Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura brytyjska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura brytyjska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 lipca 2019

Rhys Bowen, Prawo panny Murphy, Śmierć detektywa, Do grobowej deski




Chociaż w ostatnich latach w moich lekturach przeważają pozycje wspomnieniowe, to jednak nadal lubię przeczytać dobry kryminał, a kryminał retro jest tym, co bardzo przypada mi do gustu. Na blogu Słowem malowane zetknęłam się parę lat temu z pochlebnymi opiniami dotyczącymi cyklu o Molly Murphy rozwijającej działalność detektywistyczną w Nowym Jorku na początku XX wieku. Nic więc dziwnego, że gdy trafiłam na promocję ebooków tego właśnie cyklu, kupiłam "w ciemno" kilka tomów. Trzy pierwsze książki przeczytałam bardzo szybko i o nich napiszę dziś kilka słów.

Akcja książki rozgrywa się na początku XX wieku. Molly Murphy mieszkała sobie w irlandzkiej wiosce Ballykillin z ojcem i braćmi, kiedy pewnego dnia w akcie samoobrony zabiła angielskiego dżentelmena, co skłoniło ją do panicznej ucieczki. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafia na kobietę, która ma wykupiony bilet na statek do Nowego Jorku, ale nie może jechać. No i Molly zajmuje jej miejsce. Nie dość, że po dotarciu na miejsce ginie jeden z pasażerów, to w amerykańskiej metropolii przygoda goni przygodę, a Molly odkrywa w sobie żyłkę detektywa i próbuje utrzymać się z tego fachu zakochując się jednocześnie w mężczyźnie czarującym, odpowiedzialnym, ale z pewnych względów trudno osiągalnym. Molly zawiera szereg znajomości i ogólnie rzecz ujmując "wychodzi na prostą".



Uczciwie muszę przyznać, że książki o Molly Murphy czyta się szybko, gdyż język jest prosty i nowoczesny. Mimo staranności w odwzorowaniu realiów nowojorskich w początkach XX w. brakuje mi jednak poczucia, że tak właśnie mogła się potoczyć historia naszej bohaterki. Molly jest sympatyczna, trudno jej nie lubić, ale podczas lektury trzech pierwszych tomów cyklu nie mogłam się nadziwić, że - choć za główny cel swojej detektywistycznej kariery obrała sobie łączenie rozdzielonych rodzin - to nie przyszło jej na myśl, aby skontaktować się ze swoimi najbliższymi i choćby poinformować, że żyje. Tak naprawdę bowiem, nawet nie wiemy, czy potencjalny gwałciciel Molly rzeczywiście nie żyje, czy tylko jej się tak wydawało. 

Molly uważa, że ma zmysł detektywistyczny i w wielu wypadkach dobrze kojarzy fakty, ale jej śledztwa kończą się sukcesem raczej dzięki szczęściu niż efektom pracy śledczej. Przynajmniej takie mam wrażenie. :)



No, dobrze, dość już krytykanctwa. Podobało mi się umiejętne wplecenie do fabuły rzeczywistych wydarzeń historycznych i osiągnięć technicznych, które wzbogacały życie nowojorczyków (np. kino, kolejka). Liczę na to, że kolejne tomy tej wartkiej opowieści o przygodach Molly Murphy rzucą nas jeszcze do Irlandii i pozwolą wyjaśnić moje wątpliwości, które opisałam wyżej.

Z trzech pierwszych tomów najbardziej zainteresowały mnie dwie pierwsze książki, tzn. "Prawo panny Murphy" i "Śmierć detektywa", które dostarczyły mi wiele emocji podczas lektury. Mam nadzieję na kontynuację czytelniczej przygody z rudowłosą irlandzką dziewczyną o nieposkromionej energii, ciętym języku i dobrym sercu. 

poniedziałek, 22 maja 2017

Lawrence Durrell, Gorzkie cytryny Cypru




Lawrence Durrell (1912 – 90) był znanym pisarzem angielskim, który urodził się w Indiach i przyzwyczajony do ciepłego klimatu nie znosił angielskiej pogody. To spowodowało, że mieszkał w wielu miejscach na południu Europy, m.in. na Rodos i na Cyprze, by w końcu osiąść we Francji.

Na Cyprze mieszkał w latach 1953-56, kiedy zaczynały się tam niepokoje związane z rozwojem ruchu niepodległościowego, co w końcu zmusiło pisarza do opuszczenia tej pięknej wyspy. „Gorzkie cytryny Cypru” to – jak zapowiada podtytuł – opowieść o wyspie i ludziach.

Pierwsza część tomu jest ciepłą i dowcipną opowieścią o północnym Cyprze, ludziach, których spotkał Durrell podczas zakupu domu na wyspie. Przyznam, że opis transakcji kupna domu w Bellapais był jednym z najzabawniejszych opisów śródziemnomorskiej kultury życia. :) Choć nastrój tych wspomnień jest ciepły i nostalgiczny, ludzie przyjaźni, to jednak w miarę upływu czasu do głosu dochodzi polityka i rozbieżne interesy Grecji, Turcji i Wielkiej Brytanii na urokliwej wyspie.

Pisarz opisuje te wydarzenia z sympatią wobec Cypryjczyków, ale ze stoickim spokojem odnotowuje również kompletnie oderwaną od realiów politykę brytyjską, co przyczynia się do zaognienia sytuacji i eskalacji zagrożenia dla Brytyjczyków i dla tych Cypryjczyków, których uważa się za ich popleczników.

Końcówka książki to już właściwie relacja z początku wojny domowej, co doprowadza do skrytobójczych zabójstw i gróźb śmierci wobec osób zbyt blisko związanych z władzami brytyjskimi.

Pisarz, który przez ostatnie lata pobytu na wyspie był zatrudniony w administracji gubernatora, czuje narastające zagrożenie i ostatecznie opuszcza ten piękny zakątek świata.

Choć pisarz nie wspomniał w książce o swojej sytuacji rodzinnej, to sprawiała ona, że jego rozterki i obawy były większe niż to, co możemy wyczytać z kart wspomnień. Na skutek choroby drugiej żony, Lawrence Durrell przybył na Cypr z dwuletnią córeczką, a opuszczał wyspę, gdy ta miała pięć lat. Obawa o życie swoje i dziecka na pewno odegrała rolę w podjęciu tej trudnej decyzji, gdy ukochany dom mógł stać się śmiertelną pułapką.

Książka, która zapowiada się jak prekursorka ciepłych opowieści o Anglosasach, którzy zdecydowali się osiąść na południu Europy, przekształca się w trakcie lektury w opowieść o zagubieniu zwykłego człowieka w meandrach polityki, która niestety ma wpływ na jego życie.

Zachęcam do przeczytania tej książki. Oprócz walorów literackich i poznawczych (miałam dość mgliste pojęcie o wydarzeniach na Cyprze w latach 50-tych XX w.), ta książka wzbudziła też we mnie ochotę do poznania „Kwartetu aleksandryjskiego”, najważniejszego dzieła Lawrence’a Durrella.

   
Autor: Lawrence Durrell
Tytuł oryginalny: Bitter lemons
Wydawnictwo: świat Książki
Tłumacz: Małgorzata Szubert
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 223



sobota, 22 kwietnia 2017

Jackie Todd, Nasze piękne dni i kochane psy w Andaluzji







Książkę Jackie Todd kupiłam przypadkowo, zapewne z uwagi na korzystną cenę. Przeleżała ona jednak w mojej biblioteczce ładnych parę lat, zanim ostatecznie się z nią zapoznałam w chwili, gdy potrzebowałam lżejszej lektury. :)

Te bezpretensjonalne wspomnienia opowiadają o dwojgu uznanych londyńskich architektach, którzy prowadzą tryb życia charakterystyczny dla ludzi sukcesu w wielkiej metropolii i nie mają czasu na smakowanie życia, lecz marnotrawią go na pracę i zbyt szybką konsumpcję. Ich wymarzonym miejscem do życia stała się Andaluzja, gdzie ulokowali swój wymarzony dom. Najpierw przyjeżdżali tam na wakacje, po kupieniu domu spędzali tam każdą wolną chwilę, aż pewnego dnia dojrzeli do decyzji o rzuceniu londyńskiego życia i przeniesieniu się na południe Hiszpanii na stałe.

Poznają ludzi, kupują kolejne domy, które zarabiają na siebie dzięki Europejczykom spragnionym wakacyjnego słońca i piękna andaluzyjskiego krajobrazu. Jackie wraz z mężem odnaleźli sens życia nie tylko dzięki miejscu, w którym się osiedlili i ludziom, których spotkali, lecz również dzięki zwierzętom, które przygarnęli. Zasłynęli bowiem w okolicy dzięki przyjmowaniu pod swój dach psów i kotów, które zostały porzucone. W rezultacie, na ich hacjendzie znajdowało się pod koniec opowieści kilkanaście zwierząt, a wielokrotnie więcej przewinęło się przez ich dom, który służył zwierzakom za tymczasowe schronienie zanim odnalazły swoje miejsce na ziemi.

Autorka pisze z zachwytem o swoim nowym życiu, chwali ludzi, sławi andaluzyjską przyrodę. Widać, że ta zmiana wyszła parze londyńczyków na dobre. Mnie nieco irytowała ledwo dostrzegalna nuta protekcjonalności wobec Andaluzyjczyków i ich nieznajomości zdobyczy cywilizacji, ale to tylko szczegół, gdyż książkę czyta się dobrze.  Można tylko westchnąć i pomarzyć o hiszpańskim dolce vita, zwłaszcza, gdy za oknem wiosenne deszcze... 


Autor: Jackie Todd
Tytuł oryginalny: Dog days in Andalucia tails from Spain
Wydawnictwo: Amber
Tłumacz: Agata Kowalczyk
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 280




wtorek, 29 marca 2016

Alison Maloney, Pod schodami. Życie codzienne służby domowej w początkach XX w. w Anglii





Któż z nas nie ogląda brytyjskich seriali nakręconych na podstawie wspaniałych angielskich powieści? Ogląda się „Panie z Cranford”, „Dumę i uprzedzenie”, „Północ Południe” i choć śledzimy w napięciu losy głównych bohaterów i ich zawikłanych relacji uczuciowych, to zawsze w tle pojawiają się ci, bez których angielscy dżentelmeni i damy nie mogliby funkcjonować: służba domowa. Nic więc dziwnego, że powstały również seriale poświęcone życiu służących, tej kaście ludzi mieszkających „pod schodami”. 

W latach 90-tych XX wieku bardzo popularny był zabawny serial BBC „Pan wzywał, milordzie?”, a ostatnio rekordy popularności bije „Downton Abbey”, gdzie perypetie służby są równoprawne w stosunku do arystokratów, u których służą.

Gdy tylko zauważyłam, że pojawiła się książka poświęcona życiu służby w Anglii byłam pewna, że ją przeczytam i tak się stało dzięki mojej bibliotece dzielnicowej, której nigdy dość się nie nachwalę. :) 

Autorka w przystępny sposób prezentuje sytuację bytową służących, ich hierarchię i poziom życia. Autorka prezentuje również proces stopniowej emancypacji i poprawy warunków pracy, co było spowodowane rozwojem przemysłu, usług, co skutkowało pojawieniem się nowych, atrakcyjniejszych możliwości zatrudnienia. Nie bez znaczenia był też wybuch I wojny światowej i odejście kilkaset tysięcy służących do wojska. 

Poznajemy tło społeczne , obowiązki poszczególnych grup służących, a także stosunki między nimi. Ta hierarchia była niezmiernie ważna. Najwyżej usytuowanego w niej kamerdynera od stojącej na przeciwległym krańcu posługaczki dzielił ogromny dystans, właściwie niemożliwy do zniwelowania. Najmniej znaczący służący nie byli w ogóle dopuszczani do części domu zajmowanej przez właścicieli. Ci, zajmujący ważniejszą pozycję w hierarchii, uczestniczyli w ich życiu i byli dopuszczani do najbardziej prywatnych spraw „państwa”.

Autorka przybliża czytelnikowi kwestie związane z poziomem zarobków, zakresem obowiązków zwracając uwagę na właściwie brak wolnego. Prawo do dnia wolnego kształtowało się powoli, ale było możliwe do osiągnięcia dopiero w XX wieku. Inna sprawa, że pozycja służącego w XIX wieku była, mimo dużych obciążeń, bardzo pożądana wobec ogromnej nędzy biedniejszych warstw społeczności we wsi i w mieście.

Na początku XX wieku pojawiły się inne formy aktywności zawodowej dla dziewcząt w sklepach, fabrykach i biurach, co przyczyniło się do znaczącego obniżenia atrakcyjności pracy na służbie. Ta sytuacja zmusiła też pracodawców służących do zaoferowania bardziej korzystnych warunków zatrudnienia. Jednak prawdziwym „gwoździem do trumny” służby była jednak I wojna światowa, kiedy to w Wielkiej Brytanii ze służby odeszło ok. 400 tys. osób, które po wojnie albo nie mogły, albo w znaczącej większości nie chciały wracać na pozycję służącego wobec pojawienia się nowych możliwości zawodowych.

Czyta się tę pozycję bardzo dobrze, zawiera wiele interesujących informacji, a język jest bardzo przystępny. Książka Alison Maloney nie jest pozycją naukową, bibliografia jest dość uboga i w sumie mało satysfakcjonująca. Niemniej jednak, a może właśnie dlatego, powinna być to lektura obowiązkowa dla wszystkich wielbicieli epoki edwardiańskiej, jak i wiktoriańskiej, gdyż Autorka w swych rozważaniach sięga również po przykłady z końca XIX wieku. Polecam!


Autor: Alison Maloney
Tytuł oryginalny: Life below stairs
Wydawnictwo: Bellona
Tłumacz: Krzysztof Cieślik
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 184



P.S. Po niemal dwóch miesiącach uświadomiłam sobie, że w lutym stuknęło mi 5 lat blogowania. Oddzielnego wpisu z tej okazji nie będzie, ale cieszę się, że to miejsce w sieci nadal istnieje. 

Dziękuję wszystkim, którzy czytają moje notki i przepraszam, że ostatnio brakuje mi czasu na odwiedzanie i komentowanie  na ulubionych blogach. Mam nadzieję, że to się jeszcze zmieni. :)

Pozdrawiam serdecznie!



środa, 2 grudnia 2015

Edmund de Waal, Zając o bursztynowych oczach





Elegancko wydana książka kompletnie mi nieznanego autora przyciągnęła moją uwagę na tyle, aby zdecydować się na jej kupno. I przyznam, że były to nieźle wydane pieniądze.:)

Tę książkę trudno zaklasyfikować gatunkowo. Nie jest to klasyczna biografia, nie są to wspomnienia, trudno ją też uznać za sagę rodzinną, choć dotyczy losów jednej z najbogatszych rodzin żydowskich przełomu XIX i XX wieku. 

Edmund de Waal, potomek rodu Ephrussich, za punkt wyjścia do opowieści historii rodziny przyjął losy kolekcji netsuke - 264 maleńkich japońskich figurek z kości słoniowej. Zgromadził je Charles Ephrussi, wyrafinowany paryski kolekcjoner sztuki. Figurki te to jedyny ślad po oszałamiającym bogactwie rodziny, które zostało unicestwione przez nawałnice dziejowe XX wieku.

Kolekcja figurek netsuke rodziny Ephrussich
Źródło



Ta żydowska rodzina wywodziła się z carskiej Rosji, dokładniej z Odessy, gdzie wzbogacili się na handlu zbożem. Jak ogromne musiało być to bogactwo świadczyć mogą choćby budowle, które wznieśli bądź nabyli w Paryżu i Wiedniu, głównych stolicach europejskich, dokąd przenieśli swoje interesy.

O, taki pałac rodzina Ephrussich wzniosła w Wiedniu
Źródło



Pierwsza część opowieści de Waala jest zdominowana przez postać Charlesa Ephrussi, konesera sztuki, estety i znanej osobistości Paryża belle epoque. To właśnie on nabył kolekcję netsuke, która później została przekazana w podarunku ślubnym wiedeńskiemu kuzynowi i była niemym obserwatorem oszałamiającego sukcesu, narastających trudności i ostatecznego upadku rodu. Finansowo rodzinę osłabiła I wojna światowa i wydatki związane z popieraniem Cesarstwa Austro-Węgierskiego, a kompletny upadek z groźbą utraty życia przyszedł w momencie Anschlussu Austrii i wprowadzenia antyżydowskich regulacji prawnych. Członkowie rodu Ephrussich uszli z życiem, ale ich bogactwo przepadło. Nie udało się odzyskać choćby jego cząstki. Po latach resztki kolekcji netsuke trafiły do Japonii, skąd oryginalnie pochodziły. Potem trafiły w ręce de Waala, uznanego artysty ceramika, który postanowił napisać tę książkę wspomnieniową i oddać hołd przodkom upamiętniając ich w ten niezwykły sposób.

