wtorek, 30 kwietnia 2013

Jerzy Krzysztoń, Krzyż Południa





Jerzy Krzysztoń doświadczył wywózki do ZSRR w 1940 r. i tułaczki po świecie tak jak wielu naszych rodaków. Przez wiele lat jego przeżycia wojenne nie znalazły odzwierciedlenia w jego twórczości pisarskiej, ale w latach siedemdziesiątych pisarz poczuł, że musi oddać sprawiedliwość ludziom, którzy doświadczyli podobnego do jego losu. Na fali tego głębokiego przekonania powstały dwie części opowieści bazujących na jego przeżyciach wojennych: „Wielbłąd na stepie” i „Krzyż Południa”. 
 

Mojej nieuwadze zawdzięczam fakt, że buszując w bibliotece wypożyczyłam „Krzyż Południa”, a nie pierwszą chronologicznie część tych wspomnieniowych książek. Wypożyczając książkę wydawało mi się więc, że będę mogła porównać i skonfrontować doświadczenia Krzysztonia wywiezionego z matką i bratem w głąb Rosji z opisami Beaty Obertyńskiej, ale gdy przeczytałam w domu notkę wydawniczą już wiedziałam, że tak nie będzie. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, gdyż dla mnie był to jakby ciąg dalszy tułaczego szlaku tych wszystkich Polaków, którzy zdołali się wydostać z Rosji sowieckiej, gdyż książka Beaty Obertyńskiej kończy się niemal dokładnie w tym momencie, w którym zaczyna się „Krzyż Południa” Jerzego Krzysztonia – gdy statek z polskimi wygnańcami przybija do perskiej ziemi…

Książka jest napisana w formie beletrystycznej, ale nawet imiona bohaterów nie są fikcyjne, tak więc opisane zdarzenia i przeżycia są autentyczne. Jurek i Mareczek to dwaj bracia w wieku około 13 i 8 lat, którzy wraz z Mamą, ciotką i przyszłą teściową ciotki ocaleli z tułaczki po stepach Kazachstanu i Uzbekistanu. Obaj chłopcy, zwłaszcza starszy Jurek, straszliwie tęsknią za ojcem, polskim przedwojennym policjantem, który zaginął bez wieści, a czytelnik może się tylko domyślać, jaki los mógł go spotkać… Wszyscy docierają do Persji, gdzie przybyli żołnierze armii Andersa wraz z cywilami. Mimo nieporównanie lepszych niż w Rosji warunków bytowych nie jest to spokojny i błogi okres. Tubylcza ludność również się burzy przeciwko obecności obcych, tęsknota za ojcem, radosnym dzieciństwem w rodzinnym Grodnie, nie daje naszym tułaczom spokoju. Dodatkowo pojawiają się problemy zdrowotne, stale towarzyszy im niepewność jutra, co ich czeka po wojnie, gdy ta się skończy, a parasol armii brytyjskiej zniknie… 

Przejmująca jest ta książka, zarówno ze względu na tematykę, jak i osobiste losy Jerzego Krzysztonia. W książce stykamy się również z wielką tragedią osobistą, którą autor opisuje szczerze i bez znieczulenia. Czytelnik, zapoznając się z kolejnymi relacjami ludzi postawionych nawet nie wobec wyboru, bo żadnego wyboru nie mieli, przed koniecznością walki o życie, które nie wiadomo, jak i gdzie miałoby się dalej potoczyć, widzi z jednej strony niewyobrażalną wręcz beznadziejność ich sytuacji, z drugiej podziwia hart ducha i odwagę tych ludzi podczas wędrówki. Nie inaczej jest w „Krzyżu Południa”. Poznajemy całą galerię postaci rzuconych w wir nieubłaganej historii i naznaczonych piętnem wygnańców bez swojego miejsca na ziemi.

Książka była pisana w warunkach obowiązujących w PRL-u, gdy obowiązywała cenzura i zakaz pisania o tym fragmencie historii naszego kraju. Pierwsza część wspomnień przeleżała kilka lat w jednym z wydawnictw. Legalnie została dopiero wydana przez Czytelnik dzięki odważnej decyzji ówczesnego dyrektora. „Krzyż Południa” został zresztą wydany dopiero w roku 1983, już po śmierci pisarza.

Mając na uwadze realia, w jakich ta książka została wydana, sądzę, że o pewnych sytuacjach Krzysztoń nie pisał jednoznacznie, czego przykładem jest np. „zaginięcie” jego ojca. Myślę, że rodzina zdawała sobie sprawę podczas tułaczki, że jego szanse na przeżycie tej zawieruchy są równe zeru. Sądzę, że gdyby dzisiaj pisał tę książkę, która jest jego świadectwem, cennym i niepowtarzalnym, napisałby więcej. 

Przyznam, że lepiej czytałoby mi się tę książkę, gdyby była pisana w formie wspomnień, a nie takiej fabularyzowanej powieści. Ale ta forma w niczym nie zmienia tragizmu opisanej sytuacji i przejmującej wymowy książki. Wzruszamy się losem Jurka, Mareczka, Mamy, Zosi, a gdy pomyśli się o rzeszy ludzi, którzy musieli przejść tę gehennę lub stracili życie w jej trakcie, nie jesteśmy w stanie przejść obojętnie wobec tej pozycji.

"Bądź szczęśliwy. Nie żałuj niczego. Nie oczekuj niczego... To, co ma ci się przydarzyć, jest zapisane w księdze, której karty odwraca ślepy wiatr wieczności” 
Omar Khayyam

Być może najbardziej uspokoi nas po lekturze motto książki, które sygnalizuje, że pisarz pogodził się z historią i ciężkimi przeżyciami, wybaczył straty i rany, których doznał. I z tą nadzieją pozostańmy, choć jego samobójcza śmierć skłania nas do przypuszczenia, że jego trauma z lat dzieciństwa nigdy go nie opuściła, niestety.

A na koniec zamieszczam wzruszający fragment, w którym po raz kolejny poznajemy siłę słowa pisanego, które nie służy wyłącznie do rozrywki, ale czasem jest jedynym lekarstwem na zło i nędzę tego świata…



"Mama przyniosła mu podarunek. Była to książka, bez okładki i karty tytułowej, wielce sfatygowana i zżółkła. Ledwie przeczytał pierwsze słowa serce w nim podskoczyło. "Krzyżacy"! W Tyńcu, w gospodzie "Pod Lutym Turem", należącej do opactwa, siedziało kilku ludzi, słuchając opowiadania wojaka bywalca...(...) Nareszcie będzie się mógł dowiedzieć, co było dalej, gdyż ma na własność "Krzyżaków"! Pocałował pożółkłą książkę o postrzępionych stronicach, pozbawioną nazwiska autora. Ktoś musiał ją zabrać ze sobą w noc wywózki." (s. 192)


Jerzy Krzysztoń (1931 – 1982) - polski prozaik, dramaturg, reportażysta i tłumacz. Dzieciństwo i wczesne lata szkolne spędził w Grodnie. W 1940 wraz z matką i bratem został wywieziony do Kazachstanu. W 1942 wraz z armią Andersa został ewakuowany do Iranu. W latach 1944-1947 przebywał w Indiach, a następnie w Ugandzie, gdzie uczył się w polskiej szkole i działał w harcerstwie. W lipcu 1948 wraz z rodziną powrócił do Polski - do Lublina. Tu w 1949 uzyskał maturę i rozpoczął studia na KUL w zakresie filologii polskiej i angielskiej. W 1952 przeniósł się do Warszawy, gdzie pracował w Stowarzyszeniu Pax, w redakcjach Dziś i jutro oraz tygodniku Kierunki. Kontynuował studia i w 1953 ukończył polonistykę, a w 1955 filologię angielską. W 1956 zmienił pracę i został kierownikiem Redakcji Słuchowisk Polskiego Radia. Jego literackim debiutem było opowiadanie "Wspomnienia indyjskie", które weszło później w skład książki "Opowiadania indyjskie" (1953), poświęconej przeżyciom cywilnej ludności polskiej, która wyszła z ZSRR wraz z armią Andersa. Później napisał szereg opowiadań i powieści. W ostatnich latach życia, w których napisał swoje największe dzieło "Obłęd", chorował i okresowo przebywał w szpitalu psychiatrycznym. 
Źródło zdjęcia

Autor: Jerzy Krzysztoń
Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania 1983
Liczba stron: 260


 

wtorek, 23 kwietnia 2013

23 kwietnia - Światowy Dzień Książki


Najprawdopodobniej wszyscy odwiedzający to miejsce w sieci doskonale wiedzą, że w dniu dzisiejszym obchodzimy Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich ustanowiony przez UNESCO w 1995 r. To dobra okazja, aby książka mogła wysunąć się na pierwszy plan. W tym dniu odbywa się na całym świecie sporo wydarzeń mających promować czytelnictwo, nie inaczej jest w naszym kraju. Gdy się dokładniej rozejrzycie, jestem pewna, że znajdziecie sporo informacji o podejmowanych działaniach, planowanych spotkaniach czy innej formie aktywności poświęconej książce. Ostatnie dni to także wysyp rozmaitych promocji i obniżek cen książek w największych księgarniach internetowych (i nie tylko). Takie świętowanie tego dnia wzbudza moją szczerą sympatię i niewątpliwie skorzystam z tej okazji, aby uzupełnić swoją biblioteczkę. :)
 
Dziś chciałam Wam zaprezentować kilka obrazów promujących czytelnictwo, które zwróciły moją uwagę swoim kreatywnym podejściem do wydawałoby się ogranego tematu. Mam nadzieję, że poniższe propozycje Wam się również spodobają. :)



Bardzo mi się podoba cała seria, którą możecie obejrzeć tu.

Świetny obrazek z kampanii promującej czytelnictwo z Ameryki Południowej (źródło)


Ujęło mnie hasło (źródło)

Stareńki plakat, ale wiele mówiący o roli wspólnego czytania w rodzinie (źródło)


Trochę egzotyki z Wysp Dziewiczych (źródło)
 
 
Źródło


To skan mojej pocztówki. Jak widać, komunizm też wydał agitki nawołujące nie tylko do walki ze szpiegami, ale zachęcające do czytania. Podejrzewam jednak, że kobieta na zdjęciu czyta bardzo prawomyślną literaturę, po którą raczej byśmy nie sięgnęli :) Więcej podobnych plakatów-agitek można znaleźć tu 

I jeszcze, niejako na deser, załączam fotkę znalezioną na Facebooku. Myślę, że dobrze bym się czuła w takim twórczym kąciku śniadaniowym. :)



Miłego Dnia Książki i wielu pasjonujących lektur!

sobota, 20 kwietnia 2013

Mikołaj Łoziński, Książka




„Książka” Mikołaja Łozińskiego zebrała mnóstwo pozytywnych opinii, a przyznanie pisarzowi „Paszportu Polityki” właśnie za to wydawnictwo również ma swój ciężar gatunkowy.

Nie ma większego sensu streszczanie książki, gdyż jest to zadanie skazane na niepowodzenie. „Książka” jest bowiem zapisem historii rodzinnej pisarza utkanej ze szczątków wspomnień i opowieści, których katalizatorem stają się konkretne przedmioty: szuflada, okulary, znak drogowy… Praktycznie każda rzecz może wywoływać wspomnienia z przeszłości i stać się cichym bohaterem zmagań z życiem i historią członków rodziny pisarza.

A jest to historia dość skomplikowana i naznaczona piętnem niełatwej historii naszego kraju. Mimo tych zawirowań „Książkę” czyta się dobrze i szybko. Budzi ona wiele refleksji i wprawia w zadumę. Wymaga również wytężonej uwagi, żeby nie pomylić wątków, gdyż autor w kolejnych rozdziałach, o których na pewno nie można powiedzieć, że ułożone są w kolejności chronologicznej, przeskakuje od babci do matki, od perypetii dziadka do ojca, to znów do dziadka ze strony matki.

„Książka” jest świetnie napisana. Niby prosty język, konstrukcja nieco zawikłana, a wyłania się z niej nieostry, lecz mimo wszystko wyrazisty obraz jednej z wielu rodzin o trudnej, niełatwej, naznaczonej wieloma rozstaniami, miłością, nienawiścią, trudnymi wyborami historii. Jej przedstawiciele układają swoje życie rodzinne i uczuciowe często wbrew utartym schematom i konwenansom. Mikołaj Łoziński przypomina nam, że najciekawsze historie możemy często odnaleźć blisko nas, a każda rodzina może stanowić niewyczerpane źródło inspiracji, również artystycznych.

„Próbowałem w delikatny sposób wpisać małą historię rodziny w dużo większą. Jednocześnie starałem się, żeby empatia i zrozumienie życiowych wyborów nie przysłoniło mi ostrości widzenia.” (Mikołaj Łoziński, cytat z okładki książki)

Autor przyjął zasadę, że prezentując czytelnikom poszczególne urywki tej wielowątkowej opowieści opiera się wyłącznie na przekazie rodzinnym. Ma to swoje uzasadnienie i nie mogę z tego czynić mu zarzutu. Swoistym „przerywnikiem” miedzy kolejnymi rozdziałami są czarne strony z fragmentami rozmów pisarza z członkami swojej rodziny, które świadczą o specyficznej cenzurze, którą te rozmowy na autorze wymusiły. Na pewno więc ta historia nie jest pełna, nie można nazwać jej obiektywną.

„Kiedy zacząłem pisać, rodzina bardzo się ucieszyła. Wszyscy chętnie przynosili mi zdjęcia, pamiątki, radzili, o czym pisać. Ale z czasem ich nastawienie się zmieniło. Po przeczytaniu paru fragmentów powiedzieli, że stałem się niebezpieczny. Że trzeba przy mnie uważać na to, co się mówi. A nawet zaczęli mi mówić, o czym mam nie pisać. I właśnie te (częściowo wymyślone) próby cenzurowania mnie umieściłem w „Książce” jako jej warstwę współczesną.” (
źródło)

Czytając tę książkę, moją uwagę przykuł bohater chyba najdłuższego rozdziału, jeden z dziadków pisarza, a przedmiotem, który wywołał jego ducha były klucze. Nie znamy jego imienia ani nazwiska, ale sądząc z faktu, że pełnił ważną funkcję w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego w najmroczniejszych latach stalinizmu, można sądzić, że sporo się o nim zachowało w archiwach IPN. I dlatego skwitowanie jego historii tylko opowieścią z punktu widzenia członków rodziny wydaje się żałośnie niepełne. Nie jest to osoba, która zostawiła po sobie jakieś pozytywne rodzinne wspomnienia, ale gdy czytam, że pisarz przytacza wypowiedź dziadka po przemianach z 1956 r, z której wynika, że on nic złego nikomu nie zrobił („Gdzie drwa lecą, tam wióry lecą. Ale ja mam czyste ręce.” – s. 103), jestem prawie pewna, że tak być nie mogło, mimo że moja wiedza o tamtych czasach i metodach selekcji na najwyższe stanowiska jest tylko szczątkowa.

Choć autor nie ujawnia zbyt wiele, stara się ograniczać swoją opowieść do sfery prywatnej, to i tak można w niej odnaleźć wiele smaczków, jak np. ta o usługach niemieckich więźniów dla stalinowskich kacyków.

