niedziela, 29 marca 2015

Ulotne chwile (142)


Wywieszka cechowa ślusarza w Toruniu przy ulicy Krzyżackiej
Kartka pocztowa z lat 60-tych
Biuro Wydawnicze "RUCH"



piątek, 27 marca 2015

Antonin Ładyński, Anna Jarosławna - królowa Francji




Kim była Anna Jarosławna, a raczej Jarosławówna (ur. ok. 1035 - zm. między 1075 a 1078), której poświęcił swą książkę Antonin Ładyński, nieznany mi wcześniej rosyjski autor powieści historycznych? Była ona pierwszą i jedyną księżniczką ruską poślubioną przez francuskiego króla. Anna Kijowska była córką Jarosława Mądrego (978-1054), wielkiego księcia Rusi Kijowskiej i najprawdopodobniej jego drugiej żony Ingegerdy szwedzkiej. W tym czasie książęta ruscy nader blisko współpracowali ze skandynawskimi władcami i często korzystali z usług północnych wojowników. Annie przypadł los niezwykły. Na swoją trzecią żonę wybrał ją Henryk I (1008-60) z dynastii Kapetyngów poszukujący małżonki, która da mu wreszcie syna i następcę tronu. Jego przewidywania się ziściły, gdyż Anna urodziła mu czwórkę dzieci, wśród nich Filipa I (1052-1108), przyszłego króla Francji. Po śmierci męża Anna sprawowała również regencję razem z Baldwinem V Flandryjskim, była więc władczynią co się zowie. A gdy została wdową znalazła jeszcze miłość, gdy poślubił ją Raul II z Peronne. Co prawda nie obyło się bez komplikacji i dość potężnego skandalu, gdyż Raul oddalił swą żonę, aby być z Anną, za co oboje kochankowie zostali ekskomunikowani. 
 

Źródło
Anna żyła niemal 1000 lat temu, ale już z choćby suchych informacji kronikarskich wynika, że była kobietą niezwykłą. W tamtych czasach małżeństwa księżniczek były gwarancją współpracy między monarchami, ale jej przypadł los szczególny, gdyż jej zamążpójście było jednym z pierwszych kontaktów Europy Zachodniej ze Wschodem. Mogło się to stać dzięki temu, że i Henryk, i Anna należeli do jednego Kościoła. Dopiero później, gdy Anna zasiadła już na tronie francuskim, doszło do wielkiej schizmy i podziału na kościół rzymsko-katolicki i prawosławny, co na długie lata uniemożliwiało mariaże między przedstawicielami Rusi/Rosji z zachodnimi księżniczkami. Dopiero niemieckie księżniczki wyznania protestanckiego okazały się nader chętne do zmiany wyznania na prawosławie, gdy pojawiła się propozycja małżeństwa z członkiem rodziny carskiej. :) 

Antonin Ładyński podzielił swój tekst na trzy części. W pierwszej snuje opowieść o Rusi kijowskiej i walce Jarosława Mądrego o władzę. Walce bratobójczej i krwawej. Wspomniany jest również udział w niej polskiego króla Bolesława (Chrobrego), który zapędził się aż do Kijowa popierając Światopełka, Jarosławowego brata. W drugiej części opisana jest droga orszaku Anny do Francji, dzieje małżeństwa Anny i Henryka oraz jej życie w nowym kraju przepełnione tęsknotą za krajem lat młodości, wypełnionym małżeńskimi powinnościami i macierzyństwem. Nawiasem mówiąc podczas długiej wędrówki z Kijowa do Francji Anna przejeżdża przez Polskę i spotyka się z Kazimierzem Odnowicielem (1016-58), którego żona Maria Dobroniega była przecież siostrą Jarosława Mądrego. Co prawda Ładyński nieprawidłowo tytułuje Kazimierza królem, ale monarcha przedstawiony jest w pozytywnym świetle jako swoisty przewodnik bratanicy swojej żony po Francji, którą poznał podczas swojej tam bytności, gdy miał zostać mnichem w jednym z tamtejszych opactw. Ostatnia część książki to czas wdowieństwa Anny i jej związek z Raulem. 

Autor kreuje swoją bohaterkę na mądrą i oczytaną kobietę, prowadzącą dysputy z ludźmi Kościoła, która swoją mądrością zapewniła sobie dobre i godne życie. Z dużą dozą czułości autor opisuje też tęsknotę Anny za Rusią. Zwraca również uwagę na nielekką dolę biedaków, których los jest wszędzie pożałowania godny i nie różni się w poszczególnych krainach. Ten motyw wraca dość często w książce i niewątpliwie jest to spowodowane wydaniem książki w roku 1960 w Związku Radzieckim. 

A jaka jest to książka? Nie jest tak pasjonująca, jaka mogłaby być. Brakowało mi nieco podbudowy historycznej, tych drobiazgów, które sprawiają, że czytelnik ma poczucie, że towarzyszy bohaterom w tej, a nie w innej epoce. Tymczasem akcja książki w zasadzie mogłaby się toczyć 500 lat później i różniłyby się tylko nazwiska historycznych postaci. Lektura tej książki nie była więc jakimś elektryzującym przeżyciem, nie zapada w pamięć jak np. „Królowie przeklęci” Maurice’a Druona, ale wspominam ją miło, gdyż po raz pierwszy zetknęłam się z lekturą dotyczącą tej właśnie, pobudzającej wyobraźnię bohaterki. Jeśli lubicie dobrą, choć jednak nieco przestarzałą prozę historyczną i ciekawi Was średniowiecze we Francji i na Rusi Kijowskiej, to polecam.



Autor: Antonin Ładyński
Tytuł oryginalny: Anna Jarosławna korolewa Francyi
Wydawnictwo: Współpraca
Tłumacz: Andrzej Szymański
Rok wydania: 1988
Liczba stron: 384
 

wtorek, 24 marca 2015

Gabriel Garcia Marquez, Miłość w czasach zarazy




Profesor Tomkowski w swojej książce „Zamieszkać w Bibliotece”, wspomniał, że Gabriel Garcia Marquez dokonał rzeczy niebywałej: po otrzymaniu nagrody Nobla w dziedzinie literatury napisał książkę równie wspaniałą jak ta, która została nagrodzona. Miał na myśli „Miłość w czasach zarazy” i polecał ją jako książkę o miłości, niepowtarzalną i pełną uroku. Podążyłam więc do biblioteki po książkę, aby delektować się historią Florentino i Ferminy. 

Marquez przenosi nas gdzieś na Karaiby (domyślamy się, że do kolumbijskiej Cartageny) w końcu XIX wieku. Pierwsze rozdziały pisane są z perspektywy doktora Juvenala Urbino, a dotyczą śmierci jego przyjaciela i jego własnej poniesionej w tragikomicznych okolicznościach. Później okazuje się, że Urbino jest tylko jednym z bohaterów, dokładniej „tym trzecim”, a głównymi protagonistami są Florentino Ariza, nieślubny syn miejskiego bogacza, i Fermina Daza, córka przybysza znikąd, który parał się niejasnymi interesami. Pewnego dnia Florentino zawiesza wzrok na młodziutkiej Ferminie i… przepada z kretesem. Miłość Florentino charakteryzuje się uporczywym śledzeniem dziewczyny, towarzyszeniem jej podczas spacerów, wystawania pod jej domem. W dzisiejszych czasach zachowanie młodego człowieka podpadałoby zapewne pod uporczywe nękanie, ale tu jest wyrazem głębokiego uczucia, jedynego i prawdziwego. Po pewnym czasie młodzi nawiązują ze sobą kontakt, zerwany brutalnie przez ojca dziewczyny. Mimo kilkuletniej rozłąki są w ciągłym kontakcie, a jednak po powrocie do miasta Fermina zrywa z Florentino i krótko potem wychodzi za mąż za doktora Juvenala Urbino, człowieka światłego i zasłużonego w pracy na rzecz rozwoju miasta i poprawy bytu jego mieszkańców. Florentino, choć pogrąża się w rozpaczy nadal kocha Ferminę obserwując ją z daleka i z niezachwianą pewnością wierzy, że kiedyś na pewno będą razem…

Moją uwagę przykuł język powieści zwracający uwagę iście latynoską kwiecistością i niemal bombastycznością. W tekście praktycznie nie ma dialogów i można się w tym języku zatracić lub go znienawidzić, gdyż – zwłaszcza na początku - nie jest łatwy w odbiorze. Gdyby język był jedynie barwny i kwiecisty byłoby chyba zbyt cukierkowo, Marquez dba więc o jego jędrność wtrącając co jakiś czas wulgaryzmy wybijające czytelnika z rytmu. 

