Elizabeth Gaskell należy do grona szacownych klasyków literatury angielskiej XIX wieku, jednakże - jak dotąd - nie przeżyła swoistego „renesansu” w czasach nam współczesnych, czego przykładem może być twórczość Jane Austen i Henry Jamesa. W Polsce jest ona niemal kompletnie nieznana. Chociaż znałam jej nazwisko, to zetknęłam się z jej twórczością dopiero poprzez miniserial BBC „Północ południe”, a teraz w moje ręce wpadła chyba jej najsłynniejsza książka „Panie z Cranford” wydana w naszym kraju w 1970 r. (sic!). Miejmy nadzieję, że książka ta – na fali popularności kolejnego serialu BBC – wkrótce zostanie ponownie wydana, tak jak zdarzyło się to z powieścią „Północ i południe”, która niedawno miała swoją premierę wydawniczą.
„Panie z Cranford” trudno określić jako tradycyjną powieść. To raczej seria obrazków, scen rodzajowych, w których przewija się wiele wątków i tych współczesnych bohaterom, i tych sięgających w przeszłość.
Akcja toczy się w fikcyjnym Cranford, które w większości zamieszkują panie w średnim wieku o zróżnicowanej sytuacji materialnej, ale podtrzymujące zwyczaje i tradycje wyższego towarzystwa. Uderzająca jest nieobecność mężczyzn oprócz kilku zaledwie postaci, najczęściej zupełnie pobocznych. Poniżej kilka cytatów obrazujących specyfikę Cranford i jego mieszkanek:
„A więc przede wszystkim Cranford jest we władaniu Amazonek; kobiety rządzą we wszystkich domach o nieco wyższym czynszu.” (s. 5)
„Oszczędność z elegancją”! Jak łatwo wpaść znowu w ton Cranford! Tam oszczędzanie było zawsze eleganckie, a wydawanie pieniędzy zawsze „wulgarną ostentacją”. Ta filozofia kwaśnych winogron sprawiała, że byłyśmy spokojne i zadowolone.” (s. 9).
„Stroje pań cechuje całkowita niezależność od mody. Powiadają: „Cóż to ma za znaczenie, jak się ubieramy tutaj, gdzie każdy nas zna?” A kiedy wyjeżdżają z domu, ich rozumowanie jest równie logiczne: „Cóż to ma za znaczenie, jak się ubierzemy tam, gdzie nas nikt nie zna?” Suknie ich są, na ogół biorąc, z materiałów dobrych, choć niepięknych, ale zaręczam, ostatni rękaw wydęty jak udziec barani, ostatnią obcisłą i skąpą spódnicę, noszona w Anglii, oglądano właśnie w Cranford i spoglądano na nią bez uśmieszków.”(s.6)
Poniżej, przykładowe stroje z epoki wczesnowiktoriańskiej, które mogły nosić panie z Cranford, choć nie wykluczam, że to zbyt eleganckie fasony :)
![]() |
Narratorką jest Mary Smith goszcząca w Cranford często, ale nie mieszkająca tam na stałe. Jej nazwisko poznajemy zresztą mniej więcej w połowie książki. To ona opowiada nam o historiach z Cranford, przyzwyczajeniach i tradycjach, które mogą u nas budzić uśmiech, wzruszenie ramion lub współczucie. Bo nie wszystkie historie są lekkie i żartobliwe. Zdarzają się też opowieści trudniejsze. Jest tam między innymi odtrącona w przeszłości miłość będąca jednocześnie szansą na ułożenie sobie życia u boku mężczyzny, który choć nie dorównywał wybrance urodzeniem, jednak mógł zapewnić rodzinie godziwy byt. Znajdziemy również historię konfliktu, która rozdzieliła rodzinę i w sensie fizycznym, i psychicznym. Ale oprócz tego nie znajdzie się chyba osoba, która nie roześmiałaby się czytając o perypetiach kota i połkniętej przez niego koronki :)
