Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura włoska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura włoska. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 listopada 2015

Italo Calvino, Jeśli zimową nocą podróżny




 

„Zabierasz się do czytania nowej powieści Italo Calvina „Jeśli zimową nocą podróżny. Rozluźnij się. Wytęż uwagę. Oddal od siebie każdą inną myśl. Pozwól, aby świat, który cię otacza, rozpłynął się w nieokreślonej mgle. Drzwi lepiej zamknąć, tam zawsze gra telewizor. Powiedz im to od razu: „Nie, nie chcę oglądać telewizji!”. Podnieś głos, inaczej cię nie usłyszą: „Czytam! Nie chcę, aby mi przeszkadzano!” (s.7, początek)

Twórczość Italo Calvino nie przestaje mnie zadziwiać. Choć autor nie żyje od 1985 r. dopiero teraz czytam jego książki i przeżywam całą gamę uczuć: żalu, że tak późno trafiłam na jego książki, radości, że jednak po nie sięgnęłam, zaskoczenia, że można pisać w sposób tak uniwersalny i niemal mistyczny o książkach i czytelnictwie.

„Jeśli zimową nocą podróżny” to jedna z jego najbardziej znanych książek. Czytałam ją w dość kryzysowym momencie, gdy codzienne obowiązki nieco mnie przytłoczyły i lektura zeszła na dalszy plan. Co więcej, piszę ten tekst mniej więcej dwa miesiące po lekturze książki co nawet jak na moje zwyczaje jest dość odległe w czasie i nie wpływa na świeżość wrażeń. Tak więc będą to raczej dość ogólne reminiscencje z lektury książki, którą niewątpliwie warto przeczytać raz i przypominać sobie te lekturę co jakiś czas.

Tej książki nie da się streścić, jest to swoisty rebus – 10 różnych gatunkowo opowieści urwanych w kulminacyjnym momencie. Każdy tekst zawiera odniesienia i skojarzenia literackie bardziej lub mniej czytelne. Nie należy czytać tej książki zbyt szybko, powinno się ją smakować. Gdy przeczytamy ją szybko i bezrefleksyjnie, najpewniej nas zawiedzie. Gdy poświęcimy jej nieco więcej czasu może odnajdziemy chociaż kilka olśnień, ale należy mieć na uwadze, że to niełatwa proza i w pewnym momencie, gdzieś w połowie, można się nieco zniechęcić bądź zirytować, gdyż czytelnik nie ogarnia sensu tych urwanych opowieści. Calvino bawi się z nami w kotka i myszkę, ale ja akurat lubię takie łamigłówki literackie, jaką niewątpliwie jest ta książka, więc nie mam nic przeciwko tej formie opowieści o literaturze, która przecież jest zwykle rozrywką i frajdą, ale może być również tajemnicą.

Nasza percepcja tej książki może ulegać zmianie wraz z dojrzewaniem. Nie mogę powiedzieć, żeby ta książka zbiła mnie z nóg i sprawiła, że zaniemówiłam z zachwytu, momentami miałam wrażenie, że jest nierówna, ale na pewno mnie ona zaintrygowała. Nie zapomnę jej, to nie tylko książka rebus bawiąca się formą, ale również książka o miłości do książek i literatury. Jeśli tylko będzie to możliwe nie odmówię sobie zapewne powtórnej lektury.

Poniżej, dla zachęty dla moli książkowych fragment powieści z kategoriami książek, z którymi chyba każdy z nas miał do czynienia.



„Jeszcze w oknie wystawy dostrzegłeś okładkę z poszukiwanym tytułem. Podążając tym widocznym tropem, utorowałeś sobie drogę poprzez zwarte zasieki Książek Nigdy Nie Przeczytanych, które spoglądały na ciebie ponuro z księgarskich stołów i półek, usiłując cię onieśmielić. Lecz ty wiesz, że nie powinieneś dać się zbić z tropu, że pośród nich rozciągają się całe hektary Książek, Których Równie Dobrze Możesz Nie Czytać, Książek Przeznaczonych Do Innych Celów Niż Lektura, Książek Przeczytanych Jeszcze Zanim Je Otwarto Gdyż Należą Do Kategorii Tych Co Zostały Przeczytane Jeszcze Przed Napisaniem. Pokonujesz pierwszy obwód przedmurza i oto rusza na ciebie piechota Książek Które Z Pewnością Byś Przeczytał Gdybyś Miał Przed Sobą Więcej Niż Jedno Życie Ale Niestety Dni Ci Przeznaczonych Jest Tyle Ile Jest. Jednym susem przeskakujesz przez nie i kierujesz się pomiędzy zastępy Książek Które Masz Zamiar Przeczytać Chociaż Przedtem Powinieneś Przeczytać Inne, te Nazbyt Drogie Które Będziesz Mógł Kiedyś Kupić Za Pół Ceny. Książek Idem Jak Powyżej Gdy Ukażą Się W Wydaniu Kieszonkowym. Książek Które Przeczytali Już Wszyscy A Zatem Jest Tak Jakbyś Ty Przeczytał Je Także. Udaremniając te ataki, zmierzasz pod wieże fortyfikacji, gdzie stawiają opór

Książki Które Od Dawna Zamierzasz Przeczytać,
Książki Których Od Lat Poszukujesz Bez Powodzenia,
Książki Które Dotyczą Tego Czym Się Właśnie Zajmujesz,
Książki Które Chcesz Mieć Pod Ręką Na Wszelki Wypadek,
Książki Które Mógłbyś Odłożyć Na Wakacyjną Lekturę,
Książki Którymi Mógłbyś Zapełnić Wolne Miejsce W Twojej Bibliotece,
Książki Które Rozbudzają W Tobie Ciekawość Niespodziewaną Gwałtowną i Niezbyt Wyraźnie Usprawiedliwioną.

Tak oto zdołałeś ograniczyć siły zbrojne do zbioru z pewnością nadal do pokaźnego, lecz dającego się sprowadzić do skończonej liczby, chociaż to uczucie względnej ulgi nadal nękają podjazdy Książek Dawno Temu Przeczytanych Które Należałoby Przeczytać Ponownie, a także podjazdy Książek Pozornie Przez Ciebie Przeczytanych Które Najwyższy Czas Byłoby Przeczytać Naprawdę.

Uwalniasz się biegnąc zygzakiem i jednym skokiem wpadasz do twierdzy Nowości Których Autor Bądź Tematyka Wzbudzają Twoją Ciekawość. W samej warowni również możesz zrobić wyłom wśród oddziałów obrońców, dzieląc je na Nowości Których Autor Bądź Tematyka Nowymi Nie Są (dla ciebie lub w ogóle) oraz na Nowości Których Autorzy Lub tematyka Są Zupełnie Nieznani (przynajmniej tobie), możesz także zbadać przyczyny swojego zainteresowania, określić, w jakim stopniu rozbudzają je twoje nowe potrzeby i oczekiwania wobec tego co jest nowe i wobec tego, co nowe nie jest (wobec nowości, której poszukujesz w tym, co nie jest nowe, i wobec tego, co nie jest nowe, a czego poszukujesz w nowości). (strony 9-10)

 
Autor: Italo Calvino
Tytuł oryginalny: Se una notte d'inverno un viaggiatore
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Tłumacz: Anna Wasilewska
Seria: Współczesna Proza Światowa
Rok wydania: 1989
Liczba stron: 268

 

środa, 8 kwietnia 2015

Italo Calvino, Niewidzialne miasta





“Marko Polo opisuje most, kamień po kamieniu.
- Ale który kamień wspiera most? – pyta Kubłaj-chan.
- Most nie wspiera się na tym czy innym kamieniu – odpowiada Marko – lecz na utworzonej przez nie linii łuku.
Kubłaj-chan trwa w milczeniu, medytując. Potem dorzuca:
- Czemu mówisz mi o kamieniach? Obchodzi mnie tylko łuk.
Polo odpowiada:
- Bez kamieni nie ma łuku.” (s. 63)


Italo Calvino to mistrz słowa. Gdy czyta się jego teksty człowiek przenosi się do innego wymiaru. Nie inaczej rzecz się ma z „Niewidzialnymi miastami”. Ta cienka książeczka nie obiecuje wiele. Ot, wyimaginowana rozmowa Marko Polo z Kubłaj-chanem, prowadzona o zmierzchu, podczas której wenecki podróżnik opowiada władcy o fantastycznych miastach imperium. Nic bardziej mylnego! Dzięki nieposkromionej wyobraźni autora możemy wyobrazić sobie te czasem niemal fantasmagoryczne twory miejskie zrodzone w umyśle, a może snach Italo Calvino. Ale to tylko pierwsze wrażenie, gdyż książka oferuje nam dużo więcej. Znajdziemy tu przemyślenia na temat kondycji życia ludzkiego, podróży, refleksje, które zapadają w pamięć i duszę. Marko Polo nie opisuje miast jako takich, czasem są to magiczne, niemal baśniowe charakterystyki miast, często zaś opowieść ma drugie dno stanowiące projekcję naszych marzeń i obaw. Czy wszystkie wizje Marka są wykonalne? Jeśli tylko nasza wyobraźnia je stworzy to tak, te miasta istnieją naprawdę, tak jak istnieją doskonałe dzieła sztuki oddziałujące na wrażliwość ludzką.

„Inne jest miasto tego, kto mija je nie zatrzymując się, a inne tego, kto raz przez nie pojmany, nigdy go nie opuszcza; inne jest miasto, do którego przyjeżdża się po raz pierwszy, zaś inne to, które porzuca się, aby nigdy do niego nie wrócić; każde zasługuje na odmienną nazwę; może mówiłem już o Irenie pod innymi imionami; może przez cały czas mówiłem tylko o Irenie.” (s. 97)

Trudno zaklasyfikować tę książkę do określonego gatunku literackiego. Opowieść podzielona jest na kilka części, a części na kategorie i odcinki rozrzucone przypadkowo po całej książce. Można czytać dziełko zgodnie z numeracją stronic, można też przyjąć metodę poznawania poszczególnych kategorii zgodnie z numeracją odcinków. W niczym nie przeszkadza to lekturze i coraz bardziej wciąga. Nazwy tych kategorii nie są zresztą przypadkowe. W moim odczuciu stanowią one pewien szyfr. Opisy nie ograniczają się bowiem do wieku XIII, gdy odbywa się rozmowa Marko Polo z chanem. Marko opowiada też o współczesnych miastach i ich postępującej unifikacji i braku rozpoznawalności, dzięki czemu książka jest poza czasem i geografią. Kategoria „pragnień” może być wyrazem marzeń, a „Miasta i znaki” to oczekiwania z przeszłości. Ale te moje dywagacje są zbyt jednoznaczne, podczas gdy „Niewidzialne miasta” oferują wielopłaszczyznową konstrukcję literacką i szerokie ramy dla pobudzenia indywidualnej wrażliwości. 