Ta książka przez wielu jest uznawana za miłosny hymn w stylu realizmu magicznego. Mam jednak wątpliwości, czy to opowieść o miłości. Owszem, mamy tu obsesyjne uczucie Florentino do Ferminy, pokazana jest miłość małżeńska Ferminy i doktora Urbino, są gorące i nader liczne miłostki Florentino z innymi kobietami (jakby to się dziś rzekło „partnerkami seksualnymi”), ale trudno było mi odnaleźć na kartach książki oznaki miłości między Ferminą a Florentino tak jak ja ją rozumiem, czyli jako wzajemne zauroczenie i oddanie. Namiętność jest, ale chyba tylko ze strony Florentino, który jest owładnięty obsesją miłości do młodziutkiej Ferminy. W moim odczuciu Fermina Daza nie darzyła Florentino miłością. Była zakochana w jego sposobie celebrowania miłości, w pięknych gestach, listach, które jej ofiarował, gdy była nastolatką, ale gdy zobaczyła go z bliska po kilkuletniej rozłące zerwała z nim w okamgnieniu, gdy w przebłysku chwili zrozumiała, że to nie jest mężczyzna dla niej („Fermina Daza odrzuciła Florentina Arizę w przebłysku dojrzałości, który natychmiast odpokutowała atakiem żalu, nigdy jednak nie wątpiła, że podjęła słuszną decyzję.” (s. 253). On tego nie przyjął do wiadomości i wyczekiwał momentu śmierci jej męża, aby złożyć kolejną miłosną deklarację niezachwiany w swoich racjach. 

Muszę też szczerze przyznać, że oboje bohaterowie nie wzbudzili mojej sympatii. Fermina jest egoistyczna, zajęta swoim życiem i sprawami, całkiem zadowolona ze swojego życia u boku doktora Urbino. Niespecjalnie lubi ludzi, włączając w to nawet własne dzieci, a przez większość swojego życia nie poświęca Florentino ani chwili uwagi. Z Florentino zaś, który jest wybitnie przerysowany w opisie zachowań, stroju, konstrukcji psychologicznej, sprawa jest jeszcze trudniejsza. Pal licho, że kopuluje ze wszystkimi bardziej i mniej chętnymi kobietami, które napotyka na swej drodze, może rzeczywiście „to tylko seks”, a prawdziwym uczuciem darzy jedynie swą wybrankę z lat młodzieńczych, ale wątek pedofilskiego związku podstarzałego Florentina z Ameryka Vicuna wzbudził we mnie odrazę. Nie mogę znaleźć ani cienia usprawiedliwienia dla bohatera. Z dziecka oddanego mu pod opiekę uczynił swą kochankę nie znajdując w tym nic zdrożnego, a opisy świadczą, że „dziecinność” bohaterki była ewidentna. 

„Była jeszcze dzieckiem pod każdym względem, z wyszczerbionymi zębami, z kolanami poobijanymi w czasie szkolnych przerw, ale natychmiast przeczuł, jaką wspaniałą kobietą stanie się niebawem, i – wyłącznie dla siebie – opiekował się nią troskliwie w ciągu leniwie upływającego roku cyrkowych sobót, parkowych niedziel z lodami, dziecięcych zmierzchów, dzięki którym zdobył jej zaufanie, zdobył jej czułość, prowadząc za rączkę z łagodną przebiegłością dobrotliwego dziadziusia ku swej tajemnej jatce.” (strony 340-341)

Mimo tych zastrzeżeń nie można odmówić Marquezowi talentu, ciekawego pomysłu i jędrnego, plastycznego języka. Intrygująca jest również nielinearna narracja, która zaciekawia i sprawia, że chcemy wiedzieć, co dalej. Jest to historia zawieszona gdzieś ponad realnym światem, przeżywana w dwójnasób w świetle karaibskiego słońca, iskrząca się wieloma barwami jak egzotyczny kwiat, którego odurzający zapach obezwładnia i nastraja do myślenia tylko o tym jednym, czy to jest miłość czy kochanie… ;)

Jeśli chcecie się przekonać, czy warto czekać na miłość ponad pół wieku i czy jest ona możliwa pod koniec życia, gdy oboje bohaterowie zmierzają do kresu życia, zachęcam do lektury.



Autor: Gabriel Garcia Marquez
Tytuł oryginalny: El amor en los tiempos del cólera
Wydawnictwo: TMM Polska
Seria: Dzieła Najwybitniejszych Noblistów
Tłumacz: Marrodán Casas Carlos
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 431

 
 

czwartek, 19 marca 2015

Kawa a la Proust


Źródło


„(…) sprawa parzenia kawy wkrótce miała nabrać dla mnie wielkiego znaczenia.