„W tym czasie ojciec zabierał ją do największego więzienia w Warszawie. Zazwyczaj na przymiarki – niemieccy więźniowie mieli tam pracownię krawiecką. Wszystkie zlecenia stolarskie też przekazywał do więziennego warsztatu. Nawet buty dla niego robili.” (s. 106)

Mój powyższy komentarz odnoszący się do jednego z bohaterów "Książki" nie jest zarzutem wobec pisarza. To jego książka, jego rodzina i jego wybór, aby taką właśnie formę przekazu poznali czytelnicy. To jedynie moje odczucie, że być może to, co zostało ukryte i niedopowiedziane, byłoby istotnym uzupełnieniem, wzbogaceniem tej historii, a nawet materiałem na zupełnie nowy projekt literacki.

Warto przeczytać „Książkę” nie tylko z uwagi na nieprzeciętny i niezaprzeczalny talent pisarski autora, lecz również z powodu niebanalnej historii jednostek zmagających się z historią i własnym przeznaczeniem.
 

Mikołaj Łoziński (ur. 1980) - pisarz i fotograf, syn reżysera Marcela Łozińskiego. Ukończył socjologię w Paryżu. Był tłumaczem telewizji francusko-niemieckiej, robił zdjęcia dla “Przekroju” i “Rzeczpospolitej”. Publikował krótkie opowiadania, miał kilka wystaw fotograficznych. Jest zdobywcą II nagrody literackiej w Konkursie Młodych Twórców... Warszawskiej Fundacji Kultury (2006). Uhonorowany Nagrodą Kościelskich w roku 2007 za powieść „Reisefieber”.
Źródło zdjęcia
 
Autor: Mikołaj Łoziński
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 180

czwartek, 18 kwietnia 2013

Konkurs literacki organizowany przez Naszą Księgarnię


Źródło zdjęcia
 
Z tego, co wiem, wśród blogerów oraz czytelników blogów książkowych jest sporo osób obdarzonych talentem literackim, którzy mają już debiut za sobą lub dopiero go planują. Od razu powiem, że ja się do nich nie zaliczam, Bozia talentu i zacięcia nie dała ;) Sądzę jednak, że wiele osób może być zainteresowanych udziałem w najnowszym konkursie literackim na powieść obyczajową z tłem historycznym (do dwudziestolecia międzywojennego włącznie) organizowanym przez wydawnictwo Nasza Księgarnia.

Konkurs trwa od 15 kwietnia 2013 r. do 15 marca 2014 r.  Wyniki zostaną ogłoszone we wrześniu 2014 roku. Dokładne informacje o warunkach konkursu znajdziecie tu.

Życzę powodzenia wszystkim, którzy zdecydują się w nim wziąć udział!

środa, 17 kwietnia 2013

Ałbena Grabowska – Grzyb, Tam, gdzie urodził się Orfeusz




„Chciałabym opisać wszystkie smaki i widoki Rodopów, wskrzesić ludzi, którzy żyli na tej ziemi, byli częścią mojej historii, a których już nie ma.” (s. 41)

Z czym kojarzy się Wam Bułgaria? Standardowa odpowiedź byłaby zapewne taka, że znakiem firmowym tego kraju są piękne plaże, wspaniała pogoda i znane z czasów PRL-u kurorty, jak np. Złote Piaski czy Słoneczny Brzeg. Myślę, że niektórzy z odpowiadających na zadane pytanie wspomnieliby też o kręceniu głową jako potwierdzeniu, a kiwaniu głową jako zaprzeczeniu, z czego słyną Bułgarzy czy o dowcipach na temat mieszkańców Gabrowa stanowiących bułgarski odpowiednik polskich żartów o Wąchocku.


Pamiętam swoje zdziwienie, gdy w rozmowie ze swoim brytyjskim znajomym wiele lat temu okazało się, że nie odwiedził on żadnego z krajów Europy Środkowej poza Bułgarią, gdzie kiedyś spędził urlop. OK, byłam pewna, że chodziło o urlop nad morzem, ale byłam w błędzie. Znajomy Szkot był wiele lat temu w bułgarskich górach na nartach, co mnie bardzo zdziwiło, gdyż w naszym kraju raczej nie znamy tego oblicza Bułgarii, a na narty wybieramy przeważnie Austrię czy Szwajcarię. Wtedy uzmysłowiłam sobie, że dość stereotypowo odbierałam ten kraj, a moja wiedza na temat naszego regionu Europy ma wiele luk.

Książkę Ałbeny Grabowskiej-Grzyb kupiłam dość przypadkowo. Na fali zainteresowania literaturą opisującą doświadczenia z życia w nowym otoczeniu postanowiłam poczytać też o znanym-nieznanym kraju, jakim jest Bułgaria, a właściwie o Rodopach, skąd wywodzi się rodzina autorki książki. Jest ona bowiem córką Bułgarki i Polaka, od dzieciństwa utrzymującą stały kontakt ze swoją bułgarską rodziną. Ponieważ odziedziczyła po babci część domu w Czepełare, jeździ tam na wakacje również ze swoim mężem i dziećmi.

Wyjazdy w Rodopy są dla niej okazją nie tylko do wakacyjnego odpoczynku, ale również do dogłębnego poznania regionu, jego kultury, kuchni i tradycji. Książka prezentuje nam tę krainę (przyznajmy, że mało znaną przeciętnemu polskiemu turyście) w bardzo ponętny sposób. Przy czym atrakcyjny jest nie tylko opis atrakcji turystycznych, na które składają się malownicze góry, zabytki, muzea, ale przede wszystkim ludzie, ich zwyczaje
kultywujące bliskość i więzi rodzinne oraz kuchnię.

Początkowo rozdziały są krótkie i skoncentrowane na anegdotycznych aspektach wakacyjnych pobytów polsko-bułgarskiej rodziny w Czepełare. Przyznam, że historyjka związana z porannym bieganiem męża autorki rozbawiła mnie do łez. Te opowieści są pretekstem do przedstawienia sposobu życia tamtejszych mieszkańców, ich otwartości i życzliwego zainteresowania sobą i obcymi. Bo rodzina autorki jest dla mieszkańców Czepełare przybyszem z innego świata, ale jednocześnie wszyscy kojarzą babcię autorki i dlatego uważają ją w dużej mierze za „swoją” i to jest też jedną z zalet książki odróżniającą ją od serii opowieści o rozpoczynaniu nowego życia gdzie indziej. W każdym razie, przyjazd gości z zagranicy powoduje wzmożone zainteresowanie wśród mieszkańców Czepełare i okolic, a obcy ludzie zdają się wiedzieć o autorce wszystko.


W drugiej części książki pojawiają się dłuższe rozdziały omawiające nieco szerzej, acz w przystępnej formie, historię, kulturę, oraz smakowicie opisaną kuchnię Rodopów. Opisy posiłków są tak apetyczne, że ma się ochotę natychmiast ich spróbować, nawet tych, których zwykle chyba nie odważyłabym się nawet napocząć (mam na myśli podroby). Świetnym pomysłem jest umieszczenie na końcu książki przepisów kulinarnych, które pozwolą na wypróbowanie swoich umiejętności w przygotowywaniu potraw z Rodopów zanim się tam udamy zachęceni przez autorkę książki :)

Motywem przewodnim książki są rozdziały dotyczące postaci Orfeusza, największego śpiewaka i muzyka greckiego, bohatera kilku mitów. Autorka podąża jego śladem, gdyż był on synem starożytnej Tracji, której częścią były właśnie Rodopy. Ałbena Grabowska – Grzyb jest zafascynowana tą postacią, a zwłaszcza tragizmem jej losów i stara się odnaleźć rzeczywiste miejsca opisane w mitach greckich.

Jak już wspomniałam we wstępie do tej notki, Polakom Bułgaria kojarzy się właściwie tylko z morzem, tymczasem z książki wynika, że w Bułgarii można natknąć się na wielu obywateli Zjednoczonego Królestwa, którzy dość masowo kupują tam domy i spędzają jesień swojego życia w cieplejszym klimacie. To – w połączeniu z informacją mojego brytyjskiego kolegi – świadczyłoby o dość efektywnej promocji Bułgarii w Wielkiej Brytanii.


Jedynym minusem tej książki, który zwrócił moją uwagę, jest brak choćby najkrótszego „słowa końcowego”. Opowieść urywa się dość nagle bez żadnego podsumowania i choćby zachęty do poznania tego regionu na własną rękę. Autorka zabrała nas w piękną podróż po Rodopach, ale nie pożegnała się z czytelnikami i tego mi zabrakło, co nie zmienia mojej pozytywnej oceny książki. Cieszy mnie, gdy mogę zapoznać się z barwną i ciekawą opowieścią, która pobudza zainteresowanie mniej popularnym krajem
.

Jeśli chcecie poznać nieznany szerzej region w Europie, który potrafi zaczarować (bo po lekturze ma się ochotę ruszać tam bez zbędnej zwłoki ;), to na pewno książka dla Was. Zapewnia ciekawe spojrzenie na znany – nieznany kraj, jest napisany z dowcipem i z przymrużeniem oka, zawiera też momentami poważniejszą refleksję, zwłaszcza w odniesieniu do trudnej historii Bułgarii i obrony własnej tożsamości podczas pięćsetletniego okresu zależności tureckiej. Mimo piękna opisywanej przyrody i atrakcji turystycznych najważniejsi są portretowani ludzie, którzy tworzą atmosferę tej ziemi i to dzięki nim, ich otwartości i życzliwości, a także dzięki zdolnościom pisarskim autorki możemy przenieść się w Rodopy, piękną krainę z tradycjami i starożytną historią.

Ałbena Grabowska-Grzyb (ur. 1971) - lekarz neurolog; pracuje jako kierownik Pracowni Patofizjologii i Elektroencefalografii w Szpitalu Dziecięcym w Dziekanowie Leśnym. Na co dzień zajmuje się problematyką padaczki, jest autorką wielu publikacji w tym zakresie oraz cenionym wykładowcą. Prywatnie żona i mama trójki dzieci (9, 7, 2 lata). Córka Bułgarki i Polaka, wychowana w Polsce, biegle władająca językiem bułgarskim. Zawsze podkreśla swoje bałkańskie korzenie. Autorka książeczek dla dzieci „O małpce, która spadła z drzewa” i „Julek i Maja w labiryncie" oraz książki dla dorosłych pt. „Coraz mniej olśnień”. Wywiad z autorką na temat książki "Tam, gdzie urodził się Orfeusz" znajdziecie tu 

Autor: Ałbena Grabowska – Grzyb 
Wydawnictwo: Świat Książki 
Rok wydania: 2011 
Liczba stron: 336


niedziela, 14 kwietnia 2013

sobota, 13 kwietnia 2013

13 kwietnia - Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej


Źródło zdjęcia


 
W czasie rozmow Sikorski - Stalin na Kremlu 3 grudnia 1941 roku:

Gen. Sikorski:
Poleciłem sprawdzić, czy nie ma ich w kraju, z którym mamy słabą łączność. Okazało się, że nie ma tam żadnego z nich, podobnie jak w obozach jeńców na terenie Niemiec. Ci ludzie znajdują się tutaj. Nikt z nich nie wrócił.

J.W. Stalin:
To niemożliwe. Oni uciekli.

Gen.Anders:
Dokądże mogli uciec ?

J.W.Stalin :
No, do Mandżurii".
===

Radio Berlin (serwis międzynarodowy) - 13 kwietnia 1943 roku, o godz. 9.30 czasu nowojorskiego :

Ze Smoleńska donoszą, że miejscowa ludność wskazała władzom niemieckim miejsce tajnych egzekucji masowych, wykonywanych przez bolszewikow, i gdzie GPU wymordowalo 10 tysięcy polskich oficerów... (dziennikarze zagraniczni zostali przywiezieni przez Niemców do Katynia już 10 kwietnia, a delegacja polska z przedwojennym prezesem Związku Zawodowego Literatów Polskich Ferdynandem Goetlem była w Katyniu już 11 kwietnia, 14 kwietnia odleciała do Katynia delegacja PCK z prezesem K. Skarżyńskim)
===

Radio Moskwa - 16 kwietnia 1943 roku :

W ciagu ubieglych dwóch, trzech dni oszczercy Goebbelsa rozpowszechniali podłe wymysły, iz władze sowieckie dokonały masowego rozstrzelania polskich oficerów, wiosną
1940 roku w okolicy Smoleńska. Wynajdując tę potworność, szubrawcy niemiecko-faszystowscy nie wahają się przed najbardziej bezwstydnymi i nikczemnymi kłamstwami,
starając się pokryć zbrodnie, ktore - jak obecnie stało się oczywiste - dokonane były przez nich samych...
===

Komisarz ludowy spraw zagranicznych Sowietów Wiaczesław Mołotow napisał w nocie wręczonej ambasadorowi Rzeczpospolitej Stanisławowi Kotowi, zawiadamiającej o zerwaniu przez Rosję stosunków dyplomatycznych z Polską :

Fakt, że wroga Związkowi Sowieckiemu kampania rozpoczęła się równocześnie w niemieckiej i polskiej prasie, oraz była prowadzona po tych samych liniach, nie pozo-
stawia wątpliwości co do istnienia kontaktu oraz porozumienia w prowadzeniu tej kampanii wrogiej pomiędzy nieprzyjacielem sprzymierzonych Hitlerem oraz Polskim
Rządem.
===

Józef Mackiewicz przebywąjacy w Katyniu w kwietniu 1943 z dziennikarzami pisał w reportażu "Dymy nad Katyniem" (wydrukowanym na łamach emigracyjnego czasopisma "Lwów i Wilno" w 1947 roku) :

Tam dalej wszyscy w płaszczach i nie można rozpoznać w tej lepkiej masie indywidualnych kształtów. Właśnie: masa, słowo ulubione w Sowietach... Jeszcze jednego odkrycia dokonalem w Katyniu... Żydzi na listach ofiar katyńskich, ogłaszanych przez Niemcow! Gdy przeglądałem te listy, powiedziałem do oficera niemieckiego z akcentem przekąsu, na jaki sobie pozwolić mogłem: -"Hmm, ale Żydow też jest sporo..." - "Taaak,
owszem...no, ale czy to warto podkreślać?"

W okupowanej Polsce rozklejano afisze o Katyniu, jako "zbrodni żydowsko-bolszewickich katów"... Niemcy ustalali w dalszym ciagu, że kierownictwo egzekucji spoczywało
w rękach czterech członków mińskiego NKWD i wymieniali z tych czterech trzech o żydowskim nazwisku: Lew Rybak, Chaim Finberg, Abracham Borissowicz... Tymczasem
w liczbie tych, którzy padli ofiarą mordu, znajdujemy: Engiel Abraham, Godel dawid, Rozen Samuel, Guttman Izaak, Zusman Ezechiel, Frejnkiel Izaak, Bernsztejn Fejwel, Nirenberg Abraham, Hirszritt Izrael itd. - ci więc mieli paść ofiarą "wyłącznie" żydowskich katow ?