Oprócz tych króciutkich szkiców mamy również zapis dyskursu obu bohaterów, pełen rozmaitych niuansów i spostrzeżeń natury ogólnej. Czym jest rozmowa? Czy potrzebne są słowa? O czym opowiada Marco Polo? O miastach, które odwiedził, które mu się przyśniły i istnieją tylko w jego wyobraźni czy może opowiada o jednym i tym samym mieście. Dla wszystkich miłośników miasta rodzinnego Marko Polo mam jeden znaczący cytat, który powinien stanowić wystarczającą zachętę do zainteresowania książką: 

„Za każdym razem, kiedy opisuję jakieś miasto, mówię coś o Wenecji.” (s. 66)

W tekście jest wiele zagadnień, odniesień do kultury i literatury światowej, z których odgadłam zapewne jakiś jeden promil tego, co jest tam zawarte, ale uczta słowa pisanego, wyobraźni, kreatywności i fantazji wynagradza nam wrażenie, że jesteśmy zbyt słabo oczytani. :)  Ta niewielka książka może być dla każdego czytelnika czymś innym, jego własnym odkryciem czy też sposobem na odnalezienie nieznanych dotąd ścieżek wyobraźni. Zwłaszcza ostatnie szkice i rozmowy dwóch bohaterów poruszają do głębi i sprawiają, że ze świata fantazji przenosimy się w świat naszego jestestwa, wrażliwości i ładu moralnego.

Nie waham się stwierdzić, że jest to książka głęboka, oferująca kaloryczną pożywkę dla naszego umysłu i wyobraźni. Nic nie wydaje mi się w niej zbędne, choć to niełatwa lektura, zwłaszcza na początku. Ta książka to taki cudowny wytwór wyobraźni pisarza, która pobudza nasze emocje i skłania do uwolnienia swoich marzeń. Możemy ją otworzyć przed snem na „chybił trafił” i pogrążyć się w lekturze przenoszącej nas w inny świat, niby daleki i egzotyczny, a z każdą lekturą coraz bliższy. I kto wie, może któreś z tych miast nam się przyśni?

"Piekło żyjących nie jest czymś, co nastanie; jeśli istnieje, jest już tutaj, jest piekłem, w którym żyjemy na co dzień, które tworzymy, przebywając razem. Są dwa sposoby, aby nie sprawiało ono cierpień. Pierwszy jest nietrudny dla wielu ludzi: zaakceptować piekło i stać się jego częścią, aż przestanie się je dostrzegać. Drugi jest ryzykowny i wymaga ciągłej uwagi i ćwiczenia: odszukać i umieć rozpoznać, kto i co pośród piekła piekłem nie jest, i utrwalić to, i rozprzestrzenić." (s. 128) 


Autor: Italo Calvino
Tytuł oryginalny: Le citta invisibili
Wydawnictwo: Czytelnik
Tłumacz: Alina Kreisberg
Rok wydania: 1975
Liczba stron: 132


 

wtorek, 12 sierpnia 2014

Italo Calvino, Baron drzewołaz





„Cosimo Piovasco di Rondo – Żył na drzewach – Kochał zawsze ziemię. – Wzniósł się do nieba” (s. 374)

Italo Calvino – mówi Wam to coś? Ja słyszałam to nazwisko wielokrotnie, zwykle w nader pozytywnym kontekście, ale po jego książkę sięgnęłam dopiero teraz. Od razu powiem, że żałuję, że tak późno do tego doszło, gdyż lektura „Barona drzewołaza” (pierwsze wydanie z 1957 r.) jest doskonałym przykładem na umiejętne poprowadzenie opowieści wydawałoby się niewiarygodnej i niemożliwej, a w każdym razie dziwacznej. 

15 czerwca 1767 r. dwunastoletni Cosimo di Rondo, najstarszy syn włoskiego barona odmawia zjedzenia posiłku, którego nie akceptuje. Jest to ostatnie kropla, która przechyla czarę jego frustracji i doprowadza do buntu przeciwko rodzicom, co w konsekwencji jest również buntem przeciwko tradycyjnemu stylowi życia. Ucieka on z jadalni przez okno i na sąsiednie drzewo, by już nigdy nie postawić nogi na ziemi…

Mieszkając na drzewie Cosimo organizuje sobie życie na nowo. Przystosowuje się do panujących warunków, buduje domek na drzewie, poluje na zwierzęta futerkowe, szyje strój myśliwski, opracowuje sposób na spanie w wiszącym worku itd. Itd. W miarę upływu dni Cosimo coraz bardziej utwierdza się w decyzji o pozostaniu na drzewach i prowadzenia tam życia. Nie przeszkadza mu to nawiązywać nowych znajomości, bawić się z okolicznymi dziećmi czy uczestniczyć w psotach i figlach. Poznaje dostępne ścieżki i trasy po rozrośniętych i bujnych gałęziach ówczesnych drzew. Nie skutkują namowy rodziców, którzy pogodzili się z istnieniem syna dziwaka. I tak wiedzie życie nad ziemią, spoglądając na świat z gałęzi drzew, co pozwala mu dostrzec niekiedy dużo więcej niż przeciętnemu zjadaczowi chleba. Jego życie jest wypełnione nauką, nie omijają go również przygody miłosne, rozmowy z najwybitniejszymi ludźmi swojej epoki czy nawet walki z piratami!

Życie Cosima poznajemy głównie z opowieści jego młodszego brata Biagio, zupełnie przeciętnego i wiodącego normalne, pozbawione większych wstrząsów życie. Czasem, zwłaszcza w dojrzalszych latach, autor oddaje głos bohaterowi tej niezwykłej opowieści. Każdy rozdział poświęcony jest innej przygodzie Cosima. W swojej narracji Biagio często deklaruje swoją niewiedzę na dany temat lub wskazuje na Cosimo jako źródło danej informacji, co może sugerować, iż nie jest to fakt całkowicie autentyczny, gdyż nasz bohater czasem zmienia swoje wersje wydarzeń. :)

Choć sam pomysł wydaje się dziwaczny to jednak szybko akceptujemy konwencję i towarzyszymy Cosimo w jego peregrynacjach i odkryciach. Bo jego życie pełne jest odkryć i nowych doznań. Jedną z najbardziej zapadających w pamięć historii jest znajomość z rozbójnikiem grasującym po okolicznych lasach, z którym wspólnie pogrążają się w szaleńczej lekturze najsłynniejszych książek epoki. 

„W pewne dni Cosimo i Gian z Puszczy spotykali się na umówionym drzewie, wymieniali książkę i każdy szedł w swoją stronę, gdyż las był wciąż przetrząsany przez zbirów. Ta transakcja, tak przecież prosta, była dla obu stron bardzo niebezpieczna: bo i memu bratu niełatwo byłoby się wytłumaczyć z tej zażyłości ze znanym przestępcą. Ale Giana z Puszczy ogarnęła taka pasja do lektury, że połykał powieść za powieścią i spędzając całe dni na czytaniu w swojej kryjówce, potrafił w jeden dzień pochłonąć książkę, na którą mój brat zużył tydzień albo i więcej.” (s. 160)

Italo Calvino jest wspaniałym gawędziarzem. Wiedzie swoją opowieść gładko, w stylu opowiastek filozoficznych, a jednak pogrążamy się w tym wykreowanym świecie z dużą przyjemnością. Przygody Cosima bawią i uczą. I już nawet nie dziwimy się jego decyzji; skoro praktycznie żaden aspekt życia nie ominął naszego bohatera: dzieciństwo miał ciekawe, nauki nie zaniedbał, przeżył miłość, prowadził bogate życie towarzyskie i uczuciowe, a że na drzewach, a nie na ziemi, no trudno, jego wybór. :) Jest to opowieść o przenikaniu się cywilizacji stworzonej przez ludzi ze światem przyrody, o sile indywidualności i wierności swoim przekonaniom zarazem.

Jeśli chcecie poznać tę fascynującą i świetnie napisaną historię zachęcam do sięgnięcia po ten tytuł. Ja z pewnością poszukam kolejnych książek Italo Calvino i jestem niemal pewna, że się nie rozczaruję. Na koniec zostawiam Was z opisem niezwykłej biblioteczki Cosimo.

„Na swoje książki Cosimo konstruował wciąż na nowo, wiszące biblioteczki, zabezpieczone jak się dało najlepiej, przed deszczem i gryzoniami, urządzał je w coraz innym miejscu, zależnie od przedmiotu studiów i upodobań danej chwili, bo, jak mówił, książki są jak ptaki: smutnieją, kiedy je trzymać nieruchomo w klatce. W najmasywniejszej z tych napowietrznych szaf ustawiał rzędem tomy Encyklopedii Diderota i d’Alemberta, w miarę jak nadchodziły od księgarza z Livorno. I jeżeli w ostatnich czasach wskutek ciągłego tkwienia w książkach chodził trochę z głową w obłokach, coraz mniej interesując się otaczającym światem, to natomiast lektura Encyklopedii, a zwłaszcza niektórych przepięknie opracowanych haseł jak Abeille, Arbre, Bois, Jardin, odkrywała przed nim, jak gdyby na nowo, rzeczy dawno znane.” (s. 178) 

 P.S. Gdybyście chcieli doświadczyć mieszkania na drzewie zajrzyjcie tutaj.