Był to istny rytuał. Przede wszystkim nie wolno było używać innego gatunku niż Corcellet. I trzeba było po nią chodzić tam, gdzie ją palono, do sklepu w XVII dzielnicy, przy ulicy de Levis, aby mieć pewność, że będzie świeża, dobra i aromatyczna. Filtr był także marki Corcellet i też nie wolno było zmienić tej marki. Nawet tacka była od Corcellet. Filtr napełniało się bardzo drobno zmieloną kawą i aby uzyskać moc, jakiej wymagał pan Proust, woda musiała przechodzić bardzo długo, powoli, po kropelce, a wszystko to odbywało się oczywiście nad parą. Trzeba też było dokładnie odmierzyć ilość kawy, żeby wystarczyło na dwie filiżanki – tyle dokładnie wynosiła pojemność srebrnego dzbanka – gdyby pan Proust po wypiciu pierwszej, dużej, miał jeszcze ochotę na drugą filiżankę.”
 
 
Celeste Albaret, Pan Proust, Czytelnik, 1976, tłum. Ewa Szczepańska-Węgrzecka, s. 39




wtorek, 17 marca 2015

Petra Hulova, Czas Czerwonych Gór




„Czas Czerwonych Gór” (nawiasem mówiąc, polski tytuł znacząco odbiega od wersji oryginalnej) to debiut czeskiej pisarki, mongolistki z wykształcenia. I przyznać trzeba, że to debiut niezwykły, gdyż trudno się spodziewać, że europejska autorka wprowadzi nas w świat wewnętrzny kobiet z kompletnie innego kręgu kulturowego. A tak jest w tym przypadku, gdyż Petra Hulova opowiada historię pewnej mongolskiej rodziny, której dzieje poznajemy z opowieści pięciu kobiet: trzech córek, matki i wnuczki.

Tuleg i Alta to małżeństwo, które wychowuje cztery córki. W czasach ich dzieciństwa  mieszkała z nimi ich babcia, Dołgorma, która – choć w książce nie jest znacząca postacią – spajała rodzinę celebrując tradycję nomadów. Po jej śmierci rodzina zaczyna się rozpadać, a postać babki urasta do rozmiarów legendarnych, osiąga ona status osoby o potężnej magicznej mocy. Najwięcej o historii rodziny dowiadujemy się od Dzai, drugiej pod względem starszeństwa córce, która jako jedyna zabiera głos dwukrotnie – na początku i na końcu książki.

Powieść jest napisana w sposób dojrzały i ze znawstwem opisuje nam specyfikę życia w mongolskim stepie, które jest twarde i zależne od praw przyrody. Z tym stylem życia kojarzy się wolność przynależna mongolskim nomadom osiadłym w swoim gerze, ale socjalistyczna, narzucona przez Rosjan rzeczywistość wkrada się w życie Mongołów i powoli niweczy te nędzne okruchy dawnej tradycji. Komunizacja Miasta (Ułan Bator) postępuje szybciej. Stałym elementem miejskiego krajobrazu są tandetne, szare, kiepsko zbudowane blokowiska, a alkoholizm i prostytucja zbierają tam obfite żniwo.
 
Historia opisana w książce nie jest barwna i radosna; jest smutna i przygnębiająca swoją beznadziejnością i brakiem perspektyw. A już chyba najbardziej dobijająca jest dola kobiet, które właściwie nie mają wyboru: albo małżeństwo, albo rozpoczęcie życia w mieście, które jest synonimem upodlenia pod płaszczykiem nowoczesności importowanej od potężnego komunistycznego sąsiada. Świat, w którym żyją bohaterki powieści jest okrutny i nic nie zapowiada zmiany na lepsze.

Lektura tej książki przygnębia. Ta wszechobecna beznadzieja, te gwałty przydarzające się wielu bohaterkom książki czy „puszczanie się” i niemal mechaniczne zaliczanie klientów w miejskim burdelu oblepia nas i męczy. A jednak nie można przestać czytać. Zadziwia mnie dojrzałość pisarska Petry Hulovej, to naprawdę interesujący debiut. Nie wiem, na ile wiarygodne są te spostrzeżenia pisarki odnośnie mongolskiej codzienności, ale najważniejszy jest tu klimat rozpadu więzi rodzinnych, braku komunikacji między bliskimi i niestety beznadziejności.

