Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria Podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seria Podróże. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 czerwca 2014

Claudio Magris, Podróż bez końca






„Podróż w przestrzeni jest zarazem podróżą w czasie i przeciw czasowi.” (s. 16)

Wielkim uznaniem darzę serię „Podróże” Zeszytów Literackich. Dzięki niej dotarłam do wielu zakątków świata, ale książki wydawane w ramach tej serii pozwalają na wzbogacenie naszej wiedzy o ich wielobarwnym pejzażu kulturowym. Subiektywne odczucia autorów często pobudzają w nas tęsknotę i chęć pełnego przeżycia naszych podróży, tych dalekich i tych bliskich.

„Podróż bez końca” to moje pierwsze spotkanie z Claudio Magrisem, włoskim eseistą, który zabiera nas w intelektualną podróż. W pierwszym rozdziale autor przedstawia swoją wizję procesu podróżowania nie zawsze związanego z pokonywaniem wielkich odległości. Oprowadza nas też po dziełach literackich, w których wyartykułowana jest koncepcja podróżowania lub jest w nich zawart jakiś aspekt tematu przewodniego książki. Potem Magris zabiera nas w podróże, które odbył w przeszłości dalszej i całkiem bliskiej. Trafiamy z nim do Pragi, Wiednia, Warszawy, Wietnamu, a nawet do Iranu. 

„Podczas podróży wiele rzeczy zostaje poddanych w wątpliwość: pewniki, wartości, uczucia, oczekiwania gubią się po drodze – droga jest surową, lecz dobrą nauczycielką. Inne wartości i uczucia znajduje się, spotyka, zabiera ze sobą. Podobnie jak podróż, pisanie oznacza demontaż, ponowne porządkowanie, nową kombinację. Podróżuje się w rzeczywistości jak w teatrze, przesuwając dekoracje, otwierając nowe przejścia, gubiąc się w ślepych zaułkach i zatrzymując przed fałszywymi drzwiami narysowanymi na ścianie.” (s. 15)

Poznajemy miasta i kraje konkretnie umiejscowione w czasie, co ma wpływ na odbiór pisarza. Swoją opowieść prowadzi płynnie i bez zgrzytów. Jest to forma eseju, niekiedy mającego charakter gawędy, ale każde słowo jest ważne i pozwala czytelnikowi odkryć nowe lądy.

Magris nawiązuje do swoich wcześniejszych książek, zwłaszcza „Dunaju”, jego opus vitae. Urodził się na pograniczu włosko/jugosłowiańskim, fascynują go więc Bałkany i tamtejsze zróżnicowanie kulturowe, czemu daje wyraz opowiadając o języku istrorumuńskim, którym posługują się Cyncarzy, „prawdopodobnie najmniejsza mniejszość w Europie”. 

Bardzo inspirujące jest również wspomnienie o podróży do Iranu, kraju kojarzonego z rewolucją islamską i rządami mułłów, a którego literatura i historia są dużo bardziej zróżnicowane. W jego wspomnieniach podróżniczych nie mogło również zabraknąć Wiednia, dawnej stolicy cesarstwa austro-węgierskiego. Zaciekawił mnie rozdział o podróży do Hiszpanii, i skonfrontowanie współczesnej spalonej słońcem Estremadury z przygodami i charakterem Don Kichota, legendarnego bohatera na stałe związanego z tym regionem. 

„Istnieje coś takiego jak polska twarz – naznaczona przez los, jakby poryta zmarszczkami. To twarz niektórych ludzi, na przykład staruszka o spokojnym i kpiącym spojrzeniu, który w krakowskich Sukiennicach grał na dziwacznym bębnie, twarz wyrażająca rozważną melancholię i obojętne szyderstwo, przypominająca maskę wielkich komików. Zażyłość z katastrofami musiała wyrzeźbić podobne oblicza.” (s. 79)

Opowieść Magrisa o Warszawie roku 1981 i 1989 roku, częste nawiązania do twórczości Ryszarda Kapuścińskiego oraz stała współpraca z Zeszytami Literackimi pozwalają przypuszczać, że żywi do Polski i Polaków sentyment. 

Zgadzam się ze zdaniem z okładki, że ta książka to „prawdziwa lekcja twórczego podróżowania”. Po raz kolejny seria „Podróże” mnie nie zawiodła i dzięki niej poznałam wartościowego autora, który napisał mądrą książkę zachęcającą do podróży pozwalającej odkryć nowe lądy i dzięki temu prowadzącej do poznania siebie. Podróż to życie, po prostu.

„Ten, kto podróżuje, pozostaje niezmiennie włóczęgą, obcym, gościem; śpi w pokojach, gdzie przed i po nim mieszkali nieznajomi, nie ma własnej poduszki ani dachu nad głową. Pojmuje więc, że nie można nigdy naprawdę posiadać domu, przestrzeni wykrojonej z nieskończoności wszechświata, lecz tylko przebywać w nim przez pewien czas, przez jedną noc albo przez całe życie, w poczuciu szacunku i wdzięczności. Nie bez powodu podróż jest przede wszystkim powrotem i uczy, jak mieszkać swobodnie, bardziej poetycko we własnym domu.” (s. 10)


PS. Książka jest do kupienia w sklepach Dedalus za 10 zł.

 

Claudio Magris (ur. 1939) – włoski pisarz, eseista, felietonista, tłumacz i germanista.










Autor: Claudio Magris
Tytuł oryginalny: L’infinito viaggiare
Wydawnictwo: Zeszyty Literackie

Seria: Podróże
Tłumacz: Joanna Ugniewska
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 132

wtorek, 25 lutego 2014

Sándor Márai, W podróży





„Gdy człowiek w końcu zrozumie, że w życiu naprawdę ciekawe jest tylko to, co ukryte za kulisami, godzina między czwartą a piątą nad ranem w Wenecji całkowicie mu wystarcza, a kiedy mieszkańcy i turyści zaczynają się budzić, rusza w dalszą drogę albo kładzie się spać.” (s. 105)

Sándor Márai to pisarz, którego mam ochotę poznać bliżej. Jego "Dzienniki" czekają na wolniejszą chwilę i spokojniejszy umysł, a tymczasem pierwszeństwo uzyskał zbiorek felietonów podróżniczych wydany w kultowej serii Fundacji Zeszytów Literackich.  "W podróży" wydawało mi się dobrym wyborem na początku roku, kiedy podczas wietrznej i deszczowej pogody, jaka królowała za oknami na początku stycznia, można było się przenieść w inne czasy i miejsca. Wydawnictwo to oparte zostało na materiałach opublikowanych w różnych zbiorach felietonów Máraia, a wszystkie teksty pochodzą z okresu międzywojennego za wyjątkiem jednego materiału opublikowanego już w czasie wojny, w 1941 r. 

Jego felietony z licznych podróży, jakie odbył przed II wojną Światową były przeznaczone dla gazet, których korespondentem był młody Márai. Najwcześniejsze teksty pisał młodzieniec dwudziestokilkuletni, a jego spostrzegawczość i intuicja robią duże wrażenie na czytelniku. Krótka forma tych tekstów zawiera bogactwo treści i ciekawych przemyśleń dotyczących i „tu i teraz”, i głębszych obserwacji, choćby tych dotyczących jakości współczesnego pisarzowi podróżowania. Márai konstatuje z dojmującym smutkiem i pewną rezygnacją zmiany na niekorzyść jakie zaszły w tradycji i procesie podróżowania.

„Dawny podróżnik obserwował, słuchał, widział i zapamiętywał. My już tylko jeździmy.
Podróżujemy wygodnie, bardzo szybko i na wielką skalę. W ciągu dziesięciu godzin przelatujemy z Pesztu do Helsinek. A pocztówka, którą wysyłamy do kraju ze stolicy Finlandii, Londynu czy Rzymu, najczęściej przychodzi później niż my, niespokojni wędrowcy. Mój krewniak przed stu laty jechał przez świat powoli, ale coś widział. Każda rzecz była dla niego nowością, nawet Wenus z Milo i cesarz Ferdynand. Dla nas wszystko jest takie, jakbyśmy już to widzieli – może w jakimś prospekcie? – a błyskawiczne wojaże odbywali właściwie tylko dla sprawdzenia. Tak, wszystko jest na swoim miejscu, rzeźby Thorvaldsena, szczyt Jungfrau, pomnik Ibsena w Oslo i parlament angielski. W porządku, możemy wracać do domu. Świat mieści się w aparacie Kodaka, wspomnienia przesuwają się jak klatki filmu, wszystko jest niewyraźne i zlewa się ze sobą, a wspomnienia z podróży kurczą się do rozmiarów hasła. Podróżny sprzed stu lat jeszcze marzył o świecie jak o trudnym i zarazem wspaniałym przeżyciu, o Petofim i o angielskim parlamencie. Ja dziś zazdroszczę mu tych marzeń.” 1938 (strony 90-91)


Teksty te są w większości zapisem chwili takiej, jaką widział ją Márai. Wielu postronnym obserwatorom sytuacje, które opisywał w swoich zapiskach węgierski pisarz, wydawałyby się nieciekawe i nudne, a na pewno niewarte wzmianki. Jednak dzięki jego umiejętności przeniesienia swoich emocji i intuicji potrafił z tych nic nie znaczących gestów, zachowań stworzyć mikroarcydzieła świadczące o kruchości czasów mu współczesnych, ich pewnej tymczasowości i pulsującego podskórnie niepokoju. Márai przyglądając się światu był w stanie dostrzec bardzo dużo. W drgnieniach, niuansach widzi zapowiedź zmian, pod kolorową powłoką dostrzega szary, często niepokojący obraz ukrytej prawdy.

„Poddałem się ludziom i tak naprawdę tylko oni mnie interesują, pejzaże, egzotyka opadają ze mnie jak liście, sklepik piekarza z Palermo bardziej mnie niepokoi niż tamtejsze muzeum, a tych kilka osób, które sobie wybrałem i chciałbym odkryć, zbadać i poznać, zajmuje mnie daleko bardziej niż kontynenty i cały świat.” 1933 (strony 74-75)

Jednym z bardziej przejmujących tekstów jest relacja ze zjazdu NSDAP w 1933 r., w którym uczestniczy Márai. Jego opis wydarzeń i zachowań zgromadzonych budzi głęboki niepokój. Ciekawe są również felietony dotyczące jego podróży po Bliskim Wschodzie. One również sugerują, że pod powłoką grzeczności i europejskiego obycia prawdziwa natura tamtejszych mieszkańców jest głęboko ukryta. Z tej właśnie podróży pochodzi opis jednego z najoryginalniejszych pomników, o jakim słyszałam. :)

"W starożytności prokonsulowie wiele kradli i dlatego co jakiś czas trzeba było ich zmieniać. Magistrat Leptis Magna ustawił więc na placu głównym pomnik prokonsula bez głowy i rąk; kiedy prokonsul już się dostatecznie nakradł i na jego miejsce przysyłano nowego, po prostu odkręcano od korpusu głowę i ręce odwołanego, a w ich miejsce przykręcano odpowiednie części ciała nowego dostojnika. Samego zaś korpusu nie trzeba było nigdy zmieniać i dzięki temu pomysłowemu systemowi miasto uzyskało niemałe oszczędności." (s. 85)

 
Na uwagę zasługuje również posłowie Teresy Worowskiej, która również przetłumaczyła teksty zawarte w tym tomiku. Z dużym znawstwem przedstawia nam świat wewnętrzny Máraia, jego dylematy i koleje życia, które miały swój wpływ na wymowę felietonów. Dla czytelnika nieobeznanego z twórczością Máraia jest to nieoceniona pomoc i wskazówka. 

Sándor Márai to pisarz operujący pięknym literackim językiem. Jego porównania i opinie utrzymane są w tonie spokojnym i wyważonym, frazy pozornie leniwie toczą się naprzód, a ten język nas czaruje nie tylko elegancją stylu, ale głęboką prawdą życiową. Język to jednak tylko jedna z wielu zalet pisarstwa Máraia. Wiele z jego fraz, zdań, opinii to niemal gotowe ponadczasowe sentencje. Nastrój, jaki stwarza Márai jest magiczny również dla współczesnego czytelnika. Czuję się zresztą trochę niezręcznie pisząc o tej książce. Moje zachęty wydają mi się zgrubne i pokraczne, gdyż mam przekonanie, że zamiast czytać tę notkę, z której ciągle jestem niezadowolona, lepiej sięgnąć po felietony Máraia. Jeśli cenicie sobie elegancję frazy i kulturę słowa z przyjemnością przeczytacie te teksty emanujące wrażliwością na szczegół, drgnienie, które z wielką intuicją przekazuje nam zapowiedzi zmian, które nadchodzą nieubłaganie kładąc kres opisywanemu przez Máraia świata. I choć epoka ta przeminęła bezpowrotnie, ta książka pozwoli odkryć ją na nowo i … zatęsknić. 




Sándor Márai (1900–1989), węgierski prozaik, publicysta, felietonista Radia Wolna Europa. Na język polski przetłumaczono m.in. jego "Żar", "Wyznania patrycjusza", "Ziemię! Ziemię!", "Zbuntowanych", "Zazdrosnych", a także "Dziennik" prowadzony w latach 1943–89.

Źródło zdjęcia






Autor: Sándor Márai
Tytuł oryginalny: Podstawą tłumaczenia tekstów były następujące wydania - A negy evszak, Tajak varosok, emberek, Musoron kivul, Kitepett noteszlapok, Vasarnapi kronika, Az irastudo
Wydawnictwo: Zeszyty Literackie
Seria: Podróże

Tłumacz: Teresa Worowska
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 208

wtorek, 8 stycznia 2013

Johann Wolfgang von Goethe, Podróż włoska




Słoneczna Italia od wieków była mekką i natchnieniem artystów europejskich. Nic więc dziwnego, że Johann Wolfgang von Goethe, niemiecki poeta i pisarz, opromieniony sławą swoich „Cierpień młodego Wertera”, również marzył o poznaniu tego kraju. W 1786 r. miał 37 lat, od 11 lat mieszkał w Weimarze, gdzie pełnił wiele funkcji na dworze księcia Karola Augusta. Ale pewnego wrześniowego wieczora, nic nie mówiąc swoim przyjaciołom, z którymi spędzał czas, zmęczony obowiązkami urzędowymi, wyjechał – za cichym przyzwoleniem swojego księcia - ukradkiem do Włoch. Zapis jego podróży przez Wenecję, Weronę, Ferrarę do Rzymu to głównie jego korespondencja i zapiski w dzienniku. Po spędzeniu pół roku w Rzymie, udał się w podróż do Neapolu i stamtąd na Sycylię. Do Rzymu wrócił w połowie 1787 r. Pozostał tam do końca kwietnia 1788 r., gdy udał się w drogę powrotną do Weimaru.
„20 grudnia [1786]

A jednak więcej trudów i zmartwień niż radości. Nadal, po ponownych narodzinach, zmieniam się wewnętrznie. Wiedziałem, że się tu czegoś nauczę, ale nie przypuszczałem, że będę musiał zaczynać edukację od samego początku, że aż tyle będę musiał zapomnieć i tak wielu rzeczy uczyć się od nowa. Wreszcie zrozumiałem i pogodziłem się z tym. (…) Jestem jak budowniczy, który wznosił wieżę, ale źle ustawił fundamenty. Ponieważ zorientował się w porę, więc bez skrupułów burzy wszystko, co już wyrosło nad ziemię. Stara się teraz poszerzyć i poprawić swój plan. Dba o to, by lepiej zabezpieczyć fundamenty, i już z góry cieszy się, że zbuduje coś trwałego. (…)” (s. 133)