Głównymi postaciami są dwie siostry, niezamężne córki pastora, Debora i Matylda (zwana Mattie) Jenkins. Debora jest zasadnicza i przeświadczona o swojej racji, Mattie zaś jest zdominowana przez starszą siostrę, nieśmiała, dość naiwna i niepewna swoich sądów. Pozostałe panie nadające ton cranfordzkiej codzienności to choćby plotkarska panna Pole czy też snobistyczna pani Jamieson. Ich wybory życiowe są w dużej mierze podyktowane i uwarunkowane tradycjami, które obowiązywały w czasach ich młodości, a tymczasem w latach 40-tych XIX wieku świat się zmienia, i to bardzo. Świat Cranford to świat schyłkowy, świat, który nie ma szans przetrwać. Rewolucja przemysłowa wywraca tradycyjny porządek rzeczy. Symbolem tego powiewu nowej ery jest między innymi wątek biednej jak mysz kościelna lady Glenmire i wyboru przez nią małżonka poniżej swojej klasy, co oburza wiele pań. Ta właśnie opowieść symbolizuje zmianę, która właśnie zachodzi. To zmiana, która wprowadzi pieniądz i handel do wyższego towarzystwa. To wtedy zaczęła się sprawdzać zasada, że wielkie pieniądze nie zawsze idą w parze z właściwym rodowodem, a ten z kolei nie zawsze gwarantuje wysoki dochód :)
Możemy traktować "Panie z Cranford" jak żartobliwą opowiastkę lub ramotkę sprzed 150 lat, ale ta książka ma w sobie urok. Co więcej, pokazuje nam też, co znaczą honor i przyjaźń. Kto zyskał przyjaźń pań z Cranford, ten ma szczęście. Siła tej przyjaźni objawia się w najtrudniejszym momencie życia jednej z bohaterek, a wszyscy uczestnicy tej sytuacji potrafią zachować godność, lojalność i dyskrecję.
Czytelników, którzy oczekują wartkiej akcji, romansu, gwałtownych zwrotów akcji, ta książka nie usatysfakcjonuje. Mimo tych „braków”, postaci stworzone przez Elizabeth Gaskell żyją i mierzą się z realnymi problemami tamtych czasów. Narracja w formie gawędy nie przeszkadza w odczytaniu z kart powieści prawdy o tamtych czasach i ludziach. Polecam.
Elizabeth Cleghorn Gaskell (1810-1865) angielska pisarka, autorka powieści będącej portretem życia różnych warstw społecznych. Większość dzieciństwa spędziła pod opieką ciotki w miejscowości Knutsford w hrabstwie Cheshire, która była pierwowzorem Cranford. W 1832 r. poślubiła Williama Gaskella, pastora kaplicy unitariańskiej w Manchesterze. Jej najsłynniejsze powieści to: Mary Barton (1848), Panie z Cranford (1851-53), Pólnoc i Południe (1854-55), Żony i córki (1865). Ponadto, Gaskell była autorką pierwszej biografii Charlotte Brontë, z którą za życia się przyjaźniła. Ciekawy blog poświęcony twórczości Elizabeth Gaskell znajdziecie tu.
Moja ocena: 5 / 6
Autor: Elizabeth Gaskell
Tytuł oryginalny: Cranford
Wydawnictwo: Czytelnik
Tłumacz: Aldona Szpakowska
Rok wydania: 1970
Liczba stron: 240
Jaki masz śliczny szablon - to moja pierwsza reakcja I cieszę się z w bloggsferze spotykam wielbicielkę Gaskell tą książkę mam akurat przed sobą, ale serial Cranford kocham!
OdpowiedzUsuńDzięki za miłe słowa :)
OdpowiedzUsuńTo akurat moja pierwsza książka pani Gaskell, ale pewnie nie ostatnia :)Serial "Cranford" oglądam już od pewnego czasu na dvd i nie wykluczam, że napiszę parę słów o obu częściach, jak już obejrzę wszystkie odcinki. Pozdrawiam!
Witaj :)
OdpowiedzUsuńLubię takie książki - ramotki, jak je określiłaś :). Których akcja nie skacze, nie szaleje, ale spokojnie jak rzeka płynie - z klasą i urokiem :). Ponadto uwielbiam odświeżać klasykę i te późniejsze - już niestety zapomniane. Chociaż epoka wiktoriańska to nie jest mój ulubiony okres (Jane Austen jakoś nie przypadła mi do gustu) to może spróbuję w wolnej chwili :)
Pozdrawiam!
P.S Napisałam krótką odpowiedź u siebie :)
Elino, ja takze bardzo lubię klasykę :) Jane Austen akurat bardzo lubię, ale twórczość innych angielskich pisarek z XIX wieku również :) Jeśli nie znajdziesz "Pań z Cranford" w wydaniu książkowym, polecam serial "Cranford". Naprawdę warto. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńJa wciąż liczę na ów "renesans" twórczości Elizabeth Gaskell! Sama dopiero teraz ją odkrywam. Jestem w trakcie kojącej lektury książki "Żony i córki". "Północ i południe" już czeka w kolejce, a jeżeli chodzi o "Panie z Cranford" mam już film, ale wciąż wstrzymuję się z oglądaniem, gdyż liczę na to, że zdobędę wcześniej książkę. Natomiast na podanej przez Ciebie stronie znalazłam informację o innych powieściach tej autorki! Myślę, że nie tylko ja z niecierpliwością wyczekuję pojawienia się tych tytułów u nas! Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńA ja poznaję twórczość pani Gaskell głównie dzięki serialom :) Muszę to nadrobić i przeczytać książki, o których wspominasz.
OdpowiedzUsuńSerial "Cranford", który miałam okazję porównac z książką, jest rzadkim przykładem, gdy dzieło filmowe jest lepsze od książki (w mojej opinii oczywiście:) Pozdrawiam!
Wydaje się interesującą lekturą. Tak ciekawie ją przedstawiłaś. Bardzo mnie zaintrygowałaś ;)
OdpowiedzUsuńMiałam okazję czytać stareńkie wydanie z 1970 r., a załkiem niedawno ukazało się nowe wydanie tej książki (Świat Książki) w nowym tłumaczeniu. Cieszę się, że ta książka - podobnie jak inne książki pani Gaskell - trafiają w ręce współczesnego czytelnika, gdyż są tego warte. Ponadto, to nowe wydanie ma bardzo urokliwą okładkę. :)
UsuńUwielbiam angielskie klasyki. "Panie z Cranford" mimo to, średnio przypadly mi do gustu. Twoja recenzja jest za to bardzo ciekawa i rzeczywiście dotarłas do esencji tej powieści. Niesamowicie podobała mi się inna książka Gaskell "Północ i Południe". Mini serial BBC też już oglądałam dwa razy i chętnie obejrzę ponownie.
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa :) "Panie z Cranford" nieco mnie zaskoczyły swoim "niepowieściowym" charakterem, ale szybko wsiąkłam w tę atmosferę. Serial jest za to świetny. Parę dni temu udało mi się obejrzeć jego drugą część i może nawet uda mi się coś napisać na jego temat.
Usuń"Północ i południe" oraz "Żony i córki" czekają na wolniejszą chwilę, ale oglądałam oba seriale i wiem, że nie powinnam się rozczarować. Te wiktoriańskie powieści mają w sobie to "coś"! :)
Właśnie skończyłam czytać Panie z Cranford, które były pierwszą powieścią Elizabeth Gaskell, po którę sięgnęłam ;)
OdpowiedzUsuńKsiążka wywołuje tyle różnych emocji, że zawarcie tego wszystkiego na 200 stronach wydaje się niemożliwe. A wątek z krową powalił mnie na kolana!
Zgadzam się z opinią, że wiktoriańskie powieści mają w sobie to "coś" i za nic w świecie nie zamieniłabym miłości do Jane Austen i jej podobnych na nic innego :)
Zapraszam na świeżą recenzję Pań z Cranford na moim (dopiero kiełkującym) www.filolog-niedoskonaly.blogspot.com