 

Italo Calvino (1923-85) – urodzony na Kubie jeden z najważniejszych włoskich pisarzy XX wieku. Początkowo tworzył w stylu neorealistycznym, później zaś pisał teksty alegoryczne i fantasy. Od 1945 r. Calvino był dziennikarzem komunistycznego dziennika L’Unita, pisywał również w innych pismach. Po sowieckiej inwazji na Węgry w 1956 r. Calvino zerwał z włoską partią komunistyczną. Swój debiut pt. „Ścieżka pajęczych gniazd” wydał w 1947 r., a do najważniejszych tytułów należą: „Niewidzialne miasta” (1972) i „Jeśli zimową nocą podróżny” (1979). „Baron drzewołaz” (1957) stanowi drugą część cyklu „Nasi przodkowie”, w skład której wchodzą również „Wicehrabia przepołowiony” (1952) oraz „Rycerz nieistniejący” (1959).    Źródło zdjęcia

 

Autor: Italo Calvino
Tytuł oryginalny: Barone Rampante
Wydawnictwo: Czytelnik
Seria: Nike
Tłumacz: Barbara Sieroszewska
Rok wydania: 1964
Liczba stron: 376

czwartek, 26 czerwca 2014

Claudio Magris, Podróż bez końca






„Podróż w przestrzeni jest zarazem podróżą w czasie i przeciw czasowi.” (s. 16)

Wielkim uznaniem darzę serię „Podróże” Zeszytów Literackich. Dzięki niej dotarłam do wielu zakątków świata, ale książki wydawane w ramach tej serii pozwalają na wzbogacenie naszej wiedzy o ich wielobarwnym pejzażu kulturowym. Subiektywne odczucia autorów często pobudzają w nas tęsknotę i chęć pełnego przeżycia naszych podróży, tych dalekich i tych bliskich.

„Podróż bez końca” to moje pierwsze spotkanie z Claudio Magrisem, włoskim eseistą, który zabiera nas w intelektualną podróż. W pierwszym rozdziale autor przedstawia swoją wizję procesu podróżowania nie zawsze związanego z pokonywaniem wielkich odległości. Oprowadza nas też po dziełach literackich, w których wyartykułowana jest koncepcja podróżowania lub jest w nich zawart jakiś aspekt tematu przewodniego książki. Potem Magris zabiera nas w podróże, które odbył w przeszłości dalszej i całkiem bliskiej. Trafiamy z nim do Pragi, Wiednia, Warszawy, Wietnamu, a nawet do Iranu. 

„Podczas podróży wiele rzeczy zostaje poddanych w wątpliwość: pewniki, wartości, uczucia, oczekiwania gubią się po drodze – droga jest surową, lecz dobrą nauczycielką. Inne wartości i uczucia znajduje się, spotyka, zabiera ze sobą. Podobnie jak podróż, pisanie oznacza demontaż, ponowne porządkowanie, nową kombinację. Podróżuje się w rzeczywistości jak w teatrze, przesuwając dekoracje, otwierając nowe przejścia, gubiąc się w ślepych zaułkach i zatrzymując przed fałszywymi drzwiami narysowanymi na ścianie.” (s. 15)

Poznajemy miasta i kraje konkretnie umiejscowione w czasie, co ma wpływ na odbiór pisarza. Swoją opowieść prowadzi płynnie i bez zgrzytów. Jest to forma eseju, niekiedy mającego charakter gawędy, ale każde słowo jest ważne i pozwala czytelnikowi odkryć nowe lądy.

Magris nawiązuje do swoich wcześniejszych książek, zwłaszcza „Dunaju”, jego opus vitae. Urodził się na pograniczu włosko/jugosłowiańskim, fascynują go więc Bałkany i tamtejsze zróżnicowanie kulturowe, czemu daje wyraz opowiadając o języku istrorumuńskim, którym posługują się Cyncarzy, „prawdopodobnie najmniejsza mniejszość w Europie”. 

Bardzo inspirujące jest również wspomnienie o podróży do Iranu, kraju kojarzonego z rewolucją islamską i rządami mułłów, a którego literatura i historia są dużo bardziej zróżnicowane. W jego wspomnieniach podróżniczych nie mogło również zabraknąć Wiednia, dawnej stolicy cesarstwa austro-węgierskiego. Zaciekawił mnie rozdział o podróży do Hiszpanii, i skonfrontowanie współczesnej spalonej słońcem Estremadury z przygodami i charakterem Don Kichota, legendarnego bohatera na stałe związanego z tym regionem. 

„Istnieje coś takiego jak polska twarz – naznaczona przez los, jakby poryta zmarszczkami. To twarz niektórych ludzi, na przykład staruszka o spokojnym i kpiącym spojrzeniu, który w krakowskich Sukiennicach grał na dziwacznym bębnie, twarz wyrażająca rozważną melancholię i obojętne szyderstwo, przypominająca maskę wielkich komików. Zażyłość z katastrofami musiała wyrzeźbić podobne oblicza.” (s. 79)

Opowieść Magrisa o Warszawie roku 1981 i 1989 roku, częste nawiązania do twórczości Ryszarda Kapuścińskiego oraz stała współpraca z Zeszytami Literackimi pozwalają przypuszczać, że żywi do Polski i Polaków sentyment. 

Zgadzam się ze zdaniem z okładki, że ta książka to „prawdziwa lekcja twórczego podróżowania”. Po raz kolejny seria „Podróże” mnie nie zawiodła i dzięki niej poznałam wartościowego autora, który napisał mądrą książkę zachęcającą do podróży pozwalającej odkryć nowe lądy i dzięki temu prowadzącej do poznania siebie. Podróż to życie, po prostu.

„Ten, kto podróżuje, pozostaje niezmiennie włóczęgą, obcym, gościem; śpi w pokojach, gdzie przed i po nim mieszkali nieznajomi, nie ma własnej poduszki ani dachu nad głową. Pojmuje więc, że nie można nigdy naprawdę posiadać domu, przestrzeni wykrojonej z nieskończoności wszechświata, lecz tylko przebywać w nim przez pewien czas, przez jedną noc albo przez całe życie, w poczuciu szacunku i wdzięczności. Nie bez powodu podróż jest przede wszystkim powrotem i uczy, jak mieszkać swobodnie, bardziej poetycko we własnym domu.” (s. 10)


PS. Książka jest do kupienia w sklepach Dedalus za 10 zł.

 

Claudio Magris (ur. 1939) – włoski pisarz, eseista, felietonista, tłumacz i germanista.










Autor: Claudio Magris
Tytuł oryginalny: L’infinito viaggiare
Wydawnictwo: Zeszyty Literackie

Seria: Podróże
Tłumacz: Joanna Ugniewska
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 132

środa, 22 sierpnia 2012

Dario Castagno, Za dużo słońca Toskanii





Chociaż na blogu tego nie widać, bardzo lubię książki, które opowiadają o zapuszczaniu korzeni przez przybyszów z zagranicy w krajach śródziemnomorskich. Ostatnie lata przyniosły istny zalew takiej literatury, porównywalny chyba tylko z wartkim strumieniem kryminałów skandynawskich, a autorzy tych książek w przeważającej większości wybierają na przyszłe miejsce swojego życia lub jedynie wakacji słoneczną Italię. Spośród nich z kolei, znaczna część wybiera Toskanię, najsłynniejszy chyba region Włoch. :)

Czytając te książki kibicujemy ludziom, którzy częstokroć zdecydowali się porzucić swoje ustabilizowane życie i zacząć wszystko od nowa w innym kraju, wśród nowych ludzi i w odmiennym od dotychczasowego rytmie. W tych wspomnieniach napisanych zwykle z humorem i wdziękiem, na drugim planie przedstawieni są rodowici mieszkańcy Toskanii, ich nowi sąsiedzi. Często z przymrużeniem oka. :) Nawiasem mówiąc, zauważalne jest pojawienie się wśród „toskańskich osadników” naszych rodaków, którzy wydają książki i prowadzą ciekawe blogi opisujące ich doświadczenia w oswajaniu nowej rzeczywistości. Do jednych z najpopularniejszych należą blogi
Małgorzaty Matyjaszczyk i Aleksanry Seghi. :) 
Nie było jednak do tej pory na polskim rynku wydawnictwa, które prezentowałoby punkt widzenia Włochów, a właściwie Toskańczyków, na tę swoistą ekspansję na ich terytorium. Dario Castagno, jako niemal rodowity mieszkaniec regionu Chianti postanowił zaprezentować swoją opinię na temat niezwykłej popularności swojej małej ojczyzny wśród zagranicznych turystów. Czy rzeczywiście dostarcza nam ona nowego spojrzenia i naświetla nieznane aspekty tego zjawiska?

Autor książki, rodowity Włoch, choć urodzony w Londynie, zna Toskanię, a zwłaszcza region Chianti, od podszewki. Mieszka tam od wczesnej młodości, jest członkiem sieneńskiej kontrady Gąsienica i zagorzałym kibicem tamtejszego palio. Mimo że mieszka poza Sieną czuje się bardzo związany z tym właśnie miastem. Po młodości chmurnej i burzliwej, szukając pomysłu na życie, założył biuro podróży ukierunkowane na organizację krótkich, dopasowanych do wymagań niewielkich grup turystów, wycieczek po regionie. Jego klientami byli głównie Amerykanie i Brytyjczycy. „Za dużo słońca Toskanii” to zapis jego doświadczeń jako przewodnika i spotkań z turystami anglojęzycznymi ułożony według miesięcy roku. Kolejne wspomnienia przedzielone są rozdziałami prezentującymi historię regionu i pewnych fragmentów życiorysu autora, które zadecydowały o jego silnym związku z Chianti.


Dzielnice (contrada) Sieny i ich herbyŹródło zdjęcia

Sięgając po tę książkę wydawało mi się, że będą to opinie Toskańczyka na temat obcokrajowców, którzy zdecydowali się osiedlić na tym terenie. Okazało się, że perypetie i doświadczenia autora dotyczą jedynie turystów, którzy przyjechali do Włoch na krótko i podczas jednego, dwóch czy trzech dni chcieliby zostać obwiezieni po regionie Chianti i po miejscach, które ich najbardziej odpowiadają. Niezupełnie jest to więc odpowiedź na książki Frances Mayes czy Ferenca Máté, którzy jednak osiedli w Toskanii na stałe i ich doświadczenia są nieco inne niż tych „krótkodystansowych” turystów, z którymi miał do czynienia Dario Castagno.

Tyle tytułem wyjaśnienia odnośnie moich oczekiwań. Niezależnie bowiem od nich, muszę przyznać, że książkę czyta się bardzo szybko i z uśmiechem na twarzy. Castagno obdarzony jest darem wnikliwej obserwacji i poczucia humoru. Czytając opis zachowań niektórych turystów, z którymi miał do czynienia autor podczas swej ponad dziesięcioletniej pracy w charakterze przewodnika, można podziwiać jego cierpliwość i pozytywne nastawienie. Każdy, kto miał kiedykolwiek doświadczenie w pilotowaniu mniejszych i większych grup wie, że czasem podopieczni potrafią być niezmiernie irytujący i w niewielkim stopniu zainteresowani atrakcjami turystycznymi. Momentami jednak wyczuwa się, że Dario hamuje się przed napisaniem tego, co naprawdę myśli o osobach, które najbardziej mu się dały we znaki.

