niedziela, 31 maja 2015

piątek, 29 maja 2015

Leopold Staff, Czytelnicy


Źródło


Czytelnicy


Zmierzchem, gdy gaśnie blask słonecznej kuli,
Nad brzegiem wody, gdzie drzew widma mdleją,
Marzy młodzieniec, spragnioną nadzieją
Całując karty powieści o Julii.

I gdzieś o setki mil, parku aleją
Krocząc samotnie, dziewczyna najczulej
Tę samą księgę do swej piersi tuli,
Szepcąc z słodyczą oddania: "Romeo!"

Ta sama książka, chwila i tęsknota
Otwarła duszom ich miłości wrota,
Gdzie, wszedłszy razem w swych wiosen ozdobie,

W objęciu wspólnym przeżyły ekstazy
Pierwszych upojeń, nie znanych dwa razy,
Choć się nie znają ni wiedzą o sobie.

 
Leopold Staff


środa, 27 maja 2015

Emma z Jeleńskich Dmochowska, Dwór w Haliniszkach




Dawno nie sięgałam po typowy romans, na tym blogu właściwie nie ma tzw. "literatury kobiecej", a tu nagle pojawia się wpis o stareńkim romansidle wydanym w serii „Antykwariat polskiego romansu”. Powody tej nietypowej dla mnie lektury są dwa: po pierwsze, w związku z prowadzeniem bloga kresowego chciałam się zapoznać z twórczością kompletnie zapomnianej autorki z Kresów Wschodnich, po drugie zaś, gdy jakoś nie mogłam się zmobilizować do lektury, to zachorowałam i mogłam czytać jedynie coś „lekkiego”. No i już nie było wyjścia, bo „Dwór w Haliniszkach” wydał mi się "najlżejszą" z posiadanych w domu lektur. :)

„Dwór w Haliniszkach” to opublikowana w 1903 roku powieść polskiej pisarki i działaczki oświatowej związanej z Kresami. Fabuła jest dość oczywista. Gdzieś na Wileńszczyźnie, w Haliniszkach, jest dobrze prosperujący dwór, którego gospodynią jest wiekowa już staruszka, zwana marszałkową. Prowadzi gospodarstwo wzorowo i z poszanowaniem tradycyjnych cnót. Pod jej opieką przebywa Zosia, osiemnastoletnia wnuczka, piękna, dobra i pełna uczuć patriotycznych zaszczepionych jej przez babkę. Ten babciny patriotyzm polega głównie na przywiązaniu do ziemi i codziennej pracy mającej na celu dobrobyt gospodarstwa i mieszkających tam ludzi. Zosia nie jest sierotą, jej matka i siostra żyją, ale ich spojrzenie na życie jest zupełnie odmienne. Teresa, siostra Zosi, pod wpływem cudownego ozdrowienia postanowiła poświęcić się Bogu. Podczas poszukiwań klasztoru, do którego chciała wstąpić, doznała wizji, że powinna założyć własne zgromadzenie klasztorne, najlepiej w Rzymie. W tych działaniach wymagających sporych nakładów finansowych i nie liczących się zupełnie z sytuacją pozostawionego pod opieką rodziny Zosi i majątku, wspiera ją matka, której religijność skłania ją do popierania wybujałych ambicji starszej córki.

Jedyną przeszkodą w szybkiej realizacji planów założenia nowego klasztoru, wydaje się być Zosia, której sytuacja, w kontekście ciągłej nieobecności matki jest dość nieokreślona. Obu paniom nasuwa się niemal oczywiste rozwiązanie: najlepiej wydać ją za mąż i kłopot z głowy, a ścieżka do świętości oczyszczona z tej "przeszkody". Oczywiście nieco upraszczam, ale mimo wątpliwości wyrażanych niekiedy przez matkę powyższe podejście do rozwiązania „problemu” dominuje w toku rozumowania obu pań. 

Zosia trafia więc do Rzymu, pojawia się kandydat na męża z tytułem i koneksjami, ale o Zosi myśli również młodzieniec, którego zna od wielu lat; nie ma on majątku, jest zmuszony do zarabiania na życie na Syberii, choć Zosia pozostaje obecna w jego umyśle i sercu…

Więcej chyba nie muszę opowiadać. Mimo rozmaitych perypetii ten romans kończy się tak jak powinien. Dobro zwycięża, a my oprócz romansowej historii dostajemy urokliwy obraz Wileńszczyzny, poznajemy również Rzym z przełomu XIX i XX wieku. Ciekawostką jest również pokazanie dwóch wersji katolicyzmu, tego, który widzi swoje miejsce na ziemi ojczystej w uczciwym życiu i dobrych uczynkach na co dzień i tego oddalonego od maluczkich, skoncentrowanego na pojmowaniu „świętości” jako spełnienia własnych ambicji.

Książkę czyta się dobrze, chociaż pod koniec perypetie zakochanej pary i długie dochodzenie do porozumienia były już nieco uciążliwe i egzaltowane, ale kładę to na karb epoki, w której powstawała ta książka.

Emma Dmochowska jest dziś autorką zapomnianą, choć w swoim czasie była bardzo popularna. Na skutek trudności finansowych jej matka sprzedała rodzinny majątek, o co pisarka miała do niej spory żal. W swojej twórczości podkreślała przywiązanie do ziemi rodzinnej, „małej ojczyzny”, gdyż trwanie na niej uważała za podstawowy objaw i dowód patriotyzmu, który był dla niej wartością nadrzędną. Choć ta lektura to w odczuciu współczesnego czytelnika „ramotka”, to jednak warto po nią sięgnąć, aby zobaczyć, jak toczyło się życie w kresowym dworku i jakim wartościom hołdowano. To świat bardzo daleki od dzisiejszego indywidualizmu i konsumpcjonizmu. Już nie wróci, ale warto pamiętać, że był. Piękna historia o miłości i przywiązaniu do ojczyzny.

 

Książka została przeczytana w ramach projektu Kresy zaklęte w książkach
 

Emma Dmochowska (1864-1919) - polska dramatopisarka, powieściopisarka i działaczka oświatowa. Od 1890 organizatorka kursów dla nauczycieli. Pracowała w redakcji pisma "Zorza Wileńska" i Jutrzenka". Wydawała pismo "Unia" podczas I wojny światowej. Założyła Związek Patriotyczny Polek. W swojej twórczości literackiej omawiała problemy obyczajowe i społeczne.


Autor: Emma z Jeleńskich Dmochowska
Wydawnictwo: Ex Libris
Seria: Antykwariat polskiego romansu
Rok wydania: 2005
Liczba stron: 482

sobota, 23 maja 2015

Słodka sobota...


Źródło


 Słodka sobota

Poranków sobotnich tak mi trzeba,
gdzie słodki rogalik w moim sercu, w ustach,
gdzie kawa mruczy zamiast mnie,
gdzie wstaję, a język mam ciut ociężały.

Słońca jaskrawego tak mi trzeba,
prążkowanego tarasu w portugalskim hoteliku,
moglibyśmy chrupać trzcinę cukrową i
całować się w fotelu,
a twoje usta pachniałyby radośnie chlebem,
i piekarczyki by się w nich krzątały
i właśnie rolowałyby jakieś cudo,
i jak kakao w drożdżówce z kakao
szczęśliwa cisza wiłaby się w naszych ustach,
i tylko leniwy język przecinałby ją raz po raz.

Lajos Parti Nagy

tłum. z węgierskiego Anna Górecka
 

środa, 20 maja 2015

Maja i Jan Łozińscy, W kurortach przedwojennej Polski. Narty Dancing Brydż




Epoką II Rzeczypospolitej interesowałam się od dawna, na pewno zanim swoje książki poświęcone ówczesnemu stylowi życia zaczęli wydawać Maja i Jan Łozińscy czy Sławomir Koper. Jest to epoka fascynująca, zarówno w ujęciu polityczno-społecznym, jak i cywilizacyjno-kulturalnym. Choć czasy te nie były lekkie, łatwe i przyjemne, to jednak 20 lat istnienia niepodległego państwa polskiego pozostawiło po sobie trwałe ślady i wielkie osiągnięcia. Warto tu wspomnieć chociażby iście sprinterską budowę portu w Gdyni czy rozpoczęcie tworzenia Centralnego Okręgu Przemysłowego. Nie chcę się tu dalej rozwodzić nad może niezbyt stosownymi porównaniami z czasami współczesnymi, ale gdy pomyślę o rozbabranej budowie gazoportu, to porównania z osiągnięciami przeszłości nasuwają się same. Ale ja nie o tym… Mając więc na uwadze swoje zainteresowania, sięgam po książki poświęcone stylowi życia w II RP pióra państwa Łozińskich, gdy tylko natknę się na nie w bibliotece. Ostatnio wpadła mi w ręce pozycja poświęcona przedwojennym kurortom i zapewniła mi ona miłą wieczorną lekturę.

