Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura szwedzka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura szwedzka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 czerwca 2020

Elise Karlsson, Linia





Jeśli nie lubicie czytać opasłych tomiszczy, to ta książka powinna Wam przypaść do gustu. Jako że liczba stron nie stanowi jednak wyznacznika wartości książki, postaram się napisać kilka słów o tej mikropowieści.

Bohaterką książki jest Emma, której życie jest puste, bez treści i bez sensu, a ona sama, przybita długim okresem przebywania na bezrobociu, znajduje się właściwie na progu depresji. Sens jej egzystencji nadaje praca, którą wreszcie zdobywa.  W jej życiu w końcu pojawiają się relacje międzyludzkie, wzrasta jej poczucie własnej wartości. Ale czy biurowe życie, wspólne wyjścia na lunch, wspólne projekty, wyjazdy integracyjne mogą wypełnić czyjeś życie? Emma nie zadaje sobie takich pytań. Niepostrzeżenie, jej życie zaczyna się ograniczać do spraw związanych z pracą, biurem, ludzi, z którymi pracuje. Właściwie nie ma ona nic swojego poza pracą w korporacji - wydawnictwie specjalizującym się się w poradnikach. Nawet pojawiających się w jej życiu mężczyzn poznała w pracy. Jak sama mówi: 

"Przestałam robić kawę w domu. Przestałam jeść w domu. Żywię się pracą."

Linie w moim przekonaniu wyznaczają podział na świat Emmy za szybami biurowca i światem innych ludzi. Właściwie, w miarę lektury, świat ludzi spoza biurowca zanika, zostaje tylko biuro i jego sprawy. Celem życiowym Emmy są kolejne kroki w karierze: stała umowa, stanowisko kierownicze, kolejne piętro symbolizujące wspinaczkę bohaterki w hierarchii służbowej. W tym wyścigu nie widać cech charakterystycznych osobowości kobiety. A raczej jedynym rysem jej osobowości, który zapada w pamięć jest jej dojmująca samotność, tylko czy nie jest to samotność na własne życzenie? 

Ten brak granicy (linii?), za którą jest życie bohaterki, a nie ma pracy, brak jakichkolwiek innych zainteresowań i pasji, jest bardzo niepokojące. Nigdy nie byłam w podobnej sytuacji, praca nigdy nie rządziła moim życiem, dlatego trudno mi wczuć się w sytuację Emmy. 

Nie jest to książka, która by mnie w szczególny sposób poruszyła. Może dlatego, że podejście bohaterki, jej decyzja o tym, aby być liderem w wyścigu szczurów w swojej firmie, nie jest dla mnie zrozumiała. Ponadto, mam wrażenie, że choć autorka miała ciekawy pomysł, to na dobrych chęciach i intrygującym początku się skończyło. W miarę czytania odczucia Emmy zaczęły mnie coraz mniej interesować, ale pojawiające się niemal puste karty z kilkoma zapisanymi zdaniami w formie minirozdziału zaczęły wzbudzać pewne żywsze odczucia, ale zbliżone bardziej do irytacji niż zachwytu. :-) 


Książkę przeczytałam w formie ebooka.


Autor: Elise Karlsson
Tytuł oryginalny: Linjen
Wydawnictwo: Pauza
Tłumacz: Dominika Górecka
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 208



sobota, 23 czerwca 2018

Håkan Nesser, Drugie życie pana Roosa





Trudno było mi zebrać się do napisania kilku refleksji o tej książce (bądź co bądź czytałam ją jeszcze w ubiegłym roku). Powodem tej mojej niezborności nie jest jedynie lenistwo i brak czasu, ale również fakt, że książka ta jest w swojej wymowie dość smutna. Podobnie jak "Człowiek bez psa" jest to literatura obyczajowa z wątkiem kryminalnym i dużą dozą psychologizowania skłaniającego czytelnika do zastanowienia nad własnym życiem i dokonanymi wyborami.

Bohaterami trzeciej części cyklu o inspektorze Barbarottim są Ante Valdemar Roos oraz Anna Gambowska. On jest 59-letnim ekonomistą przeżywającym kryzys wieku średniego, ona zaś uciekinierką z ośrodka dla uzależnionych. Życie pana Roosa odmienia najpierw wygrana w lotto, a później spotkanie z Anną. To spotkanie jest dla nich kluczowym momentem w życiu. Valdemar u schyłku życia otrzymuje od ślepego losu możliwość spełnienia swoich niewygórowanych marzeń (domek w lesie, czas na refleksję na łonie przyrody). Dziewczyna zaś, która doznała już wielu blizn w sercu, zastanawia się, co z tym swoim życiem zrobić, jakie są jej oczekiwania i co chce osiągnąć.

"Życie to stawianie pytań; (...)

Pytań jest dużo, ale tylko trzy są naprawdę ważne.
Gdzie byłaś?
Gdzie jesteś?
Dokąd zmierzasz?

- Jeśli potrafisz na nie odpowiedzieć, to masz życie w swoich rękach (...)." 


To nie jest rada tylko dla Anny Gambowskiej; to uniwersalna porada i moment na zastanowienie dla wszystkich czytelników tej książki.

Myślę, że Valdemar i Anna uczą się od siebie. On chce, żeby dziewczyna nie zatraciła siebie w pędzie życia, żeby po prostu była szczęśliwa. Anna zaś widzi, że Valdemar w swoim nudnym życiu utracił gdzieś radość i potencjał, które przecież kiedyś w sobie miał.

Incydent o charakterze kryminalnym oczywiście się pojawia, ale widziany jest on w retrospekcji, a ofiarę znamy tylko z opowieści. Inspektor Barbarotti również jest obecny, choć nieco unieruchomiony z uwagi na złamaną nogę, ale ważniejsze w tej książce wydają się perypetie małżeńskie inspektor Evy Backman czy kłopoty Barbarottiego z ogarnięciem nowej dla niego roli głowy licznej patchworkowej rodziny niż wyjaśnienie "kto zabił?". 

Autor nie ustrzegł się słabszych momentów i dłużyzn, zwłaszcza w drugiej części, gdy bohaterowie krążą po hotelikach i zajazdach, ale nie zmienia to faktu, że "Drugie życie pana Roosa" jest naprawdę niezłą książką diagnozującą wiele problemów współczesnego tzw. cywilizowanego świata, nie tylko Szwecji. Wszechogarniająca samotność w tłumie, płytkość myśli i odczuć uniemożliwiających prawdziwą więź i porozumienie... Mówi Wam to coś?

Håkan Nesser utwierdził mnie w przekonaniu, że warto sięgać po jego książki, ale nie warto nastawiać się na klasyczny kryminał. Jego książki pokazują samotność współczesnego człowieka i jego wyobcowanie mimo pozornego szczęścia rodzinnego.


Autor: Håkan Nesser,
Tytuł oryinalny: Berättelse om herr Roos
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Czarna seria
Tłumacz: Patrycja Włóczyk
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 432



piątek, 2 lutego 2018

Håkan Nesser, Całkiem inna historia







Ta książka okazała się dla mnie dużym zaskoczeniem. To naprawdę „całkiem inna historia” od „Człowieka bez psa”, którego miałam okazję przeczytać wcześniej. Ta książka to przede wszystkim rasowy kryminał z intrygującym, niespodziewanym i niesztampowym rozwiązaniem, na które wpadł zresztą nie detektyw Barbarotti, główny bohater serii, lecz ktoś zupełnie inny.

Akcja toczy się dwutorowo. Z jednej strony współcześnie w Kymlinge (fikcyjne szwedzkie miasto) i okolicach, gdzie dochodzi do serii morderstw nie powiązanych ze sobą osób; z drugiej zaś, czytelnik zapoznaje się z tajemniczymi zapiskami sprzed kilku lat, gdy grupa szwedzkich turystów beztrosko spędzała czas w Bretanii (konkretnie w Finistere, uwiecznionym w książkach Bodil Malmsten). Zapiski te zdają się być kluczem do rozwiązania tajemnicy morderstw popełnianych obecnie w Kymlinge, gdyż policja jest zupełnie bezradna i mimo wzmożonych wysiłków nie jest w stanie złapać tropu. Intrygującym aspektem tej sprawy jest fakt pisania przez mordercę listów do inspektora Barbarottiego, w których informuje go o planowanych zabójstwach.

Tym razem główny bohater serii pojawia się na kartach książki od razu i oprócz śledzenia postępów śledztwa kryminalnego mamy również okazję prześledzić perypetie osobiste detektywa, który przeżywa romans (a może coś więcej) z Marianne, niepokoi się o dorosłą córkę, która wyjechała popracować do Londynu i zastanawia się, jak powinien pokierować swym życiem, aby być szczęśliwym. Ostatecznie okazuje się, że będzie także musiał ułożyć na nowo stosunki z dwoma synami, którzy do tej pory byli z matką.

Lektura tej książki była dla mnie satysfakcjonującym przeżyciem. Żeby nie odbierać potencjalnym czytelnikom radości z czytania i odkrywania meandrów intrygi kryminalnej zaserwowanej nam przez pana Nessera, nie mogę napisać zbyt dużo o meritum. Wystarczy, jeśli powiem, że był to jeden z lepszych kryminałów, jakie ostatnio czytałam. Ten przykład pokazuje, że pisarz podąża w dobrym kierunku, potrafi zróżnicować swoje środki wyrazu i w ten sposób zaciekawia czytelnika, czego najlepszym dowodem jest fakt, że cykl z komisarzem Barbarottim nie skończy się na czterech tomach, jak początkowo zakładał pisarz, ale napisał ich już pięć. Ja niewątpliwie z chęcią zapoznam się z kolejną odsłoną przygód inspektora Barbarottiego, który swym spokojem i pogodą ducha bardzo mnie ujął.


Autor: Håkan Nesser
Tytuł oryginalny:En helt annan historia
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Czarna
Tłumacz: Emilia Fabisiak
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 528


piątek, 24 listopada 2017

Hakan Nesser, Człowiek bez psa




Po kryminał Hanana Nessera sięgnęłam po raz pierwszy i z dużą ciekawością, gdyż zetknęłam się z wieloma pozytywnymi opiniami na temat jego twórczości.

W tej książce, pierwszej z cyklu o inspektorze Barbarotti z fikcyjnego Kymlinge, mamy okazję zetknąć się z analizą funkcjonowania jednej ze szwedzkich rodzin, którą w przeciągu kilku dni dotykają dwa tajemnicze zniknięcia. Małżeństwo Henrikssonów to para emerytowanych nauczycieli, którzy planują emigrację do słonecznej Andaluzji. Choć może wyraziłam się nieprecyzyjnie, ten pomysł jest autorstwa dominującego męża, a żona tylko biernie przyjmuje te decyzje. Okazją do przedświątecznego spotkania z trójką dorosłych dzieci są wspólne urodziny ojca (sześćdziesiąte piąte) i najstarszej córki (czterdzieste), rodzinnej prymuski i ulubienicy ojca. Jedyny syn, Robert, jest „zakałą” rodziny z uwagi na swój nieustabilizowany tryb życia i skandal, który wywołał podczas występu w telewizyjnym reality show. Młodsza córka zaś oddaliła się od rodziny wychodząc za mąż za dobrze sytuowanego producenta telewizyjnego i tak naprawdę nikt nie wie, jakie tajemnice skrywa.

Wszyscy członkowie rodziny zjeżdżają się do Kymlinge, ale w przeddzień uroczystości znika Robert, a następnej nocy najstarszy wnuk Henrikssonów. W tym momencie wkracza na scenę inspektor Barbarotti. Rozpoczyna on śledztwo, które ujawni niektóre tajemnice rodziny Henrikssonów.

Przyznać muszę, że książkę tę zakwalifikowałabym raczej jako powieść obyczajową z wątkiem kryminalnym niż klasyczny kryminał. Inspektor Barbarotti pojawia się mniej więcej w połowie książki, a na początku mamy dokładną analizę sytuacji (właściwie wiwisekcję) rodziny Henrikssonów – smutny to zresztą obraz zatomizowanej, nieszczerej i nie rozumiejącej się grupy ludzi, a nie wspólnoty.

Rozwiązanie zagadki nie jest typowe, ale zbyt pospieszne – brakowało mi precyzji i dokładności w wyjaśnieniu wątku kryminalnego. O wiele bardziej podobał mi się wątek obyczajowy i jego opis.

Doceniam styl pisarstwa Hakana Nessera, jego zwięzłość i trafność porównań. Udał mu się również bohater jego serii, inspektor Barbarotti. Jego włoskie nazwisko nie jest przypadkiem, gdyż inspektor jest owocem krótkotrwałego szwedzko-włoskiego romansu, a ojca nie znał, tak więc z natury i wychowania jest raczej zdystansowanym Szwedem niż gorącokrwistym Włochem. Jest to człowiek w średnim wieku, po rozwodzie. Jego spokojny styl bycia, skłonność do analizy i poszukiwania szczęścia osobistego bardzo mnie ujęły. Jego cechą charakterystyczną jest prowadzenie swoistego meczu z Bogiem oraz poszukiwanie wskazówek w wybranych na chybił trafił wersetach biblijnych.

Na pewno nie jest to moje ostatnie spotkanie z Nesserem, aczkolwiek mam nadzieję, że druga część cyklu o komisarzu Barbarottim okaże się bardziej dopracowana.

PS. Dodam tylko, że tytuł książki pochodzi od tytułu książki napisanej przez Roberta Henrikssona i nigdy nie wydanej, a dotyczącej – jakżeby inaczej - samotności, tej przerażającej zmory współczesności.



Autor: Hakan Nesser
Tytuł oryginalny: Människa utan hund
Wydawnictwo: Czarna Owca
Tłumacz: Maciej Muszalski
Seria: Czarna Seria
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 456

wtorek, 27 maja 2014

Przygody Mamy Mu





Książeczka "Mama Mu sprząta", którą kupiłam przy okazji większych zakupów literatury dziecięcej, przez długi czas leżała u nas "odłogiem". Kilka prób czytania wieczornego kończyło się na drugiej czy trzeciej stronie, a wyraźne znudzenie Młodego Człowieka skłaniało mnie do przypuszczenia, że to chyba nie jest seria dla nas. Ale pewnego dnia podjęłam kolejną próbę i - o dziwo - przeczytaliśmy książkę od początku do końca, a synek zainteresował się również okładkami kolejnych przygód Mamy Mu. Dlatego też kupiliśmy również "Mama Mu buduje" i Mama Mu czyta".

W książeczkach tych spotykamy się z Mamą Mu, poczciwą brązową krową, której immanentną cechą jest ciekawość świata. Chce robić rzeczy zwyczajne i mniej zwyczajne, to, co sprawia jej przyjemność i urozmaica jej życie. Jej stałym interlokutorem jest pan Wrona, który wszystko wie najlepiej i zawsze odwodzi Mamę Mu od robienia tego, na co ma ochotę strasząc ją popadnięciem w "pióropleksję". :) Pan Wrona strofuje nieustannie Mamę Mu, że jej plany krowom nie przystoją.

"Mama Mu sprząta"
Gdy nadchodzi wiosna, Mama Mu postanawia posprzątać, dość powierzchownie, ale jej sprawia to przyjemność. Pan Wrona jednak nie omieszka wskazać zaniedbań tego sprzątania. Gdy jednak on się bierze do porządków w oborze, oj, w najśmielszych snach byśmy nie przewidzieli tego, co on wymyśli, aby wszystko było białe. :)



"Mama Mu buduje"

Mama Mu nic sobie nie robi z zastrzeżeń Pana Wrony i idąc śladem dzieci, które zbudowały piękny domek na drzewie, postanawia dokonać tego samego. Co z tego, że domek jest krzywy, że ogon w niewielkim stopniu może utrzymać młotek i piłę, ale ważne, że potrafiła zbudować domek. Pan Wrona również pokazuje swoje umiejętności w tym zakresie.




"Mama Mu czyta"
"Książki są takie fajne, Panie Wrono - odparła Mama Mu. - Jak się umie czytać, to można się dowiedzieć niemal wszystkiego."
Mama Mu tym razem chce się nauczyć czytać, od czego bezskutecznie odwodzi ją Pan Wrona, bo przecież "krowom nie wolno czytać!". Ale jeśli Mama Mu chce spełnić swoje marzenia, to nic jej nie powstrzyma. Co więcej, Pan Wrona sam dochodzi do wniosku, że samodzielnie napisze książkę, która zdobędzie Nagrodę Nobla. Co wyniknie z tego kolejnego zderzenia osobowości bohaterów? 


U nas w domu największe zainteresowanie wzbudziła ksiązka o budowaniu domku. Mojemu synkowi zaimponowała technika stosowana przez Mamę Mu i oprzyrządowanie Pana Wrony. Mam nadzieję, że zainteresuje się wkrótce czytaniem. ;) Dodatkowym atutem książki są ilustracje Svena Nordquista znanego z przygód kota Findusa. Jego kreska zdaje również egzamin w serii z Mamą Mu.


Mama Mu to bohaterka, która zaraża swoim optymizmem i chęcią podejmowania nowych wyzwań. Spełniajcie swoje marzenia (a przynajmniej próbujcie), a będziecie szczęśliwsi! Taką naukę przekazuje nam zwykła/niezwykła brązowa krowa. :)



Jujja Wieslander (ur. 1944) - Szwedzka autorka literatury dziecięcej, członek szwedzkiej akademii dziecięcej. Najbardziej znana dzięki serii książek o Mamie Mu i panu Kruku, które napisała wspólnie z mężem Tomasem Wieslanderem. 






