![]() |
Zbigniew Herbert (1924-98), wybitny polski poeta i pisarzŹródło zdjęcia |
Zbigniew Herbert, "Barbarzyńca w ogrodzie"
Czytelnik, 2002
"Poszedłem na bulwary w kierunku Rodanu. "Rzeko szybka, wynikająca z Alp, która toczysz wokół siebie noce i dnie, i moje pragnienia tam, dokąd wiedzie cię natura a mnie miłość". Tak śpiewał Petrarka. Rodan w istocie jest potężny, ciemny i ciężki jak bawół. Jasna prowansalska noc, chłodna, ale z utajonym żarem na szczycie.
Wracam do śródmieścia po śladach głosów i muzyki. Jak opisać miasto, które nie jest z kamienia, ale z ciała? Ma ciepłą, wilgotną skórę i puls spętanego zwierzęcia." (s. 45)
![]() |
Arles widziane od strony RodanuŹródło zdjęcia |
"Do dziś żywy jest nad brzegami Rodanu kult dobrego cesarza Augusta, o którym ludzie mówią tak ciepło, jak moi galicyjscy dziadkowie o Franciszku Józefie. Piękna głowa cezara z arlesańskiego lapidarium pełna jest energii i łagodności. Na tym rzeźbiarskim portrecie młody władca przedstawiony jest z brodą, którą nosił niczym czarną przepaskę - znak żałoby po swym przybranym ojcu, boskim Juliuszu." (s. 49)
"Najbardziej monumentalną pamiątką po Rzymianach jest amfiteatr.
Zbudowano go na wzniesieniu. Dwa piętra potężnych łuków z doryckimi pilastrami u dołu i korynckimi kolumnami na górze. Naga konstrukcja złożona z cyklopowych głazów. Żadnej lekkości i wdzięku, jak pisał pewien naiwny wielbiciel Rzymian. Miejsce w sam raz stosowne dla gladiatorów i amatorów mocnych wzruszeń." (s. 51)
"Najbardziej monumentalną pamiątką po Rzymianach jest amfiteatr.
Zbudowano go na wzniesieniu. Dwa piętra potężnych łuków z doryckimi pilastrami u dołu i korynckimi kolumnami na górze. Naga konstrukcja złożona z cyklopowych głazów. Żadnej lekkości i wdzięku, jak pisał pewien naiwny wielbiciel Rzymian. Miejsce w sam raz stosowne dla gladiatorów i amatorów mocnych wzruszeń." (s. 51)
![]() |
Widok na zabytkowe centrum Arles; w centrum rzymski amfiteatrŹródło zdjęcia |
"Nasi przodkowie nie mieli w tym stopniu, co my, skłonności do zakładania muzeów. Przedmiotów dawnych nie zamieniali w eksponaty zamknięte w szklanych gablotkach. Używali ich do nowych konstrukcji, wcielali przeszłość w teraźniejszość bezpośrednio. Dlatego zwiedzanie takich miast jak Arles, gdzie przemieszane są epoki i kamienie, jest bardziej pouczające niż chłodny dydaktyzm usystematyzowanych kolekcji. Nic bowiem wymowniej nie świadczy o trwałości dzieł ludzkich i dialogu cywilizacji niż spotkany nagle i nie opisany w przewodnikach renesansowy dom zbudowany na rzymskich fundamentach z romańską rzeźbą nad portalem." (s. 52)
![]() |
Katedra św. Trofima w ArlesŹródło zdjęcia |
"Arles miało wszelkie dane - żeby tak się wyrazić - materialne i duchowe, aby stać się stolicą Prowansji. Komuna miejska była stosunkowo silna, a głos arcybiskupów z Arles rozlegał się daleko poza miejskie mury. Odbywały się tu liczne sobory i w średniowieczu nazywano Arles "galijskim Rzymem". Wyprawy krzyżowe niezmiernie ożywiły handel i życie umysłowe. Wydawało się, że epoka świetności Augustów i Konstantyna znów powróci, gdy w roku 1178 Fryderyk Rudobrody koronuje się w Arles w katedrze św. Trofima.
Jeśli powiem, że owa katedra, zaliczna do skarbów europejskiej architektury, jest dowodem minionej świetności Arles, może to wywołać obraz ogromnej budowli kapiącej od ozdób. W istocie kościół w szarym habicie surowych kamieni, wciśnięty w rząd domów, jest tak skromny, że można by go minąć nie zauważając, gdyby nie rzeźbiony portal. To nie gotycka katedra, która jak błyskawica rozcina horyzont, dominuje nad wszystkim, co ją otacza, ale budowla, której cała wielkość zawarta jest w proporcjach, mocno zakotwiczona w ziemi, przysadzista, ale nie ciężka. Romańszczyzna, zwłaszcza romańszczyzna prowansalska, jest nieodrodną córką antyku. Ma zaufanie do geometrii, prostych reguł liczbowych, mądrości kwadratu i statyki. Żadnego żonglowania kamieniem, ale jego stateczne i logiczna użycie. Satysfakcja estetyczna, jaką daje ogladanie tych budowli, polega na tym, że elementy są widoczne, obnażone dla oczu obserwatora, tak że potrafi on sobie jasno odtworzyć proces powstawania dzieła, rozebrać i złożyć w swej wyobraźni kamień po kamieniu, wolumin po woluminie to, co ma tak przekonywająca i nieodpartą jedność." (s. 56)
Arles docenił też Frankenheimer w "Roninie" :-).
OdpowiedzUsuńDla mnie Arles to przede wszystkim miejsce, gdzie tworzył Vincent Van Gogh. Ale trzeba przyznać, że pięknie napisał Herbert o tym mieście. Gdyby nie jego opis katedry pewnie wcale nie zwróciłabym na nią uwagi, jest naprawdę niepozorna. Kilka razy przechodziłam obok i nie mogłam dostrzec.
OdpowiedzUsuńHerbert pisze w tym eseju również o van Goghu, ale pewnie to wiesz :)
UsuńWczoraj akurat przejezdzalam przez Arles i zaluje, ze spieszylam sie na pociag... Jak milo jest poczytac.. No coz, i tak mialam tam zamiar kiedys wrocic , najpozniej za rok :)
OdpowiedzUsuńI to jest bardzo dobre podejście do zwiedzania. :)
Usuń