środa, 10 lipca 2013

Marcel Proust (10.07.1871 - 18.11.1922) - muzyka opisana słowami


Marcel Proust (10 lipca 1871 - 18 listopada 1922)
Źródło zdjęcia


"Koncert zaczął się; nie znałem tego, co grano, znalazłem się w obcej krainie. Gdzie ją umieścić? W dziele jakiego autora się znalazłem? Byłbym rad wiedzieć, a nie mając obok siebie nikogo, kogo bym mógł spytać, byłbym chciał być osobistością z owych "Tysiąca i jednej nocy", które odczytywałem bez ustanku, gdzie w chwilach niepewności zjawia się nagle geniusz lub czarująca dziewczyna niewidzialna dla innych, ale nie dla zakłopotanego bohatera, któremu objawia się ściśle to, co pragnął wiedzieć. Otóż w tej właśnie chwili nawiedziło mnie takie czarodziejskie zjawisko. Jak w okolicy na pozór nieznanej, a którą w istocie oglądamy z nowej strony i, minąwszy zakręt, wchodzimy nagle na inną drogę, gdzie każdy zakątek jest nam poufały (tylko żeśmy nie nawykli przybywać tam od tej strony), powiadamy sobie nagle: "Ależ to ścieżka do furtki moich przyjaciół X; jestem o dwie minuty od nich", i w istocie zjawia się ich córka i wita się, mijając nas, tak ja nagle, wśród tej nowej dla mnie muzyki, odnalazłem się w pełni sonaty Vinteuila; jej lekka fraza, bardziej czarodziejska niż młoda dziewczyna, w srebrzystej szacie, ociekająca dźwiękami lśniącymi, lekkimi i miękkimi na kształt gazy, podeszła, łatwa do poznania w tym nowym stroju. Radość moją, żem ją odnalazł, wzmagał akcent tak przyjacielski, tak znany, który przybierała, zwracając się do mnie, tak przekonywający, tak prosty, mimo iż rozświetlony jej promienną pięknością. Tym razem zresztą przeznaczeniem jej było tylko pokazać mi drogę; nie drogę sonaty, bo to było niewydane dzieło Vinteuila, w którym jedynie przez aluzję podkreśloną w tym miejscu komentarzem programu (...) muzyk jakby dla zabawy wprowadził na chwilę frazę z sonaty. Zaledwie przywołana w ten sposób, znikła; po czym znalazłem się znów w nieznanym świecie, ale wiedziałem teraz - i wszystko mi już wciąż o tym przypominało - że to jest jeden ze światów, o których stworzenie nawet nie podejrzewałem Vinteuila; kiedy bowiem zmęczony sonatą będącą dla mnie wszechświatem już wyczerpanym, próbowałem sobie wyobrazić inne, równie piękne, lecz odmienne, czyniłem jedynie tak jak owi poeci, którzy zapełniają swój rzekomy raj łąkami, kwiatami, rzekami, dublującymi łąki, kwiaty i rzeki ziemi. (...) Podczas gdy sonata ukazywała mi liliowy i sielski świt, rozszczepiając swoją ulotną czystość, aby zawisnąć na lekkiej, a przecież silnej tkaninie wiciokrzewów i białych geranii, nowy utwór rozpościerał się na powierzchni gładkiej i równej jak powierzchnia morza w burzliwy poranek już zarumieniony purpurą, pośród cierpkiego milczenia, w bezkresnej pustce; i ten nieznany wszechświat wyłaniał się z ciszy i z ciemności w różanym blasku jutrzenki, , wznosząc się stopniowo przede mną. Ta czerwień tak nowa, tak nieobecna w tkliwej, sielskiej i czystej sonacie, barwiła całe niebo - niby jutrzenka - tajemniczą nadzieją. I już przeszywał powietrze śpiew, pełna gama tonów, śpiew nieznany, najróżniejszy od wszystkiego, co bym zdołał kiedy wyroić, niewysłowiony i krzykliwy zarazem, już nie - jak w sonacie - podobny do gruchania gołębi, ale rozdzierający powietrze, równie żywy jak szkarłatny odcień, w którym tonął początek, coś niby mistyczne pianie koguta, niewymowne, ale ostre wołanie wiekuistego poranka. Atmosfera zimna, spłukana deszczem, elektryczna - o tak odmiennym charakterze, o całkiem innych ciśnieniach, w świecie tak odległym od dziewiczego i pełnego roślin świata sonaty - zmieniała się co chwila, zacierając purpurową obietnicę Jutrzenki. O południu wszelako, w palącym i przelotnym blasku zdawała się ona spełniać w ciężkim, wiejskim, niemal sielskim szczęściu, gdzie kołysanie się hucznych i rozpętanych dzwonów (podobnych tym, które rozpalały żarem plac kościelny w Combray i które Vinteuil, słyszący je z pewnością często, odnalazł może w owej chwili w pamięci, niby farbę pomieszczoną własną ręką na palecie) wyrażało jak gdyby materialnie najgrubszą radość. Prawdę mówiąc, z estetycznego punktu widzenia ten radosny motyw nie podobał mi się; wydał mi się prawie brzydki, rytm jego wlókł się tak leniwo po ziemi, że można by go naśladować niemal wiernie jedynie samym hałasem, uderzając w pewien sposób pałeczkami o stół. Zdawało mi się, że Vinteuilowi zbrakło tu natchnienia, a tym samym i mojej uwadze zabrakło trochę wytrwania. (...)
 