Tym razem autorzy zabierają nas do najpopularniejszych przedwojennych kurortów, gdzie wypoczywali znani i lubiani, ale także coraz liczniejsze rzesze lepiej sytuowanych obywateli. Chociaż bowiem turystyka stała się w owym czasie naprawdę powszechna, to jednak nie dotyczyła warstw najbiedniejszych. Mowa więc o rozrywkach i wypoczynku klasy średniej i wyższej. 

Autorzy przedstawiają najsłynniejsze ówczesne kurorty, czyli Zakopane i Krynicę Górską, które ukształtowały swój własny rytm życia i miały stałych bywalców i miłośników, którzy nadawali ton życiu miejscowej elity. Dość wspomnieć Witkacego czy Rafała Malczewskiego. 

Książka ta jednak przypomina również mniej znane obecnie uzdrowiska na Kresach Wschodnich, które w okresie II RP cieszyły się ogromną popularnością z uwagi na piękno krajobrazu i walory klimatyczne. Możemy więc przenieść się w wyobraźni do Truskawca, Jaremcza, Zaleszczyk, Druskiennik. Obecnie mało one przypominają swoje międzywojenne wcielenie, tym bardziej ciekawi nas ich wspomnienie z okresu świetności… Autorzy przypominają również inne miejscowości, które zyskały uznanie turystów w okresie II RP, jak chociażby Kazimierz Dolny czy kurorty nadmorskie. 

Ciekawym epizodem wspomnianym przez autorów jest istnienie pewnego pociągu turystycznego uruchomionego przez PKP na początku lat 30-tych, który potocznie zwano „Narty-Dancing-Brydź”. Główna trasa zaczynała się w Krakowie, biegła wzdłuż Wisły do Zakopanego i Krynicy, potem pociąg jechał od Rymanowa do granicy polsko - ukraińskiej, do miejscowości Sianki, znajdującej się u stóp Czarnohory. W nocy podróżni spali w pociągu i przemieszczali się z jednego kurortu do następnego, a w dzień szaleli na nartach w kolejnych miejscowościach. Co to była za zabawa! Pociągi te były świetnie wyposażone i elegancko urządzone z luksusowymi restauracjami, sypialniami i kabinami kąpielowym. Tylko właściciele pensjonatów byli nieco mniej zadowoleni. :) 

Wydawnictwo nie jest zbyt obszerne, a jego istotnym walorem są liczne fotografie dokumentujące życie w kurortach oraz styl życia urlopowiczów w pięknych okolicznościach przyrody. Nie znajdziemy tu pogłębionych analiz, książka Mai i Jana Łozińskich raczej „ślizga się” po powierzchni, sygnalizuje tematy, prezentuje anegdotki związane z uzdrowiskowym życiem i zachęca do dalszych poszukiwań. Dla mnie była to miła lektura na jeden wieczór. :) 




Autor: Maja i Jan Łozińscy
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 184 

sobota, 16 maja 2015

Dante Alighieri (maj lub czerwiec 1265 r. - 13 lub 14 września 1321 r.)


Dante Alighieri
Źródło



"Dłoń mi na dłoni położył i lice
Ukazał jasne, duchem natchnął śmiałem,
Po czym wprowadził w głębin tajemnice.
Stamtąd westchnienia, płacz, lament chorałem
Biły o próżni bezgwiezdnej tajniki.
Więc, już na progu stając, zapłakałem.
Okropne gwary, przeliczne języki,
Jęk bólu, wycia, to ostre, to bledsze,
I rąk klaskania, i gniewu okrzyki
Czyniły wrzawę, na czarne powietrze
Lecącą wiru wieczystymi skręty,
Jak piasek, gdy się z huraganem zetrze”
 
Opis Piekła
 Dante, "Boska Komedia"




Nie znamy jego dokładnej daty urodzin autora "Boskiej Komedii", ale warto pamiętać o twórcy, urodzonemu 750 lat temu, dzięki któremu dialekt toskański stał się podwaliną języka włoskiego, a jego największe dzieło do dziś funkcjonuje w przestrzeni kulturalnej.


 Dante

Il mio bel San Giovanni.
Dante. Inferno.