Autor: Jujja Wieslander
Tytuł oryginalny: Mamma Mu städar (Mama Mu sprząta)
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 30

Autor: Jujja Wieslander
Tytuł oryginalny: Mamma Mu bygger koja (Mama Mu buduje)
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 28


Autor: Jujja Wieslander
Tytuł oryginalny: Mamma Mu laser (Mama Mu czyta)
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2012

Liczba stron: 28

czwartek, 12 grudnia 2013

Lars Gustafsson, Wełna




"Istnieję tutaj. Nie jestem niczym szczególnym, ale w każdym razie istnieję tu z wszystkimi moimi zmysłami, z tą pomysłowością, przebiegłością i wrażliwością, jakie mam, z tym ciepłem i uprzejmością, na jakie zdołam się zdobyć - a stają się one naturalnie coraz mniejsze, im więcej czasu upływa - i nikt nie rości sobie do mnie pretensji, nikt mnie nie potrzebuje. Udzielam moich wiadomości z matematyki. To wszystko. To jedyna rzecz, jaką mam do sprzedania." (s. 190)
 
Gdyby nie rewelacyjna recenzja książki Larsa Gustafssona autorstwa Jeżanny, pewnie nie odkryłabym tego szwedzkiego twórcy lub trafiłabym na niego dużo później. Na szczęście Jeżanna tak pięknie napisała o „Śmierci pszczelarza” , że postanowiłam poszukać książek tego autora w dostępnych mi bibliotekach. Wybrałam jednak inny tytuł i w ten sposób w moje ręce trafiła „Wełna”.

Akcja książki toczy się w końcówce lat 60-tych i w 1970 r. Głównym bohaterem książki jest Lars Herdin, uzdolniony matematyk, który jednak nie zrobił kariery naukowej i wylądował na posadzie prowincjonalnego nauczyciela matematyki w przemysłowym, wybitnie nieciekawym miasteczku Trummelsberg. W mieścinie tej prowadzi samotne życie wypełnione przeciętnymi, mało ciekawymi uczniami. Formą rozrywki są właściwie regularne spotkania z nauczycielką angielskiego mające na celu rozładowanie napięcia seksualnego oraz ciche wspieranie aktywności Frontu Wyzwolenia Wietnamu, co niemożliwie denerwuje dyrektora szkoły, wyjątkowo antypatycznego służbistę i biurokratę. Niespodziewanie dla siebie Lars odkrywa, iż jeden z jego uczniów jest geniuszem matematycznym, nieoszlifowanym diamentem, który odpowiednio poprowadzony i przygotowany, może zmienić oblicze tej dziedziny nauki. Lars wyczuwa szansę na wzbogacenie swojej jałowej egzystencji i możliwość wpłynięcia na przyszłość uzdolnionego, choć pochodzącego z biednej rodziny chłopaka.
 
Larsa Herdina poznajemy na początku w relacji jego przyjaciela z wojska Larsa Gustafssona. Tak, tak, autor pojawia się w książce przez dobrą chwilę. Dopiero po przeczytaniu pierwszego rozdziału, gdy dowiadujemy się, w jaki sposób Lars Herdin zakończył życie, poznajemy jego historię. Szwedzki pisarz żonglując czasem pokazuje nam najistotniejsze fragmenty życiorysu Herdina, od dzieciństwa poczynając, na roku 1970 kończąc

Z czym kojarzy się Wam wełna? Zapewne z ciepłem i bezpieczeństwem wełnianego swetra chroniącego nas przed zimnem. Tymczasem Lars Gustafsson uznaje wełnę, ale tę nieprzyjemną, śmierdzącą mokrą wełnę, która przewija się przez książkę niczym wyrzut sumienia, za symbol krępowania możliwości pojawiających się w naszym życiu i nie pozwalających nam rozwinąć skrzydeł.
 
Herdin to człowiek, który nie wykorzystał swego potencjału i nawet on sam chyba nie wie, jak do tego doszło. Wie, że geniusz Larssona, który trafił mu się jak ślepej kurze ziarno, jest dla niego szansą na odzyskanie do siebie szacunku i szansą na przełamanie beznadziejności egzystencji, w której tkwi. Dlatego wspiera chłopaka, udziela mu lekcji, ale wkraczając w jego życie tak zdecydowanie wnosi doń również niepokój, który przyczynia się do zburzenia ładu w jego życiu. Niejako z rozpędu popełnia również czyn, który podważa jego lojalność wobec chłopaka i narusza istotnie jego etykę zawodową. Dlaczego tak się dzieje? Bohater chyba tego nie wie.
 
„Wełna” została wydana w ramach słynnej serii Nike i trzeba przyznać, że jest to książka warta przeczytania. Ta historia nie jest radosna. Nie jest także pozytywna, raczej napawa nas goryczą i smutkiem, jak czasem dziwnie się toczy życie pozostawiając nas w kompletnej izolacji w świecie, który nie jest światem naszych marzeń. Utkwił mi w pamięci ponury obraz szwedzkiego prowincjonalnego przemysłowego miasta w okowach zimy, a także - jako kontrast - wspomnienie sielskich wakacji z okresu dzieciństwa Larsa, gdy poza Szwecją toczyły się krwawe zmagania na frontach II wojny światowej.
 
Abstrahując od wartości literackiej książki, przyznam, że lubię gdy książka jest opatrzona posłowiem specjalisty, który potrafi przybliżyć czytelnikowi sylwetkę pisarza i trendów, które miały wpływ na jego twórczość. W tym wydawnictwie możemy się zapoznać z tekstem autorstwa Zygmunta Łanowskiego, tłumacza „Wełny”, i z racji na moją nieznajomość prozy Gustaffsona ten tekst pomógł mi w odbiorze książki.
 
Pisarstwo Gustafssona jest wymagające, ale całkowicie dostępne dla przeciętnego czytelnika. Język powieści nie jest trudny, czyta się ją naprawdę dobrze, ale książka wzbudza wiele pytań, na które nie znajdziemy tam odpowiedzi. Wiele pytań, które mogą gryźć jak szorstka wełna. To po prostu lektura, która daje do myślenia, ma pesymistyczny wydźwięk, gdyż opowiada historię człowieka, który nie udźwignął roli, jaką przeznaczyło mu życie. Autor przemyca wiele swoich socjalizujących poglądów. Aktywność polityczna przynosi bohaterowi pewną nadzieję, ale czy to jest wszystko, w czym może się realizować? Czy jego przeznaczeniem jest gryząca samotność, wyrzuty sumienia i gorycz czy też jest jeszcze nadzieja na życie pełną piersią? Odpowiedzi na takie pytania szuka na pewno wielu z nas.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania
Czytamy serie wydawnicze





Lars Gustafsson (ur. 1936) - szwedzki pisarz, poeta i wykładowca. W latach 1983 - 2003 mieszkał w USA, gdzie był wykładowcą Uniwersytetu w Austin. Jest jednym z najbardziej płodnych szwedzkich pisarzy. Począwszy od lat 50-tych XX w. wydaje tomy poezji, powieści, opowiadania, eseje. Najsłynniejszą powieścią Gustafssona jest "Śmierć pszczelarza (1978). 




 

Autor: Lars Gustafsson
Tytuł oryginalny: Yllet
Wydawnictwo: Czytelnik
Seria: Nike
Tłumacz: Zygmunt Łanowski
Rok wydania: 1977
Liczba stron: 280 

 

wtorek, 8 października 2013

Johan Theorin, Święty Psychol





Ta książka nieco rozczaruje wielbicieli kryminałów z pełnej magii i nostalgicznego uroku wyspy, jaką jawi się nam Olandia ze słynnego cyklu autorstwa Johana Theorina, gdyż akcja książki rozgrywa się zupełnie gdzie indziej. Chociaż Theorin wydał tylko trzy książki cyklu, to po „Świętego Psychola”, który opowiada historię osadzoną w innym zakątku Szwecji, sięgnęłam z niezachwianą pewnością, że spełni ona moje oczekiwania. 

„Święty Psychol” opowiada nam historię Jana, około trzydziestoletniego wychowawcy przedszkolnego, który z powodzeniem ubiega się o pracę w przedszkolu w mieście Valla we wschodniej Szwecji. Nie byłoby w tym może nic ciekawego, gdyby nie charakter tej placówki i tajemnice, które skrywa Jan. Przedszkole jest bowiem afiliowane przy pobliskim szpitalu psychiatrycznym, w którym przebywają rodzice uczęszczających tam dzieci. Bliskość dzieci i możliwość systematycznego kontaktu z nimi jest pewną formą eksperymentalnej terapii stosowaną przez lekarzy szpitala świętej Patrycji, potocznie zwanego przez miejscowych „świętym psycholem”. Jan skrywa wiele tajemnic, które są ujawniane podczas kolejnych retrospekcji. Czytelnik poznaje zakamarki jego duszy i koleje losu, które sprowadziły go do tego obcego miasta.  Atmosfera otaczająca szpital i wydarzenia, do których dochodzi przynoszą coraz więcej niepokojących elementów…

Nie jest to typowy kryminał, ale do tego czytelnicy Theorina zdążyli się chyba przyzwyczaić. Określiłabym go raczej mianem thrillera psychologicznego. Najważniejszy jest nastrój narastającego od pierwszych stron książki niepokoju. Wszystko może być pułapką. Niby nic się nie dzieje, nie dochodzi do żadnych spektakularnych wydarzeń, a jednak narasta w nas uczucie dyskomfortu i niepokoju właśnie. Głównym nosicielem tego wrażenia jest Jan, główny bohater książki, który praktycznie nie schodzi z kart książki. Swoje dodaje również placówka psychiatryczna, tytułowy „święty psychol”, ze swoją niedostępnością i tajemniczością, która otacza mieszkańców tego miejsca. 

Theorin przedstawia całą historię, wydarzenia, które się rozgrywają, wyobrażenia o nich tylko z perspektywy nowego pracownika przedszkola, który, jak rozumiemy coraz wyraźniej, miał swoje powody, które go pchnęły do podjęcia pracy w tym miejscu. Nawet nie powody, a swoistą misję. Aby poznać w szczegółach sytuację Jana i jego portret psychologiczny cofamy się do wydarzeń, które miały miejsce w jego czasach szkolnych i kilka lat przed podjęciem pracy w Valli. Te retrospekcje odsłaniają powolutku przeszłość, która ma niebagatelne znaczenie dla wydarzeń rozgrywających się współcześnie. Końcówka książki zapewnia kilka zwrotów akcji zupełnie zmieniających nasz ogląd sprawy, a samo zakończenie zaskakuje, choć jest w nim chyba za dużo pośpiechu. 

Konstrukcja książki jest ciekawa, groza narasta przeplatana retrospekcjami i obrazkami z obecnego życia Jana w Valli. Uwagę zwracają niesamowite bajki, które w pewnym momencie wpadają w ręce Jana i powiem szczerze, że mało który rodzic chciałby je czytać swojemu dziecku na dobranoc. Te bajki i osoba Jana oraz większości bohaterów wiąże jedna cecha: samotność. To cecha współczesnych ludzi, sami żyjemy, mieszkamy, śpimy rozpraszając się na krótkie spotkania towarzyskie, krótkie związki, banalne rozmowy, a nie mamy czasu na dzielenie z kimś życia, a może boimy się tego. Przygnębiający jest obraz życia współczesnego człowieka, który znajduje odbicie w książce Theorina. Właściwie wszyscy bohaterowie występujący w tej książce są samotni, nie poznajemy ich w relacji rodzinnej, lecz środowiskowej, jako kolegę z pracy, sąsiada, przełożonego i tak naprawdę nie mają oni innego życia. Choć wiwisekcji poddane jest tylko życie Jana, to egzystencja wszystkich bohaterów naznaczona jest przez wszechogarniającą pustkę, brak ciepła drugiego człowieka, co wpływa na nich w sposób niepokojący i skłaniający do przemyśleń. Choć czytelnik ma szansę poznać Jana dość dobrze, i tak jest zaskakiwany co jakiś czas, poznając jego historię i motywy jego działań. 

Książkę czyta się świetnie, jest atmosfera tajemnicy, sąsiedztwo szpitala psychiatrycznego i sekrety otaczające jego mieszkańców budzą zaciekawienie podszyte niepokojem. Theorin prowokuje nas do ciągłego odgadywania, co stoi za poszczególnymi wydarzeniami, a my i tak jesteśmy zaskakiwani. Mimo wszystko jednak, moim „numero uno” wśród książek szwedzkiego pisarza pozostaje „Zmierzch”, ale „Świętego Psychola” warto przeczytać, gdyż mimo braku magicznego nastroju Olandii (nie można mieć wszystkiego, nieprawdaż ;)), to świetna książka. Bardzo jestem ciekawa kolejnej części „kwartetu olandzkiego”, a tymczasem „Święty Psychol” pomaga skrócić czas oczekiwania na nią.
 
 
Autor: Johan Theorin
Tytuł oryginalny: Sankta Psyko
Wydawnictwo: Czarne
Seria: Ze Strachem
Tłumacz: Barbara Matusiak
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 416

 

czwartek, 19 września 2013

Per Anders Fogelström, Miasto moich marzeń



 
Ta książka powstała z miłości do miasta, które opisuje. Jest to pierwsza część cyklu autorstwa Pera Andersa Fogelströma, która prezentuje nam życie Sztokholmu w latach 1860-80. Przenosimy się do tego miasta, gdzie panuje niemiłosierny tłok, każde możliwe miejsce, które może służyć jako posłanie, jest zajęte i trudne do zdobycia dla pojawiających się wartkim strumieniem przybyszów ze wsi. To miasto, gdzie większość niewykwalifikowanych robotników pracuje ponad siły ciułając każdy grosz. Gdzie dzieci muszą wcześnie zaczynać pracę i zarabiać na siebie już od wczesnego dzieciństwa doświadczając z reguły brutalności i agresji ze strony rodziców, tych prawdziwych lub przybranych. 

Taki Sztokholm poznajemy, gdy trafiamy do miasta razem z Henningiem Nilssonem, biednym chłopakiem ze wsi, który osierocony przez matkę ucieka z rodzinnej wsi i w wieku 15 lat, bez grosza przy duszy, wkracza do miasta. Miasta, które żyje własnym życiem, pojawiają się nowi mieszkańcy, rozwija się i… nie jest dla wielu łaskawe. Henning jest człowiekiem pełnym wewnętrznej godności i prawości, którego spokój i uczciwość jaśnieją niczym gwiazda na horyzoncie powszechnej niegodziwości i brutalności. Zmaga się on z trudami życia starając się jednak pozostać w zgodzie ze swoimi zasadami. Dla wszystkich, których spotyka ma dobre słowo i jest wdzięczny za każda dobrą rzecz, która go spotyka. Ta jego spolegliwość, uczciwość i niechęć do wyrwania się z zaklętego kręgu biedy i niemożności zapewnienia sobie lepszego bytu, brak sprytu życiowego niosą w sobie przeczucie nieszczęścia dla niego i jego rodziny, którą stworzył z piękną i łagodną Lotten, córką praczki. 

Henning jest głównym bohaterem, ale nie jedynym. Poznajemy barwną galerię postaci, które częstokroć prezentują inne podejście do życia niż nasz bohater. Uwagę zwraca postać Anniki, córki pełnego brutalnej siły farbiarza, wynajmującego dosłownie każdy kąt swojej nędznej chałupy czeredzie biedniejszych od siebie. Obsesyjnie dba ona o swój wygląd, aby nikt postronny nie mógł posądzić jej o związki z biedotą i aby wyrwać się z biedy i swojego środowiska za wszelką cenę. Czy uda jej się odnaleźć szczęście? 

Kciuk z kolei to najlepszy przyjaciel Henninga, z którym poznali się wkrótce po przybyciu Henninga do miasta. Pragnie on osiągnąć w życiu więcej niż tylko trwanie w przypisanym urodzeniem otoczeniu. Nie ukrywa tego, że marzy o rewolucji społecznej, która zmieni oblicze Szwecji. Interesuje go każdy przejaw buntu, który przecież może być zarzewiem tej upragnionej przez niego rewolucji. Jest on bohaterem, który wnosi do akcji powiew niepokojów społecznych, które pojawiały się podówczas w Europie. Bądź co bądź jest to epoka rewolucji przemysłowej. W wydaniu szwedzkim jest ona w sumie delikatna i łagodna, ale dla Henninga i tak udział w podobnych „awanturach” jest niewyobrażalny. W książce spotykamy się również z rodziną Bodinów, handlarzy śledzi, z którą splatają się losy głównego bohatera. Dzięki nim dowiadujemy się nieco o życiu tych nieco bogatszych sztokholmian.

Książka Fogelströma zrobiła na mnie duże wrażenie. Opisywane są kolejne wydarzenia z życia Henninga i jego otoczenia, a wiele z nich wywołuje wzruszenie, którego na pewno nie nazwałabym tanim. Jest to realistyczny obraz życia biednych mieszkańców Sztokholmu. Książka opisuje tę gorszą stronę życia naznaczoną pracą ponad siły, biedę, wyzysk, nie unika też rejestrowania godnych pogardy zjawisk, jak gwałt, brutalność, agresja wobec dzieci. A jednak nie są to opisy naturalistyczne. Byłam przejęta, smutna, zmartwiona tym, o czym czytam, ale jednocześnie niesamowicie wzruszona historią Henninga i jego rodziny. To książka, którą chce się czytać, której bohaterowie są ludźmi z krwi i kości, których losy chce się poznać. A zbiorowym bohaterem jest miasto, które się zmienia, modernizuje, ulega nowym wpływom, przyciąga nowych mieszkańców i powoli staje się metropolią.

Najbardziej wzruszyła mnie sytuacja dzieci żyjących w tym środowisku. Ich niedola, brutalność, z jaką się spotykały porusza i przejmuje. Opisane są sytuacje, które wręcz przejmują grozą. Wydaje się, że tradycja przyjmowania dzieci na wychowanie dla wielu rodzin była sposobem na podreperowanie domowego budżetu poprzez niesamowity wyzysk tych dzieciaków. Z drugiej strony, zwróciłam uwagę na fakt, że w okresie, gdy toczy się akcja książki, ci najbiedniejsi potrafili jednak czytać i pisać, co nie było chyba europejską normą w tym czasie.

Choć książka nie opowiada o rozterkach miłosnych pań z wyższych sfer, wzruszeń tu nie brakuje. Każdy czytelnik będzie chyba poruszony obrazem nędzy, poniżenia, codziennej, pełnej poświęceń i wysiłku walki o chleb, o możliwość przeżycia. Książka przemawia do wyobraźni i stają nam przed oczami opisane sceny. Dość rzadko się wzruszam przy lekturze, ale końcówka „Miasta moich marzeń” wywołała łzy w moich oczach. Tyle razy wspomniałam tu o swoim wzruszeniu, ale ta książka to naprawdę kawał dobrej, wywołującej emocje literatury. Oferuje ona nie tylko gamę wzruszeń, ale przywołuje też obraz ludzi, którzy musieli żyć w ciężkich i bardzo trudnych czasach, których urodzenie skazywało ich na ciężką, niemal beznadziejną egzystencję, a która mimo swej biedy niosła również wiele momentów wywalczonego szczęścia i pogody. Urzekła mnie ta książka, siła ludzkich charakterów i uniwersalność przekazu mimo osadzenia w określonych realiach czasowych i geograficznych. 