 
Ale rychło, gdy tryumfalny motyw dzwonów wypędziły, rozprószyły inne, ogarnęła mnie znów ta muzyka; zdałem sobie sprawę, że jeżeli w tym septecie różne elementy wyłaniają się kolejno, to po to, aby się stopić w końcu. I sonata Vinteuila, i - jak się dowiedziałem później - wszystkie inne jego utwory były wobec tego septetu jedynie nieśmiałymi, uroczymi, ale wątłymi szkicami wobec wspaniałego i pełnego arcydzieła objawiającego mi się w tej chwili. Mimo woli przez porównanie przypominałem sobie również, żem myślał niegdyś o innych światach, jakie mógł był stworzyć Vinteuil, jako o światach tak kompletnie zamkniętych jak każda z moich miłości. (...)

Symfoniczna muzyka Vinteuila, znana już z fortepianu, a słyszana na orkiestrę, była jak promień letniego dnia, który pryzmat okna rozkłada, zanim go wpuści do mrocznej jadalni; odsłaniała, niby niepodejrzewany i wielobarwny skarb, wszystkie klejnoty "Tysiąca i jednej nocy". Ale jak porównać z tym nieruchomym blaskiem światła coś, co było życiem, wiekuistym i szczęśliwym ruchem? "


Marcel Proust
W poszukiwaniu straconego czasu, t. 5 Uwięziona
tłum. Tadeusz Żeleński (Boy)
Prószyński i S-ka, 2000


Scenę koncertu opisanego powyżej z filmu "Czas odnaleziony" w reżyserii Raoula Ruiza (1999) znajdziecie tu.


5 komentarzy:

  1. Lubię fragmenty książek opisujące muzykę, jest coś strasznie rozbrajającego w tej próbie odmalowania słowami czegoś, co się w ramie słów nie daje zamknąć, czego czytelnik i tak do końca nie zrozumie (chyba, że dane było mu kiedyś słyszeć ten utwór, ale dochodzi przecież jeszcze wykonanie, okoliczności, emocje towarzyszące temu odtworzeniu, które mogą wszystko zmienić). Z założenia powinny to być próby skazane na porażkę, ale mimo to mają często dużo wdzięku. Przypominają mi się te czeskie muzyczne podejścia - Hrabala w „Rozwalonym bębnie” i „Skarbach świata całego” i Škvoreckiego w „Saksofonie basowym”. Gorączkowe, rozbuchane, hipnotyzujące.