Nawet i po śmierci nie powrócił
Do prastarej, bliskiej mu Florencji.
Gdy odchodził, ani się obrócił,
Jemu śpiewam pieśń tę najgoręcej.
Noc, pochodnia i ostatni uścisk,
Dzikie wycie losu brzmi za progiem.
Z głębi piekła na nią klątwę rzucił
I pamiętał o niej w raju błogim.
Ale bosy, w koszuli pokutnej,
Z zapaloną świecą już nie przeszedł
Po Florencji, niskiej i okrutnej,
Upragnionej, wiarołomnej, butnej...


Anna Achmatowa
przeł. Włodzimierz Słobodnik

 

wtorek, 12 maja 2015

Patrick White, Przepaska z liści






„W każdej kobiecie są tajemne głębie, o których sama nawet nic nie wie, dopóki wcześniej czy później coś ich nie wzburzy.” (s. 20)

Od dłuższego czasu intrygowała mnie twórczość Patricka White’a. Nie dlatego, że dostał literackiego Nobla, i nawet nie dlatego, że pochodzi z Australii, która fascynuje swoją tajemniczością i ogromem, ale dlatego, że zetknęłam się z kilkoma intrygującymi opiniami nt. wrażeń z lektury jego książek. Zdawałam sobie sprawę, że książki White’a stanowią spore wyzwanie intelektualne, postanowiłam jednak je podjąć, a na pierwsze spotkanie z niepokornym Australijczykiem wybrałam „Przepaskę z liści”, która – sądząc z opisu – mogła przypaść mi do gustu. 

Historia toczy się w 1836 r. Ellen Roxburgh, pochodząca z ubogiej kornwalijskiej rodziny, odwiedza wraz ze swym bogatym, dużo starszym i chorowitym mężem szwagra, Garneta, przystojnego, ale budzącego niepokój mężczyznę, osiadłego na Ziemi Van Diemena (dzisiejsza Tasmania). Ellen i Austin przebywają czas jakiś u Garneta, bracia odnawiają kontakty. Goście z Anglii nawiązują kontakty towarzyskie z tamtejszym (niezbyt licznym) tzw. dobrym towarzystwem. Po jakimś czasie oboje decydują się na dość raptowny powrót niezbyt okazałym statkiem „Bristol Maid”. Prawdę mówiąc jest to dość mało okazała łajba, która wkrótce osiada na rafie, a spośród rozbitków ratuje się jedynie pani Roxburgh, która dołącza do tubylczego plemienia przemierzając wraz z nim spore dystanse. Spotyka na swojej drodze zbiegłego katorżnika, który dołączył do tubylców i pomaga jej on w powrocie do cywilizacji.

Pani Roxburgh jest główną bohaterką powieści i muszę przyznać, że portret nakreślony przez pisarza jest bardzo sugestywny. Od pierwszych stron lektury czuje się jakiś podskórny niepokój w odniesieniu do tej bohaterki. Jest w niej tajemnica i niedopowiedzenie wynikające z jej egzystencji na granicy dwóch światów. W Anglii była prostą dziewczyną, nawykłą do biedy i niedostatku. Małżeństwo z bogatym i pochodzącym z dobrej rodziny mężczyzną wyniosło ją do innej sfery społecznej, do której zwyczajów musiała się dostosować. Za radą teściowej prowadzi dziennik stanowiący powszechną rozrywkę wielkich dam, ale co i rusz pojawiają się tam błędy ortograficzne podkreślające jej obcość. Pani Roxburgh jest kobietą zmysłową, o czym może się przekonać w Tasmanii, ale jednocześnie przestrzega sumiennie wszelkich zasad obowiązujących w towarzystwie. I wreszcie katastrofa, która zmusiła ją nie tylko do pozbycia się ubrania, ale przewartościowała również jej sposób zachowania typowy dla wyższych warstw. Aby przeżyć musiała się dostosować do norm obowiązujących w świecie aborygenów. I robi to znakomicie. 

Najbardziej fascynującą częścią lektury jest właśnie pobyt Ellen Roxburgh wśród tubylców. Zdążyliśmy ją nieźle poznać, gdyż katastrofa statku ma miejsce mniej więcej w połowie książki, a jednak obserwowanie procesu jej adaptacji w kompletnie nieznanym miejscu, tak odległym od jej zwykłej egzystencji, budzi naszą fascynację przemieszaną z obawą, lękiem i ciekawością. Tak naprawdę, chyba najtrudniejszym dla niej momentem jest powrót do cywilizacji po przeżyciach związanych z kolejnymi etapami podróży po nieznanym lądzie.