Ta podróż to, jak wielokrotnie wspomina w swych zapiskach Goethe, koniec i początek pewnej epoki, punkt zwrotny w jego życiu, a na pewno w życiu artystycznym. Włoska kultura, zabytki, przyroda, klimat pozwalają mu inaczej spojrzeć na swoje osiągnięcia. Początkowo Goethe chciał ukryć swoją tożsamość i podróżował incognito, aby uniknąć zaproszeń i nagabywania o „Wertera”, prawdopodobnie również po to, aby odciąć się od swojej przeszłości i odkryć siebie na nowo. W miarę upływu czasu jednak, rozluźniał swoje zasady i aktywnie uczestniczył w życiu towarzyskim oferowanym przez najbardziej znane rody Rzymu, Neapolu czy Sycylii. Np. podczas bytności w Neapolu kilkakrotnie wspomina angielskiego ambasadora Williama Hamiltona, którego kochanka uprzyjemnia jego dni, a my skądinąd wiemy, że kochanka ta wyszła po paru latach za mąż za leciwego ambasadora, a później była kochanką słynnego lorda Nelsona, pogromcy Napoleona spod Trafalgaru.

Pobyt we Włoszech dał Goethemu jednak dużo więcej niż wizyty u najbardziej wpływowych mieszkańców tego kraju. Chciał zobaczyć starożytność swoimi oczami, chciał poczuć smak Południa, chciał odkryć tajemnicę kraju, który zafascynował jego ojca, a wielu artystów natchnął do aktywnego aktu tworzenia

Goethe nie jest biernym podróżnikiem. Interesuje się wszystkim, co spotyka na swojej drodze. Opisuje krajobrazy, ludzi, zwyczaje. Okazuje się również, że pisarz był zapalonym geologiem i botanikiem. Wielokrotnie daje wyraz swojej fascynacji skałami i kamieniami, ciągle przewija się również chęć udowodnienia swojego konceptu prarośliny, co we Włoszech wydaje mu się możliwe. Tym jednak, co wzbudza największy zachwyt słynnego podróżnika jest sztuka i zabytki. Przy czym Goethego interesują tylko dzieła starożytne lub klasyczne.

Po powrocie z Sycylii zmienia się nieco forma zapisków pisarza. Stają się one dłuższe i nastawione na opisanie konkretnego zagadnienia, np. rzymskiego karnawału. Mniej jest listów i krótkich zapisków dziennych.

Mnie najbardziej urzekły jego opisy sycylijskie. Może dlatego, że sama byłam parę lat temu na tej pięknej wyspie i natykałam się ciągle na cytaty z Goethego, a dopiero teraz miałam okazję zapoznać się z całością jego zapisków. Mam również wrażenie, że mimo podziwu dla Wenecji i Rzymu, Goethemu najbardziej przypadł do gustu pobyt na Sycylii właśnie. Z jego opisów pobrzmiewa autentyczne szczęście i oczarowanie tym miejscem. Jest on zresztą autorem wielokrotnie cytowanego na Sycylii zdania:

„Kto nie widział Sycylii, ten nie rozumie Włoch.”


Większość zapisków to korespondencja z przyjaciółmi w Weimarze. Mimo upływu prawie dwustu lat od napisania tej książki (pierwsze wydanie rok 1816) czyta się ją z ciekawością i zainteresowaniem. Całość jest napisana pięknym literackim językiem. Owszem, zdarzają się fragmenty, które nieco się dłużą, ale styl pisarski jest nienaganny, świadczy o dużej swobodzie w posługiwaniu się piórem w notatkach, które przecież nie były początkowo przewidziane do druku. Jako że czytałam niedawno „Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku” autorstwa Józefa Ignacego Kraszewskiego, wydane zresztą w tej samej serii PIW, muszę jednoznacznie stwierdzić, że Kraszewskiego czytało mi się dużo trudniej z uwagi na zawikłane konstrukcje składniowe, których używał. U Goethego, jeśli nawet są dłuższe zdania, są one klarowne i zrozumiałe, co zdecydowanie ułatwia lekturę i czyni ją przyjemną.

Warto podkreślić staranność wydania i opracowania redakcyjnego książki. Niewątpliwie spora w tym zasługa tłumacza, Henryka Krzeczkowskiego, który również opracował książkę redakcyjnie i jest autorem bardzo szczegółowych przypisów, które przybliżają osoby, miejsca i zagadnienia poruszane przez pisarza w swoich zapiskach.

Jeśli planujecie wyjazd do Włoch, a zwłaszcza na Sycylię lub do Rzymu, przeczytajcie tę książkę, żeby być świadkiem włoskiego zauroczenia jednego z gigantów europejskiej literatury sprzed ponad 200 lat.


Na koniec zostawiłam nieco dłuższy cytat Goethego napisany pod wpływem uczestnictwa w rzymskim karnawale w 1788 r., niosący bardziej filozoficzne przesłanie:
"Ta wąska, długa, zatłoczona ulica jeszcze bardziej przypomina szlaki doczesnego bytu, na których każdy z nas jest widzem i zarazem aktorem, co z odsłoniętym obliczem lub w masce, z balkonu lub z trybuny ogląda tylko wąską przestrzeń przed sobą i po bokach, w powozie lub pieszo wlecze się krok za krokiem, częściej bywa popychany, rzadziej zaś porusza się z własnej woli, częściej jest zatrzymywany, rzadziej sam przystaje, pragnie gorąco dotrzeć tam, gdzie jest lepiej i weselej, tylko po to, by stwierdzić, że znowu znalazł się w tłoku, z którego znowu będzie wypchnięty.