    A Proust oczywiście na najwyższym poziomie. Ta jego zdolność do odmalowywania uczuć przy pomocy niedbałych, a tak uroczych obrazów z zasobów codzienności, te promienie letniego dnia... Z tym złocistym światłem popołudnia przede wszystkim mi się kojarzy, podobnie jak Schulz:) Wielki, wielki człowiek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak opisała to Anna Iwaszkiewiczowa w eseju o sztuce Prousta, którego fragmenty zamieściłam dziś wieczorem, uważam, że opisać sztukę, a zwłaszcza muzykę jest prawie niemożliwe. A Proust opisał nieistniejący utwór muzyczny, nieistniejące obrazy, katedrę, choć może źle się wyraziłam, one istniały w jego wyobraźnie, ale tak to napisał, że my również możemy sobie wyobrażać te cuda.

      Muszę chyba sięgnąć po książki Hrabala, o których wspominasz, gdyż nie kojarzę go z opisów muzycznych, a chyba warto się z nimi zapoznać!

      Usuń
    2. Rzeczywiście, bardzo trafny opis! Żałuję, że do tej pory nie udało mi się skończyć całego cyklu Prousta, chciałabym dobrnąć do ostatniej strony i z jej perspektywy móc spojrzeć na całość, tak jak o tym pani Iwaszkiewiczowa pisała. A w te wakacje raczej też się nie uda, bo czasu jak zawsze jest mniej niż się wcześniej wydawało.

      Po Hrabala koniecznie:) "Rozwalony bęben" jest na pewno w tomie "Sprzedam dom, w którym już nie chcę mieszkać", ale zdaje się że jeszcze w kilku innych zbiorach możesz to opowiadanie znaleźć. "Skarby..." czytałam już dość dawno, muszę je sobie wreszcie odświeżyć, ale koncert skrzypka Przygody był fragmentem, który najlepiej zapamiętałam. Oczywiście to zupełnie inna stylistyka niż proustowska, ale też ciekawa. Jeśli gdzieś znajdziesz, będziesz mieć czas i ochotę, to gorąco polecam!

      Usuń
  2. "Nowy utwór rozpościerał się na powierzchni gładkiej i równej jak powierzchnia morza w burzliwy poranek już zarumieniony purpurą, pośród cierpkiego milczenia, w bezkresnej pustce" - to jest poezja w czystej postaci! Piękne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Można się w tym zatracić :)

    OdpowiedzUsuń

Ze względu na nasilony ostatnio napływ spamu, możliwość komentowania przez użytkowników anonimowych została zablokowana.
Niestety, nie zawsze jestem w stanie od razu odpowiedzieć na komentarz. Dziękuję za wyrozumiałość i komentowanie. :)

