![]() |
Andrzej Stasiuk (ur. 1960), polski prozaik, dramaturg, poeta Żródło zdjęcia |
Andrzej Stasiuk, "Fado"
Wydawnictwo Czarne, 2006
![]() |
Delta Dunaju Źródło zdjęcia |
"To jest właśnie Rumunia. Kraina z tysiąca i jednej nocy. Nic tu nie jest oczywiste i wszystko może okazać się czymś innym. Ten kraj, tak dumny ze swojej przeszłości, wciąż coś udaje. Kiedyś byłem w delcie Dunaju. To jest zupełny koniec świata, wszystkim rządzi natura, latem kraina przypomina jakąś europejską Afrykę, bagienny tropik, gdzie wszystko zbudowane jest z gliny i trzciny, wszystko jest archaiczne, pierwotne, w powietrzu szybują pelikany, a w mule czają się stuletnie sumy wielkie jak rekiny. Nie ma żadnych dróg. Wszędzie dociera się łodzią. No i któregoś lata ironiczny los rzucił mnie do hotelu wybudowanego wśród trzęsawisk. Łódź przybiła do brzegu i w sercu tej przedwiecznej krainy pojawiła się hostessa w minispódniczce i na wysokich obcasach. Obcasy grzęzły w błocie, ale ona dzielnie szła na spotkanie gości. Przed sobą niosła tacę z powitalnym alkoholem. W wytwornych frymuśnych kieliszkach była cujka, prosta chłopska śliwowica, którą pędzi się w co drugim wiejskim domu. Ale w każdym naczyniu pływała zielona oliwka.
To jest Rumunia. Kraj, który zdaje się zdziwiony własnym istnieniem. Szosami jadą najnowsze modele mercedesów i range roverów, a poboczami idą stare kobiety i niosą kosze na szelkach niczym plecaki, a na ramionach drewniane grabie i widły, których forma nie zmieniła się od setek lat. I range rovery, i widły są absolutnie realne, ponieważ rumuński czas jest tak subtelnie skonstruowany, że pojęcie anachronizmu nie ma tutaj zastosowania." (strony 42-43)
![]() |
Pogradec, Albania, nad Jeziorem Ochrydzkim Źródło zdjęcia |
"W Thanes przeszliśmy granicę na piechotę. Po albańskiej stronie na betonowym placu stały dwa stare mercedesy. Kurs do Pogradeca miał kosztować piętnaście euro, ale stanęło na dwunastu. Jechaliśmy wzdłuż Jeziora Ochrydzkiego. Na drugim brzegu leżała Macedonia. Było gorąco. Na zrujnowanej stacji kolejowej stał samotny wagon osobowy. Nie miał szyb i był rudy od rdzy. Kierowca milczał. Z radia dobiegał kobiecy głos. Gdy wjeżdżaliśmy do miasta, raptem pojąłem, że ten śpiew to portugalskie fado. Są takie zbiegi okoliczności, które przypominają wyrafinowany plan.
Melancholia muzyki i melancholia miasta splotły się ze sobą i moja pamięć już nigdy nie uwolni się od tego obrazu: niewysokie szare domy, uliczny chaos, bezchmurne niebo, błękitna mgła nad wodami jeziora i niski, pełen napiętego smutku głos śpiewaczki. Pomyślałem sobie wtedy, że Portugalia jest w pewnym sensie podobna do Albanii. Tak samo leży na skraju lądu, na skraju kontynentu i na końcu świata. Oba kraje wiodą swoje nieco nierealne żywoty poza głównym nurtem dziejów i zdarzeń. Portugalia może co najwyżej śnić o minionej sławie, tak jak Albania może tęsknić za spełnieniem." (strony 49-50)
![]() |
Góry Fogaraskie, Karpaty Południowe Żródło zdjęcia |
"W Karpatach odległa przestrzeń splata się z bardzo starym czasem. Słowaccy, polscy, ukraińscy i rumuńscy pasterze owiec niewiele zmienili się od stuleci. W ich wysokogórskich szałasach od wieków wyrabia się ser za pomocą tych samych archaicznych metod i tych samych prymitywnych narzędzi. Z wynalazków nowoczesnej cywilizacji dotarły tutaj elektryczna latarka na baterie, małe tranzystorowe radio na baterię i gumowe buty. Reszta się nie zmienia, ponieważ nie ma takiej potrzeby. Poza tym na przestrzeni około tysiąca kilometrów same szałasy i sami pasterze też się nie zmieniają. W Polsce, na Ukrainie i w Rumunii ich dzień, praca, rozkład zajęć niewiele się różnią. Nawet pachną tak samo: dymem z ogniska, owczym nawozem i serem. Zdarzało mi się wąchać i polskich, i ukraińskich, i rumuńskich, więc wiem, co mówię. Przejeżdżałem tysiąc kilometrów i odnajdywałem ludzki zapach identyczny z tym, który mogłem poczuć kilometr od domu.
Karpaty należą do czterech czy nawet pięciu krajów, ale zarazem nie należą do nikogo. Żyją własnym archaicznym życiem. W naszym świecie jest coraz mniej starych rzeczy i miejsc. Niedługo stracimy pamięć o tym, skąd się wzięliśmy, i za nic w świecie nie uwierzymy, że nasze ciała, wcale nie tak dawno, wydzielały taką samą woń jak ciała rumuńskich pasterzy." (strony 64-65)
Nic jeszcze Stasiuka nie czytałam. Ale po "niedzieli z...", w tvp Kultura mam wielką ochotę na jego prozę.
OdpowiedzUsuńPolecam. Ja czytałam tylko dwie jego książki, ale na tym nie poprzestanę. :)
UsuńNie znam Stasiuka, bo przeczytanie "Jadąc do Babadag" to za mało, by dokonywać uogólnienia. Wydaje się jednak, iż obszary po których porusza się literacko są interesujące.
OdpowiedzUsuń"Fado" mogę polecić z czystym sumieniem. :)
UsuńAkurat "Fado" przeczytałam, a przede mną "Jak zostałem pisarzem". Ciekawa postać autora:)
OdpowiedzUsuńO tej drugiej książce nie czytałam. Muszę się rozejrzeć. Nawiasem mówiąc, Andrzej Stasiuk mieszka chyba gdzieś w Twoich okolicach. :)
UsuńWiem, wiem. Nawet w ostatniej podróży, gdy jechałam do Żarnowca, zamarzyło mi się, że zapukam i będę mieć kolejną notkę do "Literackiej mapy Polski". No niestety, akurat wyjechał na spotkania autorskie do Katowic.
UsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń