tych ludzi w państwie rządzonym przez bolszewików. Rodziny szlacheckie mieszkały w swoich dawnych mieszkaniach, do których dokwaterowano lokatorów „z przydziału” i w ten sposób powstawały tzw. „komunałki” – mieszkania zamieszkiwane przez kilka rodzin, dzielące wspólną kuchnię i łazienkę. Element komunistyczny mieszał się z dawnymi właścicielami, często donosił w nadziei na uzyskanie upragnionego pomieszczenia. Nie mając stałych źródeł dochodu, nie mogąc znaleźć stałej pracy, ci ludzie żyli głównie z wyprzedaży pozostałości po okresie dawnej świetności. Niemniej jednak, w każdej chwili mogli się oni spodziewać nakazu wyjazdu na zesłanie czy do obozu pracy pod błahym lub spreparowanym powodem.
Autorka opisuje szczegółowo mechanizm spychania niedobitków „białych” i ich potomków na margines społeczny i życie w nędzy. Powszechne jest donosicielstwo i denuncjacja z niskich pobudek. Szczególne wrażenie robią ściśle zaplanowane nagonki na określone osoby podczas zebrań organizacji partyjnej w miejscach pracy czy też procedura zesłania z zabójczo krótkim terminem na spakowanie się i zakończenie swoich spraw w dotychczasowym miejscu zamieszkania.
Mamy przykłady osób z kasty „pokonanych”, które próbują się „ustawić” w nowej, obcej kulturowo rzeczywistości: kobietę, która wychodzi za docenianego przez partię przedsiębiorcę żydowskiego pochodzenia czy też młodego arystokratę, który w imię swojego bezpieczeństwa odcina się zupełnie od członków swojej rodziny i wtapia się w tłum. Ale większość bohaterów książki nie umie zapomnieć o przeszłości i historii swojej i swojej rodziny, o swoich przodkach i ich dziedzictwie. I to jest ich zbrodnią w świetle komunistycznych porządków, w świetle reguł obowiązujących w stworzonym przez Lenina i Stalina „nowym, wspaniałym świecie”…
Autorka stwierdziła dobitnie, że wszystkie przypadki prześladowań opisane przez nią w książce są autentyczne. Mnie najmocniej uderzyły dwie kwestie. W przypadku zesłania osób dorosłych nikt, absolutnie nikt, nie przejmował się losem nieletnich dzieci zesłańców i skazanych. Często pozostawały one same, bez środków do życia, skonfrontowane z nikczemnością i niesprawiedliwością. Musiały sobie radzić z traumą i stawiać czoła nowej i dramatycznej sytuacji, szykanom i nieprzyjemnościom, gdy grono osób życzliwych systematycznie się zmniejszało. Druga kwestia, która zwróciła moją uwagę, to postawa dwóch młodych bohaterek powieści, Asi i Leli. Są one barwnymi ptakami, potrafią w tych smutnych czasach odnaleźć powody do radości, choć niewątpliwie Leli przychodzi to trudniej, gdyż sytuacja materialna jej i jej matki jest dużo gorsza niż pań Bogołowskich. Ale lekkomyślność tych dwu istot w anormalnych warunkach, w jakich przyszło im żyć, lekkomyślność, która ostatecznie przyspieszyła nieszczęście ich i ich bliskich, wprawiała mnie w zdenerwowanie nie raz i nie dwa podczas lektury. Proces ich dojrzewania przebiegł niezmiernie boleśnie, a rozsądek pojawił się zbyt późno.
Książka zwraca uwagę czytelnika na sytuację „pokonanych” przez żywioł rewolucyjny, których los ,szczerze mówiąc, był u nas mało znany. Ci, którzy czytali książkę Sergiusza Piaseckiego „Zapiski oficera Armii Czerwonej” niewątpliwie pamiętają sposób zachowania głównego bohatera, jego nieznajomość zasad kultury, bezwzględność, arogancję i brak empatii. Taki był niestety przeciętny profil ówczesnego przedstawiciela bezklasowego sowieckiego społeczeństwa i armii, z których zniknęli przedstawiciele dawnej Rosji, tej Rosji, która wydała wielkich pisarzy, malarzy, kompozytorów i która przyciągała wzrok całego świata. Jestem świadoma, że było też inne oblicze tamtej Rosji, mniej przyjazne i bardziej brutalne, okazywane np. w „priwislanskim kraju”, ale tego absolutnie nie można porównywać z bolszewicką zawieruchą…
Większość postaci „białych” naszkicowanych w książce jest oczywiście nieco zbyt idealna, wspominana przez nich Rosja i „rosyjskość” też jest nieco odrealniona, ale w warunkach postępującego terroru i bolszewizacji dookoła nich to nie dziwi. Ta książka powstała z tęsknoty za minionymi czasami, do których już nie było powrotu i ta smutna świadomość jest też pewnym przesłaniem tej książki.