Książka została wydana przez uznane wydawnictwo i w ramach ciekawej serii „Z miotłą”. Tłumaczenie książki stoi na wysokim poziomie i tylko jednego mi zabrakło: krótkiego słowniczka mongolskich pojęć użytych w tekście wielokrotnie. Z uwagi na specyfikę książki, fakt, że rozgrywa się w kompletnie innym niż europejski krąg kulturowy, tłumaczka z języka czeskiego mogła jedynie pozostawić w tekście mongolskie słowa odzwierciedlające tamtejszą rzeczywistość. Uważam jednak, że wydawnictwo mogło zapewnić wyjaśnienia tych pojęć przez mongolistę. W miarę lektury oczywiście zrozumiałam, co oznacza ger (mongolski namiot),erlic (bękart) szor (wiatr), Burchan (pogańskie bóstwo)etc. Jednak nieco szersze wyjaśnienie kontekstu użytych wyrażeń byłoby mile widziane, żeby bazować na wiedzy eksperckiej, a nie na własnej intuicji.  

Lektura tej książki nie zapewni relaksu i odprężenia, zapewni za to dawkę mocnych wrażeń. Mimo wszechobecnego smutku, przygnębienia, poczucia niespełnienia bardzo wciąga. Nie do końca chcę wierzyć, że mongolskie dziewczyny w tak traumatyczny sposób wchodzą w dorosłość jak to przydarzyło się kilku bohaterkom tej książki, ale perypetie Dzai i kobiet z jej rodziny zapamiętam na długo. Debiut Hulovej robi wrażenie i sprawia, że ta książka jeszcze dość długo będzie we mnie tkwić.



Autor: Petra Hulova
Tytuł oryginalny: Paměť mojí babičce
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: z miotłą
Tłumacz: Dorota Dobrew
Rok wydania: 2007
Liczba stron: 324
 

niedziela, 15 marca 2015

Ulotne chwile (140)


Zawodnik podczas jazdy kolarskiej za motocyklem (wyścig sztajerów), Warszawa, 1920
Zbiory Archiwum Fotografii Ośrodka KARTA
Kolekcja Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów


sobota, 14 marca 2015

Misz-masz weekendowy




Piątek, trzynastego minął, ale nadal jestem dość zajęta, co chyba widać po zmniejszonej aktywności na blogu. Tak już jednak jest, że życiowe zobowiązania mają pierwszeństwo i hobby musi czasem zejść na drugi plan. Mam jednak nadzieję, że wkrótce się trochę "ogarnę" i napiszę w końcu kilka zaległych opinii. Książki bowiem czytam, ale z opisaniem bywa różnie, jak to w życiu. :)
 
Zachodzą czasem zdarzenia, których się nie da przewidzieć. Takim przypadkiem jest moja droga do pracy. Jeździłam sobie wygodnie autobusem, czytałam książki i byłam zadowolona. A jednak od marca zaszła zmiana i z uwagi na niewiarygodny w swej nieprzewidywalności pożar Mostu Łazienkowskiego oraz otwarcie odcinka centralnego drugiej linii metra (bardziej przewidywalne;)), teraz codziennie dojeżdżam metrem. Trasa autobusowa mi się skróciła, metro pomyka po torach szybko, więc czasu na lekturę mam mniej. Ale gdzieś mignęła mi informacja o ponownym uruchomieniu akcji "Wiersze w metrze". Akcja ma trwać cały marzec, a fragmenty wierszy będą prezentowane w wagonach metra oraz ekranach w pociągach metra i autobusach. Fajna sprawa! Problem tylko w tym, że ja się z tą akcją nie zetknęłam mimo codziennego przejazdu metrem. Oj, chyba akcja nie jest zbyt intensywna, a może ograniczona jedynie do pierwszej linii metra?

Innym książkowym newsem, którym chciałam się z Wami podzielić, jest  informacja o konkursie literackim organizowanym przez sieć sklepów Biedronka. Konkurs ma na celu wyłonienie najlepszego tekstu dla dzieci napisanego przez debiutanta. Nagroda dla zwycięzcy wynosi ni mniej, ni więcej, tylko 100 000 zł.! Co więcej, będzie też drugi etap konkursu, tym razem dla ilustratorów z nagroda w tej samej wysokości. Coś mi się wydaje, że firma walczy o zmianę wizerunku przygotowując konkurs literacki z budżetem dwukrotnie wyższym niż nagroda Nike. :)