Ta książka i ta bohaterka zostają w pamięci. Początkowo akcja toczy się wolno, niemal ślamazarnie, ale jest to celowe działanie autora, który pozwala nam dzięki temu poznać osobowość Ellen, a dopiero potem jesteśmy świadkami jej stopniowej przemiany duchowej. Swoistym majstersztykiem jest rozmowa dwóch pań z towarzystwa otwierająca powieść. Dopiero, gdy czytamy ją po zakończeniu lektury książki, dociera do nas, że ta właśnie rozmowa sygnalizuje, a może wzbudza w nas, nieuchwytną aurę tajemnicy otaczającej główną bohaterkę. 

Gdy czytałam tę książkę przenosiłam się do innego świata wykreowanego przez pisarza. Miała ona wobec mnie jakąś magnetyczną moc pozwalającą na bezpośredni kontakt z Ellen Roxburgh, tak daleką, a pod wieloma względami tak bliską współczesnym kobietom. Może trochę idealizuję, ale książka naprawdę przypadła mi do gustu poprzez swoją odmienność i – mimo rzucającej się w oczy egzotyki – uniwersalność przekazu.

Czy polecam „Przepaskę z liści”? Tak, zdecydowanie. To oryginalna historia o nieco głębszym sensie niż warstwa fabularna. Choć początek może się wydać nieco niemrawy, to druga połowa książki wynagradza wszelkie trudy. Dla mnie jest to zachęta do poznania innych książek Patricka White’a, które, zgodnie z opiniami wielu krytyków, są znacznie trudniejsze w odbiorze niż książka, którą miałam przyjemność przeczytać.
 
 
Autor: Patrick White
Tytuł oryginalny: A Fringe of Leaves
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Współczesna Proza Światowa
Tłumacz: Maria Skibniewska
Rok wydania: 1980
Liczba stron: 389

 
 

sobota, 9 maja 2015

80 rocznica urodzin Haliny Poświatowskiej (9.05.1935 - 11.10.1967)



Ławeczka Haliny Poświatowskiej w Częstochowie
Źródło
 
 
Przypomnijmy sobie kilka wierszy Haliny Poświatowskiej, która odeszła w tak młodym wieku...

 
* * *

bądź przy mnie blisko
bo tylko wtedy
nie jest mi zimno

chłód wieje z przestrzeni

 kiedy myślę
jaka ona duża
i jaka ja

to mi trzeba
twoich dwóch ramion zamkniętych
dwóch promieni wszechświata


* * *

więc jesteś jesteś jesteś
daj niech sprawdzę
niech cię dotknę raz jeszcze dłonią i ustami
niech w oczy spojrzę chociaż najmniej wierzę
oślepłym ze zdumienia oczom

jeszcze twój głos usłyszeć chcę
zapachem się zaciągnąć
pojąć cię raz na zawsze wszystkimi zmysłami
i nigdy nie zrozumieć i ciągle na nowo
dochodzić prawdy pocałunkami
 

 * * *
 Czym jest miłość

Płomieniem który posiadł drewnianą chatę — pijanym
pocałunkiem wgryzł się w głąb strzechy.
Piorunem — który kocha wysokie drzewa — wodą
uwięzioną płasko — wyzwalaną przez niesyty wolności wiatr.
Włosami sosny — gładzonym jego ręką — włosami
rozśpiewanymi w szaloną wdzięczną pieśń.
Ciemną głową topielicy — która palce rozsnuła
w poprzek fali — a uśmiech dała nieżywemu słońcu.
Wyciągnięta na brzeg — płakała długo i nie wyschła
aż dotąd póki smutni ludzie nie zakopali jej w ziemi.
Płomieniem.