P.S. Dla wszystkich czytelników „Pani na Złotym Potoku” Magdaleny Jastrzębskiej mam informację, że w „Mieście moich marzeń” kilkakrotnie jest wspomniany król Karol, który zresztą umiera przed końcem książki. Tak, to TEN Karol XV, który omal nie poślubił Marii Beatrix Krasińskiej.
 

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytamy serie wydawnicze




Per Anders Fogelström (1917-98) – pisarz szwedzki. Całe życie spędził w Sztokholmie, gdzie toczy się akcja większości z jego40 książek, w tym pięcioczęściowy cykl o życiu miasta, którego pierwszą częścią jest “Miasto moich marzeń” (wyd. 1960, polskie wyd. 1982).
Źródło zdjęcia







Autor: Per Anders Fogelström
Tytuł oryginalny: Mina drömmars stad
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Tłumacz: Małgorzata Szulc-Modig
Rok wydania: 1982
Liczba stron: 288
 

środa, 11 września 2013

Liza Marklund, Zamachowiec




Annika Bengtzon, dziennikarka śledcza sztokholmskiej popołudniówki Kvällspressens, została powołana do życia przez Lizę Marklund i po raz pierwszy objawiła się światu właśnie w „Zamachowcu” w roku 1998. Po wydaniu książki i jej sukcesie wśród czytelników Liza Marklund postanowiła kontynuować serię, ale w nietypowy sposób, gdyż napisała trzy tzw. prequele czyli ukazała wydarzenia z życia Anniki zanim nastąpiły te opisane w „Zamachowcu” („Studio Sex”, „Raj”, „Prime time”). 

W prezentowanej dziś przeze mnie książce Annika jest świeżo mianowaną szefową działu kryminalnego sztokholmskiej popołudniówki usiłującą pogodzić szeroki zakres obowiązków i nienormowane godziny pracy, wyznaczane przez rytm wydarzeń z życiem rodzinnym, którego porządek wyznaczają obowiązki rodzicielskie nad dwójką dzieci w wieku przedszkolnym. Tymczasem dochodzi do wybuchu na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie, gdzie mają się odbyć wkrótce Igrzyska Olimpijskie. Ofiarą wybuchu jest szefowa Komitetu Olimpijskiego, Cristina Furhage. Rozpoczyna się policyjne śledztwo, dziennikarze zaś przystępują do walki o kolejne newsy dotyczące policyjnego dochodzenia w tej sprawie, które pozwolą na uzyskanie przewagi nad konkurentami. Rozpatrywane są różne wersje wydarzeń, również te uznające to wydarzenie za zamach terrorystyczny. Annika podejmuje trop, który nie został zauważony przez inne redakcje. Niemniej jednak, w pracy ciągle musi stawiać czoło obstrukcji ze strony starszych członków redakcji, choć cieszy się poparciem redaktora naczelnego. W życiu rodzinnym również narastają trudności w sprawnej organizacji opieki nad dziećmi w obliczu wydłużonych godzin pracy Anniki i jej męża, który – choć jest tylko urzędnikiem państwowym – to w końcówce roku również ma sporo nieprzewidzianych obowiązków. Tymczasem zabójstwo Cristiny Furhage nie będzie jedynym, a ofiara i osoby z jej otoczenia również mają swoje tajemnice…

Marklund koncentruje się w „Zamachowcu” nie tylko na intrydze kryminalnej, lecz nurtuje ją kwestia pozycji społecznej kobiet i ich osiągnięć w zdominowanym przez mężczyzn świecie. Osobowość Cristiny Furhage jest niejako skonfrontowana z Anniką, a ich problemy w sumie są podobne jeśli chodzi o rywalizację z mężczyznami w pracy. Są to jednak dwie różne osobowości, ale konfrontacja ich ścieżek kariery może wydać się naprawdę interesująca.

Ciekawie przedstawiono pracę redakcji gazety i dylematy, z którymi muszą się zmierzyć dziennikarze. Mam jednak dość przygnębiające odczucie, że znacząca większość tych wątpliwości obecnie już nie istnieje, a sporo artykułów (jeśli nie wszystkie), których publikację Kvällspressens wstrzymało z powodów etycznych, obecnie opublikowanoby bez zmrużenia oka. Wizja gazety, jaką ma redaktor naczelny jest niestety głęboko idealistyczna i nieaktualna w dobie poszukiwania jak najbardziej smakowitych kąsków z życia bohaterów kolorowej prasy oraz w warunkach narastających problemów finansowych wydawców słowa drukowanego. 

Bardzo wciągające są również sceny z życia gazety i rozgrywki między Anniką a jej starszymi kolegami i podwładnymi, którzy niechętnym okiem patrzą na jej awans. Sceny indywidualnych spotkań tych współpracowników z redaktorem naczelnym, podczas których po prostu „kablowali” na swoją koleżankę / przełożoną robią duże wrażenie. Co jak co, ale takie sytuacje zdarzają się chyba wszędzie, niezależnie od kraju i szerokości geograficznej. 

Annika, którą polubiłam w „Studio Sex”, choć nie zachwyciła mnie w dwóch kolejnych częściach cyklu, zmaga się z wieloma problemami w życiu zawodowym i rodzinnym. Nadal nie może znaleźć „złotego środka”, który zapewniłby jej równowagę wewnętrzną i spokój. W moim odczuciu jest nieco drażniąca, zwłaszcza gdy wyraźnie widać, że uważa swą pracę w gazecie za dużo ważniejszą niż np. praca jej męża. Często jest też poirytowana i zwyczajnie niegrzeczna w momentach, gdy taka być nie musi lub nie wydaje się to uzasadnione istniejącą sytuacją. Jej cechą charakterystyczną jest jak zawsze pasja, dociekliwość i zaangażowanie w wykonywaniu swojej pracy. 

Przeczytałam wszystkie prequele napisane już po „Zamachowcu”, ale z książki na książkę seria podobała mi się coraz mniej. Liczyłam więc na to, że „Zamachowiec”, jako inauguracyjna część cyklu, będzie na wyższym poziomie niż czytany przeze mnie ostatnio „Prime time”. Rzeczywiście, jest to lepsza, bardziej dopracowana książka. Intryga kryminalna zapowiadała się bardzo interesująco, ale w drugiej części książki napięcie jednak „siadło”. Końcówkę zaś i wyjaśnienie motywów sprawcy uważam za wybitnie nieudaną.

Podsumowując, „Zamachowiec” to niezły kryminał z zacięciem społecznym o zabarwieniu feministycznym. Annika sprawdza się jako główna bohaterka, gdyż potrafi przykuć uwagę czytelnika i elastycznie wprowadza nas w meandry życia redakcji gazety. Książka zrobiłaby na mnie lepsze wrażenie, gdyby nie zepsuta końcówka. Ale i tak warto przeczytać. :)
 

Liza Marklund (ur. 1962) - popularna szwedzka powieściopisarka i dziennikarka. Popularność przyniosła jej seria książek z Anniką Bengtzon w roli głównej. Przez 15 lat pracowała jako dziennikarka. Zrezygnowała z tej pracy, aby poświęcić się literaturze. Uczestniczy w wielu kampaniach społecznych, m.in. przeciw przemocy wobec kobiet.
Źródło zdjęcia



Autor: Liza Marklund
Tytuł oryginalny: Sprängaren
Wydawnictwo: Czarna Owca
Seria: Czarna Seria
Tłumacz: Paweł Pollak
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 472

piątek, 19 lipca 2013

Per Christian Jersild, Wyspa dzieci




Na tę książkę zwróciłam uwagę dzięki wpisowi Koczowniczki, która ma dar wyszukiwania nieco przykurzonych perełek literackich.

Upalne lato w Sztokholmie w latach 70-tych XX wieku. Reine Larsson, prawie jedenastoletni syn Harriett, samotnej matki, owoc przypadkowego związku, postanawia poświęcić swoje wakacje na przemyślenie kondycji człowieka i życia jako takiego. W tym celu podejmuje przemyślany plan wprowadzenia w błąd swojej matki, co doprowadza do jego samotnego pobytu w rozpalonym letnim żarem mieście; matka natomiast jest przekonana o jego wyjeździe na kolonie dla młodzieży na tzw. „Wyspie dzieci”. Reine jednak wie lepiej, że podczas tych kolonii nie będzie mógł się skupić, żeby przemyśleć te najważniejsze dla niego sprawy i postanawia posmakować samodzielności w pełnej konspiracji. („Nie można porządnie myśleć w obecności mnóstwa innych chłopaków. Koncentracja w pokoju zaludnionym przez chmarę dzieciaków odpada. Spokojne myślenie nie byłoby możliwe, nawet gdyby wszyscy spali. Jak snuć na przykład rozważania o tym, że jest sam w całym świecie, a inni tylko pyłkiem w jego oku, wśród dziesięciu spoconych, puszczających wiatry i jęczących kumpli?” s. 113).