A na koniec się pochwalę :) Wiecie, że od paru miesięcy pogrążyłam się w klimatach kresowych. Dzięki Magdalenie Jastrzębskiej dowiedziałam się o benedyktyńskiej pracy Romana Aftanazego, który dzięki swojemu poświęceniu i pasji zdołał przygotować 11-tomowe wydawnictwo dokumentujące dzieje rezydencji na Kresach Wschodnich. Poszczególne tomy można upolować na allegro, gdzie kosztują całkiem niemało. W ostatnich miesiącach regularnie sprawdzałam oferty i udało mi się zakupić kilka tomów tego wspaniałego wydawnictwa. Całej serii raczej nie uda mi się skompletować, ale to, co już mam gwarantuje możliwość pogrążenia się w przeszłości i poznania fascynujących miejsc ważnych dla naszej historii. 
Tak właśnie prezentują się moje nabytki. Z góry przepraszam za jakość zdjęcia, ale nie mam obecnie możliwości zrobienia lepszego.


 
 
Życzę Wam miłego weekendu!
 

środa, 11 marca 2015

Magdalena Jastrzębska, Siostry Lachman - piękne nieznajome






Kim były siostry Lachman, bohaterki najnowszej książki Magdaleny Jastrzębskiej? Konia z rzędem temu, kto kojarzy to nazwisko. Ale już mężowie tych bywałych w świecie 2 połowy XIX wieku nosili znane nazwiska polskich rodów ziemiańskich. Eleonora (Laura) Świeykowska, Elżbieta (Liza) Przezdziecka i Konstancja Raczyńska były siostrami, choć najmłodsza Konstancja pochodziła z drugiego małżeństwa Jerzego Lachmana, pułkownika wojsk carskich, który zasłużył się - niestety - głównie udziałem w tłumieniu powstania listopadowego. 

Historie życia jego córek na tle barwnej epoki, gdy ich życie toczyło się między kresowymi majątkami mężów, Warszawą, dworem cesarza Napoleona II w Paryżu a Lazurowym Wybrzeżem, gdzie miały swe posiadłości, są wiernie oddane przez Autorkę, specjalizującą się w przywołaniu do życia zapomnianych polskich dam. Jak zwykle książka opiera się na wielu materiałach źródłowych: pamiętnikach, korespondencji, artykułach ówczesnej prasy polskiej. Dzięki nim możemy prześledzić historię wręcz nieprawdopodobnego awansu sióstr, zwłaszcza mam tu na myśli dwie starsze, które nie mogły pochwalić się ani wysokim urodzeniem, ani pokaźnym posagiem. Ich jedynym atutem mogła być rzeczywiście zjawiskowa uroda, którą możemy podziwiać na kilku portretach oraz rozsądek matki, która potrafiła przeprowadzić projekt „zamążpójście” dla swych córek w sposób zapewniający im wygodne i luksusowe życie.

Ale udane małżeństwo to był zaledwie początek ich drogi. Obie najstarsze siostry okazały się na tyle atrakcyjne dla europejskich salonów, że udało im się zdobyć wyjątkową pozycję na dworze Napoleona III i cesarzowej Eugenii. Obracały się w najwyższych kręgach towarzyskich, nawiązały wiele bliskich znajomości. Ich ustosunkowanie na dworze cesarskim było na tyle trwałe, że starano się je wykorzystać do przekonania cesarza do wsparcia powstania styczniowego, ale przyznajmy szczerze, że były to próby skazane na niepowodzenie z uwagi na twarde reguły polityki międzynarodowej, gdzie liczą się interesy i nie ma miejsca na współczucie dla słabszych. I tu chyba nieco odbiegłam od tematu. :)

Muszę przyznać, że książkę o siostrach Lachman przeczytałam z dużą przyjemnością. Oprócz pozytywnego doświadczenia czytelniczego, które umożliwiło mi poznanie tych zupełnie nieznanych mi dotąd "lwic salonowych", ciekawe było dla mnie śledzenie tropów, które naprowadziły Autorkę do tych, a nie innych postaci; można zauważyć, jak historie kolejnych bohaterek jej książek łączą się ze sobą i krzyżują. Punktem wyjścia do "Sióstr Lachman" była historia Konstancji Raczyńskiej, na którą Magdalena Jastrzębska zwróciła uwagę podczas zbierania materiałów do książki o Marii z Krasińskich Raczyńskiej. A gdy zaczęła gromadzić materiał do książki o Konstancji okazało się, że jej przyrodnie siostry były równie ciekawymi i kompletnie zapomnianymi bohaterkami swojej epoki. Nie udało się oczywiście dotrzeć do wszystkich szczegółów ich życia (np. wspomniany jest tylko fakt urodzenia przez Laurę nieślubnego syna ze związku z jednym z Branickich), ale Magdalena Jastrzębska zrobiła, co mogła, żeby te dostępne dziś okruchy wydarzeń ułożyły się w barwną mozaikę życia sióstr Lachman.