Najciekawsze są właśnie rozdziały dotyczące rozmaitych typów ludzkich, z którymi autor książki toczy zmagania. Nie wszystkie przykłady są negatywne. Autor zresztą zaznacza, że zdecydowana większość jego klientów nie sprawiała żadnych problemów, a opisuje w książce jedynie najbardziej charakterystyczne i zapadające w pamięć przypadki. Są wśród nich zarówno panie z fochem, turyści stylizujący się na sportowców, a nie potrafiący ukryć irytacji, że miasto jest położone na wzgórzach, czy grupa skoncentrowana głównie na piciu i jedzeniu. Wszyscy opisani są z dużym poczuciem humoru, z tym, że część również z pewną dozą złośliwości. ;)


Palio w SienieŹródło zdjęcia
 

Rozdziały dotyczące historii Chianti i życia Dario są nieco mniej interesujące, chociaż z książki aż bije głębokie przywiązanie autora do Chianti, a zwłaszcza Sieny. Widać, że Dario Castagno kocha miejsce, w którym żyje i swoje odczucia pragnie przekazać czytelnikom. Dla mnie najciekawszy był tekst szczegółowo opisujący reguły, jakie rządzą sieneńskim palio, gdyż choć w Sienie byłam tylko raz, jestem zauroczona tym miastem i z żalem je opuszczałam. Bardzo interesujące były również informacje o opuszczeniu i zaniedbaniu toskańskich domostw w latach młodości autora, kiedy moda na Toskanię wśród zagranicznych turystów nie istniała.

Książka ta została napisana w języku angielskim (z pomocą jednego z klientów Daria) i zdecydowanie z myślą o zdobyciu czytelników głównie na rynku anglojęzycznym. Jest to lekka, ciekawa i humorystyczna książka, którą z powodzeniem mogą przeczytać wszyscy zainteresowani podróżami, winem i kulturą życia w słonecznej Italii. Nie znajdziemy w niej jednak pogłębionych refleksji czy rozważań o przyczynach zalewu Toskanii przez obcokrajowców. To pozycja czysto rozrywkowa na naprawdę niezłym poziomie, mająca za cel promowanie piękna tego regionu Italii.

Za motto książki można uznać słowa Roberto Rodi, współpracującego z Dario Castagno, zamieszczone na końcu książki:

„(…) poznanie Chianti nie jest wyścigiem po krajobrazach i widokach, aby je sobie wyryć w pamięci (a raczej zarejestrować na taśmie, żeby później obejrzeć), ale zaakceptowanie z wdzięcznością i radością tego, co ma nam do zaofiarowania.” (s. 267)

 

Dario Castagno – (ur. 1967 w Wielkiej Brytanii) wychowywał się w Toskanii od 1977 r. Jako właściciel firmy „Wycieczki z Kogutem” przez ponad dziesięć lat oprowadzał małe grupy turystów po swoich ulubionych zakątkach toskańskiego regionu Chianti. Dario przynależy do contrady Gąsienica, która w 2003 r. zwyciężyła w Palio – niezwykle popularnych wyścigach konnych bez siodła, rozgrywanych każdego lata w Sienie. Mieszka w cichej toskańskiej wiosce Vagliagli, zajmuje się produkcją oliwy, spotyka z turystami w średniowiecznej osadzie Borgo Scopeto i popularyzuje swój ukochany region na całym świecie. Strona internetowa autora jest tu.

Źródło zdjęcia


Moja ocena: 3,5 / 6


Autor: Dario Castagno (współpraca: Roberto Rodi)
Tytuł oryginalny: Too Much Tuscan Sun
Wydawnictwo: Pascal
Tłumacz: Andrzej P. Zakrzewski
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 272


środa, 4 lipca 2012

Tiziano Terzani, Nic nie zdarza się przypadkiem



„Podróżowanie było dla mnie zawsze sposobem życia i teraz potraktowałem chorobę jako kolejną podróż: niedobrowolną, nieprzewidzianą, bez map, do której w żaden sposób się nie przygotowałem, ale która ze wszystkich dotychczasowych wymagała największego zaangażowania i dostarczała najbardziej intensywnych przeżyć.” (s. 16)

Czasem coś nas ciągnie do książki, o której nic nie wiemy, a nazwisko autora niewiele nam mówi. Tak też było w moim przypadku z książką Tiziano Terzaniego. Gdy zobaczyłam na okładce fotografię wąsatego mężczyzny w bieli o pogodnym spojrzeniu, coś sprawiło, że musiałam sięgnąć po tę właśnie książkę. Tym razem złamię nieco konwencję swoich wpisów, gdyż nie można omówić tej książki bez choćby podstawowej wiedzy o jej autorze. Dlatego też rozpoczynam od jego biogramu.

Tiziano Terzani (ur. 1938 – zm. 2004) był włoskim reporterem, dziennikarzem, wieloletnim wysłannikiem Der Spiegel w Azji, którą ukochał i rozumiał jak mało kto. Pochodził z biednej rodziny. Dzięki swojej determinacji ukończył prawo i sinologię. Od 1972 r. pracował jako korespondent „Der Spiegel” w Azji. W 1973 r. obserwował upadek Sajgonu. W 1980 r. Terzani był jednym z pierwszych zachodnich dziennikarzy przebywających w stolicy komunistycznych Chin za rządów Deng Xiaopinga. Badał on Chiny odmiennie niż czynili to ludzie Zachodu. Przybrał chińskie imię i starał się żyć i myśleć jak Chińczycy. Ściągnął również swoją rodzinę i próbował dopasować się do tamtejszych realiów. W swoich tekstach krytykował jednak wiele aspektów życia w ChRL. W 1984 r. reporter został aresztowany i oskarżony o działalność antykomunistyczną. Poddano go reedukacji i nakazano opuścić Chiny na wiele lat.
W latach 70-tych chiński wróżbita z Hongkongu przepowiedział Terzianiemu, że w 1993 r. zginie w katastrofie lotniczej. Dlatego też postanowił on przez cały rok 1993 przemieszczać się tylko ziemnymi i wodnymi środkami transportu, dzięki czemu miał okazję poznać inne oblicze państw azjatyckich. Swoją roczną podróż opisał w książce „Powiedział mi wróżbita” (1998, wyd. pol. 2008)

W 1997 r. Tiziano Terzani dowiedział się, że jest ciężko chory na raka. W „Nic nie zdarza się przypadkiem” podróżnik opisał swoje refleksje nad życiem i jego jakością w dzisiejszych czasach. Książka jest zapisem podróży Terzaniego po tym gdy odkryto u niego raka i musiał się on poddać intensywnemu leczeniu. Dotyczy nie tylko podróży w sensie fizycznym, chociaż przemierzył on w tym czasie kawał świata w poszukiwaniu lekarstwa, które go uleczy, ale przede wszystkim podróży duchowej, w głąb siebie, refleksji nad życiem, jego jakością, refleksji nad współczesnym światem. Choroba, która go dotknęła była zapalnikiem, który spowodował przewartościowanie jego spojrzenia na dzisiejszy świat.

„Przezwyciężenie strachu przed śmiercią jest dla człowieka wielkim krokiem ku wolności. Pomaga mu lepiej żyć (…). Dziwna rzecz, że współczesny człowiek studiuje, uczy się, wprawia w różnych rzeczach, ale nie dowiaduje się nic na temat umierania. A wręcz unika na wszelkie sposoby rozmowy o tym (uznawane jest to za niestosowne, jak kiedyś rozmowy o seksie). Unika też myślenia o śmierci i kiedy ten przewidywalny, najzupełniej naturalny moment nadchodzi, jest nieprzygotowany, straszliwie cierpi, czepia się życia, a czyniąc tak, cierpi jeszcze bardziej.” (s. 360)

Terzani zdecydował się na specjalistyczną kurację w jednej z nowoczesnych klinik w Nowym Jorku. Okres, który spędził w tym mieście, poddany intensywnym zabiegom wyniszczającym organizm, był dla niego okazją do obserwacji dzisiejszej Ameryki, do zastanowienia się nad kondycją dzisiejszego świata. Nie są to konstatacje optymistyczne, zwłaszcza dla tzw. cywilizacji zachodniej. Te obserwacje i refleksje są pełne życiowej mądrości i wzywają do opamiętania. Przyznam, że rzadko zdarza mi się odnaleźć w książce tyle przemyśleń, które trafiły do mojego serca i umysłu. Uwagi reportera dotyczące Ameryki i Amerykanów są szczególnie ostre i niepokojące.

„Być może żyjąc w samotności, traci się poczucie miary. Ale w zamian, milcząc, stajemy się bardziej wrażliwi na odbiór. Zdarzało mi się więc podczas spacerów wychwytywać fragmenty dyskusji, jakieś wypowiedziane kwestie, które jeszcze długo potem brzmiały mi w uszach. Odnosiłem wrażenie, że ludzie mówią przede wszystkim o pieniądzach, problemach, konfliktach.” (s. 71)

Pod wpływem choroby Terzani zaczął się również zastanawiać nad sensem medycyny zachodniej, zwanej też alopatyczną. Spostrzegł, że działa ona niezwykle wyrywkowo, że lekarze praktycznie nie „tracą” już czasu na rozmowę z pacjentem, gdyż ich źródłem informacji o chorobie są wysokospecjalistyczne urządzenia, dzięki którym lekarz praktycznie nie mając kontaktu z pacjentem może zaordynować stosowne leczenie. Nikt się nie zastanawia nad stanem psychicznym i nastawieniem tegoż pacjenta. Takie mechaniczne podejście, mimo niewątpliwych osiągnięć w zwalczaniu objawów chorobowych, nie ma żadnego wymiaru duchowego, pozostawia de facto chorego człowieka samemu sobie.