Jego posunięcie, choć dobrze zaplanowane, jeśli chodzi o wprowadzenie matki i sąsiadów w błąd, nie jest do końca przemyślane w odniesieniu do kwestii utrzymania się w mieście. Dzięki szczęśliwemu przypadkowi udaje mu się znaleźć pracę, ale nie trwa to zbyt długo i chłopak poznaje nowych znajomych, członków wędrownej trupy teatralnej, członków bandy räggare - młodzieżowych chuliganów i przestępców, wsławiających się głównie rozbijaniem imprez publicznych, prawie nieznajomą dziewczynę i jej ekscentrycznego sąsiada…

Książka Jersilda napisana jest z punktu widzenia przedwcześnie dojrzałego Reine, który próbuje sobie ułożyć w głowie porządek świata i swoje w nim miejsce. Odrazą napawa go świat dorosłych, ich gierki, rozgrywki i oszustwa. Wyrazem jego niechęci do świata dorosłych, czy też dorosłości w ogóle, jest obawa przed dojrzewaniem i wejściem w świat seksualności. W moim przekonaniu ten aspekt książki to także swoiste ostrzeżenie czy też raczej zgłoszenie wątpliwości co do szwedzkiego systemu edukacji i pomocy społecznej. Skoro bystry jedenastolatek układa sobie w wyobraźni scenariusze postępowania w rodzinie zastępczej, do której zostanie skierowany, gdy wyjdzie na jaw, że został sam w mieście bez opieki, to coś z tym systemem jest nie tak. Więź z matką przez większą część książki praktycznie nie jest odczuwalna, a chłopak ze swoją rodzicielką właściwie nie rozmawia. Reine zresztą bardzo często wyraża w myślach pogardę dla matki i jej stylu życia.

„Nie posunął się ani o krok z zadaniem, które sobie postawił, czyli dowiedzieć się, co jest ważne. Dlaczego istnieje człowiek, dokąd zmierza, jak dużo czasu to zajmie i co to da.” (s. 43)

To, co mnie uderzyło w tej książce, to ogromna samotność Reine. W tym wielkim, rozpalonym słońcem Sztokholmie Reine jest zupełnie sam. Świat dorosłych pozostawia go samemu sobie. Nie dostarcza żadnych wskazówek, rad, drogowskazów postępowania. Reine chce zostać sam ze sobą i znaleźć odpowiedzi i tak się dzieje. Nikt z dorosłych się nim nie zainteresuje, nawet gdy chodzi w brudnych rzeczach i można się domyślić, że nie pozostaje pod opieką dorosłego. Nie ma kolegów, rówieśników, rodziny, znajomych, a jeśli już trafia się jakiś kontakt z kochankiem matki, to dorosły kompletnie nie jest zainteresowany odczuciami Reinego i przyjmuje bez mrugnięcia okiem jego wyjaśnienia, dość zresztą niekoherentne. Podobnie mało dociekliwe okazują się koleżanki z pracy, gdzie udaje mu się zaczepić, aby zarobić nieco pieniędzy potrzebnych do przeżycia w mieście.

Reine podejmuje próbę pozostania sam ze sobą bez konkretnego planu utrzymania się, i ją konsekwentnie realizuje chcąc dotrzeć do prawdy istnienia. Czy w ogóle jest jakaś „prawda”? Reine praktycznie nie prowadzi rozmów. Jest ze swoimi myślami sam. To dorośli nie chcą z nim rozmawiać traktując go jak dziecko, zajęci swoimi własnymi sprawami i problemami. Dopiero pod koniec książki trafia na osobę, która traktuje go jak partnera i potrafi rozmawiać, przed którą Reine się otwiera. Nora, przypadkowo spotkana dziewczyna, u której pomieszkuje, mówi do niego: „Nigdy jeszcze nie spotkałam dziesięciolatka tak starego jak ty.” (s. 229), a w rozmowie między nimi padają słowa, które dotychczas istniały tylko w głowie chłopca:

 „-Wiesz dlaczego z nikim nie rozmawiam?
- Bo nie zrozumieją.
- To też. Ale odebraliby mi siłę, gdyby wiedzieli, jak myślę.
- Jaką siłę?
_Tę, która sprawia, że ja to ja, że ja wiem, bo ja to robię, wiem, że ostatecznie i tak jestem jedynym człowiekiem w uniwersum.” (s. 232)


Ciekawie napisana, mądra książka. Bardzo krytyczne spojrzenie na szwedzką rzeczywistość połowy lat siedemdziesiątych. Końcówka jest moim zdaniem niedopracowana i jakby przyszyta „na siłę”, żeby nie było zbyt pesymistycznie. Pytania i wątpliwości podniesione przez Jersilda są głębokie i uniwersalne, ciekawie ukazał wątpliwości przedwcześnie dojrzałego dziecka wkraczającego w wiek nastoletni. Warto przeczytać.

 
Książka przeczytana w ramach wyzwań:

Czytamy serie wydawnicze

Pod hasłem




Źródło zdjęcia
 

PerChristian Jersild (ur. 1935) – szwedzki lekarz i pisarz. Pisze na tematy społeczne. Jest autorem trzydziestu pięciu powieści. Do jego najsłynniejszych książek należą „Wyspa dzieci” (1976) oraz „Dom Babel” (1978), w którym opisane jest umieranie starszego człowieka w odhumanizowanym szpitalu na przedmieściach Sztokholmu.






Autor: Per Christian Jersild
Tytuł oryginalny: Batnens o
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Tłumacz: Halina Thylwe
Rok wydania: 1986
Liczba stron: 276
 

piątek, 12 lipca 2013

Asa Larsson, Burza z krańców ziemi





Po przeczytaniu „Krwi, którą nasiąkła”, drugiego tomu z cyklu o Rebece Martinsson, uznałam, że Asa Larsson to nowa gwiazda skandynawskiej prozy kryminalnej. Nic więc dziwnego, że koniecznie chciałam przeczytać książkę inicjującą ten cykl. W końcu, gdy mi się udało ją wypożyczyć, rozpoczęłam lekturę z nadziejami na ciekawy, niebanalny kryminał z ujmującą, wrażliwą bohaterką. A jak było?

Rebeka Martinsson jest ambitną prawniczką zatrudnioną w renomowanej sztokholmskiej kancelarii prawniczej. Jest samotniczką, która dusi w sobie wiele tajemnic z przeszłości związanych z młodością spędzoną w Kirunie na dalekiej północy. Pewnego dnia przeszłość ją dogania w formie telefonu od dawnej przyjaciółki, Sanny, której brat, charyzmatyczny lider religijny, został brutalnie zamordowany, a jego ciało odnaleziono w kościele. Na wezwanie Sanny, Rebeka wyjeżdża do Kiruny, gdzie trafia w środek prowadzonego śledztwa, skomplikowanych interesów prowadzonych przez miejscowe wspólnoty religijne i gdzie natknie się na dobrze jej znane z przeszłości osoby i niezakończone sprawy.

W tej książce jest kilka planów opowieści: przeszłość, wątek kryminalny i wątek obyczajowy ze szczególnym uwzględnieniem warunków zimowych na dalekiej północy, jako że akcja książki toczy się w scenerii zimowej. Bezapelacyjnie, najlepiej wypadły opisy zimy w Kirunie. Larsson potrafiła stworzyć klimat lekko klaustrofobiczny pokazujący siłę natury. Te opady śniegu, nieustanne odśnieżanie i przenikliwy mróz odczuwa się wręcz namacalnie. Natomiast nie przekonał mnie wątek kryminalny ani opowieść o traumie Rebeki z przeszłości, która wiąże ją z głównymi bohaterami opisywanej historii morderstwa. 


Zacznę może od wątku kryminalnego i tego, co mi się nie podobało i miało wpływ na moje odczucia. Policja w Kirunie jest, a jakoby jej nie było. Prokurator nakazuje aresztować pierwszą podejrzaną, jaka mu wpada w ręce i koncentruje się już tylko na tym wątku. Policja w osobie Anny Marii Melli i Svena Erika Stalnacke działa nad wyraz opieszale. Sven, który w obliczu zaawansowanej ciąży koleżanki (poród niemal „na dniach”), ma przejąć dowodzenie, nie jest w stanie samodzielnie podejmować decyzji, musi się jej nieustannie radzić. Na samym początku zdegustował mnie swoim zachowaniem, gdy wezwał ciężarną koleżankę, żeby obejrzała miejsce wyjątkowo drastycznej zbrodni (wykłute oczy, odcięte ręce etc.). Jak dla mnie to wyjątkowy brak delikatności i przyznanie się do bezradności. Wiem oczywiście, że Szwecja to ojczyzna równouprawnienia, a ciąża to nie choroba, ale mimo wszystko ta sytuacja lekko mną wstrząsnęła.