Sprzeczność jest tu rażąca, w najwyższym stopniu rażąca propagande hitlerowska... Jakże łatwo byłoby Niemcom chociażby zniszczyć dowody i przy zwłokach Lewinsona,
Glikmana, Epsztejna i Rosenzwajga napisać: "nie rozpoznane". A jednak nie uczynili tego i publikowali je łącznie z innymi. Dowodzi to, iż zbyt wielką wagę przywiązywali właśnie do tej jawności i obiektywnego zbadania mordu katyńskiego, aby pozwolić sobie na ukrycie długiego szeregu dokumentów, które by nastepnie mogło rzucić cień, lub podważyć zaufanie do calości śledztwa, wyzyskiwanego z takim nakładem energii przez ich propagandę.
(Mackiewicz wyjechał do Katynia w porozumieniu z kierownictwem państwa podziemnego, ktoremu złożył relację po powrocie. Ale oprócz tego udzielił wywiadu niemieckiej "gadzinówce", skutkiem czego był później podejrzewany o kolaborację z Niemcami. Dlatego przez lata utrzymywano w tajemnicy, że to wlaśnie on byl po wojnie autorem fundamentalnej pracy "Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów")
===

Winston Churchill do gen.Władysława Sikorskiego i min. Edwarda Raczyńskiego w kwietniu 1943 roku :

Są rzeczy, które choć są prawdziwe, nie nadają się do ogłaszania publicznie bez oglądania się na moment. Jaskrawe ich poruszenie byłoby ciężkim błędem.
===

Franklin D. Roosevelt do swego wyslannika George'a Earle'a w maju 1944 roku :

George, to jest wylacznie niemiecka propaganda i niemiecka intryga. Jestem absolutnie przekonany, że nie uczynili tego Rosjanie"
===

Wanda Wasilewska do zolnierzy-berlingowcow - w lutym 1944 r.:

Na wieczystą hańbę Niemców. Na wieczystą hańbę tych, co poszli na lep kłamstwa wroga i bratnią krew, przelaną przez hitlerowców w katyńskim lesie, pozwolili wykorzystać     przeciwko narodowi polskiemu, przeciwko braterstwu narodów walczących o wolność. Kiedy idziecie na zachód, kiedy bijąc w pierś wroga, przez zaciśnięte zęby mówicie
sobie: za Warszawę, za Westerplatte, za Kutno - nie zapomnijcie dodać i tego: ZA KATYŃ!"
===

Rosyjski świadek Katynia Iwan Kriwoziercew w zeznaniu złożonym w dowództwie armii polskiej we Włoszech w obecności Ferdynanda Goetla :

Moja siostra widziała na stacji Gniezdowo świeżo przybyły transport z jeńcami wojskowymi. "Finów rozstrzeliwać wożą" rzekła do mnie. Poruszony wiadomością pobiegłem do kołchozu i spotkałem tam znajomego Romana Chrustalewa, który woził nawóz w pobliżu stacji. Chrustalew utrzymywał, że to nie Finowie, a Polacy. Stary żołnierz, w Polsce był za tamtej wojny i mundury polskie znał...

Na drugi dzien dostrzegłem następny transport. Wówczas zrozumiałem, że dzieje się tu jakaś ciemna i groźna sprawa...
[...]
Zbliżała się chwila odwrotu Niemców spod Smoleńska. W okolicy naszej zapanował popłoch i niepokój. Ludziom, którzy się zaangażowali w sprawie katyńskiej, grożono zemstą...
24 września pozbierałem trochę żywności i rzeczy i w towarzystwie matki i sześcioletniej siostrzenicy wyruszyłem z kolumną samochodów niemieckich na zachód. [...]

Myśl o Kozich Górach nie opuszczała mnie. Rozpoczęty proces w Norymberdze zdawał się wróżyć, iż sprawa Katynia doczeka się rozwiązania. W Bremen zgłosiłem się do komendy amerykańskiej z oświadczeniem, iż chcę złozyć ważne zeznanie. Urzędujący tam Amerykanin posluchał mnie, wyśmiał i radził mi zwrócić się do oficera Czerwonej Armii, który poradzi mi co mam zrobić. Wtedy to, bliski rozpaczy zacząłem szukać kontaktu z Polakami. Dostałem się do polskiego obozu dla ludności cywilnej i tam wreszcie natknąłem się na oficera polskiego. Ten skomunikował mnie ze sztabem polskim w Meppen, skąd po złożeniu zeznań, zostałem skierowany do Włoch.

(Iwan Kriwoziercew został zamordowany w 1947 roku w Szkocji przez tzw. nieznanych sprawców, prawdopodobnie agentów sowieckich)
===

Jozef Czapski w wywiadzie dla "Glosu Ameryki" w 1950 roku w Waszyn-
gtonie : [...]
z jego ówczesnego wystąpienia wycięto wszystkie wzmianki o Katyniu
===

Gen. Clayton Bissel na przesłuchaniu komisji Kongresu w 1952 roku:

Sprawa katyńska stwarzała ryzyko kłopotliwej sytuacji. Polska nie mogła brać udziału w wojnie z Japonią, Rosjanie mogli. To zadecydowało. [...] Nie sądzę, aby Rosjanie zgodzili sie na Kartę Narodów Zjednoczonych, gdyby wszystko wyszło na jaw. Doprowadziłoby ich to do wściekłości..."
===

Bohater sfilmowanego potem przez Wajdę  "Pokolenia" Bohdana Czeszki :

Katyń to było wielkie zagranie tej kulawej małpy - Goebbelsa. Ale czy wiesz, co to jest dla nas Katyń? To jest sprawdzian. Każdego Polaka możesz zapytać, co sądzi o Katyniu, nie dekonspirując się przed nim. Człowieka w tramwaju możesz zapytać. Jeśli powie: "To zrobili Rosjanie" - odejdź, masz do czynienia z wrogiem lub idiotą, jeśli powie: "To robota
gestapo", pogadaj z nim, choćby nie był nam bliski, może zyskasz człowieka, jeśli nie dla Partii, to na pewno dla Frontu Narodowego.
===

Instrukcja V Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego z marca 1952 roku :

Osoby, którym udowodniono prowokacyjne szerzenie oszczerstw, kolportowanie broszur hitlerowskich i fałszowanych przez okupacyjne wladze niemieckie dokumentów "katyńskich" pisanie anonimowych napisów i haseł w miejscach publicznych,
wydawanie i kolportowanie ulotek, oraz organizatorów zbiorowego słuchania audycji katyńskich "Głosu Ameryki" itp. należy aresztować i pociągnąć do odpowiedzialnoci sądowej.
===
Źródło

Strony internetowe poświęcone zbrodni katyńskiej:

Muzeum Katyńskie

http://katyn.ipn.gov.pl/

http://www.katyn-pamietam.pl/

http://www.pamietamkatyn1940.pl/

http://katyncrime.pl/The,Katyn,Massacre,517.html

czwartek, 11 kwietnia 2013

Anna Jörgensdotter, Córki gór




„Od życia nie można wymagać, żeby było łatwe czy wygodne; to, jakby oczekiwać od krowy, żeby dawała tylko śmietankę albo żeby kura znosiła jajko na twardo.” (s. 64)

Literatura skandynawska święci w naszym kraju triumfy. Kryminały już od dawna znalazły swoich wiernych fanów, ale coraz śmielej sięgamy również po literaturę obyczajową autorstwa pisarzy z północy Europy. „Córki gór” to debiut Anny Jorgensdotter w naszym kraju i jej pierwsza książka dla dorosłego odbiorcy w ogóle. 