Autorka, jak zwykle, potrafi zebrać w całość drobne wzmianki z pamiętników, listów czy prasy i przekształcić je w intrygującą opowieść o życiu swoich bohaterek. Bogatym materiałem, wspomnieniowym są m.in. listy Elizy z Branickich Krasińskiej czy książka Marii z Przezdzieckich Walewskiej, córki Elżbiety, która obrazowo opowiadała o czasach swego dzieciństwa i młodości spędzonych praktycznie w ciągłych rozjazdach po Europie. 

Trochę może szkoda, że wykorzystane w książce materiały źródłowe są wyłącznie polskie, gdyż przyznam, że ciekawi mnie, czy aktywność towarzyska pań Świeykowskiej (secundo voto de Noailles) i Przezdzieckiej znalazła odzwierciedlenie we francuskich memuarach. To jednak nie zmienia mojej opinii, że miałam do czynienia z ciekawą, opartą na bogatym materiale źródłowym książką, dzięki której mogłam zanurzyć się w świat europejskich elit drugiej połowy XIX wieku. Magdalena Jastrzębska to doświadczony przewodnik po tym nieistniejącym już świecie i przyznam, że czekam niecierpliwie na kolejną podróż w przeszłość Jej autorstwa.


Autor: Magdalena Jastrzębska
Wydawnictwo: LTW
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 224
 

niedziela, 8 marca 2015

sobota, 7 marca 2015

Beskid Żywiecki - fotorelacja





Jak już Wam wspomniałam, w tym roku udało nam się wyjechać na tygodniowy wypoczynek w góry. Nie te najwyższe, bo byliśmy w Beskidzie Żywieckim, ale zmiana powietrza i otoczenia bardzo nam się przydała i stanowiła miłą odmianę od warszawskiej codzienności naznaczonej ostatnio trudnościami komunikacyjnymi.
 
Zamieszczam kilka zdjęć okolicy, w której mieliśmy okazję przebywać dzięki gościnności naszych przyjaciół. Zimy nie udało nam się odnaleźć, ale symptomy nadchodzącej wiosny były momentami całkiem wyraźne. :)
 
 
Jaz na Sole




To był piękny dzień na spacer...

Czuć wiosnę...

 
Soła

Ratusz w Żywcu


Konkatedra żywiecka


Tablica pamiątkowa w bramie wejściowej żywieckiego zamku


Zamek Habsburgów


Dziedziniec starego zamku w Żywcu

Tablica pamiątkowa na starym zamku w Żywcu


Urokliwy park pałacowy


Ławeczka z księżną Habsburg w parku wokół pałacu


Pomnik Jana Pawła II przy żywieckiej konkatedrze
 
Było pięknie, choć mało zimowo. :)

środa, 4 marca 2015

Joanna Jurgała-Jureczka, Zofia Kossak. Opowieść biograficzna





Zofia Kossak-Szczucka w powszechnej świadomości funkcjonuje jako pisarka beletrystyki historycznej, z tym, że mniej się pamięta tytuły jej książek, a bardziej fakt, że była bliską kuzynką bardziej znanych Kossakówien, czyli Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej oraz Magdaleny Samozwaniec. Jej życiorys, niebanalny, pełen dramatycznych wydarzeń, decyzji i przypadków, postanowiła nam przybliżyć Joanna Jurgała-Jureczka. I chwała jej za to!