Autor prowadzi swą opowieść z rozmachem, w formie niespiesznej, niezwykle plastycznej gawędy. Dużą uwagę przywiązuje do opisu tła, czyli ówczesnego Paryża i Wiednia, gdzie głównie rozgrywały się losy Ephrussich. W przypadku Paryża te opisy są czasem zbyt specjalistyczne, koncentrujące się na detalach, które docenić mogą chyba tylko historycy sztuki. Autor z pietyzmem opisuje falę japonizmu, jaka zalała Paryż pod koniec XIX wieku. Niewątpliwie problemem był brak odpowiedniej dokumentacji i z tego zapewne wynika styl tej opowieści, który pozostawia w pamięci czytającego nie osobowości przodków, a raczej ogólną atmosferę miejsc, w których przyszło im żyć oraz niekwestionowaną aurę bogactwa. Poza Charlesem Ephrussim, o którym chyba dowiadujemy się najwięcej, inni członkowie rodziny przypominają cienie przeszłości bez jakichś charakterystycznych właściwości. 


Książka niewątpliwie warta jest przeczytania. Dzięki niej możemy poznać niesamowitą historię rodziny od relatywnego ubóstwa (akurat nieopisanego) aż do niewyobrażalnego bogactwa i upadku spowodowanego wydarzeniami dziejowymi. Choć żaden z bohaterów nie utkwił mi specjalnie w pamięci, to jednak ta historia rodzinna, której symbolem są losy kolekcji japońskich figurek z kości słoniowej, robi wrażenie i pozostaje w pamięci.



Autor: Edmund de Waal
Tytuł oryginalny: The Hare with Amber Eyes: a Family's Century of Art. and Loss
Wydawnictwo: Czarne
Tłumacz: Elżbieta Jasińska
Rok wydania: 2013

 
 

piątek, 7 sierpnia 2015

Ian Rankin, Stojąc w cudzym grobie






Ian Rankin stworzył postać Johna Rebusa, „antysystemowego” jakby dziś się powiedziało, oficera policji edynburskiej i odniósł spektakularny sukces. „Pożegnalny blues”miał być pożegnaniem z tą serią i postacią. Jednak nowy bohater, Malcolm Fox nie wzbudził – jak mi się wydaje – tak wielkiego zainteresowania jak Rebus, tak więc Rankin postanowił kontynuować losy bohatera, który przyniósł mu sukces. 

„Stojąc w cudzym grobie” jest kryminałem, w którym występują zarówno Rebus, jak i Siobhan Clarke, jego wychowanka i równoprawna bohaterka ostatnich części cyklu, oraz Malcolm Fox. Choć pomaga Wydziałowi Spraw Otwartych i Niewyjaśnionych tylko jako emerytowany gliniarz w cywilu, to nadal jest niepoprawny, stosuje swoje metody śledcze psując krew swoim współpracownikom, zwłaszcza tych z „wierchuszki” edynburskiej policji.

Dobry stary Rebus wrócił, chciałoby się powiedzieć i w dużej mierze tak właśnie jest. Nie skłamię, gdy napiszę, że z dużą przyjemnością przeczytałam ten kryminał. Lubię styl Rankina, sposób prowadzenia przez niego opowieści i lubię Rebusa, który swoim nonkonformistycznym postępowaniem ściąga na siebie kłopoty. Odnalazłam w tej książce klimat, który sprawił, że John Rebus jest jednym z moich ulubionych literackich detektywów, i cieszę się, że miałam okazję przeczytać tę książkę. Wkrótce zresztą będziemy mieli okazję poznać drugą odsłonę przygód Rebusa w odnowionej serii.

Niemniej jednak, parę kwestii mnie zawiodło. Nie podobało mi się rozwiązanie zagadki kryminalnej. Było takie… nierebusowe i „na siłę”, jakby Rankin nie miał pomysłu, jak to rozwiązać. Mam także zastrzeżenia do samej intrygi kryminalnej, gdyż nie wyjaśniono przekonująco celu powstania kluczowego tropu. Pojawił się Rebus, odkrył jego znaczenie, ale czytelnik nie dowie się, po co powstał i po co.

Nie zachwyciła mnie również postać Malcolma Foxa, bohatera dwóch książek powstałych po zakończeniu (jak się okazało przedwczesnym) cyklu z Rebusem. Nie czytałam ich, ale jeśli Fox jest w nich takim „czepialskim” dupkiem jak w tej książce, to nic dziwnego, że Rebus musiał wrócić. Fox z uporem godnym lepszej sprawy śledzi potencjalne korupcyjne związki emerytowanego gliniarza, którego sposób bycia jest nieco niestandardowy, jakby w całej edynburskiej policji nie było bardziej narażonych na pokusy policjantów.

Ciekawą odmianą w stosunku do „starych” Rebusów było wyprowadzenie naszego bohatera poza Edynburg. Tym razem sporo podróżuje on po Szkocji, my razem z nim, ale powrót do miasta, na jego ulice, do jego barów jest zawsze jakby powrotem do domu. :)

Cieszy mnie również spotkanie z Siobhan Clarke, która w ostatnich częściach była równoprawną partnerką Rebusa. Teraz wspina się po szczeblach kariery. Czy bliska współpraca ze starym przyjacielem jej nie zaszkodzi?

Z radością, choć nie bez uwag krytycznych, witam powrót Johna Rebusa i na pewno z chęcią przeczytam kolejną odsłonę jego przygód. Liczę na to, że Malcolm Fox nie będzie już tak wkurzający.