Moim zdaniem temu wydawnictwu przydałyby się pewne skróty, gdyż zwłaszcza w pierwszej części książka jest w moim odczuciu nieco przegadana. Niektóre wątki poboczne w pewnych partiach książki wręcz dominują w tekście, a główni bohaterzy „znikają” nam z pola widzenia. Ale to tylko drobna uwaga nie mająca wpływu na całokształt, gdyż książka mnie bardzo, bardzo wzruszyła. „Pokonani” byli pierwszą od bardzo długiego czasu książką, przez którą zarwałam noc, gdyż zakończenie trzyma człowieka w napięciu i nie pozwala odłożyć książki na bok. Znajdziemy w niej miłość, zdradę, nawrócenie, poświęcenie, lojalność i odwagę, wszystko, co zapewni nam pełną gamę wzruszeń. Cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę, szczerze polecam jej lekturę.
Powieść robi wrażenie swoimi gabarytami. Nic więc dziwnego, że w oczy rzuca się przede wszystkim wielość wątków tworzących warstwę fabularną tej powieści. Praktycznie niemal każdy wątek opisany w książce wzbudza zainteresowanie, a są one na tyle pieczołowicie opisane, że spokojnie można na ich podstawie wydać niejedną książkę czy nakręcić film. Jest to smutny i poruszający fresk przedstawiający losy rosyjskiej arystokracji i ziemiaństwa w komunistycznym Związku Radzieckim kilkanaście lat po rewolucji. Głównymi bohaterami są przedstawiciele grupy społecznej, skazanej przez bolszewików na zagładę, niezależnie od wieku i „win”, które popełnili lub raczej nie popełnili. Jedynym kryterium "winy" jest pochodzenie społeczne, a kara jest zawsze bezwzględna i nieodwołalna. Skala prześladowań i zajadłość przedstawicieli władzy państwowej na każdym szczeblu stale się zwiększa praktycznie uniemożliwiając normalne życie. Nikt nie może uciec od „sprawiedliwości społecznej”, która dopadnie każdego nieprawomyślnego, nawet jeśli jest starszą, nobliwą panią lub niedorostkiem. Dosięgnie ona również wielu przekonanych i zasłużonych komunistów, którzy jednak myśleli zbyt niezależnie i pokładali zbytnią ufność we władzy radzieckiej.
Jak żyli „biali” w państwie, gdzie nie było dla nich miejsca ani żadnej przewidzianej roli do odegrania? Gdy terror i nagonka dosięgał każdego, kto miał niewłaściwych rodziców, kto dobrze wspominał przedrewolucyjną przeszłość, kto usiłował żyć bez ingerencji partii w życiu codziennym… „Ciężko” to zbyt proste określenie, żeby opisać status tych ludzi w państwie rządzonym przez bolszewików. Rodziny szlacheckie mieszkały w swoich dawnych mieszkaniach, do których dokwaterowano lokatorów „z przydziału” i w ten sposób powstawały tzw. „komunałki” – mieszkania zamieszkiwane przez kilka rodzin, dzielące wspólną kuchnię i łazienkę. Element komunistyczny mieszał się z dawnymi właścicielami, często donosił w nadziei na uzyskanie upragnionego pomieszczenia. Nie mając stałych źródeł dochodu, nie mogąc znaleźć stałej pracy, ci ludzie żyli głównie z wyprzedaży pozostałości po okresie dawnej świetności. Niemniej jednak, w każdej chwili mogli się oni spodziewać nakazu wyjazdu na zesłanie czy do obozu pracy pod błahym lub spreparowanym powodem.
Autorka opisuje szczegółowo mechanizm spychania niedobitków „białych” i ich potomków na margines społeczny i życie w nędzy. Powszechne jest donosicielstwo i denuncjacja z niskich pobudek. Szczególne wrażenie robią ściśle zaplanowane nagonki na określone osoby podczas zebrań organizacji partyjnej w miejscach pracy czy też procedura zesłania z zabójczo krótkim terminem na spakowanie się i zakończenie swoich spraw w dotychczasowym miejscu zamieszkania.