Akcja książki toczy się głównie w Sandviken, małym szwedzkim miasteczku i obejmuje lata 1938 – 58. Czytelnik poznaje rodzeństwo Steenów, piątkę wkraczających w dorosłość młodych ludzi bardzo różniących się od siebie. Edwin, pełen tajemnic wybierający samotniczy tryb życia w naznaczonej nieszczęściem chacie w górach; Karin, promienna dziewczyna szykująca się do wspólnego życia z Maxem, swoją radością życia i umiejętnością opowiadania bajek spajająca rodzinę; Sofia, utalentowana sportsmenka, najbliżej związana z Karin, u progu decyzji, z kim powinna związać swoje życie na dobre i na złe; Emilia, podejmująca pracę zawodową i Otto, marzący o podróżach i pracy w cyrku. Najważniejszą osobą, która jako jedyna potrafi rozbroić ojca, która łączy rodzinę i nadaje ton rodzeństwu wydaje się być Karin. Jej odejście ma wpływ na jej braci i siostry, unieszczęśliwia męża i osieroca nowo narodzoną córeczkę. Więź między braćmi i siostrami jakby się rozpada. Każde z nich podejmuje decyzje życiowe, które determinują ich los.

[Ludzie] Myślą, że śmierć jest najgorsza. Umrzeć. To takie niemądre. Umrzeć to przecież nic w porównaniu z tym, że trzeba żyć dalej.” (s. 133)

Co Was zwykle skłania do przeczytania konkretnej książki? Mnie się zdarza, choć nie jest to najważniejszy argument, że uwodzi mnie okładka książki. Tak też było w tym wypadku. Fotografia młodej dziewczyny, która siedząc na krześle delikatnie odwraca głowę i wyraźnie jest oderwana od lektury, bardzo mnie ujęła i pozytywnie nastroiła do przeczytania tej książki. Dodatkowymi argumentami było wiele pochwalnych opinii oraz ceniona przeze mnie „seria z miotłą”, w ramach której książka została wydana. Czy książka spełniła moje nadzieje?

Początek książki wciągnął mnie i mimo specyficznej narracji dość łatwo przyszło mi zanurzyć się w rytm tej opowieści wypełnionej opowieściami Karin, marzeniami, tęsknotami i tajemnicami rodzeństwa Steenów. Część środkowa koncentruje się przede wszystkim na życiu dwóch sióstr: Emilii podejmującej pracę w Fabryce Wyrobów Wełnianych oraz Sofii, która rozpoczyna życie małżeńskie z przystojnym Arvidem. Wszyscy przez kilka lat żyją w cieniu wojny, która omija co prawda Szwecję, ale jej okruchy docierają do nich wpływając na poczucie zagrożenia i niepewności. Kontakty Emilii w nowym miejscu pracy również wprowadzają niepokój z uwagi na aktywne środowisko komunistyczne propagujące swoje hasła oraz niejasną historię poprzedniczki Emilii na stanowisku sekretarki dyrektora fabryki. Obie siostry podejmują pewne decyzje lub ich nie podejmują (co też jest pewną decyzją) i tak się toczy ta opowieść, bez spektakularnych wydarzeń i – jak dla mnie - bez specjalnych emocji, a z narastającym znużeniem.

Akcja książki toczy się bowiem powoli i niespiesznie. O wielu wydarzeniach czy ich uwarunkowaniach się nie dowiemy, gdyż w opowieści jest wiele luk; dialogi są formułowane jakby w formie opowieści i trzeba się do tego stylu przyzwyczaić.

Książka ta nie jest łatwa w odbiorze i niestety nie sprawiła mi satysfakcji czytelniczej. Głównym problemem nie był dla mnie jednak sposób narracji, choć do najłatwiejszych on nie należy, ale mało ciekawi bohaterowie. Przyznam, że od momentu śmierci Karin książka wydała mi się dość nudnawa. Doczytałam ją do końca, gdyż rzadko mi się zdarza przerwanie lektury, a tliła się we mnie nikła nadzieja na jakieś olśnienie, które wpłynie na poprawę mojej niezbyt pochlebnej dotychczasowej oceny. Nic takiego się jednak nie zdarzyło, a ja nie umiałam się wzruszyć losem czwórki rodzeństwa spędzającej życie w małym przemysłowym szwedzkim miasteczku w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX w.

Była to niestety dość męcząca lektura i przykre rozczarowanie. Może byłoby ono mniejsze, gdybym nie miała wygórowanych oczekiwań sprowokowanych tyloma pozytywnymi opiniami.


Anna Jörgensdotter (ur. 1973) - szwedzka pisarka, publicystka i redaktorka, prowadzi warsztaty kreatywnego pisania. Autorka powieści, dramatów i zbiorów wierszy. Zadebiutowała w 2002 roku książką dla dzieci Pappa Pralin. "Córki gór" (2009), jej pierwsza powieść dla dorosłych, zostały wyróżnione prestiżową nagrodą literacką Ivara-Lo Johanssona.
 
Źródło zdjęcia


Autor: Anna Jorgensdotter
Tytuł oryginalny: Bergets dottrar
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria: seria z miotłą
Tłumacz: Alicja Rosenau
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 536


 

wtorek, 9 kwietnia 2013

Carol Drinkwater, Oliwkowe żniwa




„W przeszłości, na długo przed tym, nim zainteresowałam się drzewem oliwkowym, słyszałam pewną historię. Dlaczego drzewa oliwkowe mają rozwidlone dwa pnie, wyrastające z jednej podstawy? Opowieść głosi, jeśli dobrze pamiętam, że dwoje mitologicznych kochanków zostało rozdzielonych, rozłączonych. Ale nieważne, gdzie rzuciły ich losy, dusze wracały do drzewa oliwkowego w poszukiwaniu wzajemnego uścisku, i tak łączyli się ponownie, trwali razem na wieczność dzięki stałości jednego korzenia, jednej miłości. Byli połówkami tej samej duszy. Drzewo oliwkowe, jego sylwetka, to symbol ich miłości.” (strony 442-443) 

To już trzecia część oliwkowej serii autorstwa Carol Drinkwater i wbrew tytułowi nie dotyczy ona zbiorów oliwek na farmie Carol i Michela. Ten tom jest chyba najmroczniejszy z dotychczasowych na skutek kryzysu w związku naszych bohaterów. 

Trafiamy do znanej już nam prowansalskiej willi Appassionata mniej więcej dwanaście lat po jej kupnie przez autorkę i jej męża. Drzewa oliwkowe nie obrodziły, kłopoty finansowe wpędzają Michela w milczący i depresyjny nastrój, a algierski pomocnik pary właścicieli postanowił zbudować skład na narzędzia, który pozwoli na uporządkowanie garażu, ale wszystko wskazuje, że będzie to proces długotrwały, wymagający ścisłego nadzoru ze strony właścicieli, no i generujący koszty. Na domiar złego Carol i Michel uczestniczą w wypadku samochodowym, który choć wydaje się dość niegroźny w skutkach, pogłębia zły stan psychiczny Michela. 

Pod wpływem tych niesprzyjających okoliczności Michel wyjeżdża do Paryża zostawiając Carol samą na farmie, wspominając nawet o rozstaniu. Autorka, darząca swojego męża bezgraniczną miłością, przyjmuje z pokorą tę przymusową separację i stara się stawić czoła sytuacji. Razem z algierskim pomocnikiem gospodaruje na farmie mimo wielu trudności, z uwagi choćby na konieczność wykonywania szeregu prac fizycznych i opieki nad gospodarstwem zagrożonym przez wzmożoną i coraz bardziej niszczycielską aktywność dzików. 

Carol jednak nie poddaje się. Nawiązuje nowe kontakty w okolicy, które pomogą jej w utrzymaniu farmy w dobrym stanie. Mimo swojej niechęci do zabijania uczestniczy w polowaniu na dziki niejako przygotowując się do podjęcia drastycznych działań wobec tych zwierząt niszczących jej ziemię.

Starając się uciec myślami od nieciekawej sytuacji w jej związku uczestniczy również w cygańskim pokazie flamenco, poznaje inne, nieznane jej jeszcze zakątki Prowansji. Podejmuje też próby poznania języka i kultury prowansalskiej, która nieustannie ją zachwyca i napawa optymizmem i wiarą w lepszą przyszłość. Cały czas utrzymuje też kontakt z mężem, choć ich spotkania nie są częste. Michel, skoncentrowany na obronie swojej pozycji zawodowej i finansowej, sprawia wrażenie wyobcowanego i zamkniętego.