Autor: Ian Rankin
Tytuł oryginalny: Standing in Another Man's Grave
Wydawnictwo: Albatros
Tłumacz: Jan Kraśko
Rok wydania:
Liczba stron: 448

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rachel Cusk, Arlington Park




„Arlington Park był miejscem tajemniczym; przedmieściem, a tak naprawdę wielką wioską, choć nawet tu potęga życia jawiła się w całej swej okazałości, obdzielając świat swoim niepohamowanym, odwiecznym uniwersalizmem. Wszystko tu było żywotne i niezłomne, to całe zdobywanie i posiadanie, ten rozwój, to nieustanne i wojownicze domaganie się uznania.” (s. 46)

Rachel Cusk to pisarka, której nazwisko jest już dobrze znane w kręgach literackich. „Arlington Park” to siódma książka w jej dorobku, która znalazła się w finale nagrody Orange Prize w 2007 r. Jej akcja toczy się w ciągu jednego deszczowego dnia w Arlington Park, fikcyjnym przedmieściu Londynu, zamieszkanym głównie przez rodziny z dziećmi klasy średniej. Cusk opowiada nam o jednym dniu z życia pięciu kobiet, żon i matek, które podczas rutynowych zajęć zastanawiają się nad sensem funkcjonowania w domowym kieracie. Mimo wykształcenia większość z nich nie pracuje poświęcając się życiu domowemu, które sprawia wrażenie pułapki, w której ugrzęzły ich wcześniejsze plany i aspiracje. Uczucia i rozmyślania bohaterek są zadziwiająco podobne w swoim krytycyzmie wobec macierzyństwa oraz związku z mężem. Jedna z bohaterek nawet posuwa się do stwierdzenia, że mąż ją „zamordował” podejmując decyzję o przeprowadzce na przedmieścia. Wszystkie bohaterki są zajęte swoimi problemami, swoim zmęczeniem, swoją frustracją i swoją krzywdą… 

Wizja macierzyństwa i życia domowego zarysowana w tej książce jest niesłychanie pesymistyczna. Czytając ją miałam wrażenie, że wszystkie bohaterki są pogrążone w niekończącej się depresji, której powodem są dzieci i mężowie. Wszystkie z nich mają problemy w komunikowaniu się. Ich myśli, prezentowane przez Cusk w formie strumienia świadomości, są zupełnie niezgodne z tym, co robią i mówią. Na horyzoncie nie widać najbledszej iskierki sygnalizującej poprawę, gdyż wpleciony wątek dotyczący matki jednej z naszych bohaterek również nie napawa optymizmem. Po śmierci męża i rozpoczęciu przez córki życia na własny rachunek zabija ona czas alkoholem i niekończącymi się rozmowami telefonicznymi, którymi chce zagłuszyć narastającą samotność. Podsumowując, w świecie opisanym przez autorkę kobiety mają – excusez le mot - „przerąbane” w momencie, gdy założą rodzinę. 

Żadna z bohaterek nie wzbudziła mojej sympatii, a jakieś żywsze uczucia odczułam jedynie wobec zaniedbanej Solly, oczekującej narodzin czwartego dziecka, która pod wpływem swojej lokatorki postanowiła zawalczyć o siebie przynajmniej w odniesieniu do przeniesienia części obowiązków na męża. Jednak jest to bohaterka, która pojawia się w książce zaledwie w jednym rozdziale i jej historia jest odseparowana od pozostałych (nie rozgrywa się jedynie podczas tego deszczowego dnia).

Paradoksalnie, wiele z odczuć bohaterek jest mi bliska. Również miałam dosyć obowiązków związanych z opieką nad dzieckiem, zasypiałam na stojąco, zmieniałam pieluchy, dziecko mnie denerwowało swoimi kaprysami, ale nigdy nie opisałabym swojego życia i doświadczenia macierzyństwa w tak ciemnych barwach. Ważną rolę w zaprowadzeniu w życiu właściwej równowagi mają nasi partnerzy. W książce Cusk mężczyźni są bezbarwni, nic nie wnoszą do akcji, chyba że przyczyniają się do jeszcze większego stresu odczuwanych przez ich żony. Może Cusk przeniosła swoje doświadczenia i odczucia do tej książki, ale są one wybitnie jednostronne i nie zgadzam się z tą wizją. Mimo że bohaterek jest aż pięć, prezentują one bardzo zbliżony pogląd na macierzyństwo, nie ma wśród nich żony i matki zadowolonej z życia, kochającej i kochanej. Wnioskując z tej książki bohaterką, która zawalczyła o siebie i swoją podmiotowość jest lokatorka jednej z bohaterek, która zostawiła męża i dziecko (któremu jest z ojcem „dobrze”) i ruszyła w świat kontynuując karierę prawniczą. Szczerze powiem, że wątpię, aby jej szczęście mogło być kompletne.

Jest to książka napisana interesująco, stylowo niewiele można jej zarzucić, gdyż nawet pewne dłużyzny zbytnio nie drażnią. Widać w niej wpływ „Pani Dalloway” Virginii Woolf, na której podobno Cusk się wzorowała. Niemniej jednak, mimo zrozumienia dla wielu uczuć i rozterek bohaterek, nie jestem w stanie zaakceptować tak beznadziejnej wizji życia rodzinnego. Nie ma wśród bohaterek żadnej, która miałaby nieco optymistyczniejsze podejście do swojej roli żony i matki. Ta jednostronność i wszechobecny pesymizm dołuje i przyznam, że z ulgą zakończyłam tę wizytę w Arlington Park. Nie żałuję, że sięgnęłam po tę książkę; nawet nie mogę powiedzieć, że jestem zaskoczona jej wydźwiękiem, gdyż czytałam parę wywiadów z pisarką, w których nie ukrywa swojego podejścia do macierzyństwa, ale jednak jestem nieco rozczarowana jednowymiarowością przekazu.

 


Rachel Cusk (ur. 1967) – z pochodzenia Kanadyjka, mieszkała i kształciła się w Anglii i Stanach Zjednoczonych. Autorka sześciu powieści, m.in. znanych polskim czytelnikom "Arlington Park" i "Wariacje na temat rodziny Bradshaw". Jest laureatką Nagrody im. Somerseta Maughama i Nagrody Whitbread, a w 2007 roku znalazła się w ścisłym finale Nagrody Orange przyznawanej najlepszym pisarkom. 
 