Mamy przykłady osób z kasty „pokonanych”, które próbują się „ustawić” w nowej, obcej kulturowo rzeczywistości: kobietę, która wychodzi za docenianego przez partię przedsiębiorcę żydowskiego pochodzenia czy też młodego arystokratę, który w imię swojego bezpieczeństwa odcina się zupełnie od członków swojej rodziny i wtapia się w tłum. Ale większość bohaterów książki nie umie zapomnieć o przeszłości i historii swojej i swojej rodziny, o swoich przodkach i ich dziedzictwie. I to jest ich zbrodnią w świetle komunistycznych porządków, w świetle reguł obowiązujących w stworzonym przez Lenina i Stalina „nowym, wspaniałym świecie”…
Autorka stwierdziła dobitnie, że wszystkie przypadki prześladowań opisane przez nią w książce są autentyczne. Mnie najmocniej uderzyły dwie kwestie. W przypadku zesłania osób dorosłych nikt, absolutnie nikt, nie przejmował się losem nieletnich dzieci zesłańców i skazanych. Często pozostawały one same, bez środków do życia, skonfrontowane z nikczemnością i niesprawiedliwością. Musiały sobie radzić z traumą i stawiać czoła nowej i dramatycznej sytuacji, szykanom i nieprzyjemnościom, gdy grono osób życzliwych systematycznie się zmniejszało. Druga kwestia, która zwróciła moją uwagę, to postawa dwóch młodych bohaterek powieści, Asi i Leli. Są one barwnymi ptakami, potrafią w tych smutnych czasach odnaleźć powody do radości, choć niewątpliwie Leli przychodzi to trudniej, gdyż sytuacja materialna jej i jej matki jest dużo gorsza niż pań Bogołowskich. Ale lekkomyślność tych dwu istot w anormalnych warunkach, w jakich przyszło im żyć, lekkomyślność, która ostatecznie przyspieszyła nieszczęście ich i ich bliskich, wprawiała mnie w zdenerwowanie nie raz i nie dwa podczas lektury. Proces ich dojrzewania przebiegł niezmiernie boleśnie, a rozsądek pojawił się zbyt późno.
Książka zwraca uwagę czytelnika na sytuację „pokonanych” przez żywioł rewolucyjny, których los ,szczerze mówiąc, był u nas mało znany. Ci, którzy czytali książkę Sergiusza Piaseckiego „Zapiski oficera Armii Czerwonej” niewątpliwie pamiętają sposób zachowania głównego bohatera, jego nieznajomość zasad kultury, bezwzględność, arogancję i brak empatii. Taki był niestety przeciętny profil ówczesnego przedstawiciela bezklasowego sowieckiego społeczeństwa i armii, z których zniknęli przedstawiciele dawnej Rosji, tej Rosji, która wydała wielkich pisarzy, malarzy, kompozytorów i która przyciągała wzrok całego świata. Jestem świadoma, że było też inne oblicze tamtej Rosji, mniej przyjazne i bardziej brutalne, okazywane np. w „priwislanskim kraju”, ale tego absolutnie nie można porównywać z bolszewicką zawieruchą…
Większość postaci „białych” naszkicowanych w książce jest oczywiście nieco zbyt idealna, wspominana przez nich Rosja i „rosyjskość” też jest nieco odrealniona, ale w warunkach postępującego terroru i bolszewizacji dookoła nich to nie dziwi. Ta książka powstała z tęsknoty za minionymi czasami, do których już nie było powrotu i ta smutna świadomość jest też pewnym przesłaniem tej książki.
Moim zdaniem temu wydawnictwu przydałyby się pewne skróty, gdyż zwłaszcza w pierwszej części książka jest w moim odczuciu nieco przegadana. Niektóre wątki poboczne w pewnych partiach książki wręcz dominują w tekście, a główni bohaterzy „znikają” nam z pola widzenia. Ale to tylko drobna uwaga nie mająca wpływu na całokształt, gdyż książka mnie bardzo, bardzo wzruszyła. „Pokonani” byli pierwszą od bardzo długiego czasu książką, przez którą zarwałam noc, gdyż zakończenie trzyma człowieka w napięciu i nie pozwala odłożyć książki na bok. Znajdziemy w niej miłość, zdradę, nawrócenie, poświęcenie, lojalność i odwagę, wszystko, co zapewni nam pełną gamę wzruszeń. Cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę, szczerze polecam jej lekturę.
Irina Gołowkina (1904 – 89) – wnuczka rosyjskiego kompozytora Nikołaja Rimskiego-Korsakowa. Rozpoczęła studia artystyczne i lingwistyczne, ale nie mogła ich ukończyć z uwagi na swoje pochodzenie społeczne. Podjęła pracę na stanowisku technika radiografii, z którego również ją zwolniono w ramach szykan. „Pokonanych” napisała w końcu lat 50-tych. Książka mogła zostać wydana w ZSRR dopiero w roku 1992.
Autor: Irina Gołowkina
Tytuł oryginalny: Побеждённые
Wydawnictwo: Czytelnik
Tłumacz: Jadwiga M. Jędrzejewska
Rok wydania: 1996
Liczba stron: 870