Dysponując kilkumiesięczną przerwą w kuracji, Terzani postanowił poszukać lekarstwa na swoją chorobę w krajach azjatyckich. Odwiedził wielu znachorów, poddał się wielu terapiom, ale po pewnym czasie zdał sobie sprawę, że nie odnajdzie leku, którego szukał. Prezentując racjonalny punkt widzenia, krytykując wiele z tych terapii wyrażał jednocześnie szacunek do rozmaitych form leczenia tradycyjnego, z którymi się zetknął. Szczególnie doceniał fakt, że medycyna zwana holistyczną skoncentrowana jest na człowieku jako odrębnym bycie, a nie na chorych organach, które trzeba „naprawić” bez oglądania się na stan psychiczny pacjenta. Tak naprawdę, podróżując po Azji szukał wskazówek, jak żyć w dzisiejszym świecie. Nie odnalazł remedium na swoją chorobę, ale zbliżył się do odkrycia, jak prowadzić życie w zgodzie ze sobą i z naturą. Podczas kilkumiesięcznego pobytu w aśramie spojrzał na swoje życie z innej perspektywy, co pomogło mu w zaakceptowaniu swojej choroby, a na koniec odnalazł ukojenie w pustelni w Himalajach, gdzie usiłował dojść do ładu w swoim życiu.

Tak jak już wspomniałam, lektura tej książki była dla mnie odkryciem. Wiele słów, zdań Tiziano Terzaniego musiałam zapisać, z częścią z nich się z Wami dzielę, ale najlepiej sięgnąć po tę błyskotliwą książkę. Skłania ona do zastanowienia się nad swoim życiem, pozwala przeprowadzić refleksję, czy naprawdę żyjemy tak, jak chcemy? Nie jest to oczywiście poradnik z gotowymi receptami na życie, ale coś znacznie więcej. Terzani pokazuje, że rozwiązanie wielu życiowych dylematów jest w nas, w naszym nastawieniu do otaczającego świata, do innych ludzi, do siebie… 

Chociaż była to dla mnie ważna lektura, uważam, że zawarta w książce lista odwiedzanych znachorów i mędrców jest chyba zbyt długa. Kilku z nich po prostu zlało mi się w jedna masę. Bez szkody dla odbiorców książki mogłaby być ona nieco krótsza, co na pewno nie osłabiłoby jej wymowy. Zastanawia też fakt, że autor poddając się rozmaitym terapiom i zlecając przepisanie leków, nie stosował ich, wyczuwając, że niewiele mu pomogą. Sprzeczność? Chyba tak. Może też zastanawiać fakt, że reporter mimo tak krytycznego stosunku do medycyny zachodniej, w sytuacji krańcowej jednak zdecydował się skorzystać z jej osiągnięć, a nie z dobrodziejstw medycyny Wschodu. Początkowo mnie to raziło, ale w ostatecznym rachunku uznaję racje Terzaniego, który tłumaczy w książce powody swojego wyboru.

Ta książka jest swoistym epitafium Terzaniego. Pokazuje on nam, czytelnikom, że nawet w najtrudniejszej sytuacji zawsze można się czymś zachwycić, coś odkryć, co zmieni nasze samopoczucie i świat na lepsze. Że zawsze należy żyć świadomie. To piękna lekcja życia. Gorąco polecam, naprawdę warto.

Na koniec przytaczam mądrą przypowieść hinduską przytoczoną przez autora książki oraz kilka cytatów, które skłaniają do zastanowienia.

„A kto nie zważa na każdą chwilę swojego życia, ryzykuje, że skończy jak człowiek z historyjki, którą opowiedział [Swami – hinduski nauczyciel Tiziano] z cudowną mimiką.

Pewien człowiek wie, że na świecie istnieje kamień zdolny przemienić przez samo dotknięcie żelazo w złoto. Postanawia go odnaleźć. Przepasuje się w pasie łańcuchem i wyrusza w drogę. Podnosi każdy napotkany kamień i uderza nim w łańcuch. Żelazo pozostaje żelazem, a on wyrzuca kamień. Podnosi następny, uderza i wyrzuca. I tak przez kolejne tygodnie, miesiące – coraz mniej uważnie. Aż któregoś dnia zatrzymuje go jakieś dziecko.

- Ej stary, gdzie znalazłeś ten piękny złoty łańcuch?

Mężczyzna patrzy na łańcuch. Naprawdę stał się złoty! Ale który z tysięcy podniesionych i odrzuconych kamieni okazał się tym właściwym?” (s. 385)


„Umysł należy do najbardziej wyszukanych narzędzi, jakimi dysponujemy, ale nie bierzemy tego pod uwagę. Przyjmując postawę typową dla naszych „nowoczesnych” czasów, powierzamy działaniu chemii to, co tymczasem – przynajmniej częściowo – moglibyśmy poruczyć umysłowi. Chemia w coraz większym stopniu staje się środkiem na całe zło. Jesteśmy w depresji, zmęczeni, bezpłodni, chudzi, grubi? Zawsze istnieje jakaś wymyślona pigułka, która właśnie pojawiła się w sprzedaży, żeby rozwiązać nasz problem. Dziecko jest nadpobudliwe? Po co szukać przyczyny? Prozac go uspokoi, niezależnie od tego, czy u źródeł zdenerwowania są rozwiedzeni rodzice, którzy traktują go jak paczkę pocztową, wciąż odsyłaną do nadawcy, czy też szkoła próbuje uczynić z niego kogoś, kim nie jest. „ (s. 127)

„W pewnym stopniu również my, na Zachodzie, zaczynamy zdawać sobie sprawę, że coś jest nie tak w naszym sposobie traktowania przyrody. Czasami mamy wręcz wrażenie, że nasza chełpliwa cywilizacja, oparta na rozumie, nauce i panowaniu nad tym, co nas otacza, zaprowadziła nas w ślepy zaułek. Jednak koniec końców wciąż myślimy, że ten sam rozum i nauka pomogą nam się z niego wydostać. Wciąż więc niewzruszenie trzebimy lasy, zanieczyszczamy rzeki, osuszamy jeziora, ogałacamy oceany, hodujemy i uśmiercamy wszelkie gatunki zwierząt, bo to – jak przekonują uczeni ekonomiści tworzy dobrobyt. Łudząc się, że większy dobrobyt oznacza większe szczęście, angażujemy cała naszą energię w konsumowanie, tak jakby życie było niekończącym się, rzymskim bankietem, na którym się je i wymiotuje, żeby znów móc jeść.” (s. 199)

„Każdy postrzega siebie jako jednostkę; każdy czuje się silny swoim umysłem, swoimi zdolnościami, a przede wszystkim swoją wolnością. Ale właśnie to przekonanie o wolności i oderwanie od reszty świata powoduje wielkie poczucie osamotnienia i smutku. Przyjmujemy za pewnik tylko ten mały wycinek, który mamy wokół siebie, i przy tym ograniczonym punkcie widzenia nie jesteśmy w stanie poczuć wielkości całej reszty, choć przecież stanowimy jej część.” (s. 199)

„Wydaje się, że coraz szybsza jazda stała się naszym sposobem bycia. Wszystko jest właściwie biegiem. Żyjemy, nie zważając na samo życie. Śpimy, nie zwracając uwagi na to, co się nam śni. Patrzymy tylko na budzik. Interesuje nas wyłącznie mijający czas, posuwamy się do przodu, odkładając na potem to, czego naprawdę byśmy pragnęli. Nasza uwaga koncentruje się na „potem”, nie na „teraz”. Szczególnie w miastach życie przemija bez chwili refleksji, bez chwili spokoju, która zrównoważyłaby ten ciągły bieg. Nikt nie ma już na nic czasu. Nawet na to, żeby się zdziwić, przerazić, wzruszyć, zakochać, pobyć z samym sobą. Są tysiące wymówek, żeby się nie zatrzymać i nie zastanowić nad tym, czy ten bieg czyni nas szczęśliwszymi, a jeśli ich nie ma, jesteśmy świetni w ich wymyślaniu.” (ss. 203 – 204)

„Nie należy nigdy wracać do własnej przeszłości ani – jak mawiają mądrzy Hindusi – próbować powtórzyć dzisiaj ową chwilę radości, którą mieliśmy już szczęście przeżyć wczoraj.” (s. 287)


„Współczesny człowiek coraz mniej myśli o tym świecie. Nie ma na to czasu, a często i okazji. Życie, szczególnie w miastach, nie pozwala nam już myśleć globalnie, ponieważ wciąż uganiamy się za jakimiś szczegółami, drobiazgami, przez co gubimy sens całości. Zorientowałem się w końcu, że dotyczy to też mojego zawodu. Miałem opowiadać o wojnach, ale nie zastanawiać się, dlaczego – przy całym postępie, którym człowiek się chlubi – wciąż stanowią tak ważną część jego egzystencji. Dlaczego w miarę rozwoju cywilizacyjnego i gospodarczego kraje coraz więcej inwestują w badanie nowych, doskonalszych i bardziej śmiercionośnych broni? (…)

Nikt nie udziela już liczących się odpowiedzi, ponieważ nikt nie zadaje właściwych pytań. A już najmniej nauka, która na Zachodzie podporządkowana została wielkim interesom ekonomicznym i postawiona na ołtarzu w miejsce religii. W ten sposób sama stała się „opium dla mas”, z tym swoim fałszywym przekonaniem, że prędzej czy później zdoła rozwiązać wszystkie problemy. Nauka potrafi już klonować życie, ale nie jest w stanie powiedzieć, czym ono jest. Medycyna zdołała odsunąć śmierć, ale nie umie nam powiedzieć, co się dzieje po śmierci. A czy może naprawdę wiemy, co pozwala naszym oczom widzieć, a naszemu umysłowi myśleć?” (ss. 434 – 435)


„Codzienne życie pełne jest małych światełek, które nie pozwalają nam dostrzec wielkiego światła. Zasięg naszego umysłu skurczył się do niewiarygodnych rozmiarów – tak samo jak nasza wolność. Najczęściej kierujemy się reakcjami. Reagujemy zgodnie z ustalonymi modelami kulturowymi i społecznymi. I coraz częściej reagujemy automatycznie. Nie mamy już czasu, aby postępować inaczej.” (s. 436)

„Rodzimy się, żyjemy i umieramy, i żadna ceremonia, żaden rytuał nie wyznacza już etapów naszego przebywania na świecie. Narodziny dziecka nie skłaniają do żadnego refleksyjnego zachowania, poza zgłoszeniem do urzędu stanu cywilnego. Młode pary żyją w większości w związkach partnerskich, nie biorą ślubu, a jedynym rytuałem, w jakim uczestniczą jest przeprowadzka. Nie zaznaczają tego początku nowego życia nawet przez zmianę koszuli. A przy braku ceremonii inicjacyjnej brakuje też uświadomienia sobie przejścia do kolejnego etapu; przy braku symbolicznego kontaktu ze świętością brakuje zaangażowania. Często związek, który się w ten sposób rodzi, łączy tylko seks i rachunek telefoniczny. Sama śmierć przeżywana jest już bez świadomości i rytualnego pocieszenia.” (s. 460)