Jeśli wolno nam ciągnąć dalej w tym tonie poważniejszym, niżby do tego uprawniał temat, to powiemy, że najbarwniejsze i najwspanialsze przeżycia są, jak te przelatujące konie, przeżyciami jednej chwili i choć nas wzruszają, wątły tylko ślad pozostawiają w duszy; że wolnością i równością potrafimy się cieszyć tylko wtedy, gdy jesteśmy odurzeni szaleństwem, że największa rozkosz najbardziej nas pociąga, kiedy jest najbliższa niebezpieczeństwu, że pożądliwość zawsze sąsiaduje z trwożliwie przyjemnymi wrażeniami.
I oto niepostrzeżenie zakończyłem nasz karnawał popielcowymi rozmyślaniami. Nie chciałbym zasmucić czytelnika, lecz, wręcz przeciwnie, pragnąłbym, by każdy, kto podziela moje przekonanie, że życia w całej złożoności nie da się ogarnąć, że nie jest ono tylko nieustannym używaniem, że zawsze pozostawia sprawy nie rozwiązane, przypomniał sobie dzięki opowieści o tym beztroskim tłumie masek, jak cenna jest każda nawet najdrobniejsza chwila radości.” (s. 449) – opis karnawału rzymskiego 1788.


Johann Wolfgang von Goethe (1749 - 1832) - najwybitniejszy niemiecki poeta i jeden z najbardziej znaczących w skali światowej, dramaturg, prozaik, uczony, polityk.
W 1775 osiadł w Weimarze, gdzie pozostał do końca życia. Autor głośnej powieści Cierpienia młodego Wertera (1774, wydanie polskie 1874). W pierwszym okresie weimarskim pisał liryki i ballady, jak Król olch, a także znane dramaty: Ifigenia w Taurydzie (1787, wydanie polskie 1833), Egmont (1787, wydanie polskie 1885), Torquato Tasso (1789, wydanie polskie 1861).Ostatnia dekada XVIII w. przyniosła rozkwit różnorakiej twórczości Goethego m.in.: satyryczny epos Lis przechera (1794, wydanie polskie 1877), ballady Uczeń czarnoksiężnika czy Poszukiwacz skarbów.
Kolejny okres twórczości Goethego to przede wszystkim praca nad dziełem życia , tragedią Faust (1806, wydanie polskie 1866), której część druga ukazała się w roku jego śmierci.
Źródło zdjęcia

Autor: Johann Wolfgang von Goethe
Tytuł oryginalny: Italienische Reise
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Podróże
Tłumacz: Henryk Krzeczkowski
Rok wydania: 1980
Liczba stron: 576


środa, 26 września 2012

Wojciech Karpiński, Pamięć Włoch





„Zeszyty Literackie” wydają serię „Podróże”, która każdego miłośnika kultury i podróży może przyprawić o zawrót głowy. Chociaż więc nazwisko Wojciecha Karpińskiego było mi nieznane, z chęcią sięgnęłam po jego książkę, gdyż wydawnictwo i seria są dla mnie synonimem znaku jakości.

Autor zabiera nas na wyprawę po Italii, śladem wspaniałych miast, dzieł sztuki oraz wybitnych osobowości. Takie relacje z podróży literackich są obecne w literaturze europejskiej od wieków. Dla mnie najwyrazistszymi i najpełniejszymi pozycjami książkowymi w tej kategorii są niewątpliwie eseje Zbigniewa Herberta, które otwierają oczy na świat, kulturę i historię. W odniesieniu do włoskich peregrynacji wielkim sentymentem darzę książki Pawła Muratowa, również dostępne w ofercie „Zeszytów Literackich”. 

W „Pamięci Włoch” Wojciech Karpiński podąża śladami wspomnianych wyżej wielkich literackich poprzedników. Jego refleksje, spostrzeżenia i uwagi pozwalają nam spojrzeć na zabytki kultury i odwiedzane miejsca jego oczami. Nie jest ważne, czy już odwiedzaliśmy te miejsca, czy jeszcze nie. Jeśli już je odwiedzaliśmy, możemy je sobie przypomnieć. Jeśli zaś nie znamy tych zakątków, o których opowiada autor, możemy o nich pomarzyć. Cechą charakterystyczną tego gatunku literackiego jest to, że każdy czytelnik może dokonać nowych odkryć i fascynacji, które wzbogacą jego życie. Nie inaczej jest w przypadku „Pamięci Włoch”. Każdy czytelnik tej książki może odkryć nowe, nieznane do tej pory, lądy. Autor nie przedstawia w swojej książce listy najsłynniejszych twórców czy miejsc, ale oprowadza nas po tych zakątkach związanych ściśle z włoską cywilizacją, które są jemu najbliższe i ukształtowały jego sylwetkę duchową i gust kulturalny. 

Świat, który pokazuje nam Wojciech Karpiński, to świat, gdzie ważna jest kultura słowa, sens zwiedzania. Autor zachęca nas do odkrywania sztuki dla siebie, spojrzenia na nowo nawet na najbardziej znane miejsca i obiekty. Takie nowe spojrzenie może stanowić dla nas ogromną wartość poznawczą i naładować nasze akumulatory. Ważne, abyśmy nie byli niewidzącymi i niesłyszącymi turystami przemykającymi po salach muzealnych byle szybciej, byle zaliczyć kolejną atrakcję, byle wszystko sfilmować i sfotografować. Książka Karpińskiego to wezwanie do chwili zadumy, do podjęcia wysiłku indywidualnego przeżycia piękna tego śródziemnomorskiego kraju i jego bogatej spuścizny kulturalnej.
 