środa, 6 maja 2015

Irena Domańska-Kubiak, Zakątek pamięci. Życie w XIX-wiecznych dworkach kresowych





„Na Kresach Wschodnich, jak również w centralnej Polsce zasada „gość w dom, Bóg w dom” była oczywista i niepodważalna. Sąsiad mógł przyjechać w każdej chwili, bez zapowiedzi i liczyć na radosne, gościnne przyjęcie; obfity poczęstunek, dłuższe pogawędki, partyjkę wista i w końcu na nocleg. Gospodarze porzucali codzienne zajęcia i zajmowali się gośćmi. Zupełnie inaczej było w Wielkopolsce, gdzie o podobnych obyczajach opowiadano sobie ze zgrozą. Tam nikt nie wybierał się z wizytą bez uprzedzenia i potwierdzenia zaproszenia. Gospodarz mimo to nie poświęcał gościom całego swego czasu, jedynie tak starał się rozplanować dzień, aby mieć parę godzin wolnych od codziennych zajęć. Nie wypadało też wizyt przeciągać i bez wyraźnego powodu nikt nie nocował w nie swoim domu. Wspomnienia z tych dwóch krańców Polski brzmią tak, jakby dotyczyły zupełnie różnych krajów i budzą refleksję, że małżeństwa mieszane, o ile się zdarzały, nie miały łatwego życia.” (s. 121)

Była kiedyś seria wydawnicza Państwowego Instytutu Wydawniczego opisująca życie codzienne w różnych krajach i epokach (wykaz z Biblionetki
). Czytając książkę Ireny Domańskiej-Kubiak o życiu w dworkach kresowych od razu przyszły mi na myśl te właśnie książki. „Zakątek pamięci” to książka, która pozwala się przenieść w czasie i poznać życie w kresowych dworkach, kiedy było ono jeszcze bezpieczne, poukładane i wygodne, kiedy dwór stanowił oparcie dla całej rodziny, bliższej i dalszej, i wszelkiego rodzaju zubożałych rezydentów . Dzięki autorce udajemy się w podróż sentymentalną do świata tradycji i uświęconych reguł współżycia społecznego, które składały się na ziemiański styl życia. Choć nie brakowało kłopotów finansowych, szykan ze strony aparatu urzędniczego imperium rosyjskiego, to jednak ziemianie mogli wieść życie spokojne i pożyteczne, mogli dbać o rozwój własnego gospodarstwa i kultywować tradycje patriotyczne, jeśli tylko chcieli. 

„Zakątek pamięci” odtwarza życie właścicieli dworków kresowych w oparciu o wspomnienia, listy i literaturę piękną. Autorka prezentuje rutynę, tryb życia codziennego i zwyczaje tej warstwy społecznej. Siłą rzeczy, z uwagi na wykorzystane materiały, jest to obraz wycinkowy, ale jakże przekonywujący! Tym bardziej przemawia on do naszej wyobraźni, że mamy świadomość, jaki koniec czekał mieszkańców dworków ziemiańskich. 

Irena Domańska-Kubiak zaznacza, że jej książka nie jest pracą naukową, nie omawia życia innych warstw społecznych zamieszkujących w tym czasie teren Kresów Wschodnich. Wyjaśnia też, że mieszkańcy dworków kresowych, pozbawieni kraju lat dziecinnych, pozostawili najwięcej wspomnień i pamiętników, które były źródłem cennych informacji. Autorka wykorzystuje również niektóre pozycje beletrystyczne, np. wznowiony niedawno „Pamiętnik Wacławy”, których fragmenty oddają codzienność ludzi żyjących tam w XIX stuleciu, choć właściwie czasami można ten okres przedłużyć do początków wieku XX.

W kolejnych rozdziałach poznajemy funkcje dworu szlacheckiego, plan dnia powszedniego, zajęcia i rozrywki mieszkańców dworków podczas długich zimowych wieczorów, życie towarzyskie i stosunki z sąsiadami. W ostatnim rozdziale Autorka podsumowuje swoje rozważania zastanawiając się, jakie dziedzictwo zostawili nam nasi przodkowie z Kresów, co pozostało z tego świata…

Przeczytałam tę książkę z ogromną przyjemnością. Dzięki potędze słowa przeniosłam się na czas lektury na dalsze i bliższe Kresy, do dworków szlacheckich tętniących życiem, których właściciele tworzyli prawdziwą sąsiedzką wspólnotę, pomagając sobie w trudnych chwilach. W obecnych czasach, gdy obserwujemy coraz mniej działań na rzecz wspólnoty (sąsiedzkiej, rodzinnej, lokalnej) warto przenieść się w czasie i zobaczyć ten wycinek przeszłości, o którym opowiada Autorka. Oczywiście, były momenty mniej sielankowe i właściciele dworków również nie byli chodzącymi ideałami, ale książka prezentuje pewną wypadkową kultywowanych obyczajów. Zwraca uwagę na bogactwo i treść tej codziennej egzystencji pozbawionej przecież współczesnych rozrywek czy udogodnień, bez których my nie wyobrażamy sobie życia. A oni mieli czas na rozmowę, lekturę i czynności gospodarskie.