Autorzy

Agopsowicz Monika Albaret Celeste Albom Mitch Alvtegen Karin Austen Jane Babina Natalka Bachmann Ingeborg Baranowska Małgorzata Becerra Angela Beekman Aimee Bek Aleksander Bellow Saul Bennett Alan Bobkowski Andrzej Bogucka Maria Bonda Katarzyna Brabant Hyacinthe Braine John Brodski Josif Calvino Italo Castagno Dario Cegielski Tadeusz Cejrowski Wojciech Cherezińska Elżbieta Cleeves Ann Courtemanche Gil Crummey Michael Cusk Rachel Czapska Maria Czarnyszewicz Florian Dallas Sandra de Blasi Marlena Didion Joan Dmochowska Emma Doctorow E.L. Domańska-Kubiak Irena Dostojewska Anna Drinkwater Carol Drucka Nadzieja Druckerman Pamela Dunlop Fuchsia Edwardson Ake Evans Richard Fadiman Anne Faulkner William Fiedler Arkady Fletcher Susan Fogelström Per Anders Fønhus Mikkjel Fowler Karen Joy Franzen Jonathan Frayn Michael Fryczkowska Anna Gaskell Elizabeth Gilmour David Giordano Paolo Goetel Ferdynand Goethe Johann Wolfgang Gołowkina Irina Grabowska-Grzyb Ałbena Grabski Maciej Green Penelope Grimes Martha Grimwood Ken Gunnarsson Gunnar Gustafsson Lars Gutowska-Adamczyk Małgorzata Guzowska Marta Hagen Wiktor Hamsun Knut Hejke Krzysztof Herbert Zbigniew Hill Susan Hoffmanowa Klementyna Holt Anne Hovsgaard Jens Hulova Petra Ishiguro Kazuo Iwaszkiewicz Jarosław Iwaszkiewiczowa Anna Jaffrey Madhur Jakowienko Mira Jamski Piotr Jaruzelska Monika Jastrzębska Magdalena Jersild Per Christian Jörgensdotter Anna Jurgała-Jureczka Joanna Kaczyńska Marta Kallentoft Mons Kanger Thomas Kanowicz Grigorij Karon Jan Karpiński Wojciech Kaschnitz Marie Luise Kolbuszewski Jacek Komuda Jacek Kościński Piotr Kowecka Elżbieta Kraszewski Józef Ignacy Kroh Antoni Kruusval Catarina Krzysztoń Jerzy Kuncewiczowa Maria Kutyłowska Helena Lackberg Camilla Lanckorońska Karolina Lander Leena Larsson Asa Lehtonen Joel Lupton Rosamund Lurie Alison Ładyński Antonin Łopieńska Barbara Łozińska Maja Łoziński Mikołaj Mackiewicz Józef Magris Claudio Malczewski Rafał Maloney Alison Małecki Jan Manguel Alberto Mankell Henning Mann Wojciech Mansfield Katherine Marai Sandor Marias Javier Marinina Aleksandra Marklund Liza Marquez Gabriel Masłoń Krzysztof Mazzucco Melania Meder Basia Meller Marcin Meredith George Michniewicz Tomasz Miłoszewski Zygmunt Mitchell David Mizielińscy Mjaset Christer Mrożek Sławomir Mukka Timo Murakami Haruki Musierowicz Małgorzata Musso Guillaume Muszyńska-Hoffmannowa Hanna Nair Preethi Nesbø Jo Nicieja Stanisław Nothomb Amelie Nowakowski Marek Nowik Mirosław Obertyńska Beata Oksanen Sofi Ossendowski Antoni Ferdynand Paukszta Eugeniusz Pawełczyńska Anna Pezzelli Peter Pilch Krzysztof Platerowa Katarzyna Plebanek Grażyna Płatowa Wiktoria Proust Marcel Pruszkowska Maria Pruszyńska Anna Quinn Spencer Rabska Zuzanna Rankin Ian Rejmer Małgorzata Reszka Paweł Rutkowski Krzysztof Rylski Eustachy Sadler Michael Safak Elif Schirmer Marcin Seghers Jan Sobański Antoni Staalesen Gunnar Stanowski Krzysztor Stasiuk Andrzej Stec Ewa Stenka Danuta Stockett Kathryn Stulgińska Zofia Susso Eva Sypuła-Gliwa Joanna Szabo Magda Szarota Piotr Szczygieł Mariusz Szejnert Małgorzata Szumska Małgorzata Terzani Tiziano Theorin Johan Thompson Ruth Todd Jackie Tomkowski Jan Tristante Jeronimo Tullet Herve Velthuijs Max Venclova Tomas Venezia Mariolina Vesaas Tarjei Wachowicz-Makowska Jolanta Waltari Mika Wałkuski Marek Wańkowicz Melchior Warmbrunn Erika Wassmo Herbjørg Wasylewski Stanisław White Patrick Wiechert Ernst Wieslander Jujja Włodek Ludwika Zevin Gabrielle Zyskowska-Ignaciak Katarzyna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...