Choć daleka jestem od przeprowadzenia analizy związku Carol i Michela, nasuwa mi się pewne skojarzenie. Kiedyś zetknęłam się z opinią, że w każdym związku uczuciowym jedna strona jest „dawcą”, druga zaś „biorcą” i w ten sposób się uzupełniają. Miłość Carol do męża nie podlega dyskusji. To, jak o nim pisze w swoich książkach, jak o nim mówi w materiałach promujących cykl, fakt, że wszystkie książki są dedykowane jemu właśnie, świadczy o tym niezbicie. I to chyba ona jest wielkim „dawcą” uczuć w tym małżeństwie, a Michel powinien czuć się szczęściarzem, że trafił na taką kobietę. 

Styl pisania Carol Drinkwater bardzo mi odpowiada. Jest bardzo poetycki, czasem nadmiernie, ale to nie przeszkadza w odbiorze. Czasem autorka ma tendencję do zbytniego koncentrowania się na nieistotnych i nie mających wpływu na dalszy rozwój sytuacji, aspektach (na przykład czy czytelnik musi wiedzieć, jaką firmę kurierską autorka wybrała do wysyłki swojego scenariusza, o którym to napisała w książce zaledwie kilka zdań?). Niemniej jednak to też ma swój urok. 



Ten cykl to, jak już podkreślałam wcześniej, przede wszystkim książka autobiograficzna, ale jest to również pochwała Prowansji, jej dziedzictwa kulturowego, tradycji, mieszkańców. „Oliwkowe żniwa”, mimo swojego niezbyt radosnego tonu, zachęcają do walki o swoją miłość, szczęście i przyszłość tak, jak to robi Carol. To ona jest główną bohaterką tej książki, jak i cyklu, który - mam nadzieję - będę kontynuować.

Powiązane wpisy:

Carol Drinkwater, Oliwkowa farma

Carol Drinkwater, Sezon na oliwki


Autor: Carol Drinkwater
Tytuł oryginalny: The Olive Harvest
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tłumacz: Radosław Nowakowski
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 446


czwartek, 4 kwietnia 2013

David Gilmour, Klub filmowy






Każdy z nas był nastolatkiem. Wiadomo więc, że ten okres życia człowieka nie jest najłatwiejszy i dla nastolatka, i dla jego rodziców, którzy muszą odnaleźć się w nowej sytuacji, gdy z małego dziecka wyrasta młody człowiek z własnymi poglądami na życie, często odmiennymi od przekonań rodziców. 

David Gilmour, kanadyjski dziennikarz, opisuje w „Klubie filmowym” własne doświadczenia z prawie trzyletniego okresu życia pod jednym dachem z nastoletnim synem, który w wieku 16 lat zaczął mieć poważne problemy z przystosowaniem się do szkolnych wymogów. Matka Jessee’ego, rozwiedziona, lecz pozostająca w przyjaźni z Davidem, uznała, że w tak newralgicznym momencie, syn powinien mieszkać z ojcem. I tak się zaczyna ta historia, gdy ojciec początkowo próbuje zachęcić syna do pracy nad sobą i osiągania lepszych wyników w nauce. W pewnym momencie jednak zauważa, że racjonalne argumenty na rzecz nauki i troski o przyszłość, zupełnie nie mają wpływu na zachowanie syna i grozi to wybuchem, może nawet zerwaniem więzi między nimi. Dlatego ucieka się do niecodziennej propozycji. 

Pozwala Jesse’emu na niechodzenie do szkoły pod kilkoma warunkami, z których najważniejszy jest ten, że trzy razy w tygodniu będą oglądać razem filmy, które wybierze ojciec. Jessee zgadza się na tę propozycję, a czytelnik rozpoczyna niezwykłą podróż po klasykach filmowych, znanych i nieznanych, po filmach awangardowych, hitach, kitach, po filmach starszych i nowszych. Każdy z nich opowiada inną historię, operuje innymi środkami wyrazu. Wyboru dokonuje ojciec, który z jednej strony prezentuje swój pogląd na dany film, zwraca uwagę na jego cechy szczególne bądź niezwykłe, z drugiej zaś zachęca syna do wyrażania własnej opinii, niejednokrotnie odmiennej od zdania ojca i zaskakującej dla tego ostatniego. Wybór filmów jest bardzo eklektyczny. Niektóre z nich chętnie bym obejrzała niemal natychmiast, podczas gdy innym nie poświęciłabym chwili uwagi. :) 

Seanse filmowe, które zresztą są potraktowane dość skrótowo, są jednak tylko elementem tego – jak już wspomniałam – prawie trzyletniego okresu. David bowiem przeżywa trudne chwile w swoim życiu zawodowym, kiedy kolejne projekty zawodowe nie „wypalają”, co grozi bezrobociem, które może zniszczyć poczucie bezpieczeństwa materialnego jego i jego rodziny. Jesse również uczy się życia, a obejrzane filmy są okazją do szczerych dyskusji z ojcem o kobietach, miłości, wyborach, dojrzałości… Nastolatek szuka własnej drogi w życiu, ewidentnie czuje się zagubiony. Posunięcie ojca, choć niezmiernie ryzykowne, ostatecznie doprowadza do podjęcia przez syna w wieku 19 lat samodzielnej decyzji o swojej przyszłości. 

Muszę przyznać, że w miarę czytania tej książki miałam coraz większe wątpliwości, co do sposobu postępowania zaproponowanego przez autora książki. Początkowo lektura naprawdę mnie wciągnęła i była dla mnie na swój sposób odkrywcza, chociaż od początku zdawałam sobie sprawę z ryzykanctwa Davida. W pewnym jednak momencie cała ta historia przestała mi się podobać i myślę, że nie polecałabym podobnego rozwiązania żadnemu z rodziców, również sobie. Głównym powodem mojego rozczarowania był fakt, iż Jessee od początku umowy z ojcem nie dotrzymywał jednego z kluczowych warunków, co okazuje się poniewczasie. Mimo odkrycia przez ojca tego złamania przez syna swoistej umowy między nimi, nie spotykają go żadne konsekwencje, choćby symboliczne i to jest moim zdaniem nie w porządku; ten właśnie fakt wpłynął na mój pesymizm, co do pozytywnych efektów takiego wprowadzania nastolatka w dorosłe życie. 

Nie zdradzę tajemnicy jeśli powiem, że opisany w książce eksperyment zakończył się pozytywnie, ale moim zdaniem postępowanie ojca zaprezentowane przez autora jest obarczone zbyt dużym ryzykiem, aby go polecać innym rodzicom. Niemniej jednak warto tę książkę przeczytać nie tylko z uwagi na historię niezwykłego układu ojca z synem, lecz również z uwagi na listę filmów, o których jest mowa w książce, a które mogą stanowić inspirację do ich odkrycia (jeśli ich nie znamy) lub ponownego obejrzenia (jeśli dany tytuł oglądaliśmy zbyt dawno temu). Tytuły wszystkich filmów oglądanych przez obu panów zostały umieszczone na końcu książki i jest to bardzo dobry pomysł autora i wydawcy*. 


David Gilmour (ur. 1949) - kanadyjski pisarz i dziennikarz telewizyjny. W 1997 r. odszedł z telewizji i skupił się na pisaniu. W 2005 r. zdobył Governor General's Awards. "Klub filmowy" został przetłumaczony na 25 języków. 

