Życie z geniuszem nie jest łatwe. Najbliższa mu osoba zwykle musi znosić rozmaite kaprysy, przyzwyczajenia, czasem nawet dziwactwa, które w jego przekonaniu są niezbędne do pracy twórczej. Jak bardzo to codzienne życie mogło być trudne i najeżone codziennymi troskami dowodzą „Wspomnienia” Anny Dostojewskiej, drugiej żony Fiodora Dostojewskiego, wybitnego klasyka, którego dzieła nie zestarzały się do dziś, aczkolwiek są silnie osadzone w realiach Rosji 2 połowy XIX wieku.
Anna Grigoriewna Snitkina, młodsza od swojego męża o 25 lat, wkroczyła w jego życie dość nietypowych okolicznościach. Na jesieni 1866 r. tonący w długach Dostojewski podpisał z wydawcą Stellowskim wysoce niekorzystną umowę, która zobowiązywała go do przedłożenia nowej powieści w ciągu 30 dni pod groźbą utraty praw autorskich do wszystkich swoich poprzednich książek. Pisarz, mając już wtedy kłopoty ze wzrokiem, pragnąc dotrzymać terminu, postanowił skorzystać z pomocy stenotypistki poleconej mu przez nauczyciela prowadzącego kursy, na które uczęszczała Anna. Jej wkład w terminowe oddanie „Gracza” – gdyż to tę powieść pisarz musiał napisać w tak ekspresowym tempie – jest nie do przecenienia. Nie zapominajmy, że w razie niewywiązania się z umowy Dostojewskiemu groziło niemal całkowite ubezwłasnowolnienie twórcze. Takt, pogoda ducha, dyskrecja młodej kobiety wpływały kojąco na pisarza, którego wcześniejsze koleje życia były dramatyczne, dość wspomnieć karę śmierci zamienioną na karę wieloletniej katorgi w momencie, gdy Dostojewski stał już przed plutonem egzekucyjnym.
Wróćmy jednak do Anny. Ta skromna, pracowita i nieśmiała dziewczyna zdobyła serce pisarza w ekspresowym tempie, co w listopadzie tego roku zakończyło się oświadczynami, a w lutym następnego roku ślubem. Młoda żona spotkała się z niechęcią i intrygami najbliższego otoczenia Dostojewskiego (pasierb i szwagierka z dziećmi), musiała też stawić czoło kłopotom finansowym, w jakich tkwił od dłuższego czasu nowo poślubiony mąż po przejęciu zobowiązań zmarłego brata. Kluczowym momentem dla ich związku okazał się wyjazd za granicę, który trwał niemal cztery lata i który przyczynił się do umocnienia i utrwalenia uczucia między małżonkami, choć okres ten wypełniony był również licznymi troskami i problemami powodowanymi głównie przez uzależnienie Dostojewskiego od hazardu. Nałóg ten niejednokrotnie doprowadzał Annę do rozpaczy, choć poddawała się mu bez szemrania pozwalając mężowi mu ulegać z całkowitą świadomością, że kolejne pieniądze i resztki biżuterii przepadną. Opis skali uzależnienia pisarza budzi grozę, a spokój, z jakim Anna opisywała te wydarzenia też dziwi. Z drugiej strony, być może Anna okazała się lepszym psychologiem od nas, czego symptomatycznym dowodem jest ostatnia wizyta pisarza w kasynie, tuż przed powrotem do Rosji. Anna, widząc nieposkromioną chęć męża do odwiedzenia kasyna, pozwala mu na to, daje pieniądze, a gdy skruszony wraca przegrawszy pieniądze, przyrzeka, że jego noga w takim przybytku już więcej nie postanie. I, co najważniejsze, dotrzymuje słowa!
Anna Dostojewska koncentruje się w swojej opowieści na mężu, którego niemal nie nazywa inaczej niż Fiodor Michajłowicz. Nie ulega wątpliwości, że darzyła go wielkim szacunkiem i we „Wspomnieniach” mamy do czynienia z peanem na jego cześć, choć wiele zachowań i czynów Dostojewskiego niespecjalnie nam się podoba, jak np. wspomniany już nałóg hazardu czy bezpodstawna zazdrość o młodą żonę. Choć Anna umniejsza swoje zasługi, nie ulega kwestii, że to dzięki Annie pisarski geniusz Fiodora Dostojewskiego mógł się rozwinąć. Dzięki jej uczuciu, rozsądkowi i mądrości zyskał spokój i ciepło domowego ogniska. Ona też doprowadziła do uporządkowania jego finansów, dbała o spuściznę pisarza po jego śmierci.
Jak sama nazwa wskazuje „Wspomnienia” pisane były wiele lat po śmierci pisarza, stąd też może wiele uczuć i niepokojów zostało stłumionych i pomniejszonych, czego wyrazem jest nader spokojny opis naprawdę przerażających perypetii hazardowych Dostojewskiego. Anna Dostojewska posługuje się pięknym, literackim, nieco staroświeckim językiem. Dzięki niej uzyskujemy wgląd w życie rodzinne pisarza, poznajemy jego przekonaniom religijno-społeczne oraz sposób pracy. Warto sięgnąć po tę książkę, nawet jeśli jeszcze nie znacie twórczości Dostojewskiego. Anna Dostojewska rysuje portret męża z miłością i oddaniem, pięknie opowiada historię związku wypełnionego wzajemnym wsparciem i poświęceniem, choć nie ukrywam, że po lekturze jestem pewna, że to Fiodor Dostojewski miał więcej szczęścia, że spotkał Annę na swojej drodze.