Włochy mają w sobie jakąś magię, która sprawia, że tylu wspaniałych pisarzy, poetów i zwykłych ludzi postanowiło podzielić się z czytelnikami swoimi doświadczeniami z poznawania Italii, czego dowodem jest choćby obecny, nieustający wysyp literatury o „zapuszczaniu korzeni” w jakimś zakątku Włoch, najczęściej w Toskanii. Jakby standardowo to nie zabrzmiało, „słoneczna Italia” wyzwala w nas jakieś ukochanie piękna przyrody, sztuki, jedzenia, kultury pochodzących z tego – jakże różnorodnego i twórczego – zakątka Europy i świata. 
 

Giovanni Batista Piranesi,
Widok na Campo Vaccino (Forum Romanum)
Źródło zdjęcia

Dla mnie odkryciem tej książki było poznanie sylwetki artystycznej Giovanniego Batisty Piranesiego (1720 – 78). Nazwisko artysty było mi kompletnie nieznane, ale szkic Wojciecha Karpińskiego skłonił mnie do poszukania informacji o jego twórczości. Piranesi słynie z grafik prezentujących zabytki starożytnego Rzymu. Między innymi dzięki niemu rozkwitła moda na klasycyzm w wieku XVIII. Wojciech Karpiński szczególnie zachwycił się cyklem Carceri (Więzienia), który z opisu wydawał mi się nieco podobny w stylu do twórczości Williama Blake’a, angielskiego mistyka. Po przejrzeniu kopii grafik obu panów okazało się, że to zupełnie odrębne osobowości artystyczne. Ale jeśli, podobnie jak ja, zechcecie poznać twórczość Piranesiego, zwróćcie uwagę na niesamowity cykl Carceri i esej Wojciecha Karpińskiego zawarty w tej książce. 

 
Giovanni Batista Piranesi,
Carceri d'invenzione, VII
Źródło zdjęcia
Piękna książka, wspaniała lektura dla wszystkich kochających podróże, Włochy i sztukę. Ile bym peanów nie napisała, to i tak najlepiej sięgnąć po książkę i pogrążyć się w lekturze, która zabierze nas do innego świata. :)
 
 

Wojciech Karpiński (ur. 1943) - polski historyk sztuki, historyk idei, krytyk literacki, tłumacz. Autor wielu szkiców i esejów historiozoficznych, badacz stosunków polsko-rosyjskich. W 1975 r. został laureatem Nagrody Fundacji im. Kościelskich. Jeden z założycieli Polskiego Porozumienia Niepodległościowego. W 1982 r. wyemigrował do Paryża. Członek zespołu redakcyjnego Zeszytów Literackich, publikował m. in. w Kulturze paryskiej. Mieszka w Paryżu.
 


Moja ocena: 5 / 6

Autor: Wojciech Karpiński
Wydawnictwo: Zeszyty Literackie
Seria: Podróże
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 224

czwartek, 31 maja 2012

Józef Ignacy Kraszewski, Wspomnienia Odessy, Jedyżanu i Budżaku



„Kto pierwszy raz widzi morze, pojmiecie łatwo, że mu się dość napatrzeć, nadziwić i nagadać o nim nie może. Pozwólcie mi więc także mówić o nim. Wyobrażałem sobie je zawsze jak coś ogromnego i mglistego, kończącego się gdzieś w niebiosach, a znalazłem płaszczyznę gładką, świecącą ostro uciętą linią, kończącą się ciemno na jasnym niebie lipcowym. Wyobrażałem sobie je mdło zielone, znalazłem jaśniejące barwami i na ostatnich planach ciemnogranatowe. Z bliska tylko było zielone, jasne, błyszczące, a na nim jak na dłoni wyraźnie, blisko stały nieruchome, małymi i zbyt bliskimi się wydające okręciki. Słusznie powiada Musset, że gdy człowiek myśli tylko o czym długo, nie widząc, stworzy sobie obraz zawsze fałszywy, który potem wobec rzeczywistości przerabiać musi zupełnie.”


Józef Ignacy Kraszewski, „Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku. Dziennik przejażdżki w roku 1843 od 22 czerwca do 11 września” (s. 103)


28 lipca 2012 roku przypada dwusetna rocznica urodzin Józefa Ignacego Kraszewskiego. Z tej okazji powstał słynny „Projekt Kraszewski” dążący do opracowania 200 recenzji z okazji dwóch setek lat od narodzin naszego słynnego pisarza. Moje wspomnienia dotyczące odbioru twórczości Kraszewskiego są dość dobre, lecz zamglone. Czytałam jego książki dawno temu, chyba jeszcze w liceum. Sądzę, że trafiłam na jego najlepsze dzieła (m.in. „Stara Baśń” i „Bruhl”), ale po przeczytaniu „Dwóch królowych” tak kompletnie niezgodnych z prawdą historyczną, zraziłam się i aż do tej pory po książki Kraszewskiego nie sięgałam.


Od pewnego czasu jednak chciałam się włączyć w działania blogerów zrzeszonych w Projekcie, ale jakoś nie mogłam się przemóc do czytania beletrystyki autorstwa pisarza. W końcu, po wczytaniu się w listę lektur, stwierdziłam, że chyba najłatwiej będzie mi przeczytać któreś ze „Wspomnień” z podróży, jakie odbywał Józef Ignacy Kraszewski. Mój wybór padł na „Wspomnienia Odessy, Jedysanu i Budżaku” z podróży odbytej w roku 1843.