Cenne są dla mnie te lektury wspomnieniowe, które ostatnio czytuję nie tylko ze względu na poszerzenie mojej wiedzy o życiu naszych przodków, lecz również z uwagi na nowe tropy literackie, które w nich odnajduję. Dzięki Irenie Domańskiej-Kubiak postaram się dotrzeć do wspomnień Janiny Żółtowskiej ("Inne czasy, inni ludzie") i Antoniego Kieniewicza ("Nad Prypecią, dawno temu...") z Polesia, z których najczęściej korzystała autorka „Zakątka pamięci”. To była piękna podróż sentymentalna do świata, którego już nie ma i który nie wróci… Ale dobrze, że był.

Książka została przeczytana w ramach projektu Kresy zaklęte w książkach

 

Autor: Irena Domańska-Kubiak
Wydawnictwo: Iskry
Rok wydania: 2004
Liczba stron: 192

niedziela, 3 maja 2015

Ulotne chwile (147)


Łódź, lata 30-te XX w.
Lutomierska, wjazd na stację PKS i stary dom mieszczan Drewnowiczów (obecnie nie istnieją)
fot. Włodzimierz Pfeiffer
Ze zbiorów Archiwum Państwowego w Łodzi





piątek, 1 maja 2015

Mikkjel Fønhus, Wilki


Źródło


Po książkę kompletnie nieznanego mi norweskiego pisarza sięgnęłam z sentymentu do Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich Wydawnictwa Poznańskiego. Czytałam kilka książek wydanych w jej ramach i były to inspirujące spotkania z ciekawą i wymagająca prozą.

Seria ta oferuje różnorodne tematy i zagadnienia i nie inaczej jest z „Wilkami”, które wprowadzają nas w życie grupy wilków i ludzi żyjących na północnym skraju Norwegii, gdzie surowa przyroda egzekwuje swoje prawa. Autor przedstawia nam niezwykle realistyczny obraz zachowań grupy wilków atakujących bezlitośnie renifery wypasane przez Lapończyków. Podczas srogiej zimy tylko te duże zwierzęta są dostarczycielami pożywienia umożliwiającego przeżycie w tych ekstremalnie trudnych warunkach klimatycznych.

Fonhus ze znawstwem człowieka zaprawionego w podróżach opisuje zwyczaje wilków i renów, przedstawia też ciężkie warunki życia zamieszkałych tam ludzi. Za swego rodzaju „wiodącą” bohaterkę można uznać wilczycę, której historię poznajemy w trakcie lektury, natomiast przewijający się na kartach powieści ludzie to raczej zbiór poszczególnych epizodów wiążących ich życie z wilkami. Zdecydowanie w tej książce grają oni drugie skrzypce ustępując pola zwierzętom. Autor szkicuje świat srogiej i twardej natury, wymuszającej zachowania zwierząt, które są głównymi aktorami.

Paradoksem, czy raczej dowodem na dużą moc przekonywania może być fakt, że dzięki niemal psychologicznej analizie zachowań zwierząt jesteśmy skłonni sympatyzować z wilkami, które atakują, aby przeżyć. Motywy ludzi są nieco bardziej merkantylne.

Zapadło mi w pamięć kilka fragmentów, np. zapierający dech w piersiach opis konfrontacji rannej łani renifera i wilka czy opis dramatycznej wędrówki zamieszkałego na odludziu małżeństwa z krową do pokrycia, gdy w domu musieli zostawić 1,5 – roczne dziecko. Jak mówi w pewnym momencie narrator: „Tutaj nie można było sobie pozwolić na miękkie i skłonne do wzruszeń serce. Tkliwe uczucia za drogo kosztowały, przypominały delikatną ozdobną roślinę, której tu nie można było hodować.” (s. 54)


Ten realistyczny obraz surowej północnej przyrody rządzącej się równie surowymi prawami przemówił mi do wyobraźni i potwierdził wysoki poziom Serii Dzieł Pisarzy Skandynawskich.




Autor: Mikkjel Fønhus
Tytuł oryginalny: Varg
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Tłumacz: Teresa Jętkiewicz
Rok wydania: 1972
Liczba stron: 137

Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...