Autor: Anna Dostojewska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Tłumacz: Zbigniew Podgórzec
Rok: 1997
Liczba stron: 402
Nigdy nie czytałam tej książki, a ukazała się tyle lat temu...
OdpowiedzUsuńOkazuje się - nie po raz pierwszy - że wielcy ludzie często mieli takie małe, przyziemne problemy. Dobrze jeśli trafili na mądrą "druga połowę".
Polecam! "Wspomnienia" bardzo dobrze się czyta. Anna wielokrotnie podkreśla, jakie miała szczęśliwe życie, ale w moim przekonaniu to Fiodor Dostojewski zawdzięczał jej bardzo, bardzo wiele.
UsuńCzytałem. Dla mnie bardzo interesująca. Polecam z czystym sercem.
UsuńPamiętam wrażenia marlowa z lektury. Wspomnienia Anny przeczytałabym z chęcią, zwłaszcza mając już co nie co wyrobiony osąd na podstawie biografii Mackiewicza (zresztą bardzo dobrej biografii). Skończyłam właśnie czytać Stracone złudzenia i z zadziwieniem stwierdzam, jak wiele pisarze czerpią z życia (nie szukając daleko i Dostojewski i Balzak zawarli w swych powieściach wiele wątków autobiograficznych, co jest dodatkowym smaczkiem, kiedy się je odnajduje znając ich biografie).
OdpowiedzUsuńTak mi się wydawało, że gdzieś widziałam opinię o tej książce, a to było u Marlowa.:) Wątki biograficzne w dziełach literackich to studnia bez dna. W sumie to nic dziwnego, najlepiej pisze się o czymś, co się zna. :)
Usuń"Wspomnienia" są rzeczywiście, jak piszesz, peanem na cześć Dostojewskiego. Znacznie prawdziwsze są dzienniki Anny pisane w czasie jej pobytu z Fiodorem za granicą.
OdpowiedzUsuńTak właśnie myślałam. Anna pisała "Wspomnienia" wiele lat po śmierci męża, gdy pewne uczucia już się uspokoiły. W dziennikach pisanych "na bieżąco" ta rozpacz musi być odczuwalna, bo nałóg Dostojewskiego i świętą by doprowadzał do rozpaczy.
UsuńOczywiście nie chciałam użyć dwukrotnie słowa "rozpaczy", niech więc będzie, że "i świętą by wyprowadzał z równowagi." :)
UsuńCzytałam dawno temu. Dla mnie Anna jest kobietą o skłonnościach sadomaso. Owszem, stworzyła geniusza, to jej powinniśmy być wdzięczni za wielkie dzieła Dostojewskiego. Ale - sama siebie złożyła w ofierze miłości i sztuki (mówiąc górnolotnie i w stylu XIX wieku). Nie rozumiem takich kobiet.
OdpowiedzUsuńNo, coś w tym jest :) Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że ona wyszła za mąż i wyjechała z mężem za granicę bardzo młodo. Wytrzymała to wszystko, a potem to właściwie ona wyprowadziła Dostojewskiego "na prostą". Chyba była szczęśliwa.
UsuńPrzy okazji - polecam biografię Dostojewskiego, którą napisał Grossman.
OdpowiedzUsuńLeonid GROSSMAN - DOSTOJEWSKI. Stare, ale jare.
Dzięki za polecenie.
UsuńCzytałam bardzo dawno temu i pamiętam nie za wiele, ale jakoś utrwaliło mi się w pamięci, że utrzymanie rodziny, ciągłe problemy finansowe sprawiały, że Dostojewski nie miał czasu na "doszlifowanie" swych powieści, gdyż wydawca już czekał a on potrzebował pieniędzy.....
OdpowiedzUsuńTak, to prawda. Anna dokładnie opisuje potyczki z wierzycielami i pracę pod presją czasu.
UsuńChyba żadna żona faceta w jakiś tam sposób genialnego nie miała łatwego życia, ale za to przeszła dla potomnych jako ktoś również znany...o Annie Dostojewskiej, czy Zofii Tołstojowej się nie zapomina.....
UsuńChętnie widziałabym te wspomnienia w swojej biblioteczce...może uda mi się je zdobyć....
Nie tylko żony :) Przeczytałam niedawno wspomnienia Celeste Albaret, zaufanej służącej/gospodyni Marcela Prousta i trzeba przyznać, że jej przywiązanie do kompletnie wywróconego do góry nogami cyklu życiowego pisarza wymagało dużego samozaparcia, ale chyba przede wszystkim oddania i wierności.
UsuńTak...wielcy zazwyczaj byli mało poradni w życiu więc musiał się nimi ktoś opiekować, i gdyby nie tak bardzo oddane im osoby nie byłoby po nich spuścizny....
Usuń