 
 

Autor: Rachel Cusk
Tytuł oryginalny: Arlington Park
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tłumacz: Paweł Łopatka
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 308

 

środa, 18 czerwca 2014

Ian Rankin, Pożegnalny blues




John Rebus to jeden z moich ulubionych detektywów literackich. W polskim przekładzie ukazało się 11 z 17 pierwotnych części cyklu. Opóźniałam moment przeczytania „Pożegnalnego bluesa” reklamowanego jako „ostatnia powieść z inspektorem Rebusem”, aż ta zapowiedź stała się nieaktualna, gdyż Ian Rankin wydał ostatnio dwie książki (jedna z nich - "Stojąc w cudzym grobie" - ukaże się "na dniach" w polskim tłumaczeniu), w których Rebus się pojawia razem z nowym bohaterem Malcolmem Foxem („Sprawy wewnętrzne”). 

Akcja „Pożegnalnego bluesa” toczy się w ostatnim tygodniu pracy Rebusa w policji przed odejściem na emeryturę, której wielu wyczekuje z utęsknieniem, zwłaszcza przełożeni niepokornego detektywa. Tymczasem dochodzi do zabójstwa rosyjskiego poety, niechętnego władzom rosyjskim i przebywającym na emigracji. Śmierć Rosjanina wypada nie w porę, gdyż w Edynburgu gości wysoko postawiona delegacja rosyjskich przedsiębiorców zainteresowanych inwestycjami, co – rzecz jasna – budzi w lokalnych politykach chęć uprzyjemnienia im pobytu w mieście. Tymczasem Rebus wraz ze swoją partnerką, uczennicą, która obecnie dowodzi grupą śledczą, pojawiają się co chwila w polu widzenia zadając pytania dotyczące morderstwa. Wkrótce dochodzi do kolejnej niewyjaśnionej śmierci osoby związanej z poetą i pytania zaczynają się mnożyć. Rebus w swoim stylu podpada szefostwu, które go zawiesza do dnia, w którym opuści na emeryturę. Rebus stara się jednak dojść prawdy pomagając osamotnionej Siobhan… 


Jeśli lubicie niepokornych policjantów, kochających dobrą muzykę, whisky i edynburskie klimaty to warto zainteresować się cyklem Iana Rankina. Mimo oczywistych wad uważam Johna Rebusa za bliskiego mi człowieka, a szczególny sentyment mam do jego przyjacielskiej relacji z Siobhan Clarke, która z czasem przejmuje wiele jego cech i przyzwyczajeń, ale przede wszystkim uczy się, jak być dobrym detektywem. Bo John Rebus to fachowiec. Potrafi często dojrzeć drugie, a nawet trzecie dno. 

Ciekawym, powracającym wątkiem cyklu o Rebusie jest również jego związek z Morrisem Cafferty, zwanym „Dużym Gerem”, szefem edynburskiego podziemia kryminalnego. Jest on swoistą Nemezis Rebusa, któremu – mimo podejmowanych prób – nigdy nie udało się złapać Caferty’ego na przestępstwie. Działa on bowiem zupełnie w innej lidze niż pospolici przestępcy i chyba nawet jest mile połechtany zainteresowaniem Rebusa i ich rywalizacją. W tej – ostatniej jak planował autor – części cyklu również dochodzi do ich spotkania, które kończy się w dramatyczny, choć nie wyjaśniony do końca, sposób. 

Nie będę specjalnie rozpisywać się o intrydze kryminalnej, która jest w „Pożegnalnym bluesie” jak zwykle świetna (weźcie jednak pod uwagę, że nie jestem obiektywna w kwestii oceny tego cyklu:)), naznaczona dociekliwością i badaniem każdego, choćby najmniej obiecującego tropu. Z ciekawością przemierzałam kolejne zakątki Edynburga w poszukiwaniu rozwiązania zagadki dwóch morderstw. Nie ma tu szybkiej akcji, nie raz i nie dwa zabrniemy z Johnem i Siobhan w ślepy zaułek gubiąc się w rozgrywkach polityczno-biznesowych, ale dociekliwość detektywów budzi szacunek. Niemniej jednak, najważniejszy dla mnie jest klimat tego cyklu, którego niezbędnym elementem jest główny bohater, ale również Siobhan, którą bardzo polubiłam i naprawdę żałuję, że Ian Rankin nie zdecydował się na cykl, w którym grałaby główną rolę. Książki z Rebusem mogą być kopalnią informacji o muzyce i wykonawcach, którzy odchodzą powoli w zapomnienie, ale ich muzyka na to nie zasługuje. Czekam aż ktoś zdecyduje się opracować płytę z wykonawcami słuchanymi przez Rebusa. Byłby to klimatyczny mix kawałków bluesa I jazzu, dość staromodny w kontekście dzisiejszych trendów muzycznych, ale niewątpliwie odzwierciedlałby on duszę Rebusa bądź też Rankina. Uwielbiam również specyficzne poczucie humoru Rebusa. Nie mogę również nie wspomnieć o kolejnym magnesie przyciągającycm mnie do lektury tego cyklu, a więc o Edynburgu. To magiczne szkockie miasto, z którym Rebus zrósł się niemal w całość jest bezsprzecznie nie tylko tłem akcji, ale również pełnoprawnym bohaterem tych książek. Ciekawe, czy nowe książki z Rebusem i Foxem przypadną do gustu fanom edynburskiego detektywa. 


P.S. Pięknie o literackim Edynburgu napisała Dabarai, która w dodatku miała okazję spotkać się (przypadkowo!) z Ianem Rankinem, co zostało uwiecznione stosowną fotką. Pełną relację znajdziecie tutaj.