Źródło zdjęcia




Autor: David Gilmour
Tytuł oryginalny: The film club
Wydawnictwo: Dobra Literatura
Seria: Bliżej siebie
Tłumacz: Emilia Skowrońska
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 232



*Lista filmów

Aguirre, gniew boży
Amerykańskie graffiti
Annie Hall
Bez przebaczenia
Beztroskie lata w Ridgemont High
Blue Velvet
Brudny Harry
Bullitt
Butch Cassidy I Sundance Kid
Casablanca 
Chinatown 
Chungking Express 
Co z oczu, to z serca 
Czas Apokalipsy 
Człowiek z blizną 
Czterysta batów 
Deszczowa piosenka 
Doktor No 

Dorwać małego
Dreszcze (Shivers)
Dziecko Rosemary
Egzorcysta
Francuski łącznik
Full Metal Jacket
Glengarry Glen Ross
Glina (Un flic)
Hannah I jej siostry
Hombre
Inna kobieta (Another woman)
Ishtar
Jackie Brown
Jungle Fever
Klute
Kobieta-diabeł (Onibaba)
Kradzież na South Street
Kto się boi Virginii Woolf?
Leon zawodowiec
Liberator
Lolita
Lśnienie
Manhattan 
Mieć i nie mieć 
Mr. Majestyk 
Na nabrzeżach 
Nagi instynkt 
Nikita 
Noc iguany 
Noc myśliwego 
Noc po ciężkim dniu 
Obcy – ósmy pasażer Nostromo 
Obfitość (Plenty) 
Obywatel Kane 
Ojciec chrzestny 
Ojciec chrzestny II 
Ojczym 
Olbrzym 
Osławiona 
Ostatnie tango w Paryżu 
Ostatnie zadanie (The Last Detail) 
Ostra rozrywka (52 Pick-up) 
Plan dziewięć z kosmosu 
Pojedynek na szosie 
Policjanci z Miami 
Poszukiwacze 
Pół żartem, pół serio 
Północ – północny zachód 
Prawdziwy romans 
Pretty Woman 
Przyjaciele Eddiego 
Psychoza 
Ptaki 
Pulp Fiction 
Quiz Show 
Ran 
RoBoCop 
Rocky III 
Rzymskie wakacje 
Sexy Beast 
Showgirls 
Siła magnum 
Skanerzy 
Słodkie życie 
Sok z żuka 
Sprawy wewnętrzne 
Stick 
Strefa śmierci 
Szczęki 
Szmery w sercu 
Śniadanie u Tiffany’ego 
Teksańska masakra piłą mechaniczną 
The Late Show 
To wspaniałe życie 
Tootsie 
Tramwaj zwany pożądaniem 
Trzeci człowiek 
Ukochana mamusia 
Ulice nędzy 
Volcano: An inquiry into the Life and Death of Malcolm Lowry 
W 80 dni dookoła świata 
W mroku nocy 
W samo południe 
Waltonowie 
Wania na 42 ulicy 
Wielki sen 
Wspomnienia z gwiezdnego pyłu 
Wściekłe psy 
Za garść dolarów 
Zbrodnie i wykroczenia 
Złodziej 
Złodzieje rowerów 
Życie Carlita


środa, 3 kwietnia 2013

3 kwietnia 1940 r....






Jacek Kaczmarski

"Ballada katyńska" 
 
"Ciśnie się do światła niby warstwy skóry
Tłok patrzących twarzy spod ruszonej darni.
Spoglądają jedna zza drugiej - do góry -
Ale nie ma ruin. To nie gród wymarły.

Raz odkryte - krzyczą zatęchłymi usty,
Lecą sobie przez ręce wypróchniał w środku
W rów, co nigdy więcej nie będzie już pusty -
Ale nie ma krzyży. To nie groby przodków.

Sprzączki i guziki z orzełkiem ze rdzy,
Po miskach czerepów - robaków gonitwy,
Zgniłe zdjęcia, pamiątki, mapy miast i wsi -
Ale nie ma broni. To nie pole bitwy.


Może wszyscy byli na to samo chorzy?
Te same nad karkiem okrągłe urazy
Przez które do ziemi dar odpłynął boży -
Ale nie ma znaków, że to grób zarazy.

Jeszcze rosną drzewa, które to widziały,
Jeszcze ziemia pamięta kształt buta, smak krwi.
Niebo zna język, w którym komendy padały,
Nim padły wystrzały, którymi wciąż brzmi.

Ale to świadkowie żywi - więc stronniczy.
Zresztą, by ich słuchać - trzeba wejść do zony.
Na milczenie tych świadków może pan ich liczyć -
Pan powietrza i ziemi i drzew uwięzionych.


Oto świat bez śmierci. Świat śmierci bez mordu,
Świat mordu bez rozkazu, rozkazu bez głosu.
Świat głosu bez ciała i ciała bez Boga,
Świat Boga bez imienia, imienia - bez losu.

Jest tylko jedna taka świata strona,
Gdzie coś, co nie istnieje - wciąż o pomstę woła.
Gdzie już śmiechem nawet mogiła nie czczona,
Dół nieominięty - dla orła sokoła...

"O pewnym brzasku w katyńskim lasku
Strzelali do nas Sowieci..."




3 kwietnia 1940 roku NKWD rozstrzelała pierwszą grupę polskich oficerów w Katyniu...
 
Zbrodnia katyńska pochłonęła 22 tysiące Polaków, w tym 15 tysięcy oficerów Wojska Polskiego.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Światowy Dzień Książki dla Dzieci


Źródło zdjęcia


Niewiele brakowało, a zapomniałabym, że 2 kwietnia to Światowy Dzień Książki dla Dzieci ustanowiony w 1967 r. przez Międzynarodową Izbę ds. Książek dla Młodych Ludzi (IBBY). Datę tę wybrano, gdyż jest to dzień urodzin Andersena. Co roku inny kraj jest gospodarzem tego dnia, projektując i rozsyłając plakat z mottem.

W tym roku plakat z mottem zaprojektowany został w Stanach Zjednoczonych, jego autorem jest Ashley Bryan, a autorką motta „Bookjoy Around the World..." - Pat Mora.
 
Ashley Bryan, amerykański artysta, pochodzi z Karaibów, a wychował się w zróżnicowanej etnicznie dzielnicy Bronx. Jest jednym z najbardziej cenionych ilustratorów w USA, został nominowany przez amerykańską sekcję IBBY do nagrody Hansa Christiana Andersena oraz został uhonorowany prestiżowymi nagrodami takimi jak Laura Ingalls Wilder Award, Regina Medal oraz Coretta Scott King-Virginia Hamilton Award. W roku 2008 otrzymał tytuł Lwa Nowojorskiej Biblioteki Publicznej („New York City Library Lion”) za „najwyższe osiągnięcia w swojej dziedzinie sztuki”.

Pat Mora, poetka i autorka przesłania Międzynarodowego Dnia Książki Dziecięcej w roku 2013, pochodzi z w El Paso w Teksasie, napisała ponad 40 nagrodzonych książek dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Wychowana w dwujęzycznej rodzinie Pat Mora, była nauczycielka, zainicjowała akcję na rzecz piśmienności El día de los niños, El día de los libros/Children’s Day, Book Day (Día), obecnie realizowaną przez Amerykańskie Stowarzyszenie Bibliotekarskie. Za swe książki Pat Mora otrzymała wiele nagród takich jak Pura Belpré Award, Américas Award, Golden Kite Award, Tomás Rivera Mexican American Children’s Award. (źródło)


Muszę przyznać, że wybór książek dla dzieci jest obecnie ogromny. Ciągle poznaję - również dzięki blogom - nowe, inspirujące tytuły. Ostatnim odkryciem mojego synka jest seria o przygodach Pana Brumma autorstwa Davida Nappa. Mam nadzieję, że wspólnie będziemy dokonywać kolejnych odkryć książkowych. A wspólną lekturę zaczynaliśmy bardzo wcześnie :)
  

Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...