"Śledztwo” zadziwiło mnie zresztą zaraz po tych wspomnianych wyżej oględzinach, gdy przeprowadzono nader dziwne kolegialne pierwsze przesłuchanie świadków. Powodem jednoczesnego przesłuchania trzech pastorów było życzenie, a właściwie warunek zainteresowanych, że pozwolą się przesłuchać tylko wspólnie i mogą na to poświęcić tylko godzinę. Nie ukrywam, zdziwiło mnie to bardzo. Taki ruch miał chyba na celu wzbudzenie w czytelniku niechęci do przesłuchiwanych, ale wydaje mi się, że nawet szwedzka policja ma chyba większe pole manewru niż zgadzanie się na takie warunki potencjalnych podejrzanych, a na pewno istotnych świadków z racji bliskiej współpracy z ofiarą morderstwa.


Wobec niemal kompletnej bezczynności policji, co skutkuje pozostawaniem śledztwa w martwym punkcie nie dziwi decyzja Rebeki o podjęciu działań na własną rękę. Tyle, że nawet w śledztwie prowadzonym przez amatora, należy zachowywać ostrożność i podstawowe zasady logiki. Działania śledcze głównej bohaterki polegają jednak na odwiedzaniu podejrzanych i ogłaszaniu wszem i wobec, co udało się jej odkryć. Złe wrażenie zrobiło na mnie również zakończenie książki czyli wielkie „bum”, które jest zupełnie niespodziewane i częściowo sprowokowane przez decyzje Rebeki, które mogę określić jako dość samolubne. 


Jeśli chodzi o postać Rebeki, to w moim odczuciu jest to inna osoba niż w drugim tomie, w którym odbierałam ją jako osobę nadwrażliwą. Nie wykluczam, że to skutek traumy, która miała miejsce w końcówce książki, ale w pierwszym tomie jej osoba i zachowanie nie wzbudziły mojej sympatii. Jest często po prostu agresywna, zwłaszcza wobec Sanny, na wezwanie której przyjechała do Kiruny. Inna sprawa, to jej więź z Sanną, która moim zdaniem nie jest zbyt bliska. Szczerze mówiąc, nie jest dla mnie jasne, dlaczego akurat jej wezwanie miałoby spowodować przyjazd Rebeki do rodzinnego miasta i przejęcie opieki nad jej córkami. Jakieś to mało uzasadnione psychologicznie.



Dodatkowym elementem, które źle mnie nastawiło do książki jest epizod z bestialskim potraktowaniem zwierzęcia, co było, moim zdaniem, zupełnie niepotrzebne, nie wnoszące nic do prowadzonego śledztwa.


Portrety psychologiczne bohaterów są wyjątkowo niewiarygodne, narysowane bardzo grubą kreską i trudno mi uwierzyć, że są to postacie z krwi i kości. Autorka koncentruje się na problemach destrukcyjnego wpływu wspólnot wyznaniowych (przypominających raczej złowrogie sekty religijne) na ich członków, ale brak w tym tekście głębi, dominuje w nim raczej chyba osobiste uprzedzenie. Nie chcę i nie mogę zbyt wiele ujawnić, ale reprezentanci wspólnot religijnych w Kirunie winni są właściwie wszelkiemu złu z przeszłości i teraźniejszości. Ten wątek w moim przekonaniu jest bardzo spłycony i nie przekonał mnie do racji autorki, a schematyzm zachowań „drewnianych” bohaterów po prostu mnie drażnił. Wątek tajemnicy z przeszłości Rebeki jest dość niekonsekwentny i również mnie nie przekonał. Problem aborcji potraktowany został według stereotypowych i uproszczonych klisz, bez chwili refleksji…


Jak tak sobie to wszystko wypisałam, to wychodzi mi, że najlepszym elementem książki był opis zimy w Kirunie, tak jak napisałam na początku notki :) Ale przyznam, że gdybym na podstawie tej książki miała się decydować, czy kontynuować znajomość z cyklem o Rebece Martinsson, to moja odpowiedź byłaby negatywna. Na szczęście wiem, że druga część jest lepsza, a na półce mam już część trzecią, więc zapewne się wkrótce wypowiem na jej temat. :)



Asa Larsson (ur. 1966) - wychowała się w Kirunie. Zanim zdecydowała się zostać pisarką, zajmowała się prawem podatkowym. Jej debiutem była "Burza z krańców ziemi" (2003), pierwsza część cyklu o Rebece Martinsson. Druga książka cyklu - "Krew, którą nasiąkła" - otrzymała w 2004 r. nagrodę za najlepszą szwedzką powieść kryminalną. W 2012 r. otrzymała tę nagrodę za piątą część cyklu "W ofierze molochowi".






Autor: Asa Larsson

Tytuł oryginalny: Solstorm
Wydawnictwo: Otwarte
Tłumacz: Beata Walczak-Larsson
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 336

czwartek, 11 kwietnia 2013

Anna Jörgensdotter, Córki gór




„Od życia nie można wymagać, żeby było łatwe czy wygodne; to, jakby oczekiwać od krowy, żeby dawała tylko śmietankę albo żeby kura znosiła jajko na twardo.” (s. 64)

Literatura skandynawska święci w naszym kraju triumfy. Kryminały już od dawna znalazły swoich wiernych fanów, ale coraz śmielej sięgamy również po literaturę obyczajową autorstwa pisarzy z północy Europy. „Córki gór” to debiut Anny Jorgensdotter w naszym kraju i jej pierwsza książka dla dorosłego odbiorcy w ogóle. 

Akcja książki toczy się głównie w Sandviken, małym szwedzkim miasteczku i obejmuje lata 1938 – 58. Czytelnik poznaje rodzeństwo Steenów, piątkę wkraczających w dorosłość młodych ludzi bardzo różniących się od siebie. Edwin, pełen tajemnic wybierający samotniczy tryb życia w naznaczonej nieszczęściem chacie w górach; Karin, promienna dziewczyna szykująca się do wspólnego życia z Maxem, swoją radością życia i umiejętnością opowiadania bajek spajająca rodzinę; Sofia, utalentowana sportsmenka, najbliżej związana z Karin, u progu decyzji, z kim powinna związać swoje życie na dobre i na złe; Emilia, podejmująca pracę zawodową i Otto, marzący o podróżach i pracy w cyrku. Najważniejszą osobą, która jako jedyna potrafi rozbroić ojca, która łączy rodzinę i nadaje ton rodzeństwu wydaje się być Karin. Jej odejście ma wpływ na jej braci i siostry, unieszczęśliwia męża i osieroca nowo narodzoną córeczkę. Więź między braćmi i siostrami jakby się rozpada. Każde z nich podejmuje decyzje życiowe, które determinują ich los.

[Ludzie] Myślą, że śmierć jest najgorsza. Umrzeć. To takie niemądre. Umrzeć to przecież nic w porównaniu z tym, że trzeba żyć dalej.” (s. 133)

Co Was zwykle skłania do przeczytania konkretnej książki? Mnie się zdarza, choć nie jest to najważniejszy argument, że uwodzi mnie okładka książki. Tak też było w tym wypadku. Fotografia młodej dziewczyny, która siedząc na krześle delikatnie odwraca głowę i wyraźnie jest oderwana od lektury, bardzo mnie ujęła i pozytywnie nastroiła do przeczytania tej książki. Dodatkowymi argumentami było wiele pochwalnych opinii oraz ceniona przeze mnie „seria z miotłą”, w ramach której książka została wydana. Czy książka spełniła moje nadzieje?

Początek książki wciągnął mnie i mimo specyficznej narracji dość łatwo przyszło mi zanurzyć się w rytm tej opowieści wypełnionej opowieściami Karin, marzeniami, tęsknotami i tajemnicami rodzeństwa Steenów. Część środkowa koncentruje się przede wszystkim na życiu dwóch sióstr: Emilii podejmującej pracę w Fabryce Wyrobów Wełnianych oraz Sofii, która rozpoczyna życie małżeńskie z przystojnym Arvidem. Wszyscy przez kilka lat żyją w cieniu wojny, która omija co prawda Szwecję, ale jej okruchy docierają do nich wpływając na poczucie zagrożenia i niepewności. Kontakty Emilii w nowym miejscu pracy również wprowadzają niepokój z uwagi na aktywne środowisko komunistyczne propagujące swoje hasła oraz niejasną historię poprzedniczki Emilii na stanowisku sekretarki dyrektora fabryki. Obie siostry podejmują pewne decyzje lub ich nie podejmują (co też jest pewną decyzją) i tak się toczy ta opowieść, bez spektakularnych wydarzeń i – jak dla mnie - bez specjalnych emocji, a z narastającym znużeniem.

Akcja książki toczy się bowiem powoli i niespiesznie. O wielu wydarzeniach czy ich uwarunkowaniach się nie dowiemy, gdyż w opowieści jest wiele luk; dialogi są formułowane jakby w formie opowieści i trzeba się do tego stylu przyzwyczaić.

Książka ta nie jest łatwa w odbiorze i niestety nie sprawiła mi satysfakcji czytelniczej. Głównym problemem nie był dla mnie jednak sposób narracji, choć do najłatwiejszych on nie należy, ale mało ciekawi bohaterowie. Przyznam, że od momentu śmierci Karin książka wydała mi się dość nudnawa. Doczytałam ją do końca, gdyż rzadko mi się zdarza przerwanie lektury, a tliła się we mnie nikła nadzieja na jakieś olśnienie, które wpłynie na poprawę mojej niezbyt pochlebnej dotychczasowej oceny. Nic takiego się jednak nie zdarzyło, a ja nie umiałam się wzruszyć losem czwórki rodzeństwa spędzającej życie w małym przemysłowym szwedzkim miasteczku w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX w.

Była to niestety dość męcząca lektura i przykre rozczarowanie. Może byłoby ono mniejsze, gdybym nie miała wygórowanych oczekiwań sprowokowanych tyloma pozytywnymi opiniami.


Anna Jörgensdotter (ur. 1973) - szwedzka pisarka, publicystka i redaktorka, prowadzi warsztaty kreatywnego pisania. Autorka powieści, dramatów i zbiorów wierszy. Zadebiutowała w 2002 roku książką dla dzieci Pappa Pralin. "Córki gór" (2009), jej pierwsza powieść dla dorosłych, zostały wyróżnione prestiżową nagrodą literacką Ivara-Lo Johanssona.
 
Źródło zdjęcia


Autor: Anna Jorgensdotter
Tytuł oryginalny: Bergets dottrar
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: seria z miotłą
Tłumacz: Alicja Rosenau
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 536


 

wtorek, 12 marca 2013

Johan Theorin, Smuga krwi




Niepełny jeszcze cykl znany pod nazwą „kwartetu olandzkiego” i jego autor zdobyli moje serce dwoma pierwszymi częściami. Nic więc dziwnego, że sięgnięcie po trzeci odcinek tego cyklu było oczywistością. Ciekawa byłam kolejnej odsłony życia kryminalno-metafizycznego na Olandii, magicznej wyspie, której oblicze odsłania nam Johan Theorin. 

Tym razem akcja toczy się wiosną, a główny bohater to Per Morner, który odziedziczył dom Ernsta, rzeźbiarza pracującego w kamieniołomach znanego z wcześniejszych tomów. Na wyspę sprowadzają się również "miastowi", a wśród nich Vendela i Max. On pisze książki i wygłasza prelekcje, ona jest zafascynowana elfami i ich magicznym światem, który dawał jej nadzieję podczas trudnego dzieciństwa spędzanego na wyspie. Oczywiście, nie może zabraknąć Gerlofa, który spaja wszystkie części cyklu. Tym razem postanowił opuścić dom starców i spędzić wiosnę w swoim domu, być może już ostatnią w życiu. Nie jest to jednak pobyt bezczynny, co to to nie. :)

Niebagatelne znaczenie dla rozwoju akcji ma fakt, iż Per jest synem swojego ojca, który sam siebie nazywa Jerrym, a który był potentatem szwedzkiego przemysłu pornograficznego w latach 70-tych i 80-tych. Przeszłość daje o sobie znać, gdy dom Jerry’ego płonie, a w zgliszczach policja odnajduje dwa ciała. Per, który postanowił spędzić Wielkanoć na Olandii, próbuje dotrzeć do tajemnic z przeszłości, opiekując się jednocześnie ciężko chorą córką. Co więcej, ojciec Pera, po przebytym kilka lat wcześniej wylewie, jest w stanie komunikować się wyłącznie za pomocą pojedynczych słów, co utrudnia znacząco uzyskanie dokładniejszych informacji o jego biznesowych kontaktach, które mogły mieć istotny wpływ na niszczycielski i tragiczny pożar, który kosztował życie dwojga ludzi. Per podczas pobytu na wyspie nawiązuje również kontakt z sąsiadami, Vendelą, Maxem i Gerlofem…
 

Tytułowa „Smuga krwi” to czerwona skała wapienna w kamieniołomach, o której legenda krążąca wśród mieszkańców wyspy mówi, że powstała w wyniku krwawego starcia między elfami i trollami. I Theorin używa całego swojego kunsztu, abyśmy ulegli magii i uwierzyli w istnienie tych tajemniczych istot na jego ukochanej wyspie. Dramatyczne wydarzenia z dzieciństwa Vendeli, do których powraca ona w kilku retrospekcjach, pamiętnik zmarłej żony Gerlofa, który on podczytuje siedząc w ogrodzie – obie te historie z przeszłości zawierają w sobie rozwiązanie pewnej zagadki z przeszłości, ale teraźniejszość również niesie zagrożenie, którego doświadcza Per.

Kryminały Theorina są specyficzne, gdyż balansują na krawędzi literatury obyczajowej nasyconej dużą dawką magii z zagadką kryminalną w tle, która de facto nie jest najważniejsza. Najważniejsi są ludzie, których opisuje Theorin, którzy często zmagają się ze stratą, muszą stawić czoło zagrożeniu, niekoniecznie ze strony przestępców. Dwie poprzednie części zachwyciły mnie i uznałam Theorina za jednego z najbardziej utalentowanych twórców. „Smuga krwi” to również bardzo dobrze napisana książka, choć nie dostarczyła mi takich emocji jak poprzednie. Ze wszystkich wątków, które pojawiają się w książce zagadka kryminalna, której musi stawić czoło Per zainteresowała mnie najmniej. Ponieważ rzecz dotyczy szwedzkiego przemysłu porno, miałam wrażenie, że został on dopisany trochę jakby „na zamówienie” w takim specyficznym sosie propagandowym, złożonym głównie z szeroko rozpowszechnionych klisz i zbitek. Może to zbyt mocno powiedziane, ale pisarz chyba jednak nie „czuł” tematu, żeby uczynić z niego coś bardziej angażującego czytelnika. 

Mnie najbardziej ujął oczywiście Gerlof rozmyślający o przeszłości i umiejący trafnie połączyć części łamigłówki z przeszłości i teraźniejszości i już żałuję, że zapewne czwarta część kwartetu będzie jego pożegnaniem. Bardzo wzruszyła mnie też miłość Pera do dzieci, a zwłaszcza do chorej córki. Miłość ojcowską dosyć zamkniętego w sobie człowieka pisarz przedstawił z dużą dozą czułości zwłaszcza w porównaniu do doświadczeń Pera z własnym dzieciństwem i braku więzi z ojcem. 

Zaciekawiła mnie również postać Vendeli oraz elfowo-trollowa otoczka tej książki. Opustoszała wioska nie jest mimo wszystko tak przerażająca jak we wcześniejszych powieściach, chociaż poruszający jest obraz jej opustoszenia i wyludniania się stałych mieszkańców na rzecz sezonowych gości, których stać na budowanie okazałych willi. Wypada mi jednak zgodzić się z wieloma blogerami, którzy wcześniej wypowiadali się na temat tej książki, że to jest chyba rzeczywiście najsłabsza część cyklu, choć ma swój urok. Nie zmienia to jednak faktu, że z niecierpliwością oczekuję na kolejny tom. Bo Johan Theorin utalentowanym pisarzem jest. :)


Źródło zdjęcia
Johan Theorin (ur. 1963 r.) - szwedzki pisarz i dziennikarz. Autor serii kryminałów, których akcja rozgrywa się na bałtyckiej wyspie Olandia. W 2007 r. Szwedzka Akademia Kryminału uznała "Zmierzch" za najlepszy debiut. Za "Nocną zamieć" Theorin otrzymał w 2009 r. Szklany Klucz, nagrodę literacką przyznawaną corocznie przez Stowarzyszenie Twórców Kryminałów pisarzom z krajów nordyckich.


Autor: Johan Theorin
Tytuł oryginalny: Blodläge
Wydawnictwo: Czarne
Seria: Ze Strachem
Tłumacz: Barbara Matusiak
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 456



Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Besala Jerzy Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Borkowska Urszula Bowen Rhys Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Covey Sean Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnecka Renata Czarnyszewicz Florian Czwojdrak Bożena Dallas Sandra Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domagalski Dariusz Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drewniak Wojciech Drinkwater Carol Drucka Nadzieja Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Dyer Wayne Edwardson Ake Evans Richard Fabiani Bożena Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Filipowicz Wika Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fowler Karen Joy Frankl Viktor Franzen Jonathan Frayn Michael Fredro Aleksander Fryczkowska Anna Fønhus Mikkjel Gaskell Elizabeth Genow Magdalena Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Helsztyński Stanisław Hen Józef Herbert Zbigniew Hill Napoleon Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jahren Hope Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jurgała-Jureczka Joanna Jörgensdotter Anna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karlsson Elise Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kowecka Elżbieta Kościński Piotr Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kręt Helena Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Laurain Antoine Lehtonen Joel Loreau Dominique cytaty Lupton Rosamund Lurie Alison Maciejewska Beata Maciorowski Mirosław Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Małecki Jan McKeown Greg Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Mitchell David Mizielińscy Miłoszewski Zygmunt Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Myśliwski Wiesław Nair Preethi Naszkowski Zbigniew Nesbø Jo Nesser Hakan Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Orlińska Zuzanna Ossendowski Antoni Ferdynand Pająk-Puda Dorota Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pawlikowski Michał Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Przedpełska-Trzeciakowska Anna Puchalska Joanna Puzyńska Katarzyna Płatowa Wiktoria Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Sobolewska Justyna Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szalay David Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Weissensteiner Friedrich White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna de Blasi Marlena Ładyński Antonin Łapicka Zuzanna Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Żylińska Jadwiga
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...