Ian Rankin (ur. 1960) – szkocki pisarz, znany głównie z cyklu kryminalnego z Johnem Rebusem w roli głównej. Pierwsza część cyklu pt. „Supełki i krzyżyki” ukazała się w 1987 r. Oficjalna strona pisarza to: http://www.ianrankin.net/


Źródło zdjęcia





Autor: Ian Rankin
Tytuł oryginalny: Exit Music
Wydawnictwo: Albatros
Tłumacz: Lech Z. Żołędziowski
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 480


poniedziałek, 24 marca 2014

David Mitchell, Atlas chmur




„Patrzałem na bujane chmury, leżąc na płask w kajaku. Dusze przemierzają wieki, jak chmury przemierzają niebo i choć ani kształt chmury, ani barwa, ani wielkość nigdy takie same nie zostają, ciągle jest chmurą. I tak samo z duszą jest. Kto rzec może, skąd chmura przywiała? Albo kto tą duszą będzie jutro? Tylko Sonmi, wschód i zachód i kompas, i atlas. Tak, tylko atlas chmur.” (s. 328)

Obiło mi się o uszy nazwisko autora, potem książka, następnie film, ale tak jakoś nie mogłam się zdecydować, czy chcę tę książkę przeczytać. Moje pierwsze podejście do Mitchella okazało się niewypałem, gdyż nie byłam w stanie przebrnąć przez „Sen numer dziewięć”. Gdy jednak natknęłam się w bibliotece na „Atlas chmur” postanowiłam zmierzyć się z twórczością autora po raz kolejny. Po pierwszych pięćdziesięciu stronach myślałam, że Mitchell ponownie okaże się pisarzem nie dla mnie. Odłożyłam książkę, przeczytałam dwie inne i znowu wróciłam do „Atlasu chmur”. Powrót ten okazał się słusznym wyborem, gdyż po przełamaniu „pierwszych lodów” książka przykuła mnie do siebie dopóki jej nie skończyłam i w ten sposób niejako przyznałam rację jednemu z bohaterów książki, który mówi, że „Do połowy przeczytana książka to jak na wpół skończony list miłosny.” (s. 70) :)

Każdy, kto już doświadczył tej lektury, wie dobrze, że jej streszczanie mija się z celem, o ile jest w ogóle możliwe. Gdy się człowiek zaweźmie, to może i uda się w miarę koherentnie przekazać treść kolejnych nowel, ale zupełnie nie odda to istoty tej książki. Pozwólcie więc, że zacznę od omówienia konstrukcji książki starając się nie odnosić się do treści, gdyż na własne odkrycie i interpretację tej książki zasługuje każdy przyszły czytelnik. 

Książka składa się z sześciu nowel.
Każda z nich toczy się w innym momencie dziejowym.

Każda z nich to również inny rodzaj literatury:
- powieść historyczna ("Adama Ewinga Dziennik Pacyficzny"),
- obyczajowa z motywem tajemnicy ("Listy z Zedelghem"),
- thriller ("Okresy półtrwania. Pierwsza zagadka Luisy Rey"),
- (dość gorzka) komedia ("Upiorna udręka Timothy’ego Cavendisha"),
- science-fiction ("Antyfona Sonmi-451"),
- powieść "postapokaliptyczna" ("Bród Slooshy i wszystko co potem"). 

Pięć z tych nowel zostaje przerwanych w kulminacyjnym momencie, jedynie opowieść Zachariasza ("Bród Slooshy..."), tocząca się po zagładzie cywilizacji, przekazana jest w całości. Potem kolejne nowele są kontynuowane, ale w odmiennej kolejności, tworząc niejako piramidę. Dlatego też, „Atlas chmur” zaczyna się i kończy opowieścią Adama Ewinga.
 
W kolejnych opowieściach obecny jest motyw podróży. Bohaterowie uciekają przed losem, poszukują prawdy i wyjaśnienia zasad rządzących ich życiem. Jest to nie tylko podróż w sensie fizycznym, ale i podróż w poszukiwaniu siebie i sensu życia. Ta podróż to niemal w każdym przypadku objawienie, a przynajmniej osiągnięcie wyższego poziomu świadomości. 

Element każdej opowieści pojawia się w następnej w roli detalu czy wspomnienia niczym elementy rosyjskiej matrioszki, znanej wszystkim zabawki. Dość dokładnie ten pomysł na przedstawienie ciągu zdarzeń odzwierciedla opinia jednego z drugoplanowych bohaterów jednej z nowel:

„Symetria wymaga istnienia również faktycznej oraz wirtualnej przyszłości. Wyobrażamy sobie, jak będzie wyglądał przyszły tydzień, przyszły rok, czy rok 2225 – wyobrażamy sobie wirtualną przyszłość zbudowaną z życzeń, przepowiedni + marzeń na jawie. Ta wirtualna przyszłość może wpływać na rzeczywistą przyszłość, jak w samospełniającej się przepowiedni, lecz przyszłość faktyczna zaćmi naszą przyszłość wirtualną w sposób tak oczywisty, jak jutro przyćmiewa nasze dzisiaj. Podobnie jak Utopia, rzeczywista przyszłość + przyszłość wirtualna istnieją jedynie w mglistej dali, gdzie nikomu na nic się nie przydają. (…)
Model czasu: niekończąca się matrioszka z namalowanymi momentami, każdą laleczkę (teraźniejszość) umieszczoną wewnątrz łańcucha laleczek (wcześniejsze teraźniejszości) nazywam faktyczną przeszłością, ale postrzegamy ją jako przeszłość wirtualną. Laleczka „teraz” w podobny sposób obejmuje łańcuch wszystkich teraźniejszości, które dopiero nastąpią, a które ja nazywam faktyczną przyszłością, lecz postrzegamy je jako przyszłość wirtualną.” (s. 415)
 
Każda z nowel jest napisana innym językiem. Tylko trzy z nich napisane są klasycznym angielskim, pozostałe wymagały ogromnej inwencji tłumacza. Nie chodzi mi tu o oddanie gwary czy specyfiki języka, ale konieczność wymyślenia nowych słów, zwrotów, szyku zdań w duchu opowieści korelującej z językiem i rzeczywistością, w której żyją bohaterowie. Ogromne pochwały i uznanie należą się polskiej tłumaczce, pani Justynie Gardzińskiej, gdyż wykonała swoją pracę znakomicie, aczkolwiek wyłapałam dwa drobne błędy*.  