Pisarz, zaledwie dwa miesiące po narodzinach drugiego syna, pozostawia swoją żonę w nabytym kilka lat wcześniej majątku w Gródku i udaje się do Odessy dla poratowania „rozigranych” nerwów. Spisuje metodycznie i dokładnie wrażenia z trasy nad Morze Czarne okraszając słowo pisane szkicami swojego autorstwa. Po dotarciu do celu podróży uczestniczy w życiu towarzyskim Odessy i bierze przepisane kąpiele morskie. Morze widzi po raz pierwszy w swoim życiu i wiele fragmentów tych wspomnień to pean na jego cześć. W trakcie pobytu w Odessie nawiązuje kontakty z wybitnymi osobistościami tamtejszej inteligencji, udaje się również w pięciodniową podróż do Besarabii, którą jednak w tytule książki określa mianem „Budżaka”.


Odessa to zresztą ciekawe miasto do obserwacji. Zostało ono oficjalnie założone w 1794 r. przez Rosję na terytorium utraconym przez Turcję dwa lata wcześniej. W XIX wieku Odessa została głównym portem obsługującym eksport rosyjskiego zboża, dzięki czemu wkrótce stałą się jednym z najbogatszych i najszybciej rozwijających się miast carskiej Rosji. Ok. 1850 r. miasto liczyło już sobie ok. 100 tys. mieszkańców bardzo zróżnicowanych pod względem narodowościowym (m.in. Rosjanie, Francuzi, Polacy, Niemcy, Żydzi, Włosi, Turcy, Ormianie). Jak zauważył jeden z odwiedzających w tym czasie Odessę gości, miasto posiadało „włoskie domy, rosyjskich urzędników, francuskie statki i niemieckich rzemieślników”.


Oto jak opisuje ówczesną Odessę Józef Ignacy Kraszewski:

„W inszych miastach ulice oddalone od ruchu i życia miejskiego, od ogniska, sa ciasne i brudne. Tego nie znajdziesz w Odessie, która jest cała zbudowana wedle danego planu i podzielona na kwadraty (oprócz przedmieść).Wszędzie więc równie szerokie sa ulice z tą tylko różnicą, że nie brukowane jeszcze i puste, a otaczające domki, w miarę jak się oddalamy od ulicy Richelieu, będącej najożywieńszą, od portu ostawione są niskimi budowami i wcale prawie puste.” (s. 237)



Ale bo też życie nie na skalę innych miast naszych, pieniądz nabywa się dość łatwo, ceni się mniej, a znaczenie rubla (asygnacjami) jest stosunkowo odpowiedne naszemu w domu u nas złotemu polskiemu. Słudzy są płatni bardzo drogo dla powszechnie dającego się czuć ich braku (…). Zagadką tylko jest życie urzędników nie więcej płatnych niż gdzie indziej, a utrzymywać się zmuszonych wedle miejscowych warunków. Dodajmy, że nigdzie urzędnicy niżsi i wyżsi nie są bezineresowniejsi.” (ss. 247-8)


Czytelnik, który nieco odwykł od stylu pisarstwa Józefa Ignacego Kraszewskiego, a ja się do takich osób zaliczam, musi najpierw zaakceptować jego dość zawiły w pierwszym kontakcie język. Złożoność zdań, pewne łamańce słowne, słownictwo XIX wieczne oraz duża szczegółowość zapisów utrudniają to zadanie na tyle, że moje dwie pierwsze próby czytania zadziałały na mnie niczym najlepszy środek usypiający. Trzeba jednak mieć na uwadze, że pierwsze rozdziały dotyczą najbliższych okolic Gródka, osób i miejsc, które niewiele mi mówiły, więc może to jest dodatkowa przyczyna moich perypetii z tą książką Kraszewskiego. Począwszy od zwiedzania Tulczyna, siedziby rodu Potockich, lektura poszła mi już w miarę gładko. Być może potrzebowałam chwili, żeby się zaakomodować do stylu pisarstwa JIK-a. ;)


We fragmentach, które opisują wrażenia pisarza, jego obserwacje uderza duża spostrzegawczość i dążenie do ustalenia stanu faktycznego poprzez zgłębianie tematu, zapoznawanie się z materiałami, które są pomocne w wyjaśnieniu problemu. Kraszewski umieszcza w swoim tekście ogromną ilość informacji, często o charakterze historiograficznym, ekonomicznym czy statystycznym. Czasami są to dość długie cytaty z dzieł historyków czy autorów wcześniejszych wspomnień bądź kronik.


Doceniając wysiłek autora i jego erudycję, uważam, że dla czytelności tekstu można było z części tych zapisów zrezygnować. Inna rzecz, że Paweł Hertz, redaktor serii, podnosi ogromną wartość przekazywanych przez Kraszewskiego informacji dla badaczy tego okresu w dziejach np. tych o charakterze ekonomicznym dotyczących Odessy. Nie argumentując z tym stwierdzam, że dla mnie jako czytelnika byłoby ważniejsze mieć więcej spostrzeżeń autora, opisów jego wrażeń niż przytaczania suchych danych czy tekstów obcych autorów. Czasami zresztą Kraszewski polemizuje z niektórymi zapisami czy opiniami i to też może być nieco nużące dla współczesnego czytelnika.


Należy mieć na uwadze fakt, iż autor odbywał tę podróż po ziemiach, które niegdyś w całości należały do Rzeczpospolitej Obojga Narodów, ale ta "przejażdżka" - jak nazwał pisarz swój wyjazd -  odbywała się zaledwie dwanaście lat po stłumieniu powstania listopadowego przez carat. Tak więc, Kraszewski nie mógł swobodnie pisać o wszystkim. Często musiał pewne zagadnienia, zwłaszcza dotyczące przeszłości, omijać bądź nieco kamuflować. Stąd może pewna powściągliwość w wyrażaniu opinii.


Tam gdzie Kraszewski pisze o swoim oglądzie sprawy potrafi być wzruszający i ciekawy. Bardzo podobały mi się jego opisy morza, szczery zachwyt i radość, jakie wzbudzał jego widok.


„Wieczorem patrzałem długo z balkonu na morze oświecone księżycem. Któż to opisze? Kto odmaluje morze, nad którym wisi noc z księżycem i majestatyczna cisza? Człowiek tak drży przed tym widokiem jak przed każdym innym silnym wrażeniem, tłumne myśli cisną mu się do głowy, a sprawy sobie z nich zdać nie umie.
I są tak biedni, co nigdy na Boży świat nie popatrzą nawet, aby się nim cieszyć i rozkoszować!” (s. 272)


Pisarz jest również bardzo uważnym obserwatorem życia codziennego mieszkańców regionów, które odwiedza. Jego rysunki pokazują stroje, jakie noszą mieszkańcy danej okolicy czy budowle, które miał okazję oglądać. Niestety, w książce nie ma szkiców z Odessy, być może zaginęły w zawierusze dziejów. Poniżej zamieszczam kilka spostrzeżeń Kraszewskiego, które właściwie są aktualne i dzisiaj: 


„Pierwsze dni przebywającego w obce mu miejsce podróżnego zawsze są jakimś błąkaniem się po nim: potrzebuje się oswoić ze wszystkim, obejrzeć ogół, pochwycić fizjognomii rysy. Nie wie, od czego poczynać przegląd, nad czym się wprzód zastanawiać, co widzieć przed innymi rzeczami. I zaczyna najczęściej od tego, co najmniej widzenia warte.” (s. 106)


„Książki są martwe przy żywej naturze, ale gdyby książek nie było, wiele by rzeczy w naturze z uroku swego traciło, bo wiele dodaje wartości uroku pamiątka. „ (s. 272)


„Przechodząc z rana ulicą poznasz, które sklepy do bogatszych kupców należą. Te stoją zamknięte w niedzielę. Niektóre znowu wpół przyotworzone cały ranek, bo ich panowie jeszcze nie zebrali kapitałów i nie pokupowali domów i chutorów, pracują więc i w niedzielę jak wyrobnicy, których tu także niemało robiących ujrzysz w dni świąteczne.” (s. 370)


Mimo początkowych trudności z lekturą tej książki, jestem zadowolona, że zdecydowałam się na jej przeczytanie. Wspomnienia Kraszewskiego pozwalają nam zobaczyć świat z połowy XIX wieku, jednocześnie zaś pozwalają lepiej poznać pisarza, jego ciekawość świata oraz chęć poznania i działania, które były wizytówką jego aktywności nie tylko w sferze literackiej.


Józef Ignacy Kraszewski (ur. 28.07.1812 – zm. 19.03.1887) – polski pisarz i publicysta, działacz społeczny, historyk. Polski pisarz z największą ilością wydanych książek w historii polskiej literatury. Dokładny życiorys możecie znaleźć tu i tu

Moja ocena: 4,5 / 6



Autor: Józef Ignacy Kraszewski
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Seria: Podróże
Rok wydania: 1985
Liczba stron: 476


Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Besala Jerzy Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Borkowska Urszula Bowen Rhys Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Covey Sean Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnecka Renata Czarnyszewicz Florian Czwojdrak Bożena Dallas Sandra Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domagalski Dariusz Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drewniak Wojciech Drinkwater Carol Drucka Nadzieja Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Dyer Wayne Edwardson Ake Evans Richard Fabiani Bożena Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Filipowicz Wika Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fowler Karen Joy Frankl Viktor Franzen Jonathan Frayn Michael Fredro Aleksander Fryczkowska Anna Fønhus Mikkjel Gaskell Elizabeth Genow Magdalena Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Helsztyński Stanisław Hen Józef Herbert Zbigniew Hill Napoleon Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jahren Hope Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jurgała-Jureczka Joanna Jörgensdotter Anna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karlsson Elise Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kowecka Elżbieta Kościński Piotr Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kręt Helena Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Laurain Antoine Lehtonen Joel Loreau Dominique cytaty Lupton Rosamund Lurie Alison Maciejewska Beata Maciorowski Mirosław Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Małecki Jan McKeown Greg Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Mitchell David Mizielińscy Miłoszewski Zygmunt Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Myśliwski Wiesław Nair Preethi Naszkowski Zbigniew Nesbø Jo Nesser Hakan Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Orlińska Zuzanna Ossendowski Antoni Ferdynand Pająk-Puda Dorota Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pawlikowski Michał Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Przedpełska-Trzeciakowska Anna Puchalska Joanna Puzyńska Katarzyna Płatowa Wiktoria Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Sobolewska Justyna Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szalay David Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Weissensteiner Friedrich White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna de Blasi Marlena Ładyński Antonin Łapicka Zuzanna Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Żylińska Jadwiga
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...