„To cudowne, cisza! A przecież my, współcześni, unikamy ciszy, niemal się jej boimy, może dlatego, że identyfikujemy ją ze śmiercią. Utraciliśmy nawyk pozostawiania w ciszy, w samotności. Jeśli mamy jakiś problem, czujemy, że ogarnia nas strach, wolimy pobiec i oszołomić się jakimś hałasem, wmieszać się w tłum, zamiast odsunąć się na bok i zastanowić w ciszy. To błąd, cisza jest bowiem pierwotnym doświadczeniem człowieka. Bez ciszy nie ma słowa. Nie ma muzyki. Bez ciszy nie można słyszeć. Tylko w ciszy można osiągnąć zgodność z samym sobą, odnaleźć związek między naszym ciałem i wszystkim tym, co jest w środku.” (s. 660)


Moja ocena: 5 / 6

Autor: Tiziano Terzani
Tytuł oryginalny: Un altro giro di giostra
Wydawnictwo: Świat Książki
Tłumacz: Anna Osmólska – Mętrak
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 718



sobota, 14 kwietnia 2012

Melania Mazzucco, Vita


 
Ach ta Melania Mazzucco! Odkąd zaczęłam dzielić się wrażeniami z przeczytanych książek na blogu, twórczość tej właśnie pisarki uważam za swoje prywatne odkrycie. Po przeczytaniu "Takiego pięknego dnia" i "Tak ukochanej" przyszedł czas na "Vitę", o której słyszałam wiele dobrego. Nie sądziłam jednak, że zaraz po lekturze ogarnie mnie niemoc twórcza i nie będę mogła nic składnego napisać o tej książce. Próbowałam kilka razy i ... nic. Minęło już dobrych parę miesięcy od mojej lektury, wypożyczyłam książkę po raz kolejny i wreszcie się przełamałam, czego dowodem niniejsza notka. Zależało mi na tym, żeby choć parę słów napisać o "Vicie", gdyż jest to książka warta polecenia i chciałabym bardzo, aby spodobała się również i Wam.
 

Dzieci włoskich emigrantów
przybyłe do Ameryki na pocz. XXw.

Głównych bohaterów książki jest dwoje - dwunastoletni Diamante i dziewięcioletnia Vita, których poznajemy, gdy przybywają do Ameryki 12 kwietnia 1903 roku na pokładzie parowca "Republic". Przywiodła ich do tej "ziemi obiecanej" ówczesnego świata nadzieja na lepszą przyszłość podobnie jak wielu ich rodaków z biednego, nękanego głodem południa Italii. Dzień ich przyjazdu na wyspę Ellis, tej bramy wjazdowej do amerykańskiego raju, gdzie dokonywano selekcji nowo przybyłych emigrantów, był rekordowy pod względem ilości przybyszów z Europy. Tego dnia zarejestrowano ponad dwanaście tysięcy emigrantów, a tylko na statku Vity i Diamante - ponad dwa tysiące chętnych do osiedlenia się w Ameryce...

 

Losy Diamante i Vity stanowią kanwę tej opowieści, gdyż ich niezwykła więź zaczęła się na tym statku i do końca swoich dni wspominali tę niezwykłą podróż. Vita to po łacinie „życie” i moim zdaniem to nie przypadek, że tytułowa bohaterka tej książki nosi właśnie to imię. Diamante to również symptomatyczne imię symbolizujące twardość i niejednokrotnie w książce nasz bohater dowodzi, że nie jest mięczakiem, ale czy to wystarczy, aby wywalczyć sobie szczęście?

 



Włosi przybyli na Ellis Island, 1911 r.
Na początku jesteśmy świadkami ich walki o przetrwanie w nowym kraju. Już pierwszy dzień ich pobytu w Nowym Jorku, stolicy amerykańskiego sukcesu, niesie im ostrzeżenie, jaka naprawdę jest Ameryka. Jedna z najbardziej zapadających w serce scen, to błąkanie się tej dwójki dzieci bez celu i opieki po „lepszej” dzielnicy tego wielkiego miasta. Ten dzień, to, co się wtedy zdarzyło, jest ostrzeżeniem, że nikomu nie wolno ufać. To sygnał, że Diamante i Vita mogą liczyć tylko na siebie. Kolejne dni tylko potwierdzają ten osąd.

Ich opiekunem, jeśli można użyć takiego słowa, jest Agnello, ojciec Vity, lokalny włoski drobny przedsiębiorca prowadzący noclegownię przy Prince Street dla włoskich emigrantów i właściciel warzywniaka, jednak dochodami musi się dzielić z premafijną organizacją „Mano Nera” (wł. Czarna Ręka). Jak wspomina autorka “New York Times nazwał Prince Street the Black Hand block – kwartałem Czarnej Ręki.” (s. 111) Agnello mieszka z konkubiną Leną, gdyż jego legalna małżonka nie została wpuszczona do USA z uwagi na stan zdrowia. Tylko zdrowi i silni mieli szansę na nowe życie w USA. Chorzy i słabi, mimo więzów rodzinnych z obywatelami amerykańskimi, często nie mieli szans na dołączenie do bliskich.

Otoczenie Vity i Diamante stanowią, oprócz Agnello i Leny, także bywalcy noclegowni, rodacy zmagający się z nędzą i poniżeniem, niekiedy próbujący osiągnąć sukces szybciej i łatwiej niż tylko za pomocą ciężkiej i wręcz niewolniczej pracy. Dla tych ludzi nie ma znaczenia fakt, że i Diamante, i Vita są dziećmi. Muszą oni ciężko pracować na każdego centa i nikt nie daje im taryfy ulgowej. Oboje są traktowani jako dodatkowe i nieomal bezproduktywne „gęby do wyżywienia”. Ich dzieciństwo to pasmo obowiązków niejednokrotnie ponad siły, zetknięcie z okrucieństwem i przemocą, które niszczą każdą pojawiającą się nadzieję na szczęśliwą przyszłość. Jedynym jasnym punktem w tej sytuacji jest przyjaźń i więź między nimi, które sprawiają, że warto jest żyć i jednak mieć

nawet nikłą nadzieję na poprawę losu.



Budynek "New York Times"
w budowie, r. 1904

Czasy, w których przyszło żyć bohaterom tej opowieści, wyznacza rytm budowy kolei żelaznych, tworzenie się struktur mafijnych w USA i niesamowicie szybki rozwój Nowego Jorku w początkach XX wieku. Oto jak widzą to miasto nasi bohaterowie.  „Na bramach są tabliczki NO DOGS NIGGERS ITALIANS NEED APPLY, w witrynach restauracji NO DOGS NIGGERS ITALIANS.” (s. 79)„Wydaje się, że w tym mieście wszystko jest albo burzone, albo w budowie. Jak po powodzi albo trzęsieniu ziemi. Gdzie spojrzeć, wszędzie rusztowania, daszki, wysokie na trzydzieści pięter żelazne szkielety, żurawie, deski, kładki, tunele, dziury, przepaście głębokie na pięćdziesiąt metrów, z których w ciągu dnia dobiega łomot, odgłosy kilofów i dalekie stłumione ludzkie głosy. (…) Wszystko rozpada się na kawałki i wszystko jest nowe. Obok siebie stoją domy stuletnie i dopiero co zbudowane, jeszcze niezamieszkane.” (s. 96)

Wydaje się na pierwszy rzut oka, że głównym bohaterem jest Diamante. To jemu autorka poświęca więcej uwagi, o nim więcej pisze. Ale to tylko pozór. To Vita symbolizuje siłę życia, wolę przetrwania i zwycięstwa. Losy obojga bohaterów wiele nam mówią o życiu w tych czasach. Ci dwoje mają wiele wspólnego, ale od pewnego momentu ich doświadczenia rozbiegają się w przeciwstawnych kierunkach. Diamante i Vita poznali to gorsze oblicze Ameryki, dalekie od lukrowanych obrazków i kolorowych folderów reklamowych. Oboje musieli znieść wiele nieszczęścia, trosk, upokorzeń, niedoli zanim osiągnęli dorosłość, która wcale nie okazała się świetlana. Diamante został złamany przez Amerykę, Vita dostosowała się do niej. Pokazała prawdziwą wolę przetrwania i osiągnięcia sukcesu. Jaki był koszt tych decyzji? Czy osiągnęła szczęście? Czy Diamante odnalazł ukojenie po powrocie z "raju"?
 
„Vita” to również, a właściwie przede wszystkim, opowieść o Melanii Mazzucco i historii jej rodziny, gdyż Diamante to jej dziadek, którego losy postanowiła uwiecznić pisząc tę książkę w momencie, gdy praktycznie nie żył już nikt, kto mógłby dostarczyć jej świadectwa o jego życiu w Ameryce. Autorka napisała książkę, która w formie przekazu podobna jest do „Tak ukochanej”. Jej opowieść jest utkana z kruchych dowodów zawartych w odkrytych w rodzinnych szpargałach, przypuszczeń i wyobrażeń. Moc jej pióra i wyobraźni jest jednak tak wielka, że książkę tę czyta się jak realistyczną relację na podstawie najtwardszych faktów. Każde słowo, zdanie ma znaczenie. Widać, że pisarka włożyła całą swoją duszę w napisanie tej książki. Język powieści czaruje i powoduje, że trudno oderwać się od książki mimo trudnych tematów i nielinearnej struktury opowieści, która jednak nie utrudnia śledzenia kolei losów bohaterów. Postacie drugoplanowe są pełnokrwiste, ciekawie scharakteryzowane i również dzięki nim ta książka jest tak żywa i poruszająca.

My, czytelnicy, jesteśmy niezwykłymi szczęściarzami, że pisarka napisała tę książkę, gdyż jak sama autorka wspomina, jest ostatnią z rodu Mazzucco i po jej odejściu nie byłoby już nikogo, kto mógłby przekazać tę historię. Oto jak autorka wspomina „Vitę” w rozmowie z Agnieszką Drotkiewicz w „Lampie”:
 
"Vita" powstała teraz, w sytuacji kiedy w ciągu dziesięciu lat radykalnie zmieniła się struktura etniczna Włoch. Z kraju emigracyjnego staliśmy się krajem imigracyjnym. Zawsze to Włosi wyjeżdżali za chlebem, dziś mamy u siebie mnóstwo imigrantów. (...) I właśnie w takich okolicznościach odniosła sukces moja książka, którą napisałam o dziadku emigrancie. (...) Jak sądzę dlatego, że można ją zrozumieć w wielu kontekstach kulturowych."