Najtrudniejszy w książce jest początek, gdyż język dziennika Adama Ewinga jest bardzo specyficzny, z odmiennym od współczesnego szykiem zdań, a i temat dotyczący tubylczych plemion Oceanii i Australii nie mieści się w kręgu zainteresowań przeciętnego czytelnika. Po przedarciu się przez pierwszych kilkadziesiąt stron moje początkowe opory znikły i wciągnęłam się w perypetie kolejnych bohaterów.

Tytuł książki pochodzi nie tylko od przytoczonego na początku cytatu z opowieści Zachariasza; to również tytuł koncertu na sześć instrumentów skomponowanego przez Roberta Frobishera, głównego bohatera drugiej noweli. Czy sześć nowel to również instrumenty, na których wygrywana jest historia ludzkości? Książka ta jest bowiem próbą filozoficznego odczytania sensu istnienia, poszukania odpowiedzi, czym jest cywilizacja i człowieczeństwo. Czy historia nie jest takim „atlasem chmur” pełnym ruchu, zwrotów, transformacji i niepewności, jaki kształt przybierze przyszłość? 
 

Ton książki jest w moim odczuciu pesymistyczny. Ludzkość może się wspiąć na wyżyny rozwoju cywilizacyjnego, może osiągnąć niewyobrażalny dla nas i dla naszych przodków poziom technologiczny, ale wcale nie oznacza to, że zniknie z naszego życia brutalność, okrucieństwo i przemoc. Wspinamy się na szczyt ludzkich możliwości, czego wyrazem jest bezlitosny i nieludzki poziom technologiczny cywilizacji w opowieści o Sonmi, by opaść niemal na samo dno w jedynej nieprzerwanej opowieści Zachariasza (Bród Slooshy i wszystko co potem). 

Mimo zróżnicowanych opowieści składających się na „Atlas chmur”, książka stanowi całość. Pokazuje, jak wydarzenia nawet z dalekiej przeszłości przenikają przez siebie i wpływają na przyszłe pokolenia. Jest to nie tylko łańcuch kolejnych wspólnych elementów pojawiających się w kolejnych wcieleniach, lecz również rodzaj zwierciadła, w którym mogą się przeglądać kolejni bohaterowie prezentowanych historii, a również my, współcześni czytelnicy.

To książka z gatunku takich, które przy kolejnym czytaniu pozwalają odkryć coś nowego. Ja ją przeczytałam tylko raz, więc na pewno nie odkryłam wielu znaczeń, powiązań, symboli i tropów. Książka jest wymagająca, pobudza ciekawość, stanowi ćwiczenie intelektualne, ale prezentuje również galerię pełnokrwistych bohaterów, niektórych z wieloma skazami na duszy. Niezależnie jednak od ich prawości, każdy z nich zapada w pamięć, nawet jeśli jest tylko skazanym na zagładę klonem przeznaczonym do usługiwania „czystokrwistym” (czyli ludziom).
 
Książka Mitchella prowokuje wiele pytań o istotę człowieczeństwa. Choć nie jest to dzieło filozoficzne skłania do zadumy, zastanowienia nad porządkiem świata, w którym żyjemy i zachęca do dalszych poszukiwań. Poszukiwań, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Dobre pytanie dla żyjących w XXI wieku.

 
*Wspomniana na stronie 102 Megan jest określona jako siostrzenica bohatera, gdy parę zdań dalej wiadomo już, że jest córką brata bohatera. Drugi błąd to niestety "ortograf": „Leniwie chuśtał nogą. (s. 362)”
 



David Mitchell (ur. 1969) - pisarz brytyjski. Dwie jego najsłynniejsze powieści "sen_numer_9" (2001) i "Atlas chmur" (2004) były nominowane do Nagrody Bookera. Mieszka w Irlandii.


Źródło zdjęcia










Autor: David Mitchell
Tytuł oryginalny: Cloud Atlas
Wydawnictwo: MAG
Tłumacz: Justyna Gardzińska
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 544


Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Besala Jerzy Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Borkowska Urszula Bowen Rhys Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Covey Sean Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnecka Renata Czarnyszewicz Florian Czwojdrak Bożena Dallas Sandra Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domagalski Dariusz Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drewniak Wojciech Drinkwater Carol Drucka Nadzieja Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Dyer Wayne Edwardson Ake Evans Richard Fabiani Bożena Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Filipowicz Wika Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fowler Karen Joy Frankl Viktor Franzen Jonathan Frayn Michael Fredro Aleksander Fryczkowska Anna Fønhus Mikkjel Gaskell Elizabeth Genow Magdalena Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Helsztyński Stanisław Hen Józef Herbert Zbigniew Hill Napoleon Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jahren Hope Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jurgała-Jureczka Joanna Jörgensdotter Anna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karlsson Elise Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kowecka Elżbieta Kościński Piotr Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kręt Helena Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Laurain Antoine Lehtonen Joel Loreau Dominique cytaty Lupton Rosamund Lurie Alison Maciejewska Beata Maciorowski Mirosław Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Małecki Jan McKeown Greg Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Mitchell David Mizielińscy Miłoszewski Zygmunt Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Myśliwski Wiesław Nair Preethi Naszkowski Zbigniew Nesbø Jo Nesser Hakan Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Orlińska Zuzanna Ossendowski Antoni Ferdynand Pająk-Puda Dorota Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pawlikowski Michał Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Przedpełska-Trzeciakowska Anna Puchalska Joanna Puzyńska Katarzyna Płatowa Wiktoria Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Sobolewska Justyna Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szalay David Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Weissensteiner Friedrich White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna de Blasi Marlena Ładyński Antonin Łapicka Zuzanna Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Żylińska Jadwiga
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...