Zofia Kossak-Szczucka przed II wojną światową
Źródło


Zofia Kossak żyła w latach 1889-1968. Była wnuczką Juliusza Kossaka i bratanicą Wojciecha Kossaka. W młodości  mieszkała w Kośminie (lubelskie), potem na Wołyniu, gdzie również wyszła za mąż za Stefana Szczuckiego i gospodarowała w Nowosielicy niedaleko pałacu Radziwiłłów Antoninie. Jako młoda mężatka, matka dwójki maleńkich dzieci przeżyła chwile grozy w latach rewolucji bolszewickiej, co znalazło odzwierciedlenie w wydanej w 1922 r. „Pożodze”. Ta książka zapoczątkowała jej karierę literacką. Po śmierci męża zamieszkała u rodziców w Górkach Wielkich na Śląsku Cieszyńskim, tam też wyszła za mą po raz drugi za Zygmunta Szatkowskiego. Przed wojną jej kariera literacka nabrała rozpędu, co zostało potwierdzone otrzymaniem w 1937 r. Złotego Wawrzynu Polskiej Akademii Literatury. W czasie wojny Zofia przebywa w Warszawie aktywnie uczestnicząc w konspiracji. W 1943 r. została wywieziona do obozu Auschwitz-Birkenau, potem trafiła na Pawiak, skąd została uwolniona w końcu lipca 1944 r. i wzięła udział w powstaniu warszawskim. Od 1945 r. na przymusowej emigracji, gdzie mimo początkowych sukcesów literackich nie mogła się odnaleźć. Przez wiele lat ciężko pracowała z mężem na farmie Trossell. W 1957 r. wraca do Polski, gdzie osiadła w Domku Ogrodnika w Górkach Wielkich (dwór spalił się w 1945 r.).

Jak widać z powyższego krótkiego zarysu biograficznego wydarzeniami z życia pisarki można by obdzielić kilka osób! W 1973 r. w ostatnim mieszkaniu pisarki powołano Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej. Dzięki pracy i oddaniu Zygmunta Szatkowskiego dla tego projektu dysponuje ono bogatym zbiorem korespondencji, notatek, szkiców literackich dokumentujących ostatnie lata życia i pracy Zofii. Kierownikiem tego Muzeum była m.in. Joanna Jurgała-Jureczka, która swoją pracę doktorską również poświęciła twórczości pisarki. Nic więc dziwnego, że to właśnie ona postanowiła przybliżyć czytelnikom postać pisarki. W „Zofii Kossak. Opowieści  biograficznej” prezentuje nam życie swojej bohaterki opierając się na pozostawionych pamiętnikach, wypowiedziach, opiniach jej współczesnych. We wstępie zastrzega się, że wiele kwestii nie można dogłębnie wyjaśnić, że obraz pisarki zawsze pozostanie nieco rozmazany. A jednak, lektura książki uświadamia nam, jak ciekawą osobą musiała być pisarka. Z jednej strony z przedwojennych tekstów wyziera dość oczywista niechęć do żywiołu żydowskiego, z drugiej zaś pisarka zdała egzamin z odwagi i altruizmu, gdy podczas II wojny światowej tworzyła Radę Pomocy Żydom (Żegota) i dzięki jej wysiłkowi uratowano tysiące żydowskich dzieci. Pisarka otrzymała – niestety pośmiertnie – tytuł „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” i – jak się wydaje – dzięki tej właśnie działalności Jakub Berman pozwolił jej wyjechać na Zachód.

Jurgała Jureczka powstrzymuje się od zbyt daleko idących sądów opatrując stosowne cytaty swoim komentarzem, ale nie przeinaczając faktów. Podkreśla głęboką religijność Zofii Kossak, rejestruje tragedie rodzinne (śmierć najstarszego syna, nieznany los młodszego, który jak potwierdzono całkiem niedawno, zginął w obozie Auschwitz), zwraca uwagę na wstrzemięźliwość w kontaktach ze sławnymi siostrami ciotecznymi i dość zauważalną niechęć między nimi, co znajduje odbicie w korespondencji wszystkich pań.

Publikacja jest dopracowana merytorycznie, autorka starannie opracowała materiał źródłowy, dzięki czemu książka jest wartościowym wydawnictwem dokumentującym życie pisarki. Niemniej jednak z punktu widzenia przyjemności czytelniczej ma ona jednak pewien istotny brak - nieobecność ilustracji. Oprócz drugiej strony tytułowej, gdzie zamieszczono portret Zofii Kossak z przedwojnia, nie ma ani jednej fotografii, co według mnie jest duża stratą i szczerze mówiąc nie rozumiem również, dlaczego cena tej książki jest tak wysoka (cena okładkowa: 79,90 zł.)

Bardzo się cieszę, że Autorka podjęła trud, aby przywrócić pamięć o Zofii Kossak. Można się nie zgadzać z poglądami Zofii, można polemizować z jej decyzjami, nie sposób jednak odmówić jej charakteru, wyjątkowej postawy etycznej i talentu. Ten życiorys odzwierciedla tragiczne losy narodu polskiego w XX wieku.


Wirtualny spacer po muzeum w Górkach Wielkich


Autor: Joanna Jurgała-Jureczka
Wydawnictwo: PWN
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 328

Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...