Dla mnie wszystkie książki są zawsze podróżami, często są to podróże fizyczne; kiedy pisałam książkę o moim dziadku - "Vita", pojechałam do Ameryki, żeby zobaczyć gdzie on mieszkał. Ale pisanie książki to także podróż w czasie, bo musisz coś skonstruować, przenosić czytelnika w inne realia, zabrać wewnątrz świata przedstawionego, i w tym celu, trzeba wiedzieć, jakie buty nosiła bohaterka etc. Jednym z moich ulubionych etapów pracy, jest praca ze zdjęciami (...)
Melania Mazzucco to osoba o niezwykłej wrażliwości i talencie. „Vita” to bezwzględnie jej najlepsza książka spośród trzech, które czytałam. Podczas lektury doświadczamy bardzo silnych emocji i książka ta chyba nikogo nie pozostawi obojętnym. Bardzo polecam!






Melania Mazzucco (ur. 1966) Jej pierwsza powieść, Il bacio della Medusa (1996), otrzymała prestiżowe nagrody Strega i Viareggio. Kolejne książki, La kamera di Baltus (1998) i Tak ukochana (2000; W.A.B. 2006), uhonorowano licznymi nagrodami i przetłumaczono na wiele języków. Vita (2002; W.A.B. 2008) zdobyła Premio Strega, przyznawaną najlepszej włoskiej powieści; została dotychczas wydana w siedemnastu krajach, a na jej podstawie powstanie film Paola Virzìego. Taki piękny dzień (2006) stał się z kolei kanwą filmu Ferzana Özpeteka (2008). Książka przekładana jest na dziewięć języków. W 2008 roku ukazała się powieść Mazzucco - La lunga attesa dell'angelo.





 


 

Moja ocena: 6 / 6


Autor: Melania Mazzucco
Tytuł oryginalny: Vita
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: z miotłą
Tłumacz: Joanna Wachowiak
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 512




sobota, 10 września 2011

Mariolina Venezia, Jestem tu od wieków




W szybkim tempie staję się fanką serii "z miotłą" Wydawnictwa W.A.B. oraz współczesnej literatury włoskiej. Miałam to szczęście, że wszyscy włoscy autorzy, po których książki sięgnęłam w ostatnim czasie to naprawdę ciekawe osobowości i utalentowani twórcy. Obydwie panie - czyli Melania Mazzucco i Mariolina Venezia - publikowane są w Polsce właśnie dzięki wydawnictwu W.A.B.

Akcja książki Marioliny Venezii rozpoczyna się w 1861 roku, kiedy we włoskim miasteczku Grottole bogatemu gospodarzowi Francesco Falcone rodzi się długo wyczekiwany syn. W tym samym momencie traci on również cenne zapasy wskutek popękania dzbanów z oliwą pod wpływem krzyków Concetty, jego rodzącej konkubiny. Czy to zwykły przypadek? Wydaje się, że nad rodziną ciąży klątwa... 

Albina, jedna z siedmiu córek don Francesca, nie może poślubić ukochanego barona, dopóki najstarsza z sióstr nie wyjdzie za mąż. Ta jednak ucieka z domu i wiąże się z księdzem, co wywołuje skandal. Zdesperowana Albina decyduje się na małżeństwo z szewcem. Nienawidzi siostry i prowadzi cichą wojnę z mężem, którym gardzi. Jej wnuczka Alba będzie obsesyjnie pragnęła odkupić winy swoich krewnych. Gioia, praprawnuczka Francesca, w latach siedemdziesiątych zaangażowana w działalność radykalnych ruchów lewackich, opuszcza swoją paryską mansardę, by po długoletniej rozłące spotkać się z krewnymi. I opowiada dzieje rodu – historię rodziny, historię kobiet. O skomplikowanych relacjach międzyludzkich, o poszukiwaniu szczęścia, życiowych wyborach, o żartach losu i dziwnych zbiegach okoliczności...

I tak toczą się wydarzenia w tej książce - z jednej strony realistycznie, z drugiej magicznie. Narracja jest prowadzona nielinearnie. W tekście znajdziemy wiele dygresji dotyczących niejednokrotnie osób w niewielkim stopniu związanych z rodziną naszych bohaterek, gdyż to kobiety są głównymi postaciami tej opowieści, która dotyczy losów pięciu pokoleń kobiet z Grottole. Charakterystyczne jest to, że właściwie wszystkie one były nieszczęśliwe. Szczytnym wyjątkiem była Candida, córka Albiny i babka Gioi, która potrafiła odnaleźć w życiu szczęście i miłość. Ze swoim mężem stanowili naprawdę udane stadło, a jeśli chcecie się dowiedzieć, dlaczego głuchota zapewnia szczęście, to trzeba przeczytać tę książkę J
 

O ile w każdej z bohaterek mogłam znaleźć jakąś cechę, która mnie do niej przekonywała i czasami nawet żałowałam, że autorka nie poświęciła niektórym z bohaterek więcej czasu i uwagi, o tyle sympatii nie wzbudziła we mnie jedynie bohaterka współczesna, Gioia. Jej wybory życiowe naprawdę budziły zdumienie, a po latach spędzonych na nerwowych poszukiwaniach szczęścia, ukojenie odnalazła w miejscu, gdzie rozpoczęła się historia jej rodziny. 

Jeśli zaakceptuje się konwencję książki i styl autorki kojarzący mi się z „realizmem magicznym” „Stu lat samotności”, wtedy czyta się ją z przyjemnością, ale nie jest to równa książka. Pewne anegdoty, historyjki zupełnie nie związane z losami głównych bohaterek, można było sobie darować, gdyż nieco zakłócają tok opowieści i odwracają uwagę od i tak już pogmatwanej chronologii opowieści. Mimo tych zastrzeżeń oceniam tę książkę pozytywnie i uważam, że warto się z nią zapoznać. 


Mariolina Venezia (ur. 1961 r.) - poetka, scenarzystka, współpracownik kilku czasopism literackich. W 1998 roku opublikowała zbiór opowiadań Altri miracoli. Jestem tu od wieków (2006) to jej pierwsza powieść. Venezia otrzymała za nią prestiżową nagrodę Campiello. Książka tuż po wydaniu stała się we Włoszech bestsellerem (100 tysięcy egzemplarzy), prawa do przekładu zakupiły wydawnictwa z dziewiętnastu krajów, a wytwórnia Warner Brothers Italia przygotowuje ekranizację. Autorka mieszka w Rzymie.



Moja ocena: 4 / 6

Autor: Mariolina Venezia
Tytuł oryginalny: Mille anni che sto qui
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: z miotłą
Tłumacz: Alina Pawłowska-Zampino
Liczba stron: 320
Rok wydania: 2009



sobota, 23 lipca 2011

Melania Mazzucco, Tak ukochana



Po przeczytaniu "Takiego pięknego dnia" wiedziałam, że chcę kontynuować znajomość z panią Mazzucco, oczywiście mając na myśli jej twórczość literacką :) Dlatego też, nie zastanawiałam się długo, gdy na półce bibliotecznej zauważyłam "Tak ukochaną". Dzięki temu mogłam się cieszyć na spotkanie z włoską pisarką. 

Jak się okazało nie było to spotkanie jedynie z panią Mazzucco, ale przede wszystkim z Annemarie Schwarzenbach, szwajcarską pisarką, dziennikarką, fotografką i podróżniczką, której twórczość przypada na lata dwudziestolecia międzywojennego. To ona jest główną bohaterką tej książki i to tajemnice jej skomplikowanego życia odkrywa autorka. 

Niedoceniana artystka, niestabilna psychicznie, uzależniona od narkotyków, rzuca się w nieustające romanse, głównie z kobietami. Całe jej życie jest ucieczką, również w sensie dosłownym. Odwiedza m.in. Rosję Sowiecką, Polskę, kraje nadbałtyckie, Azję, Bliski Wschód, Stany Zjednoczone. Poznaje wiele charakterystycznych dla epoki postaci – artystów i skandalistów (np. rodzinę Mannów, Margaret von Opel). Miłością jej życia była Erika Mann, barwna i silna osobowość, a Klaus Mann - brat Eriki, również homoseksualista - był przyjacielem Annemarie.

Powieść oddaje atmosferę beztroskiego Berlina lat dwudziestych i trzydziestych oraz opisuje rodzący się faszyzm. Na tym tle toczy się burzliwe życie Annemarie, uzależnionej od silnej osobowości matki, szarpiącej się z konwenansami i tradycjami rodzinnymi. Miała ona problem z określeniem siebie, swojego pomysłu na życie. Dręczyła ją niepewność, samotność, nie mogła doczekać się uczucia ze strony Eriki. W jednym z najbardziej krytycznych momentów swojego życia pozostawiono ją właściwie samej sobie...

Trudno jest mi ocenić tę książkę. Z jednej strony, doceniam klasę pisarstwa Melanii Mazzucco, która potrafiła z okruchów informacji stworzyć przekonujący portret osobowościowy Schwarzenbach. Jej wersja wydarzeń przedstawiona w "Tak ukochanej" to naprawdę świetna powieść. Autorka po mistrzowsku przedstawia rozedrganie swej bohaterki, jej niezdecydowanie, niemożność odnalezienia się w świecie tradycyjnej burżuazyjnej rodziny, podejmującej ryzykowne decyzje, np. ślub z prawie nieznanym mężczyzną czy parę szaleńczych przygód miłosnych (z kobietami oczywiście) zwykle nie kończących się szczęśliwie, a czasami wręcz dramatycznie.

Z drugiej jednak strony, nie przekonała mnie do siebie postać głównej bohaterki mimo widocznej fascynacji Melanii Mazzucco jej osobą. Być może wynika to z faktu, że kompletnie nie znam jej dokonań literackich. Spuścizna Annemarie Schwarzenbach została odkryta całkiem niedawno i chyba na fali tego spóźnionego o kilkadziesiąt lat zainteresowania powstała niniejsza książka. Przyznam szczerze, że ta nieznajomość rzeczy przeszkadzała mi w lekturze, a sama bohaterka momentami mnie drażniła. 

Podczas lektury fragmentów dotyczących podróży, które podjęła w latach 30-tych widać, że dały jej one wiele radości, a doświadczenia, które podczas nich zebrała, okazały się stymulujące w późniejszym etapie życia. Mimo wszechobecnego poczucia niedopasowania i inności dały jej przynajmniej częściową satysfakcję. Pozwolę sobie przy okazji podróży podejmowanych przez Annemarie Schwarzenbach przypomnieć postać polskiego pasjonata podróży Kazimierza Nowaka ("Rowerem i pieszo przez Czarny ląd" - polecam!!!), który prawie w tym samym czasie - nie będąc bogatą z domu córką szwajcarskiego przedsiębiorcy J - podjął podróż po Afryce praktycznie bez pieniędzy, żył tak jak spotykani przez niego tubylcy, a kierowała nim ciekawość świata i drugiego człowieka niezależnie od jego koloru skóry i pochodzenia.

Nie wciągnęła mnie ta książka tak, jak tego oczekiwałam. Gdyby tak było, to zapewne siedziałabym teraz w necie szukając gorączkowo informacji o życiu i twórczości Annemarie, a potem zapewne chciałabym zapoznać się z jej książkami. Nic takiego się nie stało, mogę żyć dalej bez znajomości twórczości Annemarie J Pragnę jednak podkreślić, że Melania Mazzucco zasługuje na uznanie. Ta inteligentna i dociekliwa pisarka nie serwuje czytelnikom łatwych odpowiedzi i prostych recept na życie. Z chęcią przeczytam jej następne powieści.


  
Annemarie Schwarzenbach (1908 – 1942) urodziła się w rodzinie bogatego przedsiębiorcy szwajcarskiego. Studiowała w Zurichu i Paryżu. W 1930 r. nawiązała kontakt z Eriką Mann, córką Tomasza Manna. Była zafascynowana jej osobowością. Ich miłosny związek nie trwał długo, ale pozostały przyjaciółkami. W następnych latach Annemarie Schwarzenbach mieszkała w Berlinie, gdzie obracała się w środowisku bohemy artystycznej, poznała i zaprzyjaźniła się z bratem Eriki, Klausem. Wtedy też zaczęła eksperymentować z narkotykami.   W 1935 r. wyjechała do Persji, gdzie poślubiła poznanego kilka tygodni wcześniej francuskiego dyplomatę. W czerwcu 1939 r. podjęła wyprawę do Afganistanu, gdzie zastał ją wybuch II wojny światowej. Do Europy wróciła w 1940 r. i wkrótce wyjechała do USA, gdzie spotkała się z rodziną Mannów. Komplikacje w życiu prywatnym przyczyniły się do kolejnego ataku depresji. Annemarie została umieszczona w szpitalu psychiatrycznym. Wypuszczono ją pod warunkiem opuszczenia USA. W 1941 r. wróciła do Szwajcarii. Zmarła w wyniku nieszczęśliwego wypadku.

Zdjęcie: http://www.vam.ac.uk/ 



Moja ocena: 4,5/6


Autor: Melania Mazzucco
Tytuł oryginalny: Lei cosi amata
Wydawnictwo: W.A.B
Seria: z miotłą
Tłumacz: Monika Woźniak
Liczba stron: 660
Rok wydania: 2006

niedziela, 22 maja 2011

Melania Mazzucco, Taki piękny dzień



Książka wpadła w moje ręce zupełnie przypadkowo, podczas szperania w bibliotece. Nie znałam twórczości Melanii Mazzucco i chyba sporo traciłam :)

Akcja książki toczy się w ciągu jednego dnia – czwartego maja w piątek w Rzymie. Teoretycznie idealny dzień. Krąg bohaterów jest zamknięty. Elio Fioravanti jest politykiem, parlamentarzystą, który wie, że jego czas w polityce się kończy. Ma młodszą o dwadzieścia lat żonę Maję i siedmioletnią córkę Camillę. Jego synem z pierwszego małżeństwa jest zbuntowany alterglobalista, sam siebie nazywający "Zero". Antonio Buonocore jest policjantem, szefem ochrony Fioravantiego. Opuszczony przez żonę Emmę ma zakaz kontaktu z dwójką dzieci: nastoletnią Valentiną i siedmioletnim Kevinem. Bierze amfetaminę. Emma straciła pracę, jest zagubiona. Wspiera ją nauczyciel córki, od dziesięciu lat związany z żonatym mężczyzną. Dwadzieścia cztery godziny z życia tych dziewięciorga ludzi. Z godziny na godzinę rośnie napięcie i pewność, że ten dzień nie może się dobrze skończyć.

Książka bardzo mnie poruszyła. Długo „zbierałam się”, żeby o niej napisać. Początkowo akcja toczy się leniwie, działania bohaterów potraktowane są oddzielnie, ale w miarę upływu czasu wszystko zaczyna się zazębiać. Domyślamy się, że nieuchronny jest wybuch i nie chodzi tu o akcję alterglobalistów, choć do niej też dochodzi.

Właściwie żaden z dorosłych bohaterów książki nie wzbudza naszej całkowitej sympatii. Weźmy pod uwagę rodzinę posła Fioravanti: polityk - niewątpliwie u schyłku swojej politycznej aktywności - jest karierowiczem „na pasku” szemranego milionera. Jego dużo młodsza żona, Maja, jest kompletnie niezdecydowana w swoich działaniach. Syn Zero – diabelnie inteligentny, lecz mimo swoich alterglobalistycznych i antyburżuazyjnych przekonań potrafi zwrócić się do ojca o pieniądze.

Rodzina Antonia, ochroniarza posła Fioravanti, to bardziej skomplikowany przypadek. Emma, która zdecydowała się odejść od swojego męża jest w sytuacji nie do pozazdroszczenia: ta niespełniona piosenkarka, ofiara przemocy domowej, mimo starań traci kolejne, coraz nędzniejsze zajęcia. Razem z dziećmi mieszka kątem u matki, gdyż od dwóch lat nie otrzymuje zasądzonych alimentów. Jej prawie były mąż Antonio aż kipi od tłumionej agresji i poczucia porażki zarówno na polu prywatnym, jak i zawodowym, wielokrotnie nęka Emmę, to żąda jej powrotu, to chce się na niej zemścić. Trudno nadążyć za jego tokiem rozumowania zniekształconym przez amfetaminę…

Każdy krok podejmowany przez tych ludzi w tym konkretnym dniu, prowadzi do bolesnego i dramatycznego finału. Ale tragiczna końcówka nie jest wynikiem zdarzeń tego jednego dnia. W tym właśnie „pięknym” dniu nastąpiła kumulacja wielu zdarzeń i decyzji z przeszłości.

Książka ta pokazuje nam zadziwiającą i zapewne prawdziwą cechę stosunków międzyludzkich: p o w i e r z c h o w n o ś ć. Jak mało o sobie wiemy mimo częstych, niemal codziennych spotkań! Poseł Fioravanti, który spotyka się z Antoniem dzień w dzień, nie wie, że jego ochroniarz od dwóch lat nie mieszka z żoną i z dziećmi. Małżonka posła, której córka chodzi do tej samej klasy co syn Emmy i Antonia również nie wie, że ta para jest w separacji. Córka Emmy, nastoletnia Valentina, nie wie, dlaczego matka zdecydowała się odejść od ojca, gdyż matka jej tego nie wyjaśniła. Ta kwestia zresztą budzi moje wątpliwości, bo nie chce mi się wierzyć, żeby nastoletnia dziewczyna nie zdawała sobie sprawy z tego, co dzieje się między rodzicami, zwłaszcza, gdy w grę wchodzi przemoc domowa.

Nie mogę oczywiście zdradzić finału. Warto jednak przeczytać tę książkę, która poruszyła we mnie czułe struny. Na pewno wkrótce sięgnę po kolejną powieść pani Mazzucco.

Poniżej jeden z cytatów, który zapadł mi w pamięć:


„Życie jest łańcuchem zdarzeń banalnych, przypadkowych lub wręcz pozbawionych sensu, których konsekwencje bywają tak nieprzewidywalne, tak nieproporcjonalne.”


Melania Mazzucco urodziła się w 1966 roku w Rzymie. Jej pierwsza powieść, Il bacio della Medusa (1996), otrzymała prestiżowe nagrody Strega i Viareggio. Kolejne książki, „La camera di Baltus” i „Tak ukochana”, uhonorowano licznymi nagrodami i przetłumaczono na wiele języków. „Vita” zdobyła Premio Strega, przyznawaną najlepszej włoskiej powieści; została dotychczas wydana w siedemnastu krajach, a na jej podstawie powstanie film Paola Virzìego. „Taki piękny dzień” (2006) stał się z kolei kanwą filmu Ferzana Özpeteka (2008). Książka przekładana jest na dziewięć języków.



Moja ocena: 5 / 6

Autor: Melania Mazzucco
Tytuł oryginalny: Un giorno perfetto
Wydawnictwo: W.A.B.
seria: z miotłą

Tłumacz: Joanna Wachowiak-Finlaison
Liczba stron: 520
Rok wydania: 2010
 
 

Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Besala Jerzy Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Borkowska Urszula Bowen Rhys Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Covey Sean Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnecka Renata Czarnyszewicz Florian Czwojdrak Bożena Dallas Sandra Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domagalski Dariusz Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drewniak Wojciech Drinkwater Carol Drucka Nadzieja Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Dyer Wayne Edwardson Ake Evans Richard Fabiani Bożena Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Filipowicz Wika Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fowler Karen Joy Frankl Viktor Franzen Jonathan Frayn Michael Fredro Aleksander Fryczkowska Anna Fønhus Mikkjel Gaskell Elizabeth Genow Magdalena Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Helsztyński Stanisław Hen Józef Herbert Zbigniew Hill Napoleon Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jahren Hope Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jurgała-Jureczka Joanna Jörgensdotter Anna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karlsson Elise Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kowecka Elżbieta Kościński Piotr Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kręt Helena Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Laurain Antoine Lehtonen Joel Loreau Dominique cytaty Lupton Rosamund Lurie Alison Maciejewska Beata Maciorowski Mirosław Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Małecki Jan McKeown Greg Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Mitchell David Mizielińscy Miłoszewski Zygmunt Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Myśliwski Wiesław Nair Preethi Naszkowski Zbigniew Nesbø Jo Nesser Hakan Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Orlińska Zuzanna Ossendowski Antoni Ferdynand Pająk-Puda Dorota Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pawlikowski Michał Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Przedpełska-Trzeciakowska Anna Puchalska Joanna Puzyńska Katarzyna Płatowa Wiktoria Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Sobolewska Justyna Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szalay David Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Weissensteiner Friedrich White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna de Blasi Marlena Ładyński Antonin Łapicka Zuzanna Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Żylińska